długo się wahałam żeby napisać.... zanim się odważyłam długo mi zeszło.....ale chyba potrzebuje pomocy JAKICHKOLWIEK słów od po prostu kobiet.... nie będę opisywać sytuacji dokładnie z uwagi na dobro swoja i osób trzecich. Zacznę od "początku".
Burzliwa przeszłość 5 letni związek wszystko sie rozpadło, cierpienie płacz mnóstwo emocji... minął rok poznałam "tego jedynego". 3 lata cudownej znajomosci która przerodziła się w coś innego niż zwykłe "jesteśmy razem" mieszkanie, pies, rachunki, śmieci, zakupy. Wydawało mi się ze się spełniam że to jest TO nic tego nigdy nie zburzy że spełniam się, jednak..... największym moim błędem był.... romans z okropnym manipulantem który zakończyłam. Obietnica "lepszego" życia popchnęła mnie do robienia krzywdy ludziom wokół.
Wszystko się wydało przyznałam się do wszystkiego. W ciągu jednej godziny stałam się największym wrogiem usłyszałam chyba coś najgorszego "nie chce być z Tobą ale bez Ciebie nie dam rady". "Otrzymałam" szanse z powodu miłości, dużo rozmów patrzenia na siebie w wzajemnym żalu. Przeprosiny i szansa na lepsze życie, wszystko zmierzało w dobrą stronę wszystko miało się poukładać. Poprosił o dowód miłości, poprosił oto żebym była w tych ciężkich dla niego chwilach, postara się wybaczyć chce dawnego życia zemną u boku. Niestety wszystko pękło "kochanek" nie dał o sobie zapomnieć, przerodziło się to już w pewnego rodzaju obsesje "ja będę kiedy będzie Ci źle, olej wszystko bądźmy razem" nie wciągnęłam się w to i niestety "nie mogę Cię mieć on też Cię mieć nie będzie".
Kiedy zmieniłam numer telefonu usunęłam się z "internetu"....
Postanowił napisać i opowiedzieć o wszystkim z najdrobniejszymi szczegółami mojemu facetowi pomimo że przyznałam się do tego, przyznałam się że poczułam COŚ i "źle to rozegrałam" że źle potoczyło się moje życie, zniszczyłam cały świat wokół siebie. On wpadł w szał powiedział ze nie chce mnie znać i wyrzucił z domu powiedział ze nie zniesie więcej kłamstw, mówił okropne rzeczy a ja poprostu stałam przyjełam to wszystko na siebie i wiem ze właśnie straciłam tą szanse straciłam szanse na życie z tym jedynym czuje ze zawalił mi się świat ze straciłam grunt pod nogami. Wiem że nie ma sensu pisać "pomocy jak do niego wrócić" powrotu nie ma ale gdzieś w środku w głębi.... chyba chce czekać.... chyba chce czekać na to że jednak to jest TO.....
Niewiem czy mogę coś jeszcze naprawić i najgorsze jest że niewiem też jak naprawić swoje życie, nie mam znajomych mój cały świat był związany z nim, zostałam sama na własne życzenie. Chyba po cichu licze na JAKIEKOLWIEK wsparcie z waszej strony kobiety....