Ja tam nigdy nie udaję ![]()
Podobne tematy
Nigdy nie udaję, na szczęście orgazm mam zawsze. Zawsze łechtaczkowy, jednak nie zawsze podczas stosunku.
a_normalna
mnie też by jeden albo dwa satysfakcjonował, ale to przychodzi samo...własnie im dłużej się kochamy i po pierwszym orgazmie, jestem już tak podniecona do maksa, że kolejne przychodzą jakby same i niewiele trzeba robić... Jest to wspaniałe uczucie, a i mój mężczyzna czuje się przy mnie całkowicie spełniony
ale jednego orgazmu nie zapomnę do końca życia, to był w pozycji na jeźdźca punktu G i dodatkowo mój facet stymulował moją łechtaczkę. Jednocześnie miałam te dwa rodzaje orgazmów, myślałam że oszaleję z rozkoszy.
69 2010-05-12 13:25:59 Ostatnio edytowany przez a_normalna (2011-01-26 13:27:25)
.
Nie udaję - nie muszę ![]()
Ostatnio kochaliśmy się 3 razy w ciądu dnia i miałam go aż 11 razy ![]()
bajeczka ![]()
Faceci nie wiedzą kiedy kobieta udaje...... Ja udaje....nie chce sprawić przykrości męzowi....nie wiem co to orgazm podczas stosunku.....co innego orgazm poprzez masturbacje.......moj maż nie wie że udaje........nie stara się tego nawet zauważyc.....
72 2010-05-21 22:00:28 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2010-05-21 22:01:34)
moj maż nie wie że udaje........nie stara się tego nawet zauważyc.....
Wstydzę się za swoją płeć, kiedy czytam takie rzeczy.
Przepraszam - oszukujesz go i jeszcze masz pretensje, że sam tego nie widzi? Przecież o to właśnie Ci chodzi - żeby nie widział i nie wiedział. Sama sobie pracujesz na to, że on nie daje Ci prawdziwych orgazmów, udając dajesz mu do zrozumienia że wszystko robi OK i że jest Ci dobrze.
A co do tego, że, jak napisałaś, faceci nie wiedzą kiedy kobieta udaje - ci, którzy wiedzą, jak wygląda prawdziwy orgazm ich kobiety, zorientują się, kiedy ta kobieta będzie udawać. Ale jeśli biedak nigdy tego prawdziwego nie widział - to skąd ma wiedzieć, że udajesz?
Zgadzam się z Anemonne. Doświadczony facet łatwo rozpozna prawdziwy i udawany orgazm. Rumienia na skórze i skurczów pochwy nie da się podrobić.
74 2010-05-22 10:35:06 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-05-24 22:11:43)
a ja nie udaję, bo nie muszę.. nie z moim ukochanym, mam nadzieje juz jedynym ![]()
ale kiedys nie z nim mi sie zdarzalo.. a dlaczego..? zeby wreszcie dał mi spokój.. skonczył.. zszedł ze mnie..
Nigdy tego nie robiłam i nigdy tego nie zrobię! Nie udaję, bo mam faceta, który pokazał i nauczył mnie jak przeżywać wielokrotny orgazm, Sorry, ale taka jestem ![]()
ale wam wszystkim zazdroszczę!
oczywiście pieszczoty sprawiają mi bardzo dużą przyjemność ale nigdy jeszcze nie przeżyłam orgazmu czy to podczas stosunku, czy minetki... nie potrafiłam dojść z żadnym partnerem... nie potrafiłam ani z brunetem ani blondynem chudym grubym z dużym członkiem albo małym... z kobietą też nie czuję takiej przyjemności (choć generalnie kobiece ciało podnieca mnie bardziej)... nawet z moim ex, z którym byłam ponad 1,5 roku i wydawałoby się, że to wystarczająco dużo czasu, by poznać swoje ciała... po prostu coś mnie blokowało...
gdy już wspólnie zostanie postanowione, że dziś skupiamy się na mojej przyjemności, z upływem każdej minuty stresuję się, że to za długo trwa, że on jest już pewnie zmęczony... i zamykam się, blokuję, albo popadam w jakiś obłęd i podniecenie mija. wtedy najchętniej rozchyliłabym nogi, żeby zrobił co musi, i bym uciekła. nie potrafię skupić się na swojej przyjemności.
nawet masturbacja zabiera mi dużo czasu, bo od pół godziny w górę... czasem trwa tak długo, że już mi się po prostu nie chce działać, paluszki mi drętwieją i rezygnuję. niekiedy wyręczam się prysznicem i zajmuje mi to wtedy godzinę. czasem zdarza się dobry dzień, i nie przekraczam pół godziny, ale pod warunkiem, że pomagam sobie oglądaniem filmów erotycznych, a też nie chciałabym się od nich uzależnić... to byłoby straszne, gdybym potrafiła dojść w miare normalnym tempie tylko przy filmiku. dodam jeszcze, że gdy masturbuję się przy partnerze, to się stresuję i w ogóle nie potrafię czerpać z tego przyjemności.
próbowałam też różnych pozycji podczas stosunku, największą przyjemność fizyczną sprawia mi kiedy on bierze mnie od tyłu, albo kiedy leżę na biurku/stole... a mimo to nie potrafię osiągnąć tego ostatecznego spełnienia... próbowałam to robić też przed lustrem, żeby podkręcić się dodatkowo widokiem naszych ciał, próbowałam różnych gadżetów, robiłam to w każdym pomieszczeniu w domu i w kilku publicznych, próbowałam trójkąta, próbowałam z nieznajomym i z miłością mojego życia, z mężczyzną kobietą, próbowałam oglądać z partnerem porno i choć bardzo to wszystko mi się na swój sposób podobało, to nie potrafiłam dojść...
oczywiście nie latam za orgazmem jak szalona... wszystkie rzeczy, których spróbowałam, doświadczyłam głównie z ciekawości... i zauważam przy tym smutny fakt, że żadna z tych uciech nie zagwarantowała mi dotąd pełnej przyjemności.
czasem też włącza mi się coś takiego, że ja po prostu nie zasłużyłam sobie na orgazm... i nie wiem czy problem leży w moich doświadczeniach (gwałt) czy mam jakąś wadę pochwy? chciałabym mieć tak jak wy.. kochać się ze swoim chłopakiem/mężem i przeżyć orgazm chociaż raz.
nie udaję go... zawsze mówię wprost partnerowi, że nie potrafię, i cieszę się gdy on się tym przejmuje i próbuje mi dogodzić na różne sposoby, ale to nic nie daje... no, raz udawałam, bo nie chciałam sprawić przykrości swojemu ex. ale potem i tak mu się przyznałam(oczywiście nie obwiniając go).
faye, wydaje mi się, że to ma podłoże psychologiczne/psychiczne i wizyta u seksuologa byłaby wskazana.
My nie powiemy ci jak się odblokować, ani co robić. Mówisz, że wielu rzeczy spróbowałaś ale to nic nie daje. Chyba musisz pozbyć się tej blokady, bo wyraźnie ją masz.
faye, może to pytanie zabrzmi głupio, ale czy bierzesz tabletki antykoncepcyjne? Kiedy ja je brałam, to dojście do orgazmu zajmowało mi nieporównywalnie więcej czasu, niż teraz, kiedy ich nie biorę (i wcześniej, zanim zaczęłam je brać). Wystarczyło, że odstawiłam piguły, i wrócił mój "normalny" orgazm i tempo dochodzenia do niego.
Ja miałam podobnie jak Anemonne. Dwa tygodnie temu je odstawiłam i już jest o niebo lepiej..
gdy nie brałam tabletek było tak samo
Ja udawałam kilka razy, ponieważ nie miałam ochoty na sex ale też nie chciałam żeby mój facet był zawiedziony.
Uważam, że nie jedna kobieta udawała, ale nie chcą się przyznawać, co jest dla mnie nie zrozumiałe.
Zgadzam się z Anemonne. Doświadczony facet łatwo rozpozna prawdziwy i udawany orgazm. Rumienia na skórze i skurczów pochwy nie da się podrobić.
A ja się nie zgodzę. Żaden facet nie rozpozna udawanego orgazmu. Zresztą może to zależy od kobiety i tego w jaki sposób to przeżywa normalnie.
Odpowiadając na pytanie w temacie - kilka razy zdarzyło się udawać ![]()
A_normalna - takie objawy faktycznie trudno podrobić
Ale skurcze pochwy - bez problemu ![]()
Skurcze, jeszcze tak (chociaż pewnie nie każda by potrafiła
)
W każdym razie ja uważam, że jeżeli facet wie jak zachowuje się jego partnerka podczas prawdziwego orgazmu, to rozpozna udawany u niej.
Udawalam zawsze - dopoki nie poznalam mojego aktualnego chlopaka. Choc moze nalezy mi sie plus maly za to, ze udawalam rowniez przed soba. Wydawalo mi sie, ze tak wlasnie wyglada orgazm i przyjemnosc z facetem. Choc ciezko mi bylo zrozumiec, ze jest tak inna od przyjemnosci, ktora daje sobie sama.
Co zas do tego czy faceci poznaja - 15 ich bylo i tylko jeden poznal, ze udaje. Wiec chyba jedna zgodze sie z vinnga.
Nalezy jednak dodac, ze wszystko zalezy czy kochasz sie ze swoim chlopakiem, ktory juz nie raz i nie dwa do orgazmu Cie doprowadzil i roznice poznac umie, czy tez moze bzykasz sie z przypadkowym/nowym facetem, ktory porownywac nie ma do czego.
Przypadkowy nie ma szans poznać i to jest oczywiste. Ale (przynajmniej u mnie) orgazm różne ma oblicza (
), więc nawet stały facet ma trudne zadanie, żeby właściwe rozpoznanie postawić...
Mnie także zdarzało się udawać, ale będąc jeszcze w związku z ex. Odkąd jestem z facetem, z którym jestem teraz, orgazmu nie udawałam ani razu. Gdybym teraz chociaż raz spróbowała imitować orgazm, mój partner od razu by się zorientował. Zawsze podczas szczytowania sutki sterczą mi dęba i są twardsze niż kamień
. Dziwnie to zabrzmi, ale mi naprawdę sutki bardzo rzadko twardnieją. Dopiero i tylko podczas najprawdziwszego szczytowania są po prostu maksymalnie twarde, sterczące i wrażliwe. Założę się, że gdybym naprawdę spróbowała jęczeć na pokaz, mój facet od razu by to wyczuł właśnie po piersiach
.
Zdażyło mi się moze pare razy ale nie dlatego że chciałam zeby skonczyl i już, ale miałam cięzki moment aby uzyskać orgazm , nie chcialam żeby poczułsię że nie mógl mnie zaspokoić. Ale coś cuje że o tym i tak wie...
miałam cięzki moment aby uzyskać orgazm
Nie rozumiem tego, dlaczego po prostu mu nie powiesz, że akurat dzisiaj nici z orgazmu? To nie ujma, każdy ma raz lepszy, a raz gorszy dzień. Człowiek to nie maszyna żeby zawsze na zawołanie reagował na pieszczoty/seks orgazmem. Co to za duma zbudowana na kłamstwie?
wdech, wydech, właśnie mówię sobie, że Wam nie zazdroszczę ![]()
(ale zazdroszczę
)
Nigdy nie udaję. Uważam, iż to byłoby głupie gdybym musiała coś udawać i nie być szczera sama przed sobą, jak i moim partnerem. Jeśłi się nie uda to trudno! To nie koniec świata. Różnie bywa, różne bywają dni. Tak jak już tu ktoś pisał człowiek to nie maszyna.
Ja na szczęście osiągam pełną satysfakcję z ukochanym. Jednak też nie jestem maszyną. Warto też pamiętać, że każda kobieta jest inna, można bardzo mocno odczuwać ten moment, ale mimo to cicho. A mężczyzna jak zna swoją kobietę, to wie kiedy to się dzieje ![]()
... gdybym zaczęła krzyczeć to pewnie byłby bardzo zdziwiony ![]()
Stary temat ale musze napisac tutaj.
Ja z moim EX udawalam, i to jeszcze za kadym razem
Nie chcialam mu zrobic przykrosci, ale pozniej mnie irytowalo, ze przy kolegach zgrywal, co to nie on, ze on jest taki fantastyczny w lozku... Ale czlowiek uczy sie na bledach i w przyszlosci jak bede miala partnera to napewno ne bede udawac, bez orgazmu tez jest przyjemnie, choc do niego potrafie sie doprowadzic tylko sama.
Nie udaję, to dla mnie nie ma sensu. Zazwyczaj mam orgazm, lecz jeśli nie mam, to trudno. Sama czasem mam gorszy dzień, nie jestem do końca rozluźniona lub jakieś inne przyczyny i wtedy mogę nie dojść. Czasem bywało, że mój facet dotykał mnie tam po seksie bardzo fajnie chyba aż 15 minut i tak nie doszłam, za dużo miałam wtedy stresów w głowie i nie mogłam. Jednak to nie oznacza, że nasz facet to słaby kochanek i go nie kochamy. Z moim facetem jest mi niesamowicie bosko, lecz jak każdy nie jestem maszyną i nie dochodzę zawsze, na zawołanie, to zależy od wielu czynników.
Nigdy - dawno temu wytłumaczyłam mojemu partnerowi, że mój rogazm to nie takie hop siup i musi się baaaardzo postarać, żeby było mi z nim fajerwerkowo
całe szczęście zwykle się stara ![]()
Poza tym dla mnie osiągnęcie orgazmu bądź jego nie osiągnęcie nie stanowi o udanym/nieudanym seksie.
Tylko moj EX, gdy raz czy dwa powiedzialam mu o tym, ze nie doszlam to on wielce , ze DLACZEGO?! Ze on jest kiepski i nie umie mnie zaspokoic,ze on juz mnie nie podnieca, badz chcial skonczyc to pieszczotami lecz ja juz nie chcialam bylo mi dobrze bez tego to on, ze cos sie psuje miedzy wami i wielka histeria... i potrafil byc zly nawet tydzien... Boze co z paranoja jak o tym mysle.....
Je też nigdy nie udawałam
po pierwsze nie mam pojęcia jak miałabym udawać, po drugie lubię seks i uważam go za niesamowicie satysfakcjonujący nawet w tedy kiedy nie mam orgazmu a po trzecie uważam że oszustwo w tak delikatnej kwestii jest nie w porządku wobec partnera i właściwie wobec kobiety która udaje-bo ona sobie robi tym największą krzywdę.
Czytajac te wpisy, dochodze do wniosku, ze to chyba JA jestem jakas nienormalna... badz nie wiem...
![]()
Nie udaje,bo nie mam problemu z jego osiagnieciem.
Nie udaję.
Mój mąż jest mężczyzną, z którym poznawałam co to seks... Oczywiście sama radziłam sobie świetnie z osiągnięciem orgazmu
ale ja chciałam nauczyć się z nim, przy nim i dzięki niemu. Nie powiem, nie było od początku łatwo i przyjemnie, ale powiedziałam sobie, że udawać nie będę, bo to sprawy nie rozwiąże. On nie zobaczy co mnie kręci a co nie, a i ja sama nic dobrego przez to nie osiągnę.
Tak więc metodą prób i błędów, przełamywania lęków i wstydu, dotarłam do miejsca w którym nie muszę udawać. Nie, nie mam orgazmu za każdym razem. Nie zawsze też łatwo jest mi go osiągnąć. Ale jedno jast niezmienne-jestem z nim szczera i uważam, że dzięki temu gramy w jednej drużynie!
101 2011-07-20 20:51:52 Ostatnio edytowany przez zuczek70 (2011-07-20 20:54:28)
Udawałam dwa razy ,ale miałam wyrzuty sumienia i świadomość ,że go oszukuję.Więc kiedy wyczuwałam ,że nie będę potrafiłam dojść mówiłam o tym otwarcie a wtedy on zawsze stawał na wysokości zadania.Z reguły najpierw zaspakajał moje potrzeby ,ale ja o nim też nie zapominałam.Czy potępiam osoby ,które nie mówia prawdy? Nie ,bo to indywidualna sprawa każdej z nas.
nieee
) nie udaję bo osiągam go zawsze
mój mężuś jest wspaniałym kochankiem...
a myślę że jak już anwet jakiejś się zdarzy udac że miała orgazm to tylko dlatego żeby naszym facetom ego nie zmalało
oni by tego nie przeżyli ;D
W życiu niczego nie udawałam w łóżku. Jeśli nie miałam orgazmu to nie. Czy za każdym razem musi być orgazm? Powiem Wam, że czasem był fajny sex bez orgazmu a czasem z orgazmen, ale niezbyt satysfakcjonujący. Nie wiem czy wszystkie mnie zrozumiecie. Bo ktoś powie, że skoro był orgazm to powinna być satysfakcja...
Wychodzę z takiego założenia, że skoro nie chciałabym by mój mąż cokolwiek udawał to sama muszę być uczciwa.
W życiu niczego nie udawałam w łóżku. Jeśli nie miałam orgazmu to nie. Czy za każdym razem musi być orgazm? Powiem Wam, że czasem był fajny sex bez orgazmu a czasem z orgazmen, ale niezbyt satysfakcjonujący. Nie wiem czy wszystkie mnie zrozumiecie. Bo ktoś powie, że skoro był orgazm to powinna być satysfakcja...
Wychodzę z takiego założenia, że skoro nie chciałabym by mój mąż cokolwiek udawał to sama muszę być uczciwa.
Doskonale Cię rozumiem Roszpunko, choć zdarzyło mi się udawać orgazm... ale to akurat był sex niewypał... aż nie wiedziałam jak się w tej sytuacji zachować... był sex jakby go w ogóle nie było. Generalnie jednak nie udaję, bo tak jak wspomniała wcześniej Roszpunka nie zawsze musi być sex z orgazmem, co nie oznacza, że sex nie będzie satysfakcjonujący, wręcz przeciwnie - może być cudowny. Jak nie ma orgazmu, to nie ma co udawać, wtedy facet będzie wiedział, że musi się bardziej postarać. Po co się oszukiwać? Czy miło by było gdyby faceci przed nami udawali, że jest im nieziemsko a w rzeczywistości w główkach by mieli przeciwne myśli? chyba nie, szczerość to podstawa, nawet jeśli męskie ego miałoby być rozczarowane.
105 2011-08-12 00:18:02 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-12 00:20:11)
W życiu niczego nie udawałam w łóżku. Jeśli nie miałam orgazmu to nie. Czy za każdym razem musi być orgazm? Powiem Wam, że czasem był fajny sex bez orgazmu a czasem z orgazmen, ale niezbyt satysfakcjonujący. Nie wiem czy wszystkie mnie zrozumiecie. Bo ktoś powie, że skoro był orgazm to powinna być satysfakcja...
Wychodzę z takiego założenia, że skoro nie chciałabym by mój mąż cokolwiek udawał to sama muszę być uczciwa.
Roszpunka, rozumiem Cię. Ja często mam orgazm z partnerem i rzadko nie mam , choć wiadomo zdarza się, gdy np jestem zestresowana lub, gdy blisko okres czy po prostu tak bez powodu albo np gdy za mało było gry wstępnej , gdyż no jestem istotką, która potrzebuje długiej gry wstępnej , czasem chyba dla mnie mógłaby istnieć tylkio ona, te wpatrzone oczy, wzajemne dotykanie, cudo !
Bez tego nie jestem w stanie dostatecznie się podniecić
Jednak dla mnie najważniejsza jest wzajemna bliskość, to, że Ukochany jest blisko, dlatego ja nie płaczę, gdy nie mam orgazmu, dla mnie to naturalne, nie jestem maszyną i tyle
.
Witam
Ja nigdy nie udawałam i nie udaję . Sex jest dlamnie przyjemnością i nie koniecznie musi kończyć się orgazmem i mój S o tym wie i nie zadaje głupich pytań czy było mi dobrze [ czytaj miałaś orgazm ] Ja jak mam orgazm to on otym wie i słyszy i czuje to na sobie . A po za tym po takich chwilach zawsze sobie dziękujemy
Nie udaję, bo niby po co??
Żeby dowartościować faceta? Niech sam się dowartościuje doprowadzając do tego orgazmu ![]()
Poza tym jak zacznie się udawać orgazm, to potem to się staje tak normalne i naturalne, że ciągnie się do końca życia seksualnego.. NIE CHCĘ TEGO!!
Musze sie przyznac ze dosc czesto zdarza mi sie udawac orgazm, ale nie wynika to z braku umiejetnosci partnera, bo on potrafi doprowadzic mnie do orgazmu tylko chaba bardziej z mojej psychiki, do orgazmu potrzebuje sie skoncentowac jak i rowniez fantazjowac i jak wiem ze nie ma szans zebym doszla a np partner wyglada na zmeczonego to albo niestety udaje albo skupiam sie bardziej na tym zeby sie zajac partnerem i zeby on doszedl. Czasem chyba chyba nie jestem wystarczajaco podniecona, albo mysle czasem ze chamia sie wypalila w zwiazku...
Niektóre kobiety są bezorgazmowe, po prostu go nie mają.
Myślałam długo, że ja taka jestem, łechtaczkowego w sumie nigdy nie miałam, sama minetka, sam język mnie nie podnieca.
Długo też nie miałam pochwowego. Udawałam, tak, wiele razy. Chodzi chyba o to, że niekiedy partnerzy są niekompatybilni seksualnie, a facet musi poznać czułe miejsca, wyczuć je, czasami trzeba mu powiedzieć jak jest dobrze, a jak nie - w większości przypadków ![]()
Chodzi chyba o to, że niekiedy partnerzy są niekompatybilni seksualnie, a facet musi poznać czułe miejsca, wyczuć je, czasami trzeba mu powiedzieć jak jest dobrze, a jak nie - w większości przypadków
Jasne - tylko wiele kobiet nie ma pojęcia, jak jest dobrze, bo się nigdy nie masturbowały
Prawda jest taka, że najbardziej kompatybilne jesteśmy same ze sobą i jeśli nie sprawdzimy samodzielnie (a powiedziałabym nawet: własnoręcznie
), co i jak lubimy, to będzie nam ciężko wytłumaczyć to facetowi.
madamecharlotte napisał/a:Chodzi chyba o to, że niekiedy partnerzy są niekompatybilni seksualnie, a facet musi poznać czułe miejsca, wyczuć je, czasami trzeba mu powiedzieć jak jest dobrze, a jak nie - w większości przypadków
Jasne - tylko wiele kobiet nie ma pojęcia, jak jest dobrze, bo się nigdy nie masturbowały
Prawda jest taka, że najbardziej kompatybilne jesteśmy same ze sobą i jeśli nie sprawdzimy samodzielnie (a powiedziałabym nawet: własnoręcznie
), co i jak lubimy, to będzie nam ciężko wytłumaczyć to facetowi.
Zgadzam się, kobieta sama ze sobą potrafi dojść nawet w dwie minuty. Wtedy nigdy nie udaje ![]()
Nawet nie chodzi o to, że kobieta da sobie lepszy czy "szybszy" orgazm, niż da jej mężczyzna, tylko o to, że same najpierw badamy swoje reakcje, upodobania - to bardzo dobry trening przed "prawdziwym" seksem. Kobiecie, która zna swoje ciało i wie, jak reaguje na jaki dotyk, o wiele łatwiej jest osiągnąć orgazm podczas seksu z partnerem.
Być może, jednak w moim przypadku nawet doskonałe poznanie swojego ciała nie dawało mi satysfakcji z partnerem. Świadomość swojego ciała jest przydatna i jakby otwiera drogę do więcej. W niektórych przypadkach - tak jak w moim - to chyba nie działało, mam wrażenie, że byłam długo bezorgazmowa, chociaż dotykałam się w różny sposób i często. Musiałam trafić na odpowiedniego partnera.
Ale u większości kobiet, tych normalniejszych, zapewne sprawdza się Twoje założenie ![]()
114 2011-08-17 19:33:30 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-17 19:34:21)
madamecharlotte napisał/a:Chodzi chyba o to, że niekiedy partnerzy są niekompatybilni seksualnie, a facet musi poznać czułe miejsca, wyczuć je, czasami trzeba mu powiedzieć jak jest dobrze, a jak nie - w większości przypadków
Jasne - tylko wiele kobiet nie ma pojęcia, jak jest dobrze, bo się nigdy nie masturbowały
Prawda jest taka, że najbardziej kompatybilne jesteśmy same ze sobą i jeśli nie sprawdzimy samodzielnie (a powiedziałabym nawet: własnoręcznie
), co i jak lubimy, to będzie nam ciężko wytłumaczyć to facetowi.
To jest prawda. Ja z myślą o moim partnerze dotykam się czasem i czasem dochodzę, lecz nie jest to takie intensywne, gdy dochodzę z Nim, no i częściej z Nim dochodzę niż jak sama się dotykam, nie będę Was oszukiwać.
Jednak jakoś reakcje swojego ciała poznałam i fajnie tak o Nim fantazjować. ![]()