dziewczyny obiecywałam Wam opisać przeprowadzkę więc zrobię to teraz
klucze do domu mieliśmy odebrać 14.08. no i rano dowiedzieliśmy się, że klucze będą dzień później
jeden dzień urlopu poszedł się gonić
no ale ekipa gotowa więc chłopaki jadą po auto do przeprowadzki
kolega w miasteczku obok zostawił nam swojego mercedesa sprintera na polskich numerach więc nie będzie problemu kto tym jeździ
pojechali i... zaczęły się problemy
auto nie chciało odpalić, akumulator padł, odpalali na holu
wreszcie przyjechali
załadowali auto starymi gratami, w tym zniszczonymi przez pleśń meblami i pojechali na wysypisko (centrum recyklingu)
a tam przykra niespodzianka: pracownik zobaczył, że auto jest na polskich numerach i zabronił w brzydkich słowach wjazdu na wysypisko
wrócili wściekli, za każdym razem trzeba przecież odpalać auto na holu
w tym samym czasie zadzwonili z agencji, że możemy obejrzeć dom z agentem, czyli zgłosić ewentualne uwagi
biegniemy, bo to ważne, oglądamy, dowiadujemy się dobrych rzeczy: właściciel pozwala pomalować na kolory inne niż obowiązkowa magnolia, byle nie ciemne , wstawi nam mikro wentylacje w każdym pomieszczeniu, bo wie, że wychodzimy z zagrzybionego domu i boimy się wilgoci, pozwala zrobić z ogrodem co chcemy
tyle powiedział nam agent, a ja poskarżyłam się na faceta z wysypiska
więc jedziemy z nim do biura agencji i Dave dzwoni przy nas do urzędu miasta ze skargą (ja dzwoniłam wcześniej ale on dla poparcia jeszcze "poprawia") tam dają mu numer do szefa wysypisk w hrabstwie, rozmawia z nim
podaje mój numer i mam czekać co ten szef załatwi
wracamy biegiem do pakowania resztek, przy okazji wpada koleżanka Gocha z mamą i synem
przyjechali dwa dni wcześniej, syn już na stałe, babcia na trochę
no i... nasza koleżanka Gocha i nasz kolega Lopez... mięte poczuli
ludzie dosłownie widzieliśmy jak rodzi się miłość od pierwszego wejrzenia 
zrobiła się impreza pożegnalna na starej chacie, w między czasie oczywiście wszyscy nam pomagali w sprzątaniu więc zamieszania było więcej niż ustawa przewiduje
na drugi dzień rano biegniemy po klucze i chłopaki jadą z pierwszym transportem, potem z drugim
w tym czasie telefon, dzwoni do mnie szef wysypiska, jest osobiście w Spalding, rozmawiał z tym typem i zapewnia nas, że możemy bez problemu wywieźć nasze graty, przeprasza, że taka sytuacja miała miejsce i mówi, że tamten człowiek otrzymał upomnienie, pouczenie i ostrzeżenie
chłopaki wracają i znów załadowują graty na śmietnik, tym razem wywożą bezproblemowo a facet, który był wczoraj taki niemiły dziś się im do D*** bez wazeliny pcha, o mało sam na grzbiet nie wziął lodówki, żeby zanieść do odpowiedniego kontenera
kolejny transport do nowego domu i... urywa się w aucie kierownica, jakoś naprawiają, bo to tylko śruba ale ja umieram ze strachu
w międzyczasie do mnie wpada Gośka z synem i pomagają powynosić worki i pudła na ogród, żeby chłopakom ułatwić przewożenie, oczywiście to nie jest główny powód dla którego Gośka przyszła, umówili się u nas z Lopezem! 
chłopaki wracają szczęśliwie, auto cały czas na chodzie, żeby nie trzeba było odpalać na holu
na chwilę do auta wsiada Gośka i.... auto zdycha
chłopaki chcą ją udusić, ja też
Lopez na środku trawnika przed domami łapie ją w pół i obraca do góry nogami, ja leję po tyłku ile się da
chłopaki dokładają swoje
kwik, pisk, Gośka ukarana, a Lopez szczęśliwy, bo się do niego tuli prosząc o ochronę
odpuszczamy, auto znów na holu odpala
dom już pusty, zostało tylko nasze łóżko, meble ogrodowe, jakieś graty... wszystko pojedzie rano... takie mamy plany
ostatnia noc w starym domu
rano przykra niespodzianka, łóżko od spodu i materac przeżarte przez pleśń podobnie jak meble
nie mam już sił
siedzę na ogrodzie i płaczę
cholera jasna, ten dom po prostu gnije
dobrze, że się wyprowadzamy
pukanie do drzwi, wchodzą sąsiedzi, jakby wyczuli, ze trzeba nam przyjaznego słowa
uściski, zapewnienia, że będą tęsknić, prezenty
my dajemy im magnesy na lodówkę, jeden z miastami, drugi ze sławnymi polakami i tu zaskoczenie
wiedzą, kto to Chopin, Kopernik... jedna z sąsiadek ma płyty z muzyką Chopina
przyjeżdża auto po resztę rzeczy, ostatnie uściski z sąsiadami, wymiana adresów
jedziemy na nowe i biegiem do agencji podpisać umowę, wczoraj nie było czasu
uuuufffffff, chwila odpoczynku,
jeszcze trzy tygodnie czekania na internet i zamawianie mebli, urządzanie się i powrót do normalności...
czy aby na pewno? 
minęło już prawie dwa miesiące od przeprowadzki
Gocha i Lopez są razem, mówią do nas swatko i swacie, a przecież nic nie zrobiliśmy, oni sami się wyswatali
ale ponieważ są nam bliscy to im kibicujemy i cieszymy się ich szczęściem
w sumie to fajnie, że taka para wariatów jak oni odnalazła się w gąszczu ludzkim
no i fajnie, że są większymi wariatami od nas... ale czy aby na pewno? 