Każdą jego deklarację traktuję z gigantycznym powątpiewaniem. Nie wierzę, że on będzie chciał/próbował zmienić cokolwiek w naszej relacji.
To, że nie wierzysz jest zupełnie naturalne. Czujesz się niepewnie, nie ufasz, i masz do tego pełne prawo. Pytanie, co z tym dalej zrobisz?
Jak sobie przypominam dobre momenty z naszego małżeństwa, to zaraz mi się pojawiają obrazy całej reszty.....
I to też jest zupełnie naturalna reakcja. Powiem więcej, a w zasadzie napiszę; nawet jeśli między Wami wszystko ułoży się po Twojej myśli, to jeszcze dużo czasu upłynie nim uwolnisz się od tego co było. Gdy zaufasz na nowo, gdy poczujesz się w tym związku pewnie, gdy sama przed sobą przyznasz, że warto było dać mężowi szansę i warto było walczyć o ten związek - wtedy złe chwile z przeszłości staną się czymś bardzo odległym, do czego nie warto już będzie wracać.
I moje pytanie do was: jak to zrobić, żeby się negatywnie nie nakręcać? Podejść do sprawy "na spokojnie" i nie nastawiać negatywnie? Jest we mnie jeszcze malutki kawałeczek, który chciałby to uratować, ale nie potrafię go dopuścić do głosu, bo boję się, że jak okażę dobrą wolę, to znów dostanę po tyłku.....
Jeśli zależy Ci na małżeństwie (a zależy), to zdaj się na czas, on będzie najlepszym doradcą. Piszesz, że boisz się, że znów dostaniesz po tyłku - nie zaryzykujesz nie będziesz wiedziała. Ktoś, kiedyś wypowiedział słowa z którymi bardzo się zgadzam: '' Lepiej żałować, że się spróbowało i nie wyszło, niż żałować, że się nie spróbowało''.