Hejka 
Cayenn, prawda jest taka, że odzwyczaiłam się od Netek i zaglądam jak mi się przypomni. Poza tym problemów zdrowotnych u mnie ciąg dalszy - wyleczę/zoperuję jedno, pojawia się drugie. Na koniec marca mam wyznaczony termin wizyty u nefrologa z uwagi na duże (i utrzymujące się), stężenie białka w moczu, co sugeruje problemy z nerkami, jakbym innych problemów zdrowotnych nie miała. 
Ale żeby nie było, że tylko narzekam - młody mój jest już po sesji egzaminacyjnej, a w zasadzie był już po niej zanim się zaczęła, ponieważ do egzaminów podchodził w terminie zerowym (w ostatnim tygodniu stycznia, a sesja zaczynała się od 3 lutego), i tym samym wydłużył sobie wolne o dodatkowe dwa tygodnie. Obawiałam się czy sobie poradzi na tych studiach, bo są to studia techniczne, a tymczasem okazało się, że niepotrzebnie, bo młody sesję zakończył z jedną oceną 3,5 z fizyki natomiast z pozostałych przedmiotów ma 4 i 5.
Nie wiem jak jest na innych uczelniach, ale u młodego przesiew był straszny. Gdy zaczynali było ich 92. Z każdym miesiącem wykruszało się po kilka osób głównie z powodu problemów z matematyką i fizyką (fizyka laboratorium). Część przenosiła się na inne uczelnie, część zrezygnowała ze studiów w ogóle. Do ostatniego egzaminu z matematyki podchodziło już tylko 51 osób, a zdało ją TYLKO 18.
Nie wiem jak po poprawce, która miała miejsce w połowie lutego, ale mimo wszystko liczby są zatrważające. Mój młody natomiast przed egzaminem z matematyki, na wszelki wypadek, wykupił sobie 4 godziny korepetycji i egzamin z matmy napisał na 5.
Szkoda, że studenci pierwszego roku nie mogą już po pierwszym semestrze składać wniosków o stypendium rektora, bo wpadłoby mu ''parę groszy'' do kieszeni.
Cayenne, napisz co u Ciebie słychać, jak chłopaki?
Bombelku, rozpoczęłaś przygodę z mundurem czy nadal czekasz na powołanie, bo męża Twojego w mundurze widziałam.
Niki, jak wnuczka? Syn już skoczył studia?
Co u pozostałych: Aga, Olcia, Pigwa, Kasjana, Malina?
Dziewczyny, od około roku mam nowych sąsiadów. Mili państwo około 60 lat. Ona emerytowana nauczycielka, on hm... Myślałam, że facet pracuje w Niemczech, albo w delegacjach, bo raczej pomieszkuje niż mieszka. Czasami przyjeżdża na weekend, innym razem na dwa/trzy dni w tygodniu, ale jak już jest to aż miło na nich patrzeć - miłość bije po oczach. Z czasem jednak, coraz więcej osób (sąsiadów, ale nie tylko) zaczęło plotkować, że ów pan jest księdzem.
Nie wierzyłam, bo wydawało mi się, że gdyby nim był, to by się tak z tą relacją nie afiszował, poza tym on strasznie klnie, więc jakoś mi to do niego nie pasowało, ale przyszła do mnie koleżanka, która idąc minęła go na klatce schodowej. Okazało się, że on był proboszczem u niej na wiosce i 30 lat temu udzielał jej bierzmowania, a że pamiętała jego imię i nazwisko to odnalazła jego zdjęcie w sutannie w Internecie. Dziewczyny, on naprawdę jest księdzem w parafii oddalonej od mojego miasta o kilkadziesiąt kilometrów.
Ja słyszałam o takich przypadkach, ale słyszeć, a widzieć to na własne oczy, to zupełnie dwie różne sprawy. 
Pozdrawiam, odzywajcie się czasem.