z moich obserwacji wynika, że kobiety często mają to- na co pozwalają. Niby oczywiste, ale jednak dla niektórych, nie do końca.
Ja np. mam niedzielne śniadanka do łóżka
ale nadmienię, że mój mąż wychował się w domu, gdzie kobieta usługiwała mężczyźnie... cóż, w moim domu nie ma takiej opcji
Jest partnerstwo- przez parę lat ustanawiane. W końcu udało nam się podzielić obowiązkami. Ale kilka razy usłyszałam, że jestem kobietą i sprzątanie to mój obowiązek (żałosne
) Za każdym razem mój mąż żałował, że wypowiedział te słowa ![]()
Siostra mojego męża powieliła błędy swojej matki i jej mąż zaczął to wykorzystywać. Po paru latach wspólnego życia otwierają jej się oczy... mam nadzieję, że nie za późno
przechodzimy na zielonym swietle, a on co przeciaga dziecko na czerwonym bo jak dziecko z nim jest to ma robic jak on. chore to dla mnie jest, nie zwroci uwagi gdy chalasuja tylko jego ciagly tekst jak ja wstane bedzie z nimi zle, dostana po dupie, sory za wyraz, on nie patrzy na to co mowi i jak, przeklina a jak starsza corka po nim powtarza to krzyczy albo i da klapsa bo ona ma wiedziec ze tak nie ma mowic, ze nie ma powtarzac, jaki on daje przyklad im, ty nie powiesz ona sie nie nauczy.
twój mąż to burak... przepraszam, ale nic nie tłumaczy jego bezmyślności
Country.Girl a co masz konkretnie na mysli ze mam sie usamodzielnic?
chodze sama bez niego na zakupy, na spacery z dziecmi, on nigdzie nie jest z nami. nawet do kosciola nie pojdzie bo dzieci grzecznie nie siedza, mam czasami wrazenie ze on sie nas wstydzi. ja czuje jakbysmy zyli w oddzielnych swiatach on. ja i dzieci. nie rodzina.
ktoregos razu bylismy na imprezie i mielismy dzieci ze soba. one chcialy byc na dworzu i bawic sie z innymi a on chcial imprezowac na sali. po pewnym czasie zadzwonil po siostre zeby przyjechala i zajela sie dziecmi. przeszkadzalo mu to ze sie bawia a sa male i trzeba je pilnowac. on sie czuje jak kawaler, wszedzie sam.
niedlugo jest wesele siostry i on nie chce wziac dzieci ze soba nawet do tej 20 bo nie bedzie za nimi latal. on ich wogole nie bierze pod uwage. i jak mam z tym postapic na tym weselu bedzie jakies 15 dzieci i co ja mam ich nie brac, siosrta chce zeby starsza niosla obraczki bo jest chrzesnica a on ze nie
dla mnie to duzo. nie siedze sama cale dnie, moge do kogos sie odezwac. a co mam jej powiedzie, sluchaj siosrta posiedz z dziecmi bo chce odpoczac. co ona by pomyslala
Coś mi tu nie gra. Autorka twierdzi, że nie ma czasu, a w najlepsze od wczoraj od godziny 16 przez kute, bite 8 godzin się udziela. Dobranoc Ślicznotki:*
dla mnie to duzo. nie siedze sama cale dnie, moge do kogos sie odezwac. a co mam jej powiedzie, sluchaj siosrta posiedz z dziecmi bo chce odpoczac. co ona by pomyslala
Myslę, że by pomyslała, że chcesz odpocząć.
Co do usamodzielnienia się - powodzenie swojego życia (czy też małżeństwa) uniezależniasz od zachowania swojego męża - zmieni się czy się nie zmieni - oto jest pytanie (i jak by go tu zmienić). Moim zdaniem to nie jest własciwa droga. Powinnas skupić się na zmianie SWOJEGO życia, a nie próbach zmieniania swojego męża, bo Ci się raczej to nie uda.
nie siedze caly czas. ze pisze to znaczy ze szukam pompcy. w tym czasie robilam wszsko bawilam sie z dziecmi. przyszla 4 innych takich malych i musialam za nimi latac. bawie sie z moimi, daje im jesc, puszczam piosenki, tancze, ze starsza przylkejalam naklejki w ksiazce, robilam to w tym czasie, sprzetalam zabawki. jak maz wrocil nie bylo mnie, dalam kolacacje i mezowi tez wykompalam je i polozylam spac. i od 22 jestem tu
wiem ze ciezko w to uwierzyc ze tak sie da. jestem matka dwojki dzieci i za wszystkim sama latam. nie ma kto posadzic na nocnik pdac butelki czy po prostu zerknac jak cos robie, musze dac rade. od poczatku tak bylo, malutka przy piersi trzymalam a druga sadzalam na nocnik bo nie mial kto pomoc az sie polozna dziwla jak przychodzila.
Witaj ponownie! Dobre rady dostałaś od moich poprzedniczek, ale jesteś w punkcie wyjścia z tego błędnego koła.. Pisałam ci wcześniej co robić. Powinnaś wierzyć starej mężatce, która ponad 30 lat jest z chłopem i zajmowanie się dzieckiem też nie jest jej obce! Oprócz tego dobrze by było opuścić pana przynajmniej na jakiś czas. A u rodziców miałabyś możliwość trochę pomieszkać? Porozmawiaj z nimi. Nie zgadzam się z wypowiedzią "country girl". Jak będzie może mieć własne dzieci, to nawet nie pracując zawodowo, zobaczy co to jest i ile to wysiłku wymaga! A pan pracujący na 2 etaty, to tak jak pisałaś, nie wymaga się od niego wiele, tylko chociaż niewielką pomoc. A jak czytam o tym traktowaniu starszej córki, to aż mnie szlag trafia! On się nadaje na ojca? Śmiechu warte! Żebym nawet miała korzystać z opieki społecznej, to bym z nim minuty nie była. Ale widać że go niestety kochasz. Więc od ciebie TYLKO zależy co zrobisz! A psycholog? Takie typy mają gdzieś psychologa. A ciebie, to on też ma gdzieś /wybacz że tak dosadnie określam sytuację/. Jak koniecznie już chcesz, to sama z nim POWAŻNIE porozmawiaj. Dzieci połóż spać i pogadajcie. Choć wątpię czy on będzie chciał.. I zdejmij te "różowe okulary" jak na niego patrzysz!
Może pochopnie cię oceniłam "country girl". Przepraszam. A "radka" to super babka! Pozdrawiam cię ciepło! Żeby więcej było tak myślących kobiet.. A niunika dostała tyle mądrych, dobrych rad, że teraz jak nie podejmie twardej decyzji, to leży na obie łopatki! Miłego dnia dziewczyny!
mowie do niego idz do piekarnii i po mleko potem do biedronki, starsza chciala z nim isc, ubralam ja poszla. myslalam ze sa w piekarni. on ja wzial bez fotelika na miasto. jak zareagowac
Dziewczyno. Czytałaś te wszystkie rady? Moje i moich poprzedniczek? Nie obraź się, ale niedługo to zapytasz, czy możesz iść do toalety! Chyba na darmo to wszystko pisałyśmy.. Ale pomimo to, to życzę ci mądrych decyzji i tego byś nie poświęciła na darmo twych młodych lat! Bo ich szkoda. Naprawdę! Jak byś znała moją długą historię, to byś zrozumiała. Trzymaj się!
Może pochopnie cię oceniłam "country girl".!
Tylko, że ja myslę że jak Ona od niego odejdzie to on wcale nie przejrzy na oczy, tylko spodoba mu się taka sytuacja - pusta chata, bez dzieciaków które plączą się pod nogami. Wydaje mi się że on jest tam z poczucia obowiązku. Zmajstrował dziecko więc MUSIAŁ założyć rodzinę.
czytam i rozumiem wasza pomc, chce z nim rozmawiac ale on tego nie chce. zaczynalam juz nie raz i probowalam ale do niego nic nie dociera. jak do sciany. zaraz sie denerwuje i podnosi glos. na spokojnie nie da sie z nim rozmawiac bo byle co wyprowadza go z rownowagi. tak naprawde to wszystko podsomowujac macie racje, nie potrafie od niego odejsc bo on nas utrzymuje. i mam gdzie mieszkac. nie mam na kogo liczyc, nie mam komu podeslac dzieci zeby choociaz isc na te pol etatu do pracy, zeby pokazac mu ze jestem niezalezna od niego. nie mam jak sie od niego odseparowac bo on ma pieniadze. nie raz slyszalam ty bezemnie zginiesz, albo idz do mamusi ona da ci kase na wszystko i tam mieszkaj. wie o tym bardzo dobrze ze nie odejde i dlatego tak krotko mnie trzema i koketuje jak chce. musze sie wziac w garsc bo on mnie psychicznie zniszczy i obym dala rade
Racja. Ożenił się bo musiał, z łaski... Bo miłości to tu z jego strony zero. A chatę to może miałby i wolną, tylko od alimentów to by nie uciekł! A uważam też, że ten typ, to raz dwa przygruchał by sobie następną naiwną młodą gąskę. Bo kto by mu usługiwał?
podoba mu sie jak wyjezdzam do rodzicow, jest sam w domu czasami i ja mysle ze on spi po nocce, ze jak wroce wieczorem to sie zajmie dziecmi a on wyskakuje ze nie spal bo tam cos musial zrobic. naprawic ciotce stol czy polozyc komos tapete. a pzniej ba wieczorem bardzo zmeczony i kladzie sie spac szybciej niz dzieci. dla mnie to jest nie normalnie innym nadskakuje tylko zeby byl lubiany a w domu nie wyniesie smieci.
pomogliscie mi duzo, teraz wiem jak to widac z boku osoby obcej
guzik wiesz. naczytalas sie tu jakichs bzdetow, zebys sie przed nim pindrzyla i erotycznie wyginala a to nie o to w tym calym waszym zakichanym malzenstwie chodzi. Chodzi o TOTALNY BRAK SZACUNKU. Twoj, pozal sie Boze maz, ma Cie jedynie za kuchte i opiekunke do dzieci, od czasu do czasu za dziwke w lozku (pisze dziwke, bo jego slowa o Twojej ew. zdradzie wlasnie dowodza, ze tak o Tobie mysli). I tyle, na tym konczy sie jego zainteresowanie Toba, dziecmi, malzenstwem i rodzina. Ozenil sie z Toba, bo musial (zgaduje, ze mieszkacie w malej miejscowosci, gdzie takie rzeczy zalatwia sie slubem). Milosci ani krzty w nim nie wyczuwam.
Koniec podsumowania.
Teraz Ty sie dobrze zastanow, czy chcesz w takim zwiazku (ktory bedzie coraz gorszy z roku na rok) spedzic kolejnych 10, 20 albo i 50 lat. Masz dopiero 23 lata, wyksztalcenia raczej malo, za to dwojka dzieci i gowniany partner w domu.
Co ja bym zrobila na Twoim miejscu? Natychmiast znalazla opieke dla corek (przedszkole dla starszej, opiekunka dla mlodszej) i poszla do szkoly albo na jakis dobry (czytaj oplacalny zawodowo) kurs. Zdobylabym wyksztalcenie, potem prace, usamodzielnila sie finansowo, poznala przy tym ludzi i wyszla nieco poza krag tego ogniska domowego a jesli po paru latach sytuacja z mezem bylaby identyczna to wnioslabym o rozwod i zylabym po swojemu.
Ale Ty to nie ja i niestety obawiam sie, ze dolaczysz do licznego grona mlodych-starych kobiet marnujacych swe zycie u boku malzonka-oprawcy.
nie zdradzilam go nigdy. a wyginac sie przed nim nie chce bo i tak nie pomoze mi przy dzieciach
Zgadzam się z tobą Mussuka, ale nie do końca.. Ja JUŻ bym kopnęła pana w d... Złożyła pozew w sądzie, bo alimenty musiałby płacić! I w przypadku gdy sąd uzna jego winę /a powinien/, to jeszcze by płacił na żonę! Poczytaj jeszcze dokładnie moje wcześniejsze posty. Nie każdy tu doradza seksoterapię! Niunika na przedszkole ma małe szanse. Ale za jakiś czas, kto wie. Osoba sama wychowująca dzieci ma pierwszeństwo. Tylko trzeba chcieć, zacząć coś robić! A Niunika czy chce?
Nie nadajcie się do małżeństwa, no a dzieci są bo tego chcieliście więc teraz ktoś musi się nimi zajmować, dobrze, że chociaż Ty to robisz. Twój facet to burak, wieśniak i generalnie czlowiek na którym nie warto polegać. Owszem, pracuje i dobrze, przecież ma 2 dzieci więc nie widze w tym jakiegoś wielkiego wyczynu z jego strony... A to że pracuje nie oznacza, że może Ciebie i dzieci nie szanować. Nie kocha Was i to się nie zmieni. A Ty z kolei zajmij się sobą i dzieciakami, przestan polegać na nim i oczekiwać że wyciągnie do Was rękę. I wiesz, trzeba było nie wychodzić za mąż za takiego buraka i dzieci z nim nie mieć, także też jest w tym Twoja wina. Rozwód i tyle, opiekunka do dziecka, poszukaj pracy. Inaczej tego nie widze.
Zgadzam się z tobą Mussuka, ale nie do końca.. Ja JUŻ bym kopnęła pana w d... Złożyła pozew w sądzie, bo alimenty musiałby płacić! I w przypadku gdy sąd uzna jego winę /a powinien/, to jeszcze by płacił na żonę! Poczytaj jeszcze dokładnie moje wcześniejsze posty. Nie każdy tu doradza seksoterapię! Niunika na przedszkole ma małe szanse. Ale za jakiś czas, kto wie. Osoba sama wychowująca dzieci ma pierwszeństwo. Tylko trzeba chcieć, zacząć coś robić! A Niunika czy chce?
Moze go kopnac albo juz (tylko gdzie i z czego bedzie zyla?) albo olac pretensje dotyczace brudu, balaganu i innych niedoskonalosci zony idealnej i zabrac sie za siebie tak, aby za pare lat pokazac mu, ze jest zbednym kolem u wozu. Ja niestety wyczuwam u autorki ogromne braki w edukacji (jezyk polski tragedia!) a bez wyksztalcenia to moze jedynie jako sprzataczka zarabiac. Co jej nie usamodzielni.
O seksoterapii pisalam bo pare osob takie hocki klocki tu doradzalo: masaze, ciuszki, winko, kolacyjka..trele morele. Gosciu zezarlby te frykasy, piardnal zdrowo i zlegl na sofie a za swiece opieprzyl, ze pozar wzniaca. I kazalby sie jej ubrac a nie gola d..po domu swiecic. I tyle byloby z romantyzmu. Przepraszam ale to sa rady na poziomie jak nauczyc szympansa haftowac i tanczyc kadryla.
Odpowiedz na Twoje pytanie: czy autorka chce cos zaczac robic? Nie. Przyszla tu ponarzekac. I wymodlic cud (z zaby ksiecia zrob mi Panie).
przepraszam za język. siedzenie przez 4 lata w domu może człowieka ogłupić. zero kontaktu z obcymi ludźmi. rozmowy z dwójką małych dzieci mało pomagają.
W technikum byłam dobrą uczennicą, średnia zawsze powyżej 4, wzorowe zachowanie, dyplomy za konkursy, zawsze w gronie kujonów. dobre perspektywy na to żeby iść na studia i znaleźć pracę. Kiedy zaszłam w ciąże przeżyłam szok. najlepiej bym zapomniała o tamtym momencie.
chcę się znowu śmiać, wychodzić z domu bez poczucia winy, że znowu jest źle.
dam radę, postawię mu się. mam dzieci, one dają mi siłę
Niunika, po prostu stworzyłaś związek z nieodpowiednim facetem i niestety tak to wygląda, są dzieci więc wszystko się skomplikowało.
Najważniejsze, żebys znała swoją wartość i nie bała się iść do przodu. Jesteś w stanie poradzic sobie bez faceta. Wiem, że to nie jest proste, masz dwójkę dzieci na głowie... Ale myśl przede wszystkim o sobie i dzieciach, a nie o swoim mężu. Nie ma sensu na niego liczyć i próbowac zmienić na silę. Facet powinien sam dbać o rodzinę, jeżeli tego nie robi to najwyższy czas szukać drogi do usamodzielnienia się. Tak jak radzą koleżanki wyżej - spróbuj powierzyć komuś opiekę nad dziećmi, przedszkole czy coś i spróbuj zdobyć kwalifikacje zawodowe. Napisałaś powyżej że glupio poprosić np siostrę o pomoc nad dzieckiem. Glupio? Nie widze w tym nic głupiego. Mąz nie pomaga? Szukaj pomocy gdzieś indziej. Nie musisz wcale siedzieć z dziećmi non stop, należy Ci się chwila odpoczynku. Mozesz poprosić o pomoc mamę, koleżankę, teściową... Chyba, że żadna z nich nie zechce Ci pomóc. Ale jeżeli masz możliwość to próbuj i nie wstydź się tego. Kobiety myślą, że muszą sobie radzić ze wszystkim same, ale niby czemu? Czlowiek nie jest robotem, czasem musi odetchnąć.
przepraszam za język. siedzenie przez 4 lata w domu może człowieka ogłupić. zero kontaktu z obcymi ludźmi. rozmowy z dwójką małych dzieci mało pomagają.
W technikum byłam dobrą uczennicą, średnia zawsze powyżej 4, wzorowe zachowanie, dyplomy za konkursy, zawsze w gronie kujonów. dobre perspektywy na to żeby iść na studia i znaleźć pracę. Kiedy zaszłam w ciąże przeżyłam szok. najlepiej bym zapomniała o tamtym momencie.
chcę się znowu śmiać, wychodzić z domu bez poczucia winy, że znowu jest źle.
dam radę, postawię mu się. mam dzieci, one dają mi siłę
masz skonczone technikum? To masz zyle zlota na ktorej siedzisz i nie wykorzystujesz jej. Bo technikum to juz zawod albo jak piszesz szansa na dalsze wyksztalcenie. Albo i jedno i drugie (praca i studia zaoczne). Lepsze niz skonczone liceum bo to Ci guzik daje. Co Ty dziewczyno robisz marnujac taka szanse i wlasne zycie i to dla kogo? Palcem w bucie nie kiwnelabym w kierunku tego Twojego mezusia i jego roszczen, tylko szybko zaczela organizowac cos dla dzieci (opieke) i dla siebie, jw.
Jak sie dobrze uwiniesz to za pare lat bedziesz na swoim z dwojka fajnych dziewuszek i szansa na normalny zdrowy i szczesliwy zwiazek. Teraz wszystko zalezy od Ciebie.
strasznie mnie wkurza fakt ze nie bedziemy juz normalna rodzina jak inne i boje sie ze nasz zwiazek sie rozpodnie i ucierpia na nim dzieci.
przechodzimy na zielonym swietle, a on co przeciaga dziecko na czerwonym bo jak dziecko z nim jest to ma robic jak on. chore to dla mnie jest, nie zwroci uwagi gdy chalasuja tylko jego ciagly tekst jak ja wstane bedzie z nimi zle, dostana po dupie, sory za wyraz, on nie patrzy na to co mowi i jak, przeklina a jak starsza corka po nim powtarza to krzyczy albo i da klapsa bo ona ma wiedziec ze tak nie ma mowic, ze nie ma powtarzac, jaki on daje przyklad im, ty nie powiesz ona sie nie nauczy.
Sorry ale tego nie ogarniam, chyba szukasz wymówek dla siebie i usprawiedliwień dla niego, dla siebie ze tkwisz w martwym małżeństwie, godzisz sie na poniżanie, wyzwiska, dla niego ze jest zwykłym chamem, wiesz, ze ma ciebie i dzieci głeboko w doopie ale godzisz sie na to,mało tego on ich nie kocha ani ciebie - wiec to nie jest normalna rodzina (chyba, ze pod wzgledem formalnym, na papierku).
Siedzisz sobie tak płacząc i narzekając ze "złamałam sobie życie" trudno stało sie a zastanowiłas sie jak taki ojciec wpłynie na przyszłosć córek, szczególnie strszej , która jest odrzucona i ignorowana i wie o tym doskonale.
One też mogą miec dzieki tobie zmarnowane życie, chyba ze zbierzesz sie do kupy, wyprowadzisz od niego nawet do rodziców i zaczniesz robić coś ze swoim zyciem- spipszonego małżenstwa w to nie wliczam i przestaniesz recytowac banały, ze taka rodzina jest lepsza niz rozwód.
chciałabym przeprowadzić się do mojej mamy, żeby mi pomogła, ale ona oczekuje ode mnie pomocy. mieszka na wsi, daleko od miasta. jak pojadę tam z dziećmi nawet nie wypije razem herbaty, bo musi iść wypielić warzywko. zawsze znajdzie wymówkę żeby nie zajmować się dziećmi. dobrze, że jest tam babcia, to przypilnuje mi jedną w piaskownicy czy weźmie małą na ręce. to jest dla mnie chwila wytchnienia.
siostra niby kawusia i szmery bajery, ale nie garnie się zbytnio do zostania z dziećmi. pilnowała je raz jak poszłam na weselę i siedziała jak były poprawiny. ale i tak marudziła, że nie miała czasu dla siebie przez te dwa dni.
a teściowa rybki grzybki a do mnie nie zajedzie, tylko czasami zadzwoni, że jestem głupia, że tak mu się daję. ma rację
mówię mężowi, może prywatne przedszkole weźmiemy, ja pójdę do pracy. on nie chce słyszeć o takim czymś, bo nas nie stać, jednego miesiąca byłoby gorzej, ale następne byłyby lepsze.
a czy utrata ojca w bardzo młodym wieku (9 lat) może powodować to, że mąż nie potrafi być ojcem i mężem?
92 2012-07-26 17:22:54 Ostatnio edytowany przez beata19959 (2012-07-26 17:30:08)
Mussuka, przyznaję ci Oskara! Trochę mnie też rozbawiłaś o tym szympansie! A wogóle to całkiem się z tobą zgadzam! I z nowym kolegą na tym forum również, / o ile NiobeXXX to facet! Ale mogę się mylić, sorry!/. A tobie Niunika odpowiem : może to i miało wpływ, brak męskiego wzorca. Ale nie całkowicie. Nie broń tak tego swego "mężusia"! Nie warto. Ty faktycznie nic nie chcesz robić. Tylko się tu wypłakujesz!
chciałabym przeprowadzić się do mojej mamy, żeby mi pomogła, ale ona oczekuje ode mnie pomocy. mieszka na wsi, daleko od miasta. jak pojadę tam z dziećmi nawet nie wypije razem herbaty, bo musi iść wypielić warzywko. zawsze znajdzie wymówkę żeby nie zajmować się dziećmi. dobrze, że jest tam babcia, to przypilnuje mi jedną w piaskownicy czy weźmie małą na ręce. to jest dla mnie chwila wytchnienia.
siostra niby kawusia i szmery bajery, ale nie garnie się zbytnio do zostania z dziećmi. pilnowała je raz jak poszłam na weselę i siedziała jak były poprawiny. ale i tak marudziła, że nie miała czasu dla siebie przez te dwa dni.
a teściowa rybki grzybki a do mnie nie zajedzie, tylko czasami zadzwoni, że jestem głupia, że tak mu się daję. ma rację
mówię mężowi, może prywatne przedszkole weźmiemy, ja pójdę do pracy. on nie chce słyszeć o takim czymś, bo nas nie stać, jednego miesiąca byłoby gorzej, ale następne byłyby lepsze.
A spróbowałaś takiej prostego sposobu jak poproszenie o pomoc?
Powiedziałaś jej ; mamo , jest źle boje sie , ze moze byc jeszcze gorzej, naprawde potrzebuje twojej pomocy, chce zebys mmi pomogła- powiedziałaś jej to kiedyś, wytłumaczyłaś tak jak nam, jak ci w tym małżeństwie źle, jak on traktuje dzieci- matka to usłyszała????
Sądze, ze gdybyś miała konkertny plan co z sobą zrobić to pomoc mogłaby sie znaleźć, bym bardziej ze nie do konca życia tylko na poczatku- bo wtedy jest najtrudniej.
wie o wszystkim, mówię jej co i jak jest u nas. nie prosiłam jej nigdy o pomoc. nie powiedziałam mamo chcę się wprowadzić. ona ma trudny charakter, odpycha od siebie ludzi. mówi do męża dzieci są tu zameldowane u mnie i są moje, wtedy mi ręce opadają, bo on jeszcze gorzej się wyżywa za to na mnie.
O seksoterapii pisalam bo pare osob takie hocki klocki tu doradzalo: masaze, ciuszki, winko, kolacyjka..trele morele. Gosciu zezarlby te frykasy, piardnal zdrowo i zlegl na sofie a za swiece opieprzyl, ze pozar wzniaca. I kazalby sie jej ubrac a nie gola d..po domu swiecic. I tyle byloby z romantyzmu. Przepraszam ale to sa rady na poziomie jak nauczyc szympansa haftowac i tanczyc kadryla. .
Dobra ja tak pisałam, ale tylko dlatego, że myslałam, że o cos innego w tym małżeństwie chodzi. Myslałam, że narasta frustracja ze strony obydwojga i da się to uratować. Już tak nie myslę. Obecnie zgadzam się z Wami.
nie da sie uratować, macie rację.
nie zrobiłam mu obiadu, wkurzył się. było pół bochenka chleba też źle, bo za mało choć i tak wszystkiego nie zjadł.
malowałam paznokcie i przy okazji starszej córce też, wielki krzyk, bo robie z niej k..
wiecie co tak dziecku powiedziec
dzis spie w osobnym pokoju, bo nie mam do kogo iść mieszkać
wie o wszystkim, mówię jej co i jak jest u nas. nie prosiłam jej nigdy o pomoc. nie powiedziałam mamo chcę się wprowadzić. ona ma trudny charakter, odpycha od siebie ludzi. mówi do męża dzieci są tu zameldowane u mnie i są moje, wtedy mi ręce opadają, bo on jeszcze gorzej się wyżywa za to na mnie.
to nie rozumiem - skoro Twoja mama tak mówi tzn. że mogłabys tam zamieszkać. I nie rozumiem dlaczego nie chciałabys jej pomóc przy, nie wiem, gospodarstwie? Babcia na te chwile miałaby oko na dzieci. A i mogłabys gdzies wieczorem wyjsc (np. na jakies kursy wieczorowe) z alimentami od męża. Chociaż mam wrażenie, że co by Ci się nie zaproponowało to i tak za trudne do wykonania dla Ciebie. Jedynym wyjsciem dla Ciebie byłoby zmuszenie męża do pomagania Ci w domu i przy dzieciach, nie widzisz innego rozwiązania.
nie da sie uratować, macie rację.
nie zrobiłam mu obiadu, wkurzył się. było pół bochenka chleba też źle, bo za mało choć i tak wszystkiego nie zjadł.
malowałam paznokcie i przy okazji starszej córce też, wielki krzyk, bo robie z niej k..
wiecie co tak dziecku powiedziec
dzis spie w osobnym pokoju, bo nie mam do kogo iść mieszkać
niunika: mam dwa pytania:
1. kto mieszka u kogo? znaczy, kto sie wprowadzil do czyjego domu?
2. czy on juz Cie kiedys uderzyl? Albo grozil, ze to zrobi?
1. po ślubie wprowadziłam się do niego, do jego rodzinnego domu a po roku czasu przeprowadziliśmy się na swoje, bo jako tako zaczął zarabiać żeby nas utrzymać. on miał swój pokój a ja u siebie dzieliłam go ze siostrą i bratem. nie dało się mieszkać tak a co powiedzieć jakby się dziecko urodziło. musiałam iść do teściów.
2. uderzyć jeszcze nie uderzył. ale groził. "weź, bo ci j.., bo ci p..." ja takich rzeczy mu nie mówię. nie potrafię go wyzwać.
pamiętam, kiedyś zabrałam i schowałam mu klucze, bo chciałam żeby został w domu a nie wychodził. nie pamiętam gdzie on chciał wtedy wyjść. szarpnął mnie i złapał za ręce tak, że miałam siniaki. jestem szczupłą i drobnej budowy osobą a on jest bardzo silnym facetem
to nie rozumiem - skoro Twoja mama tak mówi tzn. że mogłabys tam zamieszkać. I nie rozumiem dlaczego nie chciałabys jej pomóc przy, nie wiem, gospodarstwie? Babcia na te chwile miałaby oko na dzieci. A i mogłabys gdzies wieczorem wyjsc (np. na jakies kursy wieczorowe) z alimentami od męża. Chociaż mam wrażenie, że co by Ci się nie zaproponowało to i tak za trudne do wykonania dla Ciebie. Jedynym wyjsciem dla Ciebie byłoby zmuszenie męża do pomagania Ci w domu i przy dzieciach, nie widzisz innego rozwiązania.
nie pójdę do rodziców na dłuższy czas mieszkać, bo bym musiała dzielić pokój z 20 letnim bratem.
pomagam jej, idę zrywać truskawki, dzieci biorę ze sobą, starsza jako tako pomaga a mała wpycha mi się na plecy, bo boi sie kujących krzaczków. mogłaby je wziąć na podwórko a nie potem narzekać, że ledwo co chodzi.
przy zbiorze ziemniaków, tak samo było. mówi mama do mnie: idź posiedź i zajmij sie dziecmi a ja idę na pole. dla mnie zagrabienie podwórka to przyjemność. samo to, że mogę zrobić coś innego. teraz będą żniwa, chciałabym się napracować i poczuć się potrzebna, ale nie mogę tego zrobić, bo są dzieci. nas zawsze babcia pilnowała, gotowała obiady, chodziła na spacery. a nie mama. ona zajmowała sie gospodarką i nie chce moich przypilnować, bo tak jest nauczona, że sama bez dzieci była
1. po ślubie wprowadziłam się do niego, do jego rodzinnego domu a po roku czasu przeprowadziliśmy się na swoje, bo jako tako zaczął zarabiać żeby nas utrzymać. on miał swój pokój a ja u siebie dzieliłam go ze siostrą i bratem. nie dało się mieszkać tak a co powiedzieć jakby się dziecko urodziło. musiałam iść do teściów.
czyli jestes u niego i na jego utrzymaniu. Wspolczuje ale w takiej sytuacji albo stan na glowie i wyprowadz sie jak najszybciej od niego albo musisz zeby zacisnac i zrealizowac plan usamodzielnienia sie.
2. uderzyć jeszcze nie uderzył. ale groził. "weź, bo ci j.., bo ci p..." ja takich rzeczy mu nie mówię. nie potrafię go wyzwać.
pamiętam, kiedyś zabrałam i schowałam mu klucze, bo chciałam żeby został w domu a nie wychodził. nie pamiętam gdzie on chciał wtedy wyjść. szarpnął mnie i złapał za ręce tak, że miałam siniaki. jestem szczupłą i drobnej budowy osobą a on jest bardzo silnym facetem
wiec to tylko kwestia czasu, niestety juz niedlugiego jak Cie uderzy. Masz to zagwarantowane jak w najlepszym banku. I co gorsza, Twoje corki tez nie zostana pominiete.
Teraz przestan skarzyc sie, narzekac na meza jaki jest i czego nie robi albo robi i zastanow sie jak najszybciej wydostac sie z tego piekla, bo bedzie coraz gorzej, dla Ciebie i dzieci.
Country.Girl napisał/a:to nie rozumiem - skoro Twoja mama tak mówi tzn. że mogłabys tam zamieszkać. I nie rozumiem dlaczego nie chciałabys jej pomóc przy, nie wiem, gospodarstwie? Babcia na te chwile miałaby oko na dzieci. A i mogłabys gdzies wieczorem wyjsc (np. na jakies kursy wieczorowe) z alimentami od męża. Chociaż mam wrażenie, że co by Ci się nie zaproponowało to i tak za trudne do wykonania dla Ciebie. Jedynym wyjsciem dla Ciebie byłoby zmuszenie męża do pomagania Ci w domu i przy dzieciach, nie widzisz innego rozwiązania.
nie pójdę do rodziców na dłuższy czas mieszkać, bo bym musiała dzielić pokój z 20 letnim bratem.
pomagam jej, idę zrywać truskawki, dzieci biorę ze sobą, starsza jako tako pomaga a mała wpycha mi się na plecy, bo boi sie kujących krzaczków. mogłaby je wziąć na podwórko a nie potem narzekać, że ledwo co chodzi.
przy zbiorze ziemniaków, tak samo było. mówi mama do mnie: idź posiedź i zajmij sie dziecmi a ja idę na pole. dla mnie zagrabienie podwórka to przyjemność. samo to, że mogę zrobić coś innego. teraz będą żniwa, chciałabym się napracować i poczuć się potrzebna, ale nie mogę tego zrobić, bo są dzieci. nas zawsze babcia pilnowała, gotowała obiady, chodziła na spacery. a nie mama. ona zajmowała sie gospodarką i nie chce moich przypilnować, bo tak jest nauczona, że sama bez dzieci była
kochana, Twoje dzieci to Twoj obowiazek i zadna babcia nie musi zajmowac sie wnukami jak tego nie chce. Mozesz jej grzecznie zaproponowac, ze ona sobie z maluchami niech odpocznie a Ty za nia zrobisz cos tam w polu ale ona ma prawo odmowic.
Ile ta mala ma lat? Skoro juz chodza to przeciez moga Ci towarzyszyc nawet w polu. Bierzesz kocyk, zabawki, picie, jedzenie, sadzasz je w cieniu, kazesz nie odchodzic daleko i tylko co chwila sprawdzasz czy tam sa. Poganiaja z godzinke a potem mozesz je uspic i masz spokoj na pare godzin.
Witaj powiem ci tak doskonale cie rozumiem mam dwojke dzieci w tym samym wieku 4 wiem jaka to ciezka praca ciezsza niz inne wszystkie ale niezrozumie tego zadna dziewczyna ktora niema dzieci a pozatym skoro potrafil ci zrobic dzieci to jego zasranym obowiazkiem jest tobie pomagac w domu i przy dzieciach a to ze pracuje to niejest zadna wymowka tak samo do jdgo obowiazkow nalezy wychowanie dzieci ty niejestes jego sluzaca a jak mu sie nie podoba to odęjdz od niego bo ja nie dalam sie traktowac tak swojemu mezowi zadna kobieta niejest nikogo kucharka sprzataczka niech facet tez ruszy swoje cztery litery mialam takiego samego meza i tak samo robil odeszlam od takiego faceta bo to nic niewart taki mezczyzna pńprostu totalny dzieciak ktory niewie co tzn rodzina dzieci pomoc katastrofa dlatego gleboko sie zastanow i nie daj soba pomiatac
Ile ta mala ma lat? Skoro juz chodza to przeciez moga Ci towarzyszyc nawet w polu. Bierzesz kocyk, zabawki, picie, jedzenie, sadzasz je w cieniu, kazesz nie odchodzic daleko i tylko co chwila sprawdzasz czy tam sa. Poganiaja z godzinke a potem mozesz je uspic i masz spokoj na pare godzin.
Na żniwa? Dajecie takie rady, a potem dziwicie się, że dzieci wpadły pod kombajn.
Mussuka napisał/a:Ile ta mala ma lat? Skoro juz chodza to przeciez moga Ci towarzyszyc nawet w polu. Bierzesz kocyk, zabawki, picie, jedzenie, sadzasz je w cieniu, kazesz nie odchodzic daleko i tylko co chwila sprawdzasz czy tam sa. Poganiaja z godzinke a potem mozesz je uspic i masz spokoj na pare godzin.
Na żniwa? Dajecie takie rady, a potem dziwicie się, że dzieci wpadły pod kombajn.
Kochana, nie jedna kobieta dzieci i to gromade na wsi wychowala i jakos malo ich pod kombajn powpadalo. Przeciez nie pisalam - usadz po srodku pola tylko gdzies z boku i caly czas obserwuj. Mozna tez wtedy zamieniac sie co jakis czas, raz babcia siada i bawi sie z malymi, raz mama.
Poza tym Coutry Girl ja miastowa jestem a od malego szkraba na wies na cale lato do dziadkow jezdzilam, samopas sie po calej zagrodzie wloczylam, w polu dziadkom pomagalam i zyje, nawet jakimis maszynami rolniczymi za konikiem jezdzilam i mam obie rece i nogi.
Wiesz niunika, zagmatwana ta twoja historia. A ty widać nie bardzo chcesz wziąć się w garść. Życzę ci zdrowia!
Wiesz niunika, zagmatwana ta twoja historia. A ty widać nie bardzo chcesz wziąć się w garść. Życzę ci zdrowia!
Beato, my jestesmy troszke starsze i inaczej na to zapatrujemy sie, dlatego prponuje Ci Niuniko być poczytała sobie wątek Kobiet Kochajacych Za Bardzo- bardzo pouczajaca lektura, gdzie kobiety opisują jak przez długie lata tkwiły w złych małżeństwa wierząc, ze On sie zmieni, marnowały lata i swój potencjał a potem wiele dochodziło do wniosku , ze decyzje o odejsciu mogły podjać dużo wcześniej, co zaoszczedziłoby wielu cierpień im i ich bliskim.
Niunika, kochasz tego swojego meża i masz upartą wiare, ze on wreszcie zmieni sie w tego meżczyzne z Twojej wyobraźni- nie wiem , może tak bedzie- żana z nas nie ma szklanej kuli ale na wszelki wypadek, gdyby zawiodło Ci to myślenie życzeniowe zainwestuj w siebie.
Napisałaś, ze skończyłas technikum- dobrze bo masz konkretny zawód, wiec lub zrób dodatkowe kursy pogłebiające Twoje kwalifikacje, skorzystaj z kursów bezpłatnych organizowanych przez UP lub gdy Up w twoim miescie zorganizuje nabór skorzystaj ze stażu- bedziesz miała dosw zawodowe, na Twój plus- musisz zainwestowac w swój rozwój, nie szukaj wymówek bo gdy naprawde sie chce to sposób sie znajdzie (nie wierze by bliscy stawali Ci przeszkody na drodze do pracy).
Nie mozesz byc zdana na jego łaske i musisz mu pozakac, ze stać Cie na wiele.
Przestań oczekiwać.
Problem w tym, że on nie daje Tobie tego, czego potrzebujesz, Ty nie dajesz jemu tego, czego on potrzebuje, dajecie sobie dużo tego, czego nie potrzebujecie, a w ogóle nie rozmawiacie (wiem, on nie chce).
Twoja pozycja jest zbyt niska, co nie podoba się ani Tobie, ani jemu (jak widać z jego zachowania). On Cię jednak sam nie wywyższy. Ty musisz zadbać o swoje lepsze samopoczucie, świadomość własnej siły i możliwości - bo je masz, choć na razie o nich zapomniałaś.
Moja rada - zajmij się sobą, domem, dziećmi bez porównywania męża z innymi. Gdy Cię podczas seksu klepnie tak, jak nie lubisz, w tym momencie wyjdź z łóżka oświadczając ostro: dość tego, nie będziesz mnie bił. Nie rozumiał jak tłumaczyłaś - nie będzie seksu. Coś podskoczy, uderzy - dzwoń na policję (ale prawdopodobnie będzie tak zaskoczony, że nie podskoczy, może nawet zacznie myśleć).
Niczego mu nie tłumacz, skoro on nie słucha. Działaj.
Rób w domu to, na co masz siłę, dla siebie. Nie myj podłóg, nie szoruj wszystkiego codziennie. Baw się z dziećmi. To najlepsza terapia dla Ciebie. Oczywiście baw się z nimi tak, żeby jednak coś w domu zrobić. Najlepiej to wychodzi przy gotowaniu. Niech lepią z Tobą pierogi (mogą widelcem na początku), niech robią sałatki, niech mieszają kisiel. Wiem że mała jest jeszcze naprawdę malusia, ale znam dziecko, które w tym wieku rozkładało sztućce do szuflady a 3 miesiące później kroiło szczypiorek i zmywało z wielką radością (miednica na taboret i jazda). Dzieci zaraz wyrosną. Ciesz się że są jeszcze takie słodkie i tak bliskie.
Gdy ugotują coś z Tobą, powiedz mężowi - ten kisiel zrobiła dla ciebie córeczka. Tę sałatkę uszykowała dla ciebie córeczka.
Do stołu powinny nakrywać one, nie Ty. Wstawanie i odchodzenie od stołu, gdy Ty jeszcze nie zjadłaś jest chamstwem. Nie oczekuj jednak, że cokolwiek się zmieni. To jest jak taniec. Ty musisz zmienić krok, wtedy on się dostosuje.
Jeśli pierzesz, niech Ci córki pomagają wieszać. Jeśli chcą z Tobą myć podłogę, pozwól. Nie krytyku, nie wymagaj wytrwałości i doskonałości - jasne że Ty wszystko zrobisz lepiej - tylko baw się tym z nimi. Oderwiesz się w ten sposób od złych myśli. Wszystko będzie trwało dłużej, ale dzieciom to pomoże, włączy je do prac domowych teraz.
Malowałaś córeczce paznokcie - zauważyłaś już, że szkoda tych małych delikatnych pazurków pod lakier?
Komentarz męża był głupi i złośliwy. W ogóle jego niszczące komentarze robią na Tobie wrażenie; lepiej żebyś się nimi nie przejmowała, ale żebyś była do tego zdolna, potrzebujesz niekwestionowanych sukcesów. Dobrze, gdyby były udowodnione przez rynek i wypłatę. Zanim jednak pójdziesz do pracy, naucz dzieci samoobsługi i samodzielności.
Czy jedzą same? Czy się same ubierają? Sprzątają? Te czynności mogą być dla dzieci bardzo atrakcyjne, zwłaszcza dziewczynki uwielbiają bawić się w dom, naśladować mamę. Im więcej je nauczysz, tym będzie Ci łatwiej. Tym łatwiej znajdziesz opiekunkę albo miejsce w żłobku, przedszkolu.
Kim jesteś z zawodu? Może nie musisz szukać pracy? Może łatwiej będzie założyć firmę? A może praca na 1/2 etatu na początek?
Dasz radę. Bądź pewna. A on albo się naprostuje albo da Ci spokój.
Przestań oczekiwać.
Problem w tym, że on nie daje Tobie tego, czego potrzebujesz, Ty nie dajesz jemu tego, czego on potrzebuje, dajecie sobie dużo tego, czego nie potrzebujecie, a w ogóle nie rozmawiacie (wiem, on nie chce).
Twoja pozycja jest zbyt niska, co nie podoba się ani Tobie, ani jemu (jak widać z jego zachowania). On Cię jednak sam nie wywyższy. Ty musisz zadbać o swoje lepsze samopoczucie, świadomość własnej siły i możliwości - bo je masz, choć na razie o nich zapomniałaś.
dokładnie mówisz. maja samoocena jest poniżej zera. Ale jak jestem z siostrą gdzieś na mieście czy na imprezie wtedy czuję się naprawdę super. czuję się wtedy normalnie, na równym poziomie z nią i z innymi. Natomiast jak jestem z nim nawet przy ludziach, boję się, że na mnie wiedzie i znowu będzie mi wstyd.
Moja rada - zajmij się sobą, domem, dziećmi bez porównywania męża z innymi. Gdy Cię podczas seksu klepnie tak, jak nie lubisz, w tym momencie wyjdź z łóżka oświadczając ostro: dość tego, nie będziesz mnie bił. Nie rozumiał jak tłumaczyłaś - nie będzie seksu. Coś podskoczy, uderzy - dzwoń na policję (ale prawdopodobnie będzie tak zaskoczony, że nie podskoczy, może nawet zacznie myśleć).
Niczego mu nie tłumacz, skoro on nie słucha. Działaj.
Rób w domu to, na co masz siłę, dla siebie. Nie myj podłóg, nie szoruj wszystkiego codziennie. Baw się z dziećmi. To najlepsza terapia dla Ciebie. Oczywiście baw się z nimi tak, żeby jednak coś w domu zrobić. Najlepiej to wychodzi przy gotowaniu. Niech lepią z Tobą pierogi (mogą widelcem na początku), niech robią sałatki, niech mieszają kisiel. Wiem że mała jest jeszcze naprawdę malusia, ale znam dziecko, które w tym wieku rozkładało sztućce do szuflady a 3 miesiące później kroiło szczypiorek i zmywało z wielką radością (miednica na taboret i jazda). Dzieci zaraz wyrosną. Ciesz się że są jeszcze takie słodkie i tak bliskie.
dzieci o to chodzi, że właśnie wszystko chcą ze mną robić i pozwalam im na to a mnie to czasami męczy. bo bym chciała raz dwa coś zrobić a się tak nie da. starsza zawsze pomaga mi w kuchni jak coś robię. podaje produkty do ciasta albo miesza galaretkę. mała w tym czasie śpi.
Gdy ugotują coś z Tobą, powiedz mężowi - ten kisiel zrobiła dla ciebie córeczka. Tę sałatkę uszykowała dla ciebie córeczka.
nie raz tego próbowałam. na marne. rysowały mu obrazki - on nic, ale będę się starać dalej. może się w końcu uda
Do stołu powinny nakrywać one, nie Ty. Wstawanie i odchodzenie od stołu, gdy Ty jeszcze nie zjadłaś jest chamstwem. Nie oczekuj jednak, że cokolwiek się zmieni. To jest jak taniec. Ty musisz zmienić krok, wtedy on się dostosuje.
dzieci nakrywają do stoły, aż się rwą do pomocy.
nie rozumiem co masz na myśli pisząc "To jest jak taniec. Ty musisz zmienić krok, wtedy on się dostosuje."Jeśli pierzesz, niech Ci córki pomagają wieszać. Jeśli chcą z Tobą myć podłogę, pozwól. Nie krytyku, nie wymagaj wytrwałości i doskonałości - jasne że Ty wszystko zrobisz lepiej - tylko baw się tym z nimi. Oderwiesz się w ten sposób od złych myśli. Wszystko będzie trwało dłużej, ale dzieciom to pomoże, włączy je do prac domowych teraz.
wieszają razem, przynajmniej się starają. odkurzają dywany i chwalę je za to.
Malowałaś córeczce paznokcie - zauważyłaś już, że szkoda tych małych delikatnych pazurków pod lakier?
o tym nigdy nie pomyślałam
Komentarz męża był głupi i złośliwy. W ogóle jego niszczące komentarze robią na Tobie wrażenie; lepiej żebyś się nimi nie przejmowała, ale żebyś była do tego zdolna, potrzebujesz niekwestionowanych sukcesów. Dobrze, gdyby były udowodnione przez rynek i wypłatę. Zanim jednak pójdziesz do pracy, naucz dzieci samoobsługi i samodzielności.
Czy jedzą same? Czy się same ubierają? Sprzątają? Te czynności mogą być dla dzieci bardzo atrakcyjne, zwłaszcza dziewczynki uwielbiają bawić się w dom, naśladować mamę. Im więcej je nauczysz, tym będzie Ci łatwiej. Tym łatwiej znajdziesz opiekunkę albo miejsce w żłobku, przedszkolu.
z jedzeniem jest problem. Młodsza szybciej łapie za widelec niż starsza. ona mogłaby cały dzień nie jeść. nawet prośby i karmienie nie pomaga a małej czasami też muszę pomóc bo nie wszystko trafia do buzi.
ubierać też sama je muszę ubierać. starsza kiedyś sie sama ubierała a teraz mogę o tym pomarzyć chyba. wyjście gdzieś to koszmar. nawet butów nie chce sama zakładać.
ze sprzątaniem też jest kiepsko. chcą żebym wszystko z nimi robiła. jak jest parę rodzai zabawek, chcę żeby one pozbierały np klocki a ja talerzyki itp rzeczy. mała się stara a starsza od razu płacz, bo mam zbierać z nią te klocki.Kim jesteś z zawodu? Może nie musisz szukać pracy? Może łatwiej będzie założyć firmę? A może praca na 1/2 etatu na początek?
technik ekonomista specjalność bankowość. dobry i płatny zawód. ale najpierw bym musiała iść na jakieś kursy żeby sobie przypomnieć co i jak.
Dasz radę. Bądź pewna. A on albo się naprostuje albo da Ci spokój.
110 2012-08-02 21:23:03 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-08-02 21:25:05)
To jest jak taniec - wspólne życie. Gdy on Ci dokucza, powiedz wprost, właśnie przy ludziach: po co jesteś taki niemiły? Myślisz, że komuś przyjemnie tego słuchać? Chodzi o to, że jeśli niczego nie zmieniasz, on też niczego nie zmieni. Jak krok w tańcu.
Wiem, że czasem chce się zrobić raz-dwa. Ale wychowanie dzieci nie jest tym samym co obsługiwanie ich. Nie jest Twoją rola być służącą. Jesteś Matką. Masz wychowywać, UCZYĆ. Wychowujesz cały czas, szczególnie w chwilach intensywnych emocji. Gdy płaczesz, krzyczysz, denerwujesz się, w czasie awantur - wychowujesz, wdrukowują się wzorce. Złe, jak piszesz. Nieczuły, nieprzyjazny mąż.
Nie proś, żeby dziecko jadło!!! To jest sposób na wyprodukowanie niejadka!
Co znaczy nie chce? Nie ubieraj. Oświadcz - jeśli nie będziesz gotowa, zostawię cię w domu. I zrób to. Spokojnie, bez awantur. Lepiej, by nie była sama, ale jak zostanie na 5 minut nic się nie powinno stać, ona popłacze i na przyszłość wyszykuje się sama.
Jak uderzy w płacz przy porządkach, zapytaj spokojnie: jaka krzywda cię spotkała? Że masz posprzątać po sobie? Chyba żartujesz.
Rzeczy nieposprzątane zgarnij i schowaj (lepiej jak ostrzeżesz - schowam i nie będziesz się tym dziś bawić). Chowanie na miesiąc to za długo. Jak nie zadziała na dzień to na dwa, jak nie zadziała, to faktycznie na miesiąc, ale na zasadzie zabierasz dyskretnie połowę i wymieniasz po miesiącu (oczywiście nie zabierasz ukochanego misia). Żeby mało miały do sprzątania, żeby same dały radę. Może potrzebują jakichś pojemników by im było wygodniej, łatwiej.
Chodzi o to, żebyś Ty nie miała bezsensownych zajęć jak ubieranie i karmienie dzieci, które mogą się ubrać i najeść same. To co musisz zrobić, zrobisz w krótkim czasie jak się dobrze zorganizujesz. Pomyśl o telepracy. Może siostra mogłaby posiedzieć z dziećmi gdy Ty będziesz pracować.
Ni chodzi też o to, żebyś dzieci zostawiła a sama zasiadła przy biurku. Bądź przy nich, tylko że to co jest do zrobienia nich robią one. Ty pracuj jednym palcem - wskaż. Ty masz zarządzać i ogarniać wszystko a nie zasuwać. Dla dzieci odkurzanie jest rozwijające, dla Ciebie nużące. Tak samo z wszystkim codziennymi czynnościami.
Naucz je robić szydełkiem, potem na drutach. Naucz je prowadzenia domu, szycia (dla lalek na początku). Im więcej będą umiały, tym sensowniej zajmą się sobą, gdy Ty będziesz pracowała. Usamodzielnicie się i będziesz miała zupełnie inną pozycję w domu.
Twój "mąż" jak zobaczy, że możesz w każdej chwili odejść, zacznie się zachowywać lepiej. Jeśli poprawa Ci nie wystarczy, odejdziesz i doskonale dasz sobie radę.
dzięki za podpowiedzi, przydadzą sie na pewno.
pojechałam na parę dni do rodziców, nic mu nie mówiłam, że chcę jechać, spakowałam się i po prostu wyszłam. spytał tylko gdzie jadę, więc mu powiedziałam, że do mamusi ( tak jak on ją nazywa). Nie odzywałam się, nie dzwoniłam. Po czterech dniach przyjechał, więc wróciłam bez żadnych pytań ani deklaracji. od trzech dni jesteśmy w domu i nie było żadnego spięcia. na razie nie wyróżnia córek i nawet jak wróci do domu potrafi się nimi trochę zająć. nie mówi żałosnych żartów w moim kierunku. raz wymsnęło mu się, ale od razu przeprosił i przytulił mnie. jest duża poprawa. zaczęło może w końcu docierać coś do niego. ![]()
no i tak trzymać
ciśnij starego i pokaż, że Ty też masz coś do gadania w tym małżeństwie ![]()
wiecie co dziewczyny, mieliście rację. tacy ludzie jak mój mąż nigdy się nie zmienią. znowu są krzyki, poniżanie... szkoda gadać. to się nigdy nie skończy ![]()
wiecie co dziewczyny, mieliście rację. tacy ludzie jak mój mąż nigdy się nie zmienią. znowu są krzyki, poniżanie... szkoda gadać. to się nigdy nie skończy
Idź na terapię. Tam Ci pomogą zachowywać się tak, żeby on nie mógł tak Cię traktować. Nie możesz być w zaklętym kręgu raz lepiej raz gorzej nie wiadomo dlaczego.