chyba byłem kochankiem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » chyba byłem kochankiem

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 187 ]

Temat: chyba byłem kochankiem

Wszystko zaczęło się w listopadzie 2013 roku. Wyszliśmy z kolegami na dyskotekę. Ona była z koleżanką. Spojrzałem na nią przez chwilę, miałem jej wzrok na sobie. Rzadko się to zdarza, mi właściwie nie zdarzyło się nigdy, widzi człowiek tyle kobiet w życiu, i nic, co najwyżej fajna laska i tyle, a tutaj była fajna dziewczyna którą wiedziałem że muszę poznać, bo to jest właśnie ona, wygląd, sposób poruszania się, uśmiech... Zadziałało na tyle, że gdy przechodziła obok, po prostu złapałem ją za rękę i poszliśmy tańczyć. Miała chwilę zawahania, spojrzała na koleżankę, ale to był moment i była ze mną. Widziałem że patrzy na mnie tak samo jak ja na nią, chemia, nie wiem jak to nazwać. Po tańcu wyszliśmy na zewnątrz, po chwili rozmowy poszła ze mną do pobliskiego nocnego po papierosy. Po drodze dowiedziałem się, że mieszka na tej samej ulicy co ja, mało tego w domu naprzeciwko! a miasto jest sześćdziesięciotysięczne. Straszny zbieg okoliczności, po czasie skojrzyłem, że widziałem ją kilka razy, rzadko wyglądam przez okno ale wpadła mi w oko i wtedy, kiedy widziałem ją z daleka na papierosie z synem sąsiadów, którego nie znałem osobiście. To była jego żona i mieszkali u jego rodziców, 2 i pół roku po ślubie, razem 10 lat, bez dzieci. Powiedziała mi to wszystko po drodze, ale nie miałem żadnych oporów, byłem nią zauroczony, świetnie nam się rozmawiało, pocałowaliśmy się przed końcem imprezy i wróciliśmy razem.

Z taksówki wysiedliśmy przed osiedlem, była 3 w nocy, szliśmy za rękę, zatrzymaliśmy sie na placu zabaw, siedziała mi na kolanach, całowaliśmy się. Nie chciałem się z nią jeszcze rozstać, poszliśmy do mnie na ogród, do altanki, nasza ulica jest ostatnia na osiedlu, z tyłu mojego domu już nic nie ma, więc zaszliśmy od tyłu, żeby nikt na ulicy na wszelki wypadek nas nie zobaczył. Nie mogliśmy przestać się całować, pewnie alkohol zrobił swoje, ale ja byłem wyposzczony, ona też, pozniej powiedziała mi, że nie spała z mężem od roku. Do niczego więcej nie doszło, odprowadziłem ją za rękę na początek ulicy, tam się rozstaliśmy, dała mi swój nr telefonu, umówiliśmy się na spacer jak wstaniemy i poszła do siebie, mąż miał na noc ale wiedział o jej wyjściu. Pózniej jeszcze napisała, że wszyscy u niej śpią i życzy mi upojnych snów. Na drugi dzień byliśmy na spacerze, pózniej popisaliśmy trochę, prosiła żeby to co się wydarzyło zostało między nami, ale że nie żałuje niczego. Ja też nie żałowałem. Mężowi powiedziała że poznała sąsiada na dyskotece, jak mam na imię, ale oczywiście bez szczegółów.

Nie odzywałem się przez tydzień. Napisałem w następną sobotę. Była u koleżanki, odpisała że właśnie R-mąż ją przywiózł i nawet miała się pózniej odezwać. Spotkaliśmy się, poszliśmy do jej mieszkania, które kupili niedawno, to tutaj mieli się niedługo przeprowadzić, mieszkanie było w trakcie wykańczania, kuchnia była gotowa, w pokojach jeszcze bez mebli, jedynie parę krzeseł. Siedziała mi na kolanach, była słodka, chciała być niedostępna ale ciężko jej było się powstrzymywać, mi również.
Zaczęliśmy się spotykać, to mieszkanie było naszą odskocznią, tam kochaliśmy się pierwszy raz, 3 tygodnie od poznania. Jak była w domu, napisała że niczego nie żałuje, pisaliśmy do bardzo pózna, R. miał na noc, zawsze kasowała smsy, tym razem zasnęła w trakcie pisania. Kiedy wrócił z pracy odczytał 3 ostatnie smsy, których nie skasowała. Nie wynikało z nich jednoznacznie że się kochaliśmy, ale pisaliśmy o 3 w nocy, miłe smsy i wiadomo jak mógł się poczuć. Napisała pózniej że jest afera i prosiła żebym się nie odzywał, odezwie się sama. Zadzwoniłem za 2 dni do jej pracy, mówiła że na początku krzyczał a teraz wogóle się nie odzywają. Minęło kilka dni, nie mogłem wytrzymać, zadzwoniłem, odpowiedziała że już jest wszystko dobrze, miałem pretensje o to że trzymała mnie w takim stanie przez te dni bez żadnej wiadomości i telefonu. Przeprosiła, powiedziała że nie zdawała sobie sprawy że mogę to tak przeżywać.

Poszła z nim na sylwestra, zadzwoniła po północy, byłem zły że nie jestem z nią, trochę oschły, ale z nadzieją patrzyłem w przyszłość. Spotykaliśmy się praktycznie codziennie, R. pracował na różne zmiany, ale nawet jeśli był w domu to zajęty sobą, a ona często jezdziła do swoich rodziców, do koleżanek, więc okazji do spotkań mieliśmy mnóstwo. Mówiła mi o nim, że po ślubie bardzo się zmienił na gorsze, nadal sypiali w jednym łóżku, ale ona na swojej połówce a on na swojej, odwróceni plecami. Któregoś razu w jej mieszkaniu, powiedziała że pasuje jej taki układ jaki jest między nami, nie jest gotowa żeby odejść od niego, ale potrzebuje spotkań ze mną, powiedziała żebyśmy niczego nie zmieniali. To tylko początek do tego co miała przekazać mi pózniej. Wtedy już bardzo mi na niej zależało. Powiedziałem że nie chce żeby z nim spała, że nie godzę się na to. Pózniej rozmawialiśmy normalnie, ale zanim zaczęliśmy się dotykać, powiedziała że jest jedna rzecz którą muszę wiedzieć. Uprawiała z nim seks po tym jak przeczytał smsy ode mnie. Nie wiedziała jak załagodzić sytuację, nie odzywał się więc oddała mu siebie, powiedziała że trwało to 3 minuty, z zabezpieczeniem, bo on nie chciał mieć dzieci. Zabolało mnie to strasznie, do tej pory mam do niej o to wielki żal, ale to było raz, znaliśmy się 3 tygodnie, jakoś to sobie wytłumaczyłem bo bardzo chciałem z nią być. Tamtej nocy nie odzywałem się przez jakiś czas, paliłem na balkonie, nie patrzyłem na nią, ona stała obok, powiedziała że idziemy, ale miała łzy w oczach, ja też, pokochaliśmy się...

Od tamtego momentu zrozumiała, że myślę o niej poważnie, zaczęliśmy piękne życie razem, choć jeszcze w ukryciu.
Bardzo się kochaliśmy, seks był cudowny, była pasja, namiętność, lubiliśmy ze sobą przebywać, często chodziliśmy na spacery do parku, nad rzekę i dużo rozmawialiśmy jak to będzie i do czego nas to zaprowadzi. Stopniowo wtajemniczyła swoje koleżanki, a ja swoich kolegów, rodzinom na razie nic nie mówiliśmy. Tak minęło kilka miesięcy. Przeprowadziła się z R. do mieszkania, byłem wtedy w delegacji, pisała że bardzo chciałaby to robić ze mną, każdy kąt w tym mieszkaniu przypomina jej nas i bardzo tęskni. Smutno jej było i żałowała jego bo bardzo się cieszył na tą przeprowadzkę. Nie mogła się wycofać, te mieszkanie kupili (właściwie to kupili je jej rodzice i teściowie) zanim mnie poznała i tylko kwestią czasu było kiedy tam zamieszkają. Powiedziałem jej wtedy że to dobry moment, żeby przestała z nim spać w jednym łóżku, więc oznajmiła mu że chce spać sama, odparł żeby nie wymyślała, bo kanapa w salonie nie jest od spania. Chciałem żeby była bardziej stanowcza ale rozumiałem sytuację i odpuściłem jeszcze na jakiś czas. Po około miesiącu przestali sypiać w jednym łóżku, on nic nie podejrzewał, zdziwił się, ale tym razem postawiła na swoim.

Któregoś wieczoru przedstawiłem ją swojemu bratu i bratowej. Bratowa przyjęła to dobrze, brat z początku był lekko zszokowany, bo sąsiadka i wogóle, ale po czasie obydwoje zrozumieli jak bardzo mi na niej zależy. Pózniej dowiedział się drugi brat, moja mama... Mój drugi brat pracuje z przyjaciółką mojego Maleństwa (tak ją nazywałem), której na razie nic nie mówiła, bo mąż przyjaciółki jest kolegą R. Dowiedziała się przez przypadek, słyszała rozmowę brata z moją mamą przez telefon. Powiedziała swojemu mężowi, obydwoje zrozumieli naszą sytuacje, kamień spadł jej z serca, od tej pory miała wsparcie w swojej przyjaciółce.

To między innymi pomogło jej wyprowadzić się z mieszkania i przeprowadzić do swoich rodziców. Sam bardzo na to nalegałem. Powiedziała im, że odchodzi od męża i od nich też otrzymała wsparcie. Jest delikatną osobą, bardzo kocha swoich rodziców i jest do nich przywiązana, płakała ze swoim tatą kiedy mu to mówiła, powiedziała że z mężem już nic jej nie łączy, oprócz mieszkania i że dłużej nie może udawać, oszukiwać samej siebie. R. był w szoku, zupełnie się tego nie spodziewał, pomieszkali jeszcze około tygodnia razem, starał się ją przekonać żeby nie odchodziła. Żal mi go było, bo z tego co mówiła o nim to spokojny chłopak, ale nie dbał o nią, nie doceniał. Powiedziała, że tak naprawdę między nimi wszystko już było skończone zanim mnie poznała, pewnie trwałaby w tym związku bez przyszłości, ale zobaczyła że może mieć lepsze życie. Nie było go przy niej kiedy go potrzebowała, odtrącał ją kiedy siadała mu na kolanach, nie chciał rozmawiać pochłonięty bez reszty komputerem. No i poznała mnie, byłem szczęśliwy kiedy wyprowadziła się do rodziców, wiedziałem jednocześnie że bardzo to przeżywa, bo 10 lat razem to jednak szmat czasu. Podjęliśmy decyzję żeby nie mówić mu o nas, że odeszła z innych powodów, bo tak w istocie było. Jej rodzice też na razie o nas nie wiedzieli, u mnie wiedziała tylko mama, miała mi to za złe, mówiła o moralności i że nie tak mnie wychowała. Z czasem zmieniła zdanie, zrozumiała jak bardzo ją kocham.

Były wakacje, wtedy przez jakiś pracowałem w delegacji, ale wracałem co weekend stęskniony za nią a ona za mną. Seks po takich powrotach był nieziemski, nie mogliśmy się sobą nasycić. Wtedy bardzo się kochaliśmy, czułem jej miłość i wiedziałem że to nie jest żadna przygoda, chciałem być z nią na zawsze. Udało nam się urwać po kilka dni z wakacji i wyjechaliśmy na trochę.  Kiedy wróciliśmy do siebie, napisała wieczorem, że nie może się beze mnie odnalezć i już jej mnie brakuje. Było to słodkie, jak cała ona, bardzo się starała i zależało jej, chciała zmienić swoje życie, mówiła że we mnie odnalazła swoją prawdziwą miłość i pewnie zawsze była moja tylko do tej pory o tym nie wiedzieliśmy, często wspominała że z nikim jej tak dobrze w życiu nie było, czuła się spełniona, w końcu dowartościowana, kochana. Była kilka razy u mnie w domu pod nieobecność rodziców, mieliśmy wolne mieszkanie u jej siostry kiedy ta wyjeżdżała, mój brat dał nam klucze od swojego mieszkania kiedy wyjechał z narzeczoną na urlop. Kochaliśmy się wtedy codziennie, łączyła nas niesamowita chemia.

R. odzywał się co jakiś czas, ona chciała rozwodu, a on przekonywał ją żeby wróciła. Zależało mi żeby utrzymywali normalny kontakt i rozeszli się w zgodzie. Ale przeciągało się to wszystko, on potrzebował więcej czasu. Mijały kolejne miesiące, nasza miłość nie słabła, czasem się pokłóciliśmy, każde chciało postawić na swoim, obydwoje byliśmy uparci, ale bardzo się ze sobą zżyliśmy i nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie. Do końca roku nie powiedziała swoim rodzicom chociaż mieszkała u nich i znikała codziennie, z reguły pod pretekstem spotkań z koleżankami. Sylwestra spędziliśmy w hotelu, wynajęliśmy pokój, wtedy też kochaliśmy się ostatni raz...

Teraz czas na smutną stronę tej historii. Na początku roku wyszliśmy do dwóch różnych dyskotek, ja z kolegami do jednej, ona z koleżankami do innej, nic złego w naszym przekonaniu, ona chciała pogadać o babskich sprawach, umówiliśmy się że spotkamy się w trakcie, trochę pózniej. Jak to w męskim gronie, nie brakowało nam alkoholu. Trochę poprztykaliśmy się przez telefon bo miała pretensje dlaczego tak długo i dlaczego jeszcze mnie nie ma. No więc poszliśmy do nich, rozmawiała akurat z kimś na wózku, okazało się że to były chłopak jej siostry. Byłem o nią strasznie zazdrosny, wręcz głupio zazdrosny, atmosfera była niezdrowa, pokłóciliśmy się. Po jakimś czasie wyszedłem na papierosa, siedziała z nim przy stoliku i rozmawiała, podszedłem, powiedział żebym ją przeprosił i coś jeszcze, nie pamiętam, wtedy wybuchłem, wdaliśmy się w przepychankę słowną, ja zareagowałem za ostro, bo zawołał kolegów, a z kolegami już były afera. Nie dostałem i nie zadałem żadnego ciosu, to była bardziej przepychanka, ale po wszystkim dostałem od niej w twarz, okazało się że w tym całym zamieszaniu ona upadła na ziemię, próbując nas rozdzielać, czego nie zauważyłem. Wróciliśmy tą samą taksówką, ale powiedziała, że nie chce mnie znać i odchodzi.

Przepraszałem na różne sposoby, próbowałem wszystkiego, chociaż wiedziałem że nie sprowokowałem tej sytuacji i widziałem też jej winę. Odniosłem wrażenie że przeszło jej po paru dniach, mimo tego podtrzymała swoje zdanie, że nasz czas razem już minął. Zbliżało się wesele jej siostry, wydawało mi się, że wtedy właśnie poznam jej rodziców, a z R. na dniach miała ustalić szczegóły w sprawie rozwodu. Byłem bardzo rozczarowany, ale postanowiłem dać jej jeszcze kilka dni oddechu.
Nic z tego, z dnia na dzień stała się dla mnie obcą osobą, nie przyjęła kwiatów, widzieliśmy się parę razy i rozmawialiśmy, ale to nic nie dało. Powiedziała że chce spróbować naprawić swoje małżeństwo i przeprowadza się z powrotem do męża. Było jej przykro że skrzywdziła 2 osoby, mnie i jego. Prosiła żebym nigdy nie mówił jej rodzicom, z którymi miała bardzo dobre relacje, szczególnie z tatą, którego bardzo kochała. To miało być nasze ostatnie spotkanie, w samochodzie, wyłem jak bóbr bo wiedziałem że jeszcze mnie nie skrzywdziła, a dopiero to zrobi. Wprowadziła się do niego 2 tygodnie po naszym rozstaniu. Razem poszli na to wesele. Byłem załamany. W tę noc wypiłem morze wódki, sam, żeby zatkać ból i jakoś przetrwać.

Z początku rozmawialiśmy jeszcze w miarę normalnie, przed weselem mówiła że z nim nie śpi i jest dziwnie. Pisałem do niej, bo nie dawałem sobie rady, codziennie przyjeżdżałem pod jej blok, wypatrując jej na balkonie. Czekałem na jednego smsa, jakieś słowa otuchy, było mi ciężko, ale dla mnie była zimna, mówiła że jest szczęśliwa z nim i z nim chce z powrotem ułożyć sobie życie. Po pewnym czasie, moje pisanie i dzwonienie zaczęła odbierać jako nękanie. Napisałem na walentynki, powiedziała że już mnie nie kocha, a jego kocha bardzo i być może potrzebowała tego co było między nami, żeby to zrozumieć. Powiedziałem jej, że będę walczył o swoją kobietę i nigdy nie odpuszczę, ale była coraz bardziej oschła, pyskata, niemiła. Kiedy pierwszy raz przyjechali pod mój dom, do teściów, zagotowało się we mnie. Postanowiłem pojechać do jej rodziców. Nigdy ich nie poznałem, ale wiedziałem gdzie mieszkają, bo spotkaliśmy się też tam pod ich nieobecność. Napisałem do niej kiedy byłem pod ich blokiem, biłem się wtedy z myślami, nie wiedziałem czy dobrze robię. Odpisała po jakimś czasie, że nie może rozmawiać, i coś jeszcze, a jak chce to żebym sobie jutro zadzwonił. Dla mnie to był prowokacyjna wiadomość, wogóle nie wyraziła skruchy że pokazała się z nim pod moim domem. Siedziałem jeszcze ze 3 godziny w samochodzie, spaliłem chyba paczkę fajek, kilka razy byłem już pod drzwiami i zawracałem, w końcu zapukałem, otworzyła jej mama, taty nie było. Przedstawiłem się, powiedziała że córka już tutaj nie mieszka i zapytała czy zrobiła mi coś złego. Odparłem że nie, ale chcę porozmawiać, w drzwiach jeszcze wyjaśniłem o co chodzi, wpuściła mnie do środka. Opowiedziałem jej naszą historię, była bardzo zdziwiona, bo A. zawsze im o wszystkim mówiła, nie bała sie niczego. Mówiłem o niej same dobre rzeczy, jak bardzo ją kocham, tęsknie, o tym że jest cudowną i delikatną osobą, żeby nie była na nią zła, po prostu tym razem nie wiedziała jak im o tym powiedzieć, czekała na właściwy moment. Powiedziałem, że nie mogę przeżyć że przebywa teraz z kimś innym, i bardzo chciałbym żeby do mnie wróciła, obiecała że z nią porozmawia. Wydawało mi się że jej mama jest pełna zrozumienia, i rozmowa mimo że bolesna, była prowadzona w miłej atmosferze. Pozniej dowiedziałem sie że podobno była w szoku, ale nienawidzi mnie szczerze. Po wyjściu napisałem A. że rozmawiałem z jej mamą. Była zszokowana, wściekła, powiedziała że nigdy mi tego nie wybaczy, pójdzie do mojej matki, powie jej że ją prześladuję i zaraz o wszystkim powie R.

Powiedziała mu 3 dni pózniej, o tym że miała romans ze mną, on wiedział kim jestem i że mamy kontakt, ale tego się nie spodziewał. Przeżył to, myślę że usłyszał tylko zdawkowe informacje i nie zadawał trudnych pytań bo nie chciał znać odpowiedzi, powiedziała mu też że ją nękam. Chciał się ze mną spotkać, ale widać nie zależało mu bardzo, bo łatwo wybiła mu to z głowy. Przetrzymałem jakoś najgorszy okres, ale w międzyczasie dowiedziałem się od niej że uprawiają seks, i będą to robić. Wyzwałem ją, pózniej pisałem czasami z żalem jak mogła mi to zrobić i inne pierdoły, często przyjeżdżałem pod jej blok, tam było mi łatwiej, nawet nie chodziło mi o to że już nie jesteśmy razem, to życie, chodziło mi o jej zachowanie, jak można do kogoś wrócić po czymś takim, a mnie potraktować jak psa, za to że tak kochałem i byłem gotowy oddać za nią życie. Po kolejnej wizycie pod moim oknem, zadzwoniłem do niej. Odniosłem wrażenie że szydzi ze mnie, zdecydowałem że powiem o wszystkim R. ze szczegółami, miałem jego numer. Tak zrobiłem wieczorem, pokazał jej tą wiadomość. Zadzwoniła wściekła z płaczem, pytała dlaczego to zrobiłem, wyzywała mnie, słyszałem w tle jego głos... Odpuściłem na ponad miesiąc, zadzwoniłem do niej z życzeniami urodzinowymi, rozłączyła się, zadzwoniłem jeszcze raz, odebrał on, usłyszałem "wypierd...". Ona już nie chciała ze mną rozmawiać i nigdy więcej nie rozmawialiśmy, zmieniła numer.

Przyjechali tutaj w zeszłym tygodniu na Dzień Ojca. Często mówiła mi, że nie przepada za jego rodziną, bardzo niepochlebnie wyrażała się o jego rodzicach. Zresztą spotkaliśmy się w ich domu, po ich nieobecność, jak jeszcze tu mieszkała. R. był wtedy w pracy, było intymnie jak zawsze między nami. Teraz też nie wytrzymałem, zadzwoniłem do niego, wyzwałem, chciałem się spotkać, mówiłem że nie ma jaj, było niesympatycznie z obu stron, wcześnie prosiłem żeby tu nie przyjeżdżali, przeciez moja rodzina o wszystkim wie i też to przeżywa, a ja potrzebuję oddechu żeby dojść do siebie. Straszył mnie policją. Po rozmowie, wściekły, wysłałem mu kilka nieprzyjemnych smsów, obrazowo opisując nasz związek z A. Kilka dni temu zmienił numer.

Po rozstaniu powiedziała mi, że to co mówiła o naszej miłości, to że nigdy nikogo tak nie kochała i z nikim jej tak dobrze nie było, to były tylko słowa. Czułem się wtedy wykorzystany, oszukany i poniżony, i nadal tak się czuję. Nie potrafiła odczekać nawet tych 3 miesięcy, zaczęła z nim spać mając jeszcze moje soki w sobie, nie dała mi żadnej szansy na poprawę. Nie wiem czy zaważyła ta cholerna noc, czy może to rozstanie było nieuniknione i prędzej czy pózniej i tak by do niego doszło. Kocham ją nadal, często myślę co robią w tej chwili, jadę pod jej blok, szukam jej na mieście jeśli nie ma jej samochodu. Mam też swoje życie, mam pracę, chodzę na siłownię, spotykam się ze znajomymi, jednak nikomu nigdy wprost nie powiedziałem dlaczego odeszła i nikt nie zna tej całej historii, między innymi dlatego zdecydowałem się tu napisać. Wszyscy wiedzą tylko tyle że to moja wina, o niej nikt nigdy nie usłyszał złego słowa. Nie wiem co mówiła o mnie koleżankom, ale wiem że doradzały jej żeby porozmawiała z moją bratową o moim zachowaniu, więc to nie były pochlebne słowa. Jej siostra zaproponowała pomoc znajomego policjanta. Wiem, że robiłem zle, nie potrafiłem odpuścić, pogodzić się z sytuacją, kiedyś pisaliśmy dziesiątki smsów dziennie, teraz po 2 ona czuła się nękana. Wydawało mi się, że walczyłem o swoją kobietę z którą chciałem ułożyć sobie życie. Wspólnie wybieraliśmy imiona naszych przyszłych dzieci, a ona po rozstaniu powiedziała że jest z nim bardzo szczęśliwa i już nie pamięta tego co było między nami, chciałaby cofnąć czas i nigdy mnie nie poznać. Pewnie łatwiej byłoby, gdyby tu nie przyjeżdżali, ale ona wychodzi z założenia, że skoro mi wolno warować pod jej blokiem to i ona nie będzie miała żadnych skrupułów.

Sorry za przydługi post, chciałem wyrzucić to wszystko z siebie, ale też starałem się być obiektywny. Dlaczego się tak zachowała? Co nią kierowało? Sam nie jestem w stanie tego ogarnąć. Czy chciała się tylko wyszaleć, poczuć doceniona? Po co w takim razie te wszystkie słowa o miłości i mydlenie oczu? Dlaczego potraktowała mnie w ten sposób po rozstaniu? Zero szacunku za to co nas łączyło. Zastanawiam się czasami czy my moglibyśmy być jeszcze razem po czymś takim. W dalszym ciągu boli mnie to że jej dotyka, śpią ze sobą, uprawiają dziki seks. Niby normalne, ale dla mnie była Księżniczką i Maleństwem, a teraz oddaje swoje ciało innemu. Nie wiem kiedy skończę o tym myśleć, a wiem że to bez sensu. A. nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że kiedykolwiek jeszcze coś mogłoby nas łączyć, raczej zbiera dowody żeby iść na policję, wysyłała mnie też do psychologa. Na pewno chciałbym żeby tęskniła, żeby zmieniła zachowanie, wtedy nie myślałbym o niej w ten sposób, bardzo zależało mi na tym żeby rozstać się w zgodzie.
A może zapłaciłem cenę za swoją naiwność?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez starr (2015-07-05 01:57:58)

Odp: chyba byłem kochankiem

Początkowo chciałem napisać, że mi Ciebie wcale nie zal.
Ale nie, żal mi Ciebie... teraz Masz na zawsze skopane poczucie bezpieczeństwa. Za jakiś czas przerobisz rozstanie i postanowisz ułożyć sobie życie z inną kobietą. Weźmiecie ślub (przynajmniej Wiesz co oznacza to słowo?) i każdego dnia, każdej chwili Będziesz oglądał się za siebie i swoją żonę. Nigdy nie będziesz pewien, czy za rogiem nie pojawi się jakiś ogierek, który przyprawi Ci rogi, tak jak Ty przyprawiałeś temu R.

A tak na marginesie tego co napisałeś: Nie jest to chaotyczny tekst napompowany emocjami, poprawny stylistycznie i ortograficznie. Nie spałeś na lekcji języka polskiego, więc jak zakładam, Twoja edukacja nie skończyła się na gimnazjum, to wierzę, że zrozumiesz moja intencję w tym co napiszę dalej.
Trafiłeś na niedojrzałą do roli partnerki kobietę, dodatkowo z niedorozwojem moralności i lojalności. Zastanów się, na jakiego grzyba Masz brać na siebie takie ryzyko powtórki z rozrywki, tym razem z Tobą w roli rogacza?
Z powodu jakiego powodu, ona weszła w związek małżeński z R. Dla pieniędzy? chyba nie. Wygląda na to, że przy dużych brakach o których napisałem, ma wykształcony bardzo dobrze mechanizm kłamstwa...

3

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie dziwię się, że ona nie chce cię znać. To co między wami to wasze, a mieszanie w to jej rodziców było dziecinne. Nie widzę również powodów, dla których ona ma nie odwiedzać rodziców, bo ty tam mieszkasz. Wchodząc w związek z nią chyba zdawales sobie sprawę jakie mogą być konsekwencje, więc może przestan się uzalac nad sobą i zachowywać się jak psychopata wydzwaniajac do niej i nekajac jej rodzinę...

4

Odp: chyba byłem kochankiem

Wlazłeś z buciorami w czyjeś życie narobiłeś syfu (co prawda z jej pomocą) i czego oczekujesz?
Ile realnie ona była z Tobą?
A dziesięć lat to szmat czasu i ludzie czasem się wypalają i potrzeba im nowego kopa żeby pewne rzeczy zrozumieć, docenić.
Piszesz tak jakbyś to Ty był mężem a nie tym drugim. Pretensje że śpi, kocha się z mężem, no sorry.
Fajnie jeśli do siebie wrócili i potrafią razem z tego wyjść i dalej się szanować.
A Twoje zachowanie niestety ale oceniam jako dziecinne. Iść do rodziców na skargę jak dziecko - żałosne.
Pomyśl lepiej co przeżywał/wa jej mąż.

Jeśli miałbyś jeszcze odrobine honoru i dumy to powinieneś był się usunąć gdy Cię o to prosiła a nie jeszcze ich nękać.
Może faktycznie potrzebowała tego by docenić co ma i co może stracić.

5

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie chyba byłeś kochankiem - a byłeś kochankiem.
Ona nie kocha ani Męża, ani Ciebie - ona kocha tylko siebie.
Ciesz się, że odeszła, przynajmniej nie masz kobiety dzi***. Bo spójrz prawdzie w oczy - to żaden materiał na żonę/partnerkę.

Nie szkoda mi Ciebie, bo wchodząc między małżeństwo, można było się domyśleć jak to może się skończyć.
Szkoda mi jej Męża, bo zasługuje na kogoś kto go będzie kochał i szanował. Ona tego nie potrafi.

6

Odp: chyba byłem kochankiem

chyba?????!!!!! chyba byłeś kochankiem?!
No proszę Cię...

Swoją drogą czytam te posty i tak się zastanawiam jakim cudem takie dziewoje owijają sobie tak gościa wokół palca? Udaje biedną, zagubioną, pokrzywdzoną przez życie a ciągnie na dwa baty i jeszcze jak się wszystko wyda to obydwaj by ją chcieli?!
Naprawdę już nic się nie liczy na tym świecie? Gdzie jakieś wartości?

7

Odp: chyba byłem kochankiem

Byles nie tylko kochankiem ale i przygoda jej w zyciu. Ta sytuacja powinna byc dla Ciebie nauczka,iz kolej a kobieta dla Ciebie powinna byc singielka a nie zona (niezaleznie jaka by ona nie byla, ale zona).
Dobrze sie stalo, ze kobieta odeszla. A Ty zamiast lamentowac wez sie w garsc i zamiast rozpaczac zrozum jaki blad popelniles.

8

Odp: chyba byłem kochankiem

Do tej pory nie myślałem o sobie w ten sposób, że byłem kochankiem. Ona praktycznie od początku naszej znajomości była przekonana że od niego odejdzie. Staraliśmy się stworzyć normalny związek. Nie wiedział o nas bo nie chcieliśmy go krzywdzić, poza tym były obawy że przy rozwodzie będzie stwarzał problemy. Chciałem żeby mieli normalny kontakt i rozstali się w zgodzie.
Nasz związek trwał 14 miesięcy, ona w pewnym momencie się pogubiła, zbliżało się to wesele, nie wiedziała co powiedzieć rodzinie, miała też dość mieszkania w małym pokoiku u rodziców, no i dałem jej powód żeby odejść.
W tamtym roku to była świetna osoba, naprawdę koledzy mi jej zazdrościli, mówili "tylko tego nie spieprz", to typ dziewczyny z którą można było konie kraść, wydawało się że jest bardzo życiowa, do tego delikatna, bardzo ładna. Naprawdę ja kocham mimo tego co mi zrobiła, chyba żyję wspomnieniami. Mamy po 30 kilka lat, myślałem o niej jak o mojej przyszłej żonie, bo nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem. Absolutnie nie poszedłem do jej rodziców na skargę, poszedłem by walczyć o nią i o nas, wiedziałem, że często u nich przebywa i mają bardzo dobry kontakt, myślałem że przemówią jej do rozsądku i póki nie jest za pózno, wróci do mnie.
Mam wrażenie, że oni są ze sobą z przyzwyczajenia, tam nie ma miłości, mimo że ona mówi co innego. Jego wogóle nie rusza to że kochaliśmy się 200 razy, nigdy się nie zabezpieczaliśmy, robiliśmy to na łożku na którym śpi, w jej samochodzie, którym on teraz jezdzi. Nie wyprowadził się z domu jak to usłyszał, ba, nawet się nie upił, zapalił może jednego papierosa, na drugi dzień widziałem ich jak uśmiechnięci wchodzili za rękę do galerii. Nie chciał się spotkać, mimo że proponowałem mu to kilka razy.

Już od dawna wiem, że muszę wziać się w garsć, bo na moment straciłem gdzieś godność i honor. Zajęło mi trochę czasu żeby ochłonąć, napisałem tutaj jak emocje już są mniejsze, mimo że nadal boli.

9

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Do tej pory nie myślałem o sobie w ten sposób, że byłem kochankiem. Ona praktycznie od początku naszej znajomości była przekonana że od niego odejdzie. Staraliśmy się stworzyć normalny związek. Nie wiedział o nas bo nie chcieliśmy go krzywdzić, poza tym były obawy że przy rozwodzie będzie stwarzał problemy. Chciałem żeby mieli normalny kontakt i rozstali się w zgodzie.
Nasz związek trwał 14 miesięcy, ona w pewnym momencie się pogubiła, zbliżało się to wesele, nie wiedziała co powiedzieć rodzinie, miała też dość mieszkania w małym pokoiku u rodziców, no i dałem jej powód żeby odejść.
W tamtym roku to była świetna osoba, naprawdę koledzy mi jej zazdrościli, mówili "tylko tego nie spieprz", to typ dziewczyny z którą można było konie kraść, wydawało się że jest bardzo życiowa, do tego delikatna, bardzo ładna. Naprawdę ja kocham mimo tego co mi zrobiła, chyba żyję wspomnieniami. Mamy po 30 kilka lat, myślałem o niej jak o mojej przyszłej żonie, bo nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem. Absolutnie nie poszedłem do jej rodziców na skargę, poszedłem by walczyć o nią i o nas, wiedziałem, że często u nich przebywa i mają bardzo dobry kontakt, myślałem że przemówią jej do rozsądku i póki nie jest za pózno, wróci do mnie.
Mam wrażenie, że oni są ze sobą z przyzwyczajenia, tam nie ma miłości, mimo że ona mówi co innego. Jego wogóle nie rusza to że kochaliśmy się 200 razy, nigdy się nie zabezpieczaliśmy, robiliśmy to na łożku na którym śpi, w jej samochodzie, którym on teraz jezdzi. Nie wyprowadził się z domu jak to usłyszał, ba, nawet się nie upił, zapalił może jednego papierosa, na drugi dzień widziałem ich jak uśmiechnięci wchodzili za rękę do galerii. Nie chciał się spotkać, mimo że proponowałem mu to kilka razy.

Już od dawna wiem, że muszę wziać się w garsć, bo na moment straciłem gdzieś godność i honor. Zajęło mi trochę czasu żeby ochłonąć, napisałem tutaj jak emocje już są mniejsze, mimo że nadal boli.

Wybacz ale nie Tobie oceniać czy on powinien jej wybaczyc czy nie...zresztą popatrz na siebie ..zostawiła Cię powiedziała że deklaracje o miłości były pustym gadaniem, wrocila do męża a Ty co?? Zamiast odejść z resztką honoru nekasz jej rodzinę, tego biednego faceta, warujesz jak pies pod jej domem. Ty jemu się dziwisz że dał ( prawdopodobnie i tak przegraną) szansę swojemu 10 letniemu małżeństwu a sam nie umiesz odpuścić. Żałosne było Twoje postępowanie w tym wszystkim wcześniej a teraz tymbardziej...swoimi poczynaniami zresztą zabiles prawdopodobnie resztki sympatii i uczucia którymi ona być może Cię żywiła. Mnie przerazasz swoją desperacją i brakiem szacunku do samego siebie do czyjegoś zwiazku chociaż jesteś kimś obcym dla mnie, a co dopiero muszą myśleć o Tobie osoby zainteresowane...

10

Odp: chyba byłem kochankiem

A mioe to krotka jesli tak to powiem krotko spie@@@@@j

11

Odp: chyba byłem kochankiem
feniks35 napisał/a:
magnuss napisał/a:

Do tej pory nie myślałem o sobie w ten sposób, że byłem kochankiem. Ona praktycznie od początku naszej znajomości była przekonana że od niego odejdzie. Staraliśmy się stworzyć normalny związek. Nie wiedział o nas bo nie chcieliśmy go krzywdzić, poza tym były obawy że przy rozwodzie będzie stwarzał problemy. Chciałem żeby mieli normalny kontakt i rozstali się w zgodzie.
Nasz związek trwał 14 miesięcy, ona w pewnym momencie się pogubiła, zbliżało się to wesele, nie wiedziała co powiedzieć rodzinie, miała też dość mieszkania w małym pokoiku u rodziców, no i dałem jej powód żeby odejść.
W tamtym roku to była świetna osoba, naprawdę koledzy mi jej zazdrościli, mówili "tylko tego nie spieprz", to typ dziewczyny z którą można było konie kraść, wydawało się że jest bardzo życiowa, do tego delikatna, bardzo ładna. Naprawdę ja kocham mimo tego co mi zrobiła, chyba żyję wspomnieniami. Mamy po 30 kilka lat, myślałem o niej jak o mojej przyszłej żonie, bo nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem. Absolutnie nie poszedłem do jej rodziców na skargę, poszedłem by walczyć o nią i o nas, wiedziałem, że często u nich przebywa i mają bardzo dobry kontakt, myślałem że przemówią jej do rozsądku i póki nie jest za pózno, wróci do mnie.
Mam wrażenie, że oni są ze sobą z przyzwyczajenia, tam nie ma miłości, mimo że ona mówi co innego. Jego wogóle nie rusza to że kochaliśmy się 200 razy, nigdy się nie zabezpieczaliśmy, robiliśmy to na łożku na którym śpi, w jej samochodzie, którym on teraz jezdzi. Nie wyprowadził się z domu jak to usłyszał, ba, nawet się nie upił, zapalił może jednego papierosa, na drugi dzień widziałem ich jak uśmiechnięci wchodzili za rękę do galerii. Nie chciał się spotkać, mimo że proponowałem mu to kilka razy.

Już od dawna wiem, że muszę wziać się w garsć, bo na moment straciłem gdzieś godność i honor. Zajęło mi trochę czasu żeby ochłonąć, napisałem tutaj jak emocje już są mniejsze, mimo że nadal boli.

Wybacz ale nie Tobie oceniać czy on powinien jej wybaczyc czy nie...zresztą popatrz na siebie ..zostawiła Cię powiedziała że deklaracje o miłości były pustym gadaniem, wrocila do męża a Ty co?? Zamiast odejść z resztką honoru nekasz jej rodzinę, tego biednego faceta, warujesz jak pies pod jej domem. Ty jemu się dziwisz że dał ( prawdopodobnie i tak przegraną) szansę swojemu 10 letniemu małżeństwu a sam nie umiesz odpuścić. Żałosne było Twoje postępowanie w tym wszystkim wcześniej a teraz tymbardziej...swoimi poczynaniami zresztą zabiles prawdopodobnie resztki sympatii i uczucia którymi ona być może Cię żywiła. Mnie przerazasz swoją desperacją i brakiem szacunku do samego siebie do czyjegoś zwiazku chociaż jesteś kimś obcym dla mnie, a co dopiero muszą myśleć o Tobie osoby zainteresowane...

Oni są w tej chwili 4 lata po ślubie, z czego ponad rok spędziła ze mną, natomiast są ze sobą już te ponad 10 lat. Ja walczyłem o swoją kobietę, nie poszedłem do jej rodziców żeby ich nękać, zle to odbierasz. Nie potrafiłbym zaszyć się w domu jak on i czekać aż ona wróci. Przez pół roku odkąd się wyprowadziła, odezwał się może kilka razy i kilka razy napisał. Gdybym wytrzymał do wesela, ona nigdy by do niego nie wróciła, cała rodzina wiedziałaby o nas i nie było by mowy o żadnym powrocie.
Ta miłość była silniejsza ode mnie, ja wiedziałem że robię złe rzeczy, ale nie potrafiłem tego powstrzymać. Jeśli kogoś kochasz to tak po prostu pozwalasz mu odejść? Jak ona by to odebrała? "Zabawił się z mężatką, wykorzystał, mówił o miłości, a nawet nie walczył"? Mam impulsywny charakter, dużo rzeczy robię pod wpływem emocji, pózniej żałuje. Ja naprawdę chciałem żebyśmy rozstali się w zgodzie, mieli fajny kontakt i przede wszystkim szacunek do siebie. Dlaczego ona tego nie chciała?

12

Odp: chyba byłem kochankiem

Ty chciałbyś się związać ze stukającą się na boku mężatką????  Farsa.... A tamten to też dureń do potęgi n - tej.

13

Odp: chyba byłem kochankiem
assassin napisał/a:

Ty chciałbyś się związać ze stukającą się na boku mężatką????  Farsa.... A tamten to też dureń do potęgi n - tej.

Ona była mężatką tylko na papierze. Tak jak pisałem, zanim się poznaliśmy, nie uprawiała seksu z mężem od ponad roku, z jego winy, braku zainteresowania.
Miłość niestety nie wybiera, chciałem być z nią mimo jej sytuacji życiowej. Nie mają dzieci, nie kochała go, oddała mi całą siebie, straciłem dla niej głowę, pasowaliśmy do siebie pod wieloma względami, pewnie że bym się z nią związał.

14

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie poszedłem na skargę... Poszedles. Rozmawiales z jej matka o was, to dziecinne, dla mnie jesteś rozkapryszonym dzieckiem i tyle. A od jej męża po prostu się odczep. Chce dac żonie szanse i nie myśleć o tym co złe- chwała mu za to.

15 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-07-05 20:51:47)

Odp: chyba byłem kochankiem

Gdybym nie porozmawiał z jej mamą, ona nigdy by mu o nas nie powiedziała, chciała zachować to dla siebie, już po naszym rozstaniu mówiła że on nigdy o nas się nie dowie.
Każdy może mieć swoje zdanie, ale ja nie żałuję do tej pory że tam poszedłem, żałuję tylko że nie zrobiłem tego wcześniej, jak jeszcze z nimi mieszkała, miałem na to 2 tygodnie po rozstaniu, może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej.
Nie mam nic do jej męża, chciałem otworzyć mu oczy, bo ona nadal go oszukuje i nie mówi całej prawdy. Jestem pewien, że gdyby on chciał rozwodu, odeszłaby bez żalu. Nie mam już żadnego kontaktu, ani z nią, ani z nim, także na pewno nic więcej nie zrobię. Odpuszczę nawet jak tu przyjadą, jestem tego pewien.
"On jest zdesperowany żebym wróciła", to jej słowa jak była u niego na kawie po nowym roku. "On się boi że sobie nikogo nie znajdzie", tak też o nim mówiła.
Nie wiem czy jest z nim z litości, mówi że bardzo go kocha, ale nauczyłem się, że z jej ust to tylko słowa. Teraz w sumie nie ma wyjścia, bo straciła ostatnio pracę.

16

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:
feniks35 napisał/a:
magnuss napisał/a:

Do tej pory nie myślałem o sobie w ten sposób, że byłem kochankiem. Ona praktycznie od początku naszej znajomości była przekonana że od niego odejdzie. Staraliśmy się stworzyć normalny związek. Nie wiedział o nas bo nie chcieliśmy go krzywdzić, poza tym były obawy że przy rozwodzie będzie stwarzał problemy. Chciałem żeby mieli normalny kontakt i rozstali się w zgodzie.
Nasz związek trwał 14 miesięcy, ona w pewnym momencie się pogubiła, zbliżało się to wesele, nie wiedziała co powiedzieć rodzinie, miała też dość mieszkania w małym pokoiku u rodziców, no i dałem jej powód żeby odejść.
W tamtym roku to była świetna osoba, naprawdę koledzy mi jej zazdrościli, mówili "tylko tego nie spieprz", to typ dziewczyny z którą można było konie kraść, wydawało się że jest bardzo życiowa, do tego delikatna, bardzo ładna. Naprawdę ja kocham mimo tego co mi zrobiła, chyba żyję wspomnieniami. Mamy po 30 kilka lat, myślałem o niej jak o mojej przyszłej żonie, bo nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem. Absolutnie nie poszedłem do jej rodziców na skargę, poszedłem by walczyć o nią i o nas, wiedziałem, że często u nich przebywa i mają bardzo dobry kontakt, myślałem że przemówią jej do rozsądku i póki nie jest za pózno, wróci do mnie.
Mam wrażenie, że oni są ze sobą z przyzwyczajenia, tam nie ma miłości, mimo że ona mówi co innego. Jego wogóle nie rusza to że kochaliśmy się 200 razy, nigdy się nie zabezpieczaliśmy, robiliśmy to na łożku na którym śpi, w jej samochodzie, którym on teraz jezdzi. Nie wyprowadził się z domu jak to usłyszał, ba, nawet się nie upił, zapalił może jednego papierosa, na drugi dzień widziałem ich jak uśmiechnięci wchodzili za rękę do galerii. Nie chciał się spotkać, mimo że proponowałem mu to kilka razy.

Już od dawna wiem, że muszę wziać się w garsć, bo na moment straciłem gdzieś godność i honor. Zajęło mi trochę czasu żeby ochłonąć, napisałem tutaj jak emocje już są mniejsze, mimo że nadal boli.

Wybacz ale nie Tobie oceniać czy on powinien jej wybaczyc czy nie...zresztą popatrz na siebie ..zostawiła Cię powiedziała że deklaracje o miłości były pustym gadaniem, wrocila do męża a Ty co?? Zamiast odejść z resztką honoru nekasz jej rodzinę, tego biednego faceta, warujesz jak pies pod jej domem. Ty jemu się dziwisz że dał ( prawdopodobnie i tak przegraną) szansę swojemu 10 letniemu małżeństwu a sam nie umiesz odpuścić. Żałosne było Twoje postępowanie w tym wszystkim wcześniej a teraz tymbardziej...swoimi poczynaniami zresztą zabiles prawdopodobnie resztki sympatii i uczucia którymi ona być może Cię żywiła. Mnie przerazasz swoją desperacją i brakiem szacunku do samego siebie do czyjegoś zwiazku chociaż jesteś kimś obcym dla mnie, a co dopiero muszą myśleć o Tobie osoby zainteresowane...

Oni są w tej chwili 4 lata po ślubie, z czego ponad rok spędziła ze mną, natomiast są ze sobą już te ponad 10 lat. Ja walczyłem o swoją kobietę, nie poszedłem do jej rodziców żeby ich nękać, zle to odbierasz. Nie potrafiłbym zaszyć się w domu jak on i czekać aż ona wróci. Przez pół roku odkąd się wyprowadziła, odezwał się może kilka razy i kilka razy napisał. Gdybym wytrzymał do wesela, ona nigdy by do niego nie wróciła, cała rodzina wiedziałaby o nas i nie było by mowy o żadnym powrocie.
Ta miłość była silniejsza ode mnie, ja wiedziałem że robię złe rzeczy, ale nie potrafiłem tego powstrzymać. Jeśli kogoś kochasz to tak po prostu pozwalasz mu odejść? Jak ona by to odebrała? "Zabawił się z mężatką, wykorzystał, mówił o miłości, a nawet nie walczył"? Mam impulsywny charakter, dużo rzeczy robię pod wpływem emocji, pózniej żałuje. Ja naprawdę chciałem żebyśmy rozstali się w zgodzie, mieli fajny kontakt i przede wszystkim szacunek do siebie. Dlaczego ona tego nie chciała?

Piszesz jak rozkapryszony bachor...jestem impulsywny i działam w emocjach...i to ma być facet po 30? Ogranij się ....chciales fajnego kontaktu robiąc jej po drodze swinstwa ???? Nekales jej rodzicow i męża..opowiedziales ze szczegolami o waszych zbliżeniach....jeszcze mąż ok  był strona w tej sprawie i dowiedzial sie jaka ma zoneczke ale jakim prawem poszedles do jej rodziców? Mogli to zawalem przyplacic..ona sobie tego piwa sama nawarzyla fakt...ale gdybym była na jej miejscu to bym ci delikatnie mowiac obila twarz za te twoje brudne i niskie postepki. Nie kochasz jej kochasz tylko siebie i dazysz po trupach do celu.

17

Odp: chyba byłem kochankiem

"nie uprawiała seksu z mężem od ponad roku, z jego winy, braku zainteresowania" - ta druga strona zawsze tak mówi- z jego winy.

18

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Gdybym nie porozmawiał z jej mamą, ona nigdy by mu o nas nie powiedziała, chciała zachować to dla siebie, już po naszym rozstaniu mówiła że on nigdy o nas się nie dowie.
Każdy może mieć swoje zdanie, ale ja nie żałuję do tej pory że tam poszedłem, żałuję tylko że nie zrobiłem tego wcześniej, jak jeszcze z nimi mieszkała, miałem na to 2 tygodnie po rozstaniu, może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej.
Nie mam nic do jej męża, chciałem otworzyć mu oczy, bo ona nadal go oszukuje i nie mówi całej prawdy. Jestem pewien, że gdyby on chciał rozwodu, odeszłaby bez żalu. Nie mam już żadnego kontaktu, ani z nią, ani z nim, także na pewno nic więcej nie zrobię. Odpuszczę nawet jak tu przyjadą, jestem tego pewien.
"On jest zdesperowany żebym wróciła", to jej słowa jak była u niego na kawie po nowym roku. "On się boi że sobie nikogo nie znajdzie", tak też o nim mówiła.
Nie wiem czy jest z nim z litości, mówi że bardzo go kocha, ale nauczyłem się, że z jej ust to tylko słowa. Teraz w sumie nie ma wyjścia, bo straciła ostatnio pracę.

Nie każdy chce wiedzieć o zdradzie partnera. Gdy ja chciałam powiedzieć mężowi, że miałam romans usłyszałam" jeśli chcesz mi powiedzieć coś,co może rozbić nasz związek, to ja nie chcę tego słuchać". A może on też nie chciał wiedzieć? Wpieprzasz się ludziom w życie...

19

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:
feniks35 napisał/a:
magnuss napisał/a:

Do tej pory nie myślałem o sobie w ten sposób, że byłem kochankiem. Ona praktycznie od początku naszej znajomości była przekonana że od niego odejdzie. Staraliśmy się stworzyć normalny związek. Nie wiedział o nas bo nie chcieliśmy go krzywdzić, poza tym były obawy że przy rozwodzie będzie stwarzał problemy. Chciałem żeby mieli normalny kontakt i rozstali się w zgodzie.
Nasz związek trwał 14 miesięcy, ona w pewnym momencie się pogubiła, zbliżało się to wesele, nie wiedziała co powiedzieć rodzinie, miała też dość mieszkania w małym pokoiku u rodziców, no i dałem jej powód żeby odejść.
W tamtym roku to była świetna osoba, naprawdę koledzy mi jej zazdrościli, mówili "tylko tego nie spieprz", to typ dziewczyny z którą można było konie kraść, wydawało się że jest bardzo życiowa, do tego delikatna, bardzo ładna. Naprawdę ja kocham mimo tego co mi zrobiła, chyba żyję wspomnieniami. Mamy po 30 kilka lat, myślałem o niej jak o mojej przyszłej żonie, bo nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem. Absolutnie nie poszedłem do jej rodziców na skargę, poszedłem by walczyć o nią i o nas, wiedziałem, że często u nich przebywa i mają bardzo dobry kontakt, myślałem że przemówią jej do rozsądku i póki nie jest za pózno, wróci do mnie.
Mam wrażenie, że oni są ze sobą z przyzwyczajenia, tam nie ma miłości, mimo że ona mówi co innego. Jego wogóle nie rusza to że kochaliśmy się 200 razy, nigdy się nie zabezpieczaliśmy, robiliśmy to na łożku na którym śpi, w jej samochodzie, którym on teraz jezdzi. Nie wyprowadził się z domu jak to usłyszał, ba, nawet się nie upił, zapalił może jednego papierosa, na drugi dzień widziałem ich jak uśmiechnięci wchodzili za rękę do galerii. Nie chciał się spotkać, mimo że proponowałem mu to kilka razy.

Już od dawna wiem, że muszę wziać się w garsć, bo na moment straciłem gdzieś godność i honor. Zajęło mi trochę czasu żeby ochłonąć, napisałem tutaj jak emocje już są mniejsze, mimo że nadal boli.

Wybacz ale nie Tobie oceniać czy on powinien jej wybaczyc czy nie...zresztą popatrz na siebie ..zostawiła Cię powiedziała że deklaracje o miłości były pustym gadaniem, wrocila do męża a Ty co?? Zamiast odejść z resztką honoru nekasz jej rodzinę, tego biednego faceta, warujesz jak pies pod jej domem. Ty jemu się dziwisz że dał ( prawdopodobnie i tak przegraną) szansę swojemu 10 letniemu małżeństwu a sam nie umiesz odpuścić. Żałosne było Twoje postępowanie w tym wszystkim wcześniej a teraz tymbardziej...swoimi poczynaniami zresztą zabiles prawdopodobnie resztki sympatii i uczucia którymi ona być może Cię żywiła. Mnie przerazasz swoją desperacją i brakiem szacunku do samego siebie do czyjegoś zwiazku chociaż jesteś kimś obcym dla mnie, a co dopiero muszą myśleć o Tobie osoby zainteresowane...

Oni są w tej chwili 4 lata po ślubie, z czego ponad rok spędziła ze mną, natomiast są ze sobą już te ponad 10 lat. Ja walczyłem o swoją kobietę, nie poszedłem do jej rodziców żeby ich nękać, zle to odbierasz. Nie potrafiłbym zaszyć się w domu jak on i czekać aż ona wróci. Przez pół roku odkąd się wyprowadziła, odezwał się może kilka razy i kilka razy napisał. Gdybym wytrzymał do wesela, ona nigdy by do niego nie wróciła, cała rodzina wiedziałaby o nas i nie było by mowy o żadnym powrocie.
Ta miłość była silniejsza ode mnie, ja wiedziałem że robię złe rzeczy, ale nie potrafiłem tego powstrzymać. Jeśli kogoś kochasz to tak po prostu pozwalasz mu odejść? Jak ona by to odebrała? "Zabawił się z mężatką, wykorzystał, mówił o miłości, a nawet nie walczył"? Mam impulsywny charakter, dużo rzeczy robię pod wpływem emocji, pózniej żałuje. Ja naprawdę chciałem żebyśmy rozstali się w zgodzie, mieli fajny kontakt i przede wszystkim szacunek do siebie. Dlaczego ona tego nie chciała?

Może to pytanie nie do mnie, ale tak. Jesli ktoś, kogo kocham chce odejść to pozwalam mu odejść. I dopóki tego nie zrozumiesz, zawsze będziesz skokiem w bok dla jakiejś "kobiety". Zresztą po tym co o niej piszesz nie wydaje mi się, żebys ją kochał. Nie szanujesz jej i jej rodziców, nie szanujesz siebie i swoich najbliższych. I co, dumny jesteś z tego, że napisałeś jej mężowi gdzie i w jakich pozycjach uprawiałeś seks z jego żoną? Z tego co piszesz nie potrafisz kochać. Kochać kogoś to znaczy dawać tej osobie tlen do życia, a Ty chciałeś ją zamknąć w złotej klatce. Pewnie dlatego, że bałeś się, że ona odejdzie. Nie jej zrobiłeś sajgon w życiu, tylko sobie. Normalne życie nie polega na seksie 24 h godziny na dobę i patrzeniu sobie w oczka. Spotykaleś się z mężatką, czyt. czyjąś kobietą, więc powinieneś zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Jak widać nie zdawałeś.
Byłeś kochankiem. I nie, nie byłes naiwny. Wziąłeś sobie jak swoje czyjąś żonę i teraz próbujesz na nią przerzucić odpowiedzialność za to co się stało, wiedząc, że zdradziła z Tobą męża (czyli do lojalnych nie należy).

ble brzydzę się zdradzaczami

20

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Nie mam nic do jej męża, chciałem otworzyć mu oczy, bo ona nadal go oszukuje i nie mówi całej prawdy. Jestem pewien, że gdyby on chciał rozwodu, odeszłaby bez żalu

Ależ z Ciebie altruista... wink
Moim zdaniem niczego nie możesz być pewien, albowiem Twoja była kobieta swoją postawą i zachowaniem już dawno udowodniła, że obłuda i półprawdy, to jej środowisko naturalne. Tobie się pewnie wydaje, że ona okłamywała tylko innych, a Tobie zawsze mówiła prawdę...eh...

21

Odp: chyba byłem kochankiem

To jej zachowanie sprawiło, że nie rozstaliśmy się w zgodzie, nie moje, ale dobrze rozumiem słowa krytyki, zasłużyłem sobie na nią. Od miłości do nienawiści jeden krok, widocznie można kochać i robić sobie przykre rzeczy, szczególnie gdy druga osoba ma nas za nic.
Co według Was powinienem teraz zrobić? Po prostu nic, przeprosić jeszcze raz, czekać aż ona przeprosi?

22

Odp: chyba byłem kochankiem
Volver napisał/a:
magnuss napisał/a:

Nie mam nic do jej męża, chciałem otworzyć mu oczy, bo ona nadal go oszukuje i nie mówi całej prawdy. Jestem pewien, że gdyby on chciał rozwodu, odeszłaby bez żalu

Ależ z Ciebie altruista... wink
Moim zdaniem niczego nie możesz być pewien, albowiem Twoja była kobieta swoją postawą i zachowaniem już dawno udowodniła, że obłuda i półprawdy, to jej środowisko naturalne. Tobie się pewnie wydaje, że ona okłamywała tylko innych, a Tobie zawsze mówiła prawdę...eh...

Tutaj masz rację, myślę że dużo kłamstw usłyszałem, to zrozumiałem po czasie, pisałem tylko tak jak mówiła.

23

Odp: chyba byłem kochankiem

"Co według Was powinienem teraz zrobić? Po prostu nic, przeprosić jeszcze raz, czekać aż ona przeprosi?" - powinieneś czytać ze zrozumieniem.

24 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-07-05 21:44:33)

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Co według Was powinienem teraz zrobić? Po prostu nic, przeprosić jeszcze raz, czekać aż ona przeprosi?

Dokładnie to, co Ona Tobie zasugerowała zmieniając numer telefonu i kasując Cię tym samym ze swojego życia...

Wskazówka na przyszłość...
Miłość to nie matematyka. Liczba lat w nieudanym związku, w którym żyła Twoja ukochana, długość Waszego romansu, liczba zbliżeń, którą tak precyzyjnie skalkulowałeś, geometria trójkąta, w którym z własnej woli tkwiłeś, nie są komponentami żadnej miłości. Są buchalterią i symptomem silnej potrzeby posiadania na własność drugiego człowieka albo cholerną krzywdą, jaką wyrządził Ci ktoś w przeszłości, gdy byłeś na etapie poznawania wzorców zachowań i pojęć: dobra, miłości, wierności...

Na szczęście człowiek, jest tak cudownym stworzeniem, że może zmieniać, modyfikować lub całkowicie przekształcać siebie, a tym samym świat, który go otacza.

25

Odp: chyba byłem kochankiem

po pierwsze ty ja nekasz a to jest przestępstwo
a po drugie żadne z niej ksiezniczka ani maleństwo
nie chce tu pisać dosadnie jaka z niej kobieta, widać ze kłamstwo oszukiwanie to jej drugie ja
aczkoliwiek wspolczuje jej tego ze ja prześladujesz i jej rodzinę

26

Odp: chyba byłem kochankiem

Czyli nic, zająć się sobą, nie wpieprzać się w ich życie, to już postanowione, dzięki za mądre słowa.
Chciałem tylko żeby ona zrozumiała swoje błędy, zatęskniła kiedyś, nie chcę o niej myśleć w ten sposób jak teraz, znaczyła dla mnie naprawdę wiele, nie pisałbym tutaj gdyby było inaczej. Ona potrafi być naprawdę kochana i słodka, chciałbym wierzyć że się pogubiła.

27

Odp: chyba byłem kochankiem

Nawet żałuję, że Wam nie wyszło, bo chętnie za kilka lat przeczytałbym wątek, w którym karma do Ciebie wróciła i za kilka lat byłbyś tak samo potraktowany jak jej mąż. Nawet ciekawie by się patrzyło na Twoje zdziwienie - 'jak się to stało, przecież się kochaliśmy?'. Zdecydowanie jesteście siebie warci.

Rozumiem, że miłość nie wybiera, ale po to mamy rozum, żeby dokonywać wyborów, a Ty pomimo, że miałeś ogląd sytuacji i wiedziałeś, że wchodzisz w związek z mężatką dalej w to brnąłeś. I do tego nie masz na tyle godności, żeby przyjąć konsekwencje jak facet, tylko masz pretensje do świata, że ktoś śmiał odebrać Ci auto, które przecież uczciwie ukradłeś z parkingu. Ona nigdy nie była Twoja, więc nie pisz, że walczyłeś o swoją kobietę. W tym układzie ty byłeś tym szemranym typem, co w nocy wyskakuje zza krzaka i kradnie.
Gratuluję też pójścia do rodziców na skargę - genialny ruch. Ciekawa rozmowa musiała być: "Pani córka zdradzała ze mną męża od roku, było nam cudownie, kochamy się i to jest właśnie ta jedyna i kocham ją mocno, a ona woli wrócić do męża i niech Pani jej coś powie, żeby wróciła."

To co odwaliłeś dla jej męża - spokojnie zasłużyłeś tym gestem na karnego k****a od losu. Jeszcze sam siebie próbujesz przekonać, że zrobiłeś to dla jego dobra ... że-na-da. Nie mam dla Ciebie współczucia.

Co powinieneś zrobić? Lepiej nie rób nic, dużo już odwaliłeś i za Twoimi wyborami dużo ludzi ucierpiało. Jeśli ją rzeczywiście kochasz, to daj jej szansę być szczęśliwą i uszanuj jej wybór - mimo, że Twoje mierne ego tego znieść nie może.

28

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Ona potrafi być naprawdę kochana i słodka, chciałbym wierzyć że się pogubiła.

Obawiam się, że ona jeszcze nie raz się w życiu "pogubi"...  Myślę, że znudzona prozą życia, dość szybko znajdzie sobie kolejnego rycerza, który będzie ją ratował... Daj sobie z nią spokój. Ona nie jest warta tej rozpaczy.

29

Odp: chyba byłem kochankiem

też zwróciłam na to uwagę ze ona się ,,,pogubiła,,
a może to po prostu jej charakter? jej styl życia? może musi mieć adoratorów?

30

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie, to nie jest jej styl życia, ona nigdy go nie zdradziła do momentu kiedy poznała mnie, w to akurat wierzę, znam jej koleżanki, po prostu wiem że tak było. My też nie traktowaliśmy tego jako zdrady, odnalezliśmy siebie, zdecydowała sie od niego odejść, nie chciała go oszukiwać, robiła to z bólem serca, żal jej go było. Gdyby nie podjęła decyzji o powrocie, mielibyśmy teraz fajne życie razem. Po czymś takim się nie wraca, nie powinno.

31

Odp: chyba byłem kochankiem

ale to była zdrada i byles jej kochankiem
nic wyjątkowego
moglo być ale ona się toba pobawila i zostawila ciebie

32

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Czyli nic, zająć się sobą, nie wpieprzać się w ich życie, to już postanowione, dzięki za mądre słowa.
Chciałem tylko żeby ona zrozumiała swoje błędy, zatęskniła kiedyś, nie chcę o niej myśleć w ten sposób jak teraz, znaczyła dla mnie naprawdę wiele, nie pisałbym tutaj gdyby było inaczej. Ona potrafi być naprawdę kochana i słodka, chciałbym wierzyć że się pogubiła.

Tytuł wątku sugeruje, że nie byleś świadom, że jesteś kochankiem według doskonale znanego wzorca.
Myślę, że ująłeś to wyrażenie w synonim "zabawki" dla tej pani i stąd taki tytuł.

Tytułem wstępu, a teraz do sedna.
Tak, byłeś zabawką dla znudzonej i lubiącej  nieszablonowe rozrywki kobiety.
Jeżeli nie bierzesz na poważnie jej słów, że bardzo kocha męża, równie nieufnie winieneś przyjąć, co mówiła wcześniej o Tobie i swoim małżeństwie, o czym mówili już moi poprzednicy.
Wyszedłeś w sumie na niezrównoważonego desperata, który nie potrafi pogodzić się z rzeczywistością i robi wszystko, by zniszczyć życie wszystkich, których uważa ona za swoich bliskich.

Masz nauczkę, więc nie trzymaj się kurczowo myśli, że ona kocha właśnie Ciebie i na pewno tęskni. Czekasz, by się odezwała u to potwierdziła. I co dalej? Liczysz na powtórkę romansu? Czy chcesz jej nawrzucać i wyzwać od kłamliwych suk?

Zamknij ten epizod i bądź mądrzejszy o naukę, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda i warto do pewnych rzeczy podchodzić z dystansem.

33

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie potrafiłem pogodzić się z tym jaka była dla mnie po rozstaniu, z tym jak mnie potraktowała. Po tym, kim byliśmy dla siebie. Robiłem głupie rzeczy, zdaję sobie z tego sprawę, pisałem już że straciłem gdzieś godność i honor, przerosła mnie ta sytuacja.

Z boku wyglądu to jak romans, ok niech tak będzie, dla mnie to był związek dwojga kochających się osób, szkoda że dla niej było inaczej.
Liczę na to że od niego odejdzie, zrozumie swoje błedy, to nie jest jakaś głupia dziewucha, skończyła studia, naprawdę życiowa, taka do tańca i do różańca. Ja już jej nawrzucałem, nie mam więcej na to ochoty. Po prostu nie chcę o niej myśleć tak jak teraz, chciałbym żeby odeszła od niego i była sama przez jakiś czas, żeby udowodniła że nie tylko sex i wygoda się dla niej liczy.

34 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-07-05 23:03:43)

Odp: chyba byłem kochankiem

mylisz sie- to byla glupia dziewucha- glupia jak but.

wszystko co o niej piszesz o tym swiadczy.

potraktowala ciebie podle, meza podle, a siebie upodlila....

wyobraz sobie, ze ona teraz mezowi mowi, ze ty byles bledem, chwilowa slaboscia, ze "pobladzila", i ze ja uwiodles, zauroczyles, a ona biedna, zagubiona zeszla na manowce....a tak na prawde nigdy go nie przestala kochac...
i niech on(maz ) pomysli jakie katusze ona przechodzila bedac z toba, a kochajac wciaz jego...te wewnetrzne rozteki...ale co ona biedna , "male malenstwo" mogla zrobic, jak sie do niej przyczepiles na sile?
jak groziles ze zrujnujesz jej zycie....no co???
ona tak, z obawy o zwiazek- jedyna milosc- malzenska, no...inaczej nie mogla....

o ile zaklad, ze teraz ma taka spiewke, ktora ty potwierdzasz swoimi staraniami??

ochlonales????

35

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

\kochaliśmy się 200 razy, nigdy się nie zabezpieczaliśmy.

ciesz się ze nie masz z nia dziecka,
ciekawe skad bys wiedział czyje ono jest

a studia o niczym nie swiadcza a na pewno czy ktoś jest mądry życiowo
musi być bardzo ładna skoro tak za nia biegacie we dwóch
spojrz na nia obiektywnie choć raz

36 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-07-05 23:20:13)

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

dało. Powiedziała że chce spróbować naprawić swoje małżeństwo i przeprowadza się z powrotem do męża. Było jej przykro że skrzywdziła 2 osoby, mnie i jego. ?

wszystko  jasne wiec na co jeszcze liczysz?

37

Odp: chyba byłem kochankiem

facet zaszokowales mnie.zachowujesz sie jak nastolatek.jakies telefony do jej meza,rodzicow etc.mogles panne sobie pukac jak talala a Ty sie niestety zakochales ze Ci jak piszesz rozlozyla nogi 200 razy i bzykaliscie sie bez gumy.jakbym sie mial zakochiwac w kazdej pannie co byla ze mna w lozku to nieciekawie by bylo.jestes niezrownowazony emocjonalnie i to jest niebezpieczne u Ciebie.ja wszystko rozumiem,zakochales sie,bzykanie etc ale to sie skonczylo i teraz wygladasz poprostu smiesznie.koniec.the end.
nie zaluj ze sie skonczylo,ciesz sie ze bylo.

38

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

Nie potrafiłem pogodzić się z tym jaka była dla mnie po rozstaniu, z tym jak mnie potraktowała. Po tym, kim byliśmy dla siebie. Robiłem głupie rzeczy, zdaję sobie z tego sprawę, pisałem już że straciłem gdzieś godność i honor, przerosła mnie ta sytuacja.

Z boku wyglądu to jak romans, ok niech tak będzie, dla mnie to był związek dwojga kochających się osób, szkoda że dla niej było inaczej.
Liczę na to że od niego odejdzie, zrozumie swoje błedy, to nie jest jakaś głupia dziewucha, skończyła studia, naprawdę życiowa, taka do tańca i do różańca. Ja już jej nawrzucałem, nie mam więcej na to ochoty. Po prostu nie chcę o niej myśleć tak jak teraz, chciałbym żeby odeszła od niego i była sama przez jakiś czas, żeby udowodniła że nie tylko sex i wygoda się dla niej liczy.

co Ty pieprzysz jakie swoje  ma błedy ma zrozumiec??!! ona ma męża i jest regularnie dymana.dla Ciebie to jakis problem ze rozklada mezowi nogi? to Ty byles,jestes jej błedem:(

39

Odp: chyba byłem kochankiem
oldorando napisał/a:

mylisz sie- to byla glupia dziewucha- glupia jak but.

wszystko co o niej piszesz o tym swiadczy.

potraktowala ciebie podle, meza podle, a siebie upodlila....

wyobraz sobie, ze ona teraz mezowi mowi, ze ty byles bledem, chwilowa slaboscia, ze "pobladzila", i ze ja uwiodles, zauroczyles, a ona biedna, zagubiona zeszla na manowce....a tak na prawde nigdy go nie przestala kochac...
i niech on(maz ) pomysli jakie katusze ona przechodzila bedac z toba, a kochajac wciaz jego...te wewnetrzne rozteki...ale co ona biedna , "male malenstwo" mogla zrobic, jak sie do niej przyczepiles na sile?
jak groziles ze zrujnujesz jej zycie....no co???
ona tak, z obawy o zwiazek- jedyna milosc- malzenska, no...inaczej nie mogla....

o ile zaklad, ze teraz ma taka spiewke, ktora ty potwierdzasz swoimi staraniami??

ochlonales????

na 100% taki tekst wciska mezowi ze ona taka biedna,Malenstwo, ze sie tylko z innym bzykala ale Go nie kochala etc.

40

Odp: chyba byłem kochankiem

To nie była pierwsza lepsza panna, to była w moim odczuciu ta jedyna. Ja chciałem mieć z nią dziecko, obydwoje tego chcieliśmy, żałuje do tej pory że się nie udało. Przecież ona wyprowadziła się od niego. Mieli sporadyczny kontakt. Nie kochała się z nami naprzemian, w to akurat nie wierzę, zapytałem go o to wprost, nigdy tego nie potwierdził. Przez ponad 2 lata kochała się z nim raz po przeczytanych smsach ode mnie, tylko raz, dla mnie aż raz.
Jej błędem było to że do niego wróciła, i to jaka była dla mnie po rozstaniu.

41

Odp: chyba byłem kochankiem
edziak napisał/a:

chyba?????!!!!! chyba byłeś kochankiem?!
No proszę Cię...

Swoją drogą czytam te posty i tak się zastanawiam jakim cudem takie dziewoje owijają sobie tak gościa wokół palca? Udaje biedną, zagubioną, pokrzywdzoną przez życie a ciągnie na dwa baty i jeszcze jak się wszystko wyda to obydwaj by ją chcieli?!
Naprawdę już nic się nie liczy na tym świecie? Gdzie jakieś wartości?

racja na dwa baty a do buzi loda,znam takie Malenstwa.kute su..ki na 4 lapy.

42 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-07-06 01:12:17)

Odp: chyba byłem kochankiem

ja pitole....sory...a skad sie biora tacy frajerzy jak autor????

to by trzeba to malenstwo zapytac...selekcjonuje jakos?
bo to nawet koledzy mojego syna w podstawowce nie mieliby zludzen w tej sytuacji...

a ten jeszcze swoje, ze "ta jedyna", "ze jego ukochana", ze "blad zrobila wracajac do meza"....

(taaa, na glowie kwietny ma wianek...
w reku zielony badylek..
a przed nia bierzy baranek...
a nad nia lata motylek...)

no, chyba to troll jest....

43 Ostatnio edytowany przez jacek_ (2015-07-06 01:42:02)

Odp: chyba byłem kochankiem
magnuss napisał/a:

To nie była pierwsza lepsza panna, to była w moim odczuciu ta jedyna. Ja chciałem mieć z nią dziecko, obydwoje tego chcieliśmy, żałuje do tej pory że się nie udało. Przecież ona wyprowadziła się od niego. Mieli sporadyczny kontakt. Nie kochała się z nami naprzemian, w to akurat nie wierzę, zapytałem go o to wprost, nigdy tego nie potwierdził. Przez ponad 2 lata kochała się z nim raz po przeczytanych smsach ode mnie, tylko raz, dla mnie aż raz.
Jej błędem było to że do niego wróciła, i to jaka była dla mnie po rozstaniu.

dla Ciebie to jakis problem ze sie stukala z mezem?? jak sie Go zapytales czy ile razy bzyka zone bo Ty tez chcesz ?:lol: facet no wez przestan.

44

Odp: chyba byłem kochankiem

Ubawilem sie niezle przed snem smile) a jesli to prawda co opisales to szybko do psychiatry lec wink

45

Odp: chyba byłem kochankiem

dobra- autorze...mam sumienie...to ci wyjasnie jak dziecku:

panna lubi byc adorowana.
lubi misie z serduszkami, lubi byc krolewna, lubi byc malenstwem, lubi pitu, pitu...i inne dziamgolenie...

po jakims czasie w zwiazku, maz mowi:
"baska, co na obiad?"
"baska, trzeba zadzwonic, zalatwic..."
robi sie prozaicznie- lapiesz?

a ona by chciala byc ksiezniczka, dziubaskiem, misiaczkiem, ptysiem....(bo jest niedojrzala, zatrzymala sie emocjonalnie na balu przedszkolnym)
podrywa kolesia(ciebie) i ma te adoracje....
do czasu....zaczyna sie proza, zaczynaja sie fochy- bo ona nie chce byc dojrzala kobieta, ona chce malutka dziewczynka....
jest foch- wraca do meza....

i szuka kolejnego dziubaska, do opowiadania, ze jest jej serduchem, sensem jej zycia...bla, bla bla...

maz to widocznie toleruje(moze lubi takie?)
ty juz jestes"wyeksploatowany"- teraz ona poszuka nastepnego krolewicza....do dopieszczanie, nie do codziennego zycia...

nastepny tez podopieszcza i odpadnie....

i nie upokarzaj sie wygadujac o wielkiej milosci....

46

Odp: chyba byłem kochankiem
oldorando napisał/a:

maz to widocznie toleruje(moze lubi takie?)

magnuss napisał/a:

"On jest zdesperowany żebym wróciła", to jej słowa jak była u niego na kawie po nowym roku. "On się boi że sobie nikogo nie znajdzie", tak też o nim mówiła.

Mąż to toleruje ze strachu.

magnuss napisał/a:

Ja walczyłem o swoją kobietę, nie poszedłem do jej rodziców żeby ich nękać, zle to odbierasz. Nie potrafiłbym zaszyć się w domu jak on i czekać aż ona wróci. Przez pół roku odkąd się wyprowadziła, odezwał się może kilka razy i kilka razy napisał. Gdybym wytrzymał do wesela, ona nigdy by do niego nie wróciła, cała rodzina wiedziałaby o nas i nie było by mowy o żadnym powrocie.

Jeszcze ten fragment mnie rozbawił. Mąż wg Ciebie nie kocha, bo nie płaszczył się, nie śledził was po krzakach i nie robił z siebie idioty biegając do rodziców na skargę i desperacko miotając się i gryząc co popadnie?
Wskazówka: zwróć uwagę na efekty Twoich i jego działań.

47

Odp: chyba byłem kochankiem
jacek_ napisał/a:
edziak napisał/a:

chyba?????!!!!! chyba byłeś kochankiem?!
No proszę Cię...

Swoją drogą czytam te posty i tak się zastanawiam jakim cudem takie dziewoje owijają sobie tak gościa wokół palca? Udaje biedną, zagubioną, pokrzywdzoną przez życie a ciągnie na dwa baty i jeszcze jak się wszystko wyda to obydwaj by ją chcieli?!
Naprawdę już nic się nie liczy na tym świecie? Gdzie jakieś wartości?

racja na dwa baty a do buzi loda lol,znam takie Malenstwa.kute su..ki na 4 lapy.

48

Odp: chyba byłem kochankiem
Ptak bez głowy napisał/a:
oldorando napisał/a:

maz to widocznie toleruje(moze lubi takie?)

magnuss napisał/a:

"On jest zdesperowany żebym wróciła", to jej słowa jak była u niego na kawie po nowym roku. "On się boi że sobie nikogo nie znajdzie", tak też o nim mówiła.

Mąż to toleruje ze strachu.

magnuss napisał/a:

Ja walczyłem o swoją kobietę, nie poszedłem do jej rodziców żeby ich nękać, zle to odbierasz. Nie potrafiłbym zaszyć się w domu jak on i czekać aż ona wróci. Przez pół roku odkąd się wyprowadziła, odezwał się może kilka razy i kilka razy napisał. Gdybym wytrzymał do wesela, ona nigdy by do niego nie wróciła, cała rodzina wiedziałaby o nas i nie było by mowy o żadnym powrocie.

Jeszcze ten fragment mnie rozbawił. Mąż wg Ciebie nie kocha, bo nie płaszczył się, nie śledził was po krzakach i nie robił z siebie idioty biegając do rodziców na skargę i desperacko miotając się i gryząc co popadnie?
Wskazówka: zwróć uwagę na efekty Twoich i jego działań.

moglo byc tak fajnie,pukac sobie panienke bezstresowo lol a tu niestety gosciu zakochany,zazdrosny wink i sie wszystko poszlo je...ac sad

49

Odp: chyba byłem kochankiem
Volver napisał/a:
magnuss napisał/a:

Nie mam nic do jej męża, chciałem otworzyć mu oczy, bo ona nadal go oszukuje i nie mówi całej prawdy. Jestem pewien, że gdyby on chciał rozwodu, odeszłaby bez żalu

Ależ z Ciebie altruista... wink
Moim zdaniem niczego nie możesz być pewien, albowiem Twoja była kobieta swoją postawą i zachowaniem już dawno udowodniła, że obłuda i półprawdy, to jej środowisko naturalne. Tobie się pewnie wydaje, że ona okłamywała tylko innych, a Tobie zawsze mówiła prawdę...eh...

"obcy czlowiek a ma serce" lol

50 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-07-06 08:18:18)

Odp: chyba byłem kochankiem

Albo to troll, albo autor jest bardziej niedojrzały od bohaterki jego love story.
bardziej się skłaniam ku pierwszej opcji. bo poziom autoośmieszania się, samoupodlenia sięgnął Himalajów

51

Odp: chyba byłem kochankiem

Autorze tego watku. Od dluzszego czasu wstrzymuje sie aby napisac bo samej mi rece opadaja,gdy czytam Twoje "wypociny". Ok moze i to byla  "kobieta Twojego zycia" taka wielka milosc, ale chlopie dopoki serio nie widziales orzeczenia sadowego w sprawie rozwodu, to zyles zludnymi nadziejami i jej klamstwami o odejsciu od meza. Z drugiej str nie ma pewnosci, ze mowila Ci zawsze pelna prawde-grajac na dwa fronty niezla z niej aktoreczka wink

Wedlug mnie kobiecie czegos brakowalo w zwiazku z mezem, pragnela zwrocic jego uwage czy cos i stad pomysl o skoku w bok. Maz zauwazyl co sie swieci i zaczal dzialac madrzej niz Ty (tutaj tez odnosze wrazenie iz kobieta nie mowila Ci calej prawdy). Koncem koncow oni podratowali swoj zwiazek a Ty zostales na lodzie.

Obecnie przezywasz upokorzenie i Twoje ego zostalo zranione,wiec chwytasz sie roznych bezsensownych dzialan-spoykanie z jej matka (Idziesz sie poskarzyc jak 10-latek).

Chlopie ogarnij sie!! W tym momencie powinienes zmienic tok myslenia, iz poznales fajna babke, milo spedziliscie czas ale dla obojgu byla to przygoda. I tyle!! Nie ma sensu roztrzasac to w inny sposob. Nawet jesli byly w tym jakies emocje musisz przyznac ze obydwoje byliscie dla siebie chwilowymi kochankami a zycie toczy sie dalej.

52

Odp: chyba byłem kochankiem

Przeczytałem magnuss twoją historię. Niestety dla mnie brzmi bardzo standardowo, a Ty i ona popełniliście wiele błedów, które doprowadziły Was do tego miejsca gdzie jesteście.

Pierwszy błąd jest taki, że wydawało Wam się, że jesteście jedynymi ludźmi na świecie dla sebie stworzonymi. Wydawało Wam się, że bedziecie parą, szczęśliwą, że będą dzieci, dom, rodzina.

Ale życie jest bardziej skomplikowane. Romans padł. Małżeństwo choć złe dalej trwa.

Gdybyście byli razem, to byłoby dużo gorzej -- pewnie Ty byłbyś mega zazdrosny, niepewny. Ty nie mogłeś nawet znieść, że ona uprawiała seks ze swoim mężem.

Co dalej począć?

Powiem Ci co -- masz za sobą piękny romans. Romans się skończył. Nie musisz z nią zrywać kontaktu, nie musisz formalizować ani nazywać waszej relacji. Jednak płyniecie osobnymi łódkami, zapewne w kierunkach które nie są ze sobą zbieżne.

53

Odp: chyba byłem kochankiem

Autor tak ładnie stylistycznie pisze a jest takim głupim palantem.....
Wyksztalcenie nie zawsze idze hormonijnie w parze z samoświadomościa.....

54

Odp: chyba byłem kochankiem

Dziękuję wszystkim którzy przeczytali moje wypociny i napisali coś od siebie. Nie jestem żadnym trollem, rozumiałem swoje błedy, ale teraz utwierdziłem się tylko że to moja wina. Mimo że nadal jest ciężko jak tu przyjeżdżają, nie zrobie już nic żeby im zaszkodzić. Kocham ją bardzo, chcę żeby była szczęśliwa.

55

Odp: chyba byłem kochankiem

Przed chwilą znowu tu byli, odwiezli jego matkę, A. siedziała w samochodzie, on wyszedł na chwilę wnieść zakupy, wracając patrzył w moje okno i śmiał się głupio prosto w moją twarz.
Obiecałem sobie że nic nie zrobie, ale aż mnie nosi, czy to normalne zachowanie, jego i moje? Buzuje we mnie adrenalina... doradzcie, co zrobić? Wiem że nic, ale jak to wytrzymać??

56

Odp: chyba byłem kochankiem

On JEST jej mężem, Ty BYŁEŚ jej kochankiem, ona dokonała wyboru. Jej zachowanie i wybory świadczą o niej samej. Dla Ciebie w tym układzie nie ma miejsca. Zapomnij o niej i nie rób nic. Myślę, że jej mąż nie jest w pełni świadomy jakie poroźe będzie nosił ( bo nie będziesz jej jedynym skokiem w bok), cieszy się więc, że tę bitwę wygrał. Zacznij nowe życie bez niej.

57 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-07-24 21:09:14)

Odp: chyba byłem kochankiem

Jeśli chciała od niego odejść, zacząć nowe lepsze życie ze mną, wyprowadziła się, bo nie chciała go krzywdzić, to chyba jej wybory były słuszne? Chcieliśmy spędzić życie razem. Po powrocie do niego, ja stałem się nagle kochankiem, ona zimną suką, ucierpiała jej rodzina, moja, każdy z nas... To chyba w momencie powrotu do niego popełniła bład? Czy ktoś powiedziałby o niej złe słowo jeśli nadal byłaby ze mną? Odnalazła swoją miłość, chciała swojego szczęścia... a teraz?

A ten się nadal głupio uśmiecha, mimo że wie o wszystkim. Na jego miejscu spuściłbym głowę z zażenowania chociażby, jeśli dałbym jej szansę na powrót. Co on sobie myśli w tej główce? Po prostu aż mnie nosi, mam ochotę pojechać tam po 22, jeśli będzie miał na noc, a ona wyjdzie na papierosa na balkon, wtedy ustanę, tak żeby mnie widziała i popatrzę jej prosto w oczy bez słowa... Jeśli nie będzie żadnej mojej reakcji, oni się tak rozbestwią, że będą tu co tydzień przyjeżdżać, a ja po prostu nie chcę jej tu widzieć.

PS.
Ona już go raczej nie zdradzi, ma nauczkę i jej rodzina o tym wie, a mają na nią duży wpływ i bardzo jej zależy na dobrych relacjach z nimi, wydaje mi się że prędzej by od niego odeszła i wzięła rozwód.

58

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie jedź, nie ma po co. To są jej decyzje, wybrała męża.

59 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-07-24 23:38:25)

Odp: chyba byłem kochankiem

EDIT: na życzenie wink

60

Odp: chyba byłem kochankiem

Bez złośliwości Elle88, dla mnie to nie jest śmieszna sytuacja.

61

Odp: chyba byłem kochankiem

To przyjmij na klatę jej konsekwencje i odejdź w pokoju.
Spotykałeś się z zajęta kobietą, będąc tego faktu w pełni świadomym - a dzisiaj:  "Check, please!"
Czego tu nie rozumiesz?

62 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-07-24 21:29:45)

Odp: chyba byłem kochankiem

Spotykałem się z zajętą kobietą tylko na początku, po kilku miesiącach odeszła i wyprowadziła się od niego. Byliśmy szczęśliwą parą. Wielu rzeczy nie rozumiem, głownie dlaczego była dla mnie taka jaka była po rozstaniu, mimo że wiedziała jak ciężko dojść mi do równowagi.

"Check please"? wyjaśnij proszę.

Ps. I jeśli możesz to proszę o usunięcie zdjęcia.

63

Odp: chyba byłem kochankiem

Nic nie zrobiłem, poszedłem się przejść, spaliłem trochę szlugów, udało się dzisiaj.

64 Ostatnio edytowany przez magnuss (2015-07-25 20:57:27)

Odp: chyba byłem kochankiem

Nie wiem na co czekam w tej chwili, ale najwyrazniej na coś czekam. Nie pozwoliłbym jej do siebie wrócić, bo jest nim przesiąknięta i nieładnie mówiąc, zużyta przez niego. Na pewno fajnie byłoby usłyszeć kiedyś słowa: "Popełniłam błąd życiowy, z Tobą czułam się fantastycznie, teraz czuje się znowu nijako, chciałabym cofnąć czas i na zawsze zostać z Tobą" lub coś podobnego. Nie wiem czy to kiedykolwiek nastąpi, ale póki nie nastąpi, mam wrażenie że już zawsze będę czuł się jak przez ostatnie pół roku, zdołowany, bez sensu życia, obojętny dla rodziny, jakby wyłączony z tego świata i czekający w czyśćcu na zbawienie.
Nie chcę myśleć o niej w każdej chwili dnia od momentu przebudzenia, bo to zawsze pierwsza myśl i ja naprawdę nie mam na to wpływu, mimo że jestem z reguły czymś zajęty i mam mało wolnego czasu. Ona ciągle się przewija w moich myślach.

Czy był ktoś kiedyś w podobnej sytuacji i czuł się tak samo? Jak to się dla Was skończyło?

65 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-07-25 21:19:37)

Odp: chyba byłem kochankiem

Zgorzkniejesz, zdziwaczejesz,  w skrajnym wypadku depresja albo samobójstwo. Nieszczęśliwa czy niespełniona miłość dla wrażliwego faceta, to na prawdę problem. To jest oczywiście czarny scenariusz. Zamiast o niej zacznij myśleć o sobie. Ona o Tobie nie myśli... Poczytaj jak radzili sobie inni mężczyźni na tym forum, każdy dał radę. Tobie też się uda, tylko musisz chcieć wyjść z tego stanu w jaki się wpędziłeś.

Posty [ 1 do 65 z 187 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » chyba byłem kochankiem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024