netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

do zostawiających - pytanie

85 odpowiedzi10 129 wyświetleńzałożony przez niewiem1104, 03.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » do zostawiających - pytanie

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 86 z 86 ]

66

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:

Właśnie przypomniała mi się sytuacja. Zresztą każdy zna, takich czy podobnych, pewnie wiele. Kobieta odeszła od męża. Nie tylko nie czuła się winna, ale całą winą obarczyła męża, twierdząc, że nic poza pracą nie widział a dla niej w ogóle nie miał czasu.

Z moich obserwacji i działania pewnych mechanizmów psychologii ludzkiej jestem mocno przekonany, że sytuacja nabrała po czasie kolorytu, czyli mąż przepracował problemy i ułożył sobie życie przynajmniej w stopniu go satysfakcjonującym, natomiast kobieta dostała w prezencie od życia już nie tak wyidealizowany scenariusz , jak zakładała odchodząc. Dziękuję za ciekawą dyskusję, przeanalizuję dokładnie to, o czym pisałeś.

67

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:

...
Przywiązanie, bądź jak Ty je nazywasz, przyzwyczajenie pojawia się obok znanej nam powszechnie miłości. Troska zaś to już wprost "składnik" miłości. Sternberg nazwał ją intymnością. Bez niej miłość jest ułomna.

Znanej i nieznanej.
Znanej, bo każdy używa słowa.
Nieznanej, bo nikt nie potrafi słowa zdefiniować.
Różnimy sie na tyle, że znaczenie możemy rozumieć zupełnie inaczej.

Ingwar napisał/a:

...Zdecydowanie nie zgadzam się z tezą: "miłość po wielu latach zostaje zastąpiona wzajemną troską i przyzwyczajeniem". 
Co najwyżej, po wielu latach tylko tyle z niej zostaje.

Tylko tyle? Jeśli do troski i przyzwyczajenia dodać porozumienie i szacunek, otrzymuje się przyjaźń. To niemało.

Zamiast powoływać do życia sztuczne twory typu "moralny kregosłup", które prędzej czy później prowadzą do fatalnych skutków życia w toksycznym układzie, lepszym wydaje się kierować zwykłym pragmatyzmem decyzyjnym. Praktycznie nie ma możliwości by w związku jeden z partnerów był szczęśliwym, gdy drugi jest nieszczęśliwym. W konsekwencji tegoż nieszczęście dotyka obojgu. Trzymanie się kurczowo "moralnych kręgosłupów" powoduje, że nieszczęście rozciąga się w czasie. Dla obojgu. Dobrze wiec by przynajmniej jedno z partnerów było zdolne do rozpoznania stanu i podjęcia bolesnych decyzji. A miłość to nie tylko pragnienie przybywania z kimś za wszelką cenę, to również uznanie i szacunek dla pragnień partnera, jako odrębnej istoty - również tych, które skutkują zamknięciem relacji. "Kocham Cię, więc pozwolę Ci odejść, gdy będziesz tego potrzebować - mimo, że będzie bolało" - bez powoływania się na moralność i papierowe przysięgi. Wymaga to jednak posiadania wewnętrznej siły i własnego świata, który nie obróci się w zgliszcza na skutek braku jednego elementu.

Fevers - przepraszam. Zrozumiałem Twój wywód jako skierowany do autorki.

68

Odp: do zostawiających - pytanie
N4VV napisał/a:

Fevers - przepraszam. Zrozumiałem Twój wywód jako skierowany do autorki.

Nie ma sprawy smile

69

Odp: do zostawiających - pytanie
N4VV napisał/a:
Ingwar napisał/a:

...obok znanej nam powszechnie miłości.

Znanej i nieznanej. Znanej, bo każdy używa słowa. Nieznanej, bo nikt nie potrafi słowa zdefiniować. Różnimy sie na tyle, że znaczenie możemy rozumieć zupełnie inaczej.

Przyjaźń, zaangażowanie czy nawet przywiązanie do ogrodnika Lewis w "Czterech miłościach" określał także, według mnie bardzo słusznie, miłością. Mówiąc "znanej nam powszechnie" mam na myśli miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną z namiętnością, intymnością i zaangażowaniem. Nikt przecież, powszechnie, przywiązania do nauczyciela czy staruszka z klatki nie nazywa miłością. A to, jak sobie ktoś już ją definiuje jest mniej istotne.

N4VV napisał/a:
Ingwar napisał/a:

...Zdecydowanie nie zgadzam się z tezą: "miłość po wielu latach zostaje zastąpiona wzajemną troską i przyzwyczajeniem". Co najwyżej, po wielu latach tylko tyle z niej zostaje.

Tylko tyle? Jeśli do troski i przyzwyczajenia dodać porozumienie i szacunek, otrzymuje się przyjaźń. To niemało.

A jeśli by dodać jeszcze namiętność to w zasadzie nic się nie zmieniło. Nie manipuluj moimi słowami. Troska i przyzwyczajenie to dokładnie tyle samo co daje się "parze staruszków z parteru" czy psu. Nie mówię, że to mało, mówię, że w porównaniu z prawdziwą miłością to tylko tyle.

N4VV napisał/a:

Zamiast powoływać do życia sztuczne twory typu "moralny kregosłup", które prędzej czy później prowadzą do fatalnych skutków życia w toksycznym układzie, lepszym wydaje się kierować zwykłym pragmatyzmem decyzyjnym.

Pragmatyzm nie wyklucza moralności. Co więcej, ta musi moralność uwzględniać. Dla niektórych pragmatycznie to właśnie przede wszystkim moralnie.
Masz jednak rację, że Fevers bardzo to spłycił, tak bardzo, że można odczytać, że moralnie to tylko zostać, a to już nie jest prawda. Jak dalej pisałeś, nie ma możliwości by w związku jeden z partnerów był szczęśliwym, gdy drugi jest nieszczęśliwym. To czy moralnym jest dręczenie kogoś i siebie? Czy właśnie z troski nie powinna wynikać decyzja o odejściu?

70

Odp: do zostawiających - pytanie
Fevers napisał/a:

Gdy kochamy ( nawet jeśli to uczucie przestało być odwzajemnione ), to nie ma siły na tym świecie, by nas zatrzymała w dążeniu do naprawy związku.

Jest. Tą siłą jest inna miłość - do dziecka.

71

Odp: do zostawiających - pytanie
N4VV napisał/a:
Ingwar napisał/a:

Zamiast powoływać do życia sztuczne twory typu "moralny kregosłup", które prędzej czy później prowadzą do fatalnych skutków życia w toksycznym układzie, lepszym wydaje się kierować zwykłym pragmatyzmem decyzyjnym.

Pragmatyzm nie wyklucza moralności. Co więcej, ta musi moralność uwzględniać. Dla niektórych pragmatycznie to właśnie przede wszystkim moralnie.
Masz jednak rację, że Fevers bardzo to spłycił, tak bardzo, że można odczytać, że moralnie to tylko zostać, a to już nie jest prawda. Jak dalej pisałeś, nie ma możliwości by w związku jeden z partnerów był szczęśliwym, gdy drugi jest nieszczęśliwym. To czy moralnym jest dręczenie kogoś i siebie? Czy właśnie z troski nie powinna wynikać decyzja o odejściu?

Dwójka mędrców się znalazła z Bożej łaski. A może dla Feversa, mnie i wielu innych forumowiczów - te dwa słowa to coś jednak więcej i jakieś szersze spectrum postrzegania istoty sprawy tego kalibru?
Nie kupujecie tej metafory, to Wasz problem ale to nie powód, by negować taki a nie inny punkt widzenia ogółu.

72

Odp: do zostawiających - pytanie

Teoretycznie tak jest, że "lepiej byc rzuconym", niestety jednak osoby rzucone, analizując przyczyny rozpadu związku, na pewnym etapie zaczynają szukac winy w sobie. I najczęściej tę winę znajdują (słusznie lub nie). I tu zaczyna się ich dramat. Stąd też te dramatyczne wpisy na forum.

Osoba rzucająca, zwykle w tym momencie nie ma większych wyrzutów. Jest bardzo zdeterminowana, dopóki nie jest zdecydowana, to zwykle tego nie robi (są wyjątki), wobec czego zbytnio nie rozpacza, bo realizuje to co założyła (tak jak osoba rzucana realizowałaby by plan bycia razem).
Oczywiście rzucenie też nie jest to przyjemne (wyłączam psychopatów). Czasem wymaga to odwagi cywilnej, albo choc świadomości, że będzie coraz gorzej wykonac ten ruch.
Niemniej na pewno odpowiadając na ostatnią częśc Twojego pytania, mogą przyjśc z opóźnieniem wyrzuty sumienia, a także bez wzgledu na to myśli "co u tej osoby słychac, jak sobie radzi" itp. Ale raczej po czasie i bez większego bólu. W każdym razie zwykle (choc też są wyjątki) koniec końców, osoby rzucone przeżywają to silniej niż rzucające, co nie oznacza że ci wszyscy drudzy nigdy nie mają serca i smutnej refleksji.

73 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-08-08 09:26:54)

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:

...To czy moralnym jest dręczenie kogoś i siebie? Czy właśnie z troski nie powinna wynikać decyzja o odejściu?

Do takiego właśnie wniosku zmierzałem.
Ludzie jednak nie wychodzą w swoich rozważaniach zbyt daleko od końcówki własnego nosa.
Jest ból, potrzebny jest winny - ten (moralnie smile) zly.
W rzeczywistości nie jest to takie oczywiste.

74

Odp: do zostawiających - pytanie
bags napisał/a:

(..) te dwa słowa to coś jednak więcej i jakieś szersze spectrum postrzegania istoty sprawy tego kalibru?

Jakie słowa?

bags napisał/a:

Nie kupujecie tej metafory, to Wasz problem ale to nie powód, by negować taki a nie inny punkt widzenia ogółu.

Zarzucasz komuś negowanie zdania innych, tymczasem to nie my, a Ty używasz słów: "Bezmózgowie", "lobotomia", "chcesz poznać temat od tej odwłokowej strony", "hola uparty Don Kichocie", "jeźdźcu bez głowy", "Ty nawet do kopyt - a nawet do podkowy - nie dorastasz", "Dwójka mędrców się znalazła z Bożej łaski"...
Dyskusja nie polega na tym, żeby się wzajemnie po odwłokowej stronie, jak to nazwałeś, wzajemnie całować, ale poznawać różny, czasem całkiem odmienny, punkt widzenia. Można się zgadzać ale i nie trzeba. Nie wiem jak Tobie, ale mnie nikt nie dał prawa bym osądzał rozmówców o odmiennych poglądach od bezmózgowia czy używać wobec nich innych obelg. Nigdzie też tego nie robię. Przedstawiam własny punkt widzenia a nie "neguję" odmienne zdanie. Więcej pokory.

Przywołujesz Feversa, a chociaż może i się nie zawsze w tym wątku zgadzaliśmy, to dyskusja z nim była niezwykle przyjemna. W przeciwieństwie do dyskusji z Tobą, Twoimi pseudo-lekarskimi diagnozami i pseudo-poetyckimi metaforami.

N4VV napisał/a:
Ingwar napisał/a:

...To czy moralnym jest dręczenie kogoś i siebie? Czy właśnie z troski nie powinna wynikać decyzja o odejściu?

Do takiego właśnie wniosku zmierzałem.

Tak, tak. W tym nie miałem wątpliwości, odniosłem się tylko do Twojego stwierdzenia, moim zdaniem niesłusznego, że moralność, czy jak ją Fevers nazwał - kręgosłupem moralnym - nie jest sztucznym tworem. Co więcej, nawet w sytuacjach jak w tym wątku poruszana, może mieć znaczenie dla podjęcia takiej a nie innej decyzji, a później wynikających z niej konsekwencji.

75 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-08 14:03:01)

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:
bags napisał/a:

(..) te dwa słowa to coś jednak więcej i jakieś szersze spectrum postrzegania istoty sprawy tego kalibru?

Jakie słowa?

bags napisał/a:

Nie kupujecie tej metafory, to Wasz problem ale to nie powód, by negować taki a nie inny punkt widzenia ogółu.

Zarzucasz komuś negowanie zdania innych, tymczasem to nie my, a Ty używasz słów: "Bezmózgowie", "lobotomia", "chcesz poznać temat od tej odwłokowej strony", "hola uparty Don Kichocie", "jeźdźcu bez głowy", "Ty nawet do kopyt - a nawet do podkowy - nie dorastasz", "Dwójka mędrców się znalazła z Bożej łaski"...
Dyskusja nie polega na tym, żeby się wzajemnie po odwłokowej stronie, jak to nazwałeś, wzajemnie całować, ale poznawać różny, czasem całkiem odmienny, punkt widzenia. Można się zgadzać ale i nie trzeba. Nie wiem jak Tobie, ale mnie nikt nie dał prawa bym osądzał rozmówców o odmiennych poglądach od bezmózgowia czy używać wobec nich innych obelg. Nigdzie też tego nie robię. Przedstawiam własny punkt widzenia a nie "neguję" odmienne zdanie. Więcej pokory. Przywołujesz Feversa, a chociaż może i się nie zawsze w tym wątku zgadzaliśmy, to dyskusja z nim była niezwykle przyjemna. W przeciwieństwie do dyskusji z Tobą, Twoimi pseudo-lekarskimi diagnozami i pseudo-poetyckimi metaforami.

Słuchaj stary, Feversa znam forumowo dłużej od Ciebie, Jego zdanie na wiele tematów również; nawet jesteśmy w wielu z nich nich zgodni względem siebie. Nie przypominam sobie, bym Jego wywody krytykował, negował i poprawiał! I nie przyczepiłem się do Waszej konstruktywnej dyskusji a do tego:

Ingwar napisał/a:

Zamiast powoływać do życia sztuczne twory typu "moralny kregosłup", które prędzej czy później prowadzą do fatalnych skutków życia w toksycznym układzie, lepszym wydaje się kierować zwykłym pragmatyzmem decyzyjnym.

Nikt ich nie powołuje a na ogół stosuje -metaforycznie. Taka mała aczkolwiek wielka różnica.
Więc kto kogo osądza, że "powołuje coś do życia"??? A co to ustawodawca pisał nowy paragraf do dziennika ustaw czy jaki czort?
Czujesz się urażony tymi podsumowaniami kierowanymi do Innych a nie do Ciebie - Twój problem i na przyszłość ripostuj się tym, co się tyczy Ciebie, nie kogoś.
Jak zauważyłeś przyczepiłem się Ciebie w powyższym poście, nie ogółu tutejszych wątkowo forumowiczów. Ot taki drobiazg. Inwektywów brutalnych rodem ze słownika technicznego spod budki z piwem nie stosowałem. Te powyższe nawet Fevers skwitował emotikonem na znak mojego poparcia. Kulturę wypowiedzi mimo wszystko zachowałem. Do Ciebie to nawet "po Bożemu" podszedłem, więc nie spinaj się tak. Mówiąc o pokorze - zachowaj ją sam!
Całować Ciebie to nawet w czółko - wedle zwrotu Breżniewa - się wstydzę i brzydzę. A już tym bardziej po rękach.

76

Odp: do zostawiających - pytanie
bags napisał/a:
Ingwar napisał/a:

Zamiast powoływać do życia sztuczne twory typu "moralny kregosłup", które prędzej czy później prowadzą do fatalnych skutków życia w toksycznym układzie, lepszym wydaje się kierować zwykłym pragmatyzmem decyzyjnym.

Jak zauważyłeś przyczepiłem się Ciebie w powyższym poście, nie ogółu tutejszych wątkowo forumowiczów. Ot taki drobiazg.

Jeśli coś cytujesz to cytuj właściwego autora. Słowa które mi przypisujesz nie ja napisałem. Ja właśnie z tymi słowami polemizuję. Ot taki drobiazg. smile

77 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-08-08 23:26:38)

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:

....
Tak, tak. W tym nie miałem wątpliwości, odniosłem się tylko do Twojego stwierdzenia, moim zdaniem niesłusznego, że moralność, czy jak ją Fevers nazwał - kręgosłupem moralnym - nie jest sztucznym tworem. Co więcej, nawet w sytuacjach jak w tym wątku poruszana, może mieć znaczenie dla podjęcia takiej a nie innej decyzji, a później wynikających z niej konsekwencji.

Możliwe - osobiście drażni mnie nadużywanie słowa. Jak komukolwiek brakuje pomysłowości w argumentacji, zaczyna gadkę o moralności i "opinii ogółu". Niezbyt to przekonujące jak dla mnie, bo jeśli chodzi o moralność, zdecydowanie przyjmuję ją od wewnątrz, odrzucając co przychodzi od zewnątrz. Przynajmniej próbuję. Fakt, że czasem bywają one zgodne nie ma większego znaczenia.

78

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:
bags napisał/a:
Ingwar napisał/a:

Zamiast powoływać do życia sztuczne twory typu "moralny kregosłup", które prędzej czy później prowadzą do fatalnych skutków życia w toksycznym układzie, lepszym wydaje się kierować zwykłym pragmatyzmem decyzyjnym.

Jak zauważyłeś przyczepiłem się Ciebie w powyższym poście, nie ogółu tutejszych wątkowo forumowiczów. Ot taki drobiazg.

Jeśli coś cytujesz to cytuj właściwego autora. Słowa które mi przypisujesz nie ja napisałem. Ja właśnie z tymi słowami polemizuję. Ot taki drobiazg. smile

Jak widzisz jest zdublowane "przekłamanie" na łączach w tym, co cytowałem - ciągle za autora figurujesz Ty. Ale mniejsza o to.

Dyskusja nie polega na tym, żeby się wzajemnie po odwłokowej stronie, jak to nazwałeś, wzajemnie całować, ale poznawać różny, czasem całkiem odmienny, punkt widzenia. Można się zgadzać ale i nie trzeba. Nie wiem jak Tobie, ale mnie nikt nie dał prawa bym osądzał rozmówców o odmiennych poglądach od bezmózgowia czy używać wobec nich innych obelg... Twoimi pseudo-lekarskimi diagnozami i pseudo-poetyckimi metaforami.

Dla Ciebie może to i obelżywe metafory, dla mnie co najwyżej określenia ironiczne. smile

79

Odp: do zostawiających - pytanie
bags napisał/a:

(...) ciągle za autora figurujesz Ty. Ale mniejsza o to.

Jedyne miejsce, w którym figuruję za autora jest Twoje cytowanie cudzych słów i przypisanie im mojego autorstwa. Niech będzie, że jak to mówisz, jest błąd na łączach.

bags napisał/a:

Dla Ciebie może to i obelżywe metafory, dla mnie co najwyżej określenia ironiczne. smile

W życiu bym nie potraktował powiedzenia komuś, że jest bezmózgowiem, za ironiczną metaforę.

I tyle w temacie Twojego sposobu dyskutowania, cytowania i "przyczepiania się mnie w poście", którego nie napisałem.

A podsumowując merytorycznie sam wątek...

Nie ma żadnej zasady, w tym kto będzie czuł się gorzej, po czyjej stronie będzie leżała większa odpowiedzialność. Raz będzie czuł większą odpowiedzialność rzucający, innym razem osoba rzucająca będzie czuła się winna (Także i słusznie).
Prawdę mówiąc, to odpowiedzialność powinna być podstawą podjęcia decyzji o pozostaniu bądź odejściu, a nie rodzić się dopiero w wyniku podjętej decyzji o odejściu.

W sytuacji, kiedy związek rozwija się na zdrowych zasadach (bez uzależnienia od jednej tylko osoby) to decyzję o rozejściu się podejmują obie osoby, być może po wcześniejszej próbie naprawienia stosunków, a gdy to się nie uda, rozejściu się we własne strony.

Z całą pewnością inaczej to będzie wyglądało u osób młodszych, mniej doświadczonych i mniej dojrzałych emocjonalnie. Tutaj z pewnością ten, który rzuca podchodzi do tego bardziej egoistycznie. Wydaje mi się, że to jest naturalne.

80

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:

Nie ma żadnej zasady, w tym kto będzie czuł się gorzej, po czyjej stronie będzie leżała większa odpowiedzialność. Raz będzie czuł większą odpowiedzialność rzucający, innym razem osoba rzucająca będzie czuła się winna (Także i słusznie).
Prawdę mówiąc, to odpowiedzialność powinna być podstawą podjęcia decyzji o pozostaniu bądź odejściu, a nie rodzić się dopiero w wyniku podjętej decyzji o odejściu.

Tutaj zawsze teoria robi swoje a praktyka swoje. Z początkową przewagą odpowiedzialności w sensie stosowania spychologii winy porzucającego na porzuconego. Norma.

Ingwar napisał/a:

W sytuacji, kiedy związek rozwija się na zdrowych zasadach (bez uzależnienia od jednej tylko osoby) to decyzję o rozejściu się podejmują obie osoby, być może po wcześniejszej próbie naprawienia stosunków, a gdy to się nie uda, rozejściu się we własne strony.

W dobie szeroko pojętego konsumpcyjnego stylu życia, uznałbym to za niebywały wyjątek od reguły wink

Ingwar napisał/a:

Z całą pewnością inaczej to będzie wyglądało u osób młodszych, mniej doświadczonych i mniej dojrzałych emocjonalnie. Tutaj z pewnością ten, który rzuca podchodzi do tego bardziej egoistycznie. Wydaje mi się, że to jest naturalne.

Naturalność jest tu mocno dyskusyjna, buntowniczy wiek cielęcy kontra "bezstresowe wychowanie". Jak to ledwo oderwane jest od przysłowiowej piaskownicy, to jak ma to wyglądać inaczej? Kto ma go tego nauczyć? Starszyzny się nie posłucha, to i zabiera swoje zabawki i cześć pieśni smile

81

Odp: do zostawiających - pytanie
bags napisał/a:
Ingwar napisał/a:

Nie ma żadnej zasady, w tym kto będzie czuł się gorzej, po czyjej stronie będzie leżała większa odpowiedzialność.

Tutaj zawsze teoria robi swoje a praktyka swoje. Z początkową przewagą odpowiedzialności w sensie stosowania spychologii winy porzucającego na porzuconego. Norma.

Piszę o praktyce, nie teorii. Nie mam odpowiedniego wykształcenia by teoretyzować. Znam przypadki, gdy ktoś zostaje tylko dlatego, że czuje się odpoiwdzialny, bądź gorzej, jest emocjonalnie szantażowany. Znam też przypadki, kiedy zostawia się całą rodzinę, w tym dzieci, bez mrugnięcia okiem - to praktyka, nie teoria.

bags napisał/a:
Ingwar napisał/a:

W sytuacji, kiedy związek rozwija się na zdrowych zasadach (bez uzależnienia od jednej tylko osoby) (...)

W dobie szeroko pojętego konsumpcyjnego stylu życia, uznałbym to za niebywały wyjątek od reguły wink

A co do tego ma konsumpcjonizm? Własnie w niezdrowym związku nie widzi się nic poza swoim partnerem. W zdrowym związku, partner jest tylko, chociaż zazwyczaj bardzo znaczącą, częścią życia. Szczególnie widać to u kobiet, które zajmują się wyłącznie utrzymaniem domu. Brak im czasu, chęci i potrzeby na konsumowanie jakichkolwiek dóbr, co dopiero tych zbytecznych. Zauważa się to dopiero gdy mąż odchodzi, bo kobieta zostaje z niczym.

bags napisał/a:
Ingwar napisał/a:

Z całą pewnością inaczej to będzie wyglądało u osób młodszych, mniej doświadczonych i mniej dojrzałych emocjonalnie. Tutaj z pewnością ten, który rzuca podchodzi do tego bardziej egoistycznie. Wydaje mi się, że to jest naturalne.

Naturalność jest tu mocno dyskusyjna, buntowniczy wiek cielęcy kontra "bezstresowe wychowanie". Jak to ledwo oderwane jest od przysłowiowej piaskownicy, to jak ma to wyglądać inaczej? Kto ma go tego nauczyć? Starszyzny się nie posłucha, to i zabiera swoje zabawki i cześć pieśni

Przecież ja nie krytykuję takiego zapatrywania się na świat. Też byłem młody, na tyle nie dawno, że jeszcze co nieco pamiętam. Taka kolej rzeczy, dlatego piszę, że to naturalne. Nie jest problemem dla 40+ pójść ze znajomym płci przeciwnej na kawę czy obiad. Jest to naturalne i potrzebne. Wśród osób młodych nierzadko poczytywane jako zdrada.
Nie tylko w relacjach międzyludzkich osoby młode są bardziej skrajne i radykalne. Doskonale to widać np. w polityce. Nabierając doświadczenia życiowego dopiero zauważa się, że życie nie jest tylko białe albo czarne, ale ma całą gamę kolorów i odcieni.

Zresztą same związki osób młodych są najczęściej mniej rozwinięte niż ma to miejsce u osób starszych. Trudno oczekiwać tego samego poziomu odpowiedzialności. Nie ma ku temu żadnych podstaw. Oczywiście są wyjątki, jak zawsze, ale z reguły młody człowiek bardziej patrzy na samego siebie niż na otaczających go ludzi.

82 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-09 19:21:47)

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:

Piszę o praktyce, nie teorii. Nie mam odpowiedniego wykształcenia by teoretyzować. Znam przypadki, gdy ktoś zostaje tylko dlatego, że czuje się odpowiedzialny, bądź gorzej, jest emocjonalnie szantażowany. Znam też przypadki, kiedy zostawia się całą rodzinę, w tym dzieci, bez mrugnięcia okiem - to praktyka, nie teoria.

Mówiąc o teorii miałem na myśli np to suche gadanie fachowców od psychologii, a nie teoretyzowanie tego, co sami obserwujemy w swoim otoczeniu w praktyce.
Wielokrotnie się przekonałem o tym, że ich wywody są głoszone na podstawie schematu, a co więcej takim określeniem często w swoich wypowiedziach się podpierają. Skądś się wzięło powiedzenie, że to co jest uniwersalne jest do 4 liter. A skoro uniwersalne no to schematyczne.

bags napisał/a:
Ingwar napisał/a:

W dobie szeroko pojętego konsumpcyjnego stylu życia, uznałbym to za niebywały wyjątek od reguły wink

A co do tego ma konsumpcjonizm? Własnie w niezdrowym związku nie widzi się nic poza swoim partnerem. Szczególnie widać to u kobiet, które zajmują się wyłącznie utrzymaniem domu. Brak im czasu, chęci i potrzeby na konsumowanie jakichkolwiek dóbr, co dopiero tych zbytecznych. Zauważa się to dopiero gdy mąż odchodzi, bo kobieta zostaje z niczym.

No właśnie, to dlaczego "żywi" się tym, co jest w jej/jego epicentrum uwagi lub, skupia się też i na własnym "talerzu" a nie dostrzega otoczki "szwedzkiego stołu? Powodów i przyczyn jest wiele. Zdrowa relacja potrafi zaspokoić swój głód, nie zaspokajając przy tym apetytu, co do chorej - to wiadomo, "wrzody na żołądku". smile

Ingwar napisał/a:
bags napisał/a:
Ingwar napisał/a:

Z całą pewnością inaczej to będzie wyglądało u osób młodszych, mniej doświadczonych i mniej dojrzałych emocjonalnie. Tutaj z pewnością ten, który rzuca podchodzi do tego bardziej egoistycznie. Wydaje mi się, że to jest naturalne.

Naturalność jest tu mocno dyskusyjna, buntowniczy wiek cielęcy kontra "bezstresowe wychowanie". Jak to ledwo oderwane jest od przysłowiowej piaskownicy, to jak ma to wyglądać inaczej? Kto ma go tego nauczyć? Starszyzny się nie posłucha, to i zabiera swoje zabawki i cześć pieśni

Przecież ja nie krytykuję takiego zapatrywania się na świat. Też byłem młody, na tyle nie dawno, że jeszcze co nieco pamiętam. Taka kolej rzeczy, dlatego piszę, że to naturalne. Nie jest problemem dla 40+ pójść ze znajomym płci przeciwnej na kawę czy obiad. Jest to naturalne i potrzebne. Wśród osób młodych nierzadko poczytywane jako zdrada.
Nie tylko w relacjach międzyludzkich osoby młode są bardziej skrajne i radykalne. Doskonale to widać np. w polityce. Nabierając doświadczenia życiowego dopiero zauważa się, że życie nie jest tylko białe albo czarne, ale ma całą gamę kolorów i odcieni.

Zresztą same związki osób młodych są najczęściej mniej rozwinięte niż ma to miejsce u osób starszych. Trudno oczekiwać tego samego poziomu odpowiedzialności. Nie ma ku temu żadnych podstaw. Oczywiście są wyjątki, jak zawsze, ale z reguły młody człowiek bardziej patrzy na samego siebie niż na otaczających go ludzi.

Nie miałem zamiarów krytyki, a jedynie sugestię dla młodych - podczytujących też to forum - których to wpienia takie gadanie Ichnej starszyzny. Przeczytają to i może zechcą skonfrontować z tym, co usłyszeli. Skoro My mamy takie samo zdanie jak Ich otoczenie, to coś tu musi być na rzeczy wink

83

Odp: do zostawiających - pytanie

bags albo ja nie rozumiem o czym Ty piszesz albo Ty nie rozumiesz pracy psychologów. Interesuję się psychologią i sporo w tym zakresie czytam. Nigdy nie spotkałem się z suchym gadaniem. Zawsze poparte jest to spostrzeżeniami, najczęsciej badaniami. Owszem, psychologia na tym polega właśnie, żeby odnaleźć schematy pewnych zachowań, w innym przypadku byłaby zupełnie nie potrzebna.

Odnośnie Twoich uwag, do konsumpcjonizmu - kompletnie nie rozumiem co miałeś na myśli używając dziwacznych w tym kontekście metafor. Do tego, co ja chciałem przekazać, nijak się one mają.
Mnie chodziło o to, że często w związku partnerzy, najczęściej jeden z nich, uzalżniają się od siebie. Dotyczy to zazwyczaj związków młodych ludzi, ale i tych "nieco" starszych. Wytworzył się jakiś pogląd, że jak ma się już partnera, to nie daj Boże, żeby wyjść z kimś innym.
Po pierwsze doprowadza to do sytuacji, że wreszcie oboje są sobą znudzeni, po drugie, w razie rozstania, taka "uzależniona" osoba traci całkowicie sens życia. Świat się wali, co przecież nie jest prawdą.

Co do młodych, wydaje mi się, że w ten sposób kompletnie nic nie osiągniesz. Oczywiście, inteligencję emocjonalną można kształcić, ale i tak trzeba się z problemem zderzyć, żeby zrozumieć.
Przykładowo, człowiek, który stracił pierwszą miłość, musi natknąć się na kolejną, by móc zrozumieć, że "ten jedyny" to takie same gadanie jak "będę kochał do końca życia" z początku ich pierwszego związku. No spróbuj takiemu co to przeżywa pierwszą miłość powiedzieć, że to wcale nie musi być, i najczęściej nie będzie, ta ostatnia, ta po grób. Tego trzeba doświadczyć. wink

84

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:

bags albo ja nie rozumiem o czym Ty piszesz albo Ty nie rozumiesz pracy psychologów. Interesuję się psychologią i sporo w tym zakresie czytam. Nigdy nie spotkałem się z suchym gadaniem. Zawsze poparte jest to spostrzeżeniami, najczęsciej badaniami. Owszem, psychologia na tym polega właśnie, żeby odnaleźć schematy pewnych zachowań, w innym przypadku byłaby zupełnie nie potrzebna....

Dziedzina jest na tyle rozmyta, że każde dostrzeżone odchylenie gawiedź przyjmuje za zaprzeczenie.
Natomiast generalizuje własne jednostkowe doświadczenia - to jest dopiero strzał w kolano.

Ingwar napisał/a:

...Zresztą same związki osób młodych są najczęściej mniej rozwinięte niż ma to miejsce u osób starszych. Trudno oczekiwać tego samego poziomu odpowiedzialności. Nie ma ku temu żadnych podstaw. Oczywiście są wyjątki, jak zawsze, ale z reguły młody człowiek bardziej patrzy na samego siebie niż na otaczających go ludzi.

To prawda, ale czy nie sądzisz, że istnieje statystycznie istotna różnica między kobietami a facetami?

85 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-09 23:36:02)

Odp: do zostawiających - pytanie
Ingwar napisał/a:

bags albo ja nie rozumiem o czym Ty piszesz albo Ty nie rozumiesz pracy psychologów. Interesuję się psychologią i sporo w tym zakresie czytam. Nigdy nie spotkałem się z suchym gadaniem. Zawsze poparte jest to spostrzeżeniami, najczęsciej badaniami. Owszem, psychologia na tym polega właśnie, żeby odnaleźć schematy pewnych zachowań, w innym przypadku byłaby zupełnie nie potrzebna.

I tu jest coś znaczącego, co Nas różni. Ja choć nie studiowałem tej dziedziny, to musiałem zdawać z niej egzamin zawodowy (teoretyczny i praktyczny) - z psychologii poznawczej człowieka, branża hotelarska. Dlatego śmiem mówić, że psycholodzy posługują się suchą gadką, którą pospólstwo łyka jak pelikany, nie mając styczności z jej praktyką.
I tutaj popieram wypowiedź N4VV

N4VV napisał/a:

Dziedzina jest na tyle rozmyta, że każde dostrzeżone odchylenie gawiedź przyjmuje za zaprzeczenie.
Natomiast generalizuje własne jednostkowe doświadczenia - to jest dopiero strzał w kolano.

I na zdrowy nie tyle chłopski rozum umieć znaleźć w tym złoty środek i w miarę płynnie się obracać w tych generalizacjach na obu frontach jest nie lada sztuką.

Ingwar napisał/a:

Mnie chodziło o to, że często w związku partnerzy, najczęściej jeden z nich, uzalżniają się od siebie. Dotyczy to zazwyczaj związków młodych ludzi, ale i tych "nieco" starszych. Wytworzył się jakiś pogląd, że jak ma się już partnera, to nie daj Boże, żeby wyjść z kimś innym.
Po pierwsze doprowadza to do sytuacji, że wreszcie oboje są sobą znudzeni, po drugie, w razie rozstania, taka "uzależniona" osoba traci całkowicie sens życia. Świat się wali, co przecież nie jest prawdą.

Tu też mam szerokie spektrum wiedzy o tym przypadku zwanym toksyczną relacją w związku. Po pierwsze z autopsji, po drugie z przegadanych kilkuset godzin z fachowcami - łącznie ze sferą duchowną psychologów z KUL jak i ks. egzorcystą - i sporego oczytania.

Ingwar napisał/a:

Co do młodych, wydaje mi się, że w ten sposób kompletnie nic nie osiągniesz. Oczywiście, inteligencję emocjonalną można kształcić, ale i tak trzeba się z problemem zderzyć, żeby zrozumieć.
Przykładowo, człowiek, który stracił pierwszą miłość, musi natknąć się na kolejną, by móc zrozumieć, że "ten jedyny" to takie same gadanie jak "będę kochał do końca życia" z początku ich pierwszego związku. No spróbuj takiemu co to przeżywa pierwszą miłość powiedzieć, że to wcale nie musi być, i najczęściej nie będzie, ta ostatnia, ta po grób. Tego trzeba doświadczyć. wink

Widzisz... doświadczenia i wiedza czyni mistrzem jak mawia porzekadło. Choć mistrzem siebie nie uważam, tak miałbym tego swoje niezbite dowody choćby nawet na tym forum. Nie omieszkałbym nawet powołać się na opinię w tej sprawie moderacji - Vinngi - że ludzie sobie cenią to, co pisałem.
Udało mi się wielokrotnie wyścielić grunt nowicjuszowi informacjami i pokazać mu to, czego w początkowej fazie nie dostrzegał, by mógł lżej przywalić baranka o podłogę.

N4VV napisał/a:

To prawda, ale czy nie sądzisz, że istnieje statystycznie istotna różnica między kobietami a facetami?

Fundamentalna różnica w tym wypadku, to sfera emocjonalna, która jest niemalże gigantyczna między odmienną płcią smile a to nie podlega dyskusji wink

I żeby była jasność...
Nie neguję i nie krytykuję Waszego zdania, szanuję to i doszukuję się w tym czegoś, co i mi "poszerzy horyzonty".
Z wyrazami należytego szacunku smile

Posty [ 66 do 86 z 86 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » do zostawiających - pytanie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026