ale nie warto byc samemu bo kazdy potrzebuje bliskiej osoby
Ja tez potrzebuję. Nie będę mówić inaczej. Przerabiałam to w myślach po stokroć.
tylko niewarto zakrywac u kogos to co nam nie pasuje
i tłumaczyc sobie ze to jakos sie ulozy ,
Takie tłumaczenie jest statystycznie najczęstszym tłumaczeniem w przypadku związków, które nie maja racji bytu i oznaki tego sa widoczne od samego początku.
Wszystko było ok... do momentu tej zaborczości i zazdrości.
...Zazdrość bywa niebezpieczna bo wynika z niskiego poczucia wartości i niskiej samooceny
Jak najbardziej podzielam Twoją opinię.
Sponi ja nie dałabym rady zacząć od nowa.
Więc ja wierzę w utopię. Bo mam w sobie mnóstwo wiary w tej dziedzinie. Wiary w siebie, nie innych.
Dziewczęta Kochane...
Spójrzcie na moje wpisy i na mnie... Ja pisałam o sobie.
Wszystko co napisałam dotyczy mojej osoby. Tylko i wyłącznie mnie...
Nie jestem idealna. Zresztą nigdy tak nie twierdziłam.
Kiedy tu przyszłam czułam, że świat ze mnie zadrwił. Że się na mnie uparł. Że niczego złego byłemu nie zrobiłam a on mnie zniszczył. Przez ten czas odkąd nie mieszkam z nim wiele myślałam. Dużo... Godzinami. Chwytałam każdą myśl o innych. Analizowałam ich zachowania.
Próbowałam zrozumieć sposób myślenia tych który krzywdzą. Całą swoja uwagę skupiłam na tym co dookoła. To był błąd. Bo co ze mną? Skoro byłam elementem tych wszystkich zdarzeń? Uczestnikiem?
Nie zapomniałam o sobie. To nie tak. Chyba gdzieś w podświadomości uparcie odmawiałam sobie spojrzenia w lustro ze strachu co tam ujrzę...
Potrzebowałam tego czasu by zacząć dostrzegać siebie. Kręciłam przecząco głową, gdy okazywało się, że mam na sobie rysy. Były mi zawadą. Niszczyły obraz Sponi, który sobie w podświadomości namalowałam. Bo wtedy musiałabym przyznać odrobinę racji byłemu np gdy twierdził, że go oszukałam. Ze zabrałam mu czas, który mógł wykorzystać dla siebie. Bo prawdopodobnie zmarnował szansę by kogoś poznać.
Wiecie co jest najtrudniejsze? Stanąć przed lustrem, spojrzeć na siebie i powiedzieć tej istocie w odbiciu:
- jesteś zlepkiem wszystkiego, trochę dobra, trochę zła... masz mnóstwo zalet, które idą w parze z wadami...
Mniej jednak wymaga wysiłku zaakceptowanie siebie. Aczkolwiek potrzeba na to Czasu. A w związku z tym i Cierpliwości. A dalej Pokory...
Kiedy czytałam wpisy Dziewcząt tu na forum o tym, że najpierw należy pokochać siebie, nie za bardzo wiedziałam jak to ugryźć. Bo co? Spotykać się ze znajomymi? Kupić sobie nową kieckę? Pójść do fryzjera? Robić to co kiedyś sprawiało nam przyjemność?
Może i tak, ale w późniejszych etapach tego Zakochania... W pierwszej kolejności poznajmy samych siebie. Od podszewki. Od tego co na zewnątrz nie widać.
Skoro nie widzimy u siebie to dlaczego uzurpujemy sobie prawo do twierdzenia, że wiemy jakim człowiekiem jest ktoś inny...
Znacie mnie z wpisów. W nich nie ma krzty kłamu. Każda litera to moje emocje. Nawet wtedy, gdy pisałam o tym, że bardzo brakuje mi zwyczajnie seksu - byłam nad wyraz uczciwa i szczera.
I te wady, o których pisałam też są częścią mnie. Ta zazdrość. Nie potrafię jej okiełznać. Może dlatego, że pamiętam, iż w pewnym sensie musiałam się byłym z kimś dzielić. Bo miał kogoś na początku naszego związku. Tylko czy to było uczciwe z mojej strony? - nie pozwalać się dotykać? Czego się w swojej naiwności spodziewałam? Że wyrzeknie się swoich pragnień nawet tych fizycznych bo ja powiedziałam: wara ode mnie? Może nie potrafiłam dać mu (skłaniałabym się ku opcji, że nie chciałam) uczuć, bo nic od początku nie było dla niego przeznaczone? A może gorsza wersja: nie miałam żadnych poza opcjowaniem... Czyli dokonywaniem w pełnej świadomości wyborów...
Teraz ta zazdrość mi służy. Jestem zazdrosna i zaborcza. Zawsze tak naprawdę o siebie. Bo nie godzę się z tym, że ktoś mnie krzywdzi albo rani. Bądź drwi ze mnie. Tudzież moim kosztem robi sobie dobrze. Nie godzę się na to.
Jestem dla siebie ważna. Tak jak matki bronią swoje maleństwa, tak ja uczę się bronić siebie przed samą sobą czasem... I przed innymi.
Bulinko napisałaś dość istotne zdanie:
ja przede wszystkim jestem matką.Wolę zapomnieć o sobie niż patrzeć jak moje dziecko cierpi.
Bycie mamą to nie jest wyczyn wyższych lotów. Jest nas miliony. Nie dodawajmy sobie animuszu tylko dlatego, że rodzimy i wychowujemy oseski.
Zmartwiło mnie to co napisałaś potem Kochanie:
Wolę zapomnieć o sobie niż patrzeć jak moje dziecko cierpi.
Wiem, że sposób myślenia tłumaczony miłością praktykowany jest przez wielu z nas. Nawet ojców.
Czy to jest miłość? Zatracanie siebie po to by ktoś na tym zbudował własne zadowolenie? Kto dał nam prawo by decydować, że dzieci są ważniejsze od nas? To nie jest miłość. To budowanie ich iluzji na naszych niepowodzeniach.
Okłamujemy tych, których kochamy...
Ja wiem,że uważasz,iż nie walczę o siebie.
Myślę, że zwyczajnie nie kochasz siebie. I nie masz w związku z tym w nikim oparcia. A mieć je w sobie to mieć moc. Ja tez taka byłam i niestety czasem bywam.
Chciałabym wiele Wam napisać. Chciałabym mieć taki dyktafon, który będzie nagrywał wszystkie moje myśli w ciągu dnia
Przepraszam za prowokację. Moim zamiarem było pokazanie Wam, że można źle oceniać siebie. I innych... Że pozory są jak zasłona dymna. Że...
słoń nie może wiedzieć jakie potrzeby ma mrówka
Jestem nieidealna. Ba... Pełna wad, ale je widzę. Są takim moim nabałaganieniem. Porządkuje je. I rozmawiam z nimi...
Dobranoc...





















