Opwiadania do lampki szampana od Marty.
CHODZI O BEJMY
Teraz są takie czasy, że każdy ino loto za bejmami. Tej, ale co innego ma robić, jak bejmy same cię nie dogonią? Więc my też zez Biniem i Frącka zaczli się zastanawiać wew chacie, jakby tu coś zachachmęcić, ażeby zez drobnymi do pierwszego wystać? Chociaż może nie do pierwszego. Bo jak taki, dejma na to, Biniu dostaje wypłatę dwudziestego siódmego, to za-wdy mu starczy bez to parę dni do początku nowego miesiąca, ale co dali?
Raili my więc nad tym, co zrobić, ażeby nam starczyło zawsze.
— To musi być ekstra pomysł — zagaił Biniu — nie to, co wszyscy, abo chociaż jeden już robi, bo inacy konkurencja nas zahaka.
— Tej —ja mówię—jak nie, to na początek założymy taką spółę zez nieograniczoną nieodpowiedzialnością.
— Może być — ucieszyła się Frącka — bo jak co, to ja za się nie odpowiadam!
— Ino, co by my robili? — wtrącił się Biniu — Bo spółek jest już dość, trzebno tylko nastawić się na jakiś ciekawy profil.
— Tej — przerwała mu Frącka — Mogli by my na ten przykład na zimę szyć do wiary cieplane, dejma na to, kapelusze zez rękawami. Tego jeszczek nie było!
— Ja bym tam wolał, żeby to było coś innego — rozmarzył się Biniu — Takie kapelusze to idzie policzyć. Jeden kapelusz ma dwa rękawy i ani jednego więcej, a klient kupi konkretną ilość kompletów. To wszystko jest do porachowania. Nic na boku nie ugryziesz. Tak się bejmów nie zrobi.
— Ty byś pewno chciał zamiatać deszcz — ja mówię
— bo nigdy by nie było wiadomo, czy jest przed zamiataniem, czy już po.
— To nie jest dobry pomysł — bąknął Biniu — Bo jakby, mówma akurat nastał suchy rok? Kto ci uwierzy, że zamiatasz to, czego nie ma?
— To byś pewno chciał malować szyny od bimbów
— powiedziała pod kluką Frącka — Bo kto je dokładnie zmierzy, a do tego szybko się wycierają.
— Czekej, no czekej — ożywił się Biniu — Z tymi bimbami to nie jest takie głupie. Teraz jest taka moda, że maluje się wagony na rosmaite brudzące kolory z napisami. A jak by my tak wzięli bimbę wew ajencję i dali by my na nim napis: „Tramwaj zwany pożądaniem", a wozili by my pasażerów na żądanie, tam gdzie chcą, tyle że po szynach?
— I ty myślisz, że na tym zrobimy kapuchę? — ja się onego spytałem — a dość wiary będzie chciało jechać w te samą stronę?
— To jak nie — odezwała się Frącka — mogliby my robić przeprowadzki?
- A kto się teraz przeprowadza tam, gdzie jeszczek szyny dochodzą? — ja mówię — To już lepiej by zrobić wew wagonie skład zez jakimś towarem. Byś widział, jak wiara by do nas szła. Zawdy to lepiej stojeć wew kolejce i jechać, bo mniej się nudzi.
Tak my raili i raili, i do niczego my nie doszli. Po prawdzie na koniec Biniu zgłosił wniosek, że skorno i tak idzie ino o bejmy, to może by zacząć je drukować i sprzedawać za pół ceny. Ale t o chebać, żeli się nie mylę, na dużą skalę już ktoś robi.