Po pierwsze to nie każdy musi być zaradny jeśli chodzi o kasę, są ludzie, którzy nie potrafią sprostać prowadzeniu własnej działalności..Ale czy to oznacza, że taki człowiek jest gorszy?
Odpowiedź jest prosta- NIE! !!!!!
Kasa to tak naprawdę coś co czasem omami człowieka - twój facet jest tu dobrym przykładem.Ten gość zagubił się strasznie bo nie ma pojęcia, jakie są prawdziwe wartości w życiu.Nie życzę mu źle, ale na pewno tego, żeby się wreszcie obudził bo tkwi w bardzo złym śnie i tak naprawdę nie ma pojęcia że te jego "zyski" są jednym wielkim gównem.
Ja też mam swoją firmę i zarabiam raz lepiej a raz gorzej,( ostatnio z naciskiem na to drugie) przez moje ręce przewinęły się duże sumy, momentami zarabiałem po 25tys miesięcznie, miałem dziewczynę która u mnie pracowała i tu jest słowo klucz "miałem".
Mogła się czuć podobnie do Ciebie bo nie byłem zbyt dobrym człowiekiem i patrząc teraz wstecz to ta kasa wtedy sprawiła, że miałem klapki na oczach.Pracowałem bardzo ciężko i byłem chyba zbyt obciążony tą całą pieprzona firmą przez co stałem się nerwowy i niestety te nerwy wyładowywałem na bliskiej osobie, która i tak zawsze chciała dla mnie dobrze.( nie widziałem tego byłem zaślepiony) Wiem że strasznie się ze mną męczyła ...I "dusiła się" a ja nawet nie wiedziałem że to już tyle trwa...
Wżyciu nie obrażałem byłej takimi tekstami jak Twój facet bo to co on mówi to zupełna przesada.Jego wyniosłość jest dowodem na to, że "wyżej sra niż dupę ma" bo jeśli pieniądze są wyznacznikiem wartości człowieka to coś tu do cholery jest nie tak.Moja była także pochodzi z biednej rodziny zresztą tak jak ja.Może dlatego że wiem co to znaczy nie mieć na takie fajne ciuchy ja rówieśnicy, wiem jak to było gdy otworzyłem lodówkę a jedyne co tam znalazłem to chłód i światełko oświetlające puste pułki nigdy nie potrafiłbym dogryzać człowiekowi udowadniając mu że biedniejszy = gorszy.
Jesteś kobietą która zupełnie zatraciła swoje poczucie wartości bo ten człowiek wysysa z Ciebie "życie". On czuje się dobrze z tym, że ma nad Tobą przewagę psychiczną uzależnił Cię od siebie i w pewnym sensie zrobił z Ciebie niewolnice.Skromną osóbkę o dobrym sercu która jest pewnie na każde jego zawołanie.Takie osoby jak On czują się lepsze i nie zdają sobie sprawy, że to jest chore.
Mogę się założyć ,że nawet jak coś zrobisz dobrze to On i tak zamiast pochwalić to, za wszelka cenę będzie chciał pokazać ,że nie znasz się, że on zrobiłby to inaczej itp...Jak się wtedy czujesz? Tak ciągle go kochasz, ale twoja samoocena jest przez niego wyssana a On patrząc na Ciebie, na osobę która mu się nie postawi został " nakarmiony ". Kosztem Twojego poczucia wartości on "'rośnie w siłę" Czy nie uważasz że partnerstwo powinno dodawać sił każdej ze stron?
Może z tymi przykładami posuwam się zbyt daleko, ale faktem jest to że jesteś wartościową dziewczyną która chcę wsparcia od swojej drugiej osoby a On jest zaślepiony.
Moim zdaniem opcje są dwie...Albo on się obudzi i dostrzeże to jaki jest i zmieni to, Ty wtedy nie powinnaś u niego pracować tylko przychodzić z innej pracy i spędzając razem czas pożalić lub pochwalić się co tam u Ciebie, jak minął dzień itp.On powinien wtedy pożalić się na swoich pracowników lub powiedzieć że martwi się czy przejdzie nowy kontrakt czy nie itp.Wtedy wasze więzi funkcjonowałyby. ( to tylko przykład)
Druga opcja jest taka, że on nie będzie chciał tego dostrzec i nie zmieni się wtedy Ty z czasem nie wytrzymasz i odejdziesz bo coś w Tobie pęknie...Jeśli to co wyprawia jest spowodowane tym, że ma klapki na oczach i pomyliły mu się trochę wartości w życiu bo chłopak się zagubił,to jest szansa na Wasz szczęśliwy związek.Jeśli natomiast On jest taki zupełnie naturalnie a te jego "wartości" są jego prawdziwym priorytetem to NIE WIDZĘ TU SZANS.
Wiem, że się rozpisałem trochę ...ale dodam jeszcze tylko, że radzę mu się obudzić i życzę tego Wam obojgu.
Ja kiedyś byłem podobnie "zagubiony" i chyba oczy otworzyłem wtedy, gdy leżałem w domu chory na zapalenie płuc i nie byłem w stanie nawet sięgnąć po szklankę wody, leki i zła diagnoza lekarza bardzo mnie osłabiły.Myślałem że umrę, Ona czuwała obok mnie i pomagała jak mogła.Leżałem 4 tyg w domu, firmowe sprawy odeszły na bok a Ona ciągle robiła wszystko żeby mi pomóc.Wtedy zobaczyłem kogo tak naprawdę mam obok....nie pracownice tylko bliską osobę...
Rozstaliśmy się, ( 5 letni związek) ja wyprowadziłem się 400km od domu i nie zamierzam tam wracać.Miałem wiele czasu na przemyślenia i pewne sprawy widzę dopiero, gdy jest już po wszystkim.Teraz nie pracuje już jak kiedyś, tylko tyle, żeby było mnie stać na w miarę normalne funkcjonowanie.Zarabiam ułamek tego co kiedyś i brzydzę się dawnego siebie, nigdy więcej nie pozwolę żeby kasa znowu przysłoniła mi oczy.Wcześniej się rozwydrzyłem tym że zawsze na wszystko miałem i jest mi ciężko przeżyć mimo że mam przynajmniej 2x większą wypłatę niż przeciętny "Kowalski" Mimo to wiem że żyje i cieszę się że doceniam prawdziwe wartości w życiu.
Pamiętaj że pieniądze nie sprawią że człowiek będzie lepszy bo często ludzie biedniejsi są sto razy "bogatsi" od tych bogatych którzy nie mają pojęcia jacy są biedni....
(Skunki)