Wszystko zaczęło się w listopadzie 2013 roku. Wyszliśmy z kolegami na dyskotekę. Ona była z koleżanką. Spojrzałem na nią przez chwilę, miałem jej wzrok na sobie. Rzadko się to zdarza, mi właściwie nie zdarzyło się nigdy, widzi człowiek tyle kobiet w życiu, i nic, co najwyżej fajna laska i tyle, a tutaj była fajna dziewczyna którą wiedziałem że muszę poznać, bo to jest właśnie ona, wygląd, sposób poruszania się, uśmiech... Zadziałało na tyle, że gdy przechodziła obok, po prostu złapałem ją za rękę i poszliśmy tańczyć. Miała chwilę zawahania, spojrzała na koleżankę, ale to był moment i była ze mną. Widziałem że patrzy na mnie tak samo jak ja na nią, chemia, nie wiem jak to nazwać. Po tańcu wyszliśmy na zewnątrz, po chwili rozmowy poszła ze mną do pobliskiego nocnego po papierosy. Po drodze dowiedziałem się, że mieszka na tej samej ulicy co ja, mało tego w domu naprzeciwko! a miasto jest sześćdziesięciotysięczne. Straszny zbieg okoliczności, po czasie skojrzyłem, że widziałem ją kilka razy, rzadko wyglądam przez okno ale wpadła mi w oko i wtedy, kiedy widziałem ją z daleka na papierosie z synem sąsiadów, którego nie znałem osobiście. To była jego żona i mieszkali u jego rodziców, 2 i pół roku po ślubie, razem 10 lat, bez dzieci. Powiedziała mi to wszystko po drodze, ale nie miałem żadnych oporów, byłem nią zauroczony, świetnie nam się rozmawiało, pocałowaliśmy się przed końcem imprezy i wróciliśmy razem.
Z taksówki wysiedliśmy przed osiedlem, była 3 w nocy, szliśmy za rękę, zatrzymaliśmy sie na placu zabaw, siedziała mi na kolanach, całowaliśmy się. Nie chciałem się z nią jeszcze rozstać, poszliśmy do mnie na ogród, do altanki, nasza ulica jest ostatnia na osiedlu, z tyłu mojego domu już nic nie ma, więc zaszliśmy od tyłu, żeby nikt na ulicy na wszelki wypadek nas nie zobaczył. Nie mogliśmy przestać się całować, pewnie alkohol zrobił swoje, ale ja byłem wyposzczony, ona też, pozniej powiedziała mi, że nie spała z mężem od roku. Do niczego więcej nie doszło, odprowadziłem ją za rękę na początek ulicy, tam się rozstaliśmy, dała mi swój nr telefonu, umówiliśmy się na spacer jak wstaniemy i poszła do siebie, mąż miał na noc ale wiedział o jej wyjściu. Pózniej jeszcze napisała, że wszyscy u niej śpią i życzy mi upojnych snów. Na drugi dzień byliśmy na spacerze, pózniej popisaliśmy trochę, prosiła żeby to co się wydarzyło zostało między nami, ale że nie żałuje niczego. Ja też nie żałowałem. Mężowi powiedziała że poznała sąsiada na dyskotece, jak mam na imię, ale oczywiście bez szczegółów.
Nie odzywałem się przez tydzień. Napisałem w następną sobotę. Była u koleżanki, odpisała że właśnie R-mąż ją przywiózł i nawet miała się pózniej odezwać. Spotkaliśmy się, poszliśmy do jej mieszkania, które kupili niedawno, to tutaj mieli się niedługo przeprowadzić, mieszkanie było w trakcie wykańczania, kuchnia była gotowa, w pokojach jeszcze bez mebli, jedynie parę krzeseł. Siedziała mi na kolanach, była słodka, chciała być niedostępna ale ciężko jej było się powstrzymywać, mi również.
Zaczęliśmy się spotykać, to mieszkanie było naszą odskocznią, tam kochaliśmy się pierwszy raz, 3 tygodnie od poznania. Jak była w domu, napisała że niczego nie żałuje, pisaliśmy do bardzo pózna, R. miał na noc, zawsze kasowała smsy, tym razem zasnęła w trakcie pisania. Kiedy wrócił z pracy odczytał 3 ostatnie smsy, których nie skasowała. Nie wynikało z nich jednoznacznie że się kochaliśmy, ale pisaliśmy o 3 w nocy, miłe smsy i wiadomo jak mógł się poczuć. Napisała pózniej że jest afera i prosiła żebym się nie odzywał, odezwie się sama. Zadzwoniłem za 2 dni do jej pracy, mówiła że na początku krzyczał a teraz wogóle się nie odzywają. Minęło kilka dni, nie mogłem wytrzymać, zadzwoniłem, odpowiedziała że już jest wszystko dobrze, miałem pretensje o to że trzymała mnie w takim stanie przez te dni bez żadnej wiadomości i telefonu. Przeprosiła, powiedziała że nie zdawała sobie sprawy że mogę to tak przeżywać.
Poszła z nim na sylwestra, zadzwoniła po północy, byłem zły że nie jestem z nią, trochę oschły, ale z nadzieją patrzyłem w przyszłość. Spotykaliśmy się praktycznie codziennie, R. pracował na różne zmiany, ale nawet jeśli był w domu to zajęty sobą, a ona często jezdziła do swoich rodziców, do koleżanek, więc okazji do spotkań mieliśmy mnóstwo. Mówiła mi o nim, że po ślubie bardzo się zmienił na gorsze, nadal sypiali w jednym łóżku, ale ona na swojej połówce a on na swojej, odwróceni plecami. Któregoś razu w jej mieszkaniu, powiedziała że pasuje jej taki układ jaki jest między nami, nie jest gotowa żeby odejść od niego, ale potrzebuje spotkań ze mną, powiedziała żebyśmy niczego nie zmieniali. To tylko początek do tego co miała przekazać mi pózniej. Wtedy już bardzo mi na niej zależało. Powiedziałem że nie chce żeby z nim spała, że nie godzę się na to. Pózniej rozmawialiśmy normalnie, ale zanim zaczęliśmy się dotykać, powiedziała że jest jedna rzecz którą muszę wiedzieć. Uprawiała z nim seks po tym jak przeczytał smsy ode mnie. Nie wiedziała jak załagodzić sytuację, nie odzywał się więc oddała mu siebie, powiedziała że trwało to 3 minuty, z zabezpieczeniem, bo on nie chciał mieć dzieci. Zabolało mnie to strasznie, do tej pory mam do niej o to wielki żal, ale to było raz, znaliśmy się 3 tygodnie, jakoś to sobie wytłumaczyłem bo bardzo chciałem z nią być. Tamtej nocy nie odzywałem się przez jakiś czas, paliłem na balkonie, nie patrzyłem na nią, ona stała obok, powiedziała że idziemy, ale miała łzy w oczach, ja też, pokochaliśmy się...
Od tamtego momentu zrozumiała, że myślę o niej poważnie, zaczęliśmy piękne życie razem, choć jeszcze w ukryciu.
Bardzo się kochaliśmy, seks był cudowny, była pasja, namiętność, lubiliśmy ze sobą przebywać, często chodziliśmy na spacery do parku, nad rzekę i dużo rozmawialiśmy jak to będzie i do czego nas to zaprowadzi. Stopniowo wtajemniczyła swoje koleżanki, a ja swoich kolegów, rodzinom na razie nic nie mówiliśmy. Tak minęło kilka miesięcy. Przeprowadziła się z R. do mieszkania, byłem wtedy w delegacji, pisała że bardzo chciałaby to robić ze mną, każdy kąt w tym mieszkaniu przypomina jej nas i bardzo tęskni. Smutno jej było i żałowała jego bo bardzo się cieszył na tą przeprowadzkę. Nie mogła się wycofać, te mieszkanie kupili (właściwie to kupili je jej rodzice i teściowie) zanim mnie poznała i tylko kwestią czasu było kiedy tam zamieszkają. Powiedziałem jej wtedy że to dobry moment, żeby przestała z nim spać w jednym łóżku, więc oznajmiła mu że chce spać sama, odparł żeby nie wymyślała, bo kanapa w salonie nie jest od spania. Chciałem żeby była bardziej stanowcza ale rozumiałem sytuację i odpuściłem jeszcze na jakiś czas. Po około miesiącu przestali sypiać w jednym łóżku, on nic nie podejrzewał, zdziwił się, ale tym razem postawiła na swoim.
Któregoś wieczoru przedstawiłem ją swojemu bratu i bratowej. Bratowa przyjęła to dobrze, brat z początku był lekko zszokowany, bo sąsiadka i wogóle, ale po czasie obydwoje zrozumieli jak bardzo mi na niej zależy. Pózniej dowiedział się drugi brat, moja mama... Mój drugi brat pracuje z przyjaciółką mojego Maleństwa (tak ją nazywałem), której na razie nic nie mówiła, bo mąż przyjaciółki jest kolegą R. Dowiedziała się przez przypadek, słyszała rozmowę brata z moją mamą przez telefon. Powiedziała swojemu mężowi, obydwoje zrozumieli naszą sytuacje, kamień spadł jej z serca, od tej pory miała wsparcie w swojej przyjaciółce.
To między innymi pomogło jej wyprowadzić się z mieszkania i przeprowadzić do swoich rodziców. Sam bardzo na to nalegałem. Powiedziała im, że odchodzi od męża i od nich też otrzymała wsparcie. Jest delikatną osobą, bardzo kocha swoich rodziców i jest do nich przywiązana, płakała ze swoim tatą kiedy mu to mówiła, powiedziała że z mężem już nic jej nie łączy, oprócz mieszkania i że dłużej nie może udawać, oszukiwać samej siebie. R. był w szoku, zupełnie się tego nie spodziewał, pomieszkali jeszcze około tygodnia razem, starał się ją przekonać żeby nie odchodziła. Żal mi go było, bo z tego co mówiła o nim to spokojny chłopak, ale nie dbał o nią, nie doceniał. Powiedziała, że tak naprawdę między nimi wszystko już było skończone zanim mnie poznała, pewnie trwałaby w tym związku bez przyszłości, ale zobaczyła że może mieć lepsze życie. Nie było go przy niej kiedy go potrzebowała, odtrącał ją kiedy siadała mu na kolanach, nie chciał rozmawiać pochłonięty bez reszty komputerem. No i poznała mnie, byłem szczęśliwy kiedy wyprowadziła się do rodziców, wiedziałem jednocześnie że bardzo to przeżywa, bo 10 lat razem to jednak szmat czasu. Podjęliśmy decyzję żeby nie mówić mu o nas, że odeszła z innych powodów, bo tak w istocie było. Jej rodzice też na razie o nas nie wiedzieli, u mnie wiedziała tylko mama, miała mi to za złe, mówiła o moralności i że nie tak mnie wychowała. Z czasem zmieniła zdanie, zrozumiała jak bardzo ją kocham.
Były wakacje, wtedy przez jakiś pracowałem w delegacji, ale wracałem co weekend stęskniony za nią a ona za mną. Seks po takich powrotach był nieziemski, nie mogliśmy się sobą nasycić. Wtedy bardzo się kochaliśmy, czułem jej miłość i wiedziałem że to nie jest żadna przygoda, chciałem być z nią na zawsze. Udało nam się urwać po kilka dni z wakacji i wyjechaliśmy na trochę. Kiedy wróciliśmy do siebie, napisała wieczorem, że nie może się beze mnie odnalezć i już jej mnie brakuje. Było to słodkie, jak cała ona, bardzo się starała i zależało jej, chciała zmienić swoje życie, mówiła że we mnie odnalazła swoją prawdziwą miłość i pewnie zawsze była moja tylko do tej pory o tym nie wiedzieliśmy, często wspominała że z nikim jej tak dobrze w życiu nie było, czuła się spełniona, w końcu dowartościowana, kochana. Była kilka razy u mnie w domu pod nieobecność rodziców, mieliśmy wolne mieszkanie u jej siostry kiedy ta wyjeżdżała, mój brat dał nam klucze od swojego mieszkania kiedy wyjechał z narzeczoną na urlop. Kochaliśmy się wtedy codziennie, łączyła nas niesamowita chemia.
R. odzywał się co jakiś czas, ona chciała rozwodu, a on przekonywał ją żeby wróciła. Zależało mi żeby utrzymywali normalny kontakt i rozeszli się w zgodzie. Ale przeciągało się to wszystko, on potrzebował więcej czasu. Mijały kolejne miesiące, nasza miłość nie słabła, czasem się pokłóciliśmy, każde chciało postawić na swoim, obydwoje byliśmy uparci, ale bardzo się ze sobą zżyliśmy i nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie. Do końca roku nie powiedziała swoim rodzicom chociaż mieszkała u nich i znikała codziennie, z reguły pod pretekstem spotkań z koleżankami. Sylwestra spędziliśmy w hotelu, wynajęliśmy pokój, wtedy też kochaliśmy się ostatni raz...
Teraz czas na smutną stronę tej historii. Na początku roku wyszliśmy do dwóch różnych dyskotek, ja z kolegami do jednej, ona z koleżankami do innej, nic złego w naszym przekonaniu, ona chciała pogadać o babskich sprawach, umówiliśmy się że spotkamy się w trakcie, trochę pózniej. Jak to w męskim gronie, nie brakowało nam alkoholu. Trochę poprztykaliśmy się przez telefon bo miała pretensje dlaczego tak długo i dlaczego jeszcze mnie nie ma. No więc poszliśmy do nich, rozmawiała akurat z kimś na wózku, okazało się że to były chłopak jej siostry. Byłem o nią strasznie zazdrosny, wręcz głupio zazdrosny, atmosfera była niezdrowa, pokłóciliśmy się. Po jakimś czasie wyszedłem na papierosa, siedziała z nim przy stoliku i rozmawiała, podszedłem, powiedział żebym ją przeprosił i coś jeszcze, nie pamiętam, wtedy wybuchłem, wdaliśmy się w przepychankę słowną, ja zareagowałem za ostro, bo zawołał kolegów, a z kolegami już były afera. Nie dostałem i nie zadałem żadnego ciosu, to była bardziej przepychanka, ale po wszystkim dostałem od niej w twarz, okazało się że w tym całym zamieszaniu ona upadła na ziemię, próbując nas rozdzielać, czego nie zauważyłem. Wróciliśmy tą samą taksówką, ale powiedziała, że nie chce mnie znać i odchodzi.
Przepraszałem na różne sposoby, próbowałem wszystkiego, chociaż wiedziałem że nie sprowokowałem tej sytuacji i widziałem też jej winę. Odniosłem wrażenie że przeszło jej po paru dniach, mimo tego podtrzymała swoje zdanie, że nasz czas razem już minął. Zbliżało się wesele jej siostry, wydawało mi się, że wtedy właśnie poznam jej rodziców, a z R. na dniach miała ustalić szczegóły w sprawie rozwodu. Byłem bardzo rozczarowany, ale postanowiłem dać jej jeszcze kilka dni oddechu.
Nic z tego, z dnia na dzień stała się dla mnie obcą osobą, nie przyjęła kwiatów, widzieliśmy się parę razy i rozmawialiśmy, ale to nic nie dało. Powiedziała że chce spróbować naprawić swoje małżeństwo i przeprowadza się z powrotem do męża. Było jej przykro że skrzywdziła 2 osoby, mnie i jego. Prosiła żebym nigdy nie mówił jej rodzicom, z którymi miała bardzo dobre relacje, szczególnie z tatą, którego bardzo kochała. To miało być nasze ostatnie spotkanie, w samochodzie, wyłem jak bóbr bo wiedziałem że jeszcze mnie nie skrzywdziła, a dopiero to zrobi. Wprowadziła się do niego 2 tygodnie po naszym rozstaniu. Razem poszli na to wesele. Byłem załamany. W tę noc wypiłem morze wódki, sam, żeby zatkać ból i jakoś przetrwać.
Z początku rozmawialiśmy jeszcze w miarę normalnie, przed weselem mówiła że z nim nie śpi i jest dziwnie. Pisałem do niej, bo nie dawałem sobie rady, codziennie przyjeżdżałem pod jej blok, wypatrując jej na balkonie. Czekałem na jednego smsa, jakieś słowa otuchy, było mi ciężko, ale dla mnie była zimna, mówiła że jest szczęśliwa z nim i z nim chce z powrotem ułożyć sobie życie. Po pewnym czasie, moje pisanie i dzwonienie zaczęła odbierać jako nękanie. Napisałem na walentynki, powiedziała że już mnie nie kocha, a jego kocha bardzo i być może potrzebowała tego co było między nami, żeby to zrozumieć. Powiedziałem jej, że będę walczył o swoją kobietę i nigdy nie odpuszczę, ale była coraz bardziej oschła, pyskata, niemiła. Kiedy pierwszy raz przyjechali pod mój dom, do teściów, zagotowało się we mnie. Postanowiłem pojechać do jej rodziców. Nigdy ich nie poznałem, ale wiedziałem gdzie mieszkają, bo spotkaliśmy się też tam pod ich nieobecność. Napisałem do niej kiedy byłem pod ich blokiem, biłem się wtedy z myślami, nie wiedziałem czy dobrze robię. Odpisała po jakimś czasie, że nie może rozmawiać, i coś jeszcze, a jak chce to żebym sobie jutro zadzwonił. Dla mnie to był prowokacyjna wiadomość, wogóle nie wyraziła skruchy że pokazała się z nim pod moim domem. Siedziałem jeszcze ze 3 godziny w samochodzie, spaliłem chyba paczkę fajek, kilka razy byłem już pod drzwiami i zawracałem, w końcu zapukałem, otworzyła jej mama, taty nie było. Przedstawiłem się, powiedziała że córka już tutaj nie mieszka i zapytała czy zrobiła mi coś złego. Odparłem że nie, ale chcę porozmawiać, w drzwiach jeszcze wyjaśniłem o co chodzi, wpuściła mnie do środka. Opowiedziałem jej naszą historię, była bardzo zdziwiona, bo A. zawsze im o wszystkim mówiła, nie bała sie niczego. Mówiłem o niej same dobre rzeczy, jak bardzo ją kocham, tęsknie, o tym że jest cudowną i delikatną osobą, żeby nie była na nią zła, po prostu tym razem nie wiedziała jak im o tym powiedzieć, czekała na właściwy moment. Powiedziałem, że nie mogę przeżyć że przebywa teraz z kimś innym, i bardzo chciałbym żeby do mnie wróciła, obiecała że z nią porozmawia. Wydawało mi się że jej mama jest pełna zrozumienia, i rozmowa mimo że bolesna, była prowadzona w miłej atmosferze. Pozniej dowiedziałem sie że podobno była w szoku, ale nienawidzi mnie szczerze. Po wyjściu napisałem A. że rozmawiałem z jej mamą. Była zszokowana, wściekła, powiedziała że nigdy mi tego nie wybaczy, pójdzie do mojej matki, powie jej że ją prześladuję i zaraz o wszystkim powie R.
Powiedziała mu 3 dni pózniej, o tym że miała romans ze mną, on wiedział kim jestem i że mamy kontakt, ale tego się nie spodziewał. Przeżył to, myślę że usłyszał tylko zdawkowe informacje i nie zadawał trudnych pytań bo nie chciał znać odpowiedzi, powiedziała mu też że ją nękam. Chciał się ze mną spotkać, ale widać nie zależało mu bardzo, bo łatwo wybiła mu to z głowy. Przetrzymałem jakoś najgorszy okres, ale w międzyczasie dowiedziałem się od niej że uprawiają seks, i będą to robić. Wyzwałem ją, pózniej pisałem czasami z żalem jak mogła mi to zrobić i inne pierdoły, często przyjeżdżałem pod jej blok, tam było mi łatwiej, nawet nie chodziło mi o to że już nie jesteśmy razem, to życie, chodziło mi o jej zachowanie, jak można do kogoś wrócić po czymś takim, a mnie potraktować jak psa, za to że tak kochałem i byłem gotowy oddać za nią życie. Po kolejnej wizycie pod moim oknem, zadzwoniłem do niej. Odniosłem wrażenie że szydzi ze mnie, zdecydowałem że powiem o wszystkim R. ze szczegółami, miałem jego numer. Tak zrobiłem wieczorem, pokazał jej tą wiadomość. Zadzwoniła wściekła z płaczem, pytała dlaczego to zrobiłem, wyzywała mnie, słyszałem w tle jego głos... Odpuściłem na ponad miesiąc, zadzwoniłem do niej z życzeniami urodzinowymi, rozłączyła się, zadzwoniłem jeszcze raz, odebrał on, usłyszałem "wypierd...". Ona już nie chciała ze mną rozmawiać i nigdy więcej nie rozmawialiśmy, zmieniła numer.
Przyjechali tutaj w zeszłym tygodniu na Dzień Ojca. Często mówiła mi, że nie przepada za jego rodziną, bardzo niepochlebnie wyrażała się o jego rodzicach. Zresztą spotkaliśmy się w ich domu, po ich nieobecność, jak jeszcze tu mieszkała. R. był wtedy w pracy, było intymnie jak zawsze między nami. Teraz też nie wytrzymałem, zadzwoniłem do niego, wyzwałem, chciałem się spotkać, mówiłem że nie ma jaj, było niesympatycznie z obu stron, wcześnie prosiłem żeby tu nie przyjeżdżali, przeciez moja rodzina o wszystkim wie i też to przeżywa, a ja potrzebuję oddechu żeby dojść do siebie. Straszył mnie policją. Po rozmowie, wściekły, wysłałem mu kilka nieprzyjemnych smsów, obrazowo opisując nasz związek z A. Kilka dni temu zmienił numer.
Po rozstaniu powiedziała mi, że to co mówiła o naszej miłości, to że nigdy nikogo tak nie kochała i z nikim jej tak dobrze nie było, to były tylko słowa. Czułem się wtedy wykorzystany, oszukany i poniżony, i nadal tak się czuję. Nie potrafiła odczekać nawet tych 3 miesięcy, zaczęła z nim spać mając jeszcze moje soki w sobie, nie dała mi żadnej szansy na poprawę. Nie wiem czy zaważyła ta cholerna noc, czy może to rozstanie było nieuniknione i prędzej czy pózniej i tak by do niego doszło. Kocham ją nadal, często myślę co robią w tej chwili, jadę pod jej blok, szukam jej na mieście jeśli nie ma jej samochodu. Mam też swoje życie, mam pracę, chodzę na siłownię, spotykam się ze znajomymi, jednak nikomu nigdy wprost nie powiedziałem dlaczego odeszła i nikt nie zna tej całej historii, między innymi dlatego zdecydowałem się tu napisać. Wszyscy wiedzą tylko tyle że to moja wina, o niej nikt nigdy nie usłyszał złego słowa. Nie wiem co mówiła o mnie koleżankom, ale wiem że doradzały jej żeby porozmawiała z moją bratową o moim zachowaniu, więc to nie były pochlebne słowa. Jej siostra zaproponowała pomoc znajomego policjanta. Wiem, że robiłem zle, nie potrafiłem odpuścić, pogodzić się z sytuacją, kiedyś pisaliśmy dziesiątki smsów dziennie, teraz po 2 ona czuła się nękana. Wydawało mi się, że walczyłem o swoją kobietę z którą chciałem ułożyć sobie życie. Wspólnie wybieraliśmy imiona naszych przyszłych dzieci, a ona po rozstaniu powiedziała że jest z nim bardzo szczęśliwa i już nie pamięta tego co było między nami, chciałaby cofnąć czas i nigdy mnie nie poznać. Pewnie łatwiej byłoby, gdyby tu nie przyjeżdżali, ale ona wychodzi z założenia, że skoro mi wolno warować pod jej blokiem to i ona nie będzie miała żadnych skrupułów.
Sorry za przydługi post, chciałem wyrzucić to wszystko z siebie, ale też starałem się być obiektywny. Dlaczego się tak zachowała? Co nią kierowało? Sam nie jestem w stanie tego ogarnąć. Czy chciała się tylko wyszaleć, poczuć doceniona? Po co w takim razie te wszystkie słowa o miłości i mydlenie oczu? Dlaczego potraktowała mnie w ten sposób po rozstaniu? Zero szacunku za to co nas łączyło. Zastanawiam się czasami czy my moglibyśmy być jeszcze razem po czymś takim. W dalszym ciągu boli mnie to że jej dotyka, śpią ze sobą, uprawiają dziki seks. Niby normalne, ale dla mnie była Księżniczką i Maleństwem, a teraz oddaje swoje ciało innemu. Nie wiem kiedy skończę o tym myśleć, a wiem że to bez sensu. A. nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że kiedykolwiek jeszcze coś mogłoby nas łączyć, raczej zbiera dowody żeby iść na policję, wysyłała mnie też do psychologa. Na pewno chciałbym żeby tęskniła, żeby zmieniła zachowanie, wtedy nie myślałbym o niej w ten sposób, bardzo zależało mi na tym żeby rozstać się w zgodzie.
A może zapłaciłem cenę za swoją naiwność?