Gdyby nie rozmowa z mądrą osobą wczoraj wieczorem…
Wyszłam z domu, bo poczułam się w nim osaczona. Łaziłam po ulicach jak włóczęga, którego ktoś nie chce widzieć na oczy. Jak ci wszyscy bezdomni, których mijam wielokrotnie na ulicach mojego miasta. Chodzą bez celu. Upodleni, odtrąceni.
Wydawało mi się, że jestem dobrą matką. Martwię się o moje Dzieci. Jestem pełna obaw o maturę Córki, bo Ona według tego co widzę nie uczy się. Rozmawiamy o planach na przyszłość. Wybieramy uczelnię. A ja za każdym razem chyba inicjuję jakieś chore myśli. Córka odbiera moje zatroskanie inaczej – uważa, że w nią nie wierzę. Że powątpiewam w Jej możliwości. To mądra i bystra Dziewczyna, ale dla mnie nie poświęca dostatecznej ilości czasu na pakowanie sobie wiedzy do głowy.
Byłam na zebraniu klasowym. Wychowawca sam przyznał, że obawia się matury ze względu na wyniki dzieci w matematyce. Mnie doszły do tego dane odnośnie wyników tegorocznej matury. Mam prawo mieć obawy. Mam prawo.
Czy jednak to upoważnia moje Dziecko by wybuchło na mnie w trakcie rozmowy i zagłuszyło mnie swoimi pretensjami? Nie zasłużyłam sobie na to… Nie wiem co robić. Bije się z myślami. Bo z jednej strony mogę pozostawić Ją samej sobie a potem usłyszeć, że mogłaś mi powiedzieć i wytłumaczyć a z drugiej strony każde moje akcentowanie obaw kończy się właśnie tak. No może wcześniej nie było tak ostro.
Do tego doszły moje kłopoty z asymilacją w tłumie. Chodzi o facetów…
W niedziele przypadkiem wylądowałam na obiedzie ze znajomym. Wiecie co zauważyłam? Byłam przerażona bo myślałam:
- może ode mnie czegoś chcieć a ja nie chcę
- rozglądałam się wokół czy czasem były nie śledzi mnie albo jakiś detektyw, którego wynajął
Do tego wcześniej przyczepił się do mnie facet. To akurat służbowa znajomość.
W końcu praca to moje życie. Oczywiście wypytałam co i jak. I w zasadzie mogłoby cos z tego być, ale… Nie chcę. Bo w głowie wciąż strach przed byłym. Czuje się jak pies, który zerwał się z łańcucha niedobrego gospodarza i nawet jeśli znalazłabym innego dobrego, boje się, że ten pierwszy przyjdzie do niego i powie: to mój pies, moja suka.
Właśnie. To ale… Nie boje się facetów. Boje się byłego. Dlaczego? Kuźwa, nie wiem. Boje się, bo może mam strach przed tym co on mi nawywijał, gdy od razu powiedziałam, ze kogoś poznałam? Jezu… Ja myślałam, że pozwoli mi odejść wtedy. Ale byłam głupia?! Ktoś kto zdradzał nie ma w sobie chyba poczucia żalu do osoby, która go zamierzała zdradzić. Po licznych sytuacjach wiem, że byłam tylko jego własnością.
Mam naprawdę luksusowa sytuację. Jestem wolna. Dzieci same wypychają mnie w świat. Uważają, że powinnam się z kimś zacząć spotykać. A ja się boję… Byłego.
I dlatego wciąż zastanawiam się nad złożeniem alimentów na Dziewczynki. Wiem, że Starszej daje jakąś kasę. W tym tygodniu powiedział Jej nawet, żeby spisała jakie kwoty od niego otrzymała, bo matka chce wystąpić z pozwem o alimenty. Odpowiedziałam tylko tyle: nie jestem zdziwiona. Dodałam jeszcze: powiedz tacie, ile z tych pieniędzy widziałam ja.
Ciężko mi nas utrzymać za 2 tysiące. Nie jem obiadów, żeby zostało na następny dzień, bo albo twierdzę, że jadłam w pracy albo że coś mnie męczy w żołądku i nie dam rady. Wole kupić sobie paczkę fajek i mieć na trzy dni. Tak, tak wolę.
Straciłam dużo sił. Przez stres. I oglądanie się za siebie. Ufam niewielu osobom. Wszędzie dopatruje się podstępu.
Niczego nie żałuję. Żadnej swojej decyzji.
Tyle, że wczoraj samą siebie pytałam: po co to wszystko było? Sobie i Dzieciom chciałam pokazać, że nie musimy być nieszczęśliwymi. Że jeśli tylko się chce, można dać krok do przodu. Ze wszystkimi konsekwencjami.
Nie radzę sobie…