Klaudynko kochana najprawdopodobniej zmieniliśmy nieco żywienie, stąd te choroby.
Zorientowaliśmy się z mężem, ale po fakcie.
Powróciliśmy już do starego jadłospisu.
Chociaż jeden z lekarzy zapewniał, że akurat w tym przypadku żywienie nie ma nic wspólnego.
To krowa po urodzeniu cielaka jest bardziej skłonna do wszelkich chorób.
I ta bakteria, która się zagnieżdziła chodzi sobie po oborze.
Jest najbardziej trudną bakterią do wyleczenia, bo z gatunku e-coli.
A teraz powiem wam jak wygląda dojenie krów.
W tej chwili to dojenie jest najgorsze.
Trzy krowy dostają antybiotyki, więc mleko od nich nie nadaje się do mleczarni.
Doimy najpierw te zdrowe krowy.
Potem zaczynamy te chore.
Od nich mleko piją tylko psy i dwa cielaki.
Cielętom nie szkodzi antybiotyk, ale....cielęta są jałóweczkami.
I ....jedno z nich zostanie na krowę.
I właśnie temu cielakowi nie powinnam podawać mleka z antybiotykiem, bo w przyszłości będąc krową,
jeżeli zachoruje, ten antybiotyk już mu nie pomoże.
Ale ja już nie patrzę na to, bo tego mleka jest dużo.
Pozostałe mleko tak zwyczajnie wylewam za oborę do szamba.
I tak jeszcze przez tydzień, bo tyle trwa karencja na mleko.
Ażeby być pewnym, że nie ma już antybiotyku w mleku zawieziemy próbki mleka do mleczarni i tam nam zbadają.
Nie daj Panie Boże , żeby w odebranym przez mleczarnię mleku od nas wykryli antybiotyk.
Wtedy cały samochód mleka 10 tysięcy mleka idzie do utylizacji.
Bo samochód przyjeżdża do nas prawie pełen.
No może nie tyle trzeba by było utylizować, bo na samochodzie są dwie komory.
Czyli jedna komora byłaby do wylania.
I za tą komorę mleka my musielibyśmy płacić.
Ponadto jeśli na końcu doimy dojarką te chore krowy, musimy dokładnie myć
konwie i dojki, aby nic nie zostało na nich antybiotyku.
Na końcu trzeba wszystko dezynfekować.
Mniej więcej opisując skrótowo tak to wygląda.
Mamy dwa cielaczki.
Jeden czarny, drugi czerwony.
Są piękne i zdrowe.





























