chyba byłem kochankiem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » chyba byłem kochankiem

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 187 ]

66

Odp: chyba byłem kochankiem

Ja znałam kogoś, kto był w takiej sytuacji. Najpierw chciał się zabić, a teraz 5 rok mija jak czeka, aż ona się rozmyśli i wróci big_smile
W międzyczasie udaje, że "próbuje" się związać z inną kobietą, tzn., że naprawdę chce tego.



w obydwu przyp., upewniłam się czytając zakończenie Twojego pierwszego posta w tym temacie, głównym motorem dla znajomości był - "dziki seks", o którym sam piszesz smile
I luz, ok. Tylko po co ta nadinterpretacja z Miłością ? smile To was i wam podobnych gubi. Nie potraficie widzieć rzeczy i faktów jakimi są i potem pożądanie i obsesję bierzecie za miłość.

Zobacz podobne tematy :

67 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-07-25 23:31:51)

Odp: chyba byłem kochankiem

Ale Ty jesteś złośliwa;) To nie był tylko seks. Uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas, od rana pisała "wstało już moje Słonko?", po pracy do póznych godzin wieczornych była tylko ona. Jakby tego było mało, nie pamiętam dnia przez te 14 miesięcy kiedy nie pisaliśmy na dobranoc, to były smsy typu " Leżę już sobie w łóżeczku i mimo to, że już kilka razy myłam ręce to czuje na dłoniach Twój zapach i tak mi przyjemnie", nie pamiętam też dnia bez "Kocham Cię", zachowałem setki fajnych smsów od niej. Jeśli nie byliśmy akurat ze sobą, to była rozmowa przez telefon, albo te smsy. W lato często jezdziliśmy nad wodę, w zimę zabierałem ją na sanki, chodziliśmy na spacery, przesiadywaliśmy godzinami na ławce w parku rozmawiając o nas, o życiu. To był naprawdę bardzo fajny czas dla mnie, miałem w życiu kilka dziewczyn, ale żadnej nigdy tak nie kochałem i rozstania nie były tak bolesne. To był trudny związek, ale chciałem ułożyć sobie z nią życie mimo przeciwności losu i jej sytuacji, wierzyłem w nas. To była prawdziwa miłość, taka szczera do bólu. Ja nadal mogę powiedzieć, że ją kocham, mimo tego co mi zrobiła. To według Ciebie jest nadinterpretacja? Ja inaczej nie potrafię kochać, była chemia, był fantastyczny seks, ale to był tylko dodatek. Nocą przed snem upewniałem się czy wzięła już witaminki i czy czuje się dobrze. A może ja nie wiem co to jest miłość, może rzeczywiście te wszystkie złośliwe osoby które tu pisały wiedzą lepiej.

Na tym forum nikt nie jest przypadkiem, są z reguły osoby zdradzone. Może dlatego większość chce mi dokopać, bo była po drugiej stronie. Nie przejmuję się tym, za to cenię mądre rady. Wiem że kochałem, chcę przestać o tym myśleć, ale to nie jest łatwe, tym bardziej jak ją widzę. Naprawdę nie czekam na nią aż wróci, bo to nie nastąpi, po za tym zrozumcie że nie chcę z nią być. Chcę tylko myśleć o niej inaczej niż w tej chwili, żeby była znowu taka jak była ze mną, a nie taka jak jest z nim. Nie wiem czy wydobył z niej wszystkie złe cechy, ale jest w tej chwili zimną, wredną, pozbawioną uczuć osobą, której nie chcę znać. Kiedy byliśmy razem nigdy nie pomyślałbym o niej w ten sposób. Co się z nią stało? Nie chcę mi się wierzyć że jeden mój błąd zniszczył wszystko, chyba że czekała na ten błąd. Nadal myślę o tamtej nocy, i nie wiem czy to dlatego, czy rozstanie i tak było nieuniknione.

68 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-07-26 00:58:25)

Odp: chyba byłem kochankiem

Oj, chłopie.. Czasem po prostu trzeba na swoja sytuację spojrzeć z dystansem, inaczej oszalejesz wink

Fajnie się czyta o takich historiach (póki nie mają wpisanego czyjegoś cierpienia w tle), ale one wszystkie mają wspólny mianownik - osoba, która wcześniej zdradzała swojego partnera by być z nami, wcześniej czy później zdradza was..
Niedojrzałość emocjonalna i egoizm, ale wymieszany z umiejętnością wzbudzania intensywnych emocji - taki rodzaj wampirów energetycznych wink

I gdyby nie fakt, że bez chwili zastanowienia kim jest kobieta, która zdradza z Tobą partnera - a ZDRADZAŁA BEZ WAHANIA - to było by mi szkoda czytać o tym, co się stało.
Ale w takich sytuacjach, ani nie mogę udawać zdziwienia finałem, ani specjalnie nie uważam żeby spotkała Ciebie jakaś wielka niesprawiedliwość. Ot, zbierasz plony wcześniejszych decyzji i poznałeś smak zdrady, której byłeś współautorem przez ostatnie miesiące.

Ale takie decyzje podejmują ludzie o niskiej inteligencji emocjonalnej, kierowani pomieszaniem pychy ("Ja będę potraktowany zupełnie inaczej, jestem wyjątkowy/-wa, mnie się nie zdradza..ba! Przecież jest jej tak dobrze ze mną.."itp.), która powoduje "znieczulenie" na podszepty rozsądku i empatii, i brakiem pewnych elementarnych wartości - ot, banalne - "nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe" itp.

I mówię tak nie dlatego, że nie rozumiem jak to jest zakochać się w żonatym/zajętym - Owszem, nie wiem..ale to nie przypadek, że nie wiem.
Po prostu wiem, że nigdy nie pozwoliłam i nie pozwolę sobie brnąć w relację z osobą, zanim ona nie podejmie wcześniej stanowczej decyzji o tym, że 'załatwia' swoje sprawy, zanim zacznie cokolwiek ze mną.
To naprawdę nie jest trudne, kiedy jest się ogarniętym emocjonalnie i ma się pewne priorytety przemyślane i one wynikają z czegoś więc niz oportunizm i "wyposzczenie"  wink

69 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-07-26 02:43:09)

Odp: chyba byłem kochankiem

Oj kobieto;) nie wybrałem sobie specjalnie osoby, która była zajęta bo czułem dreszczyk emocji z tym związany. Zakochałem się w niej mimo tego że była zajęta. Od pierwszego dnia wiedziałem że z mężem nic jej nie łączy oprócz wspólnego mieszkania. To była pierwsza rozmowa jaką przeprowadziliśmy. Nie czuję się wyjątkowy i nie mówię że to jest niesprawiedliwe, ale absolutnie jestem zdziwiony, że po tak intensywnym uczuciu jakie nas łączyło, ona zachowała się w ten sposób. Nie traktowaliśmy naszych spotkań, w kategorii "zdradzam partnera", o zdradzie można mówić teraz, wiedząc jak to się wszystko potoczyło. Miałem dla niego naprawdę dużo empatii, zawsze powtarzałem jej żeby była dla niego miła, kiedy zdarzyło jej się rozmawiać z nim przez telefon. Chciałem żeby pozostali w dobrych relacjach. Straciłem do niego szacunek po tym jak się zachowuje teraz.

70 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-07-26 01:49:56)

Odp: chyba byłem kochankiem

Wiem, że nie wybrałeś jej "ze względu na dreszczyk emocji", ale jednak był to wybór mocno wątpliwy pod względem moralnym na elementarnym poziomie..

Dobrze, że przynajmniej zdajesz sobie z tego sprawę. Teraz czas przestać rozglądać się wokół w poszukiwaniu "winnych": a to jej mąż, a to coś tam..

Weź odpowiedzialność za własny wybór od początku do końca 'na klatę' - zobaczysz, że wbrew pozorom odrazu będzie Ci lżej i będziesz mógł zrobić krok do przodu.




EDIT:  Jakoś tak zawsze jest mi przykro, pomimo tego, że dobrze znam przyczyny - jak widzę facetów, którzy naprawdę potrafią kochać, a wybierają na partnerki życiowe (!!) kobiety, które od początku mają problemy z elementarną uczciwością i spójnością zasad.
Widzę też na swoim przykładzie niestety, że są 2 sposoby żeby mężczyznę szybciej do siebie przywiązac emocjonalnie:

1. Być zajętą w trakcie, kiedy on się pomału w nas zakochuje; lub
2. Nie chcieć związku, kiedy - j/w

2 niezawodne sposoby 'rozbrajające' niczym wirus męską psychikę na łopatki.. Przykre.

71

Odp: chyba byłem kochankiem

Nieco zbyt romantycznie do tego podchodzisz...ckliwie wrecz....
Nie, nie chce ci dokopac- sam sobie dokopales...

Piszesz, ze nie wybierales mezatki, ze to sie samo stalo.
Nie prawda.
Moze nie wybierales, ale pozwoliles sie wybrac. Pozwoliles sie uwiesc, omotac czulostkami, zawrocic sobie w glowie i zamydlic oczy. Te cukierasne wyznania, esemeski, spacerki- to dla ciebie byla milosc.
Dla niej to byl taki flirt, zabawa w czulosci. Takie milusie doswiadczenie...

Wiesz co, sprobuje ci wyjasnic na przykladzie:
Mam syna i mam kota.
Do syna mowie stanowczym tonem, wymagam od niego, rozmawiam z nim powaznie.

Do kota zwracam sie, jak przecietna kobieta do niemowlaka, ciuciam, gugam, zdrabniam, ..
Wydurniam sie, bo jest moim mas- kotem, kotulisiem, psytulem, itp.
Lubie to, po to go mam, zeby go rozpieszczac- wolno mi.


Jak myslisz- kogo kocham bardziej?
Kogo bym uratowala z pozaru?
Kto jest dla mnie wazniejszy?

Otoz, ty byles takim kotkiem, mas- kotkiem, mizi, mizi, milusim...
Mozna bylo poesemeskowac, powysylac caluski, pokiziac sie, pogadac, ...
Ona to lubi, lubi miec taka meska maskotke,

Odczekaj troche, ochloniesz, pomyslisz i sam to zauwazysz.

72 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-07-26 02:00:30)

Odp: chyba byłem kochankiem

Świetnie ujęłaś istotę, Oldorado.

Podpisuję się w 100% <piątka>


Właśnie ten "gagagugu" klimat i brak jakichś poważniejszych - poza dobrym seksem -wymagań, powoduje, że mężczyźni z takim rozrzewnieniem wspominają i "kochają" kochanki. Za "bezproblemowość" i pozytywne emocje, które biorą się z prostego faktu - Jeśli nie traktuję kogoś do końca serio nie kłócę się i nie wymagam zbyt wiele, bo po cóż psuć sobie dobry humor i zabawę, skoro wiem, że za rok, góra dwa nie będę pamiętać o co ta kłótnia, bo przecież z tą osoba już dawno nie będę smile Proste.

73

Odp: chyba byłem kochankiem
Elle88 napisał/a:

Świetnie ujęłaś istotę, Oldorado.

Podpisuję się w 100% <piątka>


Właśnie ten "gagagugu" klimat i brak jakichś poważniejszych - poza dobrym seksem -wymagań, powoduje, że mężczyźni z takim rozrzewnieniem wspominają i "kochają" kochanki wink

:-)
I ja sie zgadzam z toba...
Byc zajeta, albo niedostepna to 100% przepis na faceta....

74

Odp: chyba byłem kochankiem

Byc zajeta, albo niedostepna to 100% przepis na faceta....

Tak, Kochana.. dodałabym tylko, że jest to niezawodny sposób by facet nie mógł nas sobie wyrzucić z głowy (i "serca" wink), natomiast nie jest to na pewno przepis na związek wink

75

Odp: chyba byłem kochankiem
Elle88 napisał/a:

Byc zajeta, albo niedostepna to 100% przepis na faceta....

Tak, Kochana.. dodałabym tylko, że jest to niezawodny sposób by facet nie mógł nas sobie wyrzucić z głowy (i "serca" wink), natomiast nie jest to na pewno przepis na związek wink

W innym temacie wspominalam, ze faceci mi radza- "chcesz rozkochac faceta- klam ze masz meza tyrana"

I ja wlasnie dlatego nie klamie...

Bo to donikad nie zaprowadzi,...a od gugania mam kota;-)

76

Odp: chyba byłem kochankiem

Dokładnie, wiedząc to co wiemy nie da się udawać, że z mężczyzną, który reaguje na takie "guganie" chcemy zbudować związek.

Ja niestety przyznam, że trochę wykorzystuję tą wiedzę w ramach znudzenia (nigdy w ramach eksperymentu na kimś!) i na 10 przyp. w 9 jest skuteczna.
I wszystko fajnie.. tak jakby wink

77

Odp: chyba byłem kochankiem
Elle88 napisał/a:

Dokładnie, wiedząc to co wiemy nie da się udawać, że z mężczyzną, który reaguje na takie "guganie" chcemy zbudować związek.

Ja niestety przyznam, że trochę wykorzystuję tą wiedzę w ramach znudzenia (nigdy w ramach eksperymentu na kimś!) i na 10 przyp. w 9 jest skuteczna.
I wszystko fajnie.. tak jakby wink

A ja mam chyba cos na bakier z psychika, ( wewnetrzny system alarmowy?)
Bo mnie zdrobnienia" moje sloneczko" , " kochanie moje", maskotki z serduszkiem, sweet teksty po prostu odrzucaja.
Esemeski na dzien dobry/dobranoc tak samo.

Po prostu nie czuje sie traktowana powaznie- tylko jak czyjas maskotka, i uciekam gdzie pieprz rosnie...
( od nadmiaru slodyczy to sie pozygac mozna, nie jestem wielbicielka slodyczy, a do gugania mam kota, nawet na dziecku nie stosuje)

Ale zasmiecamy watek autora- a on teraz biedny  upada przygnieciony cynizmem kochanki.....

78 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-07-26 02:24:35)

Odp: chyba byłem kochankiem

No zaśmiecamy trochę, ale może go rozruszamy (autora wink) w nieco innym kierunku niż darcie szat wink



A wracając.. nie chodziło mi tyle że to "guganie" ma polegać na zdrobnieniach - same ich rzadko używam, co po prostu na budowaniu atmosfery, gdzie mężczyzna czuję się pożądany, a jednocześnie wie, że nie pójdzie mu łatwo "ulżenie sobie" wink Taki rodzaj gry, pociągnięty odpowiednio długo - oczywiście nie ZA długo - to gwarancja "chemii", na początek .. potem troszkę już się trzeba napracować - łózko itp. - tu też jako kochanka, trzeba dać z siebie "trochę", albo i więcej wink Ale to już dalszy etap "uzależniania" od siebie i utrwalania tego.

Nie zawsze chce się przechodzić te etapy po kolei z każdym, ale taki jest 'wzór' na bycie wymarzona kochanką dla której facet rzuca wszystko i kompletnie traci rozum.
Co udowadniają tysiące podobnych wątków oraz ten - niemal podręcznikowo.

79 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-07-26 02:49:05)

Odp: chyba byłem kochankiem

Oldorando, już nie taki biedny, zasłużyłem sobie na to, wiem dobrze, chcę teraz wrócić do normalności. Może i było cukierkowo, ale tak jest chyba na początku w każdym związku. Po jakimś czasie zdarzyło się jej płakać z mojego powodu, gdybym opisał wszystkie sytuacje, mój pierwszy post zająłby całą pierwszą stronę. Potrafiliśmy się pokłócić o to że chciałem zobaczyć mecz, i odbierała to jako "mecz jest ważniejszy ode mnie". Nie odzywała się kilka dni, mówiła pózniej że była wrakiem człowieka z mojego powodu... Planowaliśmy wspólną przyszłość, chcieliśmy mieć dzieci, nie wydaje mi się że byłem tylko maskotką i kotkiem. Z drugiej strony to jest osoba, którą trzeba przepraszać za jej własne błędy. Wcale nie zdziwiłbym się gdyby on ją przepraszał za to że go zdradziła... ale on jest desperatem, i tego bym się po nim spodziewał. Nie wiem dlaczego odpuściła nas, co nią kierowało, boję się że ona sama od niego nie odejdzie, potrzebuje silnego bodzca. Będzie się męczyć, a on myśli że ona go kocha i dlatego wróciła, on jest biedny, nie ja.

80 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-07-26 02:51:53)

Odp: chyba byłem kochankiem

potrafiliśmy się pokłócić o to że chciałem zobaczyć mecz, i odbierała to jako "mecz jest ważniejszy ode mnie".

hehehe, niezły z niej bobasek. Mam nadzieję, że na czas meczu dałeś smoka i grzechotkę? wink

Nie odzywała się kilka dni, mówiła pózniej że była wrakiem człowieka z mojego powodu..

No tak, mecz to poważna sprawa. Widać, że kobita ma jasną wizję czym są prawdziwe problemy w związku. wink
Prawda jest nieco inna.. Tego typu jazdy są symptomem powolnej utraty zainteresowania. Kobieta, która czuje silna więź z partnerem jak na początku nie szuka problemów na siłę i - na litość - nie karze potem drugiej osoby milczeniem po kilka dni.. Ona wręcz prowokowała te kłótnie, nie widzisz tego? Możesz mi zaufać, że wiem o czym mówię.

którą trzeba przepraszać za jej własne błedy. Wcale nie zdziwiłbym się gdyby on ją przepraszał za to że go zdradziła...

A Ty byś jej nie przepraszał, gdyby był cień szansy, że księżniczka rozmyśla nad kolejną "roszadą"? :> Szczerze..
Znów pycha przez Ciebie przemawia: On głupi i naiwny, ja tutaj rozdaję karty i znam ją najlepiej. Bullshit.
Trzyma za jaja was obu.

jest desperatem, i tego bym się po nim spodziewał.

No już już.. wink Nazywanie tego gościa epitetami nie pomoże Ci w uporaniu się z tym, co sam czujesz względem siebie - a czujesz się zrobiony w u.. i słusznie.

81 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-07-26 03:02:41)

Odp: chyba byłem kochankiem

Bo on ma racje- jezeli ona kogos kocha, to jego.

Wiesz co?
Posluze sie znow moim kotem...
Umiem tak go zachecic, ze " on sam" wpadnie na to, zeby przyjsc do mnie do lozka....
I zasluzy na mizianie...powiem mu, ze jest kochanie moje, moje milosci...
Ale jak pusci mi baka, to go jednym ruchem wywale na podloge....

On sie fajnie focha- siada tylem, i wykreca uszy, zeby sprawdzic, czy jego foch robi na nas odpowiednie wrazenie...

Potrafi sie domagac czegos, czego mu nie chce dac...i wtedy " klocimy sie", tak, zeby on czul, ze stanelo na jego, a de facto, nie dostal, czego chcial...

W ostatecznosci odwracam jego uwage( np, jak mi drapie w drzwi, i on wierzy, ze nowy obiekt go zainteresowal bardziej, i sam zrezygnowal z drapania...

Dostrzegasz analogie???

Ja sobie mysle, ze ty w porzadku jestes, tylko masz cos na bakier z postrzeganiem tego wszystkiego.
Dajesz sie manipulowac, az milo...

PS mnie na moim kocie tez zalezy, kupuje karme, dbam o niego, woze do weterynarza, sprzatam po nim..
To jest cena jaka place za posiadanie maskotki...
Ba- ja biore za niego odpowiedzialnisc- dozywotnio!

A jadnak......syna kocham....
Chociaz syna opieprzam, wymagam pociagam do odpowiedzialnosci, egzekwuje, polemizuje, ....po prostu- wychowuje.
I wierze, ze jak ochloniesz, to sporo ci ta " nauczka" da...

82 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-07-26 03:42:31)

Odp: chyba byłem kochankiem

Oldorado, analogia z kotem dalej podoba się mnie się!

http://i.qkme.me/3sqv0d.jpg

83

Odp: chyba byłem kochankiem

https://www.youtube.com/watch?v=W1jIuwYGIrU

dla ciebie, banalne, ale prawdziwe....

84

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Oldorando, już nie taki biedny, zasłużyłem sobie na to, wiem dobrze, chcę teraz wrócić do normalności. Może i było cukierkowo, ale tak jest chyba na początku w każdym związku. Po jakimś czasie zdarzyło się jej płakać z mojego powodu, gdybym opisał wszystkie sytuacje, mój pierwszy post zająłby całą pierwszą stronę. Potrafiliśmy się pokłócić o to że chciałem zobaczyć mecz, i odbierała to jako "mecz jest ważniejszy ode mnie". Nie odzywała się kilka dni, mówiła pózniej że była wrakiem człowieka z mojego powodu... Planowaliśmy wspólną przyszłość, chcieliśmy mieć dzieci, nie wydaje mi się że byłem tylko maskotką i kotkiem. Z drugiej strony to jest osoba, którą trzeba przepraszać za jej własne błędy. Wcale nie zdziwiłbym się gdyby on ją przepraszał za to że go zdradziła... ale on jest desperatem, i tego bym się po nim spodziewał. Nie wiem dlaczego odpuściła nas, co nią kierowało, boję się że ona sama od niego nie odejdzie, potrzebuje silnego bodzca. Będzie się męczyć, a on myśli że ona go kocha i dlatego wróciła, on jest biedny, nie ja.

Niezla manipulatorka i to ma znaczyc ze jej na tobie zalezy?
Przyklad z meczem jest dobry, naprawde jeśli chciales obejrzec mecz to ona przez to bedzie wrakiem człowieka?  Strasznie męczące musi byc zycie codzienne z nią.
A tobie zalezy na niej bardziej czy na rywalizacji z jej facetem?

85 Ostatnio edytowany przez cichyfacet (2015-07-26 08:17:09)

Odp: chyba byłem kochankiem

Cześć Elizabeth,
Tak długo Cie tutaj nie było, że już się zacząłem martwić, ale widzę, że nadal w formie. smile

Autorze, nie będzie Ci się chciało czytać mojego wątku, ale miałem bardzo podobny schemat. Wszedłem w relacje z kimś na zakładkę. Jednym zdaniem; zbudowałem szczęście na nieszczęściu kogoś innego. To się nigdy dobrze nie kończy. W konsekwencji byłem jej kochankiem,  ona nigdy nie miała wymagań i oczekiwań, a mi się wydawało, że jestem w związku. Nic bardziej mylnego. Nie tak dawno wzialem odpowiedzialność za swoje czyny/błędy i wiesz co? Jest mi z tym paradoksalnie lepiej. Duzo czasu mi zajęło uświadamianie sobie tych  rzeczy, ale radze Ci, żebyś czym prędzej przestał się tłumaczyc przed samym sobą, a jak facet wziął odpowiedzialność na siebie, bo niewątpliwie źle zacząłeś.

86

Odp: chyba byłem kochankiem

Połowa wątku została skasowana, na szczęście udało mi się znalezć fragmenty w buforze, jakoś to posklejałem żeby miało ręce i nogi.


magnuss

Hm.. macie dużo racji w tym co piszecie. Też kilka razy przepraszałem ją za to jak ona się zachowuje, myślałem że tak będzie lepiej dla nas, bo nie potrafiła odpuścić. Chyba nigdy nie odezwała się pierwsza jeśli w czymś zawiniła, gdybym się nie odezwał to po prostu nie rozmawialibyśmy ze sobą. Ciężko jej było wydukać "przepraszam", to było prawie zawsze wymuszone, mimo że zdawała sobie sprawę jeśli zrobiła coś nie tak, bo tłumaczyłem jej to. Już po rozstaniu, powiedziałem jej że nigdy nawet mnie nie przeprosiła, uważała że nie ma za co. Pózniej wysłała smsa, że bardzo mnie żałuje i przeprasza.

Niektóre decyzje na niej wymuszałem, powiedziałem że ją zostawię jeśli nie odejdzie od niego, wręcz błagała żebym tego nie robił, po kilku dniach powiedziała mu że odchodzi. Wyprowadziła się. Jej trzeba pokazać drogę, póżniej już jest z górki. Dlatego tak bardzo żałuję tamtej sytuacji, po której odeszła. Ona nawet gdyby w pewnym momencie przestała mnie kochać, to sama nie podjęłaby decyzji o rozstaniu, do wszystkiego potrzebuję bodzca. Oczywiste, że już mnie nie kocha i jej na mnie nie zależy, ale mimo tego, czy nie można rozstać się w zgodzie, ze zrozumieniem dla drugiej osoby? Dlaczego chciała doprowadzić mnie do stanu, w którym robiłem te wszystkie złe rzeczy?

Ani mi na niej nie zależy, ani na rywalizacji z nim, zależy mi na tym żeby się tu nie pokazywali, na tym żeby od niego odeszła i na tym żeby dotarło do niej że popełniła błąd równając mnie z ziemią, i żeby kiedyś zatęskniła za tym co straciła.

Znowu tu są w tej chwili... Po ostatniej akcji był spokój przez miesiąc, przedwczoraj nic nie zrobiłem i są tutaj co drugi dzień:(


Elle88

Teraz będziesz wiedział, że osoba, która nigdy nie przeprasza nie jest materiałem na kogoś więcej niż f/f. Oraz: ja również nie widziałam nic złego gdy nawalałam, ale tylko w 1 przypadku - wiesz kiedy? Gdy czułam, że mam druga osobę w garści i niespecjalnie mi zależało. Wiedziałam, że on i tak się odezwie i tak będzie chciał załagodzić itp.
Stałeś się dla niej pewnikiem, bez honoru, bez własnego zdania - wbrew pozorom takie rzeczy czyta się między wierszami, nie musiałeś jej tego mówić ani wysyłać potwierdzenie pisemne, że tak jest.

I jeszcze to: "ją trzeba popychać do pewnych decyzji i ruchów" - a co to kaleka jakaś jest? Jakoś do romansu z tobą nikt nie musiał jej popychać, rozłożyła nogi bez problemu smile
A jak się zrobiło nudno to się biedna pogubiła.. Nie widzisz tutaj niespójności w tej jej wyuczonej bezradności? <aż czuję, że rymuję!> wink

O zgodzie przy tego typu rozstaniach - zapomnij. Jeśli ktoś ma tyle tupetu by sypiać z dwoma facetami jednocześnie to nie będzie mu go brakowało by z dnia na dzień jednego kopnąć w tyłek bez wyjaśnień, gdy zabawka się znudzi.


magnuss

Raczej nie spała z nami jednocześnie, nie mogę być tego pewien, ale naprawdę ciężko mi w to uwierzyć, żeby była aż tak zakłamana.


Elle88

Naiwnyś jak dziecko smile


magnuss

Może jaśniej, nie zależy mi na tym żeby do mnie wróciła, bo jej na to nie pozwolę. Zależy mi na tych rzeczach które opisałem, żeby poczuć jakieś ukojenie i sprawiedliwość, żeby przestać o niej myśleć w ten sposób.


Elle88

Haha, dobre.
Chyba mylisz 'sprawiedliwość' z wyrównywaniem osobistych porachunków.

W tym 'standardowym' rozumieniu, sprawiedliwość wygląda tak jak teraz - zostawiła cię kobieta, z którą niszczyłeś jej partnera. Chciałeś budować szczęście na cudzej krzywdzie. To mało?

Zapomnij, że ona żałuje i pożałuje kiedyś. Czego? Miała seks, miała odskocznie i adoracje napalonego na nią jak łysy na suchary kolesia, któremu niewiele przeszkadzało tak naprawdę - póki miał seks - najwyżej coś tam sobie pogadał, popłakał w kątku cichutko, potem na kolanach przepraszał za nieswoje (!!) przewinienia.
Trzymać takiego kolesia za jaja - OK, całkiem niezła satysfakcja i podbudowanie ego, gdy mój partner ze mną nie sypia - na początek super.. ale ten koleś się potem we mnie zakochuje i zaczyna zachowywać się jak każdy inny facet.. Czyli - nic wyjątkowego tak naprawdę.. Następny!

wink tak to wygląda


magnuss

Jak mam zapomnieć jak widzę ich pod oknem co jakiś czas, ten się znowu głupio uśmiecha a ona szczęśliwa że jest z frajerem. Nic na to nie poradzę, że jest jak jest, przecież nie chcę żeby tak było.


smallangel

Uśmiech w Twoją stronę - to tak jakby okazanie triumfu nad Tobą.
To ja wygrałem, bo jest ze mną nie z Tobą.
Tak to ja odbieram.


magnuss

Elle, racja, chodzi o to żeby miała wyrzuty sumienia, żeby pokazała że jest człowiekiem. Zauważyłem że odbierasz moje pisanie w ten sposób, że chciałbym żeby do mnie wróciła. Nie pozwolę jej do siebie wrócić, ale chciałbym żeby ona żałowała tego co zrobiła, nie chcę o niej myśleć w taki sposób jak teraz. Kto wie co będzie za kilka lat, a może wezmie w końcu ten rozwód, zrozumie swoje błędy i zmieni się, może jeszcze nasze relacje będą w porządku, tylko tego oczekuję.

Kiedy się rozstawaliśmy powiedziała mi słowa, "miałeś mój obraz za bardzo wyidealizowany" i "jeśli jesteśmy sobie przeznaczeni i mamy być ze sobą w przyszłości to i tak będziemy". To było jeszcze zanim się z nim przespała, teraz już jest za pózno.



Elle88

"jeśli jesteśmy sobie przeznaczeni i mamy być ze sobą w przyszłości to i tak będziemy"

HAHAHA..soooo classic big_smile

wypowiadając ten bełkot pokazała tylko jak totalnie nieodpowiedzialną i niedojrzałą emocjonalnie jest osobą.
Bo cóż to niby oznacza: "jak mamy być to będziemy" - pomyśl.. No że niby co, że "samo" się zrobi i naprawi? big_smile Wolne żarty..

Laska nie dość, że jest wyrachowana to jeszcze sadzi takie kity i nie czuje żadnego obciachu w związku z tym. Ona nawet nie stara się powiedzieć czegoś, żebyś Ty mógł myśleć, że ona naprawdę przeżywa jakiś dylemat, ot: "jak jesteśmy sobie przeznaczeni to nas Bozia złączy"

Tragiczna laska.
Jednego jestem pewna - lubi się p... i to ostro. Ale sam to przyznałeś smile
Tym cię omotała i póki chemia ci nie opadnie, będziesz dalej przekonany o cudownych zaletach jej osobowości i charakteru i o tym, jak to okoliczności ja "wypaczyły".
A ja ci powiem, ze ona taka była od samego początku..pobudka smile
I sama ci to między wierszami dała do zrozumienia: "Wyidealizowałeś mnie" =czytaj: "Nie znasz mnie. Tylko na tyle, na ile chciałam ci pokazać. Nie byłam przy tobie do końca sobą i szczera."

Wiesz, z jednej strony to ma swoje plusy, że was tak łatwo omotać..z drugiej, jeśli kobieta oczekuje żeby facet jej naprawdę imponował i żeby ta więź była głębsza i wychodziła poza bzykanie to jest to beznadziejna sprawa.

a Ty ciągle o tych przeprosinach... Na przeprosinki się czeka dopóki człowiek ma jakieś emocje w stosunku do drugiej osoby. Jak się obojętnieje to i przeprosiny nie są do szczęścia potrzebne.


magnuss:

Już sam nie wiem czy on ma bardzo mocną psychikę, bo podjeżdża tutaj w jej samochodzie w którym się kochaliśmy, do domu w którym to zrobiliśmy, naprzeciwko jest mój dom, wie że wraca do mieszkania, w którym były nasze początki, gdzie kochaliśmy się w każdym pomieszczeniu, w tym na kanapie na której śpi. On to wszystko wie, więc czy tylko udaje że jest taki twardy? O nim zawsze mówiła że jest maminsynkiem, za którego wszystko musiała załatwiać, więc to trochę sprzeczne z tym co widzę. Ja nie potrafiłbym tak po prostu się z tym pogodzić, a może dla mnie ubiera taką maskę?


Nigdy

Delikatnie mówiąc ona nie jest dobrą kobietą i nigdy taka nie była. Straciłeś na nią dwa lata i dalej tracisz czas, myśląc o niej i kombinując. Bo tęsknisz za nią i to mocno. Szkoda, bo mógłbyś znaleźć szczęście przy jakiejś innej,fajnej dziewczynie. Nie dajesz sobie na to szansy, przynajmniej na razie… Jesteś kolejnym facetem, którego baba omotała zajebistym seksem:(


Elle88

wiesz co, tak czytam i czuję jakiś niesmak.. Już niezależnie od tego, że laska ma zdradzanie we krwi, to ja tu z twojej strony tez wielkiej love nie widzę -ot, koles uzalezniony od seksu , który nie umie poradzić sobie z faktem, że nie był nie jest i nigdy nie będzie tym jedynym.

Jeszcze nam napisz 15 razy gdzie to robiliście i ile razy.. widze, że bardzo cię to podnieca.

A my oczywiście nie popadając w zachwyt mamy zazdroo.. <załamka>

I odczep ty się od tego jej faceta, nie próbuj nim odwracac uwagi od problemów, które masz sam ze sobą na własne życzenie.
Koleś może nawet lubić spijać spermę po tobie i innych kochankach (ty prawie 2 lata robiłeś to samo)..co cie to obchodzi?


magnuss

Już pisałem że seks w naszym związku to był tylko dodatek. Nie był dziki, tak chyba napisałem że wyobrażam sobie jak oni to robią, bo do pewnego momentu nie mogłem przestać o tym myśleć. Między nami było bardzo namiętnie, ale w łóżku ona była słodka tak jak w życiu, wydawało mi się że wiele rzeczy nigdy nie robiła i była nieśmiała, to mnie bardzo do niej ciągnęło i imponowało, fajne było to przełamywanie barier, dlatego dla mnie seks z nią był fantastyczny.

Z nim nie mam żadnego kontaktu, nie znam się na psychologii, po prostu chciałem wiedzieć dlaczego tak łatwo mu to wszystko przyszło. Zaimponował mi w pewnym sensie.


Mariola 856

na pewno wie takie rzeczy? takie szczegóły?


Elle 88

Na pewno nie, to zakłamana i tchórzliwa laska, dba tylko o własny tyłek, więc pewnie uraczyła go standardowym: "Misiu, przez cały czas ja tylko ciebie.. pogubiłam się, ale już znów tylko ty :*"

Ale to i tak ma drugorzędne znaczenie, bo ich związek nie przetrwa, bo ona nie kocha nikogo, a związek oparty na kłamstwach i półprawdach nie ma prawa się udać.
Co nie oznacza, że 'pokocha' na powrót autora, co najwyżej prześpi się z nim by ukoić ból samotności kilka razy i znowu zostawi, gdy pojawi się ktoś ciekawszy.

Autor na 100% da jej szansę, choćby zarzekał się tu na życie matki..Zbyt wiele widziałam i znam ten schemat.
Dlatego niech sprawy toczą się swoim tempem. Wszystko musi się wydarzyć tak jak podświadomie pragnie tego autor - on pragnie być upokorzony po raz drugi żeby definitywnie przyjąć rozstanie do wiadomości.

Uważam tylko, mariola856 że takie pytania jak Twoje mogę wpłynąć na autora i narobi kolejnych głupstw..


magnuss

Mariola, tak, wie o wszystkim, bo kilka razy rozmawialiśmy, prosiłem żeby przez jakiś czas jej tu nie zabierał, odpowiedział "a kim Ty jesteś że będziesz mi życie organizował", przyjechał z nią tutaj i dostało mu się, czego teraz żałuję, bo powinienem był ich olać.

Oczywiście że ona mu o tym nie powiedziała, wie wszystko ode mnie.


BigStar

Nie mi udzielać rad , jeszcze nie teraz ale pozwolę sobie zacytować jeden z klasyków tego forum , jak sam szukałem odp na dręczące mnie pytanie wpadłem na ciekawą wypowiedź.Moja historia jest zupełnie inna od Twojej , łączą ja drobne szczegóły ale do rzeczy ....

cyt.
"... znam historie mezczyzn ktorych taka sytuacja jak Twoja wytrawila dzien po dniu, jak kwas, az stali sie pustymi skorupami, cieniami ludzmi ktorymi mogli by byc. Dlatego zakonczenie jakichkolwiek relacji z ta kobieta, jest dla Ciebie wyjsciem bardziej z klasa i bedziesz mial z tego wieksza satysfakcje, niz plaszczenie sie przed laska, ktora nie dosc ze Cie doila z kasy, to jeszcze bzyka sie z innym kolesiem. Stary miej choc troche szacunku do siebie i kopnij ta babe w dupe - niech spie..ala w odmety Hadesu..."

Odpuść dobrze Ci radze , nie popełniaj błędów ...


mariola856

mi chodziło o to, żeby uświadomić autorowi ze to co mówi ona, a to co wie jej facet to sa pewnie dwie różne rzeczy
ona potrafi kłamać i oszukiwać
i ten facet tez pewnie ma inne spojrzenie na ta cala sytuacje niż się wydaje autorowi


magnuss

Wydaję mi się że on myśli że ja zmyślam, podczas rozmowy powiedział, "Przecież ja o wszystkim wiem, powiedziała mi wszystko, to co Ty mówisz to tylko częścowa prawda" Myślał np. że moja rodzina o niczym nie wie. Powiedział że dużo teraz rozmawiają, ona zresztą też, ale raczej te rozmowy to typowe pranie mózgu z jej strony, ja to tak odbieram.


magnuss

Elle, szydera to było coś w stylu "a Ty znowu o tym samym, zmień tabletki, bo te nic Ci nie dają, zaparz sobie melliski" To sposób w jaki odnosiła się do mnie, a nie fakt, że wróciła do niego. Mam obsesję, przyznaję, piszę tutaj żeby się tego pozbyć i mam nadzieję że mi w tym pomożecie.


Liza2014

MAGNUSS- tak czytam i czytam i myślę sobie, że mimo wszystko w jaki układ się wpakowałeś i jakie nadzieje z nim wiązałeś ( i tu rozumiem żal, złość, poczucie straty, zazdrość   o to " co ona teraz z nim robi" etc). Jednak czas uznać stan rzeczy za fakt i nie nakręcać się niepotrzebnie , bo nie ma to sensu i tylko niszczysz się.
No cóż, każdy ma prawo do swojego wyboru i formy, w jaki sposób to zrobi.AMEN
Mnie zostawił WOLNY facet i wrócił do ex i co...??  też szalałam z żalu i poczucia krzywdy , niesprawiedliwości itd. Jednak w pewnym momencie powiedziałam dość, bo zaczęłam tracić szacunek sama do siebie.
Też dasz rade, ale musisz odpuścić. Ja ( w o wiele gorszej sytuacji - bo facet był wolny) dałam rade, a Ty nie dasz??  No chyba ja nie mam większych j**j między nogami !!?


mariola856

a dlaczego tak ci zależy żeby on ja zostawil? bo wtedy ty bys był z nia?


magnuss

Dlatego że powrót do niego to był błąd i chciałbym żeby to zrozumiała.


BigStar

Autorze , nie martw się , ja jak odebrałem prawo jazdy też nie od razu jeździłem S-Class smile poczatki były ciężkie stare zajechane , zużyte parchy smile

Swoja droga naprawde trzeba miec Big Cohones , zeby takiego strzepa trzymac w domu smile


Elle88

A skąd wiesz, co jej partner robił w tym czasie, kiedy jej nie bzykał przez jakis tam czas?
Ja obstawiam, że oboje "pobłądzili", stąd taka zgodność i szybkość w godzeniu wink

coś o tym wiem.


oldorando

Ja obstawiam, że oboje "pobłądzili", stąd taka zgodność i szybkość w godzeniu wink

coś o tym wiem.

zupelnie prywatnie tez tak uwazam..
facet puka naiwne malolaty,
zona czasem znajduje misia do zabawy...

ale i tak to maz trzyma swoja babe w garsci..
(ani ona go nie upilnuje, ani zaden inny jej nie odbije)

PS inny moglby ja odbic, ale musialby byc bardziej stanowczy, decyzyjny, silny, charakterny...niz maz...
a zona nie wybiera takich na kochankow.
na kochankow wybiera slodziakow, a slodziaki nie sa zagrozeniem dla meza... i ich olewa...


BigStar napisał:

No, czym wiecej poznaje tu opowiesci dziwnych tresci , wcale by mnie to nie zdziwiło. Wiec tym bardziej cisnie sie tu na usta TRZYMAJ SIE CHLOPIE OD TEJ LAMPUCERY Z DALEKA ! a temu gachowi to flache postaw smile


Elle88

Może niekoniecznie on małolaty puka wink też mógł mieć romansik na boku po prostu, dlatego że opatrzyła mu się żonka/partnerka.
A wiadomo jak takie coś działa na partnerkę o zanizonej wartości - poszuka sobie kogoś, kto powie to co potrzebuje usłyszeć no i bzyknie wink

Potem mąż powiedział: "Dobra, poru...em, Mała -możemy wracać do tego co było." I tak się stało smile


BigStar

Powinno sie ich zutylizować ahahaha


oldorando

jakos ja znam sporo takich mezulkow, co sobie podrywaja malolaty...
mlode, napalone, on im imponuje, a przy tym malo wymagajace,  i latwo wymienialne....
tak mniej wiecej na 1-3 miesiace jedna...

dlatego na powazny "romans" meza bym nie stawiala.
facet raczej w takiej sytuacji nie szuka stalego ukladu, bo to tylko implikuje klopoty.
facet raczej szuka zauroczonej, zachemizowanej panienki, ktora moca swoich staran bedzie go chciala zatrzymac...
te starania sa fajne...
starsze sa wymagajace, roszczeniowe, i maja skolonnosc do sprawiania problemow

to raczej zona szuka stalego kochasia, takiego i na sanki, i do lozka, i na kolacyjke, i na spacerek, i do esemeskow...

po prostu inne potrzeby sobie uzupelniaja...


Elle88

Dokładnie.
Mąż tu karty rozdaje, ale zranił ją brakiem zainteresowania nią jako kobietą - to jego jedyne główne przewinienie, reszta tego co peplała autorowi o nim wynikało z frustracji i żalu do niego.. Najlepszym dowodem jej własne słowa: "Wyidealizowałeś mnie sobie" -czytaj: "Nie wiesz do końca jak było, jaka jestem i jakie mieliśmy układy z mężem."


oldorando

alez oni sobie zyja szczesliwie, i dobrze sie maja...
rozumieja sie wzajemnie...

jedyna osoba draca szaty jest autor,
czyli "przedmiot" zabawy...


Elle88

Tak jest, oni już o sprawie prawie zapomnieli, tylko autor przeżywa ciężko.
Co do kochanek, romansu na boku - to miałam na myśli taki 3 do 6 m-czny właśnie, jak jej z autorem smile


oldorando

a ja jednak wierze, ze dojdzie do siebie i cos z tego zrozumie...


BigStar

sielanka bedzie trwała w najlepsze ... do następnego razu smile


magnuss

On nic nie zrobił, nie ma żadnych przyjaciół, ona ubolewała na tym faktem że nie ma go kto wspierać, nie ma z kim porozmawiać po rozstaniu. To nie typ faceta, który wyrywa laski, siedział w domu przez cały czas, ona się bała że nigdy sobie nikogo nie znajdzie, boi się samotności, dlatego był zdesperowany żeby ją odzyskać.
To nie on ją trzyma krótko w tym związku tylko ona o wszystkim decyduje, nie spotkał się ze mną bo ona mu nie kazała (co sama mi powiedziała), zbywał mnie milczeniem bo ona zabroniła mu się odzywać. Żyje pod pantoflem, bo boi się że go zostawi. Gdyby miał jaja i był pewien jej miłości, np. coś wspomniał o rozwodzie, zostawiłaby go w okamgnieniu.

Ja naprawdę nie płaczę że mi zabawkę zabrali, myślałem o niej jak o kobiecie mojego życia, i płaczę nad tym jaką osobą się okazała i jak bardzo się pomyliłem co do niej.


oldorando

a ty to wiesz od niej, czy od niego????


BigStar

To nie Tobie zabrali zabawke - Ty byłeś zabawka


Elle88

No wszyscy mu tego życzymy, tylko obawiam się, że on słowa prawdy odbiera jako nasz brak zrozumienia jego "wyjątkowej" sytuacji wink


oldorando

no, bo potrzebuje czasu, zeby ochlonac...
jeszcze podchodzi do niej emocjonalnie, jak emocje opadna, to "strzeli baranka", jak dotrze do niego, jak sie nim jakas pusta lafirynda zabawila...
jak dal sie pociagac za sznurki, ...

i wtedy to wszystko dotrze.........jeszcze nie teraz....
teraz jeszcze ona jest "malenstwem" rzadzacym mezem twarda reka,
ona jest krolewna, ktorej potrzeb maz nie rozumie
ona ma tak dobre serduszko, ze plunela na kochanka, zeby ukoic samotnosc meza....

i jeszcze teraz, on nie widzi w tym nic sprzecznego- tylko wznioslego/wyjatkowego...


magnuss

oldorando napisał:
"a ty to wiesz od niej, czy od niego????"

Od niej, o wielu rzeczach wiem od jej koleżanek, naprawdę wiem jak ich związek wyglądał. Jeśli spędza się z kims czas całymi dniami przez ponad rok czasu to nie wszystkie słowa koniecznie muszą być kłamstwem, po co miałaby kłamać w sytuacji w której nie musi, to były zwykłe, luzne rozmowy o nim.


oldorando

wiesz co-magnus...
ja bylam 10 lat w zwiazku...
mieszkalismy 10 lat razem...

i przez 10 lat nikt, absolutnie nikt nie wiedzial, nie widzial, co sie w tym zwiazku dzialo...

i zapewniam cie, ze potrafilabym ci wmowic prawie wszystko, ze on mnie buje, ze sie lajdaczy, ze kradnie, ze sprowadza dziwki na noc, albo ze jest zblakanym samotnikiem...
i na wszystko bym znalazla potwierdzenie- zapewniam cie...

wiec, to akurat nic nie znaczy.
fakty sa takie, ze on powiedzial, "mala, koniec zabawy- wracamy do domu"
a ona poszla za nim...
a na ciebie nawet sie nie obejrzala....

i to jest fakt!!


magnuss

Nie powiedział tak, wróciła bo miała na to ochotę, akurat przed weselem jej siostry, żeby rodzina o niczym nie wiedziała. On w tym czasie wpieprzał chipsy przed komputerem, widocznie przeczuwał że sama kiedyś przyjdzie.


oldorando

no i przyszla...amen.

a za rok, dwa, piec...znajdzie nastepnego magnusa, i bedzie love...
a maz nawet dupy nie ruszy, tylko poczeka az jej przejdzie...

a ty pomysl wreszcie o sobie!!!
zajmij sie soba, wyznacz sobie nowe cele.
wyrzuc kurlewne z glowy, bo szkoda tam miejsca na nia...

a, no i jedyny pozytek, jaki mozesz miec z tej przygody, to nauczyc sie czegos, zeby ci sie nie powtorzylo....


Piotr74

Wiesz, idz walnij przyslowiowego baranka, to moze oprzytomniejesz.
Jakim prawem roscisz sobie prawa do tej kobiety?
Wlazles z buciorami w ich zycie, a teraz czujesz sie oszukany i zdradzony.
Do takich odczuc ma prawo jej maz, nie Ty.
To nie Tobie przysiegala przed oltarzem milosc i wiernosc, tylko jemu.
Zrozum to wreszcie i przestan sie rozczulac nad soba.
Byles i jestes epizodem w jej zyciu.
I z tego jak ja opisales, to takich epizodow jak Ty, bedzie miala wiecej w zyciu.
Szkoda jej meza, szkoda Ciebie, bo zaangazowales sie emocjonalnie, a ona nie jest tego warta.
Otrzep swoje piorka i poszukaj normalnej, wolnej kobiety, ktora da Ci to, co myslales, ze dala Ci ta ,,wredna" mezatka. smile
Powodzenia zycze.


magnuss

A jakim prawem ona rościła sobie prawa do mnie, udawała zazdrosną "tylko masz mi się nie oglądać za jakimiś lampucerami w strojach", jakim prawem mówiła mi o miłości, przywiązaniu, chęci spędzenia życia razem? Mówiła "jestem i będę tylko Twoja, pewnie nawet byłam tylko do tej pory o tym nie wiedzieliśmy", "już dawno nie wyobrażam sobie życia z kimś innym niż Ty." Takim samym prawem myślałem o niej jak o swojej kobiecie, skoro na pierwszym spotkaniu powiedziała mi że ona i on to przeszłość i nic już ich nie łączy. Rozkochała w sobie, zabawiła sie, potem zostawiła i zdeptała. Dlatego mam żal.


magnuss
BigStar napisał

"Magnuss odpuść jeszcze sie nic nie stało ... bo nastepny temat jaki bedziesz pisał bedzie podobny do mojego smile"

Już odpuściłem, nic więcej nie zrobię, zresztą on zna całą prawdę. Chciałbym tylko żeby ona kiedyś zrozumiała że nie można traktować ludzi jak zabawki, bo każdy ma uczucia. Za to co jej dałem, za to jak się czuła przy mnie (powtarzała że nigdy jej tak dobrze nie było), powinna okazać mi szacunek po rozstaniu, a tego zabrakło.


BigStar

To larwa wyzbyta z uczuć , zaufaj mi - przerabiałem temat , jak ma ciebie szanować jak sama siebie nie szanuje.W jej ubogim słowniku nie ma takiego słowa.Jej szacunek to ostatnia rzecz na ktorej powinno Ci zależeć - mozesz zrobic z tego tarcze strzelnicza i nap......Nie odpusciłeś to widać , ale spokojnie jeszcze pare dni i poleci. Pomysl sobie zależy Ci na kobiecie czy na jakims strzepie ? To jest szczyt Twoich marzeń by w towarzystwie pokazać sie z jakaś lampucerą ? Szybko wypomniał bys jej ze poszła z innym a Ty czułbyś sie jak szmata.Nie zawracaj kijem wisły !


oldorando

magnuss napisał:
A jakim prawem ona rościła sobie prawa do mnie, udawała zazdrosną "tylko masz mi się nie oglądać za jakimiś lampucerami w strojach", jakim prawem mówiła mi o miłości, przywiązaniu, chęci spędzenia życia razem? Mówiła "jestem i będę tylko Twoja, pewnie nawet byłam tylko do tej pory o tym nie wiedzieliśmy", "już dawno nie wyobrażam sobie życia z kimś innym niż Ty." Takim samym prawem myślałem o niej jak o swojej kobiecie, skoro na pierwszym spotkaniu powiedziała mi że ona i on to przeszłość i nic już ich nie łączy. Rozkochała w sobie, zabawiła sie, potem zostawiła i zdeptała. Dlatego mam żal.


sam sobie na to pozwoliles....

wiesz, co by bylo, jak bym sie zakochiwala w kazdym, kto mi takie farmazony sadzi???


BigStar

hehehe ....no właśnie Tj Clou sprawy , Ty byłeś tylko zabawka skad ja to znam , sie chłopie Ciesz ze dziecka z nia nie masz !!!!!!

87

Odp: chyba byłem kochankiem

Tak się składa że mój brat pracuje z przyjaciółką A. Kilka dni temu ta przyjaciółka zapytała go z kim byłem na jego weselu (2 miesiące temu). Sama nie była bo nie mogła. Akurat ona nie zna mnie osobiście. Nie wiem czy to jej ciekawość, czy może ciekawość A.? Wiem od brata, że 2 dni wcześniej spotkały się na pogaduchy. Po co jej taka wiadomość skoro nienawidzi mnie i podobno już dawno temu zapomniała o moim istnieniu? (tak powiedziała)

88

Odp: chyba byłem kochankiem

Po to żebyś miał rozkminę na kolejne 10 stron. <ziewa>

wink

89 Ostatnio edytowany przez BigStar (2015-08-02 21:28:27)

Odp: chyba byłem kochankiem

.

90

Odp: chyba byłem kochankiem

Czy warto wchodzić w nowy związek bez miłości, tylko dlatego żeby spróbować zabić uczucia tęsknoty, żalu, rozczarowania, poniżenia, depresji? Czy żeby być z kimś trzeba go kochać? Nie chcę nikogo krzywdzić, ale po takiej lekcji życia, nie wydaję mi się, że potrafię jeszcze kochać. Wszystko zostawiłem dla niej, naprawdę nie zostało już we mnie nic. A gdyby nawet z czasem coś się poprawiło, to kobiecie już nie zaufam.

Zajęłem się sobą, ale te zajmowanie sobą jest o tyle żałosne że nic nie daje. Mogę wejść w relację, ale wiem jak to się skończy i nie wiem czy coś pomoże.

91

Odp: chyba byłem kochankiem

Ale depresja od Ciebie bije:). A co myślisz o tym żeby pójść do psychologa i z nim popracować nad sobą? Nie przekreślaj od razu swojej przyszłości.

92

Odp: chyba byłem kochankiem

No bije, sam to czuję. Do psychologa ona mnie wysyłała, nie dam jej tej satysfakcji. Po za tym nie potrafiłbym się tak otworzyć przed obcą osobą, wystarczy że tutaj czasami napiszę.

Boli jak cholera, że nie chciała mi pomóc.
Weźmy pod uwagę odwrotną sytuację. Ja zdradzam, ona jest moją kochanką, mieszka naprzeciwko domu moich teściów (to bardziej dla tych którzy śledzili mój wątek) ... nagle ja przestaję ją kochać, wracam po 2 tygodniach do żony... chyba wtedy robię wszystko żeby ona dobrze się czuła? Odpuszczam przyjazdy pod jej dom, bo wiem że może ją to boleć, rozmawiam, spotykam się jeśli ona tego potrzebuje, pocieszam, bo wiem że planowała ze mną przyszłość. Przecież przez ponad rok karmiłem ją tekstami o miłości i strasznie mocno ją to rozstanie zabolało.

Sami powiedzcie czy nie tak powinien zachować się normalny człowiek?

93

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie dasz jej (!!) satysfakcji idąc do psychologa? Proszę Cie.."na złość babci odmrożę sobie uszy".
Tak samo "na złość" jej, zawiesisz na kołku swoja przyszłość i szczęście.. Tak, ona bardzo się przejmie..

Myślisz jak typowa ofiara. Rola, w której sam się obsadziłeś, bo - powiedzmy sobie szczerze - tak jest prościej.
Łatwiej siedzieć, płakać i wyklinać niedobrą kobietę niż wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje -czasem durne i irracjonalne (=spotykanie się z zajetą formalnie kobietą i sypianie z nią).

Kiedy w końcu dotrze do Ciebie, że byłeś chwilowym rozpraszaczem smutku z powodu zawodu miłośnego, bo mąż przestał się nią "w ten sposób interesować", kryzysu małżeńskiego czy jak zwal..?
To była czysta chemia, zauroczenie..które z twojej strony poszło w zakochanie, nawet nie Miłość -bo Ty jej w ogóle nie znałeś, dopiero poznajesz TERAZ. Z jej strony to tylko chemia, która opadła gwałtownie i nie zostało nic.


Cokolwiek robisz działasz na własny rachunek. Nie łudź się, że robi to na niej jakiekolwiek wrażenie.
dodatkowo- jak wspominaliśmy, ani ona , ani tym bardziej jej  mąż nie są Ci nic winni.
To TY SIĘ WPIEPRZYŁEŚ na 3-go !! Weź to w końcu na klatę.. od tego zacznij. Dopóki wypierasz fakty to masz swoja nieszczęśliwą historię, którą się onanizujesz co wieczór.

Nie Tobie oceniać jak powinien zachować się 'normalny człowiek', bo "normalny człowiek" nie wpieprza się do małżeństwa, choćby laska ocierała się gołą .... o jego nogę, jak napalony ratlerek.
Normalny człowiek ma zasady i wartości, które SAM szanuje, które SAM wprowadza w życie, a dopiero później wymaga od innych.

94

Odp: chyba byłem kochankiem

Normalny człowiek, do którego w końcu dotarło w jakie bagno się wpakował, zacząłby się ratować. Poszukałby najlepszej opcji dla siebie ( psycholog, psychoterapeuta,modlitwa, medytacja, sport, hobby, whatever). Zrobiłby wszystko co jest możliwe żeby wyjść na prostą i być  mężczyzną z "bolesnym doświadczeniem"  na koncie ale silniejszym, mądrzejszym. W tym kierunku pokombinuj:).

95

Odp: chyba byłem kochankiem

Elle, moja droga, czy naprawdę myślisz że satysfakcję sprawiało by mi spotykanie się z zajętą kobietą i pukanie jej co wieczór, robiłbym to z czystej żądzy i z premedytacją, bo jest fajnie? Nie znasz mnie więc nie oceniaj. Nikt się nikomu nie wpieprzał, to była świadoma decyzja, którą oboje podjęliśmy, a nawet bardziej ona, odchodząc od męża. Nigdy nie zgodziłbym się na rolę trzeciego i tak nie było od pierwszych dni, kiedy powiedziała mi że z mężem już nic jej nie łączy. Ten niby związek trwałby tydzień czasu, gdybym wiedział że nigdy od niego nie odejdzie, nie kocha mnie i chce się tylko pobawić. Dlatego właśnie że mam zasady, które sam szanuje, sam wprowadzam w życie i wymagam od innych.

Kochałaś kiedyś tak naprawdę? Wiesz co to jest miłość? Czy skrzywdził Cie ktoś kiedyś? Nie onanizuję się co wieczór żeby sam siebie biczować, robię to bo wiem dobrze co straciłem, a straciłem miłość swojego życia.

96

Odp: chyba byłem kochankiem

Pomysl sobie tak:

Na swiecie sa tysiace kobiet, ktore marza o takiej milosci, jaka ty im mozesz dac.
I ty masz szanse spotkac taka osobe.

Co wtedy zrobisz?
Warkniesz na nia, ze zadnej nie zaufasz, bo cie jakas mezatka wystawila???
( czy nie brzmi to idiotycznie? , sam powiedz?)

Albo w ogole jej nie poswiecisz uwagi, bo bedziesz tak zajety rozdrapywaniem swoich ran, ze nawet jak ci sie na szyje rzuci, to zignorujesz....

A moze, gdzies tu na forum, przeczytasz, ze faceci , to *uje, bo ja kolejny facet zignorowal.
Ze od teraz bedzie sie mscic na wszystkich i kazdego zdradzac?
I to bedzie ta kobieta, ktora olales, zajety swoim cierpieniem?

Co bys takiej kobiecie idealnej dla ciebie zaoferowal?
Swoj bol, rozczarowanie, frustracje, zlosc....
Pomysl, co mozesz miec do zaoferowania i idz z tym, bo nie wiesz, kiedy ja spotkasz, i moze cie to zaskoczyc.

97

Odp: chyba byłem kochankiem

Dla mnie "miłość życia" nie ma nic wspólnego z podwójnym życiem czy robieniem sobie wakacji od żony/męża.

Widocznie rozumiemy to inaczej.

98

Odp: chyba byłem kochankiem

No, tak. Ale autor w swej nainosci sadzil, ze jest dla niej tak samo wazny, jak ona dla niego.

Idac za tym, dawal z siebie wszystko.

Kiedy to sie nie zwrocilo, zapiera sie, ze innej tego nie da ( tej szczerosci, zaufania, milosci)

To troche tak, jakbym zaprosila do domu zlodzieja, i on by mnie okradl, a ja innym osobom bym wstepu do domu odmowila, tak na wszelki wypadek....

99

Odp: chyba byłem kochankiem

Straciłeś "miłość życia" :

kobietę, która była, jest i będzie żoną innego mężczyzny
kobietę, która zdradziła swojego męża
kobietę, która odeszła od męża do Ciebie
kobietę, która odeszła od Ciebie do męża
kobietę, która Ciebie zdradziła
kobietę, która doprowadziła Cię do depresji

Popraw mnie jeżeli coś pomyliłam. Ty na prawdę jesteś w złym stanie, musisz teraz zająć się swoim życiem. Człowieku walcz o siebie!

100

Odp: chyba byłem kochankiem

Dokladnie- nie mysl o niej, tylko o sobie.

Mysl o tym, jaki ty jestes, co ty masz do zaoferowania, i czego tobie teraz trzeba.

Nad nia sie nie zmozdzaj...bo nie warto...

101

Odp: chyba byłem kochankiem
Elle88 napisał/a:

Dla mnie "miłość życia" nie ma nic wspólnego z podwójnym życiem czy robieniem sobie wakacji od żony/męża.

Widocznie rozumiemy to inaczej.


Dla mnie też, to nie było podwójne życie. Nigdy bym tego nie zaakceptował. To teraz okazało się że to były wakacje od męża. Gdy byliśmy razem nigdy nie dała mi odczuć że chce do niego wrócić, czy tęskni... Tęskniła za mną jeśli przez dzień mnie nie widziała.
Spójrz na istotny fakt, jesteś z kimś w związku przez 10 lat, po takim czasie w końcu wyprowadzacie się na swoje, do mieszkania które jest tylko wasze, czy myślisz że zostawiłaby to wszystko po tygodniu i poszła za mną, jakimś kochankiem, bo poczuła tylko chemię? Nie, ona mnie kochała, dała mi to odczuć w każdym momencie, myślę nawet że kochała mnie bardziej niż ja ją. Teraz dopiero szaleję bo widzę jak bardzo mi jej brakuje.

102

Odp: chyba byłem kochankiem

myślę nawet że kochała mnie bardziej niż ja ją.

Słuchaj, nie chcę byc wulgarna, ale.. może to myślenie science-fiction to wynik "zatoru w jajkach"? Serio.
Pytam z troski. Nie wiem czy z tego żalu zaprzestałeś też pewnych praktyk, które należy regularnie czynić by uniknąć napięcia w pewnych częściach ciała.. wink

Wiesz, po prostu strasznie bredzisz.


Teraz dopiero szaleję

No, nie wygląda to dobrze..

103

Odp: chyba byłem kochankiem
Nigdy napisał/a:

Straciłeś "miłość życia" :

kobietę, która była, jest i będzie żoną innego mężczyzny
kobietę, która zdradziła swojego męża
kobietę, która odeszła od męża do Ciebie
kobietę, która odeszła od Ciebie do męża
kobietę, która Ciebie zdradziła
kobietę, która doprowadziła Cię do depresji

Popraw mnie jeżeli coś pomyliłam. Ty na prawdę jesteś w złym stanie, musisz teraz zająć się swoim życiem. Człowieku walcz o siebie!

Rzeczywiście takie są fakty, to była miłość mojego życia i zawsze tak o niej myślałem, nie wiem dlaczego do niego wróciła, nie rozumiem. Czy normalnym jest, że po kilkunastoletnim związku nie ma się dzieci? On mówi że nie chce, bo ona nie nadaję się na matkę i ona to akceptuje. Ze mną chciała mieć dzieci, chłopczyka i dziewczynkę.


oldorando napisał/a:

Dokladnie- nie mysl o niej, tylko o sobie.

Mysl o tym, jaki ty jestes, co ty masz do zaoferowania, i czego tobie teraz trzeba.

Nad nia sie nie zmozdzaj...bo nie warto...

Chciałbym żeby to było takie proste, wiem że powinienem trochę rozumu do głowy wpuścić, ale widocznie to jeszcze nie ten czas. Odpuszczę nowy związek, w tej chwili nie mam nic do zaoferowania.

104

Odp: chyba byłem kochankiem
Elle88 napisał/a:

myślę nawet że kochała mnie bardziej niż ja ją.

Słuchaj, nie chcę byc wulgarna, ale.. może to myślenie science-fiction to wynik "zatoru w jajkach"? Serio.
Pytam z troski. Nie wiem czy z tego żalu zaprzestałeś też pewnych praktyk, które należy regularnie czynić by uniknąć napięcia w pewnych częściach ciała.. wink

Wiesz, po prostu strasznie bredzisz.


Teraz dopiero szaleję

No, nie wygląda to dobrze..


W tych sprawach daję radę;) Może jutro znajdę czas żeby udowodnić Ci jak bardzo mnie kochała. Tymczasem dobranoc.

105

Odp: chyba byłem kochankiem

Ach, nie trzeba wink


Wiem jak bardzo: na kanapie, obok kanapy, w aucie, na pralce w łazience..itp. itd.

wiem, wiem tongue

106

Odp: chyba byłem kochankiem

Magnus- ja probuje byc taktowna, mila i empatyczna....
Latwo nie jest,....

Slowem- bredzisz jak potluczony!!!!!!!!!!!!!!!

( oddycham gleboko i sie nie poddaje)

107

Odp: chyba byłem kochankiem

To jest niewiarygodne jak człowiek panicznie boi się utraty czyjejś miłości - niczym tonący powietrza.
I będzie sobie wmawiał -wbrew faktom, którym zaprzeczyć się nie da - jakiś totalny absurd, inaczej mózg na tą chwilę nie zniósłby prawdy.

Szkoda autora.. wegetuje na opiatach swoich fantazji. hmm

108 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-08-12 00:52:54)

Odp: chyba byłem kochankiem

Dobra- magnus.
Ona cie kocha. Ty ja tez.

Ale jej przy tobie nie ma. A ty zostales...

Ty musisz cos ze soba zrobic, bo z nia juz nic nie zrobisz.

A co zamierzasz zrobic ze soba?

109 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-12 00:53:05)

Odp: chyba byłem kochankiem

Myślę, że dopóki nie opadnie mu chemia, będzie tak bredził kilka m-cy lekko.

Poszukując -i co gorsza - znajdując (w swojej psychotycznej wizji zdarzeń) kolejne dowody na to jak wielka to była miłość.

Dziś dowiedzieliśmy się, że w zasadzie była ..no,tak wielka, że niemal jednostronna yikes:D
Jutro dowiemy się, że ona odeszła, bo nie mogła sobie poradzić z uczuciem do autora ..Rzecz jasna było tak wielkie wink

Pojutrze wyjdzie na to, że to on ja rzucił, bo kiedyś strzepnął muchę prawą ręką z lewego ramienia, zamiast na odwrót -sama rozumiesz, mogła to źle odebrać i po prostu tym wszystko zepsuł..


Mamy sierpień.. daje jakieś pół roku na wstępne oprzytomnienie i kolejne pół na zakończenie podchodów na powrót, potem jakiś rok-dwa na porzucenie wszelkiej nadziei wink

110

Odp: chyba byłem kochankiem
Elle88 napisał/a:

Myślę, że dopóki nie opadnie mu chemia, będzie tak bredził kilka m-cy lekko.

Poszukując -i co gorsza - znajdując (w swojej psychotycznej wizji zdarzeń) kolejne dowody na to jak wielka to była miłość.

Dziś dowiedzieliśmy się, że w zasadzie była ..no,tak wielka, że niemal jednostronna yikes:D
Jutro dowiemy się, że ona odeszła, bo nie mogła sobie poradzić z uczuciem do autora ..Rzecz jasna było tak wielkie wink

Pojutrze wyjdzie na to, że to on ja rzucił, bo kiedyś strzepnął muchę prawą ręką z lewego ramienia, zamiast na odwrót -sama rozumiesz, mogła to źle odebrać i po prostu tym wszystko zepsuł..


Mamy sierpień.. daje jakieś pół roku na wstępne oprzytomnienie i kolejne pół na zakończenie podchodów na powrót, potem jakiś rok-dwa na porzucenie wszelkiej nadziei wink

Moze mozna mu jakos pomoc...
Tylko trzeba przemowic do niego jego jezykiem
( i nie jest to jezyk logicznych argumentow)
Ale to nasza rola- dac rade,
Albo isc sobie stad....

111

Odp: chyba byłem kochankiem

Magnus- to dosc oczywiste, ze teraz odpuszczasz kazdy nowy zwiazek...

Mnie chodzilo, o odpuszczenie poprzedniego zwiazku....

112

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie, to jest rola terapeuty. Albo kogoś z zacięciem terapeutycznym - ja go nie mam. W prostych żołnierskich słowach mówię co widzę.

Na życzenie autora opuszczę ten wątek. Nie jestem tu po to żeby mu  dopieprzyć, ale nie mam też nastroju do polemizowania z tym, co jest i uprawiania ekwilibrystyki faktograficznej by przez chwile poczuć się lepiej.

Uważam, że solidne pier..cię, chwila leżenia na deskach by potem wstać z kolan jest bardziej efektywne niż podawanie gorzkiej prawdy przez zakraplacz i babranie się w półprawdach i fantastyce miesiącami.

113

Odp: chyba byłem kochankiem

To żadna miłość, to uzależnienie od niej. Dlatego tym bardziej nie ma co uświadamiać Autorowi w jakim gó..nie był, tkwił i żył. Dla jego dobra, jego przyszłego dobra niech dziś jeszcze bardziej się spłaszczy i upodli swoje "ja". Jej mąż niech mu dalej się śmieje w twarz, Maleństwo ładnie trzyma za sznurki, przebiegle narkotyzuje swoim k...twem i kłamstwem. Dowodem jest ten jej Mąż, który wie że ma rogi ale dalej jest z nią. Dowodem jesteś Ty, księżniczka ssała dwie pały na przemian, a Ty zostałeś urobiony, że ten drugi tylko szperał w gumce raz na rok, potem wykastrowała Cie w jednej chwili, a Ty dziś uważasz że "aniołek zbłądził". Jprdl gdzie faceci mają jaja?

Na miejscu tego R. wywiózłbym Cie do lasu i obciął falusa, a jej zrobił piekło na ziemi. Ale on niewiele może, bo jest w garści tej Małej. Najciekawsze jest, że za parę lat ta kurewna, pod płaszczykiem kruchej, delikatnej i nieszczęśliwej osóbki narobi gnoju w życiu kolejnemu frajerowi. A Ty za nim nie uświadomisz sobie, że to żadna miłość, a silne uzależnienie od niej, będziesz dalej pływał w gnojówce "uczuć".
Stawiam każde pieniądze, ze gdyby teraz się zorientowała, że masz nową kobietę, to kurewna błyskawicznie pojawi się na Twoim radarze (ten typ księżniczek tak ma).

114

Odp: chyba byłem kochankiem

Zgadza się, autor jest na haju. W związku z tym ma tok rozumowania jak narkoman na głodzie.

Ma taki typ osobowości, że łatwo się uzależnia.

Ale

Stawiam każde pieniądze, ze gdyby teraz się zorientowała, że masz nową kobietę, to kurewna błyskawicznie pojawi się na Twoim radarze (ten typ księżniczek tak ma).

Nie zachęcaj go do krzywdzenia innych kobiet, bo on jest w takim stanie, że nie zawaha się spotkać z samym diabłem, byle milejdi choć na 1 nockę wróciła.
Smutno i straszno.

115

Odp: chyba byłem kochankiem

Napoleon, bardzo dobrze napisałeś. Szkoda tylko, że do autora nic nie dociera. Przez nią i dla niej może zmarnować sobie życie, przykro na to patrzeć:(

116 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-08-12 17:58:55)

Odp: chyba byłem kochankiem

Brakuje mi jej, ok, napisałem to, wydaje mi się to bardzo normalne. Brakuje mi jej takiej jaka była, ale jeśli ktoś wywnioskował, że chcę jeszcze z nią być i kiedykolwiek będę, to jest po prostu w błędzie. Nie wiem czy pisałem w tym wątku że jeszcze ją kocham, jeśli tak to być może miałem słabszy dzień. Kochałem do szaleństwa, to też prawda. Nie bredzę, nie uprawiam fantastyki, nie czułem takiej miłości od nikogo w życiu, nie jestem już nastolatkiem, mam swoje doświadczenia, wiem kiedy czuję się kochany a kiedy nie.

Oldorando, fakty są takie, że w tej chwili ani ona mnie nie kocha, ani ja jej.
Elle, naczytałaś się chyba za dużo wątków i masz urobiony schemat według którego każdy postępuje. Zapewniam Cię, że nie pozwolę jej do siebie wrócić. Skąd wogóle taki wniosek? Jedna noc z A.? Przecież ja tej dziewczynie nie mógłbym w tej chwili spojrzeć w twarz.

Napoleon trafił w sedno sprawy, jestem uzależniony od niej i mam obsesję i to jest mój problem. Nie potrafię żyć ze świadomością że cały czas ssie mu gałę i nie potrafię dojść do siebie bo potraktowała mnie jak śmiecia. To są dwie najistotniejsze sprawy. Niestety, pokazałem jej wszystkie swoje słabości i w jej oczach stałem sie frajerem, który odwala szopki po rozstaniu. Dlatego nie wróciła kiedy być może nie było jeszcze za pózno. Chyba w tej chwili do "wyleczenia" brakuje mi tylko informacji, że popełniła błąd swojego życia wracając do niego i że bardzo żałuje tego co zrobiła. Na to nie ma co liczyć, dlatego się motam.

Naprawdę nie jestem nim, nie pozwolę jej do siebie wrócić, jakiś dotyk, pocałunek? Przecież to abstrakcja. Gdybym na nią spojrzał, poczułbym odruch wymiotny, bo byłbym świadomy że jeszcze niedawno dławiła się pałą innego. Było mi ciężko zaakceptować wszystkie rzeczy które robiła z innymi, przed tym jak mnie znała, a co dopiero teraz. Rozumiem natomiast, że wcześniej każdy miał swoje życie.
W momenicie powrotu na każdym kroku wypomniałbym jej błędy. Wsiąść do samochodu w którym robiła to z innym? Kolejna abstrakcja. Chcesz iść za rączkę do galerii? "Za rączke do galerii to chodziłaś z nim, jak chcesz to dzwoń". Nie, nie biorę tego pod uwagę, jestem pewien że nie dałbym rady żyć w ten sposób.

Napisałem mu kiedyś podobne słowa, że na jego miejscu powiesiłbym kochanka swojej żony za jaja na gałęzi, a on nawet nie chce się spotkać. W ostatniej rozmowie powiedziałem mu, że jest pizdą nie facetem, ubawił się tym niesamowicie. Czego on jej nauczył pozwalając wrócić do siebie bez najmniejszych problemów? Chyba tylko tego, że dalej może go zdradzać. A może dał jej ultimatum, jeszcze raz (a raczej dwieście razy) i wypad? Nie wiem, ale dla mnie to nie ma nic wspólnego z miłością. Naprawdę byłbym jeszcze w stanie go zrozumieć, gdyby dał sobie czas do namysłu i wypieprzył ją na miesiąc z domu, pózniej ewentualnie pozwolił wrócić. Nic z tych rzeczy. Ona potrzebuje sponsora, bo nie chce jej się ruszyć tyłka w poszukiwaniu pracy, a on grzecznie się na to godzi, bo zrobi mu obiadek, upierze brudne skarpetki no i da dupy od czasu do czasu.
Wydaje mi się że nauczeni swoimi błędami, teraz kochają się już regularnie.

117 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-12 18:41:32)

Odp: chyba byłem kochankiem

Wiesz co autorze, obrzydliwe jest to co o jej mężu piszesz.
I zarazem jasne jak słońce, że to Twoje obrzydzenie do niego to tak naprawdę projekcja własnych słabości, obrzydzenia do siebie, swojej głupoty i zaślepienia. Wszystko co jemu zarzucasz, bez wyjątku, możesz pogratulować posiadania sobie.

Napisałeś, że ta baba nawet nie ma pracy..  Wysoko mierzysz, nie ma co.. big_smile

Jakie to żałosne.. znudzona, leniwa niepracująca baba, szukająca bolca, który nada kolorów jej życiu, bo sama oprócz prania tych skarpet mężowi to niewiele wnosi do związku, ale wymagania ma smile Taką laskę zdobyć, hoho.. każdy ambitny facet by się dał zarżnąć - 30 letni nierób... brawo



I po tym jak ją przedstawiłeś, to jej jedyna pozytywna cecha (pozytywna w sensie specyficznie rozumianej zaradności życiowej wink) to wrodzone zdolności do manipulacji, ale w białych rękawiczkach - bo nauczyła się znakomicie ukrywac te cechy i zdobywać co chce ze słodkim uśmieszkiem - stąd twoja obsesja i poczucie bycia w pułapce, gdzie nie wiesz co jest prawda a co oszustwem.

I ta obrzydliwa zazdrość glównie o to, że "ssie p.." mężowi. A komu ma ssać? Tobie? Czy innemu kochankowi?
Przynajmniej wróciła na swoje miejsce smile

Nie no, żenada do kwadratu.. Jak to seks potrafi , gdy trafi na podatny grunt, zrobić siekę z mózgu.



Mała sugestia -NIGDY nie opowiadaj przyszłej wybrance o tym jak się dałeś przeczołgac i poniżyć temu małemu nierobowi bez ambicji, bo na jej miejscu nie miałabym dla Ciebie za grosz szacunku jako do faceta.

Ps. 2: Mówiąc jej mężowi (co było gimbazjalną prowokacją - na szczęście widac, że gośc jest pewny siebie, bo kompletnie to olał smile) to co powiedziałeś, nieświadomie oddałeś mu wielką przysługę. Dodałeś sił i wiary, że ona wybrała jego pokazując totalny brak kontroli nad soba i rozhisteryzowanie nastolatka, któremu rodzice zabrali komputer czy piłkę i z tej bezradności do nich szczeka i próbuje pogryźć.


Co byś nie napisał i jak nie próbował jej męża poniżyć - ona wybrała jego, jest przy nim. On wygrał. Choć w tym przypadku "nagroda" wątpliwej jakości, ale powiedzmy, że mimo iż wielokrotnie schodzona i używana przez innych, to jednak on był pierwszy i jest ostatni.
Więc skończ już z tym ciskaniem się i pomstowaniem na jej męża i spójrz na siebie i na nią. Jesteście siebie warci, jeśli o podejście do życia i związków chodzi, ale to nie zmienia faktu, że dostałeś rachunek i musisz teraz ponieśc konsekwencje głupoty.

Syngały ostrzegawcze były na 1000%, tylko zaslepiony nie chciałeś tego widzieć. To nigdy nie jest tak, ze ktoś odkochuje się z dnia na dzień. To tylko wytłumaczenie dla ego.

118

Odp: chyba byłem kochankiem

A widzisz, mnie takie rzeczy bolą, może napisałem za dosadnie, przepraszam. Taki mam charakter, że nie lubię jak moja (jeszcze chwilowo w mojej głowie) kobieta daje innym, wręcz ogarnia mnie obrzydzenie.

To nie jest żaden zarzut że ktoś nie ma pracy, gorzej jeśli nic nie robi w kierunku żeby jej szukać, bo mu tak wygodniej. Mam nadzieję że się mylę i ten tekst o sponsorze to jedynie moje domysły bez podstawy. Ona ma dużo pozytywnych cech, akurat temat przewodni tego wątku to zdrada, dlatego uwypuklone są te złe cechy.

Proszę Cię, gdyby on był pewny siebie, zostawiłby ją bo wiedziałby że wróci na kolanach. Ani on ani ja nie jesteśmy pewni siebie, można to między bajki włożyć. Nikt nie próbuje go poniżyć, próbuję zrozumieć jego tok myślenia i dlaczego tak łatwo przyszło mu pogodzenie się z tą sytuacją.

119 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-12 19:19:12)

Odp: chyba byłem kochankiem

nie lubię jak moja (

Taka "twoja" jak każdego kolejnego przygodnego ru...cza.
Sorry

Ale rozumiem, o co Ci chodzi - w normalnych okolicznościach, z wartościową kobietą zawsze chce się wyłączności. Tutaj po prostu źle oceniłeś tę jakość i wartość wink
Zdarza się.

Ani on ani ja nie jesteśmy pewni siebie

Ok. Tu się prędzej zgodzę. Ale na pewno jej mąż jest sprytniejszy i lepiej zna życie, lepiej się orientuje zarówno w kwestiach socjotechniki jak i słabości swojej małżonki.
Ty walisz prosto z mostu i solidny lód  w wykonaniu kobiety jest w stanie wyłączyć ci rozum na dłuższy czas, dlatego nie nadajesz się na kochanka.
Jej mąż ją po prostu zna i też  mniej emocjonalnie podchodzi do lodów. Innymi słowy, pozwolił ci się nimi nacieszyć, ale już dosyć. wink Teraz znów przyszła jego kolej.
Ale to akurat dobrze świadczy - ot, paradoks tej całej sytuacji. Nie masz mentalności kochanka - good 4 U. Może jeszcze będą z Ciebie ludzi wink


dlaczego tak łatwo przyszło mu pogodzenie się z tą sytuacją.

Wiesz co, nie wiesz nic jak mu to przyszło, czy idzie. To są tylko Twoje domysły na podstawie emocji, które Cie rozsadzają.
PRawda może być równie dobrze taka, że ten cwany facet, może mieć teraz do niej podejście jak do pojemnika na.. , po prostu zabrał co jest "jego", a co on kombinuje to wie tylko on sam.
I powiem szczerze - życze mu żeby w przyszłości trafił na kobietę, która nie wywinie mu takiego numeru, a obecną kopnie w 4 litery.
Tak czy inaczej, powinienes być mu wdzięczny, że pozbawił Cię wieeelu kłopotów na przyszłość.

No, chyba że Twoim życiowym celem i marzeniem jest być sponsorem i utrzymankiem za te wspaniałe ssanie, w którym niewątpliwie ona się wyspecjalizowała. Zawsze jest to jakaś umiejętnośc, byle nie jedyna wink

120 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-08-12 21:28:22)

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

fakty są takie, że w tej chwili ani ona mnie nie kocha ani ja jej

Napoleon trafił w sedno sprawy, jestem uzależniony od niej i mam obsesję i to jest mój problem. Nie potrafię żyć ze świadomością że cały czas ssie mu gałę i nie potrafię dojść do siebie bo potraktowała mnie jak śmiecia. To są dwie najistotniejsze sprawy

Zastanów się nad profesjonalną terapią dla siebie, proszę Cię. To wcale nie będzie objaw Twojej słabości, wręcz przeciwnie. możesz dużo zyskać:)

magnuss napisał/a:

Chyba w tej chwili do "wyleczenia" brakuje mi tylko informacji, że popełniła błąd swojego życia wracając do niego i że bardzo żałuje tego co zrobiła. Na to nie ma co liczyć, dlatego się motam.

Nie rozumiem, skoro nie liczysz na nic to po co się miotasz? Chcesz, żeby zrozumiała, musiałaby mieć jakąś empatię, inteligencję emocjonalną, dojrzałość...:(

121 Ostatnio edytowany przez Napoleon (2015-08-12 22:45:51)

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Ani on ani ja nie jesteśmy pewni siebie

I to nie jest przypadek. Nad niepewnym facetem łatwiej zapanować, zmanipulować go na własne potrzeby, zrzucić winę na takiego faceta. Dlatego takimi adoratorami to maleństwo będzie się otaczać (trzeci gość też taki będzie). To widać jak na dłoni, i Ty i jej mąż jesteście słabi wobec niej, ona swoim wyrachowaniem zrobiła wiele krzywdy i jemu i Tobie, a ide o zakład, że przy dobrej grze z jej strony, obaj byście jej wybaczyli i w dodatku częściowo wzięli winę na siebie. Dlaczego? Dlatego, ze jesteście niepewni siebie (sam to właśnie zauważyłeś). Co więcej, taka kobieta będzie mówić, że potrzebuje silnego faceta, ale zwiąże się z niepewnym siebie mężczyzną (wiadomo dlaczego).

magnuss napisał/a:

w tej chwili do "wyleczenia" brakuje ........

To nie jest dobry kierunek. Ty nie wyleczysz się z tego wszystkiego słysząc z jej strony kilku informacji, że żałuje, że chciałaby cofnąć czas, że to, i że tamto. Dalej naiwnie wierzysz, że mogłaby byc wiarygodna?!
Ty skupiasz się na jej mężu, na jego zachowaniu, zastanawiasz się czego on jej nauczył, czy dał jej ultimatum, katujesz się tym, że regularnie sypiają. Od dupy strony podchodzisz. Ty powinieneś skupić sie przede wszystkim na sobie, na swoich emocjach, zrozumieć czy Ty ją faktycznie kochałeś, czy tylko uzależniłeś sie od emocji, które czułeś pod jej wpływem. Poczytaj w Internecie o emocjonalnym uzależnieniu od partnera. Powinieneś wykonać kawał roboty nad sobą, by w przyszłości włączała Ci się lampa juz na początku, kiedy ewentualnie przytrafi Ci sie następne takie egoistyczne i wyrachowane maleństwo. Wyjdź silniejszy z tego, odrób koniecznie lekcje.

122 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-08-12 23:47:02)

Odp: chyba byłem kochankiem

Chodzi o to, że w tej chwili czuję się perfidnie wykorzystany. Wróciłem jej radość z życia, doceniłem, pokochałem, przy mnie czuła się najważniejsza i najpiękniejsza, co sama mówiła.

Nie lubię się nad sobą użalać, ale chociażby za takie rzeczy człowiek zasługuje na szacunek po rozstaniu. Jednym błędem nie można przekreślać wszystkiego jeśli naprawdę się kogoś kocha. A ona najwidoczniej już wtedy nie kochała i tylko czekała na taki błąd z mojej strony.
Często myślę co by było gdyby nie tamten wieczór. Jak można 2 tygodnie pózniej pieprzyć się z innym, nawet nie mówiąc mu nic o nas.

Chcę wierzyć że nie zakochałem się w szmacie, która przez rok karmiła mnie tekstami o miłości, że nie wyobraża sobie życia z beze mnie, a w tym samym czasie robiła to z nami naprzemian. To też nie daje mi spokoju.

Nigdy napisał/a:

Nie rozumiem, skoro nie liczysz na nic to po co się miotasz? Chcesz, żeby zrozumiała, musiałaby mieć jakąś empatię, inteligencję emocjonalną, dojrzałość...:(

Właśnie dlatego tak się zachowuję bo nie mam co liczyć na to że ona zrozumie kiedyś swoje błedy, a chciałbym np. żeby tu nie przyjeżdżała, a przede wszystkim żeby pokazała że ma jakieś wartości w sobie.


Napoleon napisał/a:

I to nie jest przypadek. Nad niepewnym facetem łatwiej zapanować, zmanipulować go na własne potrzeby, zrzucić winę na takiego faceta. Dlatego takimi adoratorami to maleństwo będzie się otaczać (trzeci gość też taki będzie). To widać jak na dłoni, i Ty i jej mąż jesteście słabi wobec niej, ona swoim wyrachowaniem zrobiła wiele krzywdy i jemu i Tobie, a ide o zakład, że przy dobrej grze z jej strony, obaj byście jej wybaczyli i w dodatku częściowo wzięli winę na siebie.

Właśnie on jej wybaczył i myślę że częściowo wziął winę na siebie, bo inaczej w żaden sposób mi się to nie klei. Naprawdę myślisz że będzie ktoś trzeci? Na jakiej podstawie, przecież jej wybaczył i podobno są szczęśliwi ze sobą.

123

Odp: chyba byłem kochankiem

Jednym błędem nie można przekreślać wszystkiego jeśli naprawdę się kogoś kocha. A ona najwidoczniej już wtedy nie kochała i tylko czekała na taki błąd z mojej strony.

Widzisz, nie rozumiesz jednej rzeczy.. Często, będąc w związku, w którym "zlewa się" z drugą osobą i przestaje się mieć swoje osobne życia, gdzie panuje zasada "w ogień bym za nią skoczył" - choć nie jestem pewien - lub mam poważne wątpliwości, czy ona zrobiłaby to samo? - to jest się do kogoś tak przyklejonym, że brakuje dystansu na 1 głęboki oddech, co dopiero na szerszą perspektywę i ocenę stopnia wzajemności.
Nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że ona odkochiwała się , a raczej opadało jej zauroczenie i chemia, na długo zanim zacząłeś cokolwiek zauważać - czyli ten "pamiętny wieczór", który tak  naprawde był pretekstem dla niej do zakończenia tego. Ona nigdy Ci tego nie powie.
Większość osób o jej profilu psychologicznym pozostaje w związku tak długo, dopóki nie wypalą jej się wszystkie uczucia do drugiej osoby, wtedy odejście to jest bułka z masłem. Nie dziwota, że nie czuje się ani winna, ani dłużna za to co jej dałeś, bo ona nic nie czuje. Jesteś jej kompletnie obojętny.
Przekroczyła w pewnym momencie waszej relacji próg zainteresowania Tobą, gdzie był on tak niski, że nie było juz podstaw by to wskrzesić, ale dowiedziałeś się o tym duuużo później, kiedy sprawa była już dla niej zakończona. To jest najlepsza strategia, gdy chce się coś zakończyć - czekać aż się samoistnie wypali, utrzymując druga osobę w przekonaniu, że jest wszystko ok, żeby nie wykonywała "dziwnych ruchów" i nie komplikowała sprawy, gdy decyzja o odejściu już zapadła.

Rozumiesz?
Tak to się właśnie odbywa.

chciałbym np. żeby tu nie przyjeżdżała, żeby pokazała że ma jakieś wartości w sobie.

Dalej uzależniasz swoje zachowanie i samopoczucie od jej zachowania i reakcji. W ten sposób stawiasz się w pozycji jej niewolnika i z tej perspektywy masz zerowe szanse na podniesienie się.

Zmień perspektywę, a zmieni się Twój stosunek do sprawy, a wraz z nim odzyskasz kontrolę nad swoim życiem.

Naprawdę myślisz że będzie ktoś trzeci? Na jakiej podstawie, przecież jej wybaczył i podobno są szczęśliwi ze sobą.

I w tym upatrujesz szansy na wielki powrót? Że jeśli nie mąż, to może ten 3-ci okaże się gorszy od Ciebie i znowu spróbujecie?
Znam ten sposób kombinowania.. Zostaw go w cholerę. Nie tędy droga.

124 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-08-13 00:02:01)

Odp: chyba byłem kochankiem

Elle przeczytaj sobie jeszcze raz mój wcześniejszy post, nie chcę już powtarzać jak zachowałbym się gdyby chciała do mnie wrócić. Co więcej ona też tego nie chce i nie potrzebuje, ma mnie głęboko gdzieś, rozumiesz? Więc tego problemu nie mamy.

125 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-08-13 22:20:59)

Odp: chyba byłem kochankiem

Tak, tamten wieczór był tylko pretekstem.
Niestety, ludzie mówią różne rzeczy (ona mówiła to co chciałeś usłyszeć).
Wszyscy w tym wątku usiłują Ci pokazać, że to "nieciekawa" kobieta.
Jesteś wrażliwym, fajnym facetem który bardzo źle ulokował uczucia. Kurcze, szkoda mi Ciebie, strasznie się męczysz, marnujesz czas... sad
Mówisz, że masz zasady, w momencie w którym pada słowo - mężatka, z Twojej strony powinno być: game over i nie miałbyś problemu.

126 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-13 00:44:53)

Odp: chyba byłem kochankiem

To, że ona tego nie chce to jest jasne i to wiem. Problem w tym, że Ty byś jeszcze na tym etapie do niej poleciał jak na skrzydłach, gdyby zechciała..Oszukuj sam siebie, ale nie mnie.

Potrafię czytać nie tylko ze zrozumieniem, ale i między wierszami.
A Ty piszesz o niej jak o najlepszej rzeczy jaka Ci się w życiu przytrafiła i w kontekście "Straty".. Pomyśl jak to się ma do Twoich deklaracji o "niechcianym" powrocie.

Wiesz dlaczego jestem pewna, że byś ja przyjął?
Dlatego, że nie wykonałeś ŻADNEJ pracy nad sobą. Zero. Co więcej, dalej uzależniasz swój stan psychiczny od tego, co ona robi lub zrobi. A to oznacza, że tak jak narkoman widzi doraźną ulgę dla swojego cierpienia w kolejnej działce, tak Tobie wydaje się, że tylko jej powrót ukoi Twój ból, który -gdybyś wiedział co Ci naprawdę dolega-  tak naprawdę wynika ze współuzależnienia, a ona jest tylko materializacją tego wzorca.
Równie dobrze mógłbyś ją sobie wyobrażać jako energię, która nie ma ciała ani określonej twarzy - po prostu kwantowa cząstka materii, która idealnie dopełnia wzorce współuzależnienia u Ciebie. 

dobrej nocy

127

Odp: chyba byłem kochankiem
Nigdy napisał/a:

Tak, tamten wieczór był tylko pretekstem.
Niestety, ludzie mówią różne rzeczy (ona mówiła to co chciałeś us
łyszeć).
Wszyscy w tym wątku usiłują Ci pokazać, że to "nieciekawa" kobieta.
Jesteś wrażliwym, fajnym facetem który bardzo źle ulokował uczucia. Kurcze, szkoda mi Ciebie, strasznie się męczysz, marnujesz czas... sad
Mówisz, że masz zasady, w momencie w którym pada słowo - mężatka, z Twojej strony powinno być: game over i nie miałbyś problemu.



magnuss , chłopie posłuchaj wzrokiem co sie do Ciebie pisze smile nieciekawa to mało powiedziane , to wyrachowana zimna kobieta ktora kieruje sie zimna kalkulacja , nie wierz w żadne jej słowo , dziwie sie ze jeszcze do Ciebie to nie dotarło po takim okresie.

128 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-08-13 19:54:10)

Odp: chyba byłem kochankiem
Elle88 napisał/a:

Widzisz, nie rozumiesz jednej rzeczy.. Często, będąc w związku, w którym "zlewa się" z drugą osobą i przestaje się mieć swoje osobne życia, gdzie panuje zasada "w ogień bym za nią skoczył" - choć nie jestem pewien - lub mam poważne wątpliwości, czy ona zrobiłaby to samo? - to jest się do kogoś tak przyklejonym, że brakuje dystansu na 1 głęboki oddech, co dopiero na szerszą perspektywę i ocenę stopnia wzajemności.
Nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że ona odkochiwała się , a raczej opadało jej zauroczenie i chemia, na długo zanim zacząłeś cokolwiek zauważać - czyli ten "pamiętny wieczór", który tak  naprawde był pretekstem dla niej do zakończenia tego. Ona nigdy Ci tego nie powie.
Większość osób o jej profilu psychologicznym pozostaje w związku tak długo, dopóki nie wypalą jej się wszystkie uczucia do drugiej osoby, wtedy odejście to jest bułka z masłem. Nie dziwota, że nie czuje się ani winna, ani dłużna za to co jej dałeś, bo ona nic nie czuje. Jesteś jej kompletnie obojętny.
Przekroczyła w pewnym momencie waszej relacji próg zainteresowania Tobą, gdzie był on tak niski, że nie było juz podstaw by to wskrzesić, ale dowiedziałeś się o tym duuużo później, kiedy sprawa była już dla niej zakończona. To jest najlepsza strategia, gdy chce się coś zakończyć - czekać aż się samoistnie wypali, utrzymując druga osobę w przekonaniu, że jest wszystko ok, żeby nie wykonywała "dziwnych ruchów" i nie komplikowała sprawy, gdy decyzja o odejściu już zapadła.


Teraz tak wracam do tego... sygnały rzeczywiście były, głównie opieszałość z rozwodem, mówiła że on potrzebuje jeszcze chwilę czasu. Mimo, że bardzo naciskałem, w pewnym momencie odpuściłem, bo wtedy szkoda mi było chłopaka i może rzeczywiście potrzebował jeszcze trochę czasu na pogodzenie się z tym wszystkim. Oboje chcieliśmy dla niego jak najlepiej.

Drugą rzeczą było to, że nigdy nie przedstawiła mnie swoim rodzicom. W tym przypadku tłumaczyła, że nie wie jak to zrobić, boi się, nie ma na to dobrego momentu.

Mówiła że upora się z rozwodem po nowym roku, żeby nie psuć nikomu świąt, a rodzicom o nas powie na pewno przed weselem jej siostry które było 31 stycznia. Nie doczekałem ani tego, ani tego, teraz widzę że da niej to był idealny moment na koniec. Jestem przekonany że gdyby taka sytuacja miała miejsce po weselu, gdzie poznałbym jej całą rodzinę, nie odeszłaby ode mnie.

Po czasie też widzę, że byłem zaślepiony i za szybko wybaczałem jej każdy błąd. Irytowało mnie to że gdy wychodziliśmy się pobawić, nigdy nie odmówiła jeśli ktoś chciał zatańczyć, dała się złapać w tańcu tu i ówdzie, niby przypadkiem położyła rękę na udzie kolegi, dwóch gości jednej nocy złapało ją za tyłek (na to była strasznie zła, ale to fakt, nie byłem przy tym, powiedziała mi na drugi dzień.)
Wszystko niby niewinnie (to chyba nie jej wina że jakiś pijany idiota łapie ją w ten sposób), a jednak...

Dlatego miałem problem z zaufaniem do niej, jednego wieczoru wyszła w gronie kolegów i koleżanek z byłej firmy, spotkaliśmy się trochę wcześniej, mówiła żebym nauczył się jej ufać i nie zakładał że kiedyś to zaufanie stracę, nie pozwoli na to i obiecuje że nigdy mnie nie zawiedzie. Tego samego wieczoru nie odbierała od 2 do 4 w nocy, tłumaczyła że telefon miała w w torebce i nie słyszała, po za tym myślała że już śpię.
Pisałem już o tym, że ciężko jej było przyznać się że zrobiła coś zle, słowo "przepraszam" z reguły było wymuszone.

Ja też nie jestem łatwy we współżyciu i też popełniałem błędy, byłem zaborczy, zazdrosny, zawsze chciałem żeby moje było na wierzchu... Zresztą muszę zrobic dokładniejszy rachunek sumienia. To co ona czasami mi zarzucała, często nie widziałem jako coś złego i nie rozumiałem pretensji (tak było np wtedy jeśli chciałem zobaczyć mecz i nie miałem dla niej chwilowo czasu).

Piszę teraz o złych momentach, ale tych dobrych w moim odczuciu było dużo więcej. Ona też powtarzała że musimy się po prostu dotrzeć i wtedy będzie już tylko cudownie.

3 dni przed rozstaniem, w sylwestra, kochaliśmy się chyba ze 4 razy, zostałem w niej za każdym razem, było blisko jej dni płodnych... do tej pory myślę jak wyglądałoby teraz nasze życie, gdyby wtedy zaszła w ciążę.

129

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

3 dni przed rozstaniem, w sylwestra, kochaliśmy się chyba ze 4 razy, zostałem w niej za każdym razem, było blisko jej dni płodnych... do tej pory myślę jak wyglądałoby teraz nasze życie, gdyby wtedy zaszła w ciążę.




Kurza Stopa !!! to tak można ?!? - a tak poważnie, po pierwsze niczego by na dobre nie zmieniło , a z czasem stało by sie koszmarem.

130

Odp: chyba byłem kochankiem

do tej pory myślę jak wyglądałoby teraz nasze życie, gdyby wtedy zaszła w ciążę.

Sielankowo, to pewne. Tylko ciąży brakuje w tej "bajce"..

Nie chce mi się już produkować.
Niby wymieniasz jakieś sygnały, a za chwile piszesz o swoich "przewinieniach" z dupy typu mecz.. i że będziesz robił rachunek sumienia.

Dla mnie to żenujące. jak sperma przejęła nad toba kontrolę. Za chwilę strace do Ciebie zupełnie szacunek jako do faceta.
Jako człowiekowi staram się pomóc, ale robisz się dla mnie bezpłciowy zupełnie.

Powiem krótko: laska weszła ci na głowę, zobaczyła to i straciłeś męskośc w jej oczach. Czyli analogicznie jak chocby u mnie przedstawiając tu sposób w jaki myślisz.
A raczej nie myślisz.

Mężczyzna okazujący uczucia nie jest piz..ą, ale facet, który pozwala pindzie bez ambicji rozporządzać soba tylko dlatego, że pozwoliła mu "skończyć w sobie" to jest dla mnie żenada. To rozhisteryzowane baby tak przeżywają każde zbliżenie, a tutaj to ona sobie ciebie używała.
I powiem szczerze, że też wolę takie podejście wink:D choć oczywiście, niekoniecznie z takim finałem.

Posty [ 66 do 130 z 187 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » chyba byłem kochankiem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024