to dobrze,że w ukryciu.
będziesz jeszcze to rozmyslala dopoki nie podniesie sie twoja wartosc,wiec ci wybaczamy, a ja sobie też musze wybaczyc
czytalas moj watek?? uwazasz,ze sie upokorzyłam przed nim?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
to dobrze,że w ukryciu.
będziesz jeszcze to rozmyslala dopoki nie podniesie sie twoja wartosc,wiec ci wybaczamy, a ja sobie też musze wybaczyc
czytalas moj watek?? uwazasz,ze sie upokorzyłam przed nim?
Nie wytrzymałabym takiej huśtawki nastrojów i szarpaniny. Komfort psychiczny i spokój są ważniejsze niż takie "uczucie". Trzeba szanować swoje emocje. Pozdrawiam.
Aneta, troche tak... ja bym w ogóle nie podjęła takiego rodzaju flirtu
zaczynam dzień z lepszym nastawieniem ![]()
postanowiłam, że muszę w końcu mózg wyjąć z kieszeni i włożyć na swoje miejsce.
Już sie nie boję, że napiszę do niego.
Pogadałam z kilkoma fajnymi facetami, obejrzałam film "He's just not that into you" i doszło w końcu do mnie, że tak, są na świecie normalni mężczyźni (wcześniej dobiły mnie historie z internetu) oraz że naprawdę byłam źle traktowana przez kogoś, kto jest prawdziwym dupkiem i już nie mam żadnych wątpliwości co do tego, w dodatku robi mi się głupio, że na takiego poleciałam.
I tak, trzeba poważnie wziąć się za poczucie własnej wartości.
I już nie będę o tym epizodzie rozmyślać.
Będę tu obecna, btw - dzięki Wam laski bardzo za przetrzepanie tyłka ![]()
iggam dobre nastawienie, przepraszam że sie wtrącę ale wiedz że myśli o nim będą wracać do Ciebie jak bumerang, będą Cie prześladować jeszcze przez spory kawał czasu. tak jak teraz mnie prześladują myśli o mojej byłej,
też sobie wczoraj wieczorem powiedziałem rano wstanę i będzie lepiej ale wcale nie jest lepiej, dobrze że przynajmniej urlop teraz mam bo w pracy to nie mógłbym się na niczym skupić no a z drugiej strony co z tego urlopu jak trzeba go spędzać samemu.
Zyczę Ci jednak powodzenia i wytrwałości.
Freak dlaczego stawiasz się na tej samej pozycji, co ja? Czytałam Twój wątek i nie nie masz podstaw, żeby czuć się pokrzywdzony. Mój głos to jak głos Twojej kobiety. To jest to, co ona prawdopodobnie teraz czuje, a pewnie sto razy gorzej, bo to było 6 lat. A Ty tego w ogóle nie widzisz i ciągle jęczysz jedynie nad sobą.
I cały czas ją obwiniasz o to wszystko, a sobie pobłażasz, co jest chore.
Wiem, że reszta forumowiczów już nieco postawiła Ciebie na nogi, ale właśnie przeczytałam cały wątek i postanowiłam, że dodam coś od siebie, w razie, gdybyś potrzebowała jeszcze paru słów, dzięki którym łatwiej będzie Ci przestać myśleć o tym człowieku. Tak jak mówili inni, jemu na Tobie nie zależało i traktował Ciebie jak podbój, który może i mile łechta jego ego, ale nie wywołuje żadnych cieplejszych uczuć. Ja bym się ewakuowała już po tych pierwszych sytuacjach, gdy flirtował z innymi kobietami. ŻADEN facet, któremu naprawdę zależy, nawet NIE WPADŁBY na to, żeby podrywać kogoś poza Tobą - w dodatku w Twoim towarzystwie. To zresztą znaczyło też, że jego zdolności do empatii są zerowe. Moim zdaniem ani trochę wtedy nie przesadziłaś. Co prawda, przewinienia nie były też jakieś ogromne, ale jednak były, a nie powinny. Ciekawa jestem jak pan idealny poczułby się, gdybyś takie dziwne wtrącenia kierowała względem jego kolegów, czy nawet obcych facetów. Pewnie by poczerwieniał z wściekłości, bo jak to tak, jego zdobycz śmiała spojrzeć na kogoś poza nim?
Od takich to tylko uciekać, nieważne jak wiele innych, wartościowych cech mogliby mieć. To jak wadliwy sprzęt. Niby wszystko gra, ale jednak jest ta jedna usterka, która sprawia, że nie funkcjonuje do końca normalnie. Gdyby zmienić go w telefon, idę o zakład, że zamiast doszukiwać się przyczyn tych niedociągnięć, poszłabyś do salonu i powiedziała, że chcesz nową, w pełni sprawną sztukę. Ciesz się więc, że masz to już za sobą, bo to prawdziwe błogosławieństwo, że poświęciłaś mu TYLKO te dwa miesiące, plus teraz ten okres po zerwaniu. Życzę Ci, byś szybko się podniosła, zrozumiała, że znaczysz o wiele więcej niż on czy nawet Ty sama moglibyście przypuszczać i dasz sobie bez niego świetnie radę
A on nadal będzie chamem oraz małym chłopcem, skrytym za kurtyną swojej udawanej pewności siebie i arogancji.
Pamiętaj, że z Waszej dwójki to Ty masz większe szanse na szczęście! ![]()
nie zawsze trzeba wszytsko robić pod faceta, zrób coś dla siebie !
A on nadal będzie chamem oraz małym chłopcem, skrytym za kurtyną swojej udawanej pewności siebie i arogancji.
Pamiętaj, że z Waszej dwójki to Ty masz większe szanse na szczęście!
Dzięki...
Nie sądziłam, że przydarzy mi się w życiu taka historia.
Byłam przekonana, że na początku mu zależało, a potem ten proces odrzucania i szukania wad przebiegał jakoś tak na poziomie podświadomym.
Teraz już nic nie wiem.
Naprawdę myslicie, że to było od poczatku wielkie kłamstwo?
To on chyba okłąmywał samego siebie, bo wierzył w to, co mówi.
Jego stosunek do mnie zmienił się po tym fochu, tak myślę.
Byłam dziś u psychoterapeutki (pierwszy raz w życiu), ona pyta - czy ja to kupiłam, że on nie wie, czego chce.
E... no ja myslałam ze on właśnie dopiero stwierdził, że jednak nie chce. Bo tego wyznania nie planował i to ja wydusiłam to z niego wtedy.
Gdyby to była gra w kotka i myszkę, to już by zadzwonił i badał, czy nadal jestem zainteresowana, a on urwał kontakt już na stałe.
Mrs.Happiness napisał/a:A on nadal będzie chamem oraz małym chłopcem, skrytym za kurtyną swojej udawanej pewności siebie i arogancji.
Pamiętaj, że z Waszej dwójki to Ty masz większe szanse na szczęście!
Dzięki...
Nie sądziłam, że przydarzy mi się w życiu taka historia.
Byłam przekonana, że na początku mu zależało, a potem ten proces odrzucania i szukania wad przebiegał jakoś tak na poziomie podświadomym.
Teraz już nic nie wiem.
Naprawdę myslicie, że to było od poczatku wielkie kłamstwo?
To on chyba okłąmywał samego siebie, bo wierzył w to, co mówi.
Jego stosunek do mnie zmienił się po tym fochu, tak myślę.Byłam dziś u psychoterapeutki (pierwszy raz w życiu), ona pyta - czy ja to kupiłam, że on nie wie, czego chce.
E... no ja myslałam ze on właśnie dopiero stwierdził, że jednak nie chce. Bo tego wyznania nie planował i to ja wydusiłam to z niego wtedy.
Gdyby to była gra w kotka i myszkę, to już by zadzwonił i badał, czy nadal jestem zainteresowana, a on urwał kontakt już na stałe.
A robi Ci różnicę czy to było kłamstwo czy nie?
Czy się oszukiwał czy nie?
Tak, to wiele znaczy, bo myślałam, że jestem rozsądna i nie tak strasznie głupia. Tylko z niską samooceną. Zaślepiona, z rozumem w kieszeni, bo tak strasznie chciałam miłości.
Jeśli on siebie oszukiwał i chciał na początku czegoś głębszego, a wyszło jak zawsze, bo go to przerosło, to znaczy, że jest niedojrzały i nie wie, czego chce plus jest chamem, co oczywiste, bo jest zagubionym zakompleksionym narcyzem.
Natomiast, jeśli to WSZYSTKO od początku było z premedytacją, to kompletnie tracę w siebie wiarę, we własny osąd , zdolność postrzegania, no już nie wspomnę o błyskotliwości.
Nie no w obu przypadkach nie wspominam o błyskotliwości.
No i jak tu poprawić poczucie własnej wartości przy takim odkryciu?
Noo, dajrze spokoj!!!
Zeby od razu sobie umniejszac? Przeciez to dwa miesiace tylko. Nie tkwilas dwa lata przy kims, kto cie tlucze( wtedy, to faktycznie swiadczy, ze z toba nie halo)
Ot- doswiadczenie i tyle.
Sama musisz przyznac, ze z poczatku fajnie sie z nim czulas, potem zobaczylas, ze nie warto w to brnac, wiec wybrnelas.
Normala- w moim odczxuciu nic ci nie ujmuje....
taak oldorando, dzięki - ale przyznać trzeba szczerze, że to nie ja wybrnęłam, to on mnie "wybrnął".
Jakby on chciał dalej grać to ja bym w tym tkwiła. Tylko coraz bardziej bym się gimnastykowała, żeby tylko był ze mnie zadowolony. Coraz bardziej bym winiła siebie o wszystko i coraz mniejszą bym miała samoocenę.
A wszystko dlatego, że na początku zakochałam się w iluzji.
To forum dało mi to, że przynajmniej nie płaczę dalej za ta iluzją i mogę iść do przodu, bo wiem że to było toksyczne i nieprawdziwe.
No właśnie- zakochałaś się w iluzji- tak na ogół jest.
I to Twoje zakochanie Cię oślepiło. Widziałaś w tym człowieku co dobre, ignorowałaś co niefajne. Przeceniłaś go.
A on- on sobie jakoś grał, a i czegoś początkowo chciał.
Prawda pewnie leży po środku.
Zamiast wrzucać sobie brak błyskotliwości pomyśl, że czegoś się nauczyłaś. (ja wiem że to łatwo mówić...)
Choćby tego, żeby w kolejnej relacji się nie gimnastykować i nie udawać, że jesteś wielbłądem. A być sobą.
No i dobrze że Cię 'wybrnął', teraz będziesz bardziej świadoma tego, jakie role grasz w relacji.
A samoocenę buduj w oparciu o siebie samą( zasoby, umiejętności, doświadczenia, cechy) a nie w oparciu o środowisko zewnętrzne.
Ile Ty masz lat?
Skoro martwi Cię to, że dałaś sobie tak wyprać mózg, to po prostu postaraj się na przyszłość być ostrożniejsza. Wiem jak możesz się teraz czuć, ponieważ miałam już taką sytuację w życiu, że byłam ślepo zapatrzona w pewnego chłopaka, nie widziałam niczego, nawet jeśli bardzo mnie krzywdził. Ciągle go usprawiedliwiałam, a to niestabilną sytuacją w domu, a to wieloletnią depresją. Byłam zwyczajnie zakochana i... cóż, ogłupiała. Myślałam, że mnie to nie czeka, bo ja to przecież ta rozsądna, ta, która zawsze wszystko analizuje i nie daje się zrobić w bambuko. A jednak dałam. Bo w grę weszły uczucia. Rzecz, której nie da się kontrolować w nas samych. Możemy jedynie starać się kontrolować ich skutki i w porę włączyć w całe przedsięwzięcie nasz rozum. Byle tylko się za bardzo po wszystkim nie obwiniać ani sobie nie ubliżać, bo to nie ma przecież sensu.
Ciężko mi powiedzieć co nim kierowało, ponieważ go nie znam, tak samo jak Ty go nie znasz, przynajmniej nie na tyle, żeby móc go teraz rozgryźć. Równie dobrze mógł robić to od początku z premedytacją, ale też być w jakiś sposób zagubiony. Nie określałabym tego jednak w ten sposób, że PO tej akcji z flirtami mu się nagle odmieniło, a już prędzej, że DZIĘKI niej pokazał Tobie o co jemu chodzi tak naprawdę. Może wiedział to od początku, ale się ukrywał. Może zrozumiał dopiero wtedy i postanowił się wycofać dla dobra ogółu. Wie to tylko on. Ważne jest, że nie chciał stworzyć z Tobą związku i trzymaj się tej myśli, bo ona jest kluczowa. Ty nie zrobiłaś nic złego, naprawdę. A w każdym razie nic poza tym, że próbowałaś robić wszystko pod niego, co było złe i krzywdzące dla Ciebie. Pamiętaj, że nawet jeśli ktoś pokocha osobę, którą przed nim udajemy, to nie pokocha nas. Nie chciałabyś chyba grać do końca życia, prawda? Wierzę w to, że nie i że ta relacja będzie Ci przestrogą, żebyś nigdy dla NIKOGO nie posunęła się do czegoś takiego. Mądra i uczuciowa z Ciebie osoba, pielęgnuj to w sobie i bardziej doceniaj ![]()
No tak... Z tym, ze ja chciałam podkreślić, ze nie udawalam nikogo innego, tzn nie zmienialam jakichs cech mojego charakteru, poza tym, ze bardzo sie uspokoilam, przestalam być nerwowa, a to chyba zmiana na lepsze, byłam milsza i delikatniejsza
Dobrze mi z tym było
Może błąd to był ze pozwolilam sobie wejść na głowę moja postawą
Tak bo oprócz tego rzeczywiście zaczelam skakać wokol niego i pokazywalam, ze martwie sie, ze cos źle zrozumie z mojego zachowania. Tlumaczylam sie.
Masakra.
Tak bo oprócz tego rzeczywiście zaczelam skakać wokol niego i pokazywalam, ze martwie sie, ze cos źle zrozumie z mojego zachowania. Tlumaczylam sie.
Masakra.
Iggam, to jest chore. W każdej relacji.
Ty masz w ogóle jakieś oczekiwania, oprócz tego, żeby facet się Tobą zainteresował?
Każda strona powinna czegoś oczekiwać od potencjalnego partnera. Związek to dawanie i BRANIE. Ty chcesz tylko dawać. Jakim cudem więc chcesz stworzyć zdrowy związek? Każdy normalny facet ucieknie od Ciebie w popłochu, zainteresują się Tobą jedynie skrajni egoiści - tylko oni są w stanie znieść ciągłe branie bez wkładu własnego.
Igam- powiem ci z doswiadczenia wlasnego.
Ty szukasz faceta charyzmatycznego, ktory bedzie na tyle silna osobowoscia, ze cie poprowadzi.
( rozumiem, ze z tego powodu " emocjonalnie wtopilas")
Zauwazylam, ze takie osoby w necie, to ludzie, z ktorymi ciezko sie umowic.
" normalny facet" dazy szybko do spotkania/wyjasnienia sobie wzajemnych oczekiwan.
Ten silny, charyzmatyczny, najpierw sprawdza, czy warto sie z toba spotkac.
Najpierw musisz go czyms ujac/zachecic/oczarowac.
On nie leci z hurra optymizmem, na spotkanie z blizej nieznajoma.....on wybiera z kim sie spotyka.
Odnies to do swoich doswiadczen z tym panem. On juz po 2 tygodniach" zadeklarowal" wasz zwiazek.
Wzial cie szturmem, nie wybrzydzajac...
A ciebie to ujelo, jako przejaw stanowczosci i decyzyjnosci.
Wez to pod rozwage na przyszlosc...
Tak- z moich doswiadczen.....
Nie chce tylko dawać, przecież zglaszalam moje pretensje o te flirty, nie zgodzilam sie na przesunięcie godziny spotkania o ile proponował, mowilam mu moje zdanie na różne tematy mimo ze on forsował swoje.
Nie rozumiem za bardzo, co to znaczy wiec brać.
Co to znaczy brać w zwiazku, według Was?
Oldorando, dużo racji. Na pewno wezme pod uwagę to umawiajac sie w przyszłości.
Z drugiej strony, ponieważ odnosisz sie do internetu, są ludzie którzy wola sie spotkać szybko na żywo żeby sie przekonać jaka jest interakcja. Bo nie każdy lubi bez końca 'klikac' po to by po miesiącu sie spotkać i przeżyć rozczarowanie bo sie osoba nie spodoba na żywo.
X nie był z internetu
tylko ze wspólnego kręgu. Tu była chemia od samego poczatku. Wziął mnie szturmem tak, to wszystko było szalone, ja mu dalam zaufanie na kredyt, ale głównie dlatego ze moja kolezanka przedstawiła go w samych superlatywach. Że spokojny, w porządku, stały ( wiedziała o tej dziewczynie przez 4 lata)
Wyszło potem ze ona go az tak dobrze nie znała i tez oceniała po pozorach.
Co to znaczy brać w zwiazku, według Was?
To znaczy mieć oczekiwania. Np. takie, że facet ma mi kwiatki przynosić przynajmniej raz w tygodniu. I, jeśli te kwiatki są dla mnie sprawą priorytetową to nie robię pretensji o to, że on nie przynosi, ale szukam takiego, który przynosił będzie.
Zamiast kwiatków wstaw sobie dowolną wartość: czułość, zainteresowanie, wierność, troskliwość, wyrozumiałość, zaangażowanie.
Igam- powiem ci z doswiadczenia wlasnego.
Ten silny, charyzmatyczny, najpierw sprawdza, czy warto sie z toba spotkac.
Najpierw musisz go czyms ujac/zachecic/oczarowac.
On nie leci z hurra optymizmem, na spotkanie z blizej nieznajoma.....on wybiera z kim sie spotyka.Odnies to do swoich doswiadczen z tym panem. On juz po 2 tygodniach" zadeklarowal" wasz zwiazek.
Wzial cie szturmem, nie wybrzydzajac...
A ciebie to ujelo, jako przejaw stanowczosci i decyzyjnosci..
Ee.. z tym, że charyzmatyczny facet o silnej osobowości i bardzo pewny siebie czeka ze spotkaniem długo i bada i ogląda i przesłuchuje
to się nie mogę zgodzić.
Zazwyczaj taki mężczyzna dąży dość szybko do spotkania - z mojego doświadczenia z kolei ![]()
To ja mam tendencję do "badania" i "przebierania", przesłuchiwania zanim się spotkam, bo rzadko mi się chce, a jeśli już się z kimś zdecyduję spotkać, to musi mi się autentycznie chcieć, czyli musi mi się podobać nie tylko wizualnie ale i mentalnie.
A zauważyłam, że pewni siebie faceci, jeśli wstępnie są zainteresowani, resztę chcą obadać odrazu i jak najszybciej już na miejscu ![]()
A a propos deklaracji chęci bycia w związku z autorka juz po 2 tyg. (!!) to wali a) albo desperacją b) gościem, który wie jak "dotrzeć" do danej kobiety. Widzi spokojną, o cechach bliższych do żony niż kochanki -to proponuję związek, żeby się poczuła bezpieczniej ..i wtedy heja !
ale już innego pułapu, nie trzeba się tak gimnastykowac, bo ona już cała szczęsliwa i ufa
Iggam - popatrz na sytuację z innej strony. Wyciagnnas z niej wnioski i zdobyłaś doświadczenie. Drugi raz nie popelnsz takiego samego błędu.
Może ten "zwiazek"miał Cię uchronić przed ewentualnie jeszcze gorszym układem. Dobrze, że to trwało tylko 2 m-ce.
Ale tak w praktyce to by wychodziło, ze jak cos komuś nie pasuje, to niewarto rozmawiać o tym, wymagać, docierac sie. Tylko wymieniać na lepszy model?
Ale tak w praktyce to by wychodziło, ze jak cos komuś nie pasuje, to niewarto rozmawiać o tym, wymagać, docierac sie. Tylko wymieniać na lepszy model?
Jasne, zawsze warto. Tylko jedno zastrzeżenie: ten ktoś też musi chcieć..
Zobacz, nie znamy się nawet osobiście, a nam tutaj w tym wątku bardziej zależy na Tobie niż jemu kiedykolwiek.
Najcenniejsze co można dać drugiemu człowiekowi to Twoja uwaga i czas - ot tak, za nic.
Co to za związek bez tego?
Tak , właśnie tu tkwił mój błąd. Uslyszalam ze jestem w związku i automatycznie zaufalam.
Wiem widzę to... Ze jemu zupełnie nigdy. To juz chyba najbardziej możliwie przedmiotowe potraktowanie.
Iga, to były TYLKO 2 miesiące
Mogły być lata.. On i tak - wbrew wszystkiemu -zachował się w miarę w porządku, bo nie zwodzi Cię. Urwał kontakt, choć to boli, a mógłby Cię wykorzystywać..
Pomyśl w ten sposób.
Może nie chcial wykorzystywac a moze na tyle mu zbrzydlam ze po prostu nie miał ochoty juz na mnie patrzec ![]()
Ty się uparłaś tłumaczyć wszystko w najgorszy dla siebie sposób.
Tak żeby się SAMA wdeptać w błoto, żeby poczuć się jeszcze gorzej, biedniej, bardziej beznadziejnie.
Wcześniej nam wykładałaś tutaj dowody jego zainteresowania, to teraz wyłóż sobie. Gość się Tobą zainteresował, mieliście krótki wspólny czas, który był fajny. Tego się uczep. Było fajnie. A później się skończyło. Może z niczyjej winy, ot tak- po prostu.
Ja wiem że to wydaje się być mało- ale tyle z tego możesz mieć.
To jak spadająca gwiazda- przeleciała, ale widziałaś jej blask- i to możesz zabrać ze sobą, dla siebie.
Może nie chcial wykorzystywac a moze na tyle mu zbrzydlam ze po prostu nie miał ochoty juz na mnie patrzec
Czy dla 2 miesięcy warto się tak zadręczać?nie wyszło to trudno.Nie byliście ze sobą paru lat, nie byliście małżeństwem ani nawet narzeczeństwem.
Za szybko "wyobraziłaś' sobie dalsza otoczkę związku. A tu trzeba pomału.
Rossanko, to nie kwestia czasu co poziomu zaangażowania.
Jak ona się tak błyskawicznie wkręciła i to tak po uszy, to teraz rozwala to na atomy.
I uparcie szuka winy własnej.
Nie powiedzialam, ze charyzmatyczny facet bedzie klikal miesiacami, tylko, ze trzeba czyms go zainteresowac/oczarowac// zeby zaprosil na spotkanie.
Nie rzuca sie do reala tak z marszu, jak niektorzy- im wiecej spotkan, tym lepiej, nadzieja na chemie wieksza...
Tak- tytulem wyjasnienia.
A jesli chodzi o tego konkretnego, to jak by mnie po 2 tyg. Oznajmil ze jestesmy w zwiazku, to by mi wszystkie syreny alarmowe zawyly( wiem, wiem, ze u mnie o to latwo, ale jednak)
I nie z powodu despery, tylko- nie liczy sie z moim zdaniem, jest zaborczy, apodyktyczny, hola, hola...na te frajde, to trzeba zasluzyc!, a moze ja tak z przekory na nie?, co to znaczy " jestesmy" ustalil to z sasiadka? Zaraz , zaraz...ja mam cos do powiedzenia w tej sprawie. Wyjdz kolego z pokoju, i zobacz czy za drzwiami przypadkiem taktu nie zgubiles.
Tak , mniej wiecej bym pomyslala na takie " jestesmy para" po 2 tyg.
Oldo, bez urazy słońce, ale Ty nie jesteś reprezentatywna:)
A Iggam wydaje się być osobą młodą, ufną, na dodatek już wiemy że z niską samooceną.
I jak taki Adonis jej oznajmił, iż wybrał ją na swoją księżniczkę, a jednocześnie ona już była w niego wtopiona po uszy, to nic tylko głośno zakrzyknąć 'yeaaah!'
I ona się tam nie zastanawiała czy to wcześnie, czy to późno. Emocje przerwały tamę i poleciała.
Nie powiedzialam, ze charyzmatyczny facet bedzie klikal miesiacami, tylko, ze trzeba czyms go zainteresowac/oczarowac// zeby zaprosil na spotkanie.
Nie rzuca sie do reala tak z marszu, jak niektorzy- im wiecej spotkan, tym lepiej, nadzieja na chemie wieksza...
No dobra, wiadomo że taki facet nie jest zdesperowany.
Chodziło mi tylko o to, że wystarczy się wizualnie spodobać i on wtedy CHCE Ciebie poznać i jeśli macie choć 1 wspólny punkt zaczepienia -jakieś zainteresowania dajmy na to- to on jest gotów na kolejny etap w tempie błyskawicznym.
W sumie facet, jak facet. Od reszty wyróżnia go tylko to, że jest przystojny i pewniejszy siebie.
Co do reszty się zgadzam. Związek po 2 tyg. - to zawsze jest coś nie tak z tym, kto proponuje, ale i tym, kto w to idzie ![]()
Noo, i dlatego( jak wspomnialam, niezaleznie od moich czubkow)
Taka zaborcza postawa jest mocno podejrzana.
Ale rozumiem autorke.
Byla w zwiazku, w ktorym to ona " ciagnela za soba", brakowalo jej tej wladczosci, i dlatego wtopila.
( bez zlosliwosci) jak rycerz, podjechal, i ja wzial. Rozumiem jej odczucia, nawet jesli nie podzielam.
Rossanko, to nie kwestia czasu co poziomu zaangażowania.
Jak ona się tak błyskawicznie wkręciła i to tak po uszy, to teraz rozwala to na atomy.
I uparcie szuka winy własnej.
Dlatego chcę ją wybić z tego myślenia bagatelizujac ten jej związek poprzez zwrócenie uwagi na czas. To było 8 tygodni tylko.
No właśnie chodzi o perspektywę, podejście. Zresztą jak we wszystkim. Zawsze cierpienie powoduje nasza nadinterpretacja danej sytuacji lub czyjegoś działania i branie osobiście.
Jeśli Cię to pocieszy autorko, to ja też kiedyś byłam w identycznej niemal sytuacji i też - żeby nie robić "problemów" osobie, która ten związek zaproponowała- zgodziłam się ![]()
Nic do niego nigdy nie czułam i nie poczułam, ale se tak byliśmy, o. Cudnie nie? ![]()
A ja znow autorke rozumiem...
Czuje sie tak...szla sobie ulica, widzi, lezy milion $
Milion mowi- jestem twoj!!!
Zabiera ten milion, idzie z nim na zakupy, a w kazdym sklepie jej mowia, ze falszywy...
Przyznacie, ze rozczarowanie spore....
Zaczyna sie zastanawiac o co chodzi, ( co z nia nie tak), ze milion nie sprawdza sie w sklepie.
I ja chce jej pokazac, ze to nie jej wina, i nie od niej zalezy, czy znaleziony milon byl fortuna, czy falszywka.
Hmm.. Kurde, ciekawe porównanie
bo milion każdy by wziął, no, chyba że ma syndrom męczennika/misjonarza ![]()
Ale z tym "jestem Twój, tylko mnie weź" -to akurat na mnie nie podziałało w kilku przyp. I nie zawsze chodziło o seks, żeby nie było.
Ale, muszę przyznać, że z mężczyzn, którzy to mi się podobali, nigdy nie doszłam do etapu żeby to zaszło tak daleko żebym od którego to usłyszała, ale tak na poważnie właśnie.. Wtedy bym się pewnie ucieszyła wreszcie, tak naprawdę <buja w obłokach>.
A ja znow autorke rozumiem...
Czuje sie tak...szla sobie ulica, widzi, lezy milion $
Milion mowi- jestem twoj!!!
Zabiera ten milion, idzie z nim na zakupy, a w kazdym sklepie jej mowia, ze falszywy...Przyznacie, ze rozczarowanie spore....
Zaczyna sie zastanawiac o co chodzi, ( co z nia nie tak), ze milion nie sprawdza sie w sklepie.
I ja chce jej pokazac, ze to nie jej wina, i nie od niej zalezy, czy znaleziony milon byl fortuna, czy falszywka.
Fantastyczne porównanie!!
No tak, właśnie takiego faceta pewnego siebie szukam - no ale to nie było tak, że stwierdził "jesteśmy parą".
Wróciliśmy od znajomych z imprezy, wprosił się na jeszcze wino, gdy weszliśmy do pokoju popchnął mnie na ścianę, zaczęliśmy się całować, potem przenieśliśmy się na łóżko, było namiętnie, i jakoś wtedy zapytał "czy chcesz związku?"
Ja na to zaskoczona z wahaniem "tak" , a on "to dobrze, bo ja też" - ale tej nocy do niczego więcej nie poszło.
I prawie każdy następny dzień się spotykaliśmy, on nalegał.
To jak miałam nie popłynąć, a strasznie mi się podobał i mi imponował - tym co robi, poglądami, planami, niezależną postawą, naprawde emanowała z niego pewność siebie i brak obaw przed takimi rzeczami przed jakimi ja mam obawy. I ten spokój z lekką olewką. I to, że tak ironicznie czasem słuchał czegoś, a i tak miał własne zdanie. I zawsze wygrywał.
No tak, właśnie takiego faceta pewnego siebie szukam - no ale to nie było tak, że stwierdził "jesteśmy parą".
Wróciliśmy od znajomych z imprezy, wprosił się na jeszcze wino, gdy weszliśmy do pokoju popchnął mnie na ścianę, zaczęliśmy się całować, potem przenieśliśmy się na łóżko, było namiętnie, i jakoś wtedy zapytał "czy chcesz związku?"
Ja na to zaskoczona z wahaniem "tak" , a on "to dobrze, bo ja też" - ale tej nocy do niczego więcej nie poszło.I prawie każdy następny dzień się spotykaliśmy, on nalegał.
To jak miałam nie popłynąć, a strasznie mi się podobał i mi imponował - tym co robi, poglądami, planami, niezależną postawą, naprawde emanowała z niego pewność siebie i brak obaw przed takimi rzeczami przed jakimi ja mam obawy. I ten spokój z lekką olewką. I to, że tak ironicznie czasem słuchał czegoś, a i tak miał własne zdanie. I zawsze wygrywał.
To nie dobrze.Mam na myśli, ze nie było mędzy wami równowagi.
co masz na myśli, Rossanka?
Mowie ogólnie, jaki był - a nie że w stosunku do mnie.
No ale ze mna też wygrał. Równowagi nie było na końcu.
No tak, właśnie takiego faceta pewnego siebie szukam - no ale to nie było tak, że stwierdził "jesteśmy parą".
Wróciliśmy od znajomych z imprezy, wprosił się na jeszcze wino, gdy weszliśmy do pokoju popchnął mnie na ścianę, zaczęliśmy się całować, potem przenieśliśmy się na łóżko, było namiętnie, i jakoś wtedy zapytał "czy chcesz związku?"
Ja na to zaskoczona z wahaniem "tak" , a on "to dobrze, bo ja też" - ale tej nocy do niczego więcej nie poszło.I prawie każdy następny dzień się spotykaliśmy, on nalegał.
To jak miałam nie popłynąć, a strasznie mi się podobał i mi imponował - tym co robi, poglądami, planami, niezależną postawą, naprawde emanowała z niego pewność siebie i brak obaw przed takimi rzeczami przed jakimi ja mam obawy. I ten spokój z lekką olewką. I to, że tak ironicznie czasem słuchał czegoś, a i tak miał własne zdanie. I zawsze wygrywał.
No i popłynęłaś. I pięknie. Nic w tym złego.
Co zyskałaś to Twoje.
A co się nauczyłaś, to wynieś na przyszłość.
ps.
Biczujesz się tak, jakbyś zrobiła coś złego. A tak przecież nie jest.
co masz na myśli, Rossanka?
Mowie ogólnie, jaki był - a nie że w stosunku do mnie.No ale ze mna też wygrał. Równowagi nie było na końcu.
Poczekaj pokaze Ci.Piszesz:
I prawie każdy następny dzień się spotykaliśmy, on nalegał.
A ty?Miałaś coś do powiedzenia, bo brzmi tak, jakby on nalegał, a ty sie zgadzałaś, skoro on tak nalegał.
To jak miałam nie popłynąć, a strasznie mi się podobał i mi imponował - tym co robi, poglądami, planami, niezależną postawą, naprawde emanowała z niego pewność siebie i brak obaw przed takimi rzeczami przed jakimi ja mam obawy.
No widzisz on ci imponował, on miał ciekawe poglądy, postawę, plany - a Ty - tu brzmisz, jakby on był jakimś idolem a ty siedzisz w kąciku i wzdychasz do niego.A gdxzie tutaj sa Twoje dobre cechy z których jesteś dumna?Czy on tak samo wypowiadałby się o Tobie, że mu imponujesz?
I ten spokój z lekką olewką. I to, że tak ironicznie czasem słuchał czegoś, a i tak miał własne zdanie. I zawsze wygrywał.
A tu piszesz, ze był taki ironiczny [przez co może trudno dostępny, zdystansowany no i....zawsze wygrywał ![]()
To miałam na myśli mówiąc, że brak było między Wami równowagi.Tak jakbys ciągle siedziała w jego cieniu takie mam wrażenie.
Dokladnie- kochana!!
Nauka zawsze kosztuje. Ty sie i tak tanio wywinelas....
Glowa do gory, i do przodu!!
Ja ostatnio dochodze do wniosku, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny, i nalezy dziekowac rowniez za te zle doswiadczenia.
I JA to mowie!!!!!
JA!!!!!
Nie elle- tylko JA!!!!
( sama sobie nie wierze, ze to napisalam!!!!)
Oldo- szybko!
Jeszcze możesz edytować:DD
Oldo- szybko!
Jeszcze możesz edytować:DD
Szybko szybko, róbcie skany ekranu ![]()
Ja sobie myślę tak- globalnie.
Jeśli robisz coś z serca, mocno się w to angażując, jesteś w tym prawdziwa. To to świadczy o tobie, to jest wartość, zasób.
Nie ważne czy to będzie praca, hobby, wolontariat czy uczucie do drugiego człowieka.
To jest dla mnie godne szacunku i podziwu.
I jeśli- a często tak bywa- pojawi się ktoś, kto będzie to krytykował, negował, nie doceniał, lekceważył- to to jest jego problem, nie mający nic wspólnego z twoim działaniem. I branie tego do siebie, obciążanie się winą za CUDZE niezadowolenie, wymagania itp. jest błędem. Bo nie robiąc nic złego bierzemy na siebie coś cudzego, deprecjonując tym samym siebie i własny wkład.
Nie mówię, żeby być kompletnie bezrefleksyjnym, nie. Ale oddzielić swoje od cudzego, to raz. A dwa- i wracamy tu do tematu- budować w oparciu o siebie. Jeśli te nasze fundamenty będą NASZE i będą silne, nikt inny- swoją frustracją- nam ich nie rozwali. Bo nie będą one od tego innego i jego widzimisię zależne.
A w związku- jeśli Ty się angażujesz, nie szukasz dziury w całym, a ktoś się okazuje być nieprawdziwy, to ponownie- to jego odpowiedzialność, jego wina, nie twoja. I nie ma co zwalać na siebie, co leży po drugiego stronie.
I to jest lekcja warta wyniesienia.
Z tej historii, z innych, każdy ma jakąś taką własną.
Ja sobie właśnie skumulowałam różne doświadczenia życiowe z ostatnich 2 lat i to mi wyszło ( w sumie mało odkrywcze, ale jednak:)
No widzisz on ci imponował, on miał ciekawe poglądy, postawę, plany - a Ty - tu brzmisz, jakby on był jakimś idolem a ty siedzisz w kąciku i wzdychasz do niego.A gdxzie tutaj sa Twoje dobre cechy z których jesteś dumna?Czy on tak samo wypowiadałby się o Tobie, że mu imponujesz?
Rossanka, no właśnie pytałam go po miesiącu - w rozmowie zaraz po fochu, gdy on opowiedzial mi o swoich byłych - co mu sie we mnie podoba - a on stwierdził że miesiąc to za mało, żeby stwierdzić co mu sie podoba, że na razie próbuje zobaczyć co lubie, co nie lubie itp...
zamiast więc wymienić moje dwie zalety, wymienił bez wahania moje wady: strzelam fochy i krzyczę na niego.
Spytałam, czy coś jeszcze. Powiedział że nie. A ten dzień to i tak był początek końca.
On często testował mnie, prowokował. Chciał sprawdzić gdzie są moje granice, jak zareaguję gdy po raz dziesiąty wspomni o biuście koleżanki, że "nie może się skupić i mówi jej - weź Anka zakryj się". Oczywiście grunt bezpieczny - Anka sporo starsza od niego i zajęta, więc nic między nimi na pewno nie mogło być. Ale moją reakcję sprawdzał. Przez kilka rozmów, w których o tym wspominał, zbywalam go bez słowa. Za następnym razem wtrąciłam "o, znowu biust Ani".
I co? Miał gotowy pocisk w moją stronę, gdy doszło do rozmowy po fochu. Flirt? Jaki flirt? Ja się czepiam o wszystko, mam rozwiniętą paranoję - pewnie uważam, że z każdą flirtuje?? Nawet o biust Ani miałam pretensje... poza tym, zanim byliśmy razem, powłóczyłam spojrzeniem za jego kumplem... itp.
I tak, jeśli prześledzisz poprzednie posty, zauważysz że on był tu idolem do podziwiania i wszystko wokół niego.
Jak raz śniły mi się kruszące się zęby i mówię mu "ooo to ktoś bliski umrze??", a on zgaduje: "Ja!"
Oldorando - prawda
ale ciężko za takie coś dziękować.
Ja mam raczej "Why? Why bad things happen to good people?"
ad rem napisał/a:Oldo- szybko!
Jeszcze możesz edytować:DDSzybko szybko, róbcie skany ekranu
Wariatki!!!!!!!!!!!!!
( uwielbiam was!)
rossanka napisał/a:ad rem napisał/a:Oldo- szybko!
Jeszcze możesz edytować:DDSzybko szybko, róbcie skany ekranu
Wariatki!!!!!!!!!!!!!
( uwielbiam was!)
:D
The same, the same:)
Jak tak sobie czytam te Twoje wspominki Iga, to pomijając już wszystko - ta relacja, sposób w jaki wyście rozmawiali i w ogóle "problemy", tematyka .. no jak dla mnie infantylne mocno.
Taki nastoletni klimat robienia sobie na złość i testowania. Kompletnie nie mój typ faceta z charakteru - po prostu dziecko, chłopiec.
Myślę, że popłynęłaś w momencie tego rzucenia na ścianę
i to rozumiem, bo namiętność i pożądanie są cholernie ważne.
Ale wszystko poza ta jedną zaletą - umiejętność wzbudzania napięcia seksualnego, to same wady u niego. Ty w tym widzisz zalety..
Generalnie ile Ty masz lat, hm?
Pytam z ciekawości. (chyba, że to tajemnica, albo już gdzieś pisałaś)
W ogóle jak tak czytam, co Tobie się w nim podobało, to myślę, że żaden problem znaleźć sobie gościa w tym typie..mnóstwo takich chłopców luzem lata.
Dlatego tym bardziej nie rozumiem tego żalu, jakby to był jakiś diament, jednorożec..
Widocznie jeszcze nie przestawiłaś się na poszukiwania Mężczyzny, wolisz bad boyów ![]()
Iga- bo podziekowania przychodza z czasem.
Zalozmy, ze za dwa lata poznasz nastepnego takiego. I sie nie wkrecisz.
Wkreci sie inna dziewczyna, a ty jej bedziesz perswadowac, ze nie warto.
Pomyslisz sobie: jak dobrze, ze ja mam to w tyle!!!
W ogóle jak tak czytam, co Tobie się w nim podobało, to myślę, że żaden problem znaleźć sobie gościa w tym typie..mnóstwo takich chłopców luzem lata.
Dlatego tym bardziej nie rozumiem tego żalu, jakby to był jakiś diament.
Elle- bo to jest tak- choćby były miliardy takich (i pewnie są)- to ten jest na końcu tunelu, alei w szpalerze dorodnych sosen- ten i żaden inny, ten jedyny. Poza tym klapki na oczach są takie, że nawet tych sosen nie widać dokładnie. ( ja przerabiam to samo, wiem że to śmieszne nawet, ale jeszcze mi nie przeszło ukierunkowanie na cel, normalnie jak bulterier- jak złapie to nie puści:P)
I jeszcze dodam, że ta zmiana w jego zachowaniu to ewidentnie wynik tego, że w pewnym momencie zakwalifikował Ciebie jako niżej w hierarchii, czyli Ty byłaś Pragnienie w tej relacji ![]()
Zawsze wtedy i tylko wtedy, gdy mamy wątpliwości co do atrakcyjności partnera na jakims poziomie - zaczyna się testowanie, czy to kobieta czy facet, nieważne -wszyscy to robimy.
Tam gdzie testowanie, tam wątpliwości.
Im więcej "oblanych" testów, tym mniejsza wartość..itd.
Inna sprawa, że testy świadczą o niedopasowaniu -tzn. potrzeba ich robienia zbyt często. Bo przecież kiedy kogoś testuję, to nie mam do niego wielkiego szacunku -pokazuję mu, że to on/ona ma mi coś pokazać, udowodnić, że warto inwestowac w nią, w relację.
Słaby punkt startowy.
A w związku- jeśli Ty się angażujesz, nie szukasz dziury w całym, a ktoś się okazuje być nieprawdziwy, to ponownie- to jego odpowiedzialność, jego wina, nie twoja. I nie ma co zwalać na siebie, co leży po drugiego stronie.
TAK ad rem, dokładnie tak powinnam przyjąć, spróbuję se to wtłoczyć do głowy.
Elle - no pisałam, pisałam- ale jak wspominasz o infantylności, to wstydze się powtórzyć ![]()
I tak - popłynęłam w momencie rzucenia na ścianę.
Czy ja wiem, czy dużo takich luzem lata? Do tej pory miałam delikatnych facetów albo takich mniej pasjonujących. A ten był bardzo pasjonujący, nie wiem co zrobił że się wpatrzyłam jak w obraz. I wcale, wcale nie interesowali mnie żadni inni, co luzem latają. Wszyscy inni mogliby nie istnieć.
takie zauważalne testowanie zaczęło się po pierwszym spięciu o flirt.
Mówię ze od początku czułam, że prowadzi w swojej głowie zeszycik moich plusów i minusów.
Właśnie to zrobił - dał Ci emocje. Takie dzikie i zwierzęce lekko, jak między kobieta a mężczyzna powinny być
choć oczywiście jako jeden z elementów, a nie jedyne i główne spoiwo.
Ale nie martw się, nie Ty jedna. 99% ludzi by popłynęło. Żeby wyjść z myślenia, że pożądanie=dopasowanie (miłość) trzeba sobie sporo rzeczy poukładać w głowie. Nie każdemu się chce i nie każdy ma tyle konsekwencji i cierpliwości, bo szybkie intensywne (choć krótkotrwałe emocje) sa łatwiejsze
Taki jednorazowy zastrzyk haju - bardzo wiele ludzi dla tych zastrzyków żyje.
Iggam, poczytaj sobie ten wątek: http://www.netkobiety.pl/t81115.html
Złapiesz perspektywę.
Iggam, poczytaj sobie ten wątek: http://www.netkobiety.pl/t81115.html
Złapiesz perspektywę.
Słusznie, poczytaj -jest bardzo bogaty w emocje. Ale mam prośbę.. Nie odnawiaj go. Nie wydaje mi się by Autorka chciała rozdrapywać rany.
ad rem napisał/a:Iggam, poczytaj sobie ten wątek: http://www.netkobiety.pl/t81115.html
Złapiesz perspektywę.Słusznie, poczytaj -jest bardzo bogaty w emocje. Ale mam prośbę.. Nie odnawiaj go. Nie wydaje mi się by Autorka chciała rozdrapywać rany.
Słuszna uwaga Elle..
Czytalam kilka pierwszych i kilka ostatnich.
Historia jest po prostu straszna, tragiczna, zwłaszcza jak sie czytalo i było z autorka od poczatku. Ja nie wiem ale w takich okolicznościach aż trudno pojąć jaki jest w ogóle sens życia i sens cierpień, pp co są te nasze naturalne potrzeby oddania, miłości, skoro najczęściej jest tylko chwila szczęścia po to by zaraz upaść na dol jeszcze niżej niż pułap z którego sie startowało.
Ja juz nie wiem ta historia mnie przerosła.
Moj X- imiennik zreszta
Wszystko po to, żeby się rozwijać ![]()
Nikt ci tak nie pokaże Twoich słabości i co masz do "przerobienia", jak druga osoba - a na pewno taka, która wywoła w Tobie emocje. Tylko wtedy będzie Ci zależało żeby przeglądać sie w niej jak w lustrze, a to Cię ma zaprowadzić znów na początek, a więc: Wszyscy jesteśmy dla siebie lustrami, ale te lustra sa odbiciem Twojego stosunku do siebie.
To, że jakis człowiek (lustro) powoduje, że Ty czujesz się tak a nie inaczej to tylko sygnał dla ciebie, że idziesz w złym kierunku - szukasz potwierdzenia kim jesteś na zewnątrz, podczas gdy druga osoba tak naprawdę pokazuje Ci tylko co sama o sobie myślisz, nigdy nie pokaże Ci czegoś, czego sama wcześniej względem siebie nie czułaś, tylko nie miałas tego świadomości.
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy walczyć o związek, który trwał 2 miesiące - trudny facet
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024