Potrzebuję Waszej porady.
W sumie jest tu mnóstwo wątków z poradami jak się zachowywac po rozstaniu, ale postanowiłam jednak podpytać Was.
Oczywiście najlepszą radą jest "urwij kontakt, nie odzywaj się, nie płaszcz się i nie żebraj."
Tylko co zrobić jak tego kontaktu urwać nie można, jak trzeba codziennie widywać tę osobę. Razem pracujemy i siedzimy w jednym pokoju.
Wątek zaczęłam od tego że " on bardzo mnie lubi i chce byśmy byli kumplami".
Juz wczoraj w pracy miałam próbkę tego, jak on to sobie wyobraża - a chodź na papierosa, a chodź na zupę, a jadłaś coś, a z kołem sobie poradzisz? (miałam kapcia). I proszę -uśmiechnij się choć raz.
NIE CHCĘ TEGO!
Napisałam wczoraj wieczorem - daj mi spokój, nie ma przyjaźni po czymś takim, nie teraz. Tobie przychodzi to łatwo, ja czuję żal.
Niestety pokazałam tym samym, że cierpię. A powinnam być dumna i uśmiechnięta i piękna - i mówić całą sobą "mam Cię gdzieś".
Nie potrafię stłumić w sobie tej złości.
Niedawno zadzwonił, czemu mnie dziś nie ma w pracy, czy coś się stało. Trzy razy pytał czy wszystko OK? Za trzecim razem nie wytrzymałam i podniosłam głos - OK, a co myślałeś, że tu leżę i płaczę?
Spytał czemu jestem taka opryskliwa, przecież to bez sensu.
Ma w sumie rację.
Tylko że ja nie potrafię nad tym zapanować.
Bo ta jego troska jeszcze bardziej wkurza. Jakaś taka litość z jego strony. No i jakby go choć trochę bolało to co się stało, to by tak nie naciskał na ten kontakt i przyjaźń.
Kochani, jak ja mam to ogarnąć?