Kasjanaa napisał/a:Gojka, u mnie mąż, w trakcie wizyty swojego kolegi powiedział mi, że mogłabym wreszcie zacząć zarabiać na rachunki ( dodam, że nie mam dochodu od dwóch miesięcy, bo skończył mi się macierzyński, ale wychodzziłam punkt 7 z orzeczenia młodego więc dostaję zasiłek. Wcześniej zarabiałam naprawdę dobrze, ale razem ustaliliśmy, że do pracy nie wracam, bo młody ma za dużo rehabilitacji...). A potem stwierdził, że kolega ma fajnie, bo rozstał się z partnerką i ma spokój. Odpowiedziałam, że jak mu tak bardzo zazdrości, to ja też szybko mogę się stać jego byłą i wyszłam. Jak kolega wyszedł, próbował mnie przeprosić, ale mu powiedziałam, że skoro obraża mnie przy koledze, to przeprosimy w cztery oczy może sobie w buty wsadzić.
Ogarniam wszystko, pilnuję rachunków, rehabilitacji, nawet jego alimentów i zwyczajnie obraża mnie traktowanie mnie jak darmozjada czy zło konieczne.... Przesadzam??
Co do Twojego męża, to potwierdza regułę, że faceci są niedomyślni i słyszą to co chcą usłyszeć... A co z tą pomocą do przedszkola? Rozmawiuałaś z dyrektorem??
Oj,wcale Ci się nie dziwię, Kasjano,że się wściekłaś.Dla mnie to takie popisy przed kolegą.
Moja córka mawia,że tato to się zawsze popisuje przed braćmi,kolegami.I to chyba prawda.Stary chłop a durnowacieje.Ale moja córka ostatnio rzuciła przy moim kuzynie,żeby się tatuś nie popisywał.Kuzyn podchwycił wątek zapytał a córka na to,że tata zawsze się popisuje.I rzuciła parę tekstów jakie to on wtedy mówi.Kuzyn się pośmiał,powiedział,że córka mu nieźle dowaliła.I może na razie spokój będzie:)
Ale pamiętam jakiś czas temu,jego brat skarżył się na swoją-już byłą-żonę,że ona ciągle sprząta,dziećmi się nie zajmie,obiadu nie ugotuje (nie pracowała i nie miała żadnych,żadnych obowiązków) i mój mąż na to,że niech wpadnie do nas posprzątać bo byłoby co.
Wściekłam się i powiedziałam,że jak mu to odpowiada to ok-od dziś buty zdejmuje i zostawia przed drzwiami (jego brat tak robił w mieszkaniu w BLOKU),sprząta wszystko po sobie a na obiadek do mamusi zapieprza.
Skończyło się przypieprzanie bo zrozumiał chyba,że z taką żoną co tylko podłogi myje,nie ma czasu wyjść z dziećmi żyć się nie da.
Wiesz,ja tam bym za bardzo za tym nie była by mąż przepraszał przy koledze.Bo ja generalnie uważam,że jak coś ma do Ciebie to powinien w cztery oczy powiedzieć a nie przy koledze.Ja sama nie lubię sytuacji gdy wpadam do małżeństwa zaprzyjaźnionego a oni próbują mnie takimi tekstami uwikłać w swoje sprawy.I kolega jakby był kumaty to by męzowi powiedział,że on nie ma ochoty takich tekstów wysłuchiwać.
Nie, oczywiście,nie przesadzasz i na Twoim miejscu poważnie bym się z mężem rozmówiła:co konkretnie ma do Ciebie i co mu nie pasuje.
I jeśli coś ma to z tych powodów,które napisałam powyżej nie powinien takich spraw przy koledze poruszać bo kolega nie obowiązku stawać po czyjejś stronie, czy czuć się zakłopotanym.
Co do pomocy przedszkolnej: dyrektor sam widzi jakie zamieszanie jest kiedy przedszkolanki nie ma w pracy,jakim problemem jest zorganizowanie zastępstwa.Jak panna była "u lekarza" dwa dni to wziął do pomocy znajomego,emerytowanego nauczyciela.Sam też parę razy przedszkolankę zastępował.Co ja mam mu tłumaczyć,on jest szefem.Ja raz wyraziłam opinię,powtarzać się nie zamierzam.Ale jak panna znowu pójdzie za chwilę na zwolnienie to ja też pójdę.Bo ja nie daję rady.Wczoraj miałam jedną przerwę lekcyjną bo przedszkolaki nie mają przerw i trzeba z nimi siedzieć.
To o wiele większe wyzwanie,takie zajęcia z przedszkolakami,niż z podstawówką.Co prawda ja tak dzieci przyzwyczaiłam,że rzadko siedzą,duzo się ruszamy,gramy,bawimy się ruchowo.Nawet jak oglądamy Dorę to powtarzamy,skaczemy,wstajemy.
Moja koleżanka nauczyła dzieci,że siedzi z komórką,pije kawę a dzieci albo kolorują albo oglądają bajkę.Za każdy razem jak do niej po coś wchodzę to tak ją widzę.Jest cichutko jakby dzieci nie było.Ale ona się po prostu drze na dzieciaki.Taka stara pedagogiczna szkoła.Choć dziewczyna jest po trzydziestce.
Kiedyś rozmawiałyśmy o Domanie i powiedziałam jej,że może sama wykonać plansze,że zabawa jest zajmującą,że dzieciaki szybko łapią.
Za dużo pracy-sesje trzeba by trzy razy dziennie robić-trwają po trzy,cztery minuty.Ale ją głowa boli ciągle...
U mnie nawet jak dzieci kolorują to ja nie siedzę,podchodzę,pytam o kolory po angielsku,pytam po angielsku o kolorowane elementy.Cały czas gadamy.Nikt nie siedzi cicho 