OK, masz pewne złe doświadczenia, jest dla mnie Twoja postawa zrozumiała.
Natomiast sam temat uważam za grząski. Na tyle, że nie ma tu jednej dobrej odp.Ona zależy od każdej pary, której się to przytrafiło.
Tu nie chodzi o moje doświadczenia, ale fakt, że dla mnie pewne rzeczy są proste. Ludzie lubią te proste rzeczy komplikować usprawiedliwianiem się, robieniem wyjątków. Tylko po co?
Też bym chciała by były proste! I też jestem zwolenniczka prostoty-obecnie.
Tylko człowiek dorasta i poprzez przeróżne doswiadczenia, zmienia się, dojrzewa- o ile wyciąga z tego wnisoki to dojrzewa. Jeśli nie, to robi głupoty po prostu.
To co - mam rozumieć, że zawsze byłem dojrzały, bo zawsze lubiłem proste układy?
Nie. Człowiek dorasta , dojrzewa na przeróżnych etapach swego życia- i za każdym razem do czegos innego. To są swoiste doświadczenia, dla Ciebie były inne, dla mnie inne, dla kogoś innego również.
Jestem zwolennikiem na każdym etapie- nieważne czy osoba 18- czy 30-letnia bycia szczerym, uczciwym, przede wszystkim wobec siebie.
Ja tez nigdy nie zdradziłam i nie wybaczyłabym zdrady...
Też tak mówiłam naście lat temu...
A z perspektywy przeżytych już kilku lat - NIGDY nie mówię nigdy
...ja również nigdy nie mówię nigdy.
To co - mam rozumieć, że zawsze byłem dojrzały, bo zawsze lubiłem proste układy?
Są kobiety, które też lubią proste układy - niestety nie trafiłeś na taką
Nie ma usprawiedliwienia na zdradę. No nie ma i już. Jest tylko żałosne popiskiwanie sprawcy/sprawczyni. Rozumiem, że się coś wypaliło, że się jest wygodnym, że się boi samotności. OK. TO podejmij decyzję i odejdź. A tak jesteś oszustem, do którego nie można już mieć zaufania.
A autorka wątku powinna odejść i szaleć. Bo w końcu młoda jest, jakby to coś tłumaczyło.
Albo ścisnąć nogi i przestać myśleć o głupotach. Bo już zaczyna się zdrada.
Nina - być może i masz racje, ale na dzień dzisiejszy wiem, że bym nie zdradziła swojego faceta i nie wyobrażam sobie zrobic czegos takiego w przyszłości. I nie będe zakładac mozliwości, ze kiedyś to zrobię. Zakładam, ze tego nie zrobię.
I tak samo nie wyobrażam sobie, aby wybaczyć zdradę. Bo jak można zaufac osobie, która zdradzila?
Jestem osobą emocjonalną i zdrada by mnie bardzo zranila. A brak zaufania do drugiej osoby by mnie wykończył.
Nikt nie zakłąda zdrady w przyszłości, ani rozwodu gdy bierze ślub.
A jednak sie to zdarza.
Racja, ale to wszystko zależy od nas
Jeżeli nie chcemy zdradzić to tego nie zrobimy. Nic nie dzieje się samo.
Oczywiście. Ale tutaj 2 osoby muszą chcieć dokłądnie tego samego i zakładać że przez lata aż do śmierci nic się nie zmieni.
Gdyby tego nie zakładano to chyba małżeństwa nie miałyby większego sensu ![]()
Rzeczywiście trudno jest być pewnym tego co sie zdarzy za 5, 10 czy 20 lat. Ale trzeba zakładać, ze będzie dobrze. No i być szczerym w stosunku do partnera. Gdy cos w związku szwankuje i nie da sie tego naprawić trzeba sie rozstać i tyle. Oszukiwanie kogos i zdardzanie jest nie w porządku.
Wystarczy założyć, że lepiej się rozstać niż zdradzić. Po co trwać w obłudzie do śmierci?
....niestety nie wszystko się da przewidzieć. Jeszcze pół biedy gdy związek tworzyłaby 1 osoba ![]()
Ale ja obecnie również zakładam, że będziemy pracować nad związkiem niż przed nim uciekać i z takim nastawieniem w niego weszlismy.
Niestety, przewidziec niczego się nie da ![]()
Ale jeżeli chcemy ufac partnerowi to musimy założyć, że będzie dobrze.
Gdyby tak zacząć myśleć, że może nas zdradzić, albo coś tam... To dojdziemy do wniosku że i tak wszystko sie zepsuje i najlepiej się rozstać. Więc lepiej zakładać, że bedzie dobrze i wierzyć w to ![]()
yoghurt007 - tego jeszcze nie wiem
yoghurt007 - mi sie trochę wydaje ze ty tylko i wyłącznie opierasz sie na wysłanych doświadczeniach . A ja wcale nie powiedziałam ze ja chce zdradzić swojego partnera więc nie rozumiem dlaczego miałabym go zostawić skoro nie chce ? Bo twierdzisz ze i tak sie rozpadnie ? Jeśli każdy by tak myślał to chyba nikt już nie pozostawał by w stabilnych związkach..teraz ludzie o byle gowno sie pokłucą i biorą rozwody czy tez rozstają sie, a ja nie mam zamiaru psuć sobie związku bo poprostu mam złe dni - fakt spowodowane wyrzutami sumienia z mojej winy .. A brak ochoty na seks nie jest spowodowany tym ze ja nie kocham swojego partnera tylko tym ze nie sprawia mi to przyjemności, prawie za każdym razem seks sprawia mi ból i tu jest problem, nie w tym ze mój partner mnie nie pociąga...a i nie napisałam ze miałabym ochotę na seks z kimś innym .. Bo tak wcale nie jest
Fairytale - dlatego zakładam ze wszystko wróci do normy, bo z całego serca tego pragnę
yoghurt007 - mi sie trochę wydaje ze ty tylko i wyłącznie opierasz sie na wysłanych doświadczeniach . A ja wcale nie powiedziałam ze ja chce zdradzić swojego partnera więc nie rozumiem dlaczego miałabym go zostawić skoro nie chce ? Bo twierdzisz ze i tak sie rozpadnie ? Jeśli każdy by tak myślał to chyba nikt już nie pozostawał by w stabilnych związkach..teraz ludzie o byle gowno sie pokłucą i biorą rozwody czy tez rozstają sie, a ja nie mam zamiaru psuć sobie związku bo poprostu mam złe dni - fakt spowodowane wyrzutami sumienia z mojej winy .. A brak ochoty na seks nie jest spowodowany tym ze ja nie kocham swojego partnera tylko tym ze nie sprawia mi to przyjemności, prawie za każdym razem seks sprawia mi ból i tu jest problem, nie w tym ze mój partner mnie nie pociąga...a i nie napisałam ze miałabym ochotę na seks z kimś innym .. Bo tak wcale nie jest
Bo każdy, kto był w twojej sytuacji tak miał. Sama dojdziesz do takich samych wniosków za jakiś czas.....za rok, dwa czy pięć, ale tak to właśnie będzie....
.. A brak ochoty na seks nie jest spowodowany tym ze ja nie kocham swojego partnera tylko tym ze nie sprawia mi to przyjemności, prawie za każdym razem seks sprawia mi ból i tu jest problem, nie w tym ze mój partner mnie nie pociąga...a i nie napisałam ze miałabym ochotę na seks z kimś innym .. Bo tak wcale nie jest
Może powinniście od tego zacząć - pozwól mu poznać swoje ciało, nauczcie się go, niech on odkrywa Twoje ciało... Mam wrażenie, że mu nie mówisz czego oczekujesz. Kieruj nim, próbujcie - seks jest naprawdę integralną częścią związku i bez tego wam się nie uda.
Ciągle będziesz szukać spełnienia.
Zrób nastrój, przeznacznie więcej czasu na pieczoty ... no chyba tego nie musze uczyć ![]()
... odnajdźcie swój rytm
Gdy nauczycie się swoich ciał - dopiero wtedy miłość wybuchnie nowym płomieniem (i mysli nie będą ci uciekać do innych)
Hm No tak masz racje , tylko ze nie potrafię sobie poradzić czasem z tym bo mam taka dziwna barierę ze nie pozwalam sie dotykać w niektóre miejsca..co tez już męczy mojego partnera bo on by chciał wkońcu takiego prawdziwego spontanicznego seksu ! A ja wiecznie narzekam
Zadko mi sie to zdarza ale sie z kolega Yoghurtem musze zgodzic.
W momencie kiedy jedna strona zaczyna sie ogladac na prawo i lewo, wypelniajac swoja glowe romantycznymi myslami na temat jakiegos goscia czy jakiejs laski, jest to powazne ostrzezenie, ze zwiazek sie ZUPELNIE nie uklada. Bylam w takiej sytuacji lata temu, i tez sobie wmawialam, ze to tylko ciekawosc. W rzeczywistosci- zdradzilam chlopaka, szybko sie przekonalam, ze to bylo tylko zauroczenie, ale niestety naprawde mojego wtedy faceta zranilam. Powinnam byla odejsc zanim moja obsesja przeszla ze sfery mentalnej do reala, bo tak naprawde zwiazek mnie nudzil i bylismy niedopasowani do siebie, a ja wcale nowej "milosci" nie potrzebowalam. Ja tez, jak autorka, probowalam znalezc wymowki, zeby nie zerwac: "on taki dobry, taki opiekunczy, zloto nie facet... jak ja moge". No i mu pol roku zycia przez te moje wymowki rozwalilam.
Poradzilabym Autorce porozmawiac jeszcze raz z partnerem o Jej podejsciu do seksu, a samej sie tez zastanowic dlaczego ma blokady. Czasem dobrze jest porozmawiac z psychologiem o tym. Z drugiej strony, prawda moze i jest taka, ze dziewczyna jest bardzo mloda i nie przygotowana do zwiazku i chlopak z silowni jest taka wymowka do oderwania sie od sytuacji, ktora Ja krepuje.
Uff cieszę się, że ktoś inny zamiast tym razem mnie, zaproponował psychologa .
Facet z siłowni nie jest moja wymówka do tego by nie uprawiać seksu z moim partnerem..
Facet z siłowni nie jest moja wymówka do tego by nie uprawiać seksu z moim partnerem..
A co cię w nim najbardziej pociąga? Co sprawia, że miałabyś ochotę zaryzykować i pójść z nim w tango (jakkolwiek się to zwie) ?
Uff cieszę się, że ktoś inny zamiast tym razem mnie, zaproponował psychologa .
![]()
Wydaje mi sie, ze to odpowiednia sugestia w tej sytuacji. Dziewczyna ma problemy z akceptacja swojej seksualnosci. Te obsesyjne mysli o innym gosciu moga byc po prostu przykrywka faktu, ze Autorka chce sie od seksu odizolowac- on jest, ale go dobrze nie zna, taki zastepczy, romantyczny obiekt, nie inny od bohaterow romansow Harleqina.
Nie wyobrazam sobie bycia z partnerem, ktorego kocham i nie tylko nie mienia z nim ochoty na seks ale takze zabraniania mu dotykania mnie w niektorych miejscach. Niechec do seksu pojawia sie wtedy gdy sie przestalo partnera kochac, gdy sa klopoty i klotnie, no albo ze wzgledow zdrowotnych. W dobrym zwiazku seks ludzi laczy, nie rozdziela.
No w życiu !! Nie pójdę z nim w tango ! Jego osobowość jest interesująca
No w życiu !! Nie pójdę z nim w tango ! Jego osobowość jest interesująca
A co w niej jest takiego, czego np. nie ma twój obecny partner?
W takim razie poradzę sie psychologa w tej kwesti
W takim razie poradzę sie psychologa w tej kwesti
warto!
Nie będę porówała swojego faceta do faceta z siłowni bez przesady. To jest poprostu chęć Poznania jego osobowości, nigdy nie byliście zainteresowani inna osoba bo poprostu ma coś w sobie czego nie potraficie określić ? To nie powód do zdrady , ja wcale tak nie pomyślałam, to wy wciąż tutaj wmawiacie zdradę o której wogole nie mam na myśli
Dobra, ale wiesz.... zawsze jak jest to przeciwnej płci osoba, to jest to podejrzane ![]()
Ale CO w jego osobowości Cię pociąga?
100 2012-09-04 16:44:51 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-09-04 16:46:08)
No w życiu !! Nie pójdę z nim w tango ! Jego osobowość jest interesująca
Interesująca osobowość faceta z siłowni, z którym nie specjalnie miałaś okazję sensownie pogadać?
Dobrze, że sok odstawiłem, bo bym się zakrztusił ![]()
Nikt ci tu zdrady nie wmawia, a jedynie to, że zżera cie ciekawość spróbowania z innym facetem.
Nikt tu nie mówi o zdradzie- można po prostu uczciwie do kogoś innego odejść ![]()
Oj przestańcie już łapać za słówka
właściwie to nie wiem co.. Pewnie nie jest wart uwagi hmmm
A jednak założyłaś cały wątek i wszyscy się w niego zaangażowali, więc wyjaśnij nam tu zgodnie z prawdą
Przyjmiemy wszystko ![]()
a psycholog swoją drogą. teraz wręcz uważam to za konieczność!
Już sama sie w tym wszystkim pogubiłam. Napewno podoba mi sie wizualnie.. A swoją osoba zaciekawił bo ma wiele do powiedzenia w różnych kwestiach, swietnie mi sie z nim rozmawiało.. Tylko ze z jeden strony ja z moim facetem tez sie swietnie dogadają, jak jesteśmy razem to buzia nam sie cały czas śmieje.. Ale musze stwierdzić ze kiedyś potrafiliśmy ze sobą rozmawiać po 3 godziny po powrocie ze spotkań a teraz już tego nie ma... Brakuje mi tego, tylko wiadomo na sile nie będziemy tego robić prawda ? Mój facet jest takiego zdania ze nic na sile , że wszystko samo sie układa a ja twierdze odwrotnie. Bo on jest kochający i dba o mnie, naprawdę jest dobrze wychowany i nigdy nie chciał mnie ranić, tylko może ja chce byc cały czas zdobywana ? Dlaczego faceci myślą ze jak już maja kobietę to nie maja o nią wciąż zabiegać ? Chociażby głupia pierdola - mój ważność dawno nie widział kwiatów, ja wiem ze to są szczegóły ale takie szczegóły czasem denerwują ![]()
105 2012-09-04 16:59:01 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2012-09-04 17:05:49)
Osobowosc Ci sie podoba? Naprawde TYLKO osobowosc?
Ahem, jakby to tylko osobowosc byla to bylibyscie kolegami i problemu z kosmatymi myslami bys nie miala. Badz ze soba szczera.
Znam wielu facetow, przyjaznie sie z wieloma i z reka na sercu moge powiedziec, ze paru z nich to ciacha, ale nie zajmuja miejsca w moich erotycznych fantazjach. Pewnie, moge pomyslec "Fajny ma tylek", i ta mysl wyparuje z mojego mozgu po pieciu minutach. Kiedy widze swojego faceta to zupelnie inna sprawa- chce go dotykac, calowac, miec z nim seks na bazie codziennej.
Jezeli brakuje Ci romantycznych gestow ze strony partnera to mu to powiedz. One wrozem jasnowidzem nie jest.
Tak tylko osobowość
anekk_ Ile masz lat?
Wiesz.... co do tych rozmów i rytuałów.... na pewno lepiej przeżyć szok teraz niż po wspólnym zamieszkaniu ![]()
W każdym bądź razie bardzo wam wszystkim dziękuje za rady , bo każda z nich wzięłam do siebie..
Ja 21 , mój mężczyzna 28
OK, to wiele wyjaśniło.
No co takiego ? ![]()
Dolaczam sie do Catwoman. Rytualy nie sa podstawa zwiazku. Podstawa zwiazku jest komunikacja i zrozumienie.
To samo w sprawie wieku. Wiem, ze ludzie roznie dojrzewaja ale 21 lat to szczawiowy wiek, w ktorym czlowiek dopiero sie zapoznaje ze soba. Wiem po sobie ![]()
Dzięki za rady ![]()
ja mialam podobna sytuacje, bylam z moim byklym narzeczonym 5 lat, juz slub mial byc, 4 mies przed slubem rozstalsimy sie z tego powodu ze ja bylam glupia! On byl wlasnie moim pierwszym partenerem seksualnym, byl 6 lat starszy ode mnie, powaznie myslacy klochajacy mnie, szanujacy no byl po prostu wspanialy, ale zaczal we pracy mnie onteresowac chlopak w moim wieku, czulam ze tez mu sie podobam-zwykly babiarz i od tego sie zaczelo, poplynelam, poczulam ze innym sie podobam, zaczely sie spotkania z innymi mezczyznami, zdrady itp. To byl najwiekszy blasd mojego zycia. ciekawosc ludzka nie zna granic, zaluje dzis ze stracilam super faceta dla takich fascynacji, kompeltnie stracilam glowe jak jakas malolata ktorej wciaz czegos brak. Masz podobna sytuacje co ja tylko ze ja dzis zaluje, Widzisaz pozasz tego faceta ktoremu sie pdoobasz.. pospotykasz sie a moze byc tak ze on sie Toba pobawi zostawi znow nstepnego spotkasz i tak w kolko ktos inny Ci sie spodoba, poczujesz rta fascynacje. Lepiej pozostac przy tym co jestes, a tym bardziej ze mowie Ci szczerze w dzisiejszych czasach trudno spotkacv faceta ktory bedzie fair wobec Ciebie i ktory bedzie Cie sanowac, niejedna by takiego chciala co TYy wie pokaz kazdemu ze jestes szczesciara, bo teraz to duo albo babiarzy albo sexoholikow, alkoholikow, serio. ja zaluje sadze ze Ty tez bedziesz zalowac. Wiesz inna bylalby sytuacja gdyby Tobie sie nie ukladalo w zwiazku ze sie klocicie obrazacie nie szanujecie to wtedy warto zaryzykowac zeby wyjsc z toksycznego zwiazku ale u ciebie jest ze masz za dobrego faceta i chcialabys poczuc ta adrenaline.Mialam do czynienia z wieloma facetami i prawie kazdy byl super-serio ale zdradzony przez kobiete potem te kobuiety zalowaly bo trafily na skurw... i vhvilay wrocic. Nie rob glupot, bo ten z fitnes sie pobawi Toba i na tym sie zkaonczy i bedziesz brnac az wdepniesz w gowno
....o to mi chodziło, między wierszami gdy pisałam o tym zamieszkaniu
.... Gdy jest się razem kazdego dnia, to wygląda inaczej zupełnie ale jak pisze moja Przedmówczyni, liczy sie zrozumienie, komunikacja, nie przywiązanie do pewnych form, które ZAWSZE były a nagle ich nie ma.
Jak ludzie umieją ze sobą rozmawiać to bez problemu wyjaśnią sobie i tą kwestię ![]()
Chciała bym dodac coś od siebie.
Jestem ze swoim facetem 5 lat, mieszkamy razem. Jestem z nim szczęsliwa mimo że między nas wkradła się rutyna, to kocham go i uwielbiam z nim spędzac czas.
Ale przytrafiła mi się podobna sytuacja do autorki wątku.
Poznałam chłopaka, pracujemy razem. Na początku kiedy przyszedł jako "nowy" strasznie mnie drażnił, swoim zachowaniem, swoim byciem. Facet kompletnie nie w moim typie! Zdarzało mi się nawet głupio mu dogadac. Ale z czasem polubiłam go. Jest typem człowieka, który jest strasznie towarzyski, dowcipny, pewny siebie. Nagle zaczęłam o nim częściej myślec. W pracy mamy stanowiska obok siebie. Czasem kątem oka widzę że na mnie zerka. Kiedy dłużej się do niego nie odzywam, on mnie zaczepia, pyta co się stało. Rozmawia się z nim fajnie. Oczywiście on wie że mam faceta. Czasem mówi do mnie, że kocha tylko mnie. Zawsze biore to jako żart. Ale on też zmienił swoje zachowanie wobec mnie. Tak naprawdę nie wiem co, ale coś mi się w nim podoba.
Ale do czego zmierzam.
Zmierzam do tego, i mogę dac taką radę innym kobietom, że czuję się dumna, że potrafię zachowac dystans, że mam swoje granice których nigdy nie przekroczę.
Myślę że nie ma nic złego kiedy kobieta lub mężczyzna flirtują z innymi, ale jeśli to jest tylko krótkotrwałe i oczywiście "niewinne" i raczej żartobliwe. Bo powiem wam tak szczerze, że przez tego faceta w pracy, zaczęłam bardziej dbac o swój związek. Zaczęłam się zastanawiac, jak to jest że kocham swojego faceta, a myślę o kimś zupełnie innym, że podoba mi się ktoś inny.
I postanowiłam sobie że będę się bardziej starac, żeby mojemu facetowi nigdy do głowy nie wpadło, żeby pójsc w tango z inna kobietą.
Wyciągnijcie wnioski.
Ania.Kozińska uważam Twój post za bardzo wartościowy.
Aż się boje tych "5 lat w związku" bo zauważyłam że wiele osób na tym forum które zaczynają się rozglądać za kimś innym sa w związku od 5 lat
brrrr....
Aż się boje tych "5 lat w związku" bo zauważyłam że wiele osób na tym forum które zaczynają się rozglądać za kimś innym sa w związku od 5 lat
brrrr....
To i ja się dołączę ![]()
Niestety, wiele par po WŁAŚNIE TYM czasie się rozstaje- co rusz w przeszłości widziałam "zgliszcza" 5-letnich związków. Nie wiem dlaczego. A! Już wiem! Bo jak się nie pobrali po 5 latach to się rozstawali. ![]()
A ja słyszałam coś o kryzysach co 7 lat... ![]()
Hey.Ja też jestem w związku i nagle...Wielkie Bum!Ktoś stanął na mej drodze...inny mężczyzna.Fascynacja na całego WOW jaki ON słodki itp.jednak nie daje się ponieśc...myślę o nim ale nie fantazjuje,iż mogło by coś być z tego bo nie będzie nigdy!
Ja również rozstałam się ze swoim byłym po ponad 4 latach bycia razem.. Układało się nam super, wydawało mi się że nic mi nie brakuje w tym związku.. A wystarczyło że pojawił się On.. Ten nowy.. Inny.. Intrygujący facet.. To on był impulsem żeby rozstać się z byłym.
Poznałam go na wakacjach. Po moim powrocie od razu przeprowadziłam szczerą rozmowę z byłym i rozstałam się z nim.
Dlaczego się rozstałam skoro niby było tak super?
Bo ten "Nowy" pokazał mi swoją obecnością, rozmową, jak wiele mi w związku brakowało..
Z perspektywy czasu, wiem że podjęłam dobrą decyzję.. Nie chciałam oszukiwać byłego partnera. W końcu on też ma prawo do ułożenia sobie życia. Nie zostawiłam go też dla tego "nowego", bo z tym "nowym" miałam świadomość że nigdy nie będę.
Samo życie.. ![]()
A! Już wiem! Bo jak się nie pobrali po 5 latach to się rozstawali.
Coś w tym musi byc
moja babcia tak mawiała, mama też podtrzymuje że coś z tymi piątkami jest
znam dwie pary, który się rozleciały po 5latach... aż strach się bac o samą siebie ![]()
sorry za off top ![]()
Ania.Kozińska uważam Twój post za bardzo wartościowy.
Bardzo mi miło
Chciałam dac kobietom radę, ja tak postępuje i nigdy sobie nie zarzucę, że przekroczyłam granicę, której nie powinnam.
Pozdrawiam:)
anekk ja weszłam w takie coś i bardzo żałuję, ciężko było nawet zastopować, jeśli jesteś szczęśliwa a widać że masz powody to nie niszcz tego na własne życzenie bo będziesz żałować. Wiele kobiet chciałoby mieć takiego faceta, powodzenia.
No chyba nie jest tak do końca fajnie jak piszesz skoro jakiś facet którego ledwo znasz potrafił Ci tak namieszać w życiu. Jeżeli jednak jest tak jak piszesz i jesteś tak bardzo szczęśliwa ze swoim partnerem, że planujesz z nim wspólną przyszłość to myślę że nie warto ryzykować tego co masz dla chwilowej fascynacji.
Witam,
Jeśli, któraś w Was poznała nowego partnera, jest z nim krótko i ma wątpliwosci w kwestii jego prawdomówności. Podaj swojego e-maila - napiszę do Ciebie. Jestem dziennikarką i robię program na temat nowo poznanych par i nieufności w związku. Możemy poddać Twoją drugą połówkę badaniu wariografem.
zabka - nie tłumacz się słąbym charakterem, bo to straszny truizm jest...
mam słąby charakter więc zjem czwarte ciastko?
mam słąby charakter, więc się spiję na imprezsie?
mam słąby charakter więc nie mam zasad?
masz CHARAKTER
jak każdy
nie słaby, nie mocny
swój własny
Witam.Wiesz my kobiety, miewamy często zmienne nastrojeSame nie wiemy czego oczekiwać od zyćia.Wpadamy często w monotonnie.Dlatego gdy pojawi się nowa osoba w naszym ziu strasznie zaczyna nas kręcic i interesować.Też tak kiedyś miałam. Zaczełam zaniedbywać swojego chłopaka, widywałam się z innym.Moj chłopak zaczał podejrzewać mnie o zdradę nawet przedstawiłam tego przyjaciela mojemu chłopakowi..Na początku nic nie miał do tego.Az wkoncu to trwało za długo.WKoncu moj chłopak wział mnie na rozmowe, powiedział ze on tak dłuzej nie może, kocha mnie.ALe jesli jestem szczesliwa z innym on mi da wolno reke i wyjechał na tydzien.Nie mogłam się pozbierac.Dopiero wtedy zrozumiałam, jak mi na nim zalezy.Zerwałam wszelki kontakt z przyjacielem, i teraz jestem szczesliwa jak nigdy.Mówie ci nie warto!
Witajcie. Trafiłam na tę stronę i do tego wątku wpisując w google "jestem w szczęśliwym związku ale brak mi wrażeń". Więc w zasadzie jestem ze sobą szczera tak? Wiem co sobie teraz myślicie - że skoro brak Ci wrażeń to znaczy, że nie jesteś w szczęśliwym związku. Przeczytałam całą dyskusję od początku. Pozwólcie, że opowiem Wam historię. Pewnie będzie długa i nudnawa, ale piszę ją częściowo po to, żeby poukładać sobie myśli w głowie, a częściowo po to, żeby uświadomić Wam, że nie wszystko jest czarno-białe. Pewnie też częściowo po to, żeby ktoś "postawił mnie do pionu" lub pomógł mi dostrzec rzeczy, których sama nie widzę.
Mam 28 lat, dobrą, satysfakcjonującą pracę - tzw. wolny zawód. Trochę artystyczna dusza, ale twardo stąpająca po ziemi. Nie okłamuję się co do siebie, w większości wiem, czym jest motywowane moje postępowanie, chociaż często staram się łudzić, że chodzi o coś innego niż naprawdę chodzi. Każdy che myśleć o sobie dobrze, nie? To tyle tytułem wstępu.
Jestem w związku od 13 lat. Tak - słownie: trzynastu lat. Miłość z liceum, która przetrwała dużo burzliwych okresów - mi. studia na dwóch różnych krańcach Polski, zagraniczne staże itp. Przeszliśmy razem naprawdę dużo. Po 13 latach myślę, że nie dałabym rady być sama i zaczynam wierzyć w bzdety o dwóch połówkach jabłka. Dlaczego? Dlatego że mój chłopak to mój najlepszy przyjaciel (nie, nie jestem wyautowaną ze społeczeństwa dziewczyną, która nigdzie nie chodzi i nie zna nikogo), wiem, że w razie potrzeby zawsze mogę na niego liczyć, że stanie za mną murem - tak jak ja za nim. Zna mnie najlepiej (no, może poza moją mamą) od najlepszej strony ale i od najgorszej. I wzajemnie - naprawdę można powiedzieć że dorośliśmy razem, uczyliśmy się seksu razem, do wszystkiego doszliśmy razem, i żadne nie byłoby zapewne tym, kim jest bez tego drugiego. Z nim, jestem naprawdę sobą, a jestem już w takim wieku, że wiem, kiedy jestem sobą, a kiedy nie. Dobra, teraz pewnie myślicie, toż to jakieś pieprzone love story, gdzie tu haczyk. Piszę to wszystko, żeby Wam uświadomić, że jestem w takim związku, jakiego każdemu życzę i ciężko na niego zapracowałam. Nie, nie dostaję kwiatów, czekoladek i tzw. dowodów miłości. Ale dostaję fajne prezenty na urodziny, nigdy nie zapomniał o żadnej rocznicy, chociaż czasami nam się już nie chce ich obchodzić, dostaję wspaniałe kolacje, bo lubi gotować; dostaję poczucie że jestem w naprawdę partnerskim związku, który nie jest taki tylko z nazwy - on lubi gotować więc gotuje, ja nie lubię sprzątać, ale sprzątam bo lubię jak jest czysto. Jemu nie chce się prasować, więc chodzi w ubraniach, które się nie gniota itp. Słowem, naprawdę, ten związek działa, ale jeśli odnieśliście wrażenie że działa na zasadzie dobrze naoliwionej maszyny, po prostu siłą rozpędu to się mylicie. Jasne, trochę rutyny jest, może nawet sporo - przecież to już 13 lat, ale naprawdę go kocham. I jestem z nim szczęśliwa.
Jesteśmy swoimi pierwszymi partnerami seksualnymi, jak już się pewnie domyśliliście. Jak jest z seksem? Normalnie - raz lepiej raz gorzej. Wiadomo, stres, praca. Czasem jest tak fajnie, że zastanawiam się jak to możliwe, żeby po tylu latach odkryć coś nowego, a czasem sobie myślę "boże co za nuda". Jak ze wszystkim - sinusoida. Jesteśmy raczej wyluzowani jeśli chodzi o "te sprawy", potrafimy się z tego śmiać i potrafimy o tym rozmawiać. Wiem, że czasami kochając się ze mną on myśli o innych i czasami ja też myślę o innych - pewnie to normalne.
Myślę, że to ja jestem "tą gorszą" stroną związku. To ja jestem tą z wątpliwościami, to ja przechodzę czasami fascynacje innymi facetami (chociaż, cholera, może on też, tylko po prostu nie jest taki wylewny jak ja). Było tak na studiach - zawsze zaczynało się mniej więcej tak samo, poznaję kogoś, z kim dobrze mi się gada, kto dość dobrze wygląda i kto zaczyna mi się podobać tym bardziej im bardziej go poznaję. Z takich "znajomości" nigdy nic nie wychodziło - tzn. może i wyszłoby, ale zawsze w porę potrafiłam powiedzieć stop. Pewnie niezbyt uczciwe było takie zachowanie w stosunku do tych facetów, bo zawsze miałam wrażenie, że są na każde moje skinienie - chciałam z kimś pogadać, dowartościować się, poflirtować i proszę, zawsze ktoś się znalazł. Jestem ładna i ludzie mnie lubią - nie zrozumcie mnie źle, nie chcę wyjść na narcyza, po prostu piszę jak jest - jestem otwarta, nie narzekam, potrafię słuchać ale nie jestem wścibska i jestem bezpośrednia. Co na to mój chłopak? Myślę, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego jaka jestem - z resztą ja nigdy tego nie ukrywałam, że wychodzę wieczorem z kolegą na piwo - po prostu, pewnie mi ufał. I zdawał sobie sprawę, że siłą i tak mnie nie utrzyma. I przyznam, że nigdy nie zawiodłam tego zaufania - przynajmniej, kiedy studiowałam.
Po studiach wyjechałam na krótki staż do UK. I tam trochę popłynęłam. Niektórzy powiedzą, że pewnie z samotności, że pewnie w związku czegoś mi brakowało itp - na początku też tak się usprawiedliwiałam, a teraz po prostu wiem, że - jak to się mówi " szukałam mózgu w dupie". Nie posunęłam się do tego, żeby przespać się z kimś innym, ale doszłam do miejsca w którym naprawdę niewiele brakowało - spędziłam u gościa noc, w jednym łóżku. Co mi strzeliło do głowy - nie wiem. Ciekawość zapewne - koniec końców niezaspokojona, bo się w porę opamiętałam. Jak to wpłynęło na mój związek? Oczywiście, jak to z tchórzami bywa, przyznałam się do wszystkiego... przez telefon jeszcze tego samego dnia. Nigdy nawet sobie nie wyobrażałam, że mój chłopak zareaguje tak jak zareagował. Wiem, jak to zabrzmi, ale wolałabym, żeby ktoś zrobił mi dokładnie to, co ja zrobiłam jemu byleby nie patrzyć jak on się męczy. To było 6 lat temu. Mieliśmy mnóstwo poważnych rozmów na ten temat - nie kłamałam i nie wypierałam się, chociaż mówiłam, że żałuję, że go zraniłam i że lepiej by było dla niego jakby mnie zostawił. Zapewne to moja pokrętna logika - żałuję, że go zraniłam i nie chciałam, żeby to się zdarzyło a nie że flirtowałam z kimś innym - jakby pomiędzy tymi dwoma rzeczami nie było związku przyczynowo-skutkowego, haha. Pewnie teraz myślicie o mnie raczej złe rzeczy, ale uwierzcie, nie boli mnie to - większość z nich sama o sobie myślałam. Jak to się skończyło? Dobrze. Wydaje mi się, że mój chłopak zdecydował, że tak czy siak, woli żyć ze mną niż beze mnie. Jak to się mówi, razem źle, ale osobno jeszcze gorzej. Postanowił dać nam drugą szansę i naprawdę opłaciło się - jeśli można użyć tego słowa w tym kontekście. Pewnie teraz myślicie, jaka ze mnie szczęściara -nawet nie zdaje siebie sprawy jakiego zajebistego ma chłopaka. Umówmy się - zdaję sobie sprawę - ale, szczerze, przez te ostatnie 6 lat, byłam dla niego tak samo, jak on był dla mnie. Nie żyłam z przeświadczeniem, że jestem na czyjejś łasce, na cenzurowanym.
Pojawiało się pytanie wcześniej na tym forum pytanie, czy jest miłość po zdradzie. I padały pełne oburzenia głosy, że oczywiście że nie, że jedno wyklucza drugie. Tak się zastanawiam, czy autorzy tych postów piszą z własnego doświadczenia, czy tylko "tak im się wydaje". Bo mi się wydaje zgoła coś innego. Mi się wydaje, że jak się kogoś naprawdę kocha to świat bez niego nie ma sensu i choćby nie wiem, co się zdarzyło, to woli się żyć razem z nim a nie osobno.
Dobra. To było jak miałam 22 lata. Teraz mam 28. Pracuję w biurze, które wynajmuję z inną firmą z tej samej branży - żeby było taniej i żeby był "przepływ idei". Pracuję tam ponad 2 lata. W pokoju, tak się złożyło z 4 chłopakami. Dość się lubimy, ale nie przyjaźnimy. Jako jedyna dziewczyna, czasem muszę być naprawdę pyskata, żeby nie dać sobie wejść na głowę - w zasadzie mi to odpowiada. Z jednym z moich kolegów do niedawna nawet się nie lubiłam - potrafiliśmy przerzucać się złośliwymi docinkami przez cały dzień. W pewnym momencie zrobił się z tego taki poranny rytuał przy kawie i zdałam sobie sprawę, że on jest naprawdę fajny, że nie jest narcystycznym bufonem patrzącym z góry na kobiety, jak mi się wcześniej wydawało, ale jest mądry, dowcipny, że nie jest wredny i że jest jednym z tych gości, którzy dobrze czują się sami ze sobą. Podejrzewam, że mniej więcej w tym samym czasie on doszedł do wniosku, że nie jestem wredną babą, która zawsze musi odszczeknąć i taką, że "bez kija nie podchodź". Zaczęliśmy coraz więcej nad ta kawą gadać, o coraz bardziej osobistych rzeczach, zaczęliśmy wychodzić razem na lunch. Widzę teraz, że to wygląda jak wstęp do romansu korporacyjnego.
Jakoś zawsze tak bywa, że trafiam na naprawdę porządnych gości, nie wiem dlaczego. Nie na typów którzy tylko myślą jak zaliczyć panienkę, ale na takich, którym naprawdę zależy. Chociaż w tym wypadku żałuję, że tak jest.
Ten chłopak o którym mówię też jest w związku od ładnych paru lat, pewnie od 6 czy 5, niedawno się zaręczył. I jest szczęśliwy - tak mówi. Ja też tak mówię i rzeczywiście jestem, więc nie mam powodu mu nie wierzyć.
Co nie zmienia faktu, że ze mną flirtuje, że mu się podobam, że widzę że lubi ze mną gadać i wychodzić codziennie na obiad. Boże i on też mi się podoba, i podpuszczam go strasznie i lubię spędzać z nim czas. Myślę o nim jak wrócę do domu. Mało mi go. Słowiem - zauroczenie.
Dzisiaj wydaje mi się, że doszliśmy do momentu, kiedy stało się jasne, że nie chcielibyśmy być razem (chociaż, tak w zasadzie ja to wiedziałam od samego początku) ale też że nie wchodzi w grę żaden romans. No i tu mimowolnie się rozczarowałam... Zastanawiam się, czy to dlatego, że on to powiedział pierwszy czy dlatego że po prostu miałam ochotę się z nim przespać.
Próbowałam ostatnio dojść do tego o co mi tak naprawdę chodzi w tej sytuacji. I stwierdziłam, że idealnie by było, gdybym mogła się z nim przespać (bo mi się podoba, ale bardziej dlatego że wydaje się pociągający) i żeby to się nie wydało i żeby jeszcze nie było między nami żadnej niezręczności. Czyli idealnie by było gdybym mogła miec z nim romans o którym nikt by nie wiedział i który mogłabym skończyć w dowolnym momencie. Ot tak, żeby zobaczyć jak to jest. Nieźle nie? Wiem jak to brzmi, uwierzcie. Ale wiem też, że każdy ma takie myśli. A już na pewno każdy, kto jest w związku z tak długim stażem.
Zastanawiam się, czy rzeczywiście jestem do tego zdolna. Dzięki bogu trafiłam na kogoś, kto nie pozwoli mi się o tym przekonać. Podejrzewam, że jakby przyszło co do czego to pierwsza bym spanikowała, bo wiem, jak dużo mam do stracenia a poza tym, after all nie jestem złą osobą. Piszę to wszystko bo jestem po prostu szczera, bo przecież mnie nie znacie, więc mogę sobie na to pozwolić, a siebie okłamywać nie ma sensu.
Ciekawa jestem, czy mój chłopak ma takie rozkminki. Wiem, że gada czasami z koleżanką z pracy, więc pewnie tak. Nie jestem zazdrosnym typem - uważam, że "co ma wisieć nie utonie". Im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że im starsi jesteśmy tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że łączy nas coś innego, coś czego nie spotyka się na co dzień i że strasznie szkoda byłoby to stracić przez coś, co koniec końców okazałoby się nic nie warte. Eh masło maślane...nie?
Zadaję sobie pytanie, czy wybaczyłabym zdradę - mówiąc zdradę mam na myśli coś jak skok w bok, przygodny romans a nie zakochanie się w kim innym. Bo tego nie mogłabym wybaczyć.
Wkurza mnie jak ktoś czuje się upoważniony do dawania rad w stylu: jeśli zaczyna cię pociągać facet na siłowni, to znaczy, że z twoim związkiem jest coś nie tak, chociaż jeszcze tego nie widzisz. So dig deeper a na pewno coś znajdziesz. Jasne, zawsze jest coś, nad czym możnaby popracować, ale myślę co innego - i kurcze, w swoim krótkim życiu, przekonałam się wielokrotnie że to prawda. To, że czujesz, że podoba ci się ktoś inny, że cię fascynuje ktoś inny, że myślisz o kimś innym to jeszcze nic złego - ważne jest to, co z tym zrobisz. Przelotny flirt nie jest zły pod warunkiem, że jest przelotny.
A ze mną co dalej? Kurde, nie wiem. Ciekawość mnie zabija. Ale nie łudzę się, że ta historia skończyłaby się dobrze. Czasem dużo bym dała za przekonanie, że istnieje miłość bezwarunkowa do końca życia. Ale, Moi Drodzy, nie ma czegoś takiego. Życie jest życiem, w związku raz jest lepiej raz jest gorzej, ale nie jest łatwo i jak brutalnie by to nie zabrzmiało trzeba prowadzić rachunek zysków i strat. Serce czasem zawodzi, ale rozum wtedy nie powinien.
Jeśli jeszcze jakimś cudem, ktoś dotrwał do końca, to nie pozostawiajcie tego posta bez odpowiedzi. Nie wiem, czy bardziej oczekuję, żeby ktoś mi napisał, że jestem idiotką, czy że wcale nie jestem beznadziejna i jakoś dam sobie radę myśląc tak jak myślę.