Kłaniam się nisko
Szparagów nie cierpię.
Owszem chciałam spróbować, ale mnie odrzuca.
Podobnie jak papryka pod każdą postacią.
W sobotę mamy wesele.
Wiem, że będzie na stołach papryka, szparagi.
Delikatnie muszę to przesunąć w innym kierunku, bo
sam zapach powoduje u mnie mdłości.
Truskawek, tak jak pisałam wcześniej też nie spróbuję.
Wnusia całą noc wymiotowała.
Na szczęście u nas w dzień było spokojnie.
Ale pokazał jej się katar i była marudna.
Jutro urządzamy grilla.
Wszystko kupione, altanka wysprzątana, grill się wietrzy.
Kupiliśmy mężowi garnitur i koszulę na sobotnie wesele.
Mąż oczywiście nie chciał, bo twierdzi że ma kilka.
Ale stanęło na moim.
Garnitur taki na lato.
Upał był niemiłosierny.
Siana nie zabraliśmy, bo jeszcze nie całkiem suche.
W piątek idę na salę weselną pomagać kucharce.
To kucharka szykuje wszystkie potrawy, a młodzi dostarczają jej produkty.
To nawet nie jest nasza rodzina tylko dobrzy znajomi i przyjaciele.
Najchętniej nie poszłabym na to wesele.
Ale jest jedno ale.....
Ci państwo pogniewaliby się na nas.
Za blisko mieszkamy, niecały kilometr od siebie.
Myślałam, że córka (ta w ciąży pójdzie) z mężem.
Ale ona nie na tyle dobrze się czuje, więc na nas spadł ten obowiązek.
Druga córka ze swoim mężem oczywiście też będą.
Może wyślę tego posta, bo nie odżałuję jak mi zniknie.










