tajemnicza75 napisał/a:Spo kochana> nie bój nic...
Nie boje się Taju. Nie boję ani o nią ani o siebie. Wierzę, że podejmowane przez nią działania są próbą wkraczania na swoją ścieżkę. Mogę ją we wszystkim wspierać. Niczego jej nie narzucę. Nie chcę. Bo wiem, że nikomu nie wolno jest sterować życiem innych. Jedyne co mogę to być.
We mnie zwyczajnie odżyły emocje z wtedy. I uwierzcie, że uderzyły z ogromną siłą. Byłam raczej pewna, że na tyle jestem zimna i twarda i wyrachowana w kontrolowaniu własnych uczuć, że to co się we mnie obudziło nigdy nie nastąpi. Stało się inaczej...
Wychodzi na to, że nigdy nie mów nigdy ma rację istnienia...
tajemnicza75 napisał/a:Spo kochana... masz nas
.
Dokładnie jak piszesz Kochanie Skłamałabym, gdybyście nie miały miejsca w moim życiu. Ale ja chcę mieć przede wszystkim siebie.
Dziś przypadkiem natknęłam się na słowa, z którymi się zgadzam bezsprzecznie. Jeden z forumowiczów umieścił to w swojej stopce:
Nie ścigaj człowieka, który postanowił od Ciebie odejść. Nie proś, żeby został. Nie błagaj o litość. On pojawił się w Twoim życiu tylko po to, żeby obudzić w Tobie to, co było uśpione. Muzykę, z której nie zdawałeś sobie sprawy. Jego misja jest zakończona. Podziękuj mu i pozwól odejść. On miał tylko poruszyć strunę. Teraz Ty musisz nauczyć się na niej grać.
bulinka_1969 napisał/a:Sponi moja córka już dwa lata poza domem,a w maju teraz skończyła 21 lat.Tak więc niestety...życie.
Możesz być z niej dumna. Bywają osoby, które w wieku dwudziestu paru lat u schyłku studiów nie maja pomysłu na życie. Niejednokrotnie wplątani w toksyczne relacje z którymś z rodziców. Nawet jeśli ja taką byłam, moja córka jest wolna.
Rety... Wiecie, kiedy sobie przypomnę jak mocno się bałam, że wrócą do ojca i ile rozmów próbowałam przeprowadzić by zwłaszcza jej uświadomić, że by żyć musi zadbać o siebie tu i teraz...
Kłótnie, jej notoryczne wyjścia na imprezy. Nie miałam wiedzy dokąd, z kim idzie. Czy nie stanie jej się krzywda.
I pamiętam tę noc, kiedy wróciła do domu pod wpływem alkoholu wściekła na mnie bo nie pozwoliłam by koleżanka równie napruta jak ona nocowała u nas. Nie zapomnę jak na mnie patrzyła, gdy do mnie krzyczała... Wtedy zobaczyłam w jej oczach byłego.
Wtedy... odpuściłam Byłam tym wszystkim zmęczona. Powiedziałam sobie: niech się dzieje co chce, ale beze mnie...
Płakałam z bezsilności... I wtedy kazałam wracać do ojca. Nie zrobiła tego. Ani następnego dnia ani po miesiącu.
Wojowała mieczem. A ja sprawiłam, że w to co ma w ręku mnie nie zabije.
Potem szło prawie jak po maśle: rzadsze wychodzenie na imprezy a jeśli już dostawałam smsa bądź ustną informację dokąd i z kim.
Obojętność bo nie znajduję w chwili obecnej innego słowa, pozwoliła mi wreszcie normalnie w miarę funkcjonować.
Bo był moment, kiedy odniosłam wrażenie, że ona przejęła pałeczkę po byłym.
Zobaczymy co będzie. Na potem nie zamierzam się martwić.