Uśmiech puszczam w eter..
Od Ciebie bije taka spokojność Mamuś....
Bachasia piękna wklejka o tej akceptacji i dorosłości.W sam raz dla mnie,bo wewnątrz mnie trwa walka.
Miłego dnia Wam życzę.
I wiesz... Kiedy piszesz jedyne: pozdrawiam bądź dzień dobry, domyślam się ile w Tobie burzy i niezgody na to co dookoła. Wiem, że w Twoim środku własnie tak jest - trwa walka.
Powiem więcej, jestem wówczas bardzo rada. Bo wiem czym to pachnie: powstaniem... oporem na to co wokół. To tak jakbyś powiedziała: nie zgadzam się...
Twoje zachowanie jest jak moje i dlatego jestem o Ciebie spokojna, bo postępujesz identycznie do mnie. A to oznacza, że wszystko się ułoży Kochanie
Moment, w którym przestajemy żyć tak jak inni nam każą jest kluczem do otwarcia magicznych drzwi. Trzymasz je w ręku już i zastanawiasz czy włożyć do otworu w drzwiach. Ręce się tobie trzęsą trochę, rozglądasz się szukając wzroku - akceptacji otoczenia. Coś w rodzaju: niechże mi ktoś powie, że to nic złego...
Jestem o Ciebie spokojna Bulinko. Mocno spokojna. I stoję przy tych drzwiach a moje oczy mówią: nie lękaj się....
Ba-Cha napisał/a:Mistic ... a skąd nadajesz ?
Zza zachodniej granicy.
O fajnie
Będę potrzebowała pomocy w sprawie zaliczenia niemieckiego. Mogę liczyć na Twoją pomoc?
Spo> głupie pytanie Ci zadam: po cholerę Ty się tak dużo uczysz? Kazał Ci ktoś, czy torturujesz się masochistycznie dobrowolnie
?
A to ja Wam nie mówiłam? Niemożliwe, żebym to przeoczyła. Powtórzę raz jeszcze:
Poszłam na studia po papierek. I im więcej się uczę dochodzę do wniosku, że strasznie dużo nie wiem ![]()
Mam plan: odejść z tej pracy, w której teraz jestem. I przenieść się na dalekie południe jak najbliżej gór. Najchętniej do jakiejś zapadłej dziury. bo z zasady wszystkich ciągnie do cywilizacji a mnie do świata roślin i zwierząt. z niedostateczną ilością stworzeń zwanych człowiekami.
to plan długofalowy. Młodsza ma 14 lat za chwilę a mnie edukacja jeszcze zajmie odrobinę czasu.
Mam tylko skończone liceum i jakieś tam dwuletnie studium ekonomiczne. To za mało by w moim wieku z doświadczeniem, któremu sobie nie ujmuję, ziścić własne plany. Powoli z uporem wewnętrznym idę do przodu. Uda mi się, bo wierzę w siebie. Nic na hura, nic na siłę...
Jestem sama a nie ukrywam, że brakuje mi wsparcia osoby i nie ukrywam, że chodzi o mężczyznę. Jestem kobietą z jakąś namiastką emocji. Chciałabym je dzielić z kimś. Myślę jednak, że nie jestem jeszcze na to gotowa.
BaChasiu, ale o co chodzi tutaj?
Na koniec słów kilka do dżdżo
Obejrzałam wczoraj film o tej czarnej panterze z wykładów Anny. Popłakałam się... Ze szczęścia. Jeszcze nigdy nie czułam się tak spokojnie ze sobą. Bo wiem, że jednak wbrew wszystkiemu co ze mną próbowano zrobić nie jestem szalona. Potwierdził to zresztą psychiatra sądowy, do którego zaciągnął mnie były węsząc wówczas w tym swoje interesy ( i tu wspomnę o Temidzie - kobiecie z opaska na oczach - wielu uważa, że sprawiedliwość jest ślepa a ja twierdzę, że ta opaska pomaga jej w tym by nie słyszeć fałszywych podpowiedzi i skupić się na celu).
Swego czasu sądziłam, że jestem rąbnięta skoro mówię do mrówki w lesie, do żuczka, którego omijałam na dukcie leśnym, do pająków w domu... Rety, ja do tej pory gadam z roślinami w moim mieszkaniu...
Przypomniał mi się mój Merlin (szczur). Przygarnęłam go bo mógł pójść do mnie albo wrócić do sklepu. Zamieszkał ze mną w pustym domu. Oboje odrzuceni i samotni i ... nieszczęśliwi do granic wytrzymałości.
Przez dwa tygodnie (bo uciekł mi z klatki a ja się go bałam nie znając go, jego myśli...) mieszkał za szafką w kuchni. Zostawiałam mu jedzenie i wodę w otwartej klatce by nocą czując się bezpieczny mógł zaspokoić swoje pragnienie i nasycić się.
Pewnej nocy zbudził mnie huk. Sądziłam, że okno w kuchni wreszcie wypadło z futryn (bo jest w takim stanie oto). Zerwałam się z łóżka z na prawie w pół zamkniętymi oczami i pognałam do kuchni. Merlin siedział na krześle skulony ze strachu (podejrzewam, że był przerażony równie mocno jak ja) a na podłodze leżał ziemniak. Wówczas nie miałam obaw czy mnie ugryzie. Nie myślałam o tym. Wzięłam go w dłonie i przytuliłam do siebie. I powtórzyłam co zawsze mu mówiłam: nie zrobię tobie krzywdy, dlaczego mi nie wierzysz... Ta noc była przełomem w naszych relacjach. Zamieszkał w klatce, która zawsze gdy byłam w domu była otwarta. z czasem, gdy dziewczynki ze mną zamieszkały i do nich się przekonał. Czasem nawet, gdy siedziałyśmy wszystkie w kuchni wychodził na spacer
Łaził sobie lawirując pomiędzy naszymi stopami. Dla kogoś taki obraz może być obrzydliwy, ale mnie radował. Wiedziałam, że w tedy jesteśmy rodziną - stadem...
Gdy zbliżał się kres jego życia czułam, że uchodzi ze mnie jakaś cząstka. Nie godziłam się z tym. Ale dzięki Umieram, dziewczynie, którą poznałam tu na forum potrafiłam si z nim pożegnać... Bolało... mocno...
Nie umiem rozstawać się z tymi, na których mi zależy...










































