Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 78 ]

Temat: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Nie wiedziałam, gdzie zamieścić ten post...

Nurtuje mnie sprawa "odpowiedzialności" psychologa.
Na krótko przed ślubem z mojej inicjatywy trafiliśmy z mężem do seksuologa- problem porno z równoczesnym spadkiem jego zainteresowania seksem ze mną. Seksuolog wysłała nas do pani psycholog. Poszliśmy razem na pierwszą wizytę. Pani posłuchała chwilę nas oboje, potem każde z nas posiedziało u niej kilkanaście minut. Psycholog orzekła, że każde z nas ma inne problemy, mąż zostaje u niej, a ja idę do innej pani. I tak to trwało przez 1,5 roku. W tym czasie było tylko jedno spotkanie wspólne z obiema psycholog.

Przez cały czas mąż robił straszne tajemnice z jego terapii, że on nie może nic powiedzieć itp, mimo że go nigdy nie wypytywałam. Ale jak zaczynał jakiś temat w stylu "wiesz, ja już po psychoterapii wiem, dlaczego tak jest", a na moje pytanie dlaczego, odpowiadał "nie mogę ci powiedzieć", to już mnie to irytowało. Ja byłam w swoim życiu u 4 różnych terapeutów i żaden nie powiedział mi nigdy, że nie wolno mi ani słowa powiedzieć o tym, o czym rozmawiam itp. Jego mama powiedziała mi, że jak się go niedawno zapytała jak w ogóle taka terapia wygląda (bo to raczej prosta kobieta, niedoświadczona w tej materii), to również było to tabu.

W toku terapii mąż nie nauczył się rozmawiać ze mną w sytuacjach kryzysowych, uciekając w różny sposób od problemu (milczenie, wychodzenie z domu, alkohol), temat porno powracał, seks między nami był dalej do bani, odsuwał się coraz bardziej, przy jednoczesnym coraz silniejszym artykułowaniu potrzeby spędzania samotnie czasu.
Na mojej psychoterapii jeśli już coś ta pani mówiła, to rzeczy w stylu, że muszę walczyć o siebie, bo poświęcam swoje dobro w imię relacji, że za dużo daję, a za mało otrzymuję itp itd. Dodam, że jestem z rodziny z przemocą, z toksyczną matką, mam ogromne deficyty szeroko pojętej miłości, niską samoocenę. Potrzebuję dużo ciepła i uwagi, a mąż przestał mi to dawać, choć wcześniej nie było z tym problemu.

Problemy w naszej komunikacji zaczęły się nasilać, mąż oddalał się coraz bardziej, rozmowy to były głównie moje monologi, a ja byłam tym coraz bardziej zmęczona i sflustrowana.

Na mojej wizycie zaproponowałam kolejne spotkanie w 4kę, bo widzę, ze każdy ciągnie linę w swoją stronę i dobrze by było posłuchać nas oboje, a nie że każdy idzie i opowiada jednej osobie tylko swoją wersję. Moja psycholog powiedziała, że to dobry pomysł, ale oczywiście zgodę musi wyrazić mąż. Mąż powiedział, że nie wie, że pogada ze swoją psycholog, po jego spotkaniu okazało się, że nie będzie wspólnej sesji...

Finał był taki, że mąż powiedział, ze ma dość, wyprowadził się i stoi na stanowisku, że chce się rozstać. Uważa, że zrobil wszystko co mógł. Nie udzielił mi już jednak odpowiedzi na pytanie, co konkretnie zrobił... Nie chce nawet się ze mną spotkać, porozmawiać, walczyć. Moja przyjaciółka namawiała go też na wspólną terapię, odmówił. Wszystko jest na nie. Gdy zapytała go jaką on ma właściwie wizję związku na chwilę obecną, to parsknął i odp. "To wiem tylko ja i moja psycholog".

Wiem też ze sprawdzonego źródła, że mówi, że jego psycholog nie widzi nic złego w jego zachowaniu. Powiedział tez, że ona mu powiedziała, że my się powinniśmy rozstać i że wspólna terapia nie ma sensu (choć otem się z tego wykręcił).

Ja się próbowałam skontaktować z tą jego psycholog, porozmawiać, żeby ona mi powiedziała, jak to widzi, czy to prawda, że ona mu tak powiedziała, czy on to wymyślił lub źle zinterpretował, żeby zrozumieć co się właściwie stało, bo mąż nie chce ze mną w ogóle rozmawiac, żeby uświadomić ja jak to jest z mojej strony. Ja go kocham mimo wszystko i chcę ratowac to małżeństwo. Mój mąż się zgodził na moje spotkanie z nią. Niestety ta psycholog do mnie zadzwoniła i powiedziała, że nawet pomimo jego zgody ona nie może ze mną porozmawiac ze względu na tajemnicę zawodową. Z tego co powiedział mi inny psycholog, jeśli pacjent się zgadza, to zwalnia tym samym psychologa z tej tajemnicy. Więc nie rozumiem postawy tej kobiety...

Czy ktos na tyle siedzi w temacie psychoterapii, że jest w stanie stwierdzić ocokaman? Czy to jest zła wola tej psycholog, która przyczyniła się do tego, że mąż odszedł, utwierdzając go, że nic złego nie robi, zostawiając mnie z dnia na dzień 1,5 roku po ślubie? Czy zasłanianie się tajemnicą zawodową, jeśli on się zgodził, jest zasadne? A robienie wielkich tajemnic z psychoterapii? Czy ja powinnam i moge podjąc jakieś kroki, w stylu iśc do jej przełożonego i zgłosić sprawę? Czy nie mam racji i tylko pogorsze tym samym moje położenie, bo ona się wkurzy i jeszcze bardziej będzie na mnie "cięta"? Czy psycholog nie jest tu niczemu "winna", tylko mąż to wszystko tak przedstawia i zniekształca?

Jest to dla mnie ważne, bo sytuacja jest taka, że ona może być obecnie jedyną osobą, która jest w stanie do niego dotrzeć i uświadomić mu pewne sprawy.

Mówiłam mojej psycholog o całej sytuacji, ale nic konkretnego tak naprawdę mi nie odpowiedziała, oprócz tego, że ona nie wnika w pracę jej koleżanki i nie wie, jak było...
Uważam, że największym błędem było rozdzielnie nas w terapii, no ale to jest już musztarda po obiedzie...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Bardzo ciekawy wątek poruszyłaś. Niestety nie napiszę nic konstruktywnego. Jak dla mnie sprawa "śmierdzi". Czekam na rozwój sytuacji i oczywiście kogoś kto się zna.

3

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

ale o co kaman?
skutki psychoterapii bywają różne,
wcale nie jest tak, że pacjent zakłada, taki mam mieć efekt ...
to tak jak z leczeniem choroby - wdrażam leki a co z tego wyjdzie ?
w większości przypadków - to i to ...
w tych innych ????
tu nie ma 2+2=4

4 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-01-28 09:27:19)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Nie wiedziałam, gdzie zamieścić ten post...

Nurtuje mnie sprawa "odpowiedzialności" psychologa.
Na krótko przed ślubem z mojej inicjatywy trafiliśmy z mężem do seksuologa- problem porno z równoczesnym spadkiem jego zainteresowania seksem ze mną. Seksuolog wysłała nas do pani psycholog. Poszliśmy razem na pierwszą wizytę. Pani posłuchała chwilę nas oboje, potem każde z nas posiedziało u niej kilkanaście minut. Psycholog orzekła, że każde z nas ma inne problemy, mąż zostaje u niej, a ja idę do innej pani. I tak to trwało przez 1,5 roku. W tym czasie było tylko jedno spotkanie wspólne z obiema psycholog.

Przez cały czas mąż robił straszne tajemnice z jego terapii, że on nie może nic powiedzieć itp, mimo że go nigdy nie wypytywałam. Ale jak zaczynał jakiś temat w stylu "wiesz, ja już po psychoterapii wiem, dlaczego tak jest", a na moje pytanie dlaczego, odpowiadał "nie mogę ci powiedzieć", to już mnie to irytowało. Ja byłam w swoim życiu u 4 różnych terapeutów i żaden nie powiedział mi nigdy, że nie wolno mi ani słowa powiedzieć o tym, o czym rozmawiam itp. Jego mama powiedziała mi, że jak się go niedawno zapytała jak w ogóle taka terapia wygląda (bo to raczej prosta kobieta, niedoświadczona w tej materii), to również było to tabu.

W toku terapii mąż nie nauczył się rozmawiać ze mną w sytuacjach kryzysowych, uciekając w różny sposób od problemu (milczenie, wychodzenie z domu, alkohol), temat porno powracał, seks między nami był dalej do bani, odsuwał się coraz bardziej, przy jednoczesnym coraz silniejszym artykułowaniu potrzeby spędzania samotnie czasu.
Na mojej psychoterapii jeśli już coś ta pani mówiła, to rzeczy w stylu, że muszę walczyć o siebie, bo poświęcam swoje dobro w imię relacji, że za dużo daję, a za mało otrzymuję itp itd. Dodam, że jestem z rodziny z przemocą, z toksyczną matką, mam ogromne deficyty szeroko pojętej miłości, niską samoocenę. Potrzebuję dużo ciepła i uwagi, a mąż przestał mi to dawać, choć wcześniej nie było z tym problemu.

Problemy w naszej komunikacji zaczęły się nasilać, mąż oddalał się coraz bardziej, rozmowy to były głównie moje monologi, a ja byłam tym coraz bardziej zmęczona i sflustrowana.

Na mojej wizycie zaproponowałam kolejne spotkanie w 4kę, bo widzę, ze każdy ciągnie linę w swoją stronę i dobrze by było posłuchać nas oboje, a nie że każdy idzie i opowiada jednej osobie tylko swoją wersję. Moja psycholog powiedziała, że to dobry pomysł, ale oczywiście zgodę musi wyrazić mąż. Mąż powiedział, że nie wie, że pogada ze swoją psycholog, po jego spotkaniu okazało się, że nie będzie wspólnej sesji...

Finał był taki, że mąż powiedział, ze ma dość, wyprowadził się i stoi na stanowisku, że chce się rozstać. Uważa, że zrobil wszystko co mógł. Nie udzielił mi już jednak odpowiedzi na pytanie, co konkretnie zrobił... Nie chce nawet się ze mną spotkać, porozmawiać, walczyć. Moja przyjaciółka namawiała go też na wspólną terapię, odmówił. Wszystko jest na nie. Gdy zapytała go jaką on ma właściwie wizję związku na chwilę obecną, to parsknął i odp. "To wiem tylko ja i moja psycholog".

Wiem też ze sprawdzonego źródła, że mówi, że jego psycholog nie widzi nic złego w jego zachowaniu. Powiedział tez, że ona mu powiedziała, że my się powinniśmy rozstać i że wspólna terapia nie ma sensu (choć otem się z tego wykręcił).

Ja się próbowałam skontaktować z tą jego psycholog, porozmawiać, żeby ona mi powiedziała, jak to widzi, czy to prawda, że ona mu tak powiedziała, czy on to wymyślił lub źle zinterpretował, żeby zrozumieć co się właściwie stało, bo mąż nie chce ze mną w ogóle rozmawiac, żeby uświadomić ja jak to jest z mojej strony. Ja go kocham mimo wszystko i chcę ratowac to małżeństwo. Mój mąż się zgodził na moje spotkanie z nią. Niestety ta psycholog do mnie zadzwoniła i powiedziała, że nawet pomimo jego zgody ona nie może ze mną porozmawiac ze względu na tajemnicę zawodową. Z tego co powiedział mi inny psycholog, jeśli pacjent się zgadza, to zwalnia tym samym psychologa z tej tajemnicy. Więc nie rozumiem postawy tej kobiety...

Czy ktos na tyle siedzi w temacie psychoterapii, że jest w stanie stwierdzić ocokaman? Czy to jest zła wola tej psycholog, która przyczyniła się do tego, że mąż odszedł, utwierdzając go, że nic złego nie robi, zostawiając mnie z dnia na dzień 1,5 roku po ślubie? Czy zasłanianie się tajemnicą zawodową, jeśli on się zgodził, jest zasadne? A robienie wielkich tajemnic z psychoterapii? Czy ja powinnam i moge podjąc jakieś kroki, w stylu iśc do jej przełożonego i zgłosić sprawę? Czy nie mam racji i tylko pogorsze tym samym moje położenie, bo ona się wkurzy i jeszcze bardziej będzie na mnie "cięta"? Czy psycholog nie jest tu niczemu "winna", tylko mąż to wszystko tak przedstawia i zniekształca?

Jest to dla mnie ważne, bo sytuacja jest taka, że ona może być obecnie jedyną osobą, która jest w stanie do niego dotrzeć i uświadomić mu pewne sprawy.

Mówiłam mojej psycholog o całej sytuacji, ale nic konkretnego tak naprawdę mi nie odpowiedziała, oprócz tego, że ona nie wnika w pracę jej koleżanki i nie wie, jak było...
Uważam, że największym błędem było rozdzielnie nas w terapii, no ale to jest już musztarda po obiedzie...

ja dodam że "nic nie mówienie o tym co na terapii jest omawiane" to nie wróży dobrze

informacja o tym że macie, się rozejść, i brak wyjaśnień ?!?!?!?!

oznacza tyle że "nic złego psycholog nei widzi w jego zachowaniu" jest zwykłym kłamstwem


infinity napisał/a:

Nie wiedziałam, gdzie zamieścić ten post...


Na mojej psychoterapii jeśli już coś ta pani mówiła, to rzeczy w stylu, że muszę walczyć o siebie, bo poświęcam swoje dobro w imię relacji, że za dużo daję, a za mało otrzymuję itp itd. Dodam, że jestem z rodziny z przemocą, z toksyczną matką, mam ogromne deficyty szeroko pojętej miłości, niską samoocenę. Potrzebuję dużo ciepła i uwagi, a mąż przestał mi to dawać, choć wcześniej nie było z tym problemu.

ośmiele się stwierdzić że Tobie też źle nie radzi sad

5

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Niestety pewnie nie dowiesz się nigdy ?prawdy?, jeśli Twój mąż nie ma ochoty by się nią dzielić.

Jeśli chodzi o psychoterapeutów, to nigdy nie słyszałam o ty by psychoterapeuta prosił klienta o zachowanie tajemnicy, albo doradzał! Możesz poczytać jakieś opinie na temat tej psychoterapeutki, oczywiście jest jakaś szansa, że to jej wina, wina jej nieprofesjonalnego podejścia itd.

Ale powiem szczerze, co ja widzę w Twojej historii. Otóż widzę, że Twój mąż to zwykły tchórz, który zwyczajnie nic do Ciebie nie czuje i nie ma odwagi powiedzieć. Więc wymyśla historie, jak to terapeutka mu doradza czy odradza to czy owo. Może nie być w tym krzty prawdy i tak to wygląda.

Jeśli chodzi o rozdzielenie terapii to trudna tu z góry orzekać błąd w sztuce. Mąż zmagał się z uzależnieniem, to indywidualny problem, który raczej nie leżał w Waszej relacji. Przykro mi z powodu tego co przeżywasz.

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Wydawalo mi sie ze sensem terapii jest odkrywanie i przepracowanie prawdy. Dlatego wydaje mi sie ze psycholog (moze jakas mloda) sama boi sie skutkow swoich poczynan i nie chce zeby byly one oceniane.

7 Ostatnio edytowany przez Glosator (2015-01-28 10:38:54)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Nie wiedziałam, gdzie zamieścić ten post...

Nurtuje mnie sprawa "odpowiedzialności" psychologa.
Na krótko przed ślubem z mojej inicjatywy trafiliśmy z mężem do seksuologa- problem porno z równoczesnym spadkiem jego zainteresowania seksem ze mną. ...


Czy ktos na tyle siedzi w temacie psychoterapii, że jest w stanie stwierdzić ocokaman? Czy to jest zła wola tej psycholog, która przyczyniła się do tego, że mąż odszedł, utwierdzając go, że nic złego nie robi, zostawiając mnie z dnia na dzień 1,5 roku po ślubie?

Od razu na wstępie - bo ciągle mnie o to pytają - Nie jestem psychologiem, ale temat nie jest mi obcy - moja była jest psychologiem klinicznym, do tego psychopatą i wykorzystywała wszystkie mechanizmy psychologii (bezkarnie) by mną manipulować smile Dlatego na bazie tego co napisałaś, można wywnioskować parę rzeczy.

To, że psycholog zdecydowała, że terapie będziecie mieli osobno, w ich ocenie to tego wymagało. Prawdopodobnie, rzeczywiście mieliście różne problemy, których rozwiązanie na terapii rodzinnej w ich ocenie nie miało sensu. Dziwię się, że zrobiono to tak szybko, to wskazuje, że Panie psycholog nie były najwyższych lotów. Ale to moje gdybanie - jak mówiłem, nie jestem psychologiem, ale ofiarą (niedoszłą) psychologa (podobno to najgorsza z możliwych form istot żywych dla psychologa :-))
Tak na przyszłość - przyda Ci się w życiowych sprawach - jak nie wiesz co się stało, patrz na skutki działania, którego nie rozumiesz.
Skutki wiele mówią o przyczynach. Najpierw odpowiem Ci na pytania:
Tak - tajemnica zawodowa (psychologa) uniemożliwia rozmowę z współmałżonkiem pacjenta. Na bazie tego co napisałaś wynika, że pomimo zgody męża, psycholożka nie zdecydowała się z tobą porozmawiać. Powiem Ci, ze trudno to zrozumieć, bo mając wiedzę o mężu i jego problemach, spokojnie mogła Ci pomóc. Ale rozumiem jej decyzję - nie chciała stwarzać skomplikowanej sytuacji, kiedy ona coś będzie wiedziała a nie będzie mogła powiedzieć, a bojąc się, że jakoś to ujawni, popełni zawodowe faux paus. Dlatego zasłanianie się tajemnicą zawodową jest zasadne. To co robił mąż mogło być zasadne - jeśli miał poważny problem, psycholog mogła zastrzec by czegoś Ci nie mówił, by sobie nie zrobił kuku

infinity napisał/a:

Czy to jest zła wola tej psycholog, która przyczyniła się do tego, że mąż odszedł, utwierdzając go, że nic złego nie robi, zostawiając mnie z dnia na dzień 1,5 roku po ślubie?

Tu muszę Ci coś wyjaśnić. W psychologii (wiem, to młoda nauka i pewnie z czasem coś się tu zmieni) - pierwszorzędną rzeczą jest dobro pacjenta. Jeśli w wyniku terapii psycholog widzi, że na dobro pacjenta negatywny wpływ ma np. związek, w którym pacjent jest, nie może mu sugerować niczego - ale jeśli klient do tego sam dojdzie, i psycholog uzna, ze to jest dobre, nie będzie go powstrzymywał. Innymi słowy - psycholog oceniając sytuację pacjenta, jeśli widzi, ze jego decyzja o rozstaniu z współmałżonkiem jest ok - to będzie go w tej decyzji umacniał, nawet wyzwoli go z wyrzutów sumienia i pomoże. W imię dobra swojego pacjenta. Bywa, że psycholog doprowadzi nawet do rozbicia związku - jeśli np. jego pacjent choruje z powodu życia w toksycznym związku. Tu trzeba sobie uzmysłowić jedną podstawową zasadę psychologii i psychoterapii - terapia ma służyć dobru klienta, a nie jego otoczenia. Innymi słowy - psycholog ma pomagać pacjentowi, a nie jego żonie. Jeśli pomoc pacjentowi pomoże też żonie, jest to ok. Ale jeśli skończy sie to ich rozejściem - to też jest dla psychologa ok. Psycholog ma jeszcze pomóc, by pacjent nie miał wyrzutów sumienia z tego powodu. Terapia ma pomóc czlowiekowi - powrót do chorej sytuacji, w której nastąpi nawrót "choroby" albo chorobotwórczej sytuacji - nie jest pomocą dla pacjenta, z punktu widzenia psychologa. Dlatego wiedząc to mogę ci powiedzieć, że pomimo iż mąż Ci nic nie mówił, to jeśli pani psycholog była fair, uczciwa (a nie np. się zakochała w mężu - a tak czasami bywa - ja twierdzę, że wielu psychologów powinno być pacjentami a nie terapeutami) - to mąż miał bardzo duży problem. Jaki, mogę tylko gdybać (jeśli problemem było uzależnienie od pornografii) - ale musiałbym wiecej wiedzieć co było z mężem, by może dojść do tego co mu było i Ci pomóc. Zakładam więc, że psycholog uznała, że lepiej dla Was będzie się rozstać - i że winą za to aby nie obarczać klienta i go nie obciążać wziąć i skryć w milczeniu. Ty nie wiedząc o co chodzi będziesz mniej cierpiała. Dlatego podejrzewam, ze Twój były był seksoholikiem (porno było tylko skutkiem) i pewnie robił wiele rzeczy, które gdybys sie dowiedziała byłyby dla Ciebie bardziej katastrofalne niż niewiedza...


infinity napisał/a:

A robienie wielkich tajemnic z psychoterapii? Czy ja powinnam i moge podjąc jakieś kroki, w stylu iśc do jej przełożonego i zgłosić sprawę?

Szczerze mówiąc, nic by Ci to nie dało - wprowadziłabyś w zakłopotanie jej supervisora i samą terapeutkę. Podejrzewam, że problem naprawdę był poważny (dotyczący Twojego męża) i Twoje naciski są oczywiście wynikiem poczucia krzywdy i niewiadomej. Ale jeśli np. Twój mąż był seksoholikiem, który związał się z Tobą dla alibi, a jak tylko nie wiedziałaś o co chodzi, on to wykorzystywał, by np. oddawać się orgiom sadomasochistycznym a nawet jakimś innym zboczonym praktykom, a porno było tylko efektem takim samym czyli "czymś zamiast" jak papieros dla narkomana? By wytrzymać od jednego chorego zachowania w oczekiwaniu na kolejne? Czasami niewiedza boli mniej niż wiedza a wiedza może sprawić, że sama będziesz potrzebować terapii. Czy świadomość tego co teraz piszę pomaga Ci?



infinity napisał/a:

Czy nie mam racji i tylko pogorsze tym samym moje położenie, bo ona się wkurzy i jeszcze bardziej będzie na mnie "cięta"? Czy psycholog nie jest tu niczemu "winna", tylko mąż to wszystko tak przedstawia i zniekształca?

Obawiam się, że psycholog rzeczywiście jest zupełnie "niewinna" - musi stać po stronie pacjenta, i jemu pomóc. Nie może pomóc Tobie. Psycholog ma tutaj psi obowiązek pomagania mężowi. Szkoda, że Twoja terapeutka Tobie w tym nie pomagała. Mąż też ukrywa przed Tobą wiele - bo po terapii wie, że jak się dowiesz wielu rzeczy, Ciebie może to zabić. I tak to odbieraj.


infinity napisał/a:

Jest to dla mnie ważne, bo sytuacja jest taka, że ona może być obecnie jedyną osobą, która jest w stanie do niego dotrzeć i uświadomić mu pewne sprawy.

A jakie sprawy ma mu uświadomić? Obawiam się Infinity - że Ty nie znasz swojego męża w ogóle. I nie wiesz co naprawdę się dzieje. Możesz coś tam wiedzieć, ale wiele rzeczy, jakie widzimy w rzeczywistości mogą się jawić zupełnie innymi, kiedy znamy wszystkie okoliczności na pierwszy rzut oka nieznane. Dlatego przyjmij, że jego terapeutka wie więcej od Ciebie. Więc napisz, czego ona może nie wiedzieć? Twoja terapeutka, powinna Ci wyjaśnić. Podejrzewam, że problem był na tyle poważny, że obie terapeutki doszły do wniosku, by Ciebie o niczym nie uświadamiać. Możliwe, że Twój mąż ma problemy wynikające także z tego co sama robisz. Np. gdy robisz mu awantury w domu, pogłębiając jego np. jakieś stany. Nie wiem, a nie chcę gdybać. Tak naprawdę pełnię wiedzy mają terapeutki - Ty nie musisz nic wiedzieć, jeśli to wychodzi z terapii. Często rzeczywiście nie jest to wskazane.

infinity napisał/a:

Uważam, że największym błędem było rozdzielnie nas w terapii, no ale to jest już musztarda po obiedzie...

Z tego co piszesz, nie masz zielonego pojęcia o tym co się dzieje podczas terapii. Nie wiesz też, na czym terapia polega. Więc na jakiej podstawie tak sądzisz? Myślisz, że tkwienie w związku za wszelką cenę, jest dobre dla Ciebie, męża i samego związku? Szerze, nie sądzę, by tak było. Na bazie tego co już napisałaś, podejrzewam u Was wielki problem, którego nie dostrzegasz, bo albo go nie widzisz, albo go wyparłaś. Podkreślam, nie jestem psychologiem - jestem ofiarą psychologa-psychopaty smile
Który się doskonale sam przed nim obronił smile
Życzę ci spokoju ducha.

I jeszcze odpowiem Marmoladzie

marmolada1984 napisał/a:

Niestety pewnie nie dowiesz się nigdy ?prawdy?, jeśli Twój mąż nie ma ochoty by się nią dzielić.

Powiem tak - on może i bardzo chce - ale już wie, że problem jaki ma, jest prawdopodobnie nie do przyjęcia dla współmałżonka (wiedza ta czasami może dobić - np, gdy żona odkryje, że mąż jej nigdy nie kochał za to wykorzystywał - to może spowodować furię, ból - który np.  na danym etapie terapii może być szkodliwy i dla pacjenta jak i dla jego żony. Czy ona zrozumie to? Wybaczy? Nie wiedząc np jakie są mechanizmy ucieczki albo wyparcia?). Dlatego milczy (tak mu pewnie nakazał terapeuta) ze względu na własne i żony dobro.

marmolada1984 napisał/a:

Jeśli chodzi o psychoterapeutów, to nigdy nie słyszałam o ty by psychoterapeuta prosił klienta o zachowanie tajemnicy, albo doradzał!

To mało słyszałaś :-) Terapeuta mojej byłej zaprosił na terapię kochanka byłej a nie mnie i mnie uznał za jej główny problem smile Nie mogłem tego zrozumieć dopóki nie zrozumiałem, kto był moją żoną smile Jej problemem nie byłem ja - ja byłem jej ofiarą, więc po co miałem cokolwiek wiedzieć? Sam to w końcu odkryłem smile Bardzo często terapeuci ostrzegają, by to co odkrywają pacjenci na terapii pozostało ich tajemnicą tak długo jak to jest niezbędne.



marmolada1984 napisał/a:

Możesz poczytać jakieś opinie na temat tej psychoterapeutki, oczywiście jest jakaś szansa, że to jej wina, wina jej nieprofesjonalnego podejścia itd.

Opinie o terapeutach są o kant d.... potłuc. Jak się wie, kto jest klientem i jaki miał problem, to jego opinia ni nie powie o terapeucie. To nie lekarz (jeśli już, jest to doradca umysłu ale nie lekarz. Lekarz leczy, psycholog tylko pomaga odkryć pewne przyczyny i zrozumieć skutki. Człowiek, który już wszystko rozumie, zawsze jest wdzięczny terapeucie. Terapeuci mają problem, bo na pewnym etapie pacjent niezależnie od płci może się w terapeucie zakochać - i co wtedy mówi opinia o terapeucie? Nic - nie jest wiarygodna. Druga sprawa - terapia z gruntu służy wyzwoleniu z poczucia winy. Warto o tym pamiętać.



marmolada1984 napisał/a:

Ale powiem szczerze, co ja widzę w Twojej historii. Otóż widzę, że Twój mąż to zwykły tchórz, który zwyczajnie nic do Ciebie nie czuje i nie ma odwagi powiedzieć. Więc wymyśla historie, jak to terapeutka mu doradza czy odradza to czy owo. Może nie być w tym krzty prawdy i tak to wygląda.

Myślę, że się mocno mylisz. Ja widzę, że terapia przynosi skutek. Prawdopodobnie, problem męża nie jest zupełnie zależny od jego żony, ale dalsze ich bycie razem jest szkodliwe bardziej dla jego żony. Terapeuta niczego nie doradza - psycholog zadaje pytania, stara sie wejść w umysł pacjenta, oraz pomóc pacjentowi wszystko sobie poustawiać. Jeśli psycholog doradza - mówi, co ma robić, kogo kochać, a kogo porzucić - to jest szarlatanem, d..... a nie terapeutą smile


marmolada1984 napisał/a:

Mąż zmagał się z uzależnieniem, to indywidualny problem, który raczej nie leżał w Waszej relacji. Przykro mi z powodu tego co przeżywasz.

Marmolado - nie wiemy z czym się miotał mąż naszej Rozmówczyni - jego problemy z porno, mogły być skutkiem głębszej przyczyny, tych przyczyn mogło być więcej. Nasza rozmówczyni nic nie pisze o mężu, co dla mnie jest sygnałem, że albo nie chce, albo niewiele o nim wie (podejrzewam to ostatnie). Ja nie wiem, czy współczuć Inviniti. Mam obawę, że 0na się broni przed świadomością, że tak naprawdę terapeutka męża pomogła jej się wyzwolić z toksycznego, albo skazanego na cierpienie i niepowodzenie związku. I dlatego Infinity cierpi...

8

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Sądzę że kobiety często popełniają ten błąd, że przyjmują że jest normalne, że mężczyzna nie jest uczuciowy bo "taka jest zasada", więc związanie się z mężczyzną pozbawionym uczuciowości jest do przyjęcia. Niektóre kobiety nawet błędnie zupełnie przyjmują, że mężczyzna musi być mało uczuciowy, bo wtedy nie będzie stanowczy. Skutki takiego nieprawidłowego podejścia są katastrofalne. Uważam że od początku były do rozpoznania oznaki, które ignorowałaś, że on nie jest zaangażowany w czymkolwiek poza seksem. Takie relacje muszą się sypnąć, tyle, że z jakiegoś powodu, który jest dla mnie trudny do zrozumienia, one się ciągną latami.

9

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Ty założyłaś na początku, że celem terapii jest utrzymanie Twojego małżeństwa. Niestety, w Tym obrazie nie uwzględniłaś czego chce Twój mąż, ani to co obiektywnie dla niego jest najlepsze. Wcale nie dziwię się, że mąż nie chciał z Tobą rozmawiać o jego PRYWATNEJ terapii- miał do tego jak największe prawo. Nie jesteś przełożoną w pracy, żeby z wszystkiego musiał Ci się spowiadać.

A koncentracja Twojej terapeutki na tym byś skupiła się na sobie wydaje mi się jak najbardziej racjonalna, szczególnie, że z tego co piszesz przebija desperacja, niskie poczucie wartości i patologiczna potrzeba kontroli nad drugą osobą, bo tylko w ten sposób jesteś w stanie poczuć, że coś znaczysz. Nie tędy droga- poczucia własnej wartości nie można uzależniać od innych ludzi, trzeba ją znaleźć w sobie samej.

10

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
MrSpock napisał/a:

Sądzę że kobiety często popełniają ten błąd, że przyjmują że jest normalne, że mężczyzna nie jest uczuciowy bo "taka jest zasada", więc związanie się z mężczyzną pozbawionym uczuciowości jest do przyjęcia. Niektóre kobiety nawet błędnie zupełnie przyjmują, że mężczyzna musi być mało uczuciowy, bo wtedy nie będzie stanowczy. Skutki takiego nieprawidłowego podejścia są katastrofalne. Uważam że od początku były do rozpoznania oznaki, które ignorowałaś, że on nie jest zaangażowany w czymkolwiek poza seksem. Takie relacje muszą się sypnąć, tyle, że z jakiegoś powodu, który jest dla mnie trudny do zrozumienia, one się ciągną latami.

Panie Spock - muszę się z Panem zgodzić. Tak, prawdopodobnie Pani Infinity nie dostrzegała wielu problemów, bo była zakochana ślepo (1,5 roku to jeszcze ślepota trwa). Bywa, że kobiety, które bardzo chcą być dzielne i wytrwać w związku nawet bez bliższych perspektyw, tworzą taką otoczkę, jakby wszystko było ok i nawet wydarzenia, interpretują tak, by wyszło, że on jest cudowny, kocha, etc.,.
Niestety czasami na kobietę trzeba wylać kubeł zimnej wody i chlasnąć jąpo policzkach, by się obudziła i przejrzała na oczy..
Tu mnie zastanowiło, że Małżonka nie dostrzega, ze małżonek ma głębszy problem. Nawet nie napisała, jaki rodzaj porno oglądał jej mąż - może nie wiedziała?
Mam koleżankę, która myślała, że jak jej facet oglądał gejowskie pornosy i się przy nich masturbował, to jest to całkiem ok. Jak jej wytłumaczyłem, że zdrowy heteroseksualny facet na widok penisa innego faceta może sie porzygać - a nie podniecać, a to podnieca wyłącznie gejów - zaczęła rozumieć powoli. W końcu zrozumiała, jak odkryła męża w łóżku z innym... facetem.
Ten mechanizm wypierania niestety bywa dla ludzi obu płci potwornie uciążliwy.

11

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Glosator napisał/a:

I jeszcze odpowiem Marmoladzie

marmolada1984 napisał/a:

Niestety pewnie nie dowiesz się nigdy ?prawdy?, jeśli Twój mąż nie ma ochoty by się nią dzielić.

Powiem tak - on może i bardzo chce - ale już wie, że problem jaki ma, jest prawdopodobnie nie do przyjęcia dla współmałżonka (wiedza ta czasami może dobić - np, gdy żona odkryje, że mąż jej nigdy nie kochał za to wykorzystywał - to może spowodować furię, ból - który np.  na danym etapie terapii może być szkodliwy i dla pacjenta jak i dla jego żony. Czy ona zrozumie to? Wybaczy? Nie wiedząc np jakie są mechanizmy ucieczki albo wyparcia?). Dlatego milczy (tak mu pewnie nakazał terapeuta) ze względu na własne i żony dobro.

No wiedza może dobić oczywiście. Nie jestem jednak przekonana, czy pozostawienie aż tak wielkiej przestrzeni na domysły dla infiniti jest dobre. Obecnie poszukuje ona powodu rozstania, który jest niejako niezależny od jej "kochającego męża". Jej post rozumiem tak: "mój ukochany mąż został zmanipulowany przez wredego terapeutę i przez to moje życie się rozpada". Pewnie to sprawa indywidualna, ale czy nie lepiej zwyczajnie zaakceptować, że to partner, świadomy praw i obowiązków, już nas nie chce? A takie poszukiwanie powodu, motywu poza partnerem, nie wydaje się dobrym wróżbą do przejścia w kolejny etap żałoby. To pozostawanie w etapie zaprzeczenia. 

Glosator napisał/a:
marmolada1984 napisał/a:

Jeśli chodzi o psychoterapeutów, to nigdy nie słyszałam o ty by psychoterapeuta prosił klienta o zachowanie tajemnicy, albo doradzał!

To mało słyszałaś :-) Terapeuta mojej byłej zaprosił na terapię kochanka byłej a nie mnie i mnie uznał za jej główny problem smile Nie mogłem tego zrozumieć dopóki nie zrozumiałem, kto był moją żoną smile Jej problemem nie byłem ja - ja byłem jej ofiarą, więc po co miałem cokolwiek wiedzieć? Sam to w końcu odkryłem smile Bardzo często terapeuci ostrzegają, by to co odkrywają pacjenci na terapii pozostało ich tajemnicą tak długo jak to jest niezbędne.

A to faktycznie nie wiedziałam. Słyszałam to i owo, ale ogólnie w terapii czy nie to sami o wszystkim decydujemy.

Glosator napisał/a:
marmolada1984 napisał/a:

Możesz poczytać jakieś opinie na temat tej psychoterapeutki, oczywiście jest jakaś szansa, że to jej wina, wina jej nieprofesjonalnego podejścia itd.

Opinie o terapeutach są o kant d.... potłuc. Jak się wie, kto jest klientem i jaki miał problem, to jego opinia ni nie powie o terapeucie. To nie lekarz (jeśli już, jest to doradca umysłu ale nie lekarz. Lekarz leczy, psycholog tylko pomaga odkryć pewne przyczyny i zrozumieć skutki. Człowiek, który już wszystko rozumie, zawsze jest wdzięczny terapeucie. Terapeuci mają problem, bo na pewnym etapie pacjent niezależnie od płci może się w terapeucie zakochać - i co wtedy mówi opinia o terapeucie? Nic - nie jest wiarygodna. Druga sprawa - terapia z gruntu służy wyzwoleniu z poczucia winy. Warto o tym pamiętać.

Przekonałeś mnie.

Glosator napisał/a:
marmolada1984 napisał/a:

Ale powiem szczerze, co ja widzę w Twojej historii. Otóż widzę, że Twój mąż to zwykły tchórz, który zwyczajnie nic do Ciebie nie czuje i nie ma odwagi powiedzieć. Więc wymyśla historie, jak to terapeutka mu doradza czy odradza to czy owo. Może nie być w tym krzty prawdy i tak to wygląda.

Myślę, że się mocno mylisz. Ja widzę, że terapia przynosi skutek. Prawdopodobnie, problem męża nie jest zupełnie zależny od jego żony, ale dalsze ich bycie razem jest szkodliwe bardziej dla jego żony. Terapeuta niczego nie doradza - psycholog zadaje pytania, stara sie wejść w umysł pacjenta, oraz pomóc pacjentowi wszystko sobie poustawiać. Jeśli psycholog doradza - mówi, co ma robić, kogo kochać, a kogo porzucić - to jest szarlatanem, d..... a nie terapeutą smile

No dokładnie. W zasadzie nie wiem, czemu piszesz że mocno się mylę, skoro zgadzamy się co do tego że jest to decyzja męża, a nie terepeutki.


Glosator napisał/a:
marmolada1984 napisał/a:

Mąż zmagał się z uzależnieniem, to indywidualny problem, który raczej nie leżał w Waszej relacji. Przykro mi z powodu tego co przeżywasz.

Marmolado - nie wiemy z czym się miotał mąż naszej Rozmówczyni - jego problemy z porno, mogły być skutkiem głębszej przyczyny, tych przyczyn mogło być więcej. Nasza rozmówczyni nic nie pisze o mężu, co dla mnie jest sygnałem, że albo nie chce, albo niewiele o nim wie (podejrzewam to ostatnie). Ja nie wiem, czy współczuć Inviniti. Mam obawę, że 0na się broni przed świadomością, że tak naprawdę terapeutka męża pomogła jej się wyzwolić z toksycznego, albo skazanego na cierpienie i niepowodzenie związku. I dlatego Infinity cierpi...

No pewnie, że nie wiemy. Wiemy od czego się zaczęło. Może chłopak ma mroczną tajemnicę, a może po prostu nie ma, może się wypalił. Cokolwiek. Ważne, że decyzja jest jego i autorka powinna to zrozumieć. Jeśli chodzi o jego terapię, to faktycznie może być tam wspierany, pozbawiany poczucia winy z powodu rozstania. No w końcu to jego terapia! Ma pomóc jemu, a nie małżeństwu.

12

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Wydaje mi się, że to od początku nie byliście dla siebie. Zaczynać wspólne życie od terapii? Jeszcze przed ślubem poszliście na terapię dla par? Taka terapia jest dla osób które były ze sobą latami i gdzieś się po drodze zgubiły, mają wrócić do siebie. Twój facet powinien od razu wiać a nie godzić się na terapie. Potrzebował 1,5 roku żeby zmądrzeć. Postąpił słusznie, chociaż za późno.
Sama piszesz, że masz pewne deficyty spowodowane przeszłością. Więc myślę, że on też. Skoro z Tobą był, to też ma za sobą trudne historie i też jest wykoślawiony. Terapia może go trochę naprostowała.
A że mówi to czy coś innego? To nie ma znaczenia. Mówi cokolwiek. Żebyś się odczepiła, nie traktowałbym tego poważnie.

13

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Na początku napiszę, że nie czytałam powyższych wypowiedzi oprócz Twojej oczywiście. Następnie, że przykro mi, że rozleciało Ci się małżeństwo chociaż Ty chciałaś walczyć. To przykre.

Głupio i bez sensu, że ten Twój mąż nie chce z Tobą rozmawiać, nie chce być szczery. Łaski Ci nie robi, powinien - to Ci się należy.

A z tą jego psycholog to faktycznie dziwna sprawa. Myślę, że Twój mąż trochę tu też kręci, wysługuje się nią. Nie wiem jaką ona ma umowę z Twoim mężem, ale może wzajemnie się kryją...
Pani psycholog to chyba powinna się cieszyć ze wspólnego spotkania- może to byś coś nowego wniosło. Może ona boi się swojej niefachowości w stosunku co do innych psychologów? Nie wiem.

Masz dwa wyjścia (wg mnie):
1. Dorwać męża i nie odpuścić aż nie stanie się szczery i porozmawia z Tobą,
2. Odpuścić sobie i się już nie wykańczać.

Ja bym wybrała to pierwsze rozwiązanie. Przynajmniej na tym etapie.

Pozdrawiam
Oliwka

14

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
marmolada1984 napisał/a:

No wiedza może dobić oczywiście. Nie jestem jednak przekonana, czy pozostawienie aż tak wielkiej przestrzeni na domysły dla infiniti jest dobre.

Nie jest dobre - ale ktoś uznał, mając pełną wiedzę, że będzie lepsze (nie znaczy dobre, lepsze, to o coś lepsze ale wcale nie najlepsze smile)
Moim zdaniem ta niewiedza lepsza jest niż wiedza. Podejrzewam, zgodzę się tutaj z jednym z przedmówców, że Infinity jest osobą, potrzebującą trzymać kontrolę nad otoczeniem. Jeśli tak jest, milczenie i niewiedza ze strony terapeuty jest rzeczywiscie mocno uzasadniona. Jeśli współmałżonek ma silną potrzebę kontrolowania i decydowania o działaniu drugiej osoby, nie ma innej metody, jak odciąć taką osobę od wiedzy i danych. I wtedy zrozumiałe jest, że Infinity czuje się niepewnie. Z tego co pisze wynika, że gotowa jest rozpocząć własne śledztwo, nawet donosić na terapeutę, który w jej przekonaniu zachiowuje się źle. Nie widać, aby Infinity widziała, że to ona może działać źle...

marmolada1984 napisał/a:

czy nie lepiej zwyczajnie zaakceptować, że to partner, świadomy praw i obowiązków, już nas nie chce? A takie poszukiwanie powodu, motywu poza partnerem, nie wydaje się dobrym wróżbą do przejścia w kolejny etap żałoby. To pozostawanie w etapie zaprzeczenia.

Oczywiście, że lepiej. Ale wiele kobiet, szczególnie takich, które same nie potrafią dojść do właściwych wniosków i jeszcze nie wiedzą w ogóle co się dzieje - chcą wiedzieć wszystko bo myślą, że wiedza je wyzwoli. Jak bym powiedział każdej kobiecie, że nie trzeba wiedzieć wszystkiego, by zrozumieć, że ktoś nas nie chce i jak nas nie chce, to nieważne są powody tylko sam fakt "nie chcenia nas" jako wystarczający, by powiedzieć: Dziękuję i nie do zobaczenia?! Ja rozumiem fakt żałoby u osób, które odkrywają, że nie są kochane, pożądane i są po prostu niechciane. Jestem w stanie zrozumieć, czemu chcą wiedzieć, dlaczego ktoś ich nie chce. Że jest to niestety efekt niewiedzy i niewielkiej dojrzałości emocjonalnej, jeśli taka wiedza jest im potrzebna. Ale wiem też, że nie zrozumieją tego, że przyczyna nie jest tu w ogóle ważna - ważne, że nas nie chcą i już. Taka odpowiedź zadowoli tylko osobę, która to rozumie smile Co pomoże Infinity wiedza o tym, poza zaspokojeniem ciekawości - że jej mąż nie chce z nią być? Ja mogę powiedzieć, że wciąż nieliczne są kobiety, które słysząc od faceta (ale dotyczy to też mężczyzn, którzy są porzucani przez kobiety): Nie chcę z Tobą być !-  potrafią odpowiedzieć: Nie chcesz? To spadaj! i się odwracają wzruszając ramionami bo same już to wiedzą!  Bez potrzeby słuchania kłamstw i czyichś wynurzeń! To wymaga jednak bycia twardym i bardziej dojrzałym.

marmolada1984 napisał/a:

No dokładnie. W zasadzie nie wiem, czemu piszesz że mocno się mylę, skoro zgadzamy się co do tego że jest to decyzja męża, a nie terepeutki.

Teraz widzę, że nie wiem czemu tak pomyślałem. Za dużo myślałem? Sorry smile Faktycznie tu się zgadzamy. Czytając jeszcze komentarze innych widzę, że rzeczywiście, terapeutka uznała prawdopodobnie, że Infinity za bardzo chce kontrolować sytuację. I dlatego ją odsunęły od danych. Infinity musi się zastanowić, czy przypadkiem ta cecha w jej relacji nie doprowadziła właśnie do całej sytuacji.

15

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Glosator,
bardzo zaintrygowało mnie to co napisałeś:

"Tak na przyszłość - przyda Ci się w życiowych sprawach - jak nie wiesz co się stało, patrz na skutki działania, którego nie rozumiesz.
Skutki wiele mówią o przyczynach. "
mógłbyś rozwinąć ten wątek?

ja rozumiem autorkę i ma to związek właśnie z moim pytaniem do Ciebie.
Autorka nie wie co się stało (sama miałam podobnie-stąd moje pytanie).
Tak jak piszesz-ona nie ma bladego pojęcia o mężu.
Ale bardzo potrzebuje tej wiedzy i desperacko jej szuka (próbując to wyciągnąć od niego i jego terapeutki)
ale wszyscy trzymają buzię na kłódkę. Ty piszesz, że prawda może ją zabić.
Nie jestem pewna. Ją jak widać zabija brak prawdy, niewiedza.
Być może jakby się dowiedziała, że jej mąż jej nigdy nie kochał albo, że jest seksoholikiem (cokolwiek) to by poczuła się wyzwolona i sama zadecydowała, że nie chce z nim być. Mogłaby sama zadecydować o własnym losie, a tak to się miota. jak to mówią "Prawda nas wyzwoli, ale najpierw mocno kopnie nas w dupe"
Moim zdaniem wielką krzywdą jest zostawianie tej kobiety bez wyjaśnień.
Sama zostałam odepchnięta bez wyjaśnień, do dziś się zastanawiam co się do cholery stało. Rozumiem co może czuć autorka.

16

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Glosator napisał/a:
marmolada1984 napisał/a:

czy nie lepiej zwyczajnie zaakceptować, że to partner, świadomy praw i obowiązków, już nas nie chce? A takie poszukiwanie powodu, motywu poza partnerem, nie wydaje się dobrym wróżbą do przejścia w kolejny etap żałoby. To pozostawanie w etapie zaprzeczenia.

Oczywiście, że lepiej. Ale wiele kobiet, szczególnie takich, które same nie potrafią dojść do właściwych wniosków i jeszcze nie wiedzą w ogóle co się dzieje - chcą wiedzieć wszystko bo myślą, że wiedza je wyzwoli. Jak bym powiedział każdej kobiecie, że nie trzeba wiedzieć wszystkiego, by zrozumieć, że ktoś nas nie chce i jak nas nie chce, to nieważne są powody tylko sam fakt "nie chcenia nas" jako wystarczający, by powiedzieć: Dziękuję i nie do zobaczenia?! Ja rozumiem fakt żałoby u osób, które odkrywają, że nie są kochane, pożądane i są po prostu niechciane. Jestem w stanie zrozumieć, czemu chcą wiedzieć, dlaczego ktoś ich nie chce. Że jest to niestety efekt niewiedzy i niewielkiej dojrzałości emocjonalnej, jeśli taka wiedza jest im potrzebna. Ale wiem też, że nie zrozumieją tego, że przyczyna nie jest tu w ogóle ważna - ważne, że nas nie chcą i już. Taka odpowiedź zadowoli tylko osobę, która to rozumie smile Co pomoże Infinity wiedza o tym, poza zaspokojeniem ciekawości - że jej mąż nie chce z nią być? Ja mogę powiedzieć, że wciąż nieliczne są kobiety, które słysząc od faceta (ale dotyczy to też mężczyzn, którzy są porzucani przez kobiety): Nie chcę z Tobą być !-  potrafią odpowiedzieć: Nie chcesz? To spadaj! i się odwracają wzruszając ramionami bo same już to wiedzą!  Bez potrzeby słuchania kłamstw i czyichś wynurzeń! To wymaga jednak bycia twardym i bardziej dojrzałym.

Oczywiście zadawanie sobie pytanie "ach dlaczego?" jest stratą energii. Być może jest niedojrzałe, a na pewno zdradza nasze deficyty. Czy teraz już będę należała do grona "nielicznych" o których piszesz? Nie wiem. Ale czegoś się mam nadzieję nauczyłam o sobie.

17 Ostatnio edytowany przez Oliwka73 (2015-01-28 12:40:25)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
sosenek napisał/a:

Moim zdaniem wielką krzywdą jest zostawianie tej kobiety bez wyjaśnień.
Sama zostałam odepchnięta bez wyjaśnień, do dziś się zastanawiam co się do cholery stało. Rozumiem co może czuć autorka.

Ja też tak uważam, że Autorce należy się wyjaśnienie. Myślicie, że to (jakaś tam prawda) ją bardziej skrzywdzi. Nie sądzę.

Autorko, a ja jestem ciekawa jak długo znałaś mężą przed ślubem? Jak jego życie wcześniej wyglądało? Kim on jest?

18

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

"Nie chcę z Tobą być !-  potrafią odpowiedzieć: Nie chcesz? To spadaj! i się odwracają wzruszając ramionami bo same już to wiedzą!  Bez potrzeby słuchania kłamstw i czyichś wynurzeń! To wymaga jednak bycia twardym i bardziej dojrzałym."

jedno nie wyklucza drugiego.
mnie partner odpychał, ale jednocześnie chciał ze mną być.
Już miałam tego dość i po zdaniu "mam wątpliwości co do naszej przyszłości, ale nie chcę się rozstawać", kiedy nie chciał mi wyjaśnić O CO MU CHODZI i ROZMAWIAĆ to powiedziałam "a to się goń, zasługuję na coś lepszego" i się wyprowadziłam. tak więc można mieć jaja, myślę, że je mam (odeszłam mimo, że kochałam, ale musiałam myśleć o sobie) ale jednocześnie nadal się zastanawiać (co ja mogę na to, że mózgownica pracuje).
gdyby rozstanie traktować jak cięcie szubienicą i następnego dnia żyć jakby nic się nie stało to chyba byłoby dziwne.

19

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
sosenek napisał/a:

Glosator,
bardzo zaintrygowało mnie to co napisałeś:

"Tak na przyszłość - przyda Ci się w życiowych sprawach - jak nie wiesz co się stało, patrz na skutki działania, którego nie rozumiesz.
Skutki wiele mówią o przyczynach. "
mógłbyś rozwinąć ten wątek?

Ależ proszę uprzejmie, mam chwilę wolną, czekam na coś, wiec mogę popisać ale będzie to nudne. Ale mam nadzieję, że w końcu mnie tu nie wyrzucą, bo Admini mogą uznać, że ja się za bardzo panoszę smile
Otóż - Autorka Wątku ma pełną wiedzę o swoim związku (ja jej nie mam). Ty też jak piszesz, chciałabyś wiedzieć, coś czego myślisz, że nie wiesz. Zacznę od początku - każda akcja ma swoją reakcję. Każda przyczyna ma swój skutek. Każdy skutek ma swoją przyczynę.
To są zasady rządzące naszą częścią Wszechświata. Nie chcę opierać się na doświadczeniach naszej Rozmówczyni, ale podam przykład. Mamy kogoś, kto nagle bez słowa się z nami rozstaje. Nie jest ważne jak, gdzie, kiedy - dzisiaj jest z nami, jutro mówi, "sorry, ale nie możemy być dalej razem" pa, da svidania :-). Oczywiście naturalne jest, że chcemy znać przyczynę. Mamy masę danych, często nieuświadomionych a ta osoba odchodzi i znika a my nie wiemy dlaczego. My zostajemy z danymi, i nie wiemy od czego zacząć. Punktem zaczepienia naszego myślenia jest wiedza jaką posiadamy o drugim człowieku, oraz sposób, w jaki się z nami rozstał. Czemu nas zostawia i nie mówi dlaczego? A co się stanie, jak nam powie, dlaczego odchodzi? Co jest ważniejsze dla nas - czy to, że odchodzi, porzuca nas czy dlaczego to robi? A skąd ja wiem, że to co mi powie jest prawdą? - wiedząc coś o innym, możemy coś sobie uzmysłowić.

Ale może też kłamać? Jeśli nie chce nam powiedzieć, ma powód. Każda z Pań i każdy z Panów zada pytanie - ale dlaczego nie mam znać tego powodu? No druga strona ma 100 powodów, by nam nie powiedzieć. Cokolwiek zaś powie, może być prawdziwe lub fałszywe.
Załóżmy, że to co by nam powiedział jest prawdą - co to zmienia? Powie - znudziłaś mnie, kocham inną. Powiedzmy, że to prawda - cierpimy, szukamy winy w sobie - a to, że ktoś nas opuścił i tak opisał przyczynę - będzie miało takie znaczenie, że już do końca naszych dni, będziesz szukała w sobie tego, co nudne i co nudzi innych. Ma to jakiś plus, coś Ci daje? Zapewniam, że nie.
Zaspokaja w nas tylko to poczucie niepewności, feedbacku - bo chcemy zrozumieć. Ale czy zrozumiemy? No jego zanudziliśmy i co się takiego stało? No odszedł, zostawił a może nas zdradzał. Dlaczego...?

Najważniejsze jest, że odszedł, że nas zostawił - a czemu? To nieistotne. Ważniejsze, jest że odszedł nie porozmawiawszy z nami. Czemu nie rozmawiał? No miał nas głeboko gdzieś. Tu sięgamy po wiedzę o nim, zastanawiamy sie kiedy nas tak traktował, i czemu... Jeśli tego nie robił, mamy zagadkę - zadajemy kolejne pytania i dręczymy się tylko po co? Jeśli nas zostawił, nie byliśmy dla niego ważni, nie byliśmy wartością - ale co to zmienia, czy przez to stajemy się mniej wartościowi? Nie. Dla niego nie byliśmy cąłym światem - będziemy dla kogoś innego!
Jakakolwiek była więc przyczyna - oznacza to tylko jedno - nie był nam pisany, to był błąd, że się spotkaliśmy, że byliśmy razem. Masz czas zastanowić się, co Was łączyło czym się różniliście, masz czas zdobywać i poszerzać wiedze. By nie popełnić kolejnych błędów.
W tych relacjach męsko - damskich - co jest ważniejsze, dlaczego ktoś nas opuścił czy że nas opuścił? Ludzie tracą życie, i jak byli głupi tak są głupi, bo wydaje im się, że osoba, która nas opuszcza, ma więcej wiedzy o przyczynach odejścia. Ważniejsze nie jest więc dlaczego nas opuszcza, ale że nas opuszcza. A jeśli odkryjesz, że ważniejsze jest, że nas opuścił, a nieważne jest, dlaczego, bo to nie ma znaczenia - to czemu zaprzątasz sobie tym głowę? Jak poznasz przyczynę, to on wróci? Albo inny Cie nie opuści?
To co opisałem, ponieważ nie mamy wiedzy o drugim człowieku, nie możemy usiąść nad konkretnym casem - trudno jest wskazać, jak po skutku, można trafić do praprzyczyny wszystkiego. Nie należy wierzyć temu, co mówią inni. Zwykle kłamią uzasadniajac odejście, więc nie jest istotne to co mówią.

Autorka wie, co się stało - niekoniecznie ma to uświadomione. Tak wygląda konkret od względem psychologicznym. Autorka oczekuje, że obcy ludzie, na tym Forum powiedzą jej to, czego nie powiedział jej mąż. Ale jeśli weźmie sobie kartkę - podzieli ją na połowę i po jednej stronie napisze co wie o swoim mężu - to po 120-kartce odkryje, to czego teraz sobie nie uświadamia. Zapewniam, że Autorka wie, ale nie jest tego świadoma, albo jest świadoma, ale nie chce tergo zaakceptować. Ona sporo o mężu wie - o ile pamiętam, zna go 2,5 roku!
To szmat czasu - problem w tym, że ta wiedza jej już do niczego nie jest potrzebna. Nawet jak się dowie, czemu odszedł, jakie były tego przyczyny, ich związek umarł. Ciekawi mnie bardziej pytanie - czemu tak desperacko szuka odpowiedzi. Ja bym pomyślał, stworzył parę hipotez, zobaczył, czy się kupy trzymają a na końcu się zastanowić - co było takiego między nami, że po terapii facet się zawinął.
Tak, napisałem, że prawda może ją zabić, może sprawić, że się zamartwi. Nie chcę tu gdybać, bo jestem odpowiedzialny i jak napiszę coś, co przypasi, nie chce brać odpowiedzialności za schizę, w jaką się dziewczyna właduje. Ja na bazie tego co napisała twierdzę, że w jej przypadku "niewiedza jest błogosławiona". Niestety.
Widzisz, nie jestem pewien, czy poznanie prawdy zmieniłoby w niej cokolwiek. Zakładam, że terapeuta, jej mąż doszli do wspólnego wniosku, że lepiej będzie nic nie mówić. Ja wiem, że babska ciekawość nie zna granic. Ale to naprawdę nie ma znaczenia. Może kiedyś się spotkają i on jej powie? Teraz jest to zbyteczne. Ta wiedza służy tylko zaspokojeniu ciekawości, owszem, wiem, że to męczy ale to tylko zaspokojenie jej potrzeby. Już może decydować o swoim losie. Wie, że nie będą razem, może się (jego) spakować, wyprowadzić i zacząć leczyć rany, oraz przeanalizować to, co jej terapeutka powiedziała na jej terapii, o czym nam nie napisała nic. Nie uważam, że w każdym przypadku powiedzenie prawdy jest dla ludzi szczęśliwe. Czasami musimy skłamać, albo milczeć, by kogoś bardziej nie skrzywdzić.
Piszesz, że sama zostałaś odepchnięta bez wyjaśnień - a może po prostu do dzisiaj nie zrozumiałaś wyjaśnień? Albo czegoś nie dosłyszałaś? A może Twój były Ci to mówił milczeniem, gestami, czynami, a Ty tego po prostu nie rozumiesz? To co Ty doświadczyłaś, jest czymś zupełnie innym niż to co doświadcza Autorka. Jesteście różne, mieliście różnych panów, różne doświadczenia, wszystko Was różni - to co czujesz, to tylko współczucie, ale nie wiesz czy słusznie. Bo może być też tak, że to Ona jest sprawcą, a mąż ofiarą i co wtedy?

Nie wiemy nic. Wiemy tylko tyle co napisała autorka, dlatego bądźmy ostrożni i we wspólczuciu jak i we wnioskach.

20

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Glosator napisał/a:

To, że psycholog zdecydowała, że terapie będziecie mieli osobno, w ich ocenie to tego wymagało. Prawdopodobnie, rzeczywiście mieliście różne problemy, których rozwiązanie na terapii rodzinnej w ich ocenie nie miało sensu.

Przyszliśmy tam RAZEM. Razem chcieliśmy walczyć o nasz związek, popracować nad KOMUNIKACJĄ. Trudno chyba osiągnąć taki cel w pojedynkę. Fakt, każde boryka się z czymś innym, ale poszlismy tam, by przezwyciężyć indywidualne ułomności dla NAS. Taki wtedy wydawał się być nasz cel, a nie mój cel.
Chyba najlepszym systemem byłaby sytuacja, w której część wizyt jest indywidualnych, a część wspólnych, o ile sie tak da.
Moim problemem jest to, że jestem z rodziny z przemocą, co mocno zarzutowało na moje dalsze życie, na silna potrzebę akceptacji i bliskości, na niską samoocenę, która została zmiażdżona świadomością, że mąż woli porno ode mnie. Jego problemem była nieumiejętność podjęcia rozmowy w kryzysie, rezygnacji z porno, ucieczka w samotniczy tryb, strach przed 'dorosłym' życiem, obowiązkami.
Nie rozpisywałam się zbyt wiele o mnie i o nim, bo o tym pisałam w innych wątkach i nie chciałam tego powielać, żeby znów temat nie został ucięty przez moderatora, jako powielanie wątku.

Glosator napisał/a:

Tak - tajemnica zawodowa (psychologa) uniemożliwia rozmowę z współmałżonkiem pacjenta. Na bazie tego co napisałaś wynika, że pomimo zgody męża, psycholożka nie zdecydowała się z tobą porozmawiać. Powiem Ci, ze trudno to zrozumieć, bo mając wiedzę o mężu i jego problemach, spokojnie mogła Ci pomóc. Ale rozumiem jej decyzję - nie chciała stwarzać skomplikowanej sytuacji, kiedy ona coś będzie wiedziała a nie będzie mogła powiedzieć, a bojąc się, że jakoś to ujawni, popełni zawodowe faux paus. Dlatego zasłanianie się tajemnicą zawodową jest zasadne. To co robił mąż mogło być zasadne - jeśli miał poważny problem, psycholog mogła zastrzec by czegoś Ci nie mówił, by sobie nie zrobił kuku

Tak jak już pisałam, zgoda męża powinna być równoznaczna ze zwolnieniem z tajemnicy. Tak mi inny psycholog powiedział. Oczywiście przy założeniu, że ma to na celu dobro pacjenta. Nie wydaje mi się, żeby jego problemy były aż tak potworne, że moja o nich wiedza byłaby taka straszna. Poza tym uważam, że lepiej znać najgorszą prawde niż żyć w nieświadomości. Mąż nie jest seksoholikiem, nie ma dewiacji, ogląda 'normalne' porno (widziałam). Problem z tym porno był tak naprawdę taki, że nakładał się ze spadkiem ochoty na seks ze mną. Wobec mnie był zmęczony, bez ochoty, z niskim libido, a na masturbację siły miał. I to mnie bardzo bolało.

Wiem tez, że pierwszorzędną zasadą jest pomoc pacjentowi. Tylko trzeba sobie jeszcze zdawać sprawę z tego, że to co jest dla niego OBECNIE dobre, nie musi być dla niego dobre i zdrowe globalnie. Mąż zawsze był typem samotnika, nie ma żadnych przyjaciół, kolegów, ma słaby kontakt z rodziną. Ale mimo to zdecydował się na jeden związek, z którego odszedł, potem na następny ze mną, potem mnie zostawił miesiąc po zaręczynach, ale ponownie wrócił, bo on jest nieszczęśliwy jednak sam i żyć beze mnie nie może. Związał się ze mną będąc od początku świadomym, że ja potrzebuję dużo ciepła, czułości. I przez 2 lata mi to wszytko dawał, chciał dawać. Byliśmy bardzo blisko i byliśmy szczęśliwi. Ale był to czas, gdy nie mieszkaliśmy ze sobą. Teraz mąż ma znów fazę samotniczą, on potrzebuje bardzo dużo samotności, realizowania się samemu, grania na kompie czy jeżdżenia na rowerze. Takie też ma wzorce ojca- wycofanego, spędzającego dni wolne od pracy nie z rodziną, z żoną, tylko samotnie na rybach czy w lesie. A tu nagle jestem ja w domu i śmiem od niego oczekiwać pomocy w sprawach domowych, zajęciu się naszym zwierzakiem, śmiem oczekiwać czasu razem. I jeszcze śmiem mu powiedzieć "chłopie jak ty sobie to wyobrażasz jak będą dzieci, skoro teraz masz g... do roboty, a wtedy to dopiero będą obowiązki". I on ma tego dość, on się czuje osaczony, że ja uzurpuję sobie prawo do spędzania z nim czasu non stop. Co jest nieprawdą, bo długo nie mówiłam mu nic, jak prawie codziennie spędzał 40-50% czasu od przyjścia z pracy do pójścia spać przed kompem i znikał na pół soboty na rower. Ja zaczynałam już coś mówić, jak czułam, że on woli te gry i to porno niż mnie. Czasu wolnego było w ogóle bardzo mało, jak on wracaliśmy przed 18 z pracy, a po 22 kładliśmy się spać. A tu trzeba jakieś zakupy, posprzątać, w jeden dzien  on wieczorem do psycholog, w drugi ja, jeszcze moja rehabilitacja czy angielski. I jak już po 3-4 dniach nastawał wolny dla mnie i jego wieczór albo weekend, to on np. wolał pograć czy iść na rower. I dla mnie było to przykre.
Wracając do tego dobra pacjenta. Teraz dla niego pewnie 'lepiej' jest odejść i być samemu, nacieszyć się wolnością. To jest obecnie jego 'dobro' i szczęście. Ale to się kiedyś skończy i pewnie znów zatęskni za związkiem. I znów się z kimś zwiąże, ktoś się zaangażuje, a on go potem znów zostawi, bo zachce się mu wolności i życia 'kawalerskiego', po najmniejszej linii oporu. I czy to ma być to jego dobro?

No chyba, że poszuka tym razem kobiety takiej jak on i będą żyć razem a osobno, każdy się będzie sam realizował, a od czasu do czasu jak zatęsknią, to spędzą czas razem. I będzie cacy. Tylko, że to wszystko dzieje się moim kosztem, moim przeżywaniem, łzami, nieprzespanymi nocami, walką i rozwodem w wieku 28 lat z kimś, kogo mimo wszystko bardzo kocham. Dlaczego nie związał się wcześniej z kimś takim, tylko z taką osobą jak ja? Ja nic przed nim nie ukrywałam, wiedział jakie mam potrzeby, że chcę związku w którym się jest, a nie bywa. Po co do mnie wracał po tych zaręczynach? Po co brał ze mną ślub? Przecież to jest jakieś zobowiązanie, to powinna być przemyślana decyzja. Dlaczego jego psycholog ma zrzucac z niego całą odpowiedzialność, dla jego 'dobra', a ja mam przez to cierpieć?

21 Ostatnio edytowany przez Pirx (2015-01-28 15:00:38)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Glosator,
Przeczytałem Twoją wypowiedź i muszę się z dużą jej częścią nie zgodzić.
Wniosek który się nasuwa z obrazu i skutków jest taki że dopuszczasz aby druga osoba bawiła się w Boga.Rodzica. "Czemu ode mnie odchodzisz - bo tak będzie dla Ciebie najlepiej".
To samo się tyczy wyjaśnienia ,czemu odchodzisz.Decyzję podjąłeś ,ok. Dobrą dla siebie - popieram! Ale koszt poniesie druga osoba pozostawiona bez wyjaśnień.Jak przedmiot.
A dorosły człowiek to nie psiak.

Jako osoba , to ja decyduję co jest dla mnie przykre. W momencie w którym ktoś uznaje że robi coś dla mojego dobra, czy też z tego powodu uznaje że jakaś informacja zatajona przede mną może mnie zranić, stawia się nade mną.W roli lalkarza pociągającego za sznurki. A ja zawszę mówiłem moim partnerkom :" Mów prawdę, bo prawda mnie nie boli.Jeśli mam Ci ufać a Ty mnie bądź szczera". I z tymi z którymi tak było do tej pory jesteśmy w kontakcie. I zawsze możemy na siebie liczyć, bo o ile uczucia wygasły , pozostała pewność i swoiste 'bezpieczeństwo".
Wszędzie i każdemu z czasem uświadamiam że może być otwarcie przy mnie czy do mnie wyrażać swoje zdanie.

O ile rozumiem Twoje bogato jak to przedstawiłeś doświadczenia, pozwalasz sobie na pewną formę mentorskiego podejścia, prawd uniwersalnych.

"Powie - znudziłaś mnie, kocham inną. Powiedzmy, że to prawda - cierpimy, szukamy winy w sobie - a to, że ktoś nas opuścił i tak opisał przyczynę - będzie miało takie znaczenie, że już do końca naszych dni, będziesz szukała w sobie tego, co nudne i co nudzi innych. Ma to jakiś plus, coś Ci daje? Zapewniam, że nie."

Ma to Plus, ale sam go nie dostrzegasz.

Nie znasz konstrukcji osobowości Autorki. To ona decyduje co dla niej dobre. Jej decyzja była - poznać prawdę.I wbrew pozorom, jej mąż był jej to winien. Rozumiem że terapeuta pomaga pozbyć się poczucia winy, ale jeśli z takiej terapii wynika zaprzeczanie i unikanie skutków własnych decyzji to nie jest ok. To ona w sobie przepracuje pytania. Itd. On jest odpowiedzialny za swoją decyzję, ale współodpowiedzialny za żonę.Dlatego konsekwencją tego jest 'ciężar' złożenia wyjaśnień jej z tej decyzji.Bo w tym przypadku dotyczy dwojga ludzi.
Terapeuta kieruje się dobrem pacjenta - w porządku. Ale (wg mnie oczywiście) dalekosiężnym celem powinno być osiągnięcie dojrzałości i odpowiedzialności za własne czyny.

W swoim bezpośrednim otoczeniu mam dwie takie osoby, których terapia zakończyła się złym wynikiem.
Nadal nie widziały nic złego w swoim postępowaniu i tylko pogłębiły swoje zachowania.Wyzbyły się owszem poczucia winy, ale skutkiem tego były jeszcze większe występki.Raniące bezpośrednio bliskich, i tym osobom było daleko do równowagi, nie mówiąc o dojrzałości emocjonalnej. W efekcie po kolei każdy mówił im 'Dość'. Wyizolowały się, i.... jest z nimi jeszcze gorzej.Do tej pory wypierają że stan rzeczy jest wynikiem ich postępowania, i jeszcze bardziej wierzą że nigdzie nie popełnili błędów.

Skutek przypominał uświadomienie gwałciciela że jest skoro jest mu dobrze z dokonywaniem gwałtów, to w porządku że gwałci. Niech nie odczuwa z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.I że nie ma w tym nic złego.
Nie ma w tym nic co pomaga w spojrzeniu na siebie i dostrzeżeniu źródła problemu.

To właśnie niepewność co do powodów wywołuje szkody, nie okresowe rozbicie bólem. Ból,emocje nawet negatywne trzeba przeżywać i przepracować.

Nie przykładajmy szablonu do wszystkiego.

22 Ostatnio edytowany przez infinity (2015-01-28 15:29:35)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Glosator napisał/a:

Tak, prawdopodobnie Pani Infinity nie dostrzegała wielu problemów, bo była zakochana ślepo (1,5 roku to jeszcze ślepota trwa). Bywa, że kobiety, które bardzo chcą być dzielne i wytrwać w związku nawet bez bliższych perspektyw, tworzą taką otoczkę, jakby wszystko było ok i nawet wydarzenia, interpretują tak, by wyszło, że on jest cudowny, kocha, etc.,.
Niestety czasami na kobietę trzeba wylać kubeł zimnej wody i chlasnąć jąpo policzkach, by się obudziła i przejrzała na oczy..
Tu mnie zastanowiło, że Małżonka nie dostrzega, ze małżonek ma głębszy problem. Nawet nie napisała, jaki rodzaj porno oglądał jej mąż - może nie wiedziała?

Dostrzegałam wiele moich problemów i jego. Ale, i pewnie tu jest mój błąd, myślałam, że nikt nie jest idealny i jak się chce, to można nad sobą pracować i wypracować kompromis, jak się kocha i się chce. Przed ślubem chcieliśmy obydwoje, potem w toku tej całej psychoterapii już chyba tylko ja. Co do typu porno napisałam powyżej.
Nie jestem w stanie wszystkich aspektów całej sytuacji streścić w kilkunastu zdaniach.
Oliwka73- jeśli chcesz, to poczytaj proszę moje posty w innych wątkach, tam opisałam więcej odnośnie naszego związku.
Mi tu głównie chodzi o postawę jego psycholog w całej tej sytuacji w momencie kiedy ta kobieta rozmawiała ze mną kilkanaście minut przez ostatnie 1,5 roku.

Odnośnie tej kontroli otoczenia. Pewnie macie trochę racji, mam to niestety po mamie. Chciałam tylko zaznaczyć, że jak on tam chodził, to ja się go nigdy nie wypytywałam a co było, a co mówił, a co ona na to. Nie. Ale jak sam zaczął o tym mówić, poruszając kwestię bezpośrednio związaną ze mną, po czym w połowie wątku kwitował, że on nic więcej nie powie, bo to tajemnica, to sory. To mógł nic nie mówić. A teraz? Teraz chciałam pogadać z tą psycholog, żeby ona pozwoliła mi to wszystko zrozumieć i żeby ona tez wiedziała, jak to wygląda z drugiej strony, zweryfikować pewne rzeczy. Bo jego terapia i to co on na niej mówi odbijają się na mnie.

Dla mnie póki co reakcja na słowa "nie chcę z Tobą być" w stylu "Nie? to spadaj!" to nie jest przejaw dojrzałości. Taka postawa przyczynia się wg mnie do masowych zdrad, rozstań i rozwodów, bo ludzie nie potrafią w ogóle zawalczyć, wyjaśnić, porozmawiać, iść na jakiś kompromis. A potem się słyszy/ czyta: ojeju, ale byłem głupi, że odszedłem, ile bym dał by cofnąć czas, ale jest już za późno. Okazuje się, że obie strony wchodzą w nowe związki, ale są nieszczęśliwe, bo myślą o byłych. Oczywiście są też przypadki, że rozstanie wychodzi wszystkim na dobre, nie neguję tego. I owszem zgadzam się, że w pewnym momencie trzeba potrafić odpuścić, pogodzić z tym co się stało, bo na siłę się nie da.
Ale odwracanie się na pięcie, bez rozmowy, bez wyjaśnienia, w momencie kiedy to nie jest gówniarzeria tylko MAŁŻEŃSTWO i to do tego sakramentalne, jest dla mnie porażką. Dla mnie ta przysięga nie była pustymi słowami, w końcu oboje ślubowaliśmy że nie tylko na dobre, ale i NA ZŁE!
Wam łatwo mówić "zaakceptuj jego wybór, daj mu odejść, nieważne dlaczego odszedł, ale odszedł i kropka", bo stoicie z boku i nie jesteście zaangażowani uczuciowo. A ja się boję, że ta niewiedza nie pozwoli mi zamknąć tego, przeżyć żałoby i pogodzić się z tym wszystkim.


Pirx- cisze się, że mnie rozumiesz, napisałeś to, co sama chciałam w bardziej lub mniej udany sposób ująć. Że jego decyzje i rozgrzeszanie na psychoterapii to w obecnej sytuacji nie tylko jego sprawa. Dlatego tak mi zależało na wspólnej terapii, żeby ktoś usłyszał wersję obu stron i potrafił bardziej obiektywnie spojrzeć na moje błędy i jego błędy i to by było wtedy konstruktywne. A nie, każdy sobie rzepkę skrobie, wielkie tajemnice dla czyjegoś pseudodobra i nawet teraz, gdy to małżeństwo stoi nad przepaścią, odmowa spotkania ze strony jego i szanownej terapeutki, która nic złego nie widzi w jego zachowaniu.

23 Ostatnio edytowany przez Pirx (2015-01-28 15:51:22)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Dla mnie póki co reakcja na słowa "nie chcę z Tobą być" w stylu "Nie? to spadaj!" to nie jest przejaw dojrzałości. Taka postawa przyczynia się wg mnie do masowych zdrad, rozstań i rozwodów, bo ludzie nie potrafią w ogóle zawalczyć, wyjaśnić, porozmawiać, iść na jakiś kompromis. A potem się słyszy/ czyta: ojeju, ale byłem głupi, że odszedłem, ile bym dał by cofnąć czas, ale jest już za późno. Okazuje się, że obie strony wchodzą w nowe związki, ale są nieszczęśliwe, bo myślą o byłych. Oczywiście są też przypadki, że rozstanie wychodzi wszystkim na dobre, nie neguję tego. I owszem zgadzam się, że w pewnym momencie trzeba potrafić odpuścić, pogodzić z tym co się stało, bo na siłę się nie da.
Ale odwracanie się na pięcie, bez rozmowy, bez wyjaśnienia, w momencie kiedy to nie jest gówniarzeria tylko MAŁŻEŃSTWO i to do tego sakramentalne, jest dla mnie porażką. Dla mnie ta przysięga nie była pustymi słowami, w końcu oboje ślubowaliśmy że nie tylko na dobre, ale i NA ZŁE!
Wam łatwo mówić "zaakceptuj jego wybór, daj mu odejść, nieważne dlaczego odszedł, ale odszedł i kropka", bo stoicie z boku i nie jesteście zaangażowani uczuciowo. A ja się boję, że ta niewiedza nie pozwoli mi zamknąć tego, przeżyć żałoby i pogodzić się z tym wszystkim.

Tu się zgadzam w pełni.
I to jako osoba która powiedział "Odchodzę".
Chociaż kosztowało to moją żonę wiele bólu i emocji, to rozmawialiśmy z nią o tym. Spędziła ze mną 1/3 swojego życia. Efekt: dogadujemy się bez problemów, przy kontaktach z dzieckiem i poza tym.
Poczuła ból, ma swoje zdanie na to wszystko , ale nie przeszkadza nam to w traktowaniu się z szacunkiem.Mimo tego wszystkiego.
Dzięki temu obydwoje domknęliśmy nasz związek.

Infinity , ja raczej skłaniam się ku temu że to nie kontrola otoczenia lecz świadomość co się w otoczeniu dzieje. Dzięki temu akceptujesz rzeczywistość i dojrzale oraz świadomie podejmujesz decyzje 'w lewo' lub 'w prawo'.
Stałem po obydwu stronach barykady.
Kiedyś sam odwracałem się na pięcie, i mówiłem nie chcę z Tobą być. Sam zostałem tak potraktowany przez osobę ważną dla mnie i wydawało się bliską
Dopiero wtedy zrozumiałem jak ważna jest informacja "dlaczego". Z przyczynami mogę się nie zgadzać, z decyzją też.Natomiast decyzja+uzasadnienie ,nawet bolesne, jest potrzebne.To Ty infinity zdecydujesz czy prawda Cię 'zniszczy' czy po prostu ulży - nie mąż ,czy psycholog.

24 Ostatnio edytowany przez Glosator (2015-01-28 15:58:36)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Przyszliśmy tam RAZEM. Razem chcieliśmy walczyć o nasz związek, popracować nad KOMUNIKACJĄ. Trudno chyba osiągnąć taki cel w pojedynkę.

Naoglądałaś się filmów, w których na terapię małżeńską przychodzi się parami i problemy rozwiązuje się parami. W zależności od problemu, można taką terapię zrobić. Z tego co piszesz wynika jasno, że terapeuta uznał, że należy Was potraktować osobno. I tak zrobiono. Gdybyś Ty była psychologiem, może nie musiałabyś teraz zastanawiać się nad tym. Powtarzam - nie będe tu nikogo bronił. Odpowiedziałem na pytanie: Terapeuta mógł zająć się tylko mężem.


infinity napisał/a:

Moim problemem jest to, że jestem z rodziny z przemocą, co mocno za rzutowało na moje dalsze życie, na silna potrzebę akceptacji i bliskości, na niską samoocenę, która została zmiażdżona świadomością, że mąż woli porno ode mnie.

Nie jestem upoważniony ani nie mam kompetencji dotyczących robienia Ci psychoanalizy. Na tyle jestem odpowiedzialny, ale to zdanie wiele wyjaśnia. Masz wiedzę, która powinna Ci wyjaśnić, czemu Twój mąż odszedł nie mówiąc czemu. To co napisałaś pokazuje, z jednej strony jego wysoką niedojrzałość. Dla mnie to wprost dziecko. Ale ja analizuję Twoje słowa. Nie wiem ile on miał lat - ale myślę, że to wiele wyjaśnia. Przynajmniej mi. Chłopcy porzucają zabawki bez słowa, po prostu przestają się nimi interesować. Czy świadomość, że bawił się w małżeństwo a Ty byłaś dla niego już nieatrakcyjną, nudzącą go zabawką, poprawiłaby Ci humor? Jeśli tak, to pewnie on jako chłopiec tego nie odkrył. Wciąż się bawił siusiakiem i marzył o odlotowym seksie w pojedynkę. Nie jestem psychologiem, ale na bazie wiedzy stwierdzam, że nie masz na razie podstaw do obrażania się smile na terapeutę. A tego faceta, to Ty wybrałaś i może na tym się skoncentruj, czemu wybrałaś na męża dziecko, które bawi się siusiakiem patrząc na reżyserowane scenki z efektami specjalnymi, zamiast zainteresować się dorosłą, seksowną prawdziwą dziewczynką smile Powiem tak - ja go rozumiem, znam takich Panów - mnie dziwi, że Ty go nie rozumiesz. Podpowiem Ci, że stawiam iż jesteście młodymi ludźmi. Z tego co piszesz nie wiesz wiele o samcach. Chociażby tego, że mężczyźni generalnie najlepiej czują się w swoim towarzystwie. Kochamy czasami pobyć samotnie, albo w gronie innych samców. On lubił porno. Jeśli porno było dla niego tak ważne, ze postawił Cię na szali z porno - to miał spory problem. Ale musisz wiedzieć, że dawało mu na pewno więcej szczęścia (tak uważał) niż dawałaś mu ty. Nie pytaj mnie dlaczego, nie obrażaj się też na mnie, ale tak to wygląda. Sama napisałaś, że miał strach przed dorosłym życiem. Niedojrzały chłopiec nie jest zdolny do poważnych rozmów o życiu. Ty byłaś może dojrzalsza, to, że pochodzisz z rodziny w któej była przemoc sprawiło, że szybciej dojrzałaś. Biologicznie, może byliście rówieśnikami, ale psychicznie, dzieliła Was przepaść. Ty myślałaś o przyszłości, rodzinie, dziecku, a on o pornosikach, zabawkach, oraz marzeniach. Ty stawałaś się kobietą po przejściach, a on był chłopcem, któremu "dziewczyna" zaczynała się zachowywać jak nieznośna mamuśka.
Czy teraz Ci lepiej? Widzisz, ja jestem dojrzałym mężczyzną więc mogłem Ci to napisać - chłopcy kłamią, milczą, ale nie powiedzą prawdy bo im wstyd. Będą grzebać w majtkach i tego się wstydzić nie będą, ale jak pobrudzą spodenki, to zwalą na kolegę smile Tacy są chłopcy. No takiego sobie wybrałaś.


Glosator napisał/a:

Tak jak już pisałam, zgoda męża powinna być równoznaczna ze zwolnieniem z tajemnicy. Tak mi inny psycholog powiedział. Oczywiście przy założeniu, że ma to na celu dobro pacjenta

Problem w tym, że ty twierdzisz, że mąż wyraził zgodę. On mógł tak powiedzieć Tobie, ale psychologowi powiedział, że nie bo się będzie wstydził i wtedy psycholog biorąc dobro pacjenta wyżej niż Twoje, krył go. Z tego co piszesz wynika, że mąż miał spory problem ze sobą i dlatego tak mogło to wyglądać. Zaznaczam, to moje gdybanie na bazie tego co piszesz. Nic więcej.

Glosator napisał/a:

Nie wydaje mi się, żeby jego problemy były aż tak potworne, że moja o nich wiedza byłaby taka straszna.

Nie rozumiesz - Twoje zdanie, opinia, oczekiwanie - nie ma tu żadnego znaczenia. Nie jest nawet brane pod uwagę. W ocenie trapeuty, ważniejsze było dobro Twojego męża. Dla Ciebie jego problemy mogłyby być nawet śmieszne - dla niego, były potworne. On nie jest Tobą, Ty nie jesteś nim - nie porównuj się nawet z nim. To co Ty uważasz, jest ważne dla Ciebie, nie dla niego.



Glosator napisał/a:

Poza tym uważam, że lepiej znać najgorszą prawde niż żyć w nieświadomości. Mąż nie jest seksoholikiem, nie ma dewiacji, ogląda 'normalne' porno (widziałam).

Nie jesteś terapeutką, i dla Ciebie, masz prawo tak sądzić i fajnie, że tak jest. Ale nie wiesz jak jest. Zapewniam Cię, że nie jest normalne, gdy dojrzały fizycznie facet, woli pornosa od żywej żony - to poważne schorzenie. I właśnie twoje podejście do tego pokazuje, że tak naprawdę nie liczysz się z dobrem męża ale własnym. I ja to rozumiem, bo to Ty cierpisz, ale terapeuta, ma to co czujesz gdzies - ważniejszy dla niego jest jego pacjent. Ty nim nie byłaś - był nim mąż.




Glosator napisał/a:

Problem z tym porno był tak naprawdę taki, że nakładał się ze spadkiem ochoty na seks ze mną. Wobec mnie był zmęczony, bez ochoty, z niskim libido, a na masturbację siły miał. I to mnie bardzo bolało.

No więc wyjaśnię, że normalny facet, jak już sięgnie po porno, to po nim ma wielką ochotę na seks (twój mąż powinien mieć wielką ochotę na seks z Tobą) i normalni ludzie czasami oglądają pornosiki, by urozmaicić swój seks. Także w małżeństwie. Po tym mają ochotę na seks. Jeśli ktoś zaczyna bardziej lubić porno niż żywą kobietę ma nierówno pod sufitem. Wybierał marszczenie Mariana niż dostarczania sobie i Tobie ekscytujących doznań. Ty tego nie rozumiesz. Ale nie jest to normalne. Terapeuta już wiedział dlaczego tak jest a ja się nie pokuszę w zabawę w terapeutę. Napisałem Ci to, z czystym pytaniem: Czy teraz Ci lżej, kiedy uzmysłowiłabyś sobie, że Twój mąż wolał masturbację nad pornosami bardziej, niż seks z Tobą? Poprawiłoby Ci to samopoczucie?



Glosator napisał/a:

Tylko trzeba sobie jeszcze zdawać sprawę z tego, że to co jest dla niego OBECNIE dobre, nie musi być dla niego dobre i zdrowe globalnie. Mąż zawsze był typem samotnika, nie ma żadnych przyjaciół, kolegów, ma słaby kontakt z rodziną. Ale mimo to zdecydował się na jeden....

Wybacz mi, ale wywalanie na Forum publicum spraw, na które inna osoba nie za bardzo miałaby ochotę nie jest fair. Z tego co piszesz wynika jedno, że niewielka jest wiedza o tym, co dla Twojego męża było dobre. Nie podejmuję się dalej rozważać co było z Twoim mężem. Musisz sama sobie odpowiedzieć, czy bagatelizowanie problemów Twojego męża a wyolbrzymianie swoich problemów i pokazywanie, że są one większe niż jego - nie wskazuje na genezę rozpadu Waszego związku. Powiem Ci, że Ty nie masz do niego szacunku, bo może nie rozumiesz jego choroby (on jest chory). Gdyby miał raka - podejrzewam, że też byś nie rozumiała, że on w czasie choroby nie miałby zainteresowania Tobą a był skoncentrowany na sobie. Seksu też by nie było...
Masz swoją wizję związku, kochania i dokonujesz wybory, a kiedy odkrywasz, że to nie to i że trzeba coś zmodyfikować, to oczekujesz, że druga osoba zacznie robić to, co Tobie pasuje. No tak nie jest. Terapeuta uznał, że lepiej dla Was będzie jak się rozstaniecie/ Ty tego nie akceptujesz, tak jak nie zaakceptowałaś przypadłości męża. On odszedł, gdy tak naprawdę na bazie tego co napisałaś, sporo kobiet pierwsze by same odpadły. Podejrzewam, że jego przypadłość była Ci znana jeszcze przed ślubem, prawda? Jego niedojrzałość również? Ale jednak pomimo to podjęłaś decyzję o ożenku. Możesz sobie, nie mnie czy tutaj odpowiedzieć - dlaczego!?
Nie chcę też wyrokować, chociaż mam swoją teorię, którą zachowam dla siebie. Po tym co piszesz, jedna widzę, że masz sporą potrzebę postawienia na swoim.  Nie przyjmujesz do wiadomości, że coś może nie być takie jakie chciałabyś by było.
I odrzucasz to. Uwierz Infinity - że to Ty masz spory problem. I powinnaś bardziej wejrzeć w siebie, niż przejmować się odejściem męża.
Odpowiedz sobie na przykład na takie pytania: NA jakiej podstawie wybrałaś go na partnera? Czemu? Co Cię w nim pociągało? Czy nie widziałaś symptomów problemu przed małżeństwem? Czy niedojrzałość męża odkryłam dopiero po ślubie? A czemu nie przed? Czemu nie jestem w stanie zaakceptować tej sytuacji!?

Można tak w nieskończoność, ale to już by była terapia - zrób sobie taką autoterapię. Ale nie tutaj. Piszesz publicznie już za dużo.
Pozdrawiam

PS: PIRX - mnie nie dziwi, że się ze mną nie zgadzasz - bo nie zrozumiałeś tego co napisałem. Ale nie szkodzi. Twoje rady jak widzę zostały zrozumiane przez Inviniti. Oboje się dobrze dogadujecie. Ciesz mnie to - bo jesteście do siebie podobni :-)

25 Ostatnio edytowany przez Pirx (2015-01-28 16:46:35)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Nie Glosatorze... jesteś w dużym błędzie :-)
Zrozumiałem co napisałeś, natomiast mam na to po prostu inny pogląd.
Nie przeszkadza mi że nie jesteś otwarty na dyskusję.Takie Twoje prawo, lecz powstrzymaj się od oceny infinity, jak również wydawania jednostronnej opinii na temat tego co zrozumiałem, oraz czy jesteśmy we dwoje podobni.Twoje zdanie jest powierzchowne i jednostronne.
Mogę tylko zasugerować Twoją własną radę - zrób sobie autoterapię.Ale szczerą, nie opartą na haśle :"Wiem lepiej" ;-)

Pozdrawiam
Pirx

Infinity, myślę że zastanów się raczej co jest Twoim celem. Uzyskanie uzasadnienia, czy ratowanie małżeństwa.
Oceń sama.Na chwilę obecną, widzisz co było fikcją i problem leży poza Tobą, to niewątpliwie pozytyw.
Niedojrzałość męża, czy też problem jaki został odkryty jest czymś na co nie masz wpływu.

26

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

"Biologicznie, może byliście rówieśnikami, ale psychicznie, dzieliła Was przepaść. Ty myślałaś o przyszłości, rodzinie, dziecku, a on o pornosikach, zabawkach, oraz marzeniach. Ty stawałaś się kobietą po przejściach, a on był chłopcem, któremu "dziewczyna" zaczynała się zachowywać jak nieznośna mamuśka.
Czy teraz Ci lepiej?
Czy teraz Ci lżej, kiedy uzmysłowiłabyś sobie, że Twój mąż wolał masturbację nad pornosami bardziej, niż seks z Tobą?"

Glosator, ależ Ty Ameryki przede mną nie odkrywasz, ja to wiem i nie potrzebuję psychologa by mi to uświadomił smile
Ja potrzebuję go, żeby zrozumieć dlaczego on woli porno od mnie, co jest przyczyną tej niedojrzałości i co można temu zaradzić. Dla mnie np. ma znaczenie czy on to oglądał bo ja się mu znudziłam i przestałam pociągać czy dlatego, że ma zryty beret i nie ma w tym mojej 'winy'. Dla mnie ma znaczenie dlaczego on się tak zachowuje, czy ja moim zachowaniem mogłabym pomóc mu "dojrzeć" i w ten sposób uniknęlibyśmy rozwodu. Moja psycholog tak naprawdę nigdy nie powiedziała mi, że coś wobec męża robię źle. Jedynie komunikat był taki, że ja jestem tak bardzo "pro" w stosunku do niego, że robię to kosztem siebie.


"Musisz sama sobie odpowiedzieć, czy bagatelizowanie problemów Twojego męża a wyolbrzymianie swoich problemów i pokazywanie, że są one większe niż jego - nie wskazuje na genezę rozpadu Waszego związku.
Powiem Ci, że Ty nie masz do niego szacunku, bo może nie rozumiesz jego choroby (on jest chory)."

Glosator, a po czym wnioskujesz, że ja bagatelizuję jego problemy?? Jak mam zrozumieć jego chorobę, skoro niewiele jest mi dane o niej wiedzieć? Wiesz ile razy spokojnie, bez nerwów pytałam go dlaczego to ogląda? Co się mu tam podoba? Czy chciałby żebym ja w jakiś sposób się wobec niego zachowywała, żeby go zachęcić, pobudzić? Żeby się nie krępował, bo ja jestem otwarta na "eksperymenty". I wiesz co mi zawsze odpowiadał? NIC! Albo "nie wiem". Mało tego, ja mu powiedziałam nawet raz, że ok, jak to faceci robią, jak on ma taką potrzebę, to ja to jestem w stanie zaakceptować, ale pod dwoma warunkami. Że nie będzie to obsesyjne i że nie będzie to rzutować na nasz seks.
Nie wiem również jak często to oglądał. Jak bardzo było to nałogowe, nie wiem. On mi zresztą powtarzał, że już tego nie robi. Mało tego, niedługo przed jego odejściem powiedział mi, że może dlatego tak się ode mnie odsunął, bo musiał dla mnie zrezygnować z porno... No WTF? Dlaczego nie pomyślał, że robi to dla siebie, żeby się wyrwać z tej, jak to nazywasz, choroby? Albo chociaż, że dla nas? Tylko tak to zabrzmiało, jakby to była moja wina, bo on dla mnie musiał biedny zrezygnować.
Aha, pamiętam, że jednak kiedyś zapytałam go, co jego psycholog w ogóle myśli o tym porno. Powiedział, że "ja panu nie powiem czy to dobre czy złe. Ja tylko wiem, że faceci tak robią". Jak takim podejściem można wesprzeć swojego pacjenta, żeby zaprzestał działań niszczących jego i jego małżeństwo?


Na te pytania odnośnie mnie samej muszę znaleźć odpowiedź, a właściwie to ja ją w znacznym stopniu znam, tylko mam problem, żeby to w sobie zmienić. Na tej psychoterapii tego nie przepracuję, bo psycholog jest za "cienka". Dlatego zaczynam w innym miejscu, gdzie to jest psychoTERAPIA, a nie potakiwanie głową.


"Wybacz mi, ale wywalanie na Forum publicum spraw, na które inna osoba nie za bardzo miałaby ochotę nie jest fair."

A dopiero padł "zarzut", że autorka nie napisała tego i tamtego, bo pewnie nie chce smile
To po co w takim razie to forum...? Z pewnością ci wszyscy zdradzani, zdradzający, kochankowie, toksyczni rodzice i fałszywi przyjaciele mają na to forumowe wywalanie treści o nich ochotę tak? wink

27 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-01-28 17:14:43)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Kurczę, dziewczyno, czy ty nie widziałaś tego co on robi, jaki jest przed ślubem? Nie miałaś przed ślubem wątpliwości? Naprawdę ci współczuję, rozumiem, że szukasz odpowiedzi "dlaczego", ale już przed ślubem na 100% były zwiastuny tego, jak wasze małżeństwo może się układać. Pewnie myślałaś, że po ślubie wszystko się zmieni, "dacie radę" wspólnie załatać dziury lub, że małżeństwo i twoja miłość go zmienią (wydorośleje, spoważnieje, stanie się bardziej odpowiedzialny, będzie głową rodziny).

W zasadzie wkurzasz się teraz na to, że on cie tak okrutnie zlekceważył, nie odpowiedział na twoje pytania, nie gra z tobą w twoje klocki. W małżeństwie na dodatek - trudno jest ci to przełknąć. Pewnie nie raz odczułaś już takie jego zachowania przed (chociażby jak cię porzucił po zaręczynach) - dlaczego go z powrotem przyjęłaś? Co ci wtedy podpowiadała intuicja? Przecież prawdopodobnie wiedziałaś jak będzie...

A co do prowadzenia samej terapii. Nie widzę tu nic zbytnio niepokojącego. Celem terapii jest odkryć prawdę o sobie. Na początku możemy mieć różne na jej temat wyobrażenia, "cele", ale finalnie, dobrze poprowadzona, daje ukojenie, oczyszczenie, akceptację siebie i rozumienie (siebie, najbliższych) i prowadzi do podjęcia decyzji (na podstawie wiedzy, którą na własny temat uzyskaliśmy).

28

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Infinity, właśnie przeczytałam sobie Twój inny wątek dotyczący tego związku.

Sorry, ale takie małżeństwo było z góry skazane na porażkę. Wyszłaś za mąż za kogoś zupełnie do Ciebie niedopasowanego, który NAWET przed ślubem stracił zainteresowanie dbaniem o wasz związek. A Ty się uczepiłaś go bo ulokowałaś całą siebie i swoją wartość w nim. Ty za nim goniłaś, on się powoli izolował- chyba to oczywiste.

Nawet teraz kiedy on postanowił odejść, Ty desperacko nie potrafisz odpuścić. Przyjm do wiadomości wreszcie, że ZADEN facet nie zastąpi Ci poczucia własnej wartości.

29 Ostatnio edytowany przez sosenek (2015-01-28 19:43:44)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

dzięki Glosator za wyjaśnienie i twój punkt widzenia smile po części ma to sens bo poznanie prawdy faktycznie nic nie zmieni.
tylko mam wrażenie, że w naturze człowieka jest potrzeba znalezienia 'winnego' (dziecko umarło w szpitalu? trzeba znalezc winnego lekarza! kto musi byc winny!) i w efekcie co bardziej wrażliwe, słabsze jednostki zaczną tej winy szukać w sobie (nie byłam dostatecznie dobra itp), tylko te silniejsze uznają, że "to z nim było coś nie tak, że mnie zostawił". to co piszesz brzmi logicznie tyle, że na płaszczyźnie logicznego myślenia, uświadamiamy sobie to często wiele wiele miesięcy po rozstaniu. jednak na początku kiedy targają nami emocje tak jak u autorki to nie jest juz takie oczywiste i ja ją doskonale rozumiem bo "też tam byłam". zresztą pamiętam, że w jakimś wątku już się z nią spotkałam smile
Chyba kazdy widzi jaka jest autorka. Psychicznie zachwiana, ale uczuciowa, mądra osoba, chyba trochę idealistka. to ostatnie bywa zgubne, wiem coś o tym.

infinity
nie ma kompletnie nic złego w tym, że starałaś się walczyć o to malżeństwo, ale chyba już zrobiłaś co mogłaś.
odpuść. widzę po tym co piszesz, że mimo, że nie było tu twojej winy to czujesz się winna, że wam się nie udało.
musisz wybaczyć mu i musisz wybaczyć sobie. masz w sobie za duzo poczucia winy. być może on widząc to sam zrzuca na ciebie odpowiedzialność.
co do twojego męża to nie mam wiele do napisania bo to tak jak z moim (generalnie szkoda słów), niedojrzały człowiek.
niestety wiedziałaś o tym przed ślubem mimo to weszłaś w to. bez urazy (bo cię polubiłam) ale największym błędem w waszym małżenstwie było to, że się w ogóle ten ślub odbył. po takich zawirowaniach powinnaś jeszcze trochę potrwać w narzeczeństwie. a nie teraz powoływać się na klauzulę kościoła. zrozum też, że małżeństwo to nie więzienie. dla ciebie to wartość, dla niego no cóż... wiedziałaś o tym? (dla wielu ludzi to całe "na dobre i na złe" nie ma większego znaczenia).

pewnie to co napisałam nie pociesza cię, jedyne pocieszenie jake przychodzi mi do głowy to to, ze on się opamięta bo skoro jest tak niedojrzały to w swojej niedojrzałości za kilka miesięcy zmieni zdanie... w koncu papierow nie złożyl. może czeka cie potórka z rozrywki zaręczynowej.
moim zdaniem powinnaś go po prostu olać (chcąc nie chcąc i tak bedziesz musiała to kiedys zrobic).
powiedzieć to całe (piętnowane przez ciebie) "nie, to nie!" -i daj już spokój idealistko ( wink )z gadką, że to przecież sakrament (he doesn't care!, your argument is invalid)
twoja rola się skończyła. dalsza walka nie ma szans. zaakceptuj to i zmień strategie.
przymuszaniem jeszcze nikt nie zwyciężył. do miłości nikogo nie zmusisz.

30

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Dlaczego do niego wróciłam po zaręczynach?

Bo wziął całą winę na siebie, przeprosił, a przede wszystkim zmienił wiele w swoim życiu na tamten moment, zrobił "dla mnie" rzeczy, które były dla niego pół roku wcześniej nie do przeskoczenia i z których powodu (jak twierdził wtedy) mnie zostawił. Bez zająknięcia rzucił jego 'ukochaną' pracę, wyprowadził się z ukochanego domu i mamusi i przeprowadził do mnie do innego, dużego miasta. Dla niego to było wtedy naprawdę dużo. Więc dałam się nabrać, że się zmienił, dojrzał, zrozumiał. I na bazie tych zmian go przyjęłam. Dałam szansę, myśląc, że każdy ma prawo do błędu, ale grunt żeby go umieć naprawić i że jak bym odmówiła, to bym potem do końca życia myślała "a może warto było spróbować". Jak zaczęły się problemy, zobaczyłam to porno, to było tuż przed ślubem, wszystko zaplanowane, zaliczki zapłacone.  Miałam obawy, naprawdę, ale zaryzykowałam, oboje wtedy mówiliśmy, że szkoda by było teraz to zaprzepaścić. Mimo wątpliwości czułam, że wtedy jemu też bardzo zależało na nas no i ślub się odbył.

Teraz oczywiście, z perspektywy czasu można powiedzieć, że to był mój błąd, głupota i naiwność. No nic już z tym nie zrobię, mleko się wylało. Kwestia jest dla mnie teraz taka, co mogę i powinnam zrobić w obecnej sytuacji.

Wiem, że macie rację, muszę odpuścić, pogodzić się z tym. Bardzo mi trudno, jest to świeże, niewyjaśnione, a przede wszystkim go kocham i zawsze głos serca był dla mnie głośniejszy niż rozsądku sad

Jest też napewno trochę racji w tym, że jestem idealistką. Nie mam zdrowych wzorców jak powinno wyglądać małżeństwo, rodzina, mam wyobrażenia o tym, jak bym chciała, by wyglądało. Zawsze chciałam stworzyć szczęśliwą, kochającą się i szanującą rodzinę, której ja nie miałam. Zawsze żyłam hasłem, że miłość wszystko zwycięży. Dlaczego "na dobre i na złe" nic nie znaczy? Dlaczego mamy dawać przyzwolenie na bylejakość, na to, że kocham to tylko puste, ładne słowo, a słowa przysięgi są tylko po to, żeby ładnie było w kościele? Czy naprawdę trzeba tak równać w dół, żeby się w tym świecie odnaleźć? sad

Nie potrafię być w relacji trochę, mieć zdrowego egoizmu. Oprałam swoje poczucie wartości na drugiej osobie. To moja wada niewątpliwie.
Moja mama na dodatek jest bardzo toksyczna, wpędza mnie w poczucie winy, że trzeba było siedzieć cicho, dać mu spokój, nic od niego nie chcieć...

31 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-28 22:17:21)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Prowadzicie bardzo ciekawą dyskusję i we wszystkich wypowiedziach dostrzegam ciekawe i trafne spostrzeżenia.

Infinity, mam nadzieję, że nie urażę Cię tym co napiszę, mam nadzieję, że w jakiś sposób pomogę, bo dostrzegam duże podobieństwo Twojej i mojej sytuacji. Czasem osoba trzecia widzi więcej niż my sami.
Przede wszystkim, z toku Twojej wypowiedzi przebija pewna jednostronność. Skupiasz się na potencjalnej winie i jesteś gotowa obarczyć winą terapeutkę, posądzasz ją o błąd w sztuce. Z drugiej strony w moim odczuciu zupełnie odciążasz i zdejmujesz odpowiedzialność za całą sytuację ze swojego męża. Nie byłabym taka pewna, czy terapeutka faktycznie popełniła tu jakiś błąd. Może sytuacja wymagała rozdzielenia Was, ponieważ problem męża zupełnie nie nadawał się do terapii wspólnej. Starałabym się raczej wierzyć w dobre intencje terapeuty. Wcale nie z powodów o których pisze Glosator. Nie wiemy, czy faktycznie mąż miał tak straszne tajemnice, że trzeba Cię było przed nimi chronić. Nie sądzę też, aby chodziło aż taki altruizm terapeuty w stosunku do Ciebie. Może jak twierdzi Pirx mąż kategorycznie nie wyraził zgody na rozmowę Twoją i terapeutki. Może terapeutka kieruje się etyką zawodową i ma ku temu jakieś ważne powody. Pytania można mnożyć, uważam jednak że ten aspekt jest najmniej istotny.

Mnie zastanowiło co innego. Twój mąż zaczyna rozmowę o terapii potem ją ucina. Robi z tego wielką tajemnice jednocześnie prowokując Cię do pytań. No i gwóźdź wieczoru, tekst, że terapeuta doradza mu rozstanie z Tobą. Od swojego męża usłyszałam to samo (i również nie chciał się dzielić wrażeniami z terapii).  Powiem Ci, że to kompletna bzdura. Żaden terapeuta nie doradzi nikomu rozwodu. Obawiam się, że Twój mąż jest niedojrzałym manipulantem który boi się przyznać przed Tobą, że jego problem go przerósł. Być może nie ma jaj żeby przyznać się sam przed sobą, że zawalił. Próbuje jeszcze na koniec trochę Cię podręczyć, żebyś miała o czym myśleć. A Ty ? Cóż, wchodzisz w to. I jeszcze szukasz winy osób trzecich.

Kolejna sprawa która zauważyłam, również przez pryzmat swojej sytuacji. Mój mąż również miał wycofanego ojca, a nasze wspólne spędzanie czasu zaczęło wyglądać dokładnie jak u Was. Moja matka z kolei to kalka Twojej matki. Jak widzisz podobny schemat i podobnych partnerów sobie wybrałyśmy. Moja teoria jest następująca: Kobieta z przeszłością, nad wiek dojrzała ( jak zauważył Glosator), nauczona że otrzyma miłość i uwagę wtedy, kiedy będzie poświęcała dobro własne innym, spotyka niedojrzałego, nie umiejącego okazywać ciepłych uczuć, wycofanego chłopczyka, który szuka opiekunki i ratowniczki.Im bardziej on się oddala, tym bardziej ona go goni zalewa potokami uczuć, potem potokami łez, następnie wyrzutów i pretensji, bo frustracja rośnie. Niekochana dziewczynka tyle mu dała, a on nie chce się zrewanżować ! I znowu Glosator - po przećwiczeniu wszystkich taktyk, które nie przyniosły skutku w postaci bezwarunkowego kochania Ciebie, przez niego zamieniasz się w uprzykrzająca życie i kontrolująca mamuśkę. Zobacz, Ty nad chcesz go ratować, nadal jakby wbrew faktom, szukasz możliwości aby mu pomóc. Zrozum, Ty nie możesz mu pomóc. Możesz pomóc tylko sobie ( i tu ukłon w stronę Twojej terapeutki). Jeśli uświadomisz sobie, że energię którą poświęcasz jemu, nie otrzymując nic w zamian, powinnaś wykorzystać aby zaopiekować się w końcu małą, stęsknioną miłości dziewczynką w sobie, będziesz na dobrej drodze. Jeśli tę refleksje uda Ci się wcielić w życie, będziesz wolna. Przestaniesz się poświęcać i gonić za kimś kto nigdy nie da Ci tego czego potrzebujesz. Nie da Ci tego ponieważ nie potrafi dawać. Dobraliście się tak jak i my, jak puzzle, na zasadzie własnych braków i stworzyliście toksyczny układ doskonały. Łatwo mi pisać, chociaż i przede mną długa droga. Ważne aby nastawić własny radar i zacząć dostrzegać własne toksyczne zachowania. Wierzę, że uda ci się  przepracować swoje problemy. Kiedy znajdziemy się w takim momencie życie, że nie będziemy chciały ratować, udowadniać na ile jesteśmy w stanie się poświecić, przestaniemy wpadać w rozpacz bo On nie zwrócił na nas uwagi, bo nie zachował się tak jak tego oczekiwałyśmy, kiedy przestaniemy próbować kontrolować, wówczas  pomyślimy jedynie, że związek z kimś takim to fatalna pomyłka, coś jak zły sen kiedy budzisz się z ulgą, a za oknem świeci cudowne słońce...

I jeszcze jedno:

infinity napisał/a:

Jest też napewno trochę racji w tym, że jestem idealistką. Nie mam zdrowych wzorców jak powinno wyglądać małżeństwo, rodzina, mam wyobrażenia o tym, jak bym chciała, by wyglądało .

Nie potrafię być w relacji trochę, mieć zdrowego egoizmu. Oprałam swoje poczucie wartości na drugiej osobie. To moja wada niewątpliwie.

Tak Kochana, znam to. Ja też żyłam iluzją o pełnej, szczęśliwej rodzinie, własnym domku z kominkiem, otoczonym białym płotkiem i kwitnącymi magnoliami. Wyświetlałam sobie filmy tak kolorowe jak reklamy familijne smile Dla tej iluzji byłam gotowa zrobić wszystko. Przymknąć oczy na bardzo wiele spraw i ewidentnych dowodów. Aż nadszedł dzień,  kiedy iluzja prysła niczym bańka mydlana, bo to nigdy nie było prawdą.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

32

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Dziękuję Ci Purple_Rain.


A jak Tobie idzie "naprostowywanie się"? Z tego, co kojarzę z innego wątku, to mieliście iść na terapię, tak?

Bo ja mam świadomość tego, o czym piszesz i o czym piszą tu inni, tylko cała trudność polega na wdrożeniu tego w życie. Jak pokochać siebie? Jak dać sobie samej szczęście, nie szukając go w drugiej osobie? Jak to się robi? Przecież sobie tego nie wmówię, nie stanę przed lustrem i nie powiem, że jestem zawalista i zawaliście jest mi samej w domu. Jak sprawić, żeby samotne wykonywanie różnych czynności, samotne wyjście na miasto, fitness czy zakupy zaczęło mnie cieszyć? Jak konkretnie to w sobie poprzestawiać? Jak konkretnie sprawić, żeby zacząć w to wierzyć? Bo każdy mi mówi, co powinnam zrobić, ale nikt nie mówi jak to się robi w praktyce... A ja tego nie umiem, naprawdę mimo chęci nie wiem, jak się za to zabrać. Czuję się, jakbym nie miała do tego "narzędzi", jakbym nie miała nóg, a ktoś kazał mi skakać przez płotki sad


Dodam tylko, że zgodę męża na moją rozmowę z nią potwierdził i on i jego psycholog w rozmowie telefonicznej ze mną. A mimo to ona się nie zgodziła, żeby poprostu ze mną chwilę porozmawiać... Jeśli on wymyśla sobie sam takie wynurzenia, że psycholog nie widzi nic złego w jego zachowaniu, a prawda jest inna, to chyba tym bardziej ona powinna być tego świadoma, że on przeinacza to wszystko.

33

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Bo ja mam świadomość tego, o czym piszesz i o czym piszą tu inni, tylko cała trudność polega na wdrożeniu tego w życie. Jak pokochać siebie? Jak dać sobie samej szczęście, nie szukając go w drugiej osobie? Jak to się robi? Przecież sobie tego nie wmówię, nie stanę przed lustrem i nie powiem, że jestem zawalista i zawaliście jest mi samej w domu. Jak sprawić, żeby samotne wykonywanie różnych czynności, samotne wyjście na miasto, fitness czy zakupy zaczęło mnie cieszyć? Jak konkretnie to w sobie poprzestawiać? Jak konkretnie sprawić, żeby zacząć w to wierzyć? Bo każdy mi mówi, co powinnam zrobić, ale nikt nie mówi jak to się robi w praktyce... A ja tego nie umiem, naprawdę mimo chęci nie wiem, jak się za to zabrać. Czuję się, jakbym nie miała do tego "narzędzi", jakbym nie miała nóg, a ktoś kazał mi skakać przez płotki sad

Pytasz się jak to zrobić w praktyce? Powiem Ci: powinnaś raz, a porządnie wkurzyć się na to co cię otacza, a to stanie się wtedy, kiedy wreszcie zobaczysz jak wyglądają sprawy naprawdę - beznadziejny mąż, toksyczna matka. Jak w końcu spadną ci te różowe okulary, przez które ich widzisz, to zapragniesz zmiany, ruszenia się z miejsca, decydowania o sobie. I tu nie chodzi o jakąś samoocenę, po prostu mówisz "pieprzę was" ludzie, sami sobie radźcie. Rozumiesz już o co chodzi? To jest jak powiedzenie: "mam dość, nie będę tego jadła, bo mi to szkodzi". Jeśli to zrozumiesz, zaoszczędzisz sobie wiele miesięcy na kozetce u lekarza i gdybania, a czemu, a po co, a jak to zrobić, osiągnąć.

34 Ostatnio edytowany przez Emilia (2015-01-28 23:26:05)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Miałam dość podobną sytuację, ale różniącą się w szczegółach. Oględnie rzecz ujmując przed ślubem wiedziałam, że coś jest "nie halo" z byłym, ale liczyłam, że się zmieni, że sakrament etc., no i wszystko było już zapłacone, suknia wisiała w szafie, obrączki czekały. Bardzo trudno jest odwołać ślub, to są ogromne koszty, nie każdego stać na wywalenie takiej kasy w błoto. Więc naiwnie liczyłam, że "jakoś to będzie". Tak jak u ciebie - nie było "jakoś", ale po prostu źle. U mnie nie było terapii i to nie eks odszedł, tylko ja. Rozumiem więc twoją decyzję o zamążpójściu, o ślubie, po części podyktowaną nadzieją na zmianę męża.

Pytasz, co możesz zrobić. Odpowiem, co ja bym zrobiła na twoim miejscu: zaczęłabym zbierać dowody na nieważne zawarcie sakramentu małżeństwa. Nagrywałabym na dyktafon wszystko, co się da. Każdą rozmowę mogącą świadczyć o tym, że on nie dojrzał do małżeństwa. Robiłabym screeny z jego komputera, wydruki z historii, a przede wszystkim poszłabym do dobrego kościelnego prawnika zapytać, co i jak. Bo najpierw rozwód cywilny, a potem unieważnienie. Uzależnienie od pornografii myślę, że się mieści w powodach. Co jeszcze? Poszłabym do tej jego terapeutki, oczywiście z ukrytym dyktafonem, i zrobiłabym jej ostrą jazdę łącznie z oskarżeniem, że wymogła na twoim mężu, że od ciebie odejdzie. Zasugerowałabym, że to naruszenie etyki zawodowej i że to zgłoszę, gdzie trzeba - bowiem terapeuta nie ma prawa czegokolwiek klientowi sugerować/nakazać, zwłaszcza w tak ważnych decyzjach życiowych. Tym, co pisze powyżej jakiś pan po 50-tce się nie przejmuj, bo to bzdury wyssane z palca. Moja przyjaciółka jest psycholożką, podesłałam jej linka do twojej historii i mówiła, że nie ma opcji, by terapeuta kazał pacjentowi podjąć decyzję o odejściu, nie ważne czym ta decyzja byłaby podyktowana. W tym momencie zgadzam się z przedmówczynią - twój mąż jest zwyczajnym tchórzem, ma jakieś powody, dla których robi to co robi i naraża cię na cierpienie pozostawania w nieświadomości. To jest zwykły brak szacunku dla osoby, z którą się spędziło wiele lat - odejść i nie powiedzieć dlaczego.

I ty moja droga też nie dojrzałaś. Nie byłaś jak napisałaś tylko naiwna. Wyszłaś za mąż, bo... wszystko zapłacone, bo... tak się starałaś, bo... wybaczyłaś, kiedy przyszedł przepraszać, bo... zainwestowałaś w związek, bo miałaś nadzieję, że on się zmieni, bo już chodziliście na terapię... To nie były dojrzałe powody, dla których bierze się ślub. Powodował tobą lęk, perfekcjonizm i marzenia o idealnej rodzinie. Wiem, że to co piszę może być dla ciebie bolesne, ale spojrzenie prawdzie w oczy ci pomoże. Popatrzysz na siebie z dystansu, na siebie, jego i całą tą sprawę, wszystkie twoje decyzje. Zrozumienie tego, co tobą powodowało jest niezbędne do wyciągnięcia wniosków z tej historii i do naprawienia tego, co sama w sobie musisz naprawić. Żeby kiedyś móc być świadomą, szczęśliwą kobietą.

Nie zasłaniaj się tym, jak zostałaś wychowana. Po to chodzisz na terapię, żeby z poczucia winy, perfekcjonizmu i idealizmu, w które wpędzali cię rodzice wyjść. I na tym skup się podczas terapii. Na ukojeniu smutku i żalu z dzieciństwa, na nauczeniu się jak tworzyć i budować dobre związki i relacje. Nie idealne, sielankowe, gdzie miłość pokonuje wszelkie bariery, ale po prostu dobre. W tej chwili powinnaś wyciągnąć jak najwięcej konstruktywnych wniosków dla siebie, a następnie wcielić je w życie. Zdemitologizować wyobrażenia o rodzinie i związku. I przestać słuchać toksycznej, podcinającej skrzydła mamuśki! Odciąć się od niej emocjonalnie, nie że przestać ją kochać, ale po prostu sprawić, by jej słowa nie były jak nóż wbijany w serce, tylko rozpływały się w powietrzu. Naprawdę tak bardzo zależy ci, żeby matka cię zaakceptowała, że pozwalasz jej się ranić?
Ja widzę całą tę historię jako skutek twoich błędnych przekonań na swój temat, skutek tego kim jesteś, jak niedojrzała, nieświadoma, idealistyczna. Coś takiego musiało się wydarzyć, żebyś zmieniła sposób myślenia o sobie, żebyś się obudziła. Takie jeb*ęcie za przeproszeniem jak obuchem w głowę. Współczuję ci, żeby nie było. Bo przeżyłam coś podobnego i dziś tak właśnie widzę swoje 8,5 roku życia z psychotykiem. Jako drogę do oświecenia, do osiągnięcia dojrzałości psychicznej i do ruszenia tyłka z fotela i rozpoczęcia projektu pt. "Zmiana".

35

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Emilia napisał/a:

Pytasz, co możesz zrobić. Odpowiem, co ja bym zrobiła na twoim miejscu: zaczęłabym zbierać dowody na nieważne zawarcie sakramentu małżeństwa. Nagrywałabym na dyktafon wszystko, co się da. Każdą rozmowę mogącą świadczyć o tym, że on nie dojrzał do małżeństwa. Robiłabym screeny z jego komputera, wydruki z historii, a przede wszystkim poszłabym do dobrego kościelnego prawnika zapytać, co i jak. Bo najpierw rozwód cywilny, a potem unieważnienie. Uzależnienie od pornografii myślę, że się mieści w powodach. Co jeszcze? Poszłabym do tej jego terapeutki, oczywiście z ukrytym dyktafonem, i zrobiłabym jej ostrą jazdę łącznie z oskarżeniem, że wymogła na twoim mężu, że od ciebie odejdzie. Zasugerowałabym, że to naruszenie etyki zawodowej i że to zgłoszę, gdzie trzeba - bowiem terapeuta nie ma prawa czegokolwiek klientowi sugerować/nakazać, zwłaszcza w tak ważnych decyzjach życiowych. Tym, co pisze powyżej jakiś pan po 50-tce się nie przejmuj, bo to bzdury wyssane z palca. Moja przyjaciółka jest psycholożką, podesłałam jej linka do twojej historii i mówiła, że nie ma opcji, by terapeuta kazał pacjentowi podjąć decyzję o odejściu, nie ważne czym ta decyzja byłaby podyktowana. W tym momencie zgadzam się z przedmówczynią - twój mąż jest zwyczajnym tchórzem, ma jakieś powody, dla których robi to co robi i naraża cię na cierpienie pozostawania w nieświadomości. To jest zwykły brak szacunku dla osoby, z którą się spędziło wiele lat - odejść i nie powiedzieć dlaczego.

Tutaj trzeba zauważyć jednak, że pacjenci często dopowiadają sobie i interpretują w określony sposób słowa terapeuty. Więc jeśli chciał odejść, to tak właśnie odbierał to co mówi. Tobie też mówił to co chciał, posługiwał się terapeutą do uzasadnienia swoich wcześniej podjętych decyzji.

36

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

jak dla mnie to on ma romans z tą panią psycholog -nikomu się to nie nasunęło?

37 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-29 00:45:36)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Dziękuję Ci Purple_Rain.


A jak Tobie idzie "naprostowywanie się"? Z tego, co kojarzę z innego wątku, to mieliście iść na terapię, tak?

Bo ja mam świadomość tego, o czym piszesz i o czym piszą tu inni, tylko cała trudność polega na wdrożeniu tego w życie. Jak pokochać siebie? Jak dać sobie samej szczęście, nie szukając go w drugiej osobie? Jak to się robi? Przecież sobie tego nie wmówię, nie stanę przed lustrem i nie powiem, że jestem zawalista i zawaliście jest mi samej w domu. Jak sprawić, żeby samotne wykonywanie różnych czynności, samotne wyjście na miasto, fitness czy zakupy zaczęło mnie cieszyć? Jak konkretnie to w sobie poprzestawiać? Jak konkretnie sprawić, żeby zacząć w to wierzyć? Bo każdy mi mówi, co powinnam zrobić, ale nikt nie mówi jak to się robi w praktyce... A ja tego nie umiem, naprawdę mimo chęci nie wiem, jak się za to zabrać. Czuję się, jakbym nie miała do tego "narzędzi", jakbym nie miała nóg, a ktoś kazał mi skakać przez płotki sad


Dodam tylko, że zgodę męża na moją rozmowę z nią potwierdził i on i jego psycholog w rozmowie telefonicznej ze mną. A mimo to ona się nie zgodziła, żeby poprostu ze mną chwilę porozmawiać... Jeśli on wymyśla sobie sam takie wynurzenia, że psycholog nie widzi nic złego w jego zachowaniu, a prawda jest inna, to chyba tym bardziej ona powinna być tego świadoma, że on przeinacza to wszystko.

U nas na razie detox od siebie. Tak jak uzgodniliśmy miesiąc na refleksję, złapanie oddechu i zaplanowanie co robimy dalej. Kontaktujemy się w sprawach oficjalnych i w kwestii badań lekarskich ( jestem w cięży). Przedwczoraj poprosiłam aby przyjechał na rozmowę podsumowującą ten miesiąc i ustalenie w którą stronę idziemy. Stanęło na tym, że w połowie lutego idziemy na terapię. On będzie szukał terapeuty, bo z racji odległości nie odpowiada mu ten  którego ja znalazłam.
Samej idzie mi różnie, mam dni, że czuję, że żyję ale przychodzą też doły. Generalnie wiem, kiedy jestem na głodzie.

Jak pokochać siebie ? Nie wiem, uczę się metodą prób i błędów. Tak jak piszesz, cała trudność polega na wdrożeniu tego w życie.
Zaczęłam ruszać ten temat jakiś czas temu. Powiem Ci co ja robiłam. Literatura i wyciąganie wniosków, ciągłe przyglądanie się sobie, swoim reakcjom, wyłapywanie np. prób ratowania, mamuśkowania czy uwieszania się. Do tego różne psychologiczne sztuczki działające na podświadomość tj. dobór odpowiedniej muzyki - z pozytywnymi, wspierającymi tekstami, pisanie i odtwarzanie afirmacji, uporczywa zmiana sposobu postrzegania ( jeśli zawsze coś wydawało mi się negatywne, bawiłam się w wyszukiwanie np. 3 pozytywów danej sytuacji, dobrych zakończeń zamiast katastroficznych wizji ). Coś co można nazwać codzienną medytacją życia. Wychodziłam na spacer i oczyszczałam umysł nie myśląc o niczym, skupiałam się tylko np. na śpiewie ptaków. Zaczynałam dostrzegać piękno w prozaicznych rzeczach, w tym jak pięknie zaczyna się dzień, jak pachnie powietrze, jak cieszy się życiem mój psiak wzięty ze schronu. Zaczęłam trochę siebie rozpieszczać. Skoro jemu robiłam obiad z 3 dań, albo piekłam ciasto,  dlaczego dla siebie mi się nie chce? Zadbałam trochę o siebie, trochę nowych kosmetyków, kilka  sukienek ( ciąża:). W końcu zajęłam się tez istotką która rośnie pod moim sercem. Różnych metod, technik było więcej. Chwytałam się wielu rzeczy. Zaczęłam też bacznie przyglądać się swojej asertywności i swoim granicom.
Krążę trochę po omacku, ale chciałam najpierw spróbować pomóc sobie sama. Sądzę jednak, że dobry terapeuta jest niezbędny, aby mógł poprowadzić, skorygować i nade wszystko pokazać JAK JEST NAPRAWDĘ. Tak jak piszesz. Nie mamy narzędzi, bo nie mamy wzorców. Bardzo trudno jest stworzyć zdrową relację, kiedy nie wie się jak ona powinna wyglądać. Śmiem twierdzić, że jest to wręcz niemożliwe. Mnie się wydawało, ze taka właśnie powinna być idealna żona. Kochająca, opiekuńcza, przypominająca o sprawach do załatwienia bo miś na pewno zapomni. Wiesz, dopiero potem zdałam sobie sprawę, że to było odbierane jako uczuciowe akty desperacji, matkowanie i kontrolowanie. Ciężko pracowałam nad tym i zrobiłam wszystko by być zupełnym przeciwieństwem mojej zimnej emocjonalnie matki i też niestety klops. Wiem, że potrzebny jest ktoś kto pokaże mi to czego nie dostrzegam. Dzięki literaturze i forum zobaczyłam sporo nowych rzeczy. Jednak wiem, że nie jestem w stanie dostrzec wszystkiego. To jakaś psychiczna plamka ślepa i chyba tylko osoba z zewnątrz, specjalista może mi pokazać całokształt problemu lub inny ( może zdrowy) punkt widzenia na to co mnie wydawało się w porządku.
Infinity, szukaj, czytaj, pracuj nad zmianą myślenia i interpretacją swojej rzeczywistości. Na początku wydaje się to strasznie głupie a potem wchodzi w krew, zaczynasz w to wierzyć i staje się to Twoją nową rzeczywistością. Będzie ciężko smile. Trzymam kciuki.

38

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Emilia napisał/a:

Pytasz, co możesz zrobić. Odpowiem, co ja bym zrobiła na twoim miejscu: zaczęłabym zbierać dowody na nieważne zawarcie sakramentu małżeństwa. Nagrywałabym na dyktafon wszystko, co się da. Każdą rozmowę mogącą świadczyć o tym, że on nie dojrzał do małżeństwa. Robiłabym screeny z jego komputera, wydruki z historii, a przede wszystkim poszłabym do dobrego kościelnego prawnika zapytać, co i jak. Bo najpierw rozwód cywilny, a potem unieważnienie. Uzależnienie od pornografii myślę, że się mieści w powodach. Co jeszcze?

Powiem tylko tyle, że mąż się wyprowadził, zabrał wszystko, więc mimo wszystko niewielkie mam pole manewru. Ale robię co mogę...

Emilia napisał/a:

I ty moja droga też nie dojrzałaś. Nie byłaś jak napisałaś tylko naiwna. Wyszłaś za mąż, bo... wszystko zapłacone, bo... tak się starałaś, bo... wybaczyłaś, kiedy przyszedł przepraszać, bo... zainwestowałaś w związek, bo miałaś nadzieję, że on się zmieni, bo już chodziliście na terapię... To nie były dojrzałe powody, dla których bierze się ślub.

Myślę, że nie mam co się tu 'usprawiedliwiać', bo pewnie to był błąd, ale nie wzięłam ślubu tylko dlatego, że wszystko było już zapłacone. Oprócz tych wszystkich złych rzeczy była cała masa dobrych, która nas spajała. No ale jak już mówiłam, teraz to musztarda po obiedzie.

Ale pytałam co mogę zrobić dla siebie, jak się nauczyć ogólnie rzecz ujmując kochać siebie?

Lifrinat- ja mam mimo wszystko wiele złości na mamę, na męża. Tylko że znów moja dysfunkcja- nie jest to zdrowa, konstruktywna złość, tylko taka, która mnie samą wyniszcza.
Od mamy małymi kroczkami odcinam pępowinę od kilku lat, choć jest ciężko. Teraz czeka mnie to przymusowo z mężem sad

Odnośnie tej psycholog, to po pierwsze, wykluczam tu jakieś romanse.
Po drugie problem w tym, że ja właśnie nie wiem czy ona mu tak powiedziała czy nie. Nie wiem co ona mu mówi, jak ona to widzi. Nie wiem co on jej tam też stula. Nie wiem nic, cała ta jego psychoterapia była od początku jedną wielką tajemnicą. Jego psycholog wie, jaką on ma wizję związku, ja, jego żona nie miałam i wciąż nie mam prawa wiedzieć. Ani on mi tego nie powiedział ani ona. Nie miałam możliwości skonfrontowania jego wersji z moją, nikt mi wprost nie powiedział przez te 1,5 roku jakie ja błędy popełniam. Ja mu wielokrotnie mówiłam jak ja to widzę, jakie są moje oczekiwania, co mnie boli, co bym chciała. Była kawa na ławę, łopatologicznie, a nie 'domyśl się'. Wielokrotnie też spokojnie próbowałam dowiedziec się tego z jego strony, co by chciał, dlaczego tak jest, co ja bym mogła zrobić, żeby mu jakoś pomóc, mówiłam o szukaniu kompromisu. Bezskutecznie.

Ale powiem Wam, że podczas mojej rozmowy telefonicznej, gdy powiedziałam jej, że chciałam z nią porozmawiać m.in. dlatego, że mąż do mojej przyjaciółki  powiedział, że jego psycholog mu powiedziała, że wspólna terapia nie ma sensu i że my powinniśmy się rozejść, że chciałam wyjaśnić i zapytać czy tak było czy też on to zmyślił, odpowiedziała mi, że oczywiście nie może mi powiedzieć o czym z nim rozmawiała, ale powinnam wiedzieć, że rad się na psychoterapii nie udziela (no ja mam trochę inne mimo wszystko doświadczenia...). Kilka dni później zadzwonił do mnie mąż i powiedział, że on chciał tu wyjaśnić te 'oskarżenia' i że jego psycholog tak mu nie powiedziała, a na moje pytanie dlaczego zatem tak powiedział mojej przyjaciółce, zaczął coś niemrawo kręcić i uciął temat. Natomiast wiem, że potem znów powiedział komuś innemu, że jego psycholog nie widzi nic złego w jego zachowaniu.

Więc skąd on bierze takie teksty? Może to znów moja naiwność, ale jakoś nie chce mi się mimo wszystko wierzyć w to, że on sobie to totalnie wysysa z palca, że jednak nawet jak na tej terapii takie słowa nie padają, to klimat taki jest, że pan jest w porządku, a to ona jest zła. No bo chyba jakby mu psycholog powiedziała panie weź się ogarnij, pan się zachowujesz jak gówniarz, to by mu to dało do myślenia i MOŻE inaczej by się zachował...?
A ja w toku jego chodzenia tam widziałam tylko coraz większy egoizm w jego postawie, przy jednoczesnym braku dialogu ze mną. Nie wiem jak z tym porno, bo ja już miałam tak dość, że przestałam cokolwiek sprawdzać, telefon czy komputer, bo czego oczy nie widzą...

Nie wiem już sama co o tym myśleć, wiem że to on podjął decyzję, a jest dorosłym człowiekiem, że to on ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, a nie psycholog. Co nie zmienia faktu, że jej niechęć do rozmowy ze mną wydaje mi się być brakiem dobrej woli. Może ona, wiedząc to, co jej mąż opowiadał, mogłaby dac mi jakieś wskazówki, naświetlić pewne rzeczy, pomóc i mi i jemu się jakoś dogadać. Albo chociaż rozstać w poczuciu zrozumienia sytuacji. Nie chcę tu wnikać w szczegóły, żeby za dużo na forum publicznym nie powiedzieć, ale są pewne przesłanki, żeby stwierdzić, że rola psycholog lub niewłaściwego podejścia męża do psychoterapii odegrała istotną rolę w jego procesie decyzyjnym. Na takiej zasadzie, że pewne źródło podaje, że on miał wątpliwości czy jednak nie powinien bardziej zawalczyć, ale jego psycholog nic złego nie widziała w tym, że z dnia na dzień odszedł, więc on jest w ten sposób usprawiedliwiony.... hmm Stąd też moja flustracja całą tą sytuacją i jednym wielkim niedopowiedzeniem.

39

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Mi też się wydaje, że sytuacja z tym psychologiem męża jest mocno podejrzana, autorko, dlaczego z taką pewnością wykluczasz romans? Czyżby pani psycholog była nieszkodliwą babcią po 60?

40

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Mam wrażenie, że na siłę starasz się zepchnąć odpowiedzialność za zachowanie męża na jego psycholożkę. Masz konkretne powody, myśleć, że ona w tym maczała palce? Skoro masz, ale nie chcesz o nich napisać, to po co w ogóle na forum pytasz? Nikt z nas nie jest duchem świętym albo jakimś medium, żeby zajrzeć babie do głowy, tudzież mieć wizję sesji twojego małżonka i w cudowny sposób dowiedzieć się, czy ona go pokierowała w stronę rozstania.
Moim zdaniem nie ma takiej możliwości. Psycholog rad nie udziela. Jest coś takiego jak etyka zawodowa i gdyby poszła fama, że babka tak manipuluje ludźmi, że robią co zechce, czyli np. rozwalają swoje małżeństwa, to by straciła szybko klientów. Odpowiedzialnym za swoje decyzje jest wyłącznie twój małżonek, bo jest dorosłym człowiekiem. Wydaje mi się, że albo czegoś istotnego nie napisałaś, albo on coś ukrywa. Może nie jest to romans z terapeutką, ale może romans z kimś innym? A może jakiś inny powód i małżonek wykorzystuje terapię jako pretekst, żeby ci zmydlić oczy? To zresztą nie jest już takie ważne, najważniejsze, żebyś zajęła się sobą i swoją przyszłością.

41 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-01-29 11:08:08)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Emilia napisał/a:

Mam wrażenie, że na siłę starasz się zepchnąć odpowiedzialność za zachowanie męża na jego psycholożkę. Masz konkretne powody, myśleć, że ona w tym maczała palce? Skoro masz, ale nie chcesz o nich napisać, to po co w ogóle na forum pytasz? Nikt z nas nie jest duchem świętym albo jakimś medium, żeby zajrzeć babie do głowy, tudzież mieć wizję sesji twojego małżonka i w cudowny sposób dowiedzieć się, czy ona go pokierowała w stronę rozstania.
Moim zdaniem nie ma takiej możliwości. Psycholog rad nie udziela. Jest coś takiego jak etyka zawodowa i gdyby poszła fama, że babka tak manipuluje ludźmi, że robią co zechce, czyli np. rozwalają swoje małżeństwa, to by straciła szybko klientów. Odpowiedzialnym za swoje decyzje jest wyłącznie twój małżonek, bo jest dorosłym człowiekiem. Wydaje mi się, że albo czegoś istotnego nie napisałaś, albo on coś ukrywa. Może nie jest to romans z terapeutką, ale może romans z kimś innym? A może jakiś inny powód i małżonek wykorzystuje terapię jako pretekst, żeby ci zmydlić oczy? To zresztą nie jest już takie ważne, najważniejsze, żebyś zajęła się sobą i swoją przyszłością.

Absolutnie psycholog nie udziela rad w stylu "idz Zdzisiek, rozwiedź się", do niczego też nie namawia. W toku sesji wyłania się to, czego chce SAM KLIENT. Psychoterapia to nie jest jakieś pranie mózgu i z pewnością 99% mogę Autorce napisać, że mąż by odszedł jakby nawet w żadnej terapii nie uczestniczył. Gdybyś poczytała wątek Jej całego związku, to szczerze mówiąc, od lat z Jej strony była to reanimacja zmarlaka. Teraz szuka winnych, bo nie może się pogodzić z wyborem partnera, którego kurczowo się uczepiła i od którego się uzależniła przez kilka lat. Przecież Ona ciągle liczy na to, że jakoś go przekona do powrotu yikes

42

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Kurcze, autorko, szkoda mi ciebie. On by odszedł tak czy siak od ciebie. Szukasz teraz winnych, tłumaczysz się swoim dzieciństwem, ale tak naprawdę wiedziałaś, że tak będzie, widziałaś jaki jest (przed, po czy w trakcie), nie czułaś jego miłości, na siłę próbowałaś go zmienić. Wydaje mi się, że do dziś żyjesz w iluzji, że to tylko cały świat jest zły, a twoja wizja rodziny, małżeństwa słuszna (i nierealna do spełnienia, dlatego tak cierpisz, nie potrafisz się z tym pogodzić lub nabrać nowego kursu). Najbardziej boisz się teraz tego, że będziesz musiała sama ruszyć do przodu, nie masz nawet pomysłu jak to zrobić - nie wiesz jak ma wyglądać twoje nowe życie, jak budować zdrowe relacje, związki. Znasz tylko stary, bolesny schemat (życie z mężem lub życie z matką).

Pisałam ci już wcześniej, że jeśli nie zrzucisz swoich różowych okularów, przeświadczeń, idealistycznych wyobrażeń, to nie dostrzeżesz jak twoje życie wygląda naprawdę (czyli kiepsko, biernie, zależnie), bo tylko taki ogląd spraw prowadzi do tego, że ty je możesz odrzucić, zmienić, zakwestionować, coś z nim zrobić. Normalnie na świecie coś z tym zrobić.

43

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Ja tylko napisze jedno, mąż Twój autorko nie widzi wartości dla siebie w waszym małżeństwie ... dlatego bez żalu i choćby najmniejszych prób odszedł .
Szukać winnych ? po co ? Coś się skończyło... nie wierze że kochający choćby w minimalnym stopniu facet porzucił żonę bo mu tak psycholog powiedział.
Byłam u kilku w swoim życiu , potwierdzam że żaden nie dawał mi konkretnych wskazówek co zrobić.
Byłam w różnych konfiguracjach - w parze naprawiać związek  i sama ... mnie się nasuwa jedna myśl ciągle .. romans Twojego męża ..ale nie koniecznie z terapeutką . Rower na pół dnia, wyjścia, samotnia.... wrogość do Ciebie ..egoizm .
Jest mało facetów którzy odchodzą w pustkę .. zresztą pisałaś , że przed ślubem odszedł/ wrócił... bo nie chciał być sam.

Moja rada ?- pozwól mu odejść . Powiedz stop ! To Ty kończysz tą relację ...
Albo się mylę i on wtedy zwróci się do Ciebie (efekt gonienia króliczka i bycia gonionym.. ) ..lub ulży mu..bo ma inny sposób na życie (ktoś 3ci).
Zajmij się sobą .. z troską smile
Pozdrawiam

44

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
lifrinat napisał/a:
Emilia napisał/a:

Pytasz, co możesz zrobić. Odpowiem, co ja bym zrobiła na twoim miejscu: zaczęłabym zbierać dowody na nieważne zawarcie sakramentu małżeństwa. Nagrywałabym na dyktafon wszystko, co się da. Każdą rozmowę mogącą świadczyć o tym, że on nie dojrzał do małżeństwa. Robiłabym screeny z jego komputera, wydruki z historii, a przede wszystkim poszłabym do dobrego kościelnego prawnika zapytać, co i jak. Bo najpierw rozwód cywilny, a potem unieważnienie. Uzależnienie od pornografii myślę, że się mieści w powodach. Co jeszcze? Poszłabym do tej jego terapeutki, oczywiście z ukrytym dyktafonem, i zrobiłabym jej ostrą jazdę łącznie z oskarżeniem, że wymogła na twoim mężu, że od ciebie odejdzie. Zasugerowałabym, że to naruszenie etyki zawodowej i że to zgłoszę, gdzie trzeba - bowiem terapeuta nie ma prawa czegokolwiek klientowi sugerować/nakazać, zwłaszcza w tak ważnych decyzjach życiowych. Tym, co pisze powyżej jakiś pan po 50-tce się nie przejmuj, bo to bzdury wyssane z palca. Moja przyjaciółka jest psycholożką, podesłałam jej linka do twojej historii i mówiła, że nie ma opcji, by terapeuta kazał pacjentowi podjąć decyzję o odejściu, nie ważne czym ta decyzja byłaby podyktowana. W tym momencie zgadzam się z przedmówczynią - twój mąż jest zwyczajnym tchórzem, ma jakieś powody, dla których robi to co robi i naraża cię na cierpienie pozostawania w nieświadomości. To jest zwykły brak szacunku dla osoby, z którą się spędziło wiele lat - odejść i nie powiedzieć dlaczego.

Tutaj trzeba zauważyć jednak, że pacjenci często dopowiadają sobie i interpretują w określony sposób słowa terapeuty. Więc jeśli chciał odejść, to tak właśnie odbierał to co mówi. Tobie też mówił to co chciał, posługiwał się terapeutą do uzasadnienia swoich wcześniej podjętych decyzji.

To oraz to co napisała Emilia na temat zasłaniania się terapeutą, jest bardzo trafne.
Znam to z autopsji, i bezpośredniej obserwacji osoby która tak postępowała. Zasłaniała się tym co ponoć mówił jej psycholog,co ma robić.
Terapeuta nie będzie sugerował ani nakazywał w decyzjach życiowych.To są indywidualne decyzje ,podejmowane na podstawie tego co czujesz.
Infinity, to On jest odpowiedzialny za swoja decyzję, a unikanie jej konsekwencji zasłaniając się poleceniem psychologa jest tylko zasłoną dymną.
Dopiero kiedy 'zostaje' złapany za rękę widzi że to nie przejdzie,mimo to nadal kręci. Na pewno miał rozmowę z psychologiem po Twojej rozmowie.W końcu trafił w otoczenie gdzie jego manipulacje informacjami nie przejdą.Są od razu weryfikowane.Nie może używać białych rękawiczek.
Uwierz mi, miałem długi kontakt z taką osobą. Nic nie wskórasz, nie dlatego że nie umiesz i coś robisz źle. Nie naprawisz jej.
On dopiero uczy się podstaw dojrzałego procesu decyzyjnego.Ty go nie nauczysz, bo znów wejdziesz w rolę 'matki' dla niego.

Infinity, dla własnego zdrowia, pomyśl czy nie odpuścić.
Emocje, uczucie... to zrozumiałe. Chociaż dziś może tak nie wyglądać,zastanów się, co jest dla Ciebie lepsze.Ta walka z wiatrakami,czy powiedzenie tego co teraz czujesz i piszesz w kolejnych postach. "Nie będę z Tobą już dyskutować.Zachowałeś się jak gówniarz, i kłamiesz na potęgę.Cieszę się że się od Ciebie uwolniłam". Nie pozostaw mu pola manewru. Sama w ten sposób uwolnisz się od domysłów.

Któregoś dnia nadejdzie moment przepięcia w Tobie jeśli dalej będziesz gonić w piętkę, a tak niestety teraz jest.
Wykrzycz się, wypłacz, weź koleżanki idź do kina. Zajmij się sobą.

To nie terapeuta mu powiedział że ma się rozstać.To tylko słowa Twojego męża.Żeby umyć ręce od odpowiedzialności i się wybielić.

45

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Będę się starać posłuchać Waszych rad. Staram się zresztą nie od dziś.
Ja naprawdę przyznaję Wam rację, powinnam to ja odejść, dawno temu. Tylko jak to wyperswadować tej małej zalęknionej wewnętrznej dziewczynce, żeby wzięła się w garść... sad Nigdy nie potrafiłam odpuścić, zawsze walczyłam do ostatniej kropli krwi. Zawsze miałam miękkie serce, a tym samym ciągle dostawałam w tyłek.
Zmiana myślenia i zachowania jest długotrwałym procesem, nie przyjdzie ani dziś ani jutro. Mam 'przebłyski', że kurde co to za niedojrzały i nieodpowiedzialny patafian, niech spada na drzewo, a za chwilę znów dół, myśli co mogę jeszcze zrobić, szukanie winy w sobie, psychologu, jego rodzicach.
I przeraźliwy krzyk "nie chcę, nie mogę, nie dam rady", potworna tęsknota ;(
I jeszcze ten brak wsparcia w rodzinie. Samotność w obcym mieście. Problemy z moim zdrowiem, a co za tym idzie strach o pracę. Mama ma jutro urodziny, jest sama, nie ma nikogo tam na miejscu. Chciałam do niej pojechać, ale wiem, że wróciłabym w jeszcze gorszym stanie. A z drugiej strony wyrzuty, że spędzi urodziny sama. Całe życie taka szamotanina sad

Póki co chyba wpadam w depresję. Mam nadzieję, że recepta dziś dojdzie.

Pozwólcie, że powrócę jeszcze na moment do tej psychoterapii. Powiem Wam, że na najbardziej skutecznej terapii, na jakiej dotąd byłam właśnie te 'rady' mi dawano. Na zasadzie musi pani odciąć pępowinę od mamy, wyprowadzić się od niej, bo ona panią wyniszcza. Musi pani dać odejść mężowi. Na konkretne pytania np. jak powinnam zareagować w danej sytuacji słyszałam konkretne propozycje. Jeśli w odczuciu terapeutki moje zachowanie było niewłaściwe/niezdrowe, to mi o tym mówiła. Tak trochę podobnie jak Wy piszecie tutaj. Oczywiście, nikt nikogo do niczego nie zmuszał, nie namawiał nachalnie i natrętnie, ale też na tej terapii nie było potakiwania głową, tylko żywa, konkretna dyskusja i konkretne wskazówki. I to mi się właśnie w tym podobało, bo było SKUTECZNE.
Stąd właśnie moje rozkminy jak to było u niego.

46 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-29 13:55:13)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Zmiana myślenia i zachowania jest długotrwałym procesem, nie przyjdzie ani dziś ani jutro. Mam 'przebłyski', że kurde co to za niedojrzały i nieodpowiedzialny patafian, niech spada na drzewo ,

Tak jak piszesz, to długotrwała praca, ale żeby wyruszyć w długą podróż należy zacząć od małego kroku smile. Te przebłyski są zbawienne, bo pokazują że zdrowa tkanka gdzieś tam jest i zaczyna się dopominać o Twoją uwagę. Złap się tego i trzymaj kurczowo. Swego czasu wpadłam na to, że skoro tak dobrze mi idzie wychwytywanie jego zalet, że mogę je recytować jednym tchem i cały czas je mielę w swojej głowie, równie dobrze mogę zacząć skupiać się na wadach. Efekty w postaci powolnego odkochania się, powinny przyjść. I faktycznie stwierdzam, że wszystko opiera się na wewnętrznym monologu który ze sobą bezwiednie prowadzimy...Na odtrutkę zrobiłam sobie listę tego co mi dawał i tych wszystkich złych, upokarzających sytuacji które były. Pozytywów było około 5 sztuk.  Wszystkich złych sytuacji i paskudnych cech, wyszły 3 strony. Jak mam doła i zaczynam myśleć jak to mogło być pięknie, biorę listę i czytam. Przypominam sobie jak mnie wyzywał, szarpał w ciąży etc. i od razu się odechciewa wizji różowego życia z Panem. Polecam tę metodę smile

Odnośnie matki. Ja celowo wyjechałam na studia do miasta oddalonego o 600 km. Teraz to moje miasto smile Jakiś czas temu doprowadziła do tego, że zerwałam kontakt i nie odzywałam się pół roku. Szarpanina z nią, ciągłe poczucie winy, które mi fundowała i zabawa w przyciąganie- odpychanie mnie wykańczała. Teraz staram się trzymać własne granice, a kontakt ograniczam do 2 telefonów w miesiącu. Nie jeżdżę, jak naprawdę nie muszę. Lepiej i zdrowiej dla mnie.

47 Ostatnio edytowany przez Emilia (2015-01-29 15:23:57)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Będę się starać posłuchać Waszych rad. Staram się zresztą nie od dziś.
Ja naprawdę przyznaję Wam rację, powinnam to ja odejść, dawno temu. Tylko jak to wyperswadować tej małej zalęknionej wewnętrznej dziewczynce, żeby wzięła się w garść... sad Nigdy nie potrafiłam odpuścić, zawsze walczyłam do ostatniej kropli krwi. Zawsze miałam miękkie serce, a tym samym ciągle dostawałam w tyłek.
Zmiana myślenia i zachowania jest długotrwałym procesem, nie przyjdzie ani dziś ani jutro. Mam 'przebłyski', że kurde co to za niedojrzały i nieodpowiedzialny patafian, niech spada na drzewo, a za chwilę znów dół, myśli co mogę jeszcze zrobić, szukanie winy w sobie, psychologu, jego rodzicach.
I przeraźliwy krzyk "nie chcę, nie mogę, nie dam rady", potworna tęsknota ;(
I jeszcze ten brak wsparcia w rodzinie. Samotność w obcym mieście. Problemy z moim zdrowiem, a co za tym idzie strach o pracę. Mama ma jutro urodziny, jest sama, nie ma nikogo tam na miejscu. Chciałam do niej pojechać, ale wiem, że wróciłabym w jeszcze gorszym stanie. A z drugiej strony wyrzuty, że spędzi urodziny sama. Całe życie taka szamotanina sad

Póki co chyba wpadam w depresję. Mam nadzieję, że recepta dziś dojdzie.

Pozwólcie, że powrócę jeszcze na moment do tej psychoterapii. Powiem Wam, że na najbardziej skutecznej terapii, na jakiej dotąd byłam właśnie te 'rady' mi dawano. Na zasadzie musi pani odciąć pępowinę od mamy, wyprowadzić się od niej, bo ona panią wyniszcza. Musi pani dać odejść mężowi. Na konkretne pytania np. jak powinnam zareagować w danej sytuacji słyszałam konkretne propozycje. Jeśli w odczuciu terapeutki moje zachowanie było niewłaściwe/niezdrowe, to mi o tym mówiła. Tak trochę podobnie jak Wy piszecie tutaj. Oczywiście, nikt nikogo do niczego nie zmuszał, nie namawiał nachalnie i natrętnie, ale też na tej terapii nie było potakiwania głową, tylko żywa, konkretna dyskusja i konkretne wskazówki. I to mi się właśnie w tym podobało, bo było SKUTECZNE.
Stąd właśnie moje rozkminy jak to było u niego.

Ta mała dziewczynka w tobie potrzebuje miłości, opieki i akceptacji. Jest taka fajna książka, niestety nie mam jej w pdf-ie, a szkoda, bo bym ci zaraz wysłała. "Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko" Johna Bradshawa. Mi ta lektura baaaardzo dużo dała. Warto, żebyś ją przeczytała.
Jasne, że zmiana to proces i że masz jeszcze sporo pracy przed sobą. Jesteś jednak w dobrej sytuacji - masz terapeutę, który może ci pomóc. Sporo pomagają również afirmacje i wizualizacje, w których tworzysz obraz samej siebie, małej dziewczynki, przytulasz ją, mówisz, że jest bezpieczna i wszystkie jej potrzeby zostaną zaspokojone itp... Na pewno powinnaś dużo czytać, na razie może nie książek o rozwoju, ale właśnie takich, które skupiają się na pracy z wewnętrznym dzieckiem i mają na celu uzdrowienie relacji z rodzicami.

W tej chwili najważniejsze jest to, czego ty chcesz, co ty czujesz, a nie oczekiwania matki względem ciebie. One już nigdy nie będą dla ciebie ważne tak nawiasem mówiąc. Bo mama życia za ciebie nie przeżyje. Jej toksyczność może wynikać z lęku o ciebie. Moja tak właśnie ma. Chce mnie ochronić przed całym światem, jednocześnie wierząc, że wyłącznie droga, jaką podąża ona sama jest najodpowiedniejsza dla wszystkich innych ludzi. Sądzę, że twoja może mieć podobnie.
Możesz do matki zadzwonić złożyć jej życzenia, powiedzieć, że nie przyjedziesz, bo nie możesz. Nie musisz mówić prawdy, jeśli nie chcesz.
Powinnaś też nauczyć się, że matka nigdy się nie zmieni. Nawet po jej śmierci będziesz słyszeć w swojej głowie jej karcący głos. Bo to ten głos słyszysz, kiedy myślisz, że nie dasz sobie rady. Na to jest lekarstwo, kilka sposobów, których nie będę opisywać, bo by miejsca brakło, ale odeślę cię do lektury "Radość życia" Davida Burnsa.

Tak, masz rację, czasem psycholog mówi, co jest dla nas najlepsze. Ale nie mówi wprost: dziewczyno, wyprowadź się natychmiast od matki, bo tak uważam i koniec. Ona sugeruje, co będzie dla ciebie dobre w danym momencie. Pomyśl, czy powiedziałabyś matce, że się wyprowadzasz, bo terapeutka uznała, że tak powinnaś zrobić? Twój jeszcze mąż naprawdę coś kręci na boku, albo odchodzi z innego powodu, a terapia to tylko pretekst, to nie jest prawdziwy powód. Uwierz nam, my tu nie piszemy po to, żeby ci dokopać, ale żeby ci pomóc. Patrzymy na twoją sytuację z dystansu, bez zaangażowania emocjonalnego i z pewnym doświadczeniem życiowym.

48

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Purple Rain wielki szacun! już wcześniej wiedziałam, że ogarnięta z ciebie babeczka, ale znowu mi imponujesz jak czytam, że potrafiłas się odciąć od toksycznej matki (wyobrazam sobie jakie to musiało byc trudne uświadomić sobie, że własna matka cię krzywdzi) i tak zdrowo podchodzisz do sprawy z exem z którym przecież jesteś w ciązy ale i tak masz siłe żeby odejść z toksycznej relacji. Naprawdę gratuluje

49 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-29 17:17:01)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
sosenek napisał/a:

Purple Rain wielki szacun! już wcześniej wiedziałam, że ogarnięta z ciebie babeczka, ale znowu mi imponujesz jak czytam, że potrafiłas się odciąć od toksycznej matki (wyobrazam sobie jakie to musiało byc trudne uświadomić sobie, że własna matka cię krzywdzi) i tak zdrowo podchodzisz do sprawy z exem z którym przecież jesteś w ciązy ale i tak masz siłe żeby odejść z toksycznej relacji. Naprawdę gratuluje

Dziękuję Ci sosenek za miłe słowa. Wiem, że Ty też wiele przeszłaś. Ściskam Cię mocno smile

50

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Purple_Rain napisał/a:
sosenek napisał/a:

Purple Rain wielki szacun! już wcześniej wiedziałam, że ogarnięta z ciebie babeczka, ale znowu mi imponujesz jak czytam, że potrafiłas się odciąć od toksycznej matki (wyobrazam sobie jakie to musiało byc trudne uświadomić sobie, że własna matka cię krzywdzi) i tak zdrowo podchodzisz do sprawy z exem z którym przecież jesteś w ciązy ale i tak masz siłe żeby odejść z toksycznej relacji. Naprawdę gratuluje

Dziękuję Ci sosenek za miłe słowa. Wiem, że Ty też wiele przeszłaś. Ściskam Cię mocno smile

nie chcę tematu zmieniać

Purple mówisz o liście rzeczy żeby jednak nie zapomnieć

czyli musisz się jednak bronić jeszcze sad


co do matki, moje skromne zdanie

można ponad to być, mówią śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą
potem są wyrzuty, a mogłam inaczej

to tak tylko na marginesie, przemyślenia moje byc może nie na miejscu big_smile

51

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Purple_Rain Ale Twój mąż generalnie chce tej terapii? Chce jakoś uratować Wasz związek, prawda?
Czy twoja mama ma męża/partnera?

Moja jest sama samiuteńka, bez rodziny, bez znajomych, za to z podupadającym zdrowiem i stąd tak ciężko mi powiedzieć jej NIE.

Z tą listą wad jest u mnie tak, że mogę 2 godziny opowiadać komuś, jaki to niedojrzały dupek, a te kilka(naście) pozytywów i tak mi potrafi przesłonić wszystko i stąd tak bardzo szkoda mi tego małżeństwa, tej znajomości sad On mnie nie bił, nie wyzywał, nie zdradzał. Nie pytajcie proszę "a skąd wiesz?" No wiem, w tym jednym mimo wszystko mu ufam, poza tym fizycznie nie miałby kiedy. Po pracy prosto do domu, w stroju roboczym na dodatek. W pracy sami faceci i jedna sekretarka starsza kobieta. Jak juz to 'zdradzał' mnie z paniami z pornoli, woląc przeżywać orgazmy z nimi niż ze mną sad A na końcu dnia powiedział mi, że ta jego rezygnacja dla mnie z porno go ode mnie oddaliła:/

Modlę się o siły, żeby to wszystko przetrwać i co najważniejsze, wyjść z tego zwycięsko. Póki co to on triumfuje sad

52

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Purple_Rain Ale Twój mąż generalnie chce tej terapii? Chce jakoś uratować Wasz związek, prawda?
Czy twoja mama ma męża/partnera?

Moja jest sama samiuteńka, bez rodziny, bez znajomych, za to z podupadającym zdrowiem i stąd tak ciężko mi powiedzieć jej NIE.

Z tą listą wad jest u mnie tak, że mogę 2 godziny opowiadać komuś, jaki to niedojrzały dupek, a te kilka(naście) pozytywów i tak mi potrafi przesłonić wszystko i stąd tak bardzo szkoda mi tego małżeństwa, tej znajomości sad On mnie nie bił, nie wyzywał, nie zdradzał. Nie pytajcie proszę "a skąd wiesz?" No wiem, w tym jednym mimo wszystko mu ufam, poza tym fizycznie nie miałby kiedy. Po pracy prosto do domu, w stroju roboczym na dodatek. W pracy sami faceci i jedna sekretarka starsza kobieta. Jak juz to 'zdradzał' mnie z paniami z pornoli, woląc przeżywać orgazmy z nimi niż ze mną sad A na końcu dnia powiedział mi, że ta jego rezygnacja dla mnie z porno go ode mnie oddaliła:/

Modlę się o siły, żeby to wszystko przetrwać i co najważniejsze, wyjść z tego zwycięsko. Póki co to on triumfuje sad

czyli dajesz się manipulować mu jeszcze, bo czujesz że przegrywasz, a nie powinnaś

to jak małe dziecko przecież, że jego rezygnacja DLA CIEBIE z porno go od ciebie oddaliła

przez Ciebie musiał zrezygnować, no popatrz
biedny człowiek, przeszkodziłaś mu w jego zabawie, z Tobą to nie ta sama zabawa

no niestety, otrząśnij się, i krok do przodu

53 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-29 22:55:56)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Purple_Rain Ale Twój mąż generalnie chce tej terapii? Chce jakoś uratować Wasz związek, prawda?
Czy twoja mama ma męża/partnera?

Moja jest sama samiuteńka, bez rodziny, bez znajomych, za to z podupadającym zdrowiem i stąd tak ciężko mi powiedzieć jej NIE.

Teoretycznie On chce ratować to małżeństwo, ale ja nie jestem do końca przekonana co do pobudek. Nie widzę jakiegoś specjalnego żalu czy skruchy. Raczej nie porusza tematu własnych błędów, za to chętnie mówi o moich. Nie wiem jak to się skończy, być może rozwodem. Czasem mam myśli, że właściwie wcale nie chcę z nim być.

Nie chcę specjalnie o tym pisać. Tak jest sama, na własne życzenie. No, może nie do końca moja młodsza siostra jest z nią bardzo zżyta, więc sobie żyją w takim symbiotycznym związku.

54 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-29 22:51:29)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
tenniedobry2 napisał/a:

nie chcę tematu zmieniać

Purple mówisz o liście rzeczy żeby jednak nie zapomnieć

czyli musisz się jednak bronić jeszcze sad


co do matki, moje skromne zdanie

można ponad to być, mówią śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą
potem są wyrzuty, a mogłam inaczej

to tak tylko na marginesie, przemyślenia moje byc może nie na miejscu big_smile

Tak już jest z uzależnieniem. Trzeba sobie ciągle przypominać jaką destrukcję siało w naszym życiu, bo potrzeba dawki jest czasem bardzo silna.

Każda sytuacja jest inna. Czasem nie da się być ponad to. Nie mam żadnych wyrzutów i nie zamierzam już ich mieć. 20 lat życia w poczuciu winy wystarczy. Nie mogłam inaczej. Inaczej mogłam już nie żyć.

55

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Beyondblackie napisał/a:

Absolutnie psycholog nie udziela rad w stylu "idz Zdzisiek, rozwiedź się", do niczego też nie namawia. W toku sesji wyłania się to, czego chce SAM KLIENT. Psychoterapia to nie jest jakieś pranie mózgu i z pewnością 99% mogę Autorce napisać, że mąż by odszedł jakby nawet w żadnej terapii nie uczestniczył. Gdybyś poczytała wątek Jej całego związku, to szczerze mówiąc, od lat z Jej strony była to reanimacja zmarlaka. Teraz szuka winnych, bo nie może się pogodzić z wyborem partnera, którego kurczowo się uczepiła i od którego się uzależniła przez kilka lat. Przecież Ona ciągle liczy na to, że jakoś go przekona do powrotu yikes

dziękuję,
nie muszę już pisać wink

56

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Purple_Rain napisał/a:

Nie wiem jak to się skończy, być może rozwodem. Czasem mam myśli, że właściwie wcale nie chcę z nim być.

ale będzie ojcem twojego dziecka...pomyśl o tym wink

57

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
in_ka napisał/a:
Purple_Rain napisał/a:

Nie wiem jak to się skończy, być może rozwodem. Czasem mam myśli, że właściwie wcale nie chcę z nim być.

ale będzie ojcem twojego dziecka...pomyśl o tym wink

Tak, będzie ojcem i podobno córka teraz to jego priorytet. Postaram się aby ich relacje były jak najlepsze, dla dobra córki. Czy będzie ojcem na miejscu czy ojcem dochodzącym to już inna sprawa.

58 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-01-29 23:05:59)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
Purple_Rain napisał/a:
in_ka napisał/a:
Purple_Rain napisał/a:

Nie wiem jak to się skończy, być może rozwodem. Czasem mam myśli, że właściwie wcale nie chcę z nim być.

ale będzie ojcem twojego dziecka...pomyśl o tym wink

Tak, będzie ojcem i podobno córka teraz to jego priorytet. Postaram się aby ich relacje były jak najlepsze, dla dobra córki. Czy będzie ojcem na miejscu czy ojcem dochodzącym to już inna sprawa.

ale może terapia pomoże wypracować prawidłowe relacje rodzicielskie miedzy wami,
może przebijecie się przez - emocje ...
Purple_Rain jesteś w szczególnym momencie życia, nie posiłkuj się cudzymi odpowiedziami - poszukaj własnych
i ten nick, moja ulubiona piosenka, gdzie tam - utwór Prince smile

59

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
in_ka napisał/a:
Purple_Rain napisał/a:
in_ka napisał/a:

ale będzie ojcem twojego dziecka...pomyśl o tym wink

Tak, będzie ojcem i podobno córka teraz to jego priorytet. Postaram się aby ich relacje były jak najlepsze, dla dobra córki. Czy będzie ojcem na miejscu czy ojcem dochodzącym to już inna sprawa.

ale może terapia pomoże wypracować prawidłowe relacje rodzicielskie miedzy wami,
może przebijecie się przez - emocje ...
Purple_Rain jesteś w szczególnym momencie życia, nie posiłkuj się cudzymi odpowiedziami - poszukaj własnych
i ten nick, moja ulubiona piosenka, gdzie tam - utwór Prince smile

Jeśli się okaże, że obojgu nam dzięki terapii uda się zmienić będę najszczęśliwszą osobą na ziemi. Na razie jednak pozbywam się złudzeń, aby uniknąć kolejnego rozczarowania. Iluzją żyłam zbyt długo.
Wszyscy tu bardzo pomagacie i podpowiedziami i swoimi historiami. Nawet jeśli czasem dostanie się po głowie, to też prowadzi do pewnych refleksji.
Purple rain to też jeden z moich ukochanych utworów smile

60

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Infinity, przeczytaj artykuł i koniecznie obejrzyj film. Spróbuj to odnieść do uzależnienia od miłości ( drugiej osoby ).

http://www.crazynauka.pl/trudno-uwierzyc-ile-emocji-wywoluje-ten-prosty-film-o-mechanizmie-uzaleznienia/

Gdyby usunięto link, słowa kluczowe do wuja google: "crazy nauka trudno uwierzyć ile emocji wywołuje ten prosty film "

61 Ostatnio edytowany przez Oliwka73 (2015-01-31 21:14:12)

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa
infinity napisał/a:

Mama ma jutro urodziny, jest sama, nie ma nikogo tam na miejscu.

W pierwszej chwili mylnie przeczytałam, że Ty masz jutro urodziny i napisałam Ci życzenia. Chyba muszę jednak założyć okulary smile.
(Dlatego edytowałam posta).

Ale i tak życzę Tobie no i mamie wszystkiego najlepszego i dużo sił. Dasz radę Infinity.
Pozdrawiam
Oliwka

62

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Dziękuję Wam za wsparcie. Filmik obejrzałam.

Niestety, dowiedziałam się, że mąż tylko czeka, aż "emocje trochę opadną" i dla niego nie ma innej możliwości, jak tylko rozwód. Oczywiście nie powiedział mi tego osobiście, ale tak rozpowiada dookoła. Niby się z tym liczyłam, ale wciąż gdzieś tam była nadzieja... sad Powiem Wam, że jego słowa, zwroty, sposób w jaki o tym mówi, są normalnie jakby wyjęte z ust psychologa, kilka osób potwierdza moje obserwacje. Do tego wątku natchnęły mnie też właśnie komentarze znajomych i rodziny, że "ta baba zrobiła mu już całkiem wodę z mózgu". Nie wiem czy tak było i pewnie nigdy nie dowiem. Tak czy siak on jest dorosły i powinien mieć własny rozum w tym wszystkim.

Po tej informacji przepłakałam swoje. Zdjęłam obrączkę, wciąż łapię się, że szukam jej palcem. Jest cholernie ciężko.
Próbuję się godzić z rzeczywistością, wszyscy dookoła mówią, że lepiej, że teraz niż jakby były dzieci, z którymi zostałabym sama, bo mąż miałby akurat ochotę realizować się sam ze sobą...

63

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Ja czytając twoją historię już chyba wczoraj lub w piątek, przypomniał mi się film
zupełnie podobny scenariusz jak twoja historia...z tym że Terapeutka już wcześniej
z owym mężem  miała romans... nie pamiętam tytułu , ale po przeczytaniu ...Twojej historii od razu mi się to nasunęło. Dziwne zachowanie  tej Pani , która ma uzdrawiać związki... pomóc w odbudowie.... jeśli się da po rozmowach....

64

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Tu nie chodzi o ich romans.
Ona jest mężatką, a on w toku tej terapii kilkakrotnie mówił, że chyba zrezygnuje, że nie chce się mu iść, odwoływał etc.
W ogóle wykluczam tu jakieś romanse z kimkolwiek. Pisałam o tym wyżej.

65

Odp: Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Przykro mi Infinity, że wypadki tak się potoczyły. Rola terapeutki jest tu mniej istotna, niż rola Twojego męża - dorosłego skądinąd człowieka. To on podjął decyzję. Proszę pamiętaj o tym, będzie Ci łatwiej.
Robisz małe kroczki, to dobrze, to wymaga czasu. Ja zdjęłam obrączkę, niedługo po jego wyprowadzce i odczułam ulgę. On nadal nosi swoją, ale pewnie tylko dlatego, żeby w pracy nikt się nie domyślił, bo mógłby stracić twarz wink

Kochana, teraz stoi przed Tobą duże wyzwanie. Zaopiekować się samą sobą.

Posty [ 1 do 65 z 78 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Negatywne skutki psychoterapii?- rozpad małżeństwa

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024