Łączka z lotu ptaka
Ło matulu, Nanusia z polskiego tłumaczy
że dziadyga to ejbrzog lub jakoś inaczej 
ulungł się w kurniku i już jest po krzyku
bo chłopy tak mają że jajek nie dają 
Nanusia już zawsze stanowi zagadkę
robi za gospodynię , fachowca i matkę
werwy energii, pomysłów bez liku
majstrów goni do pracy, wesoło na krzyku
krawężnik jej za krzywy, golnęła kielicha
i znowu spojrzała na jego krzywiznę
jakoś jej wesolutko , lubi robociznę.
Hołotę wyćwiczyła, by na progu domu nogi czyściła
w nagrodę dla ulubieńców, mięsko z rosołku odłowiła
na pólko wyskoczyła i bób z rozumu ogłowiła 
Wifcia z pogodą układa się mądrze
wszystkie brudy na dywan, Czaruś wnosi na jądrze
piknemu robótkę śliczną sama zleci
żeby podłogi błyszczały , gdy zjawią się dzieci 
Wifcia gospodyni i dama jest w jednym
czyta książki i duma, nad Świata marnością
nad jego głupotą , pieniądza wielkością.
Słoneczka Ci życzę Wifciu i radości
a w progu mieszkania tylko miłych gości.
Basia kurę na rosół tłuściutką sprawiła
apetycik na obiad niedzielny zrobiła
z mięska kurzego pierożki nalepi
a włoszczyzną , z przyprawami na ostro najlepiej
i koniecznie upiecze na kolor rumiany
w piekarniku , cieplutkim i poda gorące
pachnące ponętnie i lekko chrupiące 
Czytunia do komputerka miłość zatraciła
i biedaczka z dymeczkiem w kosmos wypuściła
ale teraz innymi żyje radościami
wystroi się na chrzciny w szykowną sukienkę
zrobi z siebie seksowną i fajną panienkę
dziadkowi szczena opadnie na glebę
podrapie się po uchu, poczuje się w niebie. 
Smerfetka, na jednym przydechu pisała
o meczu synusia, pogodzie jęczała
że fasolkę ze schabem będzie dziś wcinała
a w między czasie , chrapała i spała. 
Lucynce , pogoda strasznie się skiepściła
na wypad za miasto , dziewczyna skrewiła
na ucztach zajada szparagi, frykasy
bawi się wesoło, luzuje majtasy
coby w fałdełeczkę za mocno nie piły
pełniutki brzuszeczek lekutko mieściły.
Synusia mózgowie , ocenia , podziwia
dumna z jego zwojów i nam tu nawija
że po ojcu synkowi , co lepsze to dali
a po matce urodę i święty medalik 
Gratuluję Ci Syncia Mateczko Lucynko
wszystko co najlepsze ma z Ciebie Dziewczynko 
Morawka , wyleczyła swędzenia, pieczenia
teraz świecidełka , ogląda , ocenia
złoto i cyrkonie na palcach jej błyszczą
spracowane paluszki puchną jej i niszczą
więc blaskiem je po oczach , błyskają uroczo
mrugają do Morawki, dyskretnie jednoczą. 
U mnie wiatr hula, las się kłania nisko i lapek szaleje, więc pisałam na raty, po zwrotce.