Bombelini napisał/a:Miriam dzisiaj miałam fizykę i chemię. Ja zdecydowanie wolę pisemne.
Fizyka i chemia to dla mnie totalna abstrakcja. 
Smużka napisał/a: zadzwoniłam do mamy i mówi małej ucho boli co robić no i ona mówi zakrop, daj syrop i czekaj jak będziesz gorzej i wtedy jedz.
A no może ten syrop na to był, no pomyliło mi się.
Tobie się pomyliło, jestem to w stanie zrozumieć, choć przychodzi mi to z trudem. Ale, że matka Twoja - pielęgniarka z wieloletnim stażem - na ból ucha każe podać dziecku syrop zupełnie do tego nieprzeznaczony, jest dla mnie czymś niepojętym. Zresztą tak jak jej ''mądrości'' dotyczące inhalacji dzieci solą fizjologiczną, które w jej ocenie szkodzą dziecku - z niej to chyba taka pielęgniarka jak z koziej dupy trąbka. 
Smużka napisał/a:Miriam to może zgłosć do mopsu czy gdzie to się zgłasza jaką to ja jestem matką, głodzę, bije i zaniedbuje dziecko.
A głodzisz, bijesz, zaniedbujesz?
Bombelini napisał/a:Co za syrop jej dałaś? Bo dawanie Pulneo mija się z celem, dziewczyny dobrze pisały a ja dobrze znam ten syrop bo moje dzieci go miały jak paskudny kaszelek mieli.Trujesz dziecko niepotrzebnie bo mamusia kazała? A ona lekarzem to chyba nie jest...
Jak wczorajszy wieczór pokazał, w dobie Internetu, nie trzeba być lekarzem, ba! nawet nie trzeba być pielęgniarką żeby mieć wiedzę jakie są wskazania do podania danego leku. Lena medykiem nie jest, a w pięć minut ustaliła, że pulneo nie jest od bólu ucha.
Bombelini napisał/a:Dziewczyny i chłopaku co myślicie o zostaniu dawcą szpiku? Jest któraś może zapisana?
Bardzo szlachetne przedsięwzięcie. Mnie choroba wyklucza z bycia dawcą. Ja nawet krwi nie mogę oddać.
PIGWA napisał/a:interes idzie bardzo dobrze,jestem tak zapracowana że nie mam na nic czasu!
Rozumiem, ale zaglądaj do nas częściej, bo przyzwyczaiłaś nas do codziennej obecności w kafejce i teraz brakuje tu CIEBIE.
PIGWA napisał/a:jedyny mankament to że robi to wolniej od dzieci ale u niego musi być wszystko idealnie zrobione
Wyrobi się.
Mój młody w młodszych klasach nie tylko wolniej wykonywał prace plastyczne ale również wolniej pisał, a przy tym robił to bardzo niestarannie (pismo mało czytelne). Wiedziałam, że coś jest nie tak, bo on manualnie był mało sprawny. Porozmawiałam z wychowawczynią, potwierdziła moje spostrzeżenia, ale powiedziała też żeby na razie nie robić żadnych badań, bo w czwartej klasie będę musiała robić je od nowa. Jak syn poszedł do czwartej klasy zrobiłam badania i poradnia wydała nam opinię, że syn jest dysgrafikiem. Na dzień dzisiejszy młody pisze takim tempem jak wszyscy, w miarę czytelnie. Na klasówkach nie korzysta z dodatkowego czasu (jaki mu przysługuje zgodnie z opinią z poradni), bo pisze w tym samym tempie co wszyscy. Jedynie egzamin gimnazjalny będzie pisał w wydłużonym czasie. Nie chciał wydłużonego czasu, bo to oznacza, że będzie pisał na innej sali niż jego klasa, ale pani pedagog przekonała go, że głupotą byłoby gdyby z tego prawa nie skorzystał. Posłuchał jej i doszedł do wniosku, że kobieta ma rację - pół godziny dłużej na pisanie, w sali tylko 15 uczniów piszących, a na hali ponad 200, no i mniej ''biurokracji'' - uczniowie z dysfunkcjami nie przenoszą odpowiedzi na kartę. Nie wiem czy dla ucznia z dysgrafią są na egzaminach jeszcze jakieś profity - chyba nie. Chyba oceniani są według tego samego klucza co pozostali uczniowie.