Chcę to wiem na pewno tylko jak to zmienić, nie potrafię powiedzieć od dziś jest tak i już, próbowałam ale to wraca a wtedy...
132 2014-07-29 16:23:31 Ostatnio edytowany przez Rysiu (2014-07-29 16:25:12)
Zamieszczę tutaj mały fragment książki...
"Wierny niewolnik-robot
Jeśli jestem przekonany i wierzę, że jestem nic nie warty, to
podświadomość bezkrytycznie przyjmuje to jako polecenie
i będzie mnie popychać do czynów, które to potwierdzą.
Odwrotnie, pozytywny obraz samego siebie jako ?w czepku
urodzonego? człowieka sukcesu powoduje np., że ta
potężna ?podwodna? część naszej prywatnej góry lodowej
kieruje nami tak, aby ta ?prawda? była spełniona.
W odpowiedzi na obraz tworzony za pomocą myśli w świadomym
umyśle podświadomość zwraca nam uwagę na ludzi,
rzeczy i wydarzenia, które są zgodne z naszymi głównymi
dążeniami. Powoduje również, że wypowiadamy słowa
i robimy rzeczy, które są zgodne z koncepcją samego siebie.
Jak potężny, ale bezkrytyczny komputer, podświadomość
pracuje dla nas, aby myśli zmienić w rzeczywistość, nawet
jeśli obiektywnie doprowadza nas do sytuacji niekorzystnych.
Powiedzenie ?wypluj te słowa? ma sens w stosunku
do nonszalancko wypowiadanych niby żartów, które mogą
wprowadzić w błąd naszego wiernego, ale bezmyślnego
sługę ? podświadomość."
Podświadomość kieruje wszystkim czego sami nie kontrolujemy... twoja jest nastawiona na "czy warto wierzyć?? a jak mnie oszuka?? jak znowu zdradzi??" Stąd za każdym razem kiedy chcesz coś zrobić, przytulić się, powiedzieć coś, chcesz zrobić krok w przód pojawia się wątpliwość... natychmiast myśl czy powinnaś... czy nie oszuka...
Nie da się podświadomości przestawić od tak... potrzeba czasu... ale na chwilę obecną tylko programujesz na to samo coraz bardziej...
to o tym czasie mówiłam, że może za wcześnie, ja naprawdę próbuję i wydaje mi się, że jest lepiej ale...zawsze ciężko mi było moje myślenie przestawić i teraz nie jest inaczej a nawet trudniej...ale staram się, jeszcze próbuję...
Nie rozumiesz dlaczego... Ciągle poddajesz to w wątpliwość... świadomie... musisz przestać poddawać się tym myślom...
Musisz świadomie zacząć myśleć przeciwnie... że będzie dobrze... nie jest to łatwe, ale na każdą myśl poddającą to wszystko w wątpliwość zostaw temat i myśl że będzie dobrze... Usiądź i zapisz na kartce dlaczego chcesz ratować to małżeństwo... zapisz i miej zawsze przy sobie... jak nachodzą Cię wątpliwości to wyciągaj i czytaj... powtarzaj że warto i spróbujesz... nawet na siłę... przy natłoku negatywnych emocji powtarzaj sobie to nawet na głos... jak mantrę... z uporem i jakbyś tamtym myślom robiła na złość...
Pierwsze efekty będzie widać po około 3 tygodniach... takie myśli że warto zaczną się pojawiać zamiast tych negatywnych... ale tylko jeżeli się postarasz... będziesz pilnować przeprogramowywania podświadomości ![]()
zacznę już od dziś, bo mam jakieś zwątpienia od wczoraj kiedy to mój m powiedział wiesz, ze Cię kocham i dlatego chciałem Ci powiedzieć, ze odezwała się do mnie była dziewczyna (taka z czasów nastoletnich) i pytała co u mnie itd ona się rozwiodła ma dziecko i takie tam. Powiedziałem Ci bo chcę żebyś wiedziała, że nie mam żadnych tajemnic. A ja się tylko cały czas zastanawiałam po co mi to mówi, po co mi to mówi, nigdy Go nie pytałam o takie rzeczy, nigdy nie wnikałam (fakt jak się zaczęłam domyślać co i jak sprawdziłam jego fon i fb) ale przedtem w życiu i powiedziałam, ze tego nie zrobię już więcej więc po co mi to mówi. Żeby zabić moją czujność....muszę zacząć myśleć pozytywnie to prawda bo inaczej na pewno ja oszaleję i On.
136 2014-07-29 16:50:17 Ostatnio edytowany przez Rysiu (2014-07-29 16:50:31)
Wysłałem Ci coś pomocnego na maila
Gdyby nie doszło, bo spory pliczek to napisz, a wrzucę na jakiś serwer ![]()
Powiem szczerze że ja podjął bym inną decyzję:) ale ta decyzja jest Twoje
i niezależne jak się skończy, to jest to dobra decyzja
bo jest twoja
Więc postaram Ci się pomóc
przynajmniej na tyle ile potrafię ![]()
dziś dostałam od Niego kwiaty...powiedział nie chcę żebyś się przeze mnie ciągle smuciła...ucieszyłam się a później...ech powiedziałam mu nic nie mogę na razie poradzić choć z tym walczę ale za każdym razem kiedy coś, mówisz lub robisz miłego zastanawiam się dlaczego...przytulił...
138 2014-08-02 14:39:47 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-08-02 14:40:24)
Mój mąż i moje dziecko wyjechali stąd ja mam czas i spokój ale na razie boje się myśleć jakkolwiek to brzmi. Wiem, że kontaktował się i z realną Ją, którą przeleciał i z wirtualną również na 100% Jestem idiotką, która myśli, że mimo to mnie kocha to jakiś dramat. Z obydwiema prawie w tym samym czasie...a ja mimo to próbuję uwierzyć, że...nigdy nie posądzałam się o taką żałość...coraz częściej pytam się samej siebie dlaczego mi tak zależy, przecież rozsądna kobieta widzi, że to nie ma sensu...miał przestać a tego nie zrobił czyli proste i logiczne jest to, ze nie liczy się dla Niego moje zdanie, nie liczą się moje uczucia, wciąż mnie okłamuje, więc pewnie jak tylko trafi się okazja...mimo, że mówi, że mnie kocha, mimo, że widać jak się stara ale to wszystko, dlaczego nie potrafię tego związku odpuścić...
dziś dostałam od Niego kwiaty...powiedział nie chcę żebyś się przeze mnie ciągle smuciła...ucieszyłam się a później...ech powiedziałam mu nic nie mogę na razie poradzić choć z tym walczę ale za każdym razem kiedy coś, mówisz lub robisz miłego zastanawiam się dlaczego...przytulił...
Samotna pozostań przy tym, może pomilczcie razem na ten sam temat może usłyszysz wtedy czy Wasze serca biją w jednym rytmie, czy wasz oddech jest miarowy co między Wami jest. Daj sobie czas nie spiesz się, realnie oceniaj sytuację nie licz ale też nie przekreślaj. Niech to będzie też jego wybór ale nie pozór dla Ciebie. Ważne jest bezpieczeństwo a ono jest zachwiane powiedz mu o tym że jeśli wybrał tak to ty wybierasz tak jeśli inaczej to i Twoje decyzje są inne.
Mój mąż i moje dziecko wyjechali stąd ja mam czas i spokój ale na razie boje się myśleć jakkolwiek to brzmi. Wiem, że kontaktował się i z realną Ją, którą przeleciał i z wirtualną również na 100% Jestem idiotką, która myśli, że mimo to mnie kocha to jakiś dramat. Z obydwiema prawie w tym samym czasie...a ja mimo to próbuję uwierzyć, że...nigdy nie posądzałam się o taką żałość...coraz częściej pytam się samej siebie dlaczego mi tak zależy, przecież rozsądna kobieta widzi, że to nie ma sensu...miał przestać a tego nie zrobił czyli proste i logiczne jest to, ze nie liczy się dla Niego moje zdanie, nie liczą się moje uczucia, wciąż mnie okłamuje, więc pewnie jak tylko trafi się okazja...mimo, że mówi, że mnie kocha, mimo, że widać jak się stara ale to wszystko, dlaczego nie potrafię tego związku odpuścić...
Niektórzy ludzie po prostu chcą być nieszczęśliwi...
Czyli chcę być nieszczęśliwa...przez tyle lat chciałam być szczęśliwa i mi się odmieniło...nie cierpię siebie za to, że nie umiem powiedzieć, że to koniec. Nie mogę uwierzyć, że to znoszę to nie jestem ja...to nie jestem ja...ktoś mnie zamienił na inną osobę...chcę być z Nim i chcę wierzyć ale tyle już się wydarzyło co mówi, że nic z tego ile musi się wydarzyć żebym powiedziała to koniec...
Nie czytalam calej dyskusji ale doskonale Cię rozumiem tez jestem zdradzona i od ponad roku nie umiem sobie z tym poradzic tyle ze ja jestem za granica a on w pl z naszym synem i uwierz ze my kobity wiele wytrzymujemy wiem po sobie czasem go nie nawidze za to jak mnie traktuje po tym wszystkim ale kocham i wierze choc moze czasem coraz mniej tej wiary jest...
tylko dlaczego, dlaczego to znosimy bo kochamy, cóż z tego skoro Oni nas nie szanują, nie kochają bo gdyby tak było nie zrobiliby nam tego, czyż nie tak? ja już sama nie wiem co robić. Jak myślę, że mam plan i będę go realizowała to dostaję po łbie...szlag by to wszystko trafił
samotna
czego Ty chcesz tak naprawdę?
145 2014-08-03 21:53:17 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2014-08-03 21:53:56)
.. ile musi się wydarzyć żebym powiedziała to koniec...
Według mnie widzisz to, co chcesz widzieć.
A chcesz widzieć to, co już dawno, dawno temu ułożyłaś sobie w głowie: czuły i kochający mąż, śliczne i mądre dzieci, sielankowe życie, w którym problemy będą pojawiać się tylko po to abyście mogli je wspólnie pokonywać i utwierdzać w tym, jak doskonale do siebie wszystko pasuje i wszystko wyśmienicie się układa.
Sorki Samotna, celowo przejaskrawiam ![]()
Chcę Tobie tylko pokazać, że kurczowo trzymasz się stworzonej przez siebie ihistorii, którą ja nazywam scenariuszem na życie - wszyscy ułożyliśmy sobie takie ramy w okresie dorastania. To bolesne jak nasze wyobrażenia mijają się z rzeczywistością, ale same Twoje dobre chęci nie wystarczą aby .... Dobrze to wie Twoja racjonalna strona, którą czasami widać w Twoich wypowiedziach. Ale zaraz potem "wpada" sielski obrazek zabaw tatusia z córeczką, który jest zgodny ze scenariuszem i rozum musi ustąpić miejsca emocjom.
Zatem odpowiadziec na pytanie, ile musi się wydarzyć żebyś powiedziała koniec - powinnaś sobie sama, bo tylko Ty wiesz, jak silne jest w Tobie pragnienie zrealizowania scenariusza.
Życzę Tobie powodzenia w odnajdywaniu siebie ![]()
Trzymaj się ![]()
Dziękuję Przyszłość
ja naprawdę widzę to co jest "nie tak", widzę jak nic, jak z Nim rozmawiam i pytam to wiem, ze mi powie nie pamiętam albo nie wiem i wkurza mnie to bo mam rację nie mylę się dlaczego napisałeś nie wiem...co pisałeś...nie pamiętam...to jest bez sensu. Jak słyszę ale jestem tu z Wami i nie chcę być nigdzie indziej a wiem, że pisze to szlag mnie trafia i mam Go ochotę wywalić ale nie mogę, nie potrafię, coś mi nie pozawala wiem, że to idiotyczne ale tak jest...skoro nie zrozumiał, ze ma nie pisać niezależnie od tego, ze nie ma możliwości, że kiedykolwiek się z Nimi zobaczy nie obchodzi mnie to, ma nie pisać a On...Przez to ja czuję się jak najbardziej żałosna idiotka świata, która nie potrafi mu powiedzieć weź gościu spadaj...a nawet inaczej powiedziałam mu ostatnio (jak się okazało, że pisał), ze ma się wynieść, ze to koniec, nie ma już nas i nie będzie ma zabrać rzeczy i do widzenia nie chcę Go więcej widzieć skoro nie potrafi zerwać kontaktu choćby to była jedna wiadomość mam to w dupie bo miało nie być żadnych ale ON, że teraz wie co może stracić i On będzie walczył i nas kocha i On się nie wyprowadzi, będę się starał i będę przy Was może znowu będziesz chciała ze mną być...Najgorsze jest to, ze rozum mi mówi, że tego się już nie da naprawić i nawet mówię to głośno do Niego ale z drugiej strony serce tak bardzo chce uwierzyć, że jednak...
Samotna
czyli chcesz żeby odszedł czy nie? Myślałaś o terapii?
teraz nie mam głowy do terapii, zwłaszcza, że coś czuję, że lada chwila się zacznie z porodem choć to za wcześnie a może to tylko nerwy..., nie wiem może tylko przeczucie i się mylę i nawet nie mam głowy myśleć zresztą teraz jestem sama bo On z córką na wakacjach, w sumie powiedziałam mu we czwartek, ze to koniec, ze ma się zabierać a w sobotę Oni wyjechali bo i taki był plan...czego chcę...rozsądnie myśląc chcę żeby zniknął i żebym nie musiała się więcej zastanawiać co robi z kim i dlaczego, nierozsądnie jak mówi, ze kocha, przeprasza i wie co mógł stracić chcę wierzyć...idiotyczne wiem....
Samotna
bez bezsensu jest mówienie, ze ma coś zrobić a i tak tego nie egzekwujesz, najlepiej nic nie mówić bo i tak tego nie chcesz. Może skup się teraz na porodzie, a co dalej zobaczysz. Wydaje mi się, ze i tak będzie potrzebować pomocy przy drugim dziecku.
jeżeli masz potrzebę wyrzucić z siebie to, co w tobie siedzi ... pisz, wywalaj ile się da, wszystkie swoje wątpliwości
ale potem weź głęboki oddech i spróbuj się wyciszyć - spróbuj, odpuścić dziewczyno !
czy do ciebie dociera, że szkodzisz swojemu dziecku, temu które nosisz w sobie ...
odpuścić, donoś ciążę, uródź zdrowe dziecko a potem pomyślisz
ODPUŚĆ
tzn ja chciałam, powiedziałam, że to koniec ale On, że nie...a i tak jak mówię w sobotę wyjechali więc...teraz ich nie ma i tęsknie za córką ale Jego też mi brak, zwłaszcza, że ostatnio naprawdę jest przy mnie, przy nas...oszaleć można a tu jeszcze ten poród teoretycznie powinien być za 1,5 miesiąca ale dziś wydaje mi się jakby coś się zaczynało a może to naprawdę nerwy dają ponownie znać o sobie zobaczymy...
odpuść...
in_ka 8 lat szczęśliwego życia jakoś ciężko ale wiem muszę się zdecydować i czegoś trzymać bo tak dalej nie można funkcjonować, najgorsze jest to, że jak ja już mówię, ze to koniec i ma się pakować to On nie bo On będzie się starał i mi będzie pokazywał, ze zależy...
Samotna
jeśli chciałabyś to skończyć to byś skończyła, a po prostu nie chcesz więc nie wymiguj się, ze on postanowił inaczej.
155 2014-08-03 23:28:42 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-08-03 23:29:37)
jak mam go wywalić z domu? Jasne, ze nie jestem przekonana, ze to dobra decyzja ale skoro mówię jasno i wyraźnie, ze to koniec i nie interesuje mnie już co ma do powiedzenia ma się wynieść a On, że nie to co...nie wymiguje się nigdy wcześniej nikt mnie nie zdradził i nie musiałam wywalić nikogo z domu proste...
będę jak zdarta płyta - odpuść ...
wiem, na razie odpuszczam mam dość, zwłaszcza, ze wczoraj naprawdę myślałam, że już zaczyna się dziać coś ale dziś spokój wyłączyłam się i na razie spokój a jeszcze za wcześnie więc musze wyluzować...
Samotna,
To może zrób tak.
Wyznacz sobie konkretny termin, w trakcie którego poobserwujesz i potestujesz swojego męża, a on będzie miał szansę udowodnić Tobie, czy i jak bardzo mu na Tobie zależy.
Nawet jak nie jesteś do tego rozwiązania przekonana to niech to będzie AKT Twojej WOLI. Bardzo ważne abyś w tym czasie skupiła się na teraźniejszości, nie wracaj do przeszłości, nie planuj przyszłości tylko żyj obecną chwilą. A po określonym czasie zrobisz sobie podsumowanie i zdecydujesz, co dalej.
Może takie rozwiązanie pomoże Tobie odpocząć i nabrać dystansu a jemu da przestrzeń do zadbania o Ciebie ![]()
Co Ty na TO?
moze to dobry pomysł...dziekuję za wszelkie sugestie :-)
160 2014-12-16 21:56:45 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-12-16 21:57:20)
Długo mnie nie było dlatego może być trochę przydługo...
urodziłam synka, początkowo były problemy ale już jest ok, zdrowy rośnie ma już 3 miesiące a moja córka Go bardzo kocha i nie okazuje zazdrości...super
małżeństwo...wciąż jesteśmy razem. On walczy każdego dnia, powtarza, że kocha, przytula ciągle, kupuje prezenty, zajmuje się córką i synem, biega z małą na wszelkie zajęcia dodatkowe, pomaga, wspiera, naprawdę widzę, że mu zależy, znosi moje wybuchy, odpowiada na moje pytania po raz milionowy...ale, no właśnie to jest silniejsze ode mnie i nie wierzę...nosz cholera nie wierzę, kiedy mówi kocham chcę krzyczeć ale już nie mnie, kiedy przytula zastanawiam się czy ją też przytulał, jak i w ogóle. Dręczę siebie i Jego pytam i wracam do tego...seks jest...ludzie w czasie jest jeszcze ok bo wtedy nie myślę ale po zaczynam ryczeć i myślę tylko o tym, że przeleciał Ją a później mnie jak gdyby nigdy nic, p seksie (nie wiem czy mogę tak napisać ale to przyszło mi do głowy) nie mam do siebie szacunku, że robię to z kimś kto wolał kogoś innego...wydaje mi się (stwierdzenie klucz), że mu wybaczyłam i poza tym kiedy np w filmie czy necie jest coś o zdradzie to wtedy wypominam, wtedy znowu zaczynam drążyć, poza tym nie, nawet mi się udaje czasem uśmiechnąć...najgorsze jest to, że "martwi" mnie co One myślą (tzn wiem, że nawet o mnie nie pomyślą) ale myśl, że się ze mnie śmieją, że z Nim znowu próbuję coś tworzyć to mnie wykańcza, choć nigdy nie byłam osobą, która obchodziło co myślą inni. Ciągle po głowie krążą myśli, ze skoro to już prawie rok a ja potrafię przeryczeć pół dnia to ile mam czekać żeby było lepiej i skoro to tak długo trwa to może nie ma sensu bo lepiej nie będzie...chcę i próbuję ale jakby to co powiedzą Ci co wiedzą mnie obchodzi...no i podstawowa sprawa nie ufam...ale też zaczęłam myśleć o sobie, mówię jasno czego chcę i że teraz chce więcej niż przedtem dawał z siebie bo niejednokrotnie dawał mało, że chce mieć czas dla siebie, wiem też że muszę być niezależna dlatego muszę wrócić do pracy choć plany były inne...w jednej chwili jest dobrze a w kolejnej potrafię się rozpłakać tak po prostu...
wybaczcie wiedziała, że wyjdzie przydługo...
Minął rok od kiedy powiedział, że nie wie czy m nie kocha, za chwilę minie rok kiedy mnie zdradził fizycznie i mimo, ze wciąż jesteśmy razem a On staje na uszach żeby to naprawić i mówi, że rozumie błąd i tak dalej i że wie, że zawsze kochał kocha i będzie kochać tylko mnie to...nie jest mi lepiej, nie umiem wybaczyć i iść dalej, to ciągle wraca i chcę żeby cierpiał, wykańczam i siebie i Jego. Są chwile, że jest dobrze ale wtedy sama się karcę, że nie powinno być, że nie mogę być z Nim szczęśliwa...to jakiś koszmar, dramat, wegetacja nie życie. Wciąż to samo niby chcę ale nie umiem...
162 2015-03-21 17:53:53 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2015-03-21 17:55:58)
i nastał ten dzień, dokładnie rok dziś wieczorem kiedy wskoczył do łóżka innej...a na dodatek jutro znów wyjeżdża w delegację...no i jeszcze jedno znalazłam w necie artykuł 5 typów toksycznych ludzi, na których szkoda mi już czasu (i łez)...jestem przez to wszystko nr 5 czyli:
5. Żyjący przeszłością
Najczęściej tą, w której ktoś ich skrzywdził, albo coś im nie wyszło. Nie uwiedzie ich nawet najpiękniejsze dzisiaj. Dla nich liczy się to, co miało miejsce 30 lat temu, gdy ktoś powiedział, zrobił, lub nie zrobił tego, na co czekali. Pielęgnują urazy jak cenny skarb. Nie dadzą sobie odebrać ani okruszyny. Skrzywdzenie określa ich byt, bycie ofiarą to ich misja i przekleństwo jednocześnie. Nie zostawią tego, ile byś ich nie przekonywał. Prędzej zmarnują całe życie.
Czego bym nie robiła i tak do tego wracam...żal...
Odejdź od niego. Będziesz płakała 2 x częściej i 3 x dłużej. Każdy popełnia błędy. Nawet Świ. Piotr je popełnił. Masz chłopa , który się stara, dba o dzieci a Ty wymyślasz.
Ostatnio na jaw wyszedł romans Justyny Kowalczyk z żonatym facetem. Jak się zachowała jego żona niewiadomo. Wiadomo, że nie jest z Justyną i chyba się nie rozstał żoną. A pół Polski o tym wie.
nie chodzi o to kto wie...wiem ja, moja sytuacja była skomplikowana i on wiedział o tym masę czasu zajęło mi żeby uwierzyć, że jest facet, któremu można zaufać a on...on polazł do łóżka z kimś innym, miał jakiś internetowy romans z kimś innym i kłamał mi w oczy, mało tego chciał odsunąć od siebie córkę żeby jej było łatwiej jak odejdzie, jak się przespał z tą laską to zrozumiał (jego słowa) tylko , że co teraz już wiem, że nie jest tym za kogo wyszłam, wiem, ze jest słaby i nie wiem tylko co znów go może do tego pchnąć...pewnie masz rację, że się użalam ale to dzięki niemu uwierzyłam, że są faceci, z którymi można żyć normalnie a on mi to dał a później odebrał, nie próbował rozmawiać, wręcz przeciwnie gdy pytałam wszystko było dobrze a efekt był taki, że wlazł do łóżka jakiejś głupiej dupie (bez urazy dla niej bo on też za mądry się nie okazał)