Niki ja już nie ma siły by walczyć, co nie zrobię i tak jest najgorszą, że zmuszą małą by okulary nosiła czy te cholerne syropy brała, a mała się buntuje i nie raz tak mi powie że woli babcię bo babcia wszystko jej daje, to jej ja kupuje za ostań grosz leki, okulary, jeżdżę po lekarzach martwię się. A jak bym była jaką okropną marka to by dziecko leciało i chciało matkę..
Jeśli cię to pocieszy, moje dzieci po każdym ochrzanie chcą do babci. Zwłaszcza córka. Bo u babci wolno im więcej. Ale w domu nie i koniec. Już kilka razy słyszałam, że już mnie nie kochają. Zwykle po powrocie od dziadków, kiedy zaczynaliśmy proces "prostowania" ![]()
Nie wiem jak u was to wygląda, bo postu nie czytałam, a przez watek dopiero się przebijam, ale jeśli ktoś ci się wtrąca w wychowywanie dziecka, to się od tego kogoś odetnij. Ja się w ten sposób odcięłam od moich rodziców, bo - chociaż bardzo ich kocham, a oni kochają moje dzieci - nie potrafili pojąć, ze jak mówię nie to to znaczy nie. A najbardziej cierpią na tym dzieci.
Ja też słyszałam, ze niepotrzebnie ciągam Młodego po psychologach; że on już po prostu taki jest, że nie musi być jak inne dzieci. A jak dostałam diagnozę, to usłyszałam, ze teraz każdy psycholog coś znajdzie i, ze Młody jest zdrowy. No, ręce mi wtedy opadły...