Dokładnie. Dobrze, że zdajesz sobie pomału sprawę z tego, że byłaś z nim ze strachu przed byciem samą, ale zobacz też, że czułaś się bardziej samotna niż gdybyś była sama - paradoks, co?
Uwierz mi, że nie jesteś sama z takimi odczuciami, wiele Kobiet przechodziło dokładnie to samo, a jak poczytasz więcej wątków to zobaczysz, że mężczyźni przeżywają tak samo.
Potraktuj to doświadczenie jako rodzaj "telefonu-pobudki" od Wszechświata, żebyś w końcu zadbała o siebie i swoje samopoczucie, szczęścia nie upatrywała w drugiej osobie, która ma być dopełnieniem, a nie 'ratunkiem' i wybawieniem od samej siebie i świata.
W innym wypadku żaden związek Ci się nie uda, bo nie ma prawa udać, opierając się na tak kruchych podstawach jak wzajemne wykorzystywanie się, choć Tobie może się wydawać, że nie wykorzystywałaś -jednak wymuszanie uczucia i związku na osobie, która tego nie chce jest naruszeniem równowagi.
Im więcej będziesz się skupiać na cierpieniu, tym więcej go będziesz odczuwała w swoim życiu i coraz mocniej będziesz tkwiła w tym martwym punkcie.
Musisz podjąć świadomy wysiłek żeby ruszyć z miejsca. Nie czekaj na niego, bo nie ma na kogo.
Czytaj wątki, najlepiej zacznij od Icemana (tam jest praktycznie ABC rozstania
)