No i jednak mąż mnie z domu wywlókł na tę psią pogodę 
Relacji ciąg dalszy.
Wyspę zwiedziliśmy wzdłuż, wszerz i w poprzek.
Dziś relacja z wycieczki na najdalszy, północno-wschodni kraniec - Półwysep św. Wawrzyńca - Ponta de Sao Lourenco. Nazwę zawdzięcza jednemu z odkrywców Madery - Goncalvesowi Zarco, który zobaczywszy skaliste wybrzeże zakrzyknął: "Święty Wawrzyńcu, to za mało"
Specyficzne miejsce. Z reguły jest zachmurzone, wietrzne, prawie nie ma drzew. Występują inne rośliny, głównie trawy - ok. 130 gatunków, z których 30 to endemity występujące tylko na Maderze. Cały półwysep ma wysokie wybrzeże klifowe, co w zasadzie nie jest na tej wyspie dziwne, ale kolory są niespotykane w innych miejscach Madery - czerń (bazalt), czerwony, żółty, rudy.
Można obejść prawie cały półwysep. Idzie się częściowo w poprzek zbocza, a później wzgórzem nad klifami.
Ponoć przy dużej dozie szczęścia (my go nie mieliśmy) można zauważyć w oceanie foki - mniszki śródziemnomorskie, gatunek zagrożony wyginięciem (żyje ich kilkaset sztuk).
Do tego miejsca dojechaliśmy samochodem:

image hosting 10mb limit
Dalej idziemy piechotą (w kurtkach, czasem z kapturami na głowach):

image hosting
Fantastyczne formy (i kolory) skalne "wyrastające" z oceanu:

how to use print screen
Widok na klify - w bok:

adult picture hosting
i w dół:

uploading pictures
Odjeżdżamy, pozostawiając półwysep spowity chmurami, ale czeka na nas dziś jeszcze Dolina Zakonnic (o czym jutro):

how to use print screen
Dobranoc.