Instynkt (natura) jest jednak silniejsza i pomimo, że ilość zniewieściałych facetów drastycznie rośnie, to możesz być pewny, że silny facet zawsze będzie w stanie kobietę "odbić", bez większych problemów. Spójrz na małżeństwa, gdzie mąż jest "rasowym" wink beta.. pojawia się silny samiec np. w środowisku biurowym (mówię teraz o jego prezencji i energii jako od niego bije, niekoniecznie o moralności) i co? Ile mu zajmuje zajęcie czyjejś samicy?
A ja mam pogląd, może błędny, że to całe doszukiwanie się w naszych czasach większej ilości "zniewieściałych facetów" to złudzenie stworzone przez media i powszechne poglądy, które są socjobiologiczną próbą opisu takich zjawisk jak wzrost niepewności materialnej społeczeństwa, w tym facetów, na których stereotypowo spoczywa obowiązek zapewnienia bytu. Kiedy zaspokojenie tego zaczyna być problematyczne, jak dzisiaj, a wzorzec kreowany dla mas jest "konsumuj i żyj na pokaz" (jest w tym logika systemowa kapitalizmu: konieczność sprzedawania produktów), to pojawia się przekonanie o "kryzysie męskości". Do tego podparte jeszcze różnymi naleciałościami z amerykańskiego neokonserwatyzmu, w stylu, że wraz ze zwiększeniem kontroli kobiet nad swoją rozrodczością, faceci utracili pewne przywileje tutaj i stali się mniej pewni swojej "męskości". Skłaniam się wręcz do radykalnego poglądu, bliskiego feminizmowi, że ta cała ideologia "zniewieścienia" to nic innego jak próba likwidacji dysonansu poznawczego przez pseudo-alfy, kozaków bez ciekawej osobowości, lub z kompleksami, chcącymi dowartościować się kosztem "słabszych".
Weźmy też jakiś realny przykład "faceta zniewieściałego" wg najbardziej szowinistycznych kryteriów: kto jest ów "zniewieściały"? Czy np. b. prezydent Kaczyński - nie moja siła polityczna! - typ stereotypowego naukowca, co nie umiał kranu naprawić, był przez to niemęski, czy nadrabiał "męskością" w innych sferach? Jedna pani odpowie tak, a druga na odwrót. Nie ma jednego wzorca męskości i to, co dla jednej osoby będzie megamęskie, dla innej nie będzie, a jeszcze dla innej będzie to buractwo. To są konstrukty społeczne, a nie biologia. Jak się zaczyna w tym dłubać to wychodzi ciekawie, bo jedna wybierze maczo, druga "łajzę", trzecia normalnego wg norm obecnie obowiązujących. No i ustal tutaj zależność biologiczno-deterministyczną...
Odbicie "samicy" (jeżeli to nie jest osoba sama w sobie niepewna siebie, niestabilna, niedojrzała etc.) nie jest znowu takie proste, kiedy samica wybrała świadomie i pewnie, a samiec robi w życiu coś więcej niż TV/komp/porno. Jeżeli większość facetów to "beta", a tru-alfa jest tyle co kot napłakał, o ile w ogóle to gatunek w przyrodzie wykrywalny, to powinni oni być permanentnymi singlami. A tak nie jest. Dlaczego? Bowiem tak naprawdę, każdy facet (mediana się liczy, poza skrajnym marginesem z obu stron) to mix stereotypów "bety" i "alfy". W jednej sytuacji pokażą się jako super-alfy, a w innej okażą słabość ("beta"). Tak więc takie generalizacje nie mają większego sensu.
A kozaczek od pigułki gwałtu to typowy pseudo-alfa, produkt socjalizacji w patologicznej kulturze maczystowskiej.