Dziś obejrzałam "Drogę do szczęścia" niecierpliwi moi
Byłam na wyjeździe jak wiecie, to nie było jak ,wróciłam w sobotę, a dziś znalazłam czas
Przecież nie mogło mnie w tym wątku zabraknąć 
Według mnie Margolinko bardzo dobrze oddałaś esencję filmu, ja też miałam wrażenie, że oboje są niedojrzali, że nie tylko różniły ich marzenia, priorytety. Zwykle zamiast rozmawiać krzyczeli, nie potrafili pójść na żaden kompromis, po prostu oboje chcieli za wszelką cenę zrealizować swoje pragnienia.. przez co związek coraz bardziej kulał... jak wiadomo nie da się bez żadnych kompromisów zbudować dobrego związku. Na pewno każde z nich miało swoje racje, ale takiej spokojnej, rzeczowej rozmowy tu zabrakło. Faktycznie, widać, jak w latach 50-tych pojmowano płcie, że to mężczyzna powinien pracować, utrzymywać rodzinę, wszelkie ustępstwa były wyśmiewane. Tłumienie swoich uczuć nie służy niczemu dobremu.
Myślę, że w tej części rozumiem April, że chciała się rozwijać.. ale fakt.. postąpiła bardzo ryzykownie... pochopnie... może właśnie to była jedna z kobiet, która dla swojego planu potrafiła zrobić wiele. Tylko,m że wielu z nas podejmując ryzykowne decyzje nie doświadcza takich konsekwencji.
Ogólnie film mi się dobrze oglądało, ale robiłam sobie przerwy, bo był dla mnie też taki ciężki w odbiorze. widziałam wiele dramatów, nie każdy dla mnie taki był, ale ten tak. Sama nie wiem dlaczego.