Witajcie,
Tak na poprawę humoru to pogoda jest obrzydliwa: wieje, leje, pewno spadnie też śnieg.
Wczoraj na poprawę humoru wybrałam się (choć początkowo nie miałam zamiaru, ale mnie małżonek wygonił) na bankiet. Zaprosili mnie zaprzyjaźnieni radcy prawni na bankiet z okazji 30 lecia radców. Trochę miałam obawy jak z moim jedzeniem bo nadal nie dam rady gryźć, ale sie udało. Występowali też artyści z Piwnicy Pod Baranami, których zawsze mogę słuchać. Ubrałam się w kostium od Deni Cler, który zakładam od "wielkiego dzwonu" i szpilki. Usłyszałam komplementy, że wyglądam jak nastolatka (no, może z tyłu) to zawsze miło posłuchać, nawet jak człowiek wie jak jest.
Po powrocie konferowałam telefonicznie z przyjaciółką, o której pisałam, że mąż zachorował na czerniaka. Po protekcji trafili do Centrum Onkologii do samego szefa-speca. Tak ich tam potraktowali, że się popłakała. A jak są w takim razie traktowani ludzie bez znajomych? Szkoda gadać.
Moje węzły nadal wybulone, ale miałam już tak parę razy. Jak nie przejdzie po kilku dniach to się wybiorę do lekarza. Może po prostu węzły zatrzymały jakąś infekcję, to w końcu ich rola. Zobaczymy. Tylko znów przypomniały mi się czasy z chorobą mojej Mamy i jest mi smutno.
Dzięki za miłe słowa wszystkim Stokrotkom.
Aha, za parę dni (1 listopada) kończę 50 lat, o czym przypomniało mi się gdy dziś rano posłaniec przyniósł olbrzymi bukiet kwiatów. Małżonek zastrzygł uszami, że pewno od jakiegoś nieznajomego wielbiciela, ale powiedziałam, że chyba ich wszystkich znam. Z dołączonej kartki dowiedziałam się, że to od "starej" przyjaciółki i jej męża. Nastrój od razu lepszy ( z powodu pamięci, a upływ czasu mi tak bardzo nie przeszkadza).
Miłego weekendu.
Pauli - bardzo się cieszę, że jesteś