zdradzona... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 164 ]

66

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Nie powiem bo problemów mieliśmy dużo ze względu na mieszkanie z chorą osobą i czasem utrudnione pewne sprawy a i później praca ale sorry do samego wyjazdu było prawie idealnie a później trzask prask i równia pochyła.

To tylko świadczy o słabości Twojego męża, czyli co, wyrzucić chorego na bruk bo facet ma kryzys? Strasznie "miętki" musi on być, dla mnie jak baba a nie jak chłop.
Ciekawe coby zrobił, gdyby miał np. osobę umierająca na raka w domu - rozwiódłby się z Tobą z rozpędu z pominięciem kochanek?

To, co Ty opisujesz, to jest zwyczajne życie. Być może Twój mąż nie nadawał się do małżeństwa jako takiego w ogóle...

Samotna79 napisał/a:

Czyli się szmacę, nie pamiętam już kto tak napisał na forum, bo chcę spróbować nie rozpieprzyć tego, bo chcę dać szansę dupkowi, który raz poszedł do łóżka z jakaś pieprzoną gówniarą.

Nawet wiem kto to napisał - cały wątek Oli jest dla mnie grubymi nićmi szyty, laska plecie jak potłuczona.
Dodam jeszcze, że inna primadonna na swoim wątku atakuje te przyjmujące/walczące żony jako pozbawione godności i ambicji smile

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: zdradzona...

Sęk w tym, że to wszystko zaczęło się jak juz zostaliśmy sami. Ja zaczęłam myśleć to teraz odetchniemy, teraz już będzie z górki. A w tamtym czasie mnie bardzo wspierał nieraz gdyby nie On to bym chyba tego nie udźwignęła. Nawet pomyślałam, że może przestaliśmy w końcu po tylu latach mieć problemy to "zaczęliśmy" tworzyć nowe...

68 Ostatnio edytowany przez batszeba (2014-07-04 18:51:29)

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Sęk w tym, że to wszystko zaczęło się jak juz zostaliśmy sami. Ja zaczęłam myśleć to teraz odetchniemy, teraz już będzie z górki. A w tamtym czasie mnie bardzo wspierał nieraz gdyby nie On to bym chyba tego nie udźwignęła. Nawet pomyślałam, że może przestaliśmy w końcu po tylu latach mieć problemy to "zaczęliśmy" tworzyć nowe...

Mnie się wydaje, że istnieją osoby - zarówno mężczyźni jak i kobiety - które zwyczajnie nie powinny wchodzić w związki typu małżeństwo. Tzn. powinny wiązać się na dłuższe lub krótsze bycie ze kimś ale bez podejmowania zobowiązań tego gabarytu co ślub i rodzina, bo to je przerasta.

Teraz doczytałam to, co napisałaś wcześniej a propos choroby babci:

Samotna79 napisał/a:

W każdym razie On powiedział, ze czuł się odrzucony

qrwa, podziwiam Cię, że raczyłaś takiemu palantowi dawać drugą szansę. Gdyby o jego babcię lub mamę chodziło, Ty nie miałabyś prawa okiem mrugnąć, ręczę Ci....

69

Odp: zdradzona...

Nie wiem może ja to nasze życie źle przedstawiam a może nie widzę a raczej nie chcę czegoś widzieć. Dla jasności, to ja starałam się ograniczać to co trzeba było robić przy babci bo to było mycie jej, przebieranie, zmienienie pieluchy, czy pościeli, podstawienie basenu. Ale to nie tak, że On tego nie robił bo owszem kiedy byłam w pracy a coś się przydarzyło to robił i nigdy nie marudził naprawdę choć wiem, ze było to zarówno dla Niego jak i dla Niej krepujące. Kiedy siedziałam po godzinach to On zajmował się i babcią i córką. Babcia ostentacyjnie nie chciała jeść tego co On przygotował ale On się tym nie przejmował a raczej mówił żebym ja się nie przejmowała. Nawet kiedyś ja przygotowałam jedzenie wieczorem (dla sprawdzenia bo moje zawsze jadła) a On miał podgrzać rano, że niby to On to i tak nie zjadła ale On mówił spokojnie podjęliśmy się damy radę. Nieraz byłam naprawdę tak zmęczona, że nawet na seks nie miałam ochoty ale jakoś to później nadrabialiśmy a On zawsze mnie przytulał i mówił będzie dobrze. I dopiero jak wyjechał...siedział przez miesiąc w 5 czy 6 gwiazdkowych hotelach w kraju gdzie europejczycy to och i ach, w kraju gdzie panienki marzą o byciu właśnie z europejczykiem i jak wrócił to...początkowo jeszcze jakoś znośnie choć od razu widziałam różnicę ale z każdym dniem w dół. Starałam się rozmawiać ale widziałam, że jest coraz gorzej...aż w końcu powiedział, ze On chciał wyjechać a ja powiedziałam, ze nie no bo niby jak On sobie wyobraża, że wszystko rzucimy i pojedziemy tysiące kilometrów gdzieś tam ale On sobie wyobrażał. No a potem było co było. Jak Go później (po tym jak poszedł do łóżka z Tą o co chodziło tak naprawdę) to On w sumie nie wie czuł się odrzucony, chciał wyjechać bo tam widział jakieś szanse itp. Nie wiem co myśleć ech może i racja, że się nie nadaje a ja przez za niedługo 10 lat bycia razem nic nie zauważyłam...taka ze mnie idiotka ale ja Go przecież ani na ślub nie naciągałam ani na dziecko a co dopiero drugie...ech wszystko takie dla mnie niejasne...

70

Odp: zdradzona...

Samotna "nie szmacisz się" jak ktoś Ci tam napisał. Po prostu próbujesz ratować rodzinę, co w tym złego.Przerabiam to już po raz drugi, czyli co szmacę się podwójnie..My chyba jesteśmy po prostu za dobre, a Nasi mężowie to wykorzystują.Wygodnie dom wysprzątany,nagotowane, poprane, wyprasowane i jakaś flama na boku. bo jak to ktoś powiedział w filmie "żony są w domu a ku..y za płotem". Sama znasz najlepiej swojego męża, więc jeśli widzisz szansę to próbuj. Czas pokaże czy było warto.

71

Odp: zdradzona...

Nie wiem tylko czy dam radę bo jak pisałam wydaje mi się, ze warto a później myślę, ze jest gorzej zamiast lepiej, tzn mnie gorzej i czasami myślę nawet, że powinnam mu powiedzieć a spadaj ale z drugiej strony (pocieszam się pewnie jak głupia) to był tylko jeden raz nie trwało to....a dupa nie powinno się stać i tyle nic tego, nic Jego nie usprawiedliwia i koniec. Ale spróbować muszę żeby później faktycznie powiedzieć zrobiłam wszystko żeby to uratować, zrobiłam wszystko bo Go kochałam i chyba wciąż kocham, zrobiłam wszystko dla mojej córeczki oraz dla tego malucha w moim brzuchu. Zrobiłam wszystko bo prawie 8 lat temu przysięgałam, że będę i chcę spróbować, choć jest naprawdę ciężko...

72

Odp: zdradzona...

Doskonale Cię rozumiem i wiem jak się czujesz. Nie powinno się stać, ale się stało i sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy będziesz w stanie o tym zapomnieć i wybaczyć, bo bez tego będzie trudno. Nikt też nie da Ci gwarancji, że historia  się nie powtórzy. Ja  wybaczyłam, zapomniałam, ale znowu się zaczyna, niby zdrady fizycznej nie było, tylko telefoniczny flirt, ale i tak boli..

73

Odp: zdradzona...

Stało się wiem i już się niestety nie odstanie. Każdego dnia zadaję sobie pytanie czy dam radę i jest ranek kiedy myślę, że ok warto spróbować a później jest taki jaki dziś...dziś obudził mnie On bo płakałam a płakałam przez sen bo śniło mi się, ze gdzieś razem byliśmy a On się na moich oczach pieprzył z każda laską...i dziś jest dzień kiedy myślę nie dam rady. Nie dam rady każdego dnia zastanawiać się co i z kim zrobił. Chcę sprawdzić Jego telefon, skrzynkę, pocztę ale i nie chcę nie dlatego, ze włącza mi się ostrzeżenie, hej jeśli macie być razem musisz spróbować zaufać....znowu. Dlatego nie sprawdzam bo się boję, ze coś znajdę a to chyba nie świadczy dobrze. Ale kiedy córka ze mną siedzi i mówi idę do taty wole z Nim posiedzieć i z uśmiecham na twarzy do Niego pędzi. Albo mówi mamo dlaczego tato nawet w wakacje musi być w pracy chcę z Nim spędzać więcej czasu to wtedy widzę, że wszystko wróciło do normy. Do Jej normy czyli jest tata, który Ją kocha i Ona to czuje i tęskni za Nim i chce z Nin być. A ja nie wiem czy jestem w stanie Jej to zagwarantować...czy kiedyś powiem, że jest normalnie bo na razie wszystko jest bardzo dalekie od normalności...dziś ryczałam i się siebie pytałam gdzie jest mój mąż, ten którego wzięłam za męża, ten który dawał wsparcie i miłość, GDZIE ON jest ale wiem, że Jego już nie ma, nie ma i już nigdy nie będzie, bo teraz wszystko jest inaczej i nie ma już nas sprzed 10 lat kiedy się poznaliśmy, czasami czuję, ze on jest kims obcym kogo wcale nie znam...

74

Odp: zdradzona...

Pewnie to już słyszałaś, ale musisz dać sobie czas. Spróbuj nie myśleć o tym ciągle i analizować. Wiem, że to nie jest łatwe i jeszcze długo nie będzie, możliwe że nigdy. Nie ma dobrych rozwiązań. I masz rację daj sobie spokój ze sprawdzaniem  telefonu czy skrzynki, bo nic to nie zmieni.Ja i tak chyba jestem w lepszej sytuacji, bo dzieci odchowane i łatwiej rzucić to w cholerę. Trzymaj się, masz dla kogo..

75

Odp: zdradzona...

Dzień kiepski to i przemyśleń dużo i cały dzień myślę, że musiałam zrobić coś potwornego swojemu mężowi. Tylko ktoś kto zrobi coś okropnego drugiej osobie mógłby zasłużyć żeby zostać tak potraktowanym. Nie wiem co to było ale coś musiało być. Nie krzywdzi się osoby, którą się kochało prawie 10 lat, bez powodu...

76

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Dzień kiepski to i przemyśleń dużo i cały dzień myślę, że musiałam zrobić coś potwornego swojemu mężowi. Tylko ktoś kto zrobi coś okropnego drugiej osobie mógłby zasłużyć żeby zostać tak potraktowanym. Nie wiem co to było ale coś musiało być. Nie krzywdzi się osoby, którą się kochało prawie 10 lat, bez powodu...

Samotna,
Nie odbieraj zdrady swojego męża w kategoriach kary.
Zaakceptuj fakt, że on wogóle o Tobie nie myślał, ani o Ciebie nie dbał, ani Ciebie nie szanował, ani nie chciał Ciebie skrzywdzić czy poniżyć.
Po prostu skupił się na sobie i swoich pragnieniach, nic więcej.
Zrobił tak, bo chciał.

Samotna79 napisał/a:

...dziś ryczałam i się siebie pytałam gdzie jest mój mąż, ten którego wzięłam za męża, ten który dawał wsparcie i miłość, GDZIE ON jest ale wiem, że Jego już nie ma, nie ma i już nigdy nie będzie, bo teraz wszystko jest inaczej i nie ma już nas sprzed 10 lat kiedy się poznaliśmy, czasami czuję, ze on jest kims obcym kogo wcale nie znam...

Tamtego Twojego męża sprzed 10 lat już nie ma. To już wiesz.
Ale Samotna, tej dziewczyny, którą byłaś 10 lat temu też już nie ma. Zdrada Ciebie zmieniła.
Jesteście teraz innymi ludźmi z bagażem doświadczeń.
Pytanie, czy Wy, z tym bagażem zdarzeń, chcecie budować nowy związek.
Na odpowiedzenia sobie na to pytanie Ty, a być może Wy potrzebujecie tego czasu, o którym wszyscy tutaj wspominają.
Nie jest możliwe, żeby Wasz nowy związek był tym samym sprzed zdrady. To będzie inna jakość.
Zanim jednak podejmiesz jakąkolwiek decyzję, postaraj się przemyśleć, czego oczekujesz od swojego związku i swojego mężczyzny. Kogo chcesz u swojego boku? Czy przyjaciela, partnera, kochanka ? Czy opiekuna, ojca swoich dzieci ?
Staraj się nie idealizować przeszłości, ale skupić się na teraźniejszości i przyszłości.
Decyzja o pozostaniu razem jest trudna.
Dla mnie to była jedna z najtrudniejszych decyzji w życiu i wciąż nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam, czy dobrze robię.
Ale pamiętaj samo bycie razem nie wystarczy. Sama deklaracja o byciu razem nie wystarczy.
Trzeba się na nowo uczyć siebie, rozmawiać, mówić o swoich oczekiwaniach, pragnieniach i potrzebach.
Ale trzeba też słuchać, co "Ci to drugie chce powiedzieć do ucha" ( cyt. z piosenki grupy Strachy na Lachy).

Życzę Tobie dużo siły i więcej radości smile
Trzymaj się smile

77

Odp: zdradzona...
kristinxx napisał/a:

Nie warto.. Ja wybaczyłam.Więcej nawet sprzedałam swój dom i zostawiłam wszystko. Dziękował,przysięgał że nigdy więcej, że tylko mnie kocha.Teraz śmieje mi się w twarz. A ja niczego tak nie żałuje jak tamtej decyzji sprzed 8 lat.

Kurcze zostaw gada i całkowicie zapomnij o nim. Jakbym go spotkał to bym zrobił mu manto. Nie wolno tak traktować kobiet.

78

Odp: zdradzona...

Kurcze zostaw gada i całkowicie zapomnij o nim. Jakbym go spotkał to bym zrobił mu manto. Nie wolno tak traktować kobiet.

  Gad już prawie zostawiony. Jestem w trakcie pakowania. Jutro rano wyjazd.

79

Odp: zdradzona...

To git jesteś super silną dziewczyną smile

80

Odp: zdradzona...

No i ja właśnie tego się obawiam, ze nie warto...ale niestety albo stety chyba podjęłam decyzję (gdzieś w głębi) jeszcze jej nie wypowiedziałam na głos, ale muszę spróbować. Może jestem naiwną idiotką ale zawsze tak miałam, że jak coś robię to na maksa, no i teraz muszę mieć pewność, ze zrobiłam wszystko. Jeśli się okaże, że nie warto było to będzie ciężko ale chyba najbardziej ze względu na dzieci. Wczoraj mieliśmy rozmowę (tak trochę) w każdym razie po raz drugi powiedziałam co i jak i o tym, ze więcej szans nie będzie. Powiedziałam, że spróbuję i zobaczymy ale niestety wiem, ze tamtych nas już nie ma i nie wiem czy to dla mnie do przyjęcia. A On powiedział: wiem, że już nie będzie tak samo ale będę się starał żeby było lepiej oraz dodał drugi raz w ciągu ostatnich dni, że naprawdę mnie przeprasza, nie chciał mnie skrzywdzić, nie chciał żebym cierpiała, ani ja ani nasza córka. Zobaczymy co te obietnice i skrucha są warte...

81

Odp: zdradzona...

Trzymam kciuki...

82

Odp: zdradzona...

Kciuki się przydadzą bo niestety mam wątpliwości koszmarne. Najbardziej się obawiam, że w razie czego córka to ciężko zniesie, dziś przeszło mi przez myśl, że jak wszyscy będą wiedzieć to będzie mi wstyd. Jakaś faktycznie mało mądra jestem przecież to nie ja mam się czego wstydzić. I druga sprawa, o której myślałam to ja nigdy od chwili kiedy się spotkaliśmy nie powiedziałam do kogoś na Niego złego słowa, zawsze uważałam, że to nasze sprawy ani rodzicom ani przyjaciółce czy kolegom jakimś, nigdy nikomu. Zawsze mówiłam, że jest ok. Nawet teraz przeżywałam to co przeżywałam i przez tyle czasu nie powiedziałam nikomu poza teściową ale to wyszło tylko dlatego, że Ona już wiedziała, że coś się dzieje, no nieważne. Powiedziałam też jednemu koledze, który zrobił takie oczy, że hej nie mógł uwierzyć tylko powtarzał ale przecież zawsze było wszystko dobrze...Nawet rodzicom nie jęknęłam bo pomyślałam, że jakbyśmy się rozstali to nie chciałabym jakiś dramatycznych spotkań (np urodziny dzieci) kiedy to sytuacja będzie aczkolwiek nieznośna. Dlatego nawet jeśli im w końcu powiem bo będę musiała to winą się podzielę...takie przemyślenia na dziś...a co przyniesie los zobaczymy...

83

Odp: zdradzona...

Dziś chyba naprawdę poczułaś się samotna, a ja się ciekawie dlaczego wybrałaś taki nick czy odzwierciedlał Twe stany już wcześniej?
Też kiedyś po zdradzie przeleciała mi taka myśl żeby się wstydzić...
Dziwne bo czułam się tak jakby na mojej twarzy wypisane było co się stało, a przechodnie czytali z niej jak z otwartej ksiegi. Myślę, że dlatego że ciągle myślałam jak do tego mogło dojść, dlaczego i czy to moja wina... Te natrętne myśli co i dlaczego... Dziś wszystko przyschło już mocno mija 7 lat od zdrady, we wrześniu rozwód i nie rozchodzę się z powodu tego że była kiedyś inna kobieta ... Po tym wszystkim były też miodowe miesiące. choć pozwoliłam sobie zapomnieć o tym co pewne było nigdy już pewna nie byłam i chyba nie mogę być. A najbardziej boli mnie fakt, że to u mnie doszukiwano się zdrad jakby odwet miał być lekarstwem na krzywdę.
Poszukuję wyjaśnień, od kiedy i dlaczego czuję się niekochana, czy te 7 lat to była tylko zasłona dymna? Czy zasłużyłam sobie na takie traktowanie? Nie mogłam już dłużej znieść tej atmosfery jaka panowała w naszym domu.
Na terapię małżeńską nie było zgody. Sami zamiataliśmy pod dywan... znaczy rodzina wiedziała, znajomi i współpracownicy męża raczej też bo to romans był "firmowy".
Dziś pewnie tylko ja pamiętam jak to przeżywałam, bolało ale wiedziałam, że na siłę go nie zatrzymam że to on musi podjąć decyzję a ja poczekać jakiego dokona wyboru. Pozostał dlaczego? NIE WIEM. Od tej pory siedzę na walizkach. To była kwestia czasu... A powód? Pewnie nigdy go nie poznam... Dawno nie czułam się nr 1 w hierarchii męża i pewnie dawno tam nie stałam a dodatkiem być? Nie mam już sił.

Samotna dlatego pytam jak dawno jesteś samotna?
Jeśli wybierzesz kontynuację związku może warto by było na terapii omówić wszelkie za i przeciw? Nie ma się czego wstydzić, warto podziwiać odwagę i szukać rozwiązań póki są w Was chęci bycia ze sobą.

A czy warto? dla dzieci warto zrobić to dobrze, a nie tak jakoś jak nam pasuje bo one wyczuwają wszystko mimo woli choć nie wiedzą o co hałas i zamieszanie.

Samotna życzę byś nie czuła się samotna w tej drodze jaką przechodzisz, i nawet jeśli w realu tego nie czujesz to tu masz nas netkobietki smile
Ratuj to co da się uratować, a czy musisz wyskoczyć za burtę zanim statek utonie sama wiesz lepiej...
Zachęcam nie bądź w tym sama, bo trudniej i ciężej będziesz to przeżywać a wstydzić powinien się mąż.

84 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-07-08 10:08:49)

Odp: zdradzona...

Nick wybrałam dawno w chwili  kiedy się dowiedziałam, kiedy wszystko się zaczęło i wtedy byłam samotna i to bardzo. Teraz też często czuję się samotna a może tylko zagubiona. Bo On się stara tyle, ze ja już nie potrafię się zachowywać jak kiedyś. Jak dzwoni z pracy mówi kocham Cię a ja nic bo jakoś nie mogę mówić kocham Cię (tzn czuję, ze kocham ale nie potrafię mu tego powiedzieć). Zdarzyło się raz może dwa jak już prawie spał kiedy myślałam, że chyba nie dotrze już do Niego ale dotarło przytulił i powiedział jak Ciebie też najbardziej na świcie. Tyle, że jak On to mówi to ja mam ochotę krzyczeć przestań gadać bzdury...ech. Co do wstydu chyba chodzi mi o to, że trochę myślę o tym jak o mojej porażce jako żonie, jako kobiecie, sama nie wiem. On teraz ciągle mówi, ze był głupi, że w sumie trudno mu wytłumaczyć dlaczego tak się stało, że nigdy nie przestał mnie kochać...Na terapię chyba też nie chce iść, tzn nie wiem jak teraz nie pytałam Go teraz, ja chciałam iść kiedy zauważyłam, ze dzieje się coraz gorzej wtedy On nie chciał, teraz...może powinnam pójść sama. Nie chcę już żeby widział jak płaczę, obiecałam sobie, że już więcej mu nie pokarzę jak mnie boli co zrobił, niech sobie nie myśli. Na razie trudno mi jak o tym mówię powstrzymywać łzy ale już widzę, ze jest lepiej niż wcześniej. Co do wiedzy poza zainteresowanymi i osobami, o których wspomniałam to chyba nikt nie wie a sorry wie jeszcze koleżanka kur*wy (sorry nie umiem na razie inaczej jej nazwać, wiedziała, ze ma żonę w ciąży, wiedziała, że dziecko mało tego to był tylko seks dla Niej, bo chciała być z kimś innym a i tak poszła do łóżka, wciąż nie umniejszam Jego winy tutaj żeby nie było) oraz facet, z którym niby chciała być (ten gość dowiedział się od tej właśnie koleżanki a ja potwierdziłam). Ale mimo, że nikt nie wie wcale nie jest mi lepiej szkoda gadać. Niestety nie potrafię na razie o tym rozmawiać z osobami trzecimi, z Nim mi ciężko a co dopiero z kimś innym...

85

Odp: zdradzona...

Pomyślałam, ze jak tu pisze to taka trochę "terapia" na wyrzucenie z siebie tego co czuję. A czuje jak na razie różnie, wiem milion razy to pisałam ale cóż...wczoraj znów coś Go tam zagadnęłam z serii czy gdybym nie była w ciąży to by i tak został (mówi, że tak ale wydaje mi się, ze nie bo i tak chciał się wyprowadzić jak już wiedział), wiem, ze ta dziewczyna nic od Niego nie chciała tylko seksu więc pytam czy gdyby chciała to by się wyprowadził mówi, że nie bo Go wo ogóle nie interesowała jak się spotkali na żywo w końcu ciekawe bo i tak się z Nią pieprz....skoro taka mało interesująca była to po co z Nią lazł do łóżka. Powtarza, ze będzie się starał żeby mała była już tylko szczęśliwa a może i ja kiedyś będę...tylko ja myślę coraz częściej, ze już nigdy mu nie zaufam a dla mnie zaufanie, oparcie, wiedza, że możesz na tę drugą osobę liczyć to najważniejsze rzeczy w związki a On mi to wszystko odebrał więc co mi zostało. Co z tego, ze może wciąż Go kocham ja czuję (przekonałam się przez trzy miesiące), ze nie mogę na Niego liczyć. Ech jak mnie przytula czuję się czasami jak dawniej ale jak zamknę oczy to...nie można budować związku jeśli nie ma zaufania, szczerości... jak to kiedyś ktoś powiedział ;-) nie chcem ale muszem ;-). Tyle, ze ja już wiem, ze nie muszę...

86

Odp: zdradzona...

Samotna,
Wiem, że tęsknisz za pełną ufnością i oddaniem.
Ale dobrze czujesz, że to już przeszłość i nigdy nie wróci.
Jednak zamiast bezgranicznego zaufania do kogoś odkryjesz, że możesz sobie ufać
Że możesz być pewna siebie samej
Że możesz kiczyć na siebie
Jeśli zdecydujesz się na odbudowę swojego małżeństwa to z żony zobowiązanej staniesz się wolnym człowiekiem, który spędza życie z innym wolnym człowiekiem.
Pozwól mu być wolnym człowiekiem spędzających życie u Twojego boku.
Rozmawiajcie o przyszłości, NIE o przeszłości - szczególnie tej bolesnej, bo to już było a czasu nie cofniesz.
Idź śmiało do przodu
Przed Tobą nowe wyzwania
Za chwilę urodzi się Wasze dziecię
Niech to dziecko będzie początkiem nowego ropzdziału Twojego/Waszego życia
A swojemu M zostaw przestrzeń na udowodnienie Tobie, że mu na Tobie zależy, że możesz na niego liczyć
Przytulam smile

87

Odp: zdradzona...

Przyszłość, Renesans i całej reszcie również dziękuję, że jesteście.
Tak naprawdę ja zawsze ufałam sobie i nie byłam jakoś uzależniona ani finansowo ani jakoś emocjonalnie (jakkolwiek to brzmi bardzo Go kochałam ale wiedziałam, ze mogłabym dać radę funkcjonować sama) od mojego męża. Teraz wszystko jest skomplikowane na córkę, która niestety już dużo rozumie i jest bardzo wrażliwa. Ale chodzi o to, że czułam się jakby spokojna przy nim a teraz nie mogę. On czasami gdzieś wyjeżdżał (takie hobby) np na 3 dni i byłam spokojna, nigdy nie powiedziałam że nie, zawsze się zgadzałam i naprawdę nie miałam nic przeciwko.  Czasami te Jego gry realne i komputerowe mnie wkurzają kiedy poświęcał im za dużo czasu ale chodzi o to, ze własnie w tym wirtualnym świcie poznał Ją a na takim wyjeździe właśnie z Nią...i co jak będzie chciał znów gdzieś jechać mam mu zabronić (nawet pisanie o tym mnie bawi bo jak mogę wolnemu człowiekowi czegoś zabraniać)...co jak znów wyjedzie w delegację i nawiąże wirtualne znajomości z kimś...wszystko jest takie...chodzi o to, że spokoju nie mam w codziennym funkcjonowaniu a to mi strasznie utrudnia normalne, spokojne, szczęśliwe życie...ja potrzebuję zaufania ze względu na to co stało się 18 lat temu potrzebuję móc ufać i czuć się bezpiecznie jeśli jestem z kimś. A On najpierw mi to dał a później w brutalny sposób odebrał...

88

Odp: zdradzona...

podpisuję się pod tym co napisała Przyszłość a napisała pięknie i mądrze ...
nie grzeb się w tym, na co nie masz wpływu
spróbuj to zaakceptować, na ile potrafisz
i patrz przed siebie - idź przed siebie ...
życie nie jest prostą drogą, wręcz przeciwnie trudną, wyboistą, skomplikowaną ...
ale to nie znaczy, że nie możemy żyć - pełnią życia

89 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-07-09 14:00:24)

Odp: zdradzona...

Dziękuje In_ka. Może powinnam już ruszyć tylko tak się boję...wiem, że pewnie wydaję się żałosna w tym swoim chciałabym ale się boję. Chodzi oto, że w wieku 16 lat zostałam zgwałcona i nikt nikt nie wie o tym do dziś (też wiem, że źle nie ma już co o tym gadać) poza Nim (no i tutaj teraz Wy). On był jedyną osobą, jedynym facetem, któremu potrafiłam zaufać. Przez kolejne lata od tamtego czasu, moje życie osobiste było hmm no nijakie nie potrafiłam się z Nikim związać i dopiero z Nim w wieku 25 lat mogłam, potrafiłam coś stworzyć. On był moim pierwszym facetem (po tym wydarzeniu). Po prostu mu ufałam a było mi naprawdę trudno. Powiedziałam o tym tylko raz i nigdy więcej nie wspominałam bo nie chciałam ale było dobrze, spokojnie i bezpiecznie. A teraz mój świat runął, znów miewam koszmary i w ogóle znów o tym myślę w kategoriach, że żadnemu facetowi nie można ufać a to był mój największy problem...zabrał mi to coś dzięki czemu własnie z Nim mogłam być...nie wiem czy zrozumiecie o co chodzi bo ja chaotycznie pewne rzeczy wyjaśniam ale może ogólny sens jest jasny...

90

Odp: zdradzona...

przerobiłaś ze sobą temat gwałtu...
szukałaś pomocy, rozprawiłaś się z problemem
to ważne, powinnaś przerobić i zamknąć ten temat

91

Odp: zdradzona...

Wydawało mi się, że ten temat jest zamknięty. Naprawdę tak było ale po tym wszystkim to jakoś wróciło zwłaszcza, że Ona mu powiedziała, że też została zgwałcona i chciała w ten sposób się na facetach zemścić czy jakoś tak to powiedziała (nie chce już nawet w to wnikać). Bo jak mi powiedział to poczułam się jakby mi dał w pysk ale to tak siarczyście jak nigdy w życiu nikt. Myślałam co mnie obchodzi Ona, co mnie obchodzi co Nią kierowało a ja co ja w tym wszystkim przecież ja tez przez to przechodziłam a On mi mówi co Ona mam to w dupie. Ją mam gdzieś, Jego mam gdzieś przecież ja też...i jakby ten temat znów powrócił w moim życiu. Wiem, ze to może się wydawać skomplikowane a nawet niewiarygodne ale tak było. Mało tego Jego pierwsza dziewczyna była wykorzystywana przez kogoś z rodziny i dlatego ja też nigdy w Naszym związku o tym nie mówiłam po pierwsze ja nie chciałam po drugie nie chciałam bo pierwsza dziewczyna. No jakoś poza tym jednym razem nigdy o tym nie rozmawialiśmy i On mi powiedział, że "jakby o tym zapomniał" nie pamiętam dokładnie już rozmowy ale coś koło tego i dlatego mnie to wszystko tak zabolało. On zapomniał co ja a opowiada mi dlaczego ta gówniara z Nim poszła do łóżka. Wiem galimatias sama czasami nie rozumiem co i jak się stało i potoczyło. Ale chodzi o to, że po prostu ufałam mu jak nikomu na tym świecie i dlatego tak boli mnie to (nie wiem czy sama zdrada jak mam być szczera) ale te kłamstwa, to że nie miał odwagi powiedzieć mi prawdy jak zawsze byłam szczera uczciwa, zawsze...a tutaj ktoś kto sprawił, ze się przełamał i zaufałam po prostu mi to odbiera...nie wiem co On sobie myślał...

92

Odp: zdradzona...

Kolejny dzień, kolejny nie lepszy niż poprzedni...Mimo, że powiedziałam sobie dobra dość, koniec nie pytam to i tak czuję, że jedyne o czym myślę gdzieś w głębi to to, że chciałabym po prostu wiedzieć dlaczego został bo jakoś nie wierzę w to, że mnie kocha gdyby tak było nie było ostatnich 5 miesięcy. Nie wierzę, że mu na nas zależy...myślę, że to wszystko co On czuje i tak wyjdzie dlatego nie mogę się przełamać i mówić, że Go kocham (choć tak jest), nie mogę się przełamać i podejść do Niego tak po prostu pocałować (choć mam ochotę), nie mogę się przełamać i powiedzieć potrzebuję Cię (choć tak jest), nie mogę się przełamać i powiedzieć przytul mnie (choć mam ochotę). Nie mówię sama z siebie nic o dziecku, o tym jak się czuję bo myślę kobieto Jego i tak nic nie obchodzi mimo, że widzę, że się stara...przytula, pyta czy zrobić mi masaż stóp np., bawi się z małą czy idzie z Nią na spacer, zagaduje do brzucha nawet i całuje mnie i Jego jak wychodzi do pracy...a ja czuję jakby to nie było moje życie

93

Odp: zdradzona...

samotna
który to tydzień? Masz pracę, jesteś niezależna tak ogólnie?

94

Odp: zdradzona...

Stokrotka to miesiąc już 7 leci a pracę tak, dom jest mój no powiedzmy mojej mamy...więc w razie czego...tylko, ze ja chyba nie chcę w razie czego...naprawdę myślałam, ze będzie lepiej, tzn nawet jest w ciągu dnia jakoś mnie nie męczy już wszystko zauważyłam, ze nawet już nie beczę...wczoraj Go nagle zapytałam kiedy zacząłeś mnie zdradzać tak naprawdę...a On mówisz jakby to trwało nie wiadomo ile i wciąż...a przecież wiesz, że to był tylko raz...a ja wiem bo tak mi mówisz ale nie wiem od kiedy kłamałeś...i nawet mi się łezka nie puściła pierwszy raz...wcześniej jak mówił, że kocha to ja tylko mówiłam chyba kochałeś, teraz nic nie mówię...czy to oznaka, ze "zaczynam zdrowieć". Wiem na pewno, ze nigdy o tym nie zapomnę czy będziemy razem czy nie i wiem, ze teraz mnie Jego decyzja nie obchodzi bo próbuję podjąć własną, która niby podjęłam a jednak mam tyle wątpliwości echhh

95

Odp: zdradzona...

samotna79
ja tez życzę żeby wszystko się ułożyło, ale naprawdę w razie czego jest ważne. Moja pani opiekunka mi mówiła, ze na końcu zawsze tylko chodzi o kasę. Nie chciałam jej wierzyć, mój wspaniały mąż, który nigdy na punkcie kasy nie szalał, ludziom ponmagał...no i miała rację, dlatego wiem, ze to jest ważne.

96

Odp: zdradzona...

Wiem, dlatego już myślę o tym i mama chciała przepisać dom na nas a ja już wiem, ze nie na nas a na mnie...głupia sprawa, o której pół roku temu nawet bym nie pomyślała...jak to życie wszystko weryfikuje tylko dlaczego nawet miłość...

97

Odp: zdradzona...

Nie płakałam od 2 dni co oceniam jako mój sukces. Ostatnio trzy dni temu kiedy przeczytałam jak Ona napisała...nic na to nie poradzę, ze Twój mąż Cię nie kocha, wyjaśnijcie to między sobą...wciąż boli. On nigdy nie powiedział, że mnie nie kocha tzn mnie nie powiedział, powiedział jak Go cisnęłam ja już sam nie wiem ale nie powiedział nie kocham Cię. W każdym razie minęły 3 miesiące a ja w końcu zaliczyłam dwa dni bez płaczu, nawet się do Niego przytuliłam po czym od razu chciałam uciec ale mi nie pozwolił. Zrobiłam to jakoś instynktownie a po chwili pomyślałam czyś Ty oszalała...ja wciąż nie wiem co powinnam a czego nie a moja córka coraz szczęśliwsza po prostu z dnia na dzień widać jak coraz to bardziej jest za tatą...może ja tez kiedyś ponownie będę się czuła przy Nim dobrze...

98

Odp: zdradzona...

Tak niewiele trzeba żeby się poczuć źle...przeglądam sobie FB w większości zdjęcia znajomych z wakacji itp a tu nagle...bo gdy się kogoś kocha to wierność nie jest żadnym wyczynem...i po wszystkim ech...

99

Odp: zdradzona...

Nie chcesz słuchać rad o tym że masz odejść jednocześnie nie wiesz czy masz zostać to po co tu jestes? to jest sprawa indywidualna to ze komus się udało udawać ze nic się nie stało bo nie wiem jak inaczej to nazwać..nie znaczy że w twoim przypadku tak bedzie lub odwrotnie. Ogranij sie.

100

Odp: zdradzona...

Wiem, że nie chce odchodzić napisałam już gdzieś wyżej, ze chcę spróbować co nie oznacza, że podejmując tą decyzję zrobiło mi się nagle łatwo. Co tu robię też pisałam, taka trochę forma "terapii" jak mam potrzebę pisze co czuję, jak nam się nie uda będzie dla innych kolejna historia, ze nie warto, jak się uda będzie jedna z niewielu, ze czasami warto. Właśnie przez to, ze pisze i mówię również co czuję to nie udaję, ze nic się nie stało każda zainteresowana strona niestety ma świadomość, ze się stało...a to, że mam wątpliwości i brak wiary w trzy miesiące po zdradzie to chyba nie jest nadzwyczaj nienormalne...

101

Odp: zdradzona...

Wiem, że do Niej pisał w czerwcu. Nie wiem kto zaczął czy On czy Ona jeden dzień ale wszystko mi się posypało. On mówi, ze nie pamięta żeby do Niej pisał jak mu powiedziałam kiedy to powtarzał wciąż, że nie pamięta, że nie pamięta, że mu zależy, ze się stara, ze Ona nie istnieje dla Niego (wiem, ze się nie spotkali bo Ona mieszka 300km stąd ale pisał...nieważne czy tylko odpisał ale to zrobił i co teraz...powinnam mu kazać się wynieść co ja mam zrobić...przysięgam, ze nie wiem. Ciągle mówi, że mnie kocha, z córką jest super, przytula, daje dowody, ze mu zależy ale po jaką cholerę do Niej napisał...

102

Odp: zdradzona...

Masz pewnosc, ze pisał?albo ma problem z pamięcia albo znowu kłamie...
jeszcze zalezy jaka tresc tam byla.
mam nadzieje, ze sie Wam ulozy,zycze duzo sily

103

Odp: zdradzona...

Mam pewność. mówi, że może Ona coś napisała i On odpisał ale mówi, że to nieistotne i naprawdę nie pamięta by to było teraz (a wiem kiedy dokładnie napisał), mówi, że jeśli to było coś z serii co u Ciebie ale nawet jeśli On tylko odpisał to dlaczego to zrobił skoro była rozmowa, ze żadnego więcej kontaktu z Nią. Ludzie przeryczałam wczoraj cały ranek a On tylko, że mnie kocha, że widzi jak mnie zranił i żałuje, że Ona nic nie znaczy, że się stara i będzie starał, że chce żebym mogła mu znowu kiedyś zaufać choć wie, ze to trudne, że chce żebym była szczęśliwa. To po co pisał, odpisał cokolwiek no po co...

104

Odp: zdradzona...

Nikt Ci na te pytania nie odpowie.Ewentualnie mąz ale i to niewiadomo co mu w glowie siedzi.Ciezkie macie chwile ale nic na to teraz nie poradzisz.Czas pokaze czy warto brnąć w to.Trzymaj sie!

105

Odp: zdradzona...

Nikt Ci tutaj nie pomoże... sama podejmij decyzję... Widzisz co zrobił i co robi... zastanów się czy tego właśnie chcesz...

106

Odp: zdradzona...

Jednak idiotka ze mnie, że wierzę, że może być dobrze...kur...gdyby mi powiedział, że napisała On odpisał ale nie jęknął nawet i znów wszystko...jak wierzyć...szlag by to...

107

Odp: zdradzona...

Kolejny dzień mija a ja wciąż mam dylematy do porodu juz tylko dwa miesiące i mam nadzieje, ze kiedy urodzę może mi się rozjaśni. Na razie ze skrajności w skrajność się rzucam, raz chce z Nim być a kiedy zaczynam myślec co zrobił czuje ze nie mogę. Naiwnie wierze, ze to hormony wariują...

108

Odp: zdradzona...

odpuść ...
tak mało czasu do porodu, poddaj się myśli o ... dziecku, masz taki piękny czas oczekiwania - skup się na nim, na tej radości, którą w sobie nosisz smile

109

Odp: zdradzona...

Samotna
skup się na dziecku, które się urodzi i tym drugim. Na niego nie licz, mówię z autopsji, drugie dziecko=więcej problemów i obowiązków, prawdopodobnie nie wytrzyma, szczególnie jak znowu ma kontakt z panną. Postaraj się ogarnąć, zbieraj dowody na kontakt, zrób zdjęcia sms-ów, zabezpiecz dowody, przyda się.

110

Odp: zdradzona...

Tez często myślę, że jak będzie drugie dziecko to Oj nie da rady. Co do panny jedna eska miesiąc temu co będzie dalej nie wiem...a cieszyć się staram ale prześladuje mnie myśl co ja powiem temu maluchowi jak tatuś odejdzie a teraz to raczej ja tatusia wywale....naprawdę zamiast łatwiej, przecież niby chce to wszystko ratowac, jest mi trudniej z myślą co zrobil

111 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-07-25 11:28:02)

Odp: zdradzona...

Wydaje mi się albo mój mąż chce "swoje winy" odkupić poprzez "prezenty" ciągle coś, oglądałam piece więc postanowił mi kupić, oglądałam dla córki coś więc postanowił kupić, wcześniej wiecznie odkładał, oszczędzał (mówię tu o czasie przed zdradą) a teraz "łatwo przychodzi mi wydawanie pieniędzy". Za dwa tygodnie jedzie z córką urlop a ja zostanę sama (tak chciałam to raz a dwa w 8 miesiącu nie chcę się gdzieś wybierać jakoś daleko a córka bardzo chce jechać), będę miała czas żeby pobyć samej w domu i pomyśleć w spokoju...On się wciąż stara, dzwoni z pracy (czego nie robił wcale w tym kiepskim okresie), przytula i jest z Nami a ja mimo ponad 3 miesięcy wciąż jak dziewica...chciałaby ale się boi meczy mnie to. Napady płaczu wciąż są...siedzę sobie wygląda, że jest ok a nagle mi się przypomni i ryczę jak idiotka ale jakkolwiek to brzmi coraz częściej mam chwile dobre a wtedy mylę, że ni powinnam się czuć dobrze po tym co zrobił...wciąż nie "mam odwagi" mówić, że chcę przytulenia czy coś bo niby jak to tak...to mnie wykańcza...

112

Odp: zdradzona...

NIe ma to jak zajśc w ciąże z facetem, kóry zdradza..i liczyć na cud.. masakra..

113 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-07-25 11:35:38)

Odp: zdradzona...

Jakbyś przeczytała całość to wiedziałabyś, że w ciążę zaszłam zanim się dowiedziałam...zresztą dlaczego ja się tłumaczę...nie ma to jak wejść przeczytać ostatnie posty i mieć swoje zdanie...

114

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Wiem, że ten temat się pojawiał już milion razy ale zwyczajnie sobie z tym nie radzę. Czy komuś się udało odbudować małżeństwo po zdradzie. Pewnie usłyszę, że powinnam się szanować, odejść i ułożyć sobie życie od nowa. Jednak nie pytam tu, nie chcę słuchać o odejściu bo to wiem sama jednak walczę z tym i chciałabym wiedzieć czy warto i czy może się udać. Czy jednak mimo wszystko szkoda to przedłużać.
W dużym skrócie mój mąż wyjechał w delegację za granicę poznał kogoś tam, jednak dopiero po powrocie znajomość przerodziła się w internetowy romans, jeśli tak mogę powiedzieć. Sęk w tym, że po powrocie (nie było Go tylko powiedzmy miesiąc) zmienił się nie do poznania a ja już w chwilę po powrocie wiedziałam, że coś nie tak. Sytuacja ciągnęła się długo On jej posyłał kwiaty był nawet seks wirtualny, jednak najgorsze miało dopiero się wydarzyć. Kłóciliśmy się ciągle On chciał się wyprowadzić, nawet powiedział, ze chce rozwodu. Ja i nasze dziecko usłyszało tyle przykrych słów, że nawet powtarzać tego nie mogę i jak o tym piszę to ciągle płaczę. Przyszła chwila, że uznaliśmy, ze będziemy próbować się dogadać i okazało się, że jestem w ciąży. .

No to chyba  tobie się coś pokręciło- nie mnie..

115

Odp: zdradzona...

Zajść w ciążę z mężem to nie sensacja. Mnie też sie tak trafilo. Była już " tamta". Niby ze sobą wtedy nie spali. Były przeprosiny, łzy w oczach " z nią koniec". Może pod wplywem stresu u mnie się poprzeztawialo: ciąża.
Mam wspanialego syna. Dziecko milości. Może już tylko mojej... Nie wiem. Czasem kobiety starają się o dziecko latami. Nie wszystko od nas zależy.
Samotna, to najpiekniejszy czas w życiu. Delektuj się nim i " wij gniazdo" jeśli mąż tego chce.
Co będzie przekonasz się. Póki co corka ma ojca, ty dbającego o ciebie męża:)

116

Odp: zdradzona...

samotna
nie wiem, jakoś nie wierzę w taki przypływ uczuć zwłaszcza po tym jak odnowił kontakt z kochanką...

117

Odp: zdradzona...

No to powtarzam okazało się, ze jestem w ciąży jak już wszystko wyszło...dowiedziałam się co i jak postanowiliśmy, że będziemy się próbować i okazało się, że jestem w ciąży, w ciąże nie zachodzi się z dnia na dzień a ja dzień po po rozmowie, zrobiłam test i byłam w ciąży więc nie, nie chodziłam z Nim do łóżka kiedy to wiedziałam, że kogoś ma...o drugie dziecko staraliśmy staraliśmy się od 5 lat więc jakoś nie przyszło mi do głowy, że coś jest nie tak mam nadzieję, że teraz jasne...nie nie pomyliło mi się nic. Jakbym wiedziała, że sytuacja tak wygląda to na pewno w ciąży bym nie była teraz. Zresztą On wiedział, ze biorę leki na to żeby w ciążę zajść więc miał tego świadomość a ja nie miałam możliwości decydować o niczym bo kiedy już wszystko wyszło na jaw to ciąża już była.

118

Odp: zdradzona...

co do wiary w przypływ uczuć no cóż mnie też trudno co do kontaktu wiem, ze napisał do Niej i tyle jeden raz ale to nie ma znaczenia napisał i już...gniazdko wiję dla malucha a czas najpiękniejszy no cóż...z córką było inaczej oboje się cieszyliśmy i chcieliśmy też się długo staraliśmy a teraz...nie wiem co w nim siedzi a ja też jakoś przez to wszystko nie potrafię świrować z radości ech...życie jest przewrotne...

119

Odp: zdradzona...

samotna
tylko ze nie chodzi czy napisał raz, dwa, pięć czy dziesięć to oznacza że ona jest w jego głowie, to tyle...a Ty i tak nie wiesz czy to było tylko raz czy aż raz. Czas pokaże. Póki co skup się na dzieciach.

120

Odp: zdradzona...

Samotna na pewno jest Ci ciezko ale jak sie dziecko urodzi to na pewno nie bedziesz miala czasu tak sie zamartwiac,ono zaprzątnie Twoją glowę.Moim zdaniem też nie powinnas brac zachowania meza za cos niezwyklego, to jego dzwonienie,prezenty, on ma wyrzuty to tez sie stara..ale to powino byc normalne zachowanie w zwiazku...po prostu zyj z dnia na dzien i ratuj swoją psychikę bo wydaje mi sie, ze jestes niezle poturbowana...tule Cie

121 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-07-25 15:33:22)

Odp: zdradzona...

Stokrotko wiem, że raz ale tak jak pisałam to nieważne,.ważne jest to ze napisał. Tak psychicznie siadam potwornie tym bardziej ze tylko tutaj mowie o tym dla reszty świata jestem zadowolona z życia babeczka i co się z kimś spotkam słyszę jak ładnie wyglądasz, ciaza ci służy a mnie rozwala od środka. Mam nadzieje ze to moje dziecko jakoś to znosi...w życiu nie przypuszczałam, ze mnie to spotka ale to kolejny tekst zdradzonych...przychodzi mi do głowy tylko jedno...jak żyć, jak po tym żyć...przecież TO wszystko spieprzylo...

122

Odp: zdradzona...

tylko nie męczennica, ich to już mamy pod dostatkiem!

123

Odp: zdradzona...

Ałtorko może w takim razie jestem męczennicą cóż, nie każdy potrafi przekreslic ot tak tyle lat razem i żyć jakby nic się nie stalo, nie każdy potrafi wybaczyć i zapomnieć od razu i życ jak gdyby nigdy nic.  Wybacz potrafiąca radzic sobie w każdej sytuacji widac ja do tej grupy szczęśliwców nie należę a bardzo bym chciała. Niestety nie potrafię zdecydować na.ta chwile.co powinnam robić ale cieszę się, że Ty nie miałabys problemu co i jak robić i byłabyś szczęśliwa.tez bym tak chciała...

124

Odp: zdradzona...

Samotna, nie zrozum mnie źle, doskonale wiem co czujesz, przerabiałem to, mi się jednak nie udało... Nauczyłem się za to że taki stan rzeczy jaki jest teraz nie pozwala na to żeby było dobrze... Mówisz że nie chcesz przekreślić tylu lat małżeństwa, ale to zrobisz jeżeli się nic nie zmieni...

Musisz podjąć decyzję i zrobić wszystko żeby wcielić ją w życie... Zdecydowałaś się walczyć, ale twoje postępowanie wyniszcza psychicznie zarówno Jego jaki i Ciebie... Wydłużasz w czasie cierpienie... Dojdzie do momentu gdy stanie się ono częściom twojego życia... czymś normalnym... raczej nie tego chcesz sad

Nie licz na to że urodzenie dziecka coś zmieni... większej głupoty nie słyszałem... Fakt po urodzeniu dziecka nie ma czasu na głupoty, pochłania 100% czasu... jednak nie przeszkadza w myśleniu... Oprócz tego co spotyka większość matek, a wiec potwornego zmęczenia, będziesz dalej miała czas na to żeby pomyśleć o zdradzie...

Zdecyduj czego chcesz, a następnie jak sama nie potrafisz skorzystaj z pomocy specjalisty... W przeciwnym wypadku to jest skazane na porażkę...

Nie oceniam Cię, wiem jakie to trudne, staram się żebyś zrozumiała że nie można siedzieć okrakiem na płocie... a teraz taki jest stan... On się stara (bądź też nie, nie chce całej sytuacji oceniać bo to nie moja działka), a Ty cierpisz... Tworzysz standardową sinusoidę uczuć... W momencie kiedy Ty się pozbierasz, to On już nie będzie miał najmniejszej ochoty się starać... więc zamienicie się rolami... i tak w kółko... W jedną albo w drugą... oczywiście uczucia nie znikną od tak, ale jak nic nie zrobisz to nie licz na sukces...

125

Odp: zdradzona...

Rysiu
Wiem, mam tego świadomość tylko, że chyba potrzebuję jeszcze chwili...chodzi o to, że podjęłam decyzję o "zwalczeniu" ale problem w tym, że jak czuje potrzebę żeby np. przytulił i to powiem to później włącza mi się ale Ty głupia i żałosna jesteś...nad tym nie mogę zapanować. O zdradzie nie mówię jakoś, nie powiem zdarza mi się jeszcze ale naprawdę rzadko. Nie liczę, że po porodzie nastąpi jasność ale na razie myślę, że i tak do czasu rozwiązania nie jestem w stanie do końca racjonalnie myśleć...

126

Odp: zdradzona...

Dlatego potrzebujesz pomocy specjalisty...

Pamiętaj jednak że nie jesteś głupia ani żałosna... Każda decyzja jest dobra, jeżeli robisz ją ze względu na to że tego właśnie chcesz... nie kwestionuj... nikt nie ma prawa Cię oceniać... To twoje życie...

Nie jesteś pewna swojej decyzji, dlatego kwestionujesz... więc tak na prawdę nie podjęłaś decyzji... Podjęta zostanie gdy przestaniesz ją kwestionować, a wcielisz w życie... Co z tego wyniknie nie wiesz... ale wiesz że jak tak dalej pójdzie to na pewno się nie uda...

127

Odp: zdradzona...

Może to racja z ta decyzją, choć wydawało, wydaje mi się, że wiem czego chcę ale z drugiej strony może to, że myślę, że nie powinnam mu mówic czego chce a raczej to, że później mam jakieś dylematy świadczy o tym, że w głębi nie jestem pewna właściwości tej decyzji a może po prostu to za wcześnie jeszcze na wcielenie w życie wszystkiego od razu...nie wiem...

128

Odp: zdradzona...

Nigdy nie jest za wcześnie... nie można podjąć decyzji i czekać... samo się nie zrobi... oczywiście że nie od razu będzie dobrze, ale jeżeli podejmujesz taką decyzję to też musisz się starać...

Wiem że Ty jesteś tutaj osobą pokrzywdzoną, ale to nie zwalnia Cię z odpowiedzialności za własne decyzje i Twoje małżeństwo... to że On nawalił nie oznacza że teraz tylko On ma się starać... Tak by mogło być gdybyś go zostawiła... Wtedy jak chce odzyskać niech się stara... Jeżeli jednak podejmujesz decyzję że starasz się to ratować, to jak wskazuje słowo "starasz" nie pozostajesz bierna...

Nie raz widziałem ten schemat postępowania, nie wróży nic dobrego... Doprowadzi najprawdopodobniej do kolejnej zdrady... Na chwile obecną, dopóki kwestionujesz decyzje zamiast starać się coś zmienić, On jest skazany na porażkę... oczekując jego potknięcia, na pewno je znajdziesz... On natomiast traci siły na to żeby walczyć, bo nie ma efektu... Nic się nie zmienia... w końcu się podda... rozstaniecie się, albo wda się w kolejny romans, bo nie będzie widział szans na zmianę w małżeństwie... Nie oskarżam, ani nie usprawiedliwiam nikogo... to po prostu bardzo charakterystyczny schemat który często się powtarza...

Wiem że mi łatwo jest mówić, bo to nie mnie dotyczy, ale znam to uczucie... męczyłem się przez rok, a przeszło dopiero jak zrozumiałem że to czy boli czy nie zależy tylko ode mnie... Weź się w garść, podejmij decyzję i zacznij działać w tym kierunku... niezależnie jaki by nie był... w najgorszym  wypadku się nie uda, ale pozostawiając sprawy takie jakie są teraz masz pewność że się nie uda...

129

Odp: zdradzona...

Ja wiem , że takie zachowanie wykańcza, dlatego na początku mu powiedziałam, że to bez sensu bo nas obydwoje zamęczę i siebie i Jego. Ale staram się, jest różnie raz lepiej raz gorzej...najtrudniej jest uwierzyć, że jednak naprawdę mu na mnie zależy, bo gdyby zależało i gdyby kochał to by tego nie zrobił ale zrobił...stara się, znosi wszystko ale jak długo, nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze uwierzę w prawdziwość Jego słów i czynów.

130

Odp: zdradzona...

To nie jest bez sensu... wystarczy że to zmienisz... wiem że to trudne, ale możliwe... kwestia czy naprawdę tego chcesz...

Posty [ 66 do 130 z 164 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024