Dziś mija rocznica gdy po raz pierwszy zostałam oszukana przez osobę /jak się potem okazało jedynie udającą biedną/, szukającą pomocy bo jest samotną matką niemającą znikąd wsparcia.
Poruszył mnie apel niby samotnej matki, która nie ma na sandałki dla córki idącej do I komunii. Pisała, że nie będzie to radosny dzień także z tego powodu, że dziecko nie dostanie żadnego prezentu od rodziny bo rodzina byłego męża a także sam ojciec dziecka nie kontaktują się z nią bo są obrażeni, że śmiała się odejść od męża, który ją bił a także podać o alimenty, potem o podwyższenie ich.
Ona /matka/ rodziny nie ma żadnej, jest biologiczną sierotą bez rodzeństwa.
Nie ma żadnych znajomych bo wyprowadziła się w nowe miejsce, nie ma koleżanek, nigdy nie miała przyjaciółki bo wychowywała się w domu dziecka i w szkole nikt się z nią nie chciał przyjaźnić. Nie będzie przyjęcia, tortu, nawet słodyczy bo jej nie stać, nie ma kogo zaprosić. Dziecku siostra zakonna wypożyczyła za darmo albę i używany wianuszek, zwolniono ją od składek.
Ale butów nie ma skąd wziąć i pewnie pójdzie w trampkach bo nic innego nie ma.
Alimenty, rodzinne i zasiłek z opieki wystarczają ledwie na opłacenie stancji i skromne wyżywienie. Pracować nie może bo młodsze dziecko jeszcze jest a nie ma na wsi żłobka, przedszkola ani pracy nie ma.
Wysłałam na sandałki, dodatkowo prezent komunijny i na jakieś trochę lepsze jedzenie w ten dzień. Podziękowała, opisywała co kupiła, co ugotowała i upiekła i że pierwszy raz od kilku lat pojadła sobie do woli dobrego jedzenia i ciasta.
A potem był Dzień Dziecka i też pomyślałam o prezencie dla dzieci. Zrobiłam też zbiórkę wśród znajomych, którzy mieli dzieci w podobnym wieku ubranek i zabawek.
I z taką paczką pojechaliśmy 200km bo akurat mąż miał załatwienie w pobliżu tej wsi.
Nie była to zapowiedziana wizyta, miała być niespodzianka.
I była ale dla mnie.
Trudno było trafić bo wieś jak labirynt, uliczki we wszystkie strony świata, nazw uliczek nie było, numery nie po kolei.
Zapytana o numer domu osoba była bardzo rozmowna tak sama z siebie i z każdą chwilą rozmowy miałam wrażenie, że chyba nie o tę osobę, której szukam chodzi.
Zgadzały się dane, imiona dzieci. Ale status materialny i stan cywilny zupełnie nie.
Bo moja biedna, niedojadająca, samotna matka, rozwódka okazała się być mężatką z drugim mężem, młodsze dziecko jest wspólne.
Dom jak się okazało luksusowy, w ogrodzie plac zabaw dla dzieci, pełno drogich zabawek, rowerków, jeździków, piaskownica, huśtawki, zjeżdżalnia.
Dzieci ubrane w markowe ciuchy, ona sama jak prosto od kosmetyczki i fryzjera.
A ja z workiem używanych ciuchów i zabawek naiwnie myślałam, że będą potrzebne i nawet ucieszą.