Truskaweczko, właśnie o to chodzi. Żeby sprawiedliwie ocenić sytuację, należałoby poznać zdanie obu stron.
Podobne tematy
Mo pewnie, że tak. Ja z ciekawości też czytałam na filmweb dyskusję i ktoś wysunął, że niby Jack się zmienił, a tak naprawdę nie zmienił, bo na imprezie w obronie kolegi zaczął mocno kopać tego drugiego. Ja jednak zgadzam się z tym innym stanowiskiem, że nie to, że się nie zmienił, tylko miał taki wzorzec, bo miał do tamtej pory tylko jednego kolegę- tego Philipe, a od niego miał taki wzorzec, że jak ktoś coś obraża kolegę, to tego drugiego tak powinno się skopać. Stąd tak postąpił.
A czy oglądałyście kolejny film z listy?
199 2013-11-16 22:06:10 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-11-16 22:12:39)
Truskaweczko, myślę podobnie. To że zaczął kopać tamtego gościa, to raz że nie miał nigdy innych przykładów zachowania, a dwa że bronił kolegę. Ci koledzy, byli jedynymi kolegami jakich miał. Tak samo było z Filipem, gdyby Jack miał innych znajomych, takich którzy wywierali by na niego lepszy wpływ, zachowywał by się inaczej.
On nie wiedział jeszcze jak powinno się zachowywać w takich sytuacjach, jak inaczej można rozwiązać problem, bo skąd niby miał wiedzieć? Całe swoje dotychczasowe życie spędził w więzieniu, kto miał go tego nauczyć? Użył jedynego znanego mu sposobu, siły. Oczywiście, to było złe, jednak Jack nie zdążył już się tego nauczyć, a wierzę że z czasem, zmienił by się całkowicie. Tym bardziej pod wpływem Michell.
Cat, ja jeszcze nie obejrzałam, ale już się do niego przymierzam. Na środę będzie obejrzany
Chyba, że podacie inny termin.
Nie, nie oglądałam. Myślałam, że póki toczy się dyskusja, to jeszcze nie oglądać, że jeszcze czas, że tak powiem, bo Margolinka potem sama napisze, że teraz już i do kiedy czas ![]()
Zgadza się. Nie można go oceniać po tym jednym zdarzeniu jak ktoś na filmweb. Po prostu znał tylko taki sposób zachowania się. Ktoś jeszcze na filmweb krzywdząco napisał, że nie polubił go, bo zachowywał się jak jakiś upośledzony.. ale wiadomo na filmweb nie brakuje ludzi, którzy tak piszą lub gorzej.
Kolejny film do obejrzenia to według listy "In time"? :)Jak wpisałam i się domyślam, to pewnie chodzi o "In time" z 2011 roku? No bo tak znalazłam.
Truskaweczko, niestety tak to jest, jak ktoś filmu nie zrozumie, albo ogląda, dla samego obejrzenia, nie wczuwając się w całą historię i nie próbując zrozumieć. No ale każdy ma prawo, do swojego zdania, czy film zrozumiał czy nie.
Kolejny film, to "In time". Dobry znalazłaś ![]()
Ja sama pomyliłam się, myślałam o "Miłości", a "In Time" widziałam już, muszę sobie jedynie przypomnieć.
Co do terminu, to ustalmy go razem. Nie chcę niczego narzucać, że to "teraz już" ![]()
No tak, oczywiście mają prawo do swojego zdania, każdy ma tak jak mówisz. Gorzej właśnie, że zazwyczaj tam piszą "był przygłupi" i tyle, cały post, co bardzo wiele wnosi albo 1/10 itp
A widzę też, że często jak jest premiera to raczej wtedy wypowiadają się na początku jacyś wynajęci ludzie, żeby podnosić ocenę, widać to od razu po ich komentarzach, od razu przy samej premierze i po sposobie pisania
Nie wiem jak inni, więc wypowiedzcie się, ale mi raczej pasuje na środę. A Wam? Catwoman?
Jaga Baba? No chociaż Jaga teraz chyba ma mniej czasu, więc tak pytam, ale wiadomo, zrozumiałe.
Truskaweczko, mi środa pasuje jak najbardziej
Cat, ma chwilowo kłopoty ze ślimaczącym się internetem, ale mówi że jej też pasuje ![]()
Ok rozumiem, świetnie, że jest ten wątek i super, że dzięki Waszej bardzo dobrej propozycji obejrzałam film, który mi się naprawdę spodobał- "Chłopiec A".
Truskaweczko, cieszę się że ta propozycja Ci się spodobała. Na mnie ten film zrobił duże wrażenie, dlatego musiałam go zgłosić na listę ![]()
Hej, co jest? Mamy czwartek, a tu cisza ![]()
Kto obejrzał już "In time"? ![]()
Przyznać się ![]()
Jaaaaa!!!! Super film. Obejrzałam go już z rok temu, myślę, że kiedyś znów powtórzę seans.
Ten film jak dla mnie ma poruszające przesłanie: czas-przyszłość gdy czas staje się cenniejszy niż pieniądz. Gdy czas staje się walutą; ludzie walczą o niego jak niegdyś walczyli o pieniądze. I to czas: brak lub nadmiar staje się wyznacznikiem pozycji społecznej. Oby nigdy do takiej sytuacji nie doszło.
Hej ![]()
Chciałam obejrzeć wcześniej, ale nie miałam jak, no trochę też zostawiłam na ostatnią chwilę, przepraszam
No i nie bardzo miałam jak. To obejrzałam dzisiaj i niedawno dopiero weszłam na forum - wcześniej nie mogłam. Catwoman ładne przesłanie nam wyłuskałaś
Ja też widzę pewne przesłania, mi się film podobał, ale też bez szału. Sama nie wiem czemu, po prostu
Dla mnie chyba był zbyt prosty i przewidywalny, tzn lubię proste i przewidywalne filmy, sporo tego oglądam, ale tu oczekiwałam jakiegoś zaskoczenia, mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi
No bo temat sam ma duży potencjał, to dlatego czegoś mi zabrakło.
No, ale ogólnie- ok, Timberlake nawet tak źle nie gra
Faktycznie ludzie walczą o czas, tak jak o pieniądze często teraz. "Człowiek człowiekowi wilkiem". Pewnie każdy lub prawie każdy z nas chciałby żyć bardzo długo, ponad sto lat.
A ja to nawet bym chciała żyć wiecznie na Ziemi, gdyby się dało, uwielbiam życie, właśnie tutaj, tzn wierzę w życie po śmierci, ale tak mi się spodobało życie na ziemi, że chciałabym by życie wieczne było tutaj, no albo żebym mogła dożyć ponad 100 lat w względnym zdrowiu. Gdyby życie mogło być takie długie np ponad sto lat czy wieczne na ziemi, ale dla wszystkich i bez takich wojen jak w filmie, to byłoby idealnie
No, ale jak widać w filmie... niestety ludzie są zachłanni bardzo... Dobrze zrozumiałam koniec, że oni dali ludziom ten milion lat życia i zaczęły się walki o ten milion? No bo nie wiem ;P No, ale główny bohater z bohaterką pewnie będą żyć bardzo długo, dzięki obrabowaniu banków itp.
A Tobie Margolinko jak się podobał film? ![]()
209 2013-11-22 16:35:15 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-11-22 16:44:31)
Ja Truskaweczko, zacznę może od tego, że zobaczyłam w tym filmie wielkie podobieństwo do naszego życia. Pomimo, że to czyste s-f
My może nie mamy "waluty czasowej", jednak pogoń za pieniądzem, tym materialnym, bardzo to przypomina. Dla niektórych, posiadanie pieniądza, jest równocześnie możliwością ratowania swojego życia. Swojego i rodziny. Codzienne zmaganie się z problemami, życie "z dnia na dzień", bez planów na przyszłość, bo nie wiadomo co wydarzy się jutro.
Tak samo dzielenie ludzi na "lepszych" i "gorszych" i wprowadzenie "naturalnej selekcji". To smutne i bardzo przykre.
Główny bohater, grany przez Justina Timberlake-a pozytywnie mnie zaskoczył. Z początku, byłam negatywnie nastawiona do "zdolności aktorskich" tegoż pana, jednak obronił się. ![]()
Film, zdecydowanie mi się podobał ![]()
Zgadzam się, Timberlake nieźle gra, nie spodziewałam się, myślałam, że będzie kiepsko grał.
Ja też ogólnie widziałam ciągle nawiązanie do naszego życia. Zazdrość, wyścig szczurów, oni zazdrościli sobie czasu i go kradli, tak jak teraz kradzież pieniędzy, zgadzam się, że tak samo z tym dzieleniem na lepszych i gorszych. W społeczeństwie są bardzo bogaci ludzie, którzy spokojnie mogliby z wieloma się podzielić, ale tego np nie robią i żyją w swoim bogactwie, nie zwracając uwagi na innych, a wielu innych żyje na skraju nędzy...
No i na czas trzeba ciężko pracować ![]()
No tak, tak jak u nas ludzie biedni często mocno harują, a niewiele z tego mają, a gdzieś obok nich żyją ludzie w bogactwie, prawie nic nie robiąc.
No, jakoś w to "nic nie robiąc" przy bogactwie to nie wierzę
Ludzie, którzy w totka nie wygrali naharowali się jak mało kto, by to bogactwo osiągnąć - nie licząc tych, którzy zdobyli je nieuczciwie.
W filmie tak jest faktycznie ta bogata grupa przedstawiona, ale o ile się nie mylę, również i oni pracują; prowadzą przedsiębiorstwa.
No tak, ja wiem, nie wszyscy bogaci ludzie tacy są, chodzi mi o ich przedstawienie w filmie, bo przyznasz chyba, że nie są zbyt pozytywnie przedstawieni? Może i pracują, ale zdecydowanie nie chcą widzieć, jak cierpią biedni itp.
Dla mnie jeden z najsmutniejszych momentów, to ten w którym matka Willa nie miała na tyle czasu, aby zapłacić za autobus. Biegnąc na przystanek, gdzie miał na nią czekać, nie zdążyła. Wyciągając już rękę do niego, zmarła, gdy zegar pokazał "0".
To pokazało jak drastycznie obchodzono się z tymi ludźmi, jak mało istotne było ich życie dla "władzy". Ceny wciąż podnoszono, a przecież "czas" się nie zmieniał i nie wydłużał. To kolejne podobieństwo "tamtego życia" z naszym.
O tak, to było bardzo smutne, bardzo kibicowałam im, by zdążyli dobiec do siebie, a zarazem właśnie bałam się, że tak będzie, że zabraknie dosłownie z sekundy - i niestety tak właśnie było.
Też zauważyłam, że to podobnie do dzisiejszych czasów - ciągłe podwyżki, a tych bogatych (nie wszystkich, ale niektórych) nie obchodzi los biednych, w tym kontekście napisałam, że niektórzy z tych bogatych się nie napracowali, że nie wiedzą, co to ciężka praca biednych po prostu, mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli? ![]()
To tak jak u nas te ciągłe podwyżki, a pensje cały czas takie same, a często i niższe. Także, z jednej strony może i jest tak, że wszystko musi drożeć, ale proporcjonalnie i pensje powinny wzrastać... To smutne po prostu...
Warto też wspomnieć o postaci Sylvii Weis. Córka magnata finansowego, dziewczyna której nigdy nie brakowało niczego, "normalne" życie znała pewnie jedynie z opowieści. Jednak pomimo tego, że miała wszystko, mogła robić wszystko, nie musiała martwić się o "czas", ponieważ wiedziała że wystarczy jej go na całą wieczność, czegoś jej brakowało. Gdy poznała Willa, dość szybko przyszło jej to, aby stanąć po jego stronie. Przeciwstawiła się ojcu i jego zdaniu. Pomagała biednym ludziom w zdobyciu "czasu". Dobrze, że choć ona jedna, z tych "lepszych ludzi", zdobyła się na ten krok, bez obawy o własną skórę. ![]()
Btw, jaki my mamy następny film na tapecie?
Cat, kolejne na liście są:
4. Miłość
5. Zostać królem
6. Człowiek z ziemi
7. Słodki listopad
8. Catch me if you can ('Złap mnie jeśli potrafisz')
9. Suskind
10. Berberian Sound Studio
OK, to "Miłość"
Spoko.
To na kiedy oglądamy "Miłość"? Bo środa już jutro, nie wiem czy zdążymy, przy naszym tempie ![]()
Może dziś mnie natchnie- ale nie chcę obiecywać niczego do czwartku :)Spoko, oglądajcie, najwyżej włączę się później.
No to może przełóżmy termin (do którego oglądamy jakiś film) z środy na piątek. ![]()
Ale chyba nie ma takiej potrzeby! Jak ktoś tylko ma życzenie obejrzeć i jutro o tym dyskutować to no problem!
Warto też wspomnieć o postaci Sylvii Weis. Córka magnata finansowego, dziewczyna której nigdy nie brakowało niczego, "normalne" życie znała pewnie jedynie z opowieści. Jednak pomimo tego, że miała wszystko, mogła robić wszystko, nie musiała martwić się o "czas", ponieważ wiedziała że wystarczy jej go na całą wieczność, czegoś jej brakowało. Gdy poznała Willa, dość szybko przyszło jej to, aby stanąć po jego stronie. Przeciwstawiła się ojcu i jego zdaniu. Pomagała biednym ludziom w zdobyciu "czasu". Dobrze, że choć ona jedna, z tych "lepszych ludzi", zdobyła się na ten krok, bez obawy o własną skórę.
Zgadzam się, a Ci ochroniarze chodzili za nią krok w krok, pamiętasz? Ojciec pewnie właśnie bał się, że córka mu się sprzeciwi, że nie jest do końca taka jak on...
Nie, ja do jutra raczej nie obejrzę, wolałabym jeszcze podyskutować o tym filmie, bo można jeszcze sporo podyskutować. A Wy?
Po prostu wydaje mi się, że fajnie tak dłużej podyskutować o filmie, na chwilę nam zniknęłaś chyba Margolinko, więc dyskutowałam chwilę nieco z Catwoman, a teraz przydałoby się jeszcze trochę z Tobą podyskutować ![]()
Posty przeniesione:
Mogę się wyżyć? (Uwaga, spojlery!)
Wykładowcy na mojej zacnej uczelni kazali mi obejrzeć ostatnio "Wstręt". To jest "horror psychologiczny" (tiaa...) Polańskiego, nakręcony bodajże w 1965.
I jest do bani.Jest o lasce, która żywi jakiś nieuzasadniony wstręt wobec mężczyzn. Mieszka z siostrą, ale ta wyjeżdża z kochankiem i lasce palma odbija. Moim zdaniem z powodu frustracji seksualnej, ale to tylko moja opinia.
Więc tak: bohaterka wygląda jak lalka Barbie i ma podobną osobowość, tylko nie tak bogatą. Słowo honoru: pół filmu gapi się z tępym wyrazem twarzy na przypadkowe przedmioty, a drugie pół na włóczeniu się po domu bez sensu z równie tępym wyrazem twarzy. No, zabija jeszcze gościa, który chciał się z nią umówić (laska nie potrafi złożyć jednego sensownego zdania, a ten się w niej zakochuje - bardzo realistyczne, no nie?) i jeszcze jednego, który próbował ją zgwałcić (w dodatku była to kompletna amatorszczyzna - każdy o inteligencji większej od ameby chyba ogarnia, gdzie są tętnice szyjne, a ta go cięła po karku, powodzenia). Nic, kompletnie nic w jej ekspresji, a raczej jej braku nie przekonało mnie, że cierpi te wielkie katusze psychiczne. W ogóle, skąd jej się to wzięło? Cholera wie. Można się domyślać, że była molestowana w dzieciństwie, czy coś, ale powinno to być w jakiś sposób przedstawione. Może wtedy zdobyłabym się na odrobinę współczucia wobec tej kompletnie nieporadnej życiowo istoty i nie krzyczałabym podczas sceny gwałtu: "Krzesłem ją! A potem zabij, wyświadczysz przysługę ewolucji!".
No i scena końcowa. Siostra z kochankiem wrócili do domu, zaglądają do łazienki (jeden trup wylądował w wannie z jakichś nieznanych przyczyn), jest zbliżenie na przerażone oczy... O rany, to musi być naprawdę mocne, nie mogę się doczekać, aż pokażą te zwłoki w zaawansowanej fazie rozkładu... i nic. Serio?! Gnijący trup w horrorze, czy to są jakieś wygórowane wymagania?! W innych horrorach jest tego pełno! I nawet się ruszają i jedzą mózgi!
A swoją drogą, pełno było w tym filmie dziwnych scen i ujęć, które nie dość, że nie były straszne (gnijący królik i kiełkujące ziemniaki, oooh, jakże się boję), to jeszcze prowadziły dosłownie donikąd. Jakichś trzech grających dziadków na ulicy - co to niby miało być, analogia do Trójcy świętej czy wezwanie do tego, żeby pół litra rozpić we trzech...? Wytłumacz to, filmie... wytłumacz...
Przyczepiłabym się jeszcze do tego, że mimo wielu okazji, nawet nie zobaczyliśmy cycków bohaterki, ale to akurat ma sens: za stara jak dla tego reżyseraPodsumowując: w życiu już nie obejrzę niczego, co mi polecą profesorowie. W życiu...
spider123, znalazłam taką interpretację, ktoś napisał na filmweb, może wkleję. Piszą chyba, że sensowna, więc może i tak:
"Film czerpie inspiracje z nowej fali jak i nawiazuje do postmodernizmu ktory zaczyna sie ksztaltowac w latach 60. Zauwazcie pierwszy kadr filmu- zblizenie oka. Jest to trop sugerujacy ze najwazniejszy w filmie bedzie punkt widzenia, mianowicie kobiecy punkt widzenia. "Wstret" jest swego rodzaju postulatem przeciwko meskiemu rozumieniu kultury i co wazniejsze, traktowaniu kobiet jak obiektow seksualnych popedow. Swietne ujecie kiedy Cathrine uderza w kamere (w filmie jest to jej meska ofiara) tak jakby chciala uderzyc widza, wstrzasnac naszym rozumieniem postmodernistycznej kultury, jako konstruktu stworzonego przez mezczyzn. To jest najglebsza interpretacja tego waznego, wyprzedzajacego swoje czasy filmu. "
Natomiast, najlepiej na takie tematy rozpisywać się w tym wątku http://www.netkobiety.pl/t52629.html . Mamy tam teraz wyzwanie filmowe, ale można tam dyskutować o wszystkich filmach, to po prostu kafejka filmowa, o wszystkim co związane z filmem można pisać
Natomiast "Wstrętu" nie oglądałam.
Przepraszam, nie wiedziałam o istnieniu takiego wątku
To może ktoś tam przeniesie moją jakże trafną i wspaniałą recenzję tego gniota (proszę...? ładnie proszę?
)
Taa, czytałam tą interpretację - i kompletnie jej nie kupuję. Jeśli to jest kobiecy punkt widzenia, to ja zdecydowanie idę na operację. Od początku się stukałam w głowę: "laska, weź sobie znajdź jakiegoś faceta, kup wibrator, ogórek w ostateczności, cokolwiek"
Właśnie to jest najbardziej przerażające w tym filmie - że tylu osobom się podoba.
To dyskusja przeniesiona
Po prostu tu lepiej to pasuje, bo można i więcej podyskutować.
"Wstrętu" nie oglądałam, ale widzę, że nic nie straciłam i wierzę Ci spider. Jest wiele filmów, które pewnie z założenia miały mieć jakiś przekaz, ale to po prostu jest nie do przetrawienia...
Widziałam na filmweb o tym filmie faktycznie dużo takich opinii jak Twoje, na pewno nie tylko Ty tak uważasz. Reżyser przekombinował pewnie albo czegoś się "nawciągał" przed robieniem filmu, hehe
No bo kto wie? :>
Ja zmykam, bo o wiele za długo się zasiedziałam, spider zapraszam oczywiście dalej do dyskusji, a na razie dobranoc ![]()
Truskaweczka19, dzięki
Niby nie tylko ja tak uważam, ale na tych, co mają podobną opinię cała reszta naskakuje, bo "nie zrozumieliśmy głębi przekazu" ![]()
Ano widać nie. Ja lubię stare horrory (Hitchcock...
), ale to... Wydaje mi się, że jest to na youtube, ale radzę włączyć jakieś ostatnie 15 minut - jedyna w miarę straszna scena, nawet dobrze zrobiona pod względem wizualnym, a efekty dźwiękowe też są nawet spoko - ale to jedyne pozytywy jak dla mnie.
Ok, teoretycznie było to "studium schizofrenii paranoidalnej" - z tym też można by polemizować, ale kij, niech im będzie, wiedza psychiatryczna pewnie nie była tak rozwinięta jak teraz (swoją drogą, to dziś się nieraz przegina w drugą stronę... "pijesz czasem piwo do obiadu? Alkoholik!") - a tego typu schorzenia nie mają zwykle powodu. Tylko, że to nie był dokument i moim zdaniem jakiś powód powinien być... Chociażby po to, żeby się lepiej wczuć... I lepiej byłoby, żeby bohaterka przynajmniej na początku była normalna, a potem niech jej stopniowo coraz bardziej odbija. A tak - od początku wzbudza co najwyżej pogardę.
Tak czy owak - wielu się podobał, dla mnie był śmieszno-żałosny, kto się odważy niech zobaczy ![]()
Znalazłam na razie tylko w częściach po angielsku. Nie chce mi się teraz oglądać
No więc w filmie nie ma żadnego wyjaśnienia na jej "szaleństwo? Faktycznie, lepiej jak jest chociaż drobne wyjaśnienie.
Według filmwebu zmarnowałaś na ten film 1 godz i 44 minuty życia
No, ale chociaż zobaczyłaś ładną, młodziutką Catherine Denuve, która właśnie jak widzę grała tę kobietę chorą na schizofrenię
Panowie mają też na co popatrzeć, chociaż jeden plus hehe ![]()
230 2013-11-28 11:15:03 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-11-28 11:17:19)
Znalazłam na razie tylko w częściach po angielsku. Nie chce mi się teraz oglądać
No więc w filmie nie ma żadnego wyjaśnienia na jej "szaleństwo? Faktycznie, lepiej jak jest chociaż drobne wyjaśnienie.
Według filmwebu zmarnowałaś na ten film 1 godz i 44 minuty życia
No, ale chociaż zobaczyłaś ładną, młodziutką Catherine Denuve, która właśnie jak widzę grała tę kobietę chorą na schizofrenię
Panowie mają też na co popatrzeć, chociaż jeden plus hehe
Ano nie. W sensie, jest słynna scena końcowa ze zdjęciem, gdzie niektórzy dają sobie głowy odciąć, że laska patrzy na ojca, jakby ją molestował. Jak dla mnie to z lekka naciągane.
No właśnie nie mają. Pisałam wyżej - tyle okazji i cycków niet ![]()
Założę się, że pan profesor chciał mnie ukarać. Już nigdy się nie spóźnię z oddaniem pracy... D:
Obejrzałam "Miłość" ![]()
Obejrzałam "Miłość"
Cześć Dziewczyny, czy mogę się przyłączyć?
I mam pytanie czy chodzi o "miłość" z Dorocińskim w roli głównej?
Oczywiście że możesz!!
Nieeee..... raczej ten francuski z 2002 r.
Oczywiście że możesz!!
Nieeee..... raczej ten francuski z 2002 r.
Dzięki, bo zastanawiałam się który z trzech które znam, dlatego zapytałam ![]()
Ja jutro obejrzę "Miłość", przepraszam za opóźnienia, ale nie mogłam wcześniej za bardzo. Mam nadzieję, że będzie dłuższa dyskusja niż przy "In time", bo tu mam lekki niedosyt, myślę, że mogliśmy dłużej podyskutować ![]()
Jeśli chodzi o "Miłość" to ja chyba nie będę potrafiła dyskutować dłużej;
od siebie mogę napisać, że ten film przypomniał mi o czymś, co już dawno sobie zakodowałam: zdrowy, aktywny tryb życia, by starości dożyć w pełni sił. No i właściwie tyle moich refleksji po filmie ![]()
Ja przyznam się, że film mnie nie zachwycił jakoś specjalnie. Owszem jest dobry, wzruszający, ale chyba się starzeję, bo "wyciskacze łez" już na mnie nie robią większego wrażenia.
Tytułowa "miłość" dała się odczuć w zachowaniu bohaterów, wzajemny szacunek, poświęcenie. To piękne.
Jak można było również zobaczyć, czasami miłość w połączeniu z jej "ciężarem", podsuwa różne myśli.
Ja jutro napiszę coś o tym, bo jednak jutro obejrzę już na pewno. Tak wyszło, przepraszam.
A Ty Catwoman czemu o miłości nie będziesz dłużej dyskutować? Też Cię nie zachwycił tak bardzo, jak Margolinkę?
No nie zachwycił mnie. Tzn. nie wiem co tu roztrząsać przez 2h- ja takie sytuacje znam z życia codziennego, Ameryki nie wymyślili ci, co film zrobili.
Ok rozumiem. Chociaż po części spodziewałam się zachwytów, bo kiedyś co nie wchodziłam w jakiś temat na innym forum np to zachwyty nad tym filmem
Ja jutro obejrzę i napiszę o filmie, bo jednak dzisiaj po prostu nie miałam jak.
A ja na przyszłość proponuję wprowadzenie 2 korekt ![]()
1. proponujemy tylko te filmy, które sami obejrzeliśmy.
2. osoba proponująca zwana dalej Proponowaczem PIERWSZA zaczyna dyskusję
Dziękuję, amen ![]()
Truskaweczko, nie wiem o czym można by tu dyskutować, na prawdę...
O miłości? Poświęceniu? Może o tym, czy skracanie cierpienia jest wyrazem miłości, czy mąż dobrze zrobił...
Jeśli po filmie będziesz miała jakieś refleksje, to chętnie podyskutuję.
A korekty popieram ![]()
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że każdy ma inną wrażliwość, każdy może coś tak prywatnie, dla siebie wyłuskać z danego filmu.
244 2013-12-01 22:40:18 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-12-01 22:46:53)
Jasne, dlatego dobrym pomysłem jest, aby osoba polecająca, zaczynała dyskusję o danym filmie.
Zwróci wtedy uwagę na najistotniejsze elementy filmu, na to co najbardziej ją poruszyło, zaciekawiło, spodobało się...bądź zdenerwowało...
Najbliższe dwa filmy, będą "z mojego polecenia", obiecuje więc już nie nawalić i w każdą środę zameldować się ze swoimi spostrzeżeniami i pytaniami ![]()
Mi bardzo przykro, że nie dotarł do mnie ten film i tak jakoś oszczędna jestem w słowach o nim. ![]()
Jednak czekam na jakieś propozycje i chętnie dołączę do dyskusji ![]()
Witam moje miłe panie;) ja ze swej strony proponuje wam męski wątek. Film zwie się Stalingrad, reżyserem jest Fiodor Siergiejwicz Bondarczuk, (dokładnie drogie panie syn tego wielkiego radzieckiego reżysera). Film opowiada o Bitwie stalingradzkiej z perspektywy obrońców jednego domu który blokuje dostęp do przeprawy na Wołdze, oraz niemieckiego oficera który ma zdobyć tenże dom.
Oglądałem ten film wczoraj z moim ukochanym tatą i muszę przyznać że wciska w fotel niesamowicie...
Stefan86 jeśli to propozycja do Klubu Dyskusyjnego, to musi jeszcze z kilka filmów poczekać
A jeśli taka luźna, to pewnie, czemu nie!
o w mordkę jeża!! A jakie filmy sa dyskutowane?? bo aż żem ciekaw jestem ![]()
o w mordkę jeża!! A jakie filmy sa dyskutowane?? bo aż żem ciekaw jestem
Stefan, jeśli zdecydujesz się dołączyć do dyskusji, to na liście pozostały nam, te oto filmy:
5. Zostać królem
6. Człowiek z ziemi
7. Słodki listopad
8. Catch me if you can ('Złap mnie jeśli potrafisz')
9. Suskind
10. Berberian Sound Studio
![]()
Witajcie,
Zajrzałam na forum w sobotę na chwilę, ale tu nikt nie napisał nic o filmie, choć film sobie przypomniałam.Będąc nowa nie chciałabym zaczynać - taka nieśmiałość.:)
Hej ![]()
Przepraszam, że tak późno, ale zakręcony dzień, potem przysnęłam, potem obejrzałam "Miłość", a się zeszło, to tak późno bardzo jestem.
Film bardzo mi się podobał
Powiem tak- nagrodom się wcale nie dziwię, dla mnie film świetny. Oczywiście, kwestia gustu, więc rozumiem, że Wam mógł się mniej podobać i tak nie zachwycić. Rozumiem, że może nie wyjdzie z tego ogromna dyskusja, film może porusza tematy takie oczywiste dla nas, że prawdziwa miłość właśnie objawia się w trosce o drugiego człowieka itp, ale film mocno na mnie podziałał.
Powiedźcie, na początek mi, jak myślicie o co chodziło w scenie z gołębiem i potem na końcu? Dobrze rozumiem, że ta scena oznaczała, że on umarł niedługo po żonie, więc córka siedziała już w pustym domu, już także po śmierci ojca? A gołąb był jakby symbolem duszy jego żony?
251 2013-12-04 16:37:36 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-12-04 19:15:50)
Truskaweczko, nie dziwię się, że film Ci się spodobał. Porusza on bowiem, bardzo ważne w życiu kwestie, takie jak tytułowa "miłość", jak oddanie, poświęcenie, szacunek. Nie twierdzę, że film był zły, chociaż mnie aż tak bardzo się nie spodobał. Tak jak napisałaś, każdy posiada swój "gust filmowy" i to że komuś nie spodobał się jakiś film, nie znaczy że film ten nie jest wart obejrzenia.
Teraz może ja, jako "osoba proponująca" kolejny film na liście, opisze zgodnie z obietnicą, pokrótce, co mam o nim do powiedzenia.
Tytuł kolejnego filmu, to "Jak zostać królem" (2010).
Dla mnie, ten film był po prostu świetny. Jako genialną, oceniam grę aktorska Colina Firth, oraz Geoffrey-a Rush. Ta historia ani przez chwilę, nie była dla mnie nudna, nie czułam że jakaś scena "ciągnie się w nieskończoność". Król Jerzy VI, został pokazany jako zwykły człowiek ze swoimi słabościami i lękami. Pokazano wielką pracę nad sobą, walkę ze swoją przeszłością, oraz przyszłością. Film ten, można z pewnością uznać, za niezwykle motywujący i dający nadzieję.
Niepewny siebie, chorobliwie jąkający się człowiek, wyszydzany przez bliskich sobie ludzi, staje przed ogromnym wyzwaniem. Jest przerażony, boi się że zawiedzie wszystkich, co więcej jest niemalże pewny tego, że nie podoła temu by "zostać królem", gdy jego brat zrzeka się tronu.
Jednak stawia czoło lękom i strachowi, walczy. Pomimo wszelkich przeciwności.
Zyskuje dzięki temu przyjaciela, w postaci Lionela Logua. To człowiek, w którego wątpił, którego starał się zniechęcić, odtrącał go i jego pomoc. Który jednak był przy nim cały czas, nie zniechęcał się niczym. Wierzył w niego. Widział w nim jego potencjał, wiedział, że musi jedynie przełamać strach i wstyd. Co więcej... miał rację.
Długa i żmudna praca z księciem Yorku, dała zdumiewające rezultaty. Z niepewnego siebie księcia, został królem. Droga do tego była ciężka, jednak dał radę.
Film ten porusza problem, jakim jest brak wiary w siebie i tego skutki.
Pokazuje, jak wielki wpływ na naszą wiarę w siebie mają bliscy ludzie i ich wsparcie (jego brak).
Pokazuje, jak usilne dążenie do "ideału" poprzez rodziców, może zaszkodzić dzieciom. Jak wielkie problemy mogą z tego wyniknąć w ich przyszłości.
Pokazuje także, jak ważne jest aby się przełamać w walce z problemami, aby próbować, nie poddawać się.
To jest przykład rodziny królewskiej, jednak idealnie on pasuje do każdej innej rodziny.
Macie jakieś refleksje, na temat zachowania "rodziców króla"?
Zachowania samego Księcia Yorku?
Co sądzicie o postaci Lionela i jego przyjaźni z księciem?
A może przyszły komuś do głowy, oglądając film, całkiem odmienne rozważania niż moje?
Ok Margolinko, powiedź mi tylko, co myślisz o tej scenie z gołębiem w "Miłości"? Czy według Ciebie ma jakiś sens czy jest przypadkowa? Jestem ciekawa Waszych opinii, dlatego ponawiam to pytanie
Wiem, że niby nadszedł już czas na ten nowy film, ale ja jestem ciekawa co Wy o tym sądzicie, a nie odpisałyście na to, jak wcześniej pytałam ![]()
A wiem, że to ja proponowałam "Miłość", ja oglądałam pierwszy raz akurat, ale macie rację, następnym razem lepiej proponować co się oglądało, żeby było łatwiej dyskutować i następnym razem tak zrobię. Dzisiaj się zaczytałam, ostatnio miałam mniej czasu, jutro więc obejrzę "Jak zostać królem" i napiszę ![]()
Truskaweczko, kompletnie nie wiem do czego "przypiąć" tego gołębia. ![]()
Co do tego starszego pana, to moim zdaniem, albo popełnił samobójstwo wyskakując przez okno, albo po prostu wyjechał.
Ciężko mi stwierdzić.
Ja zdecydowanie, bardziej lubię filmy, w których coś się dzieje.
Jakoś tak na starość mi się pozmieniało ![]()
Rozumiem ![]()
Ja lubię różne filmy, raz te z wolną akcją, raz z szybką, raz z jeszcze szybszą. Także bardzo różne filmy lubię ![]()
Hej ![]()
Obejrzałam połowę "Jak zostać królem", czyli godzinę, bo w dzień tzn wieczorem sporo mi się przysnęło, a zaraz chcę się położyć spać w końcu, więc dzisiaj nie będę do końca oglądać, jutro obejrzę do końca i wtedy dokładniej opiszę wrażenia.
Natomiast, to co już mogę napisać, to film też bardzo mi się podoba, też mnie nie nudzi, choć obawiałam się, że taka biografia może mnie nudzić. A jednak nie. Klimat bardzo przyjemny, dobre aktorstwo z tego co do tej pory widziałam. Masz rację, że film pokazuje pracę nad sobą, nad swoimi zahamowaniami itp. Oczywiście, póki jeszcze nie obejrzałam całego, to nie mogę jeszcze napisać wszystkich moich wniosków, więc to co piszę to moja jeszcze niepełna opinia o tym filmie.
Na razie bardzo podoba mi się postać Księcia Yorku i Lionela. Co do rodziców króla, to dopiero doszłam do śmierci jego ojca i do momentu, gdzie opowiada Lionelowi o relacjach z rodzicami, bratem itp. Widzę, że był karcony w dzieciństwie, jakby próbowano go na siłę zmieniać, co też jak mówił Lionel mogło skutkować jąkaniem się. Brzmi to wiarygodnie, mogło tak być. Jestem ciekawa do czego dalej dojdą, jak dalej będzie leczyć jego jąkanie. Także jutro obejrzę i napiszę więcej ![]()
Ja byłam wczoraj w domu kultury na "Polowanie"- świetny film, też polecam
Potem jakoś śpiąca byłam, bo ostatnio często tak mało spałam po 5 cxy 6 godzinach, więc usnęłam wczoraj wyjątkowo wcześnie jak na mnie- 22 i wstałam dopiero o 10 rano, więc nadrobiłam co mało spałam i spałam aż 12 godzin z małymi przerwami do łazienki
Także nadrobiłam braki w spaniu
Dlatego nie odezwałam się wczoraj, choć planowałam i dzisiaj obejrzałam drugą połowę "Jak zostać królem". Moje wrażenia po całości? Bardzo dobry film, nie sądziłam, że aż tak mi się spodoba, myślałam, że to pewnie jakaś nudna trochę historia jak ktoś został królem, nie kojarzyło mi się to zbyt dobrze
A jednak pierwsze skojarzenie mylące i można taką historię pokazać w ciekawy, absolutnie nie nudny sposób
Polubiłam bardzo Jerzego VI, nowego króla oraz Lionela. Stworzyli świetny duet.
Tym bardziej dobrze się ogląda, bo to jest biografia i wiemy, że to wszystko miało miejsce naprawdę
Sprawdziłam parę faktów o Jerzym VI i zgadza się, jest to dobrze pokazana biografia. Podobno faktycznie tak jak w filmie był leworęczny, ale rodzice robili wszystko, by pisał prawą ręką, a jego żona faktycznie 2 razy jakoś odrzucała jego zaręczyny w rzeczywistości i tak samo było powiedziane w filmie
Podobała mi się gra aktorów, muzyka też jest świetna moim zdaniem. No i cały klimat filmu , taki bardzo fajny
Zgadzam się z Tobą Margolinko co do wniosków z filmu, masz rację. Gdyby nie wsparcie Lionela, żony itp Jerzy VI mógłby przez ten brak wiary w siebie nie odnaleźć się w roli króla. Lionel od początku w niego uwierzył. Czasem tak właśnie jest, że my sami w siebie nie wierzymy, lecz inni w nas wierzą, zgadzacie się ze mną? ![]()
Tzn żona może tak była lekko z boku, ale jej zasługa też jest, kochała go, wspierała, też pokazywała, że w niego wierzy. Chciała znaleźć dla niego pomóc, by uwierzył w siebie, mniej się jąkał. Parę razy na filmie prawie się rozpłakałam, ale to z takiego wzruszenia, to było dla mnie piękne, tzn przyjaźń Lionela i Jerzego VI dlatego prawie się popłakałam. Dużo pozytywnych emocji wywołał we mnie ten film ![]()
A Ty Catwoman oglądałaś?
Piszcie, piszcie, bardzo dobry film, jest o czym dyskutować, mam nadzieję więc, że dyskusja nam się rozwinie dalej, bo ja jeszcze mam wiele do napisania o tym filmie, ale wiadomo, czekam też na Wasze wypowiedzi, wtedy dyskusja będzie najlepsza ![]()
257 2013-12-08 13:59:59 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-12-08 14:10:53)
Truskaweczko, ciesze się że film się spodobał.
Dla mnie to świetna historia. Wspaniały film motywujący, do pracy nad sobą, do przezwyciężania problemów i własnych słabości.
Przerażające były opowieści księcia, o tym jak ojciec wymuszał na nim bycie "idealnym", czyli takim jakim "wypada być księciu". Chociażby to nieszczęsne zmuszanie poprzez karcenie, do pisania prawa ręką, żeby był tak "jak trzeba". Noszenie szyn na nogach, dzień i noc, aby były proste. Ukrywanie choroby brata. Pewnie to również nie pasowało, do wizji rodziny królewskiej.
To wszystko latami rzutowało, na postrzeganie samego siebie, przez księcia . Żył w przekonaniu, że jest gorszy od brata, a tym bardziej od własnego ojca i że za nic nie nadaje się na króla. Myślał, że ludzie nie będą traktować go poważnie, że byłby pośmiewiskiem. Takim, jakim był przez lata.
Na szczęście spotkał na swojej drodze (dzięki żonie) Lionela ![]()
Lionel udowodnił, że nie liczą się dyplomy i tytuły naukowe, że liczy się podejście do drugiego człowieka i chęć pomocy.
W filmie była masa wzruszających momentów, ale równie dużo było takich, w których się uśmiałam. Choćby pierwsze spotkanie księcia z Lionelem i ich przedstawienie się sobie.
- Proszę mówić mi Lionelu.
- Wolałbym doktorze.
- Wolałbym Lionelu. Jak mam do Pana mówić?
- Wasza wysokość, potem może być sir.
- Trochę zbyt oficjalnie, jak na tutejsze zwyczaje.
- Wole posługiwać się imionami. Książę Albert Fryderyk Artur.
- A może Berti?
- Zarezerwowane dla mojej rodziny.
- Idealnie. Tutaj powinniśmy rozmawiać, jak równy z równym.
- Gdybyśmy byli równi, to nie było by mnie tutaj. Siedziałbym w domu z żoną i miał święty spokój.![]()
Książę Albert miał mimo ciężkiego życia, fajne poczucie humoru ![]()
Cieszę się, że tak szybko odpisałaś Margolinko
Zgadzam się, że to motywujący film. Ktoś tam na filmweb pisał, że co to ciekawego, w końcu wielu ludzi się jąka. Ja się z tym nie zgadzam, bo dla mnie film bardzo ciekawy i bardzo dobry jak już pisałam
A przecież, nie chodzi tylko o samo jąkanie się, ludzie często są mało pewni siebie i przez to mają jakieś inne przypadłości, które utrudniają im takie prawdziwe bycie sobą i odnoszenie sukcesów. Dlatego film pokazuje, że można, potrzeba tylko wiary w siebie
Swoją droga i w dzisiejszych czasach nadal wielu jest takich zacofanych rodziców ech.. którzy próbują oduczyć dziecko pisania daną ręką ![]()
Mnie też ta rozmowa rozśmieszyła, a także to jak uczył Lionel go przemawiać i wplatał w to jakieś przekleństwa albo tańczył walca, by tak się nauczyć. To też było fajne i zabawne
Teraz rozumiem dlaczego ten film kandydował do Oscara i uważam, że naprawdę słusznie
film też pokazuje, że właśnie od tych wszystkich dyplomów ważniejsze jest doświadczenie. Jerzy VI myślał, że Lionel jest doktorem, a potem dowiedział się, że on wcale nie miał dyplomu. Jednak właśnie to doświadczenie tutaj było kluczowe, był bardzo skuteczny i to najważniejsze. Inni przecież nie potrafili go wyleczyć. Jeszcze raz na chwilę włączyłam ten film, chociażby dlatego, by posłuchać muzyki w filmie, bardzo mi się podoba i tworzy świetny klimat
Myslę, że ten film dołączy do filmów, które mogę oglądać wiele razy, a Ty Margolinko też mogłabyś oglądać go wiele razy?
Truskaweczko, pewnie że ten film mogę oglądać wiele razy, co więcej, za każdym razem z taką samą przyjemnością ![]()
Ta rozwijająca się przyjaźń, pomimo wielu przeszkód, przetrwała. Właściwie dzięki Lionelowi, gdyż to on niestrudzony był w walce o kogoś, kto wydawał mu się od samego początku osobą z wielkim potencjałem. To było właśnie fajne.
Bardzo podobało mi się to, co Lionel powiedział, po kłótni z księciem (podczas przygotowań, do próby koronacji).
"Jesteś niezwykle wytrzymały. Każdy pozazdrościł by ci odwagi. Będziesz diabelnie dobrym królem."
Książe zyskał wiele dzięki tej przyjaźni, pewność siebie, wewnętrzny spokój, szczęście. To wszystko wcześniej, było dla niego nieosiągalne. Cały czas żył w stresie, że nieodpowiedzialny brat zrezygnuje z tronu, a wszystko spadnie na jego barki. To go przerażało, bał się tego. Nie wierzył, że może podołać tak poważnemu zadaniu.
Lionel swoimi niekonwencjonalnymi metodami, przełamał w nim wewnętrzny opór. Zrobił z niego króla ![]()
No pewnie, myślę, że to jeden z tych filmów, które można oglądać wiele, wiele razy i za każdym razem znajdować w nim coś nowego, coś co pobudzi nas do dalszych refleksji ![]()
Zgadza się, ich przyjaźń przetrwała
Zgadza się, też mi się podobało, że Lionel od początku w niego wierzył, miał niekonwencjonalne, ale bardzo dobre metody, dzięki którym Jerzy VI naprawdę uwierzył w siebie. A wcześniej faktycznie bardzo bał się tego, że brat zrezygnuje z bycia królem, bo nie wierzył, że sam może być dobrym królem- a jednak
Jak często jest tak w życiu, że sami siebie zaskakujemy, nie wierzymy w siebie, a jednak okazuje się, że dajemy sobie z tym świetnie radę, że mamy w sobie potencjał i to duży, lecz go wcześniej nie dostrzegaliśmy.