Usuń albo zablokuj jego numer bo wciąż będziesz czekała aż napisze i dołowała się sama...
Bardzo mi przykro ja czytam Twoj post. Podziwiam Cie za sile, ktora widac masz w sobie.
Twoj ukochany jest jakis niestabulny emocjonalnie i strasznie przykre, ze kosztem Ciebie
szuka szczescia u boku bylej, ktora byc moze nawet go nie,kocha. Na pewno nie tak jak Ty skoro go zdradzila. Czytajac Twoja historie, coraz mniej mam wiary ze prawdziwi, kochajacy i wierni mezczyzni jeszcze istnieja. Moja historia jest podobna do Twojej, z tym ze moj chlopak wymienil mnie po prostu na mlodsza. A najgorsze jest to, ze jeszcze mam ogromne wyrzuty sumienia. Jesli chcesz to przeczytaj moja historie.
Mam nadzieje, ze wszystko Ci sie ulozy. Widac, ze jestes wartosciowa i madra dziewczyna. Mysle tez, ze zaslugujesz na kogos lepszego, kto nigdy by tak sie nie zachowal i nie zranil. Wiem, ze mimo bolu, pewnie za nim tesknisz, bo wszystko jest swieze, ale chyba najlepszym sposobem bedzie po prostu wpisanie go na czarna liste.
Jesli zechce wrocic, to daj szanse, jesli serce tak Ci bedzie podpowiadalo. Ale dobrze zastanow sie tez i pamietaj jak Cie skrzywdzil, zanim zechcesz wrocic. Twoj ukochany jest
doroslym czlowiekiem i powinien byc przede wszystkim odpowiedzialny, a nie jest.
Zmienia zdanie, mimo iz niby bardzo Cie kocha. Moim zdaniem, gdyby naprawde Cie
kochal, w zyciu by tak nie postapil. Uczucia to nie zabawa.
"Bo milosc boli, powiedzial zajac sciskajac jeza"
68 2013-01-31 20:00:59 Ostatnio edytowany przez gerbera_85 (2013-01-31 20:01:54)
Dziękuję Ci za dobre słowo, Weroniko. Przykro mi, że spotkało Cię nieszczęście i bardzo chętnie przeczytam Twój wątek, wkrótce.
Jeżeli chodzi o mnie...od naszej ostatniej rozmowy na gg nie odezwał się. Nie pojawiał się tam także wcale. Najwyraźniej wcześniej rzeczywiście czekał na mnie. Dzisiaj okazało się, że usunął konto na znanym portalu, a wraz z nim wykasował znajomość ze mną, z licznymi członkami mojej rodziny, wspólnymi znajomymi. Od rozstania miał tam nasze wspólne zdjęcie, które dawało mi nikły cień nadziei przez cały czas. Nie wiem jak się z tego podnieść...w głębi serca wiem, że nie chciałam go tak oschle potraktować, nie chciałam, by stało się to, co teraz. Miałam nadzieję, że postępując tak sprawię wrażenie silnej kobiety, która potrafi żyć bez niego i ma swój honor...w rzeczywistości mało we mnie z tego wszystkiego :(Zastanawiam się tylko nad tym, co jeszcze złego mnie spotka ![]()
" Be strong now because things will get better.It might be stormy now, but it can't rain forever..."
przykro mi ze takie cos Cie spotkalo. Ja sama tez przezywam rozstanie, ale nawet nie wiem czy zareczyny zostaly przerwane z powodu powrotu do bylej, znudzenia czy cos.. uslyszalam tylko, ze nie ma glowy teraz do takich rozmow. W sumie mial/ma inne problemy, moze to dlatego ![]()
Przykro mi ze tak cierpisz, bo widac ze bardzo Ci na nim zalezy, ale wiesz zycze Ci zebys sie podniosla i poznala nowa milosc. Bo mysle ze zwiazek z nim nie dawalaby Ci spokoju juz teraz.. ani prawdziwego szczescia:(
Zapewne masz rację akacjaa... wiem, że lepiej byłoby dla mnie, gdyby nigdy nie chciał wrócić - tak podpowiada rozsądek...a serce, wiadomo... :(Najbardziej boję się tego, że zniszczyłam wszelką nadzieję...potraktowałam Go z góry, ale nie dałam rady inaczej. Teraz On chyba myśli, że stało się to, czego tak bardzo się bał (w dniu mojej wyprowadzki i nieco wcześniej prosił mnie, bym nie odczuwała tylko nienawiści...choć wiedział, że mam do tego prawo). Boję się, że wszystko zepsułam, bo zrywając ten kontakt nie byłam pewna co do jego prawdziwych pobudek ![]()
Przykro mi, że spotkało Cię coś takiego. Wyobrażam sobie, że cierpisz, ponieważ Wasz związek był na pewno bardzo zaawansowany. Skoro jednak Twój ukochany nie powiedział o co chodzi, to być może rzeczywiście problemy, o których wspominasz zmusiły Go do czasowego porzucenia poważnych planów i rozmyślania nad przyszłością. Mam taką nadzieję i z całego serca życzę Ci, byście do siebie wrócili. Wierzę, że tak będzie.
Pozdrawiam :*
Zapewne masz rację akacjaa... wiem, że lepiej byłoby dla mnie, gdyby nigdy nie chciał wrócić - tak podpowiada rozsądek...a serce, wiadomo... :(Najbardziej boję się tego, że zniszczyłam wszelką nadzieję...potraktowałam Go z góry, ale nie dałam rady inaczej. Teraz On chyba myśli, że stało się to, czego tak bardzo się bał (w dniu mojej wyprowadzki i nieco wcześniej prosił mnie, bym nie odczuwała tylko nienawiści...choć wiedział, że mam do tego prawo). Boję się, że wszystko zepsułam, bo zrywając ten kontakt nie byłam pewna co do jego prawdziwych pobudek
Przykro mi, że spotkało Cię coś takiego. Wyobrażam sobie, że cierpisz, ponieważ Wasz związek był na pewno bardzo zaawansowany. Skoro jednak Twój ukochany nie powiedział o co chodzi, to być może rzeczywiście problemy, o których wspominasz zmusiły Go do czasowego porzucenia poważnych planów i rozmyślania nad przyszłością. Mam taką nadzieję i z całego serca życzę Ci, byście do siebie wrócili. Wierzę, że tak będzie.
Pozdrawiam :*
Dziekuje. Ale o powrocie nie ma mowy. Ma problemy, ja to rozumiem, ale zwiazek opiera sie tez na tym, ze jak jest zle to sie razem rozwiazuje problemy, a nie mowi "daj mi na razie spokoj" i nie odbiera telefonow ani nic.. Moze zle do tego podchodze (troche jetsem zla..) ale nie chcialabym/nie potrafilabym tworzyc juz z nim zwiazku:( aczkolwiek tak jak u Ciebie chcialabym zeby sie odezwal.. chociaz glowa podpowiada mi, ze lepiej zeby nie.
Mysle, ze w Twoim przypadku on dziala pod wplywem impulsu, a z perspektywy czasu bedzie tego zalowal i byc moze probowac Cie odzyskac, a wtedy od Ciebie bedzie zalezne co z tym zrobisz
Witajcie Dziewczyny
Dziękuję za każde wsparcie. Współczuję każdej z Was, bo Ci faceci są jacyś durni, porzucają wartościowe kobietki i właściwie nie wiedzą czego chcą
Trudno jest zapewne powtórnie zaufać komuś, kto raz zostawił - już niezależnie od przyczyny. To spore ryzyko... nie wiem, czy sama bym potrafiła - ale w głębi serca chciałabym się chyba doczekać chwili, gdy ktoś zechce wrócić i stwierdzi, że popełnił błąd, bo mnie zostawił. Jak dotąd jednak nie przytrafiło mi się coś takiego, więc najwyraźniej moim byłym się układa, a ja mam wciąż pod górę.
Kilka postów wcześniej pisałam, że skasował konto na portalu społecznościowym, wraz z naszym wspólnym zdjęciem, które miał na koncie (od listopada, gdy się poznaliśmy). Po dwóch dniach od tego momentu, gdy konto niby zostało usunięte, profil pojawił się na nowo i nic się na nim nie zmieniło
Nie wiem, czy to wybryk techniczny, czy świadomy zabieg mojego byłego. Wciąż ma tam nasze zdjęcie, co mnie dziwi, bo oglądać je może także siostra jego byłej i chyba aktualnej dziewczyny...Nie wiem, jak to rozumieć.
Od dnia, gdy zbyłam go na gg, wydaje się w ogóle nie korzystać z komunikatora. Zniknął. Nie oddzywa się ani przez internet, ani przez telefon. Siostra stwierdziła, że potraktowałam go po chamsku, że powinnam napisać i zwalić wszystko na zły nastrój, jednocześnie przyznając, że utrzymywanie kontaktu czasem mi nie wychodzi, bo moje uczucia do niego się nie zmieniły. Nie wiem...myślicie, że to dobry pomysł? Może rzeczywiście robił podchody tym zagadywaniem? Teraz stwierdził, że mam go gdzieś, więc się odczepił. Nie wiem, czy jest z byłą...około dwóch dni po naszej rozmowie widziałam wiadomość, w której wyznawała mu miłość...w jakiś tydzień później się wyprowadziłam...zadzwonił, moja decyzja była dla niego szokiem, stwierdził, że była z nim nie zamieszka, ale będą się spotykać i że nie żałuje podjętej decyzji...dalej nie wiem nic...tylko jakieś 2 tyg. temu rozmowa z jego kolegą, który twierdzi, że widział ich razem raz...właśnie jakoś w pierwszej połowie grudnia...po tym ślad się urywa... ![]()
Chyba czasami łudzimy się, że może jednak naszym byłym zależy...ale... Oni myślą, że my nie chcemy utrzymywać kontaktu... Szukamy jakiegokolwiek sygnału, że może jednak... I tak w koło. Psychika facetów jest raczej prosta - Jeżeli im zależy to dążą do kontaktu... Jeżeli nie robią tego... Chyba nie muszę pisać co w takim przypadku. My kierujemy się emocjami i uczuciami i doszukujemy się różnych rozwiązań, chwytamy się irracjonalnych tłumaczeń. Tylko zastanawiam się, czy to ma sens. Gdyby im zależało, gdyby zrozumieli swój błąd porzucenia Nas zakochanych w Nich kobiet, to pewnie byśmy o tym wiedziały od Nich. Jeżeli Oni nie robią nic... to odpowiedź jest jasna. NIE ZALEŻY IM NA NAS! Oto całą filozofia. Może się mylę, moża młoda jestem i mało doświadczona. A może tak jest!
Coś w tym jest...psychika facetów jest raczej prostsza od naszej, kobiecej
Ale ich zachowania są tak nieracjonalne...mój były napisał dziś do mnie sms, po tym, jak olałam go na gg jakieś 2 tyg. temu. Napisał, jakby to nie miało miejsca...a już myślałam, że się nie odezwie, po tym, co napisałam, byłam kategoryczna. Zastanawia się czy w ogóle życzę sobie, żeby się oddzywał...ma nadzieję, że jego wiadomość mnie nie zdenerwuje...pomyślał dziś, że zapyta, co u mnie, bo długo nie miał ze mną kontaktu...że pozdrawia...
dwa tygodnie oswajałam się z myślą, że zrobiłam coś wbrew sobie - bo ostro z nim pojechałam...walczyłam z myślą o tym, czy napisać...nie zrobiłam tego...teraz On znów wytrąca mnie z równowagi...
chyba napiszę mu prawdę, bez wyrzutów...że u mnie różnie, jak w życiu, że widzę, że zastanawia go to, czy chcę kontaktu, że musi sam sobie na to pytanie odp. napiszę chyba, że jeśli robi to tylko z ciekawości lub litości to nie ma to sensu, chyba, że nadal czuje coś więcej...to owszem...
faceci są dziwaczni
!!!
Coś w tym jest...psychika facetów jest raczej prostsza od naszej, kobiecej
Ale ich zachowania są tak nieracjonalne...mój były napisał dziś do mnie sms, po tym, jak olałam go na gg jakieś 2 tyg. temu. Napisał, jakby to nie miało miejsca...a już myślałam, że się nie odezwie, po tym, co napisałam, byłam kategoryczna. Zastanawia się czy w ogóle życzę sobie, żeby się oddzywał...ma nadzieję, że jego wiadomość mnie nie zdenerwuje...pomyślał dziś, że zapyta, co u mnie, bo długo nie miał ze mną kontaktu...że pozdrawia...
dwa tygodnie oswajałam się z myślą, że zrobiłam coś wbrew sobie - bo ostro z nim pojechałam...walczyłam z myślą o tym, czy napisać...nie zrobiłam tego...teraz On znów wytrąca mnie z równowagi...
chyba napiszę mu prawdę, bez wyrzutów...że u mnie różnie, jak w życiu, że widzę, że zastanawia go to, czy chcę kontaktu, że musi sam sobie na to pytanie odp. napiszę chyba, że jeśli robi to tylko z ciekawości lub litości to nie ma to sensu, chyba, że nadal czuje coś więcej...to owszem...
faceci są dziwaczni
!!!
Ja chyba bym nie odpisała w ogóle. Co u Ciebie słychać? Tak nagle go to interesuje?
Zanim tak oschle potraktowałam go na gg, pisaliśmy regularnie, wieczorami, zawsze dobrze nam się rozmawiało, zagadywał, a mnie trudno było nie odpisać...Wreszcie się trochę zdenerwowałam, bo zaczął znów na nowo traktować mnie jak powiernika, zwierzał się i zbudował w moich oczach obraz niezbyt szczęśliwej osoby. Dawał mi do zrozumienia, że w jego życiu nie jest najlepiej...sam spędził sylwestra i nowy rok, że zabija czas różnymi zajęciami, że ma poczucie, iż jego życie jest beznadziejne, że się nie rozwija...W kontekstach dawał do zrozumienia, że każdy jest mądry po szkodzie, że nadal życzliwie wspomina nasze wspólne chwile. Byłam dobrej myśli, ale zdenerwowało mnie to, że robi sobie ze mnie przyjaciółkę...skoro wybrał byłą, niech ona mu doradza i tego wysłuchuje...
napisałam, że jego zainteresowanie mną jest zbędne, że ma osoby, na których może i nawet powinien zaspokajać swoją ciekawość (to było wredne, bo przyznaję, żę chodziło mi o jego byłą, która zdradzała go za jego plecami z najlepszym kolegą, z którym dzielił mieszkanie
nie napisałam wprost, ale na pewno się domyślił... przeprosił, że zapytał co u mnie, za nietakt i rozmowa się urwała na 2 tyg.
a teraz napisał...:(
I co chcesz zrobić?
Lepiej dla Ciebie jakbyś nie ciągnęła tej całej znajomości, przyjaciółmi na razie raczej nie będziecie, a takie rozmowy chyba dają niepotrzebne nadzieje?
Tak, akacjaa, masz rację. Jego dążenie do kontaktu daje mi nadzieję. Nie wiem tylko, dlaczego tę nadzieję podtrzymuje. Nie jest głupi, wie jak zakończył się mój poprzedni, tragiczny związek, wie także, że z tamtym mężczyzną, z którym byłam przed nim nigdy nie utrzymywałam żadnego kontaktu ( za wyjątkiem kilku sms, gdy musieliśmy uzgodnić, jak przekazać moje i jego rzeczy, które u siebie zostawiliśmy)...bo dla mnie takie przyjaźnie nie mają sensu...
Dawno bym to zerwała, tylko wciąż nie jestem do końca pewna przyczyny rozstania... Nie wiem, czy czytałaś tę całą oooobszerną historię mojej miłości...Często towarzyszy mi przeczucie, że zostawił mnie dl mojego dobra. W poprzednim związku - z dziewczyną, do której niby odszedł - starał się o dziecko 2 lata, bezskutecznie. Gdy byliśmy z sobą mieliśmy naprawdę poważne plany. Nie przeżyłam w życiu jeszcze nic tak głębokiego, jak z nim... Pewnego dnia - gdy nasze staranie okazało się bezowocne - mówiliśmy o tym, wyznałam, że bardzo chciałam dziecka i szczerze, jak tylko potrafiłam doradzałam mu, aby podjął jakieś kroki...badanie, leczenie...zapewniłam wsparcie. Nie dałam do zrozumienia, że jest dla mnie bez wartości, wręcz przeciwnie...widział jednak, że wtedy byłam nieszczęśliwa. Wie, że nigdy nie zostawiłabym go nawet, gdyby nie mógł mieć dzieci...więc może wymyślił taką a nie inną przyczynę rozstania, żebym się odczepiła, a łagodniej mówiąc zaczęła życie z kimś innym, kto będzie mógł ofiarować mi napewno to, czego pragnę...
Wiem tylko tyle, że było mu bardzo źle, gdy mnie zostawiał i twierdził, że nadal kocha...
Tak, akacjaa, masz rację. Jego dążenie do kontaktu daje mi nadzieję. Nie wiem tylko, dlaczego tę nadzieję podtrzymuje. Nie jest głupi, wie jak zakończył się mój poprzedni, tragiczny związek, wie także, że z tamtym mężczyzną, z którym byłam przed nim nigdy nie utrzymywałam żadnego kontaktu ( za wyjątkiem kilku sms, gdy musieliśmy uzgodnić, jak przekazać moje i jego rzeczy, które u siebie zostawiliśmy)...bo dla mnie takie przyjaźnie nie mają sensu...
Dawno bym to zerwała, tylko wciąż nie jestem do końca pewna przyczyny rozstania... Nie wiem, czy czytałaś tę całą oooobszerną historię mojej miłości...Często towarzyszy mi przeczucie, że zostawił mnie dl mojego dobra. W poprzednim związku - z dziewczyną, do której niby odszedł - starał się o dziecko 2 lata, bezskutecznie. Gdy byliśmy z sobą mieliśmy naprawdę poważne plany. Nie przeżyłam w życiu jeszcze nic tak głębokiego, jak z nim... Pewnego dnia - gdy nasze staranie okazało się bezowocne - mówiliśmy o tym, wyznałam, że bardzo chciałam dziecka i szczerze, jak tylko potrafiłam doradzałam mu, aby podjął jakieś kroki...badanie, leczenie...zapewniłam wsparcie. Nie dałam do zrozumienia, że jest dla mnie bez wartości, wręcz przeciwnie...widział jednak, że wtedy byłam nieszczęśliwa. Wie, że nigdy nie zostawiłabym go nawet, gdyby nie mógł mieć dzieci...więc może wymyślił taką a nie inną przyczynę rozstania, żebym się odczepiła, a łagodniej mówiąc zaczęła życie z kimś innym, kto będzie mógł ofiarować mi napewno to, czego pragnę...
Wiem tylko tyle, że było mu bardzo źle, gdy mnie zostawiał i twierdził, że nadal kocha...
To może porozmawiaj z nim szczerze, zapytaj się go.
Jak dla mnie to troszkę go usprawiedliwiasz, co rozumiem, bo sama tak robię.
Ale gdyby chciał dla Ciebie dobrze (tak naprawdę) to urwał by tą znajomość i nie odzywał się w ogóle..
No właśnie, tak postąpiłby ktoś, kto nie chce ranić jeszcze mocniej. Mnie zwyczajnie zastanawia ten jego sentyment, wspólne zdjęcie na publicznym portalu, utrzymywanie kontaktu itp. Tuż po świętach chciał mnie odwiedzić w domu rodzinnym, co w ogóle uważałam za szaleństwo...po tym, co zrobił. Do spotkania nie doszło, ale nie z jego winy (wiem od osób trzecich).
Chyba napiszę do niego w ten właśnie sposób. Niech kontaktuje się, jeśli czuje do mnie coś więcej, nadal. Ciekawości zaspokajać nie będę i już.
A co u Ciebie? Daje jakieś znaki?
No właśnie, tak postąpiłby ktoś, kto nie chce ranić jeszcze mocniej. Mnie zwyczajnie zastanawia ten jego sentyment, wspólne zdjęcie na publicznym portalu, utrzymywanie kontaktu itp. Tuż po świętach chciał mnie odwiedzić w domu rodzinnym, co w ogóle uważałam za szaleństwo...po tym, co zrobił. Do spotkania nie doszło, ale nie z jego winy (wiem od osób trzecich).
Chyba napiszę do niego w ten właśnie sposób. Niech kontaktuje się, jeśli czuje do mnie coś więcej, nadal. Ciekawości zaspokajać nie będę i już.A co u Ciebie? Daje jakieś znaki?
Faktycznie dziwnie robi.. raz tak, raz tak, można oszaleć. Napisz do niego i może zapytaj wprost o co mu chodzi?
U mnie nic, zero kontaktu z jego strony, z mojej też, ale ja nawet jakbym chciała to nie mam jak, bo tel. zmienił, i chyba nawet nie ma go już w Polsce. Zresztą co mogłabym jeszcze zrobić.. nic.
Przykro mi, ale skoro tak postąpił, to uważam, że nie jest Ciebie wart. Lepiej żeby się nie oddzywał. Tak myślę. Nie wiem, czy są jeszcze gdzieś tacy dobrzy ludzie, którzy potrafią brać odpowiedzialność za drugiego człowieka i uczucie, którym go obdarzają... Zaczynam w to wątpić. Napisałaś, że Twój były miał problemy i to jest być może powodem jego decyzji...jednocześnie masz rację, pisząc, że w związku problemy są wspólne, więc nie powinien ich ukrywać, a tym bardziej kończyć relacji...
Z jednej strony zapewniam Cię, że możesz się cieszyć, iż jego problemy i ich rozwiązywanie nie pochłonęły Twoich sił i życia. Po moim poprzednim związku miałam poczucie, żę zostałam wykorzystana właśnie na skutek pomagania byłemu. Byliśmy z sobą 3,5 roku, związek zaawansowany - w międzyczasie pomogłam mu skończyć studia, bo miał depresję i brakowało mu wsparcia w rodzinie ( pochodził z rozbitej, był jedynakiem i rozpieszczonym dużym chłopcem), napisałam pracę mgr, byłam zawsze wyrozumiała i mógł na mnie polegać jak na Zawiszy. Starałam się podnosić jego wiarę w siebie. Gdy był bez pracy, sama płaciłam za rachunki (jego mama miała duże mieszkanie, więc mieszkaliśmy wspólnie, ale dokładaliśmy się ), gdy nasilała się jego nerwica pokornie wychodziłam w środku nocy z łóżka i szłam spać do salonu, bo on cierpiał na bezsenność i przeszkadzało mu, gdy się czasem przewróciłam z boku na bok...albo jak zadzwonił rano mój budzik. Znosiłam wiele...bo kochałam. Po 3, 5 roku poświęceń oświadczył, że musi się zastanowić, czy to na pewno ja jestem tą osobą, z którą chce spędzić życie...wyjechałam, wyprowadziłam się...On niby się zastanawiał. Szybko się dowiedziałm dzięki intuicji, że ma inną - poznał ją na nowych studiach, na które się zapisał... a ja poświęcałam się dla tego uczucia
Odpisałam na tego smsa, choć zastanawiałam się cały dzień
Zawsze mówił, że lubie bezpośrednie komunikaty, więc tak zrobiłam - napisałam, że dziękuję za zainteresowanie, u mnie jako tako. Odniosłam się do jego rozterki związanej z tym czy w ogóle życzę sobie kontaktu z jego strony. Stwierdziłam, że na to pytanie uzyska odpowiedź jedynie wtedy, gdy zastanowi się czy jest dla nas jeszcze jakaś szansa...zapytałam, co o tym myśli...
Odpisał po około 1,5 h : "Dobry wieczór. Cieszę się, że odpisałaś. Mam nadzieję, że Ci nie przeszkadzam. Również Ciebie pozdrawiam i mam cichą nadzieje, że może znajdziesz któregoś dnia czas i może pogadamy sobie przy kawie jeszcze... Życzę spokojnego weekendu".
Trochę mnie to wytrąca z równowagi. Zadaję konkretne pytanie, a on znów jakby unika odpowiedzi, a może właśnie odpowiada - przecież spotkanie to szczególna forma kontaktu...nie wiem ![]()
Postanowiłam postawić go pod ścianą i napisałam, że bardzo chętnie przyjmę takie zaproszenie, ale uprzednio chciałabym się dowiedzieć, czy ta propozycja jest w jakimś stopniu odpowiedzią na moje pytanie...Jeszcze nie odpisał i nie wiem, czy w ogóle to zrobi...wysłałam wiadomość około 11.
Nie chcę iść na spotkanie w ciemno. Uważam, że nie miałby za grosz wyczucia ani litości dla mnie, gdyby zaprosił mnie po to, by powiedzieć to samo co w listopadzie...upewnić mnie o słuszności swojej decyzji. Na bezsensowne kawkowanie nie mam czasu ani ochoty. Takie rozstrzygające spotkanie, gdyby chciał jedynie przyklepać rozstanie, byłoby dobre dla niego, bo ja na pewno nie czułabym się lepiej.
A kto wie...może przyszedłby na to spotkanie ze swoją byłą i być może aktualną dziewczyną? Pamiętam jak kiedyś mówiliśmy o byłych związkach i zwierzył mi się, że gdy z nią był, skontaktowała się z nim jakaś jego wcześniejsza dziewczyna i prosiła o spotkanie....wyobraźcie sobie dziewczyny, że spotkanie się odbyło, ale we trójkę
- mój były, jego najprawdopodobniej odświeżana miłość i wcześniejsza dziewczyna ...żałosne
Przykro mi, ale skoro tak postąpił, to uważam, że nie jest Ciebie wart. Lepiej żeby się nie oddzywał. Tak myślę. Nie wiem, czy są jeszcze gdzieś tacy dobrzy ludzie, którzy potrafią brać odpowiedzialność za drugiego człowieka i uczucie, którym go obdarzają... Zaczynam w to wątpić. Napisałaś, że Twój były miał problemy i to jest być może powodem jego decyzji...jednocześnie masz rację, pisząc, że w związku problemy są wspólne, więc nie powinien ich ukrywać, a tym bardziej kończyć relacji...
Z jednej strony zapewniam Cię, że możesz się cieszyć, iż jego problemy i ich rozwiązywanie nie pochłonęły Twoich sił i życia. Po moim poprzednim związku miałam poczucie, żę zostałam wykorzystana właśnie na skutek pomagania byłemu. Byliśmy z sobą 3,5 roku, związek zaawansowany - w międzyczasie pomogłam mu skończyć studia, bo miał depresję i brakowało mu wsparcia w rodzinie ( pochodził z rozbitej, był jedynakiem i rozpieszczonym dużym chłopcem), napisałam pracę mgr, byłam zawsze wyrozumiała i mógł na mnie polegać jak na Zawiszy. Starałam się podnosić jego wiarę w siebie. Gdy był bez pracy, sama płaciłam za rachunki (jego mama miała duże mieszkanie, więc mieszkaliśmy wspólnie, ale dokładaliśmy się ), gdy nasilała się jego nerwica pokornie wychodziłam w środku nocy z łóżka i szłam spać do salonu, bo on cierpiał na bezsenność i przeszkadzało mu, gdy się czasem przewróciłam z boku na bok...albo jak zadzwonił rano mój budzik. Znosiłam wiele...bo kochałam. Po 3, 5 roku poświęceń oświadczył, że musi się zastanowić, czy to na pewno ja jestem tą osobą, z którą chce spędzić życie...wyjechałam, wyprowadziłam się...On niby się zastanawiał. Szybko się dowiedziałm dzięki intuicji, że ma inną - poznał ją na nowych studiach, na które się zapisał... a ja poświęcałam się dla tego uczucia
Tak może to było spowodowane jego problemem, ale on zachowuje się tak, jakby obraził się na cały świat, albo po prostu miał/ i ma to wszystko nadal gdzieś. (Nie wierzę, że można kogoś kochać, i z powodu dumy tak po prostu olać.. uczucia by mu na to nie pozwoliły.)
Masz rację, że te problemy nie pochłoneły moich sił, bo gdybym mu pomogła tak jak chciałam i nalegałam i gdyby póżniej zrobił tak jak zrobił teraz to.. nie podniosłabym się po tym - tzn. byłoby mi o wieele ciężej.
Co do tego smsa, dziwne. Ja na Twoim miejscu bym naprawdę postanowiła się od niego odciąć, nie odpisywała mu już nic, nie pisała pierwsza i.. nie szła na to spotkanie. Albo poszła i postawiła sprawę jasno.
Spotkanie w 3? A po co? o nie, to żałosne ![]()
Dziwie Ci się ,że to tak ciągniesz po tym jak on Cię potraktował .
Jeżeli by mu zależało to chociaż wysilił by się na konkretnego smsa a nie takie bzdury. Ja z tego wszystkiego wnioskuj ,że on nawet nie myśli o powrocie .
Daj sobie z nim spokój , nie zachowuj się jak masochistka, sama widzisz ,że jakikolwiek kontakt z nim to NIEPOTRZEBNE nadzieje i ból.
Bierz sprawy w swoje ręce i szukaj szczęścia bez niego !
Hej przeczytałam Twoją historię i wszystkie wypowiedzi i uważam jednak, że się trochę poniżasz, facet jak dla mnie jest jakiś dziwny ( sam nie zje i drugiemu nie da) wie, że Ci zależy to się bawi Twoimi uczuciami... kurcze dziewczyno otrząśnij się i zacznij szanować ON Ci wprost wywala, że wraca do tej która go zdradzila, że będzie się starał o jej względy a Ty jeszcze z nim utrzymujesz kontakt... jaki z niego wartościowy facet, który Cie odtracil i jeszcze się dziwi, że nie chcesz z nim mieszkać to jakas PARANOJA!!!! wiem, że Ci jest ciężko bo byłam w podobnej sytuacji też z kims kiedyś 5 lat a po dluzszym zcasie 7 miesięczny związek wyznania milosci zapewnienia i koniec koncow wymiana na inna ale uznałam, że skoro dorosły facet dzisiaj mi mowi, że mnie kocha i robi ze mna plany na przyszłość a za dwa dni dosłownie za dwa dni mi pisz sms ze cos się wypaliło to chociaż cierpiałam bardzo chociaż widziałam w nim ojca dla moich dzieci po takim zachowaniu stracił w moich oczach jaką kolwiek wartość.... Jestes zakochana i masz nadzieje ale na litość on naparwde myśli ze ejstes naiwna i ze zachowa sobie otwartą bramkę do Ciebie w razie gdyby mu się z byłą nie udało i tego chcesz??? I zastanów się czy takiego faceta chcesz ???? jeśli nawet on by teraz do Ciebie chciał wrocic Ty będziesz grala chwile niedostepna on będzie się płaszczył przed Tobą żebys go zechciała osiągnie cel i nawet jeśli będzie Cię zapewniał nie masz gwarancji, że nie zrobi tego jeszcze raz. Kochać kogoś to przede wszystkim go szanować a on tym zachowaniem pokazuje, że kompletnie ma szacunek gdzieś niby mydli Ci oczy jaki to on zainteresowany troskliwy jak mu zależy na kontakcie ale spotyka się z byłą... wiem, ż ecierpisz i wiem, że zrobiłą bys wszystko by odwrocic to ale pomyśl czy warto czy nie lepiej pocierpieć ale mieć godność...
9
Hej...
Odswiezam watek, czy ktoś jeszcze tu jest?
Rozstalam się z chłopakiem zaraz po tym jak wróciliśmy z krótkiego urlopu, a on wrocil do bylej. Nie poznaje go, tak bardzo o mnie dbal... chyba potrzebuje się tym z kimś podzielic
Hej...
Odswiezam watek, czy ktoś jeszcze tu jest?
Rozstalam się z chłopakiem zaraz po tym jak wróciliśmy z krótkiego urlopu, a on wrocil do bylej. Nie poznaje go, tak bardzo o mnie dbal... chyba potrzebuje się tym z kimś podzielic
Wątek sprzed 6 lat więc już nikogo tu nie ma... ale zawsze możesz założyć swój własny ![]()
Miałam nadzieję, że jednak nie będzie takiej potrzeby ![]()