Jest cała masa mądrych, pomocnych, książek.
![]()
Tylko jest mały szkopuł - nie pozwalają na ucieczkę przed własnymi myślami. Ba, nawet to myślenie prowokują i potęgują.
...ale to chyba dobre jest...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Dwóch panów i jedna Maszkarada
Strony Poprzednia 1 … 7 8 9
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Jest cała masa mądrych, pomocnych, książek.
![]()
Tylko jest mały szkopuł - nie pozwalają na ucieczkę przed własnymi myślami. Ba, nawet to myślenie prowokują i potęgują.
...ale to chyba dobre jest...
Nie widziałam tego nigdy! (maczka)
Wielokropku, pani Pema pisze na pierwszej stronie, że z lękiem należy się godzić. Dotyczy to abstrakcyjnego lęku przed budynkami?
Nie widziałam tego nigdy! (maczka)
Wielokropku, pani Pema pisze na pierwszej stronie, że z lękiem należy się godzić. Dotyczy to abstrakcyjnego lęku przed budynkami?
a moze jej chodzilo o to, zeby go dopuszczac... do siebie.
tzn nie odpychac
jak to mowia spojrzec mu prosto w twarz...?
Nie widziałam tego nigdy! (maczka)
a ja najchetniej, to widzialabym je codziennie ;-)
Freud coś na ten temat by powiedział.
Otworzyłam cytowaną książkę Cziedryn (wszystkie cztery są doskonałe) na takim fragmencie:
(...) Kiedy samotność bardzo nam dokucza, szukamy czegoś, co nas od niej uwolni. Ogarnia nas niepokój, który nazywamy samotnością, a nasz umysł szaleje, gorączkowo usiłując znaleźć towarzyszy, którzy ukoją rozpacz. To właśnie nazywa się zbędnym działaniem. Owo bezustanne wynajdywanie sobie zajęcia, by nie czuć żadnego bólu. (...)
Freud coś na ten temat by powiedział.
![]()
Otworzyłam cytowaną książkę Cziedryn (wszystkie cztery są doskonałe) na takim fragmencie:Pema Cziedryn napisał/a:(...) Kiedy samotność bardzo nam dokucza, szukamy czegoś, co nas od niej uwolni. Ogarnia nas niepokój, który nazywamy samotnością, a nasz umysł szaleje, gorączkowo usiłując znaleźć towarzyszy, którzy ukoją rozpacz. To właśnie nazywa się zbędnym działaniem. Owo bezustanne wynajdywanie sobie zajęcia, by nie czuć żadnego bólu. (...)
No.Bo to jak znieczulenie.
A chodzi chyba o to by go dopuscic..
?
przezyc i nie umrzec?
i na koncu sobie to uswiadomic.
Nie widziałam tego nigdy! (maczka)
Wielokropku, pani Pema pisze na pierwszej stronie, że z lękiem należy się godzić. Dotyczy to abstrakcyjnego lęku przed budynkami?
Dotyczy to każdego lęku. Nie pamiętam czy to w tej, czy w innej swej książce (sprawdzę) Cziedryn napisała, że uciekanie przed lękiem szkodzi, że lęk narasta wówczas. Że pomaga spojrzenie temu lękowi prosto w oczy, że wówczas on maleje.
maszkarada napisał/a:Nie widziałam tego nigdy! (maczka)
Wielokropku, pani Pema pisze na pierwszej stronie, że z lękiem należy się godzić. Dotyczy to abstrakcyjnego lęku przed budynkami?
Dotyczy to każdego lęku. Nie pamiętam czy to w tej, czy w innej swej książce (sprawdzę) Cziedryn napisała, że uciekanie przed lękiem szkodzi, że lęk narasta wówczas. Że pomaga spojrzenie temu lękowi prosto w oczy, że wówczas on maleje.
jezeli dwa plus dwa jest cztery,
to wynikaloby z tego, ze masz Maszkarado codziennie wieczorem wychodzic i patrzec w gore na wysokie, oswietlone budynki...
Odgrzałam darowany żurek...
Ładnie to brzmi, gorzej faktycznie powiedzieć samemu sobie, sorry, ale teraz siadam i będę cierpieć. Nic nie będę robić, tylko godzić się na ból. Tak jak ja to rozumiem, to nie jest to humanitarne. Cierpienie nie ma w sobie nic dobrego, cierpienie jest straszne i obrzydliwe, nie można go ani gloryfikować, ani niewzruszenie na nie patrzeć.
Nie twierdzę, że się nie mylę; może po prostu nie rozumiem. Buddyjskich nauk nigdy nie rozumiałam.
Odgrzałam darowany żurek...
Ładnie to brzmi, gorzej faktycznie powiedzieć samemu sobie, sorry, ale teraz siadam i będę cierpieć. Nic nie będę robić, tylko godzić się na ból. Tak jak ja to rozumiem, to nie jest to humanitarne. Cierpienie nie ma w sobie nic dobrego, cierpienie jest straszne i obrzydliwe, nie można go ani gloryfikować, ani niewzruszenie na nie patrzeć.
Nie twierdzę, że się nie mylę; może po prostu nie rozumiem. Buddyjskich nauk nigdy nie rozumiałam.
ja lubie taki z czosnkiem i jajkiem na twardo...
wyobrazam sobie, ze to meka...
przejsc przez to.
ale moze , gdyby sie widzialo cel..tzn, pozbycie sie ( albo chociaz zmniejszenie nasilenia...)
to bylaby motywacja
Kiedyś też nie rozumiałam buddyjskich nauk, teraz - rozumiem troszkę. Wiele rzeczy jest dla mnie, tak mi się zdaje, nieosiągalnych. Czytam je jednak często, bo wskazują mi kierunek. ![]()
maszkarado,
w tej książce, w rozdziale VI jest fragment o zmierzeniu się z lękiem, zajrzyj na strony 54-55.
jak ja teraz nie pojde w kierunku lazienki, a potem lozka, to chyba jutro malo rzeczy bedzie dla mnie osiagalnych.Padam na twarz!
Spij Maszkarado
Mi nieodparcie kojarzą się z biernością. Tak jak nauki kościoła katolickiego.
Naukowcy zasuwają, wymyślają leki, szczepionki, psychotropy, a tamci od stuleci swoje: bóg/ los tak chciał, cierp i umieraj!
@wyjdę z psem i zajrzę, dziękuję ![]()
Wielokropku dobranoc.
pomaranczowa 1,
śpij dobrze. Dzięki za dobre słowo. ![]()
maszkarado,
toć zupełnie inaczej czytamy te książki. ![]()
Znajduję w nich wiele na temat odpowiedzialności za swe życie, wiele na temat dokonywania własnych wyborów, życia w zgodzie ze sobą, pielęgnowania wszystkiego, co w nas dobre.
Zgadzam się z myślą o nieuciekaniu przed lękiem. Bardzo nie lubiłam (i nie lubię nadal) wizyt u stomatologa. Zauważyłam jednak dziwną zależność (dużo wcześniej niż sięgnęłam po książki buddystów): bałam się wizyty bardzo, ale mój strach znacznie się zmniejszał w momencie podjęcia decyzji o wizycie, znikał zaś, gdy usiadłam na fotelu. Później zauważyłam, że jest to prawidłowość powtarzająca się w innych sytuacjach.
ja sobie dzis radzisz?
Jako tako, spadł śnieg i mogę psu rzucać... no, jeszcze to nie śnieżki, ale raczej śniegowy proch. On biega za tym, skacze, robi jakieś akrobacje w powietrzu.
Mam wrażenie, że marnuję czas. Powinnam czytać chociaż prasę branżową, bo za te kilka miesięcy będę bezrobotna. Nauczyć się czegoś, mam czas, jakiegoś języka, języka programowania, cokolwiek. Jest to chyba - podobnie jak praca - rozpaczliwa desperacka próba mojej psychiki, żeby zapełnić pustkę. Ale nie mam nawet dyplomu, co czyni mnie dla pracodawcy osobą na tym samym poziomie, co przysłowiową Krysię spod Łomży. Albo się ma wykształcenie, albo nie ma. Wiem, że jego posiadanie nie gwarantuje ani pracy ani zarobków, ale jego brak tym bardziej.
Pisałam dzisiaj sporo listów, do ludzi, którzy mi już raczej nie odpisują, w tym do brata. Kiedyś, kiedy mieszkał w Holandii, pisaliśmy do siebie cały czas, a teraz, kiedy mieszka 8 kilometrów ode mnie, nie ma już dla mnie czasu. Jak mam się dziwić, skoro ma kobietę, dziecko i własną firmę?
W każdym razie pisanie o swoich uczuciach, nawet tych bardzo rozpaczliwych, pomogło mi trochę.
Przypadek dentysty jest mi znany, Wielokropku
Mam wrażenie, że zawsze postępowałam podobnie, ale mam również wrażenie, że to działa na rzeczy trochę bardziej realne, niż większość moich strachów. Z wychodzeniem po zmierzchu na miasto jest mi dużo trudniej.
te budynki...
to rzeczywiscie bardzo irracjonalny lek
ale wszyscy mamy SWOJE demony
co mnie zastanawia...co na to Twoja lekarka
czy nie wspomaga Cie jakimis lekami...przeciez sa chyba jakies mozliwosci oprocz tych typowo antylekowych?
roznego rodzaju antydeptesiver , ktore same w sobie dzialaja uspokajajaco , nieuzalezniajac .
Wiesz Maszkarado, a jakbys tak sprobowala wieczorem wyjsc i probowac ten lek przetrzymac ...nie wiem...pare minut
co myslisz?
ponoc z bliska strach niedowidzi.
ale nie wiem czy sie czujesz na silach...
bo nie moge stawac na glowie jak sie ledwo trzymam na nogach
Pomarańczowa, biorę Eliceę, czyli escytalopram, oraz na noc hydroksyzynę.
Poprzedni zestaw, czyli prozak z xanaxem działały, do momentu odstawienia ![]()
Pomarańczowa, biorę Eliceę, czyli escytalopram, oraz na noc hydroksyzynę.
Poprzedni zestaw, czyli prozak z xanaxem działały, do momentu odstawienia
aCO TO JEST?
i czemu nie dziala ?
albo dziala niedostatecznie?
wiem , ze w niektorych wypadkach dobrze jest najpierw osiagnac "spokoj chemiczny", zeby moc isc dalej z terapia...
Hydroksyzyna działa, biorę tabletkę i zasypiam jak dziecko ![]()
Eliceę biorę od 10 dni, za krótko jeszcze, żeby działała... To jest lek z grupy SSRI trochę nowszy od Prozaku i produkowany w Krakowie ![]()
Hydroksyzyna działa, biorę tabletkę i zasypiam jak dziecko
Eliceę biorę od 10 dni, za krótko jeszcze, żeby działała... To jest lek z grupy SSRI trochę nowszy od Prozaku i produkowany w Krakowie
a... to na pewno za krotko jeszcze
SSRI dla mnie to czarna magia jest, ale ta lekarka juz bedzie wiedziala co robi...
a wiec trzeba poczekac
co do pustki...
chyba wszyscy musimy pogodzic sie z faktem, ze jestesmy sami. Z taka wewnetrzna, kazdemu przypisana samotnoscia. Rodzimy sie sami i umieramy sami.I nikt nam jej nie zapelni...
Jak sie to zaakceptuje, to latwiej zyc
Nie chodzi mi o tę pustkę... Nie wiem, o jaką inną, ale nie chodzi mi w tym momencie o samotność. Nie umiem Ci wyjaśnić ![]()
Z budynkami to jest prosta sprawa. Kiedy miałam 19 - 21 lat, ciągle imprezowałam, chodziłam non stop pijana lub upalona. To były bardzo złe czasy. Kiedy to się skończyło, zbiegły się trzy wydarzenia: konieczność odejścia ze studiów, przejścia na własne utrzymanie oraz zauważenie, że moja platoniczna ówczesna miłość to obsesyjne zauroczenie. Poskutkowało to załamaniem nerwowym. Do tej pory oświetlone ulice nocnego miasta kojarzą mi się z rozgoryczeniem, żalem, poczuciem totalnego zagubienia, poczuciem pijackiej pustki.
hmmm...
to powiem tak co do tej samotnosci:
jeder findet etwas was er nicht findet.
niestety nie da sie tego przetlumaczyc.
(...)Do tej pory oświetlone ulice nocnego miasta kojarzą mi się z rozgoryczeniem, żalem, poczuciem totalnego zagubienia, poczuciem pijackiej pustki.
Czyli wskazanym byłoby odwrócenie takiego warunkowania. ![]()
Jak to zrobić? Nie wiem. ![]()
...może dlatego, że za dużo oczekujemy i jak nie mozemy tego dostac to cierpimy podwojnie.
Inni biora co jest a my szukamy, oczekujemy, bladzimy tu i tam, i tak cale zycie i ..........i w koncu tak tego nie dostajemy! Czego? Niby wiemy, a i tak nie wiemy.
jeder findet etwas was er nicht findet - pomaranczowa moze spróbujemy przetłumaczyć? Hmm? bo ja nie umiem
Tzn., ze znajdziemy coś tam, ale nie do końca na 100 % satysfakcjonujacego , bo zawsze czegoś brak......Czy zle kombinuje?
...może dlatego, że za dużo oczekujemy i jak nie mozemy tego dostac to cierpimy podwojnie.
Inni biora co jest a my szukamy, oczekujemy, bladzimy tu i tam, i tak cale zycie i ..........i w koncu tak tego nie dostajemy! Czego? Niby wiemy, a i tak nie wiemy.jeder findet etwas was er nicht findet - pomaranczowa moze spróbujemy przetłumaczyć? Hmm? bo ja nie umiem
![]()
Tzn., ze znajdziemy coś tam, ale nie do końca na 100 % satysfakcjonujacego , bo zawsze czegoś brak......Czy zle kombinuje?
dobrze kombinujesz
"kazdy znajdzie cos, czego NIE ZNAJDUJE"
ale i tak brakuje tu tej gry slow :-)
czego nie ma...
czego nie dostaje...
czego mu brak...
...i ten ów BRAK rodzi dyskomfort, depresje i tym podobne .......:(
Mi się wydaje, że podobnie jak w języku angielskim ten czasownik może mieć nieco inne zabarwienie, szukać, ale też odkryć, odkrywać; także w sensie bardzo subiektywnym: "odkryć coś w czymś" ze względu na "uważać".
Generalnie w mojej interpretacji chodzi o to, że nie dostaje się ze względu na zapotrzebowanie, a narzędzie jakie dostaliśmy, a wydaje nam się bezużyteczne i nie jest tym, czego szukaliśmy, jest nim - tylko "inaczej" ![]()
Ale Niemcy to depresyjny naród i pewnie jest tak jak uważa Smutna ![]()
Mi się wydaje, że podobnie jak w języku angielskim ten czasownik może mieć nieco inne zabarwienie, szukać, ale też odkryć, odkrywać; także w sensie bardzo subiektywnym: "odkryć coś w czymś" ze względu na "uważać".
Generalnie w mojej interpretacji chodzi o to, że nie dostaje się ze względu na zapotrzebowanie, a narzędzie jakie dostaliśmy, a wydaje nam się bezużyteczne i nie jest tym, czego szukaliśmy, jest nim - tylko "inaczej"Ale Niemcy to depresyjny naród i pewnie jest tak jak uważa Smutna
tak, on ma inne zabarwienie .
I bardzo trafnie ! wlasnie "odkryć coś w czymś" ze względu na "uważać":-)
W polskim tez mamy:
"Jak go znajdujesz ?" nauczyciela/garnitur/dom
wlasnie w sensie "co o nim sadzisz/ uwazasz?"
Wiec mamy summa summarum:
"jeder findet etwas , was er nicht findet" = kazdy odkryje wczesniej czy pozniej cos, czego mu brakuje/ jakis brak/cos czego nie ma / cos czego nie umie/i nigdy umial nie bedzie
Jednym slowem nie ma wiecznej szczesliwosci.
Jednym slowem taka pelna Eudajmonia nie istnieje.
A ja dzisiaj byłam na dwugodzinnej medytacji u joginek!
Mam różne... no, trudno to nazwać spostrzeżeniami, bo nie mają one natury werbalnej... Kiedyś medytowałam sporo i nie była to pierwszyzna... nie wiem tylko, dlaczego co jakiś czas przestaję i zapominam o rozwoju duchowym w ogóle. W każdym razie jest coś, co już wiedziałam kiedyś i o tej wiedzy zapomniałam - kiedy zamkniesz oczy i spojrzysz w tą pustkę, okazuje się, że jest iluzoryczna. Jest taką samą pustką jak pustka wszechświata, a nikt przy zdrowych zmysłach nie powiedziałby, że wszechświat jest pusty.
Oburzałam się na tę bierność buddystów wczoraj, a to to muszę/powinnam/chcę zrobić - uwolnić się od konieczności działania, zwolnić obroty swojego wszechświata do minimum, tak, żeby móc mu się przyjrzeć.
Wyrzeczenie się działania jest moim największym lękiem, bo kojarzy się mi się z pływaniem: jak przestajesz ruszać rękoma, toniesz.
Mój były facet był buddystą i prawdopodobnie do dziś buja w owych obłokach - nicnierobienia. Nie powiem, ze mu nicnierobienie służy, pewnie nie, a tym bardziej go odrywa od realizmu ku idealizmowi, który nijak sie ma do brutalnego świata, w którym żyjemy.... także osobiście mówię budyzmowi nie, chyba że ktoś ma ochotę zyć w Indiach i am sobie bujać w biedzie i obłokach. W Europie sie to nie sprawdzi...
Nie wiem czego u joginek szukasz, jakiegos punktu zaczepienia, który cos tam wyjaśni -jak zyć? Czy uspokoi?
(...)Oburzałam się na tę bierność buddystów wczoraj, a to to muszę/powinnam/chcę zrobić - uwolnić się od konieczności działania, zwolnić obroty swojego wszechświata do minimum, tak, żeby móc mu się przyjrzeć.
Wyrzeczenie się działania jest moim największym lękiem, bo kojarzy się mi się z pływaniem: jak przestajesz ruszać rękoma, toniesz.
Hurrrra!
maszkarado,
gratuluję!
![]()
I bardzo się cieszę. ![]()
Wyrzeczenie się działania zdecydowanie różni się od pływania - człek, na szczęście, nie tonie. Choć strach jest potężny, lęk popycha do zajęcia się czymś, obawy zachęcają do ucieczki... przed samą sobą. Da się wytrzymać. ![]()
Czego ja tam szukam? A bo ja wiem? Kiedy poszłam na medytacje po raz pierwszy, poszłam bo powiedziano mi, że to fenomenalna relaksacja dla umysłu. Jestem osobą zupełnie niereligijną, czy mówimy o religijności wschodniej, zachodniej, czy jakiejkolwiek.
W zasadzie ja nawet nigdy nie szukałam sensu - całe życie szukam tylko BRAKU BÓLU, braku cierpienia.
Miałam kolegę, też mega rąbniętego buddystę, dokładnie w tym kierunku o którym mówisz - i wiem, o co chodzi ![]()
Natomiast z każdej podróży wynosi się coś dla siebie, czy podróżuje się do Marrakeszu, czy na Imielin do joginek. Jako egocentryk i główny apostoł pępkizmu (jak śmieją się ze mnie w pracy) wszędzie szukam czegoś, co mogę sobie zaadaptować na własne potrzeby, co pomoże mi budować siebie dalej i wyżej. I dzięki temu dzisiaj umiałam zadać sobie pytanie
A CO SIĘ STANIE, JEŚLI PO PROSTU NIE ZROBIĘ NIC?
No bo jaki - tak czy inaczej - mam wpływ poprzez działanie? Zaniechanie działania też jest działaniem.
Tak jest. Zaniechanie działania jest jakimś działaniem , jak i brak decyzji jest decyzją....
Ty szukasz braku bólu, ja szukam braku smutku...;-)
Tylko, ze tego sie nie da wyeliminować, bo zycie jest bolesne i często smutne....
Ja nawet lubie jak boli, bo wtedy mam odczucie, ze żyje, że mnie cos rusza, dotyka.....
Co powoduje Twój ból/cierpienie?
(:::) to to muszę/powinnam/chcę zrobić - uwolnić się od konieczności działania, zwolnić obroty swojego wszechświata do minimum, tak, żeby móc mu się przyjrzeć.
i jak dzisiaj przygladanie sie swojemu wszechswiatowi ?
na zywo?
bez ze tak powiem..."zapychaczy i zamulaczy" ? :-)
Witaj Maszkarado,
z przykrościa przeczytałam że u ciebie gorzej, ale nie jesteś sama. Ja w tej chwili jestem na Pramolanie ( zaczełam 3 opakowanie / 1 tab. dziennie- mnie ten lek bardziej pomaga niż wesoła rodzinka Prozacu- dla mnie to shit i sprawai , że oczy wychodzą z orbit) i Relanium ( inne anksjolityki robią ze mnie Zombie). Lecze sie od 2 mcy i czuje poprawe do tego zdałam na studia doktoranckie i mam zajecie, które uwalnia umysł ( co był mi potrzebne), zaczełam sie interesować buddyzmem (choć jeszcze niedawno odrzucałam to), chce sie dostać na terapie z NFZ, wiec musze czekac do stycznia 2013 ale czuje ze jestem na terapie gotowa (obym była równie gotowa gdy odstawie Pramolan), w tej chwili prowadze własną terapie , polegajaca na spisywaniu i analizowaniu uczuc i zachować swoich- nawet mi to pomaga.
Moze ty też powinnaś wprowadzić zmiany w życiu- pomyśl o studiach, na to nigdy nie jest za poźno. Jeśli boisz sie wieczorów i tego wszystkiego co opisałaś unikaj zwyczajnie tego- ja tak robie, w tej chwili nie jestem na siłach by pewnym sprawom (nawet takim błachym ) stawić czoła wiec ich unikam.
Ja zastosowałam psychiczny bypas- też to zrób, ALE NIE MOŻESZ NIC NIE ROBIC, bo bedzie tylko gorzej i wtedy pogrzebiesz samą siebie ( wiem troche o tym).
Powodzenia ![]()
Niobe, ze studiami są dwa problemy: pierwszy to kasa - już mam kłopot z planowaniem wydatków przy założeniu 80% pensji i braku premii i konieczności spłacania hipoteki. Drugi jest taki, że ja głównie odeszłam ze studiów z powodu, że psychicznie nie byłam w stanie ich kontynuować.
Długo by opowiadać, ale przechodzenie obok mojej byłej uczelni wywołuje mój lęk. Wychowano mnie w poczuciu, że studia wyższe jest to mój jedyny sens i cel życia, ja sobie to też wkręciłam - nie dałam rady. Oceny, zajęcia... moja matka nie odzywała się do mnie przez 2 miesiące wakacji, kiedy skończyłam trzecią klasę podstawówki - za to, że miałam jedną czwórkę na świadectwie, z matematyki. Pisała mi karteczki, które zostawiała pod lustrem w przedpokoju, a które pijany ojciec zabierał i śmiał się ze mnie, żebym zobaczyła jaką mam mamusię. Miałam 11 lat...
Nie wydaje mi się, żebym była na tyle silna, żeby teraz, pomimo kilku lat leczenia i perspektyw na dalsze kilka lat, kiedykolwiek zwalczyć awersję do zorganizowanej edukacji.
@edit
co do zaniechania działania - chodzi mi o zaniechanie szarpania się, szukania na siłę dróg zapomnienia o tym, jak jest naprawdę. A jest źle. Najbardziej mnie wkurza, że zostałam posadzona w domu na miesiąc na lekach, bez terapii, bez wskazań, bez niczego; bierz prochy i wypoczywaj... No i właśnie może o to chodzi, że mam się nie szarpać, nie walczyć teraz, tylko brać leki i spać.
Wiecie co, ja sie moze nie znam. Nie wiem. Moj eks bral prochy (prozac i inne depresanty) i NIC nie pomoglo. Jaki był taki był, nic się nie zmieniło. Dlatego jestem przeciwko prochom.
Mnie do szczescia prochy, alkohol ani joga nie sa potrzebne. Tylko zwyczajne zycie. Kiedyś zapiłam ostro ciągiem 3 tygodnie, bo miałam wielkiego doła, dzien w dzien alkohol, od rana do wieczora. Za duzo chciałam dostać, osiągną, kogoś zmusić do miłości do mnie i się nie dało. Wiec ostro zapiłam, bez kontrolowania. I to nie było fajne doświadczenie. Teraz wiem, ze jedyną terapią jest wyjście do ludzi, poproszenie o pomoc, wsparcie, rozmowa z nimi, otwarcie się. I zwyczajne zycie......Tego chce.
Maszkarada, dlaczego uwazasz ze jest żle? - zyjesz, oddychasz, patrzysz na słonce, snieg, nie masz jakiegos chorobska, nie jestes stara...Moze innym jest gorzej???
Przeciwnie - jestem chora. Mam zdiagnozowaną nerwicę lękową w stadium, które uniemożliwiało mi np. chodzenie do pracy. Za kilka miesięcy stracę źródło utrzymania. Powoduje też stany depresyjne. Te choroby właśnie powodują to, że nie umiem cieszyć się słońcem i oddychaniem, pomimo tego, że innym jest gorzej. Wybacz sarkazm.
Też myślałam, że wystarczy mi normalne życie, dopóki nie zauważyłam, że moje życie nie odstaje specjalnie od normy.
Choroba to choroba. Leczy się ją m.in. lekami.
Maszkarada, ja z kolei zawsze chcialam wiecej, tzn. wiecej milosci, wiecej kasy, wiecej uczuc, wiecej przezyc, bardziej sie rozwinac....przede wszytskim sie rozwinać.
A teraz chce tylko normalnego zycia.
ale skoro masz zdiagnozowana chorobe - lecz się na wszyskie sposoby.
No, chyba są pierwsze efekty działania antydepresantów.
Przyjemność sprawiła mi dzisiaj wieczorem zabawa patykami z psem; i tak nagle pojawiła się w mojej głowie, że napiłabym się pepsi ![]()
Poszłam po nią do sklepu, wzięłam zachłannie łyka, po czym okazało się, że jest słodkie, lepkie i niedobre...
Ale wierzcie mi, to jest coś. Przeczytałam też dzisiaj książkę po południu, jakąś biograficzną szmirę o kobietach dyktatorów. Ale sprawiło mi to również przyjemność ![]()
Z minusów: ciągle gdzieś we wnętrzu jestem zatruta rozpadem mojego ostatniego związku; ciągle mam gdzieś w sobie wizję tej kobiety, którą mój eks kiedyś naprawdę kochał, jej pragnął, jej pożądał... i chociaż wiem, że to nie jest sprawa do rozpatrywania w kategorii "w czym jestem gorsza", to wiecie, jak jest... A ona jest faktycznie piękna, dużo ładniejsza ode mnie, dużo lepiej wykształcona i na dużo lepszym stanowisku; jest też dużo dojrzalsza, przeszło 7 lat starsza ode mnie... Czy może tego nie mogę przeżyć? Że ktoś jest lepszy ode mnie?
Anyway, czuję potrzebę pisemnej afirmacji wdzięczności
Jestem wdzięczna za wszystkich ludzi, których spotkałam i spotykam w życiu, bo wiele wnoszą do mojego życia
Jestem wdzięczna za swoją inteligencję i umiejętności, które pozwalają mi się rozwijać i zarabiać pieniądze
Jestem wdzięczna za to, że pieniądze przychodzą do mnie bez większego wysiłku
Jestem wdzięczna za swoje siły do walki z chorobą, które wkrótce ją pokonają
Jestem wdzięczna za swoje zdrowie
Jestem wdzięczna za to, że moje życie wciąż zmienia się na lepsze
Jestem wdzięczna za to, że staję się cały czas lepszym człowiekiem
Jestem wdzięczna za to, że mam swojego małego, czarnego psa
Jestem wdzięczna za to, że wkrótce nauczę się jak iść swoją własną, właściwą mi drogą
Jestem wdzięczna za to, że spełnię się w tym życiu jako kobieta, partnerka i matka
i Wam jestem wdzięczna, dziewczyny, za to, że jesteście tam
maszkarado,
mocno Cię przytulam. ![]()
I gratuluję. ![]()
Gratuluję samozaparcia, dążenia do celu, odwagi.
I witam, jeśli to prawda, w klubie "debeściaków". ![]()
No dzisiaj od godziny zirka 15tej mam taką zwyżkę, a to już by był czas na leki... Sama jestem pod wrażeniem, takie rzeczy to można łykać ![]()
Spacer.
Pepsi (cc jest lepsza
)
Ochota.
To nic dziwnego, że pojawiła się... wola. ![]()
No, chyba są pierwsze efekty działania antydepresantów.
Przyjemność sprawiła mi dzisiaj wieczorem zabawa patykami z psem; i tak nagle pojawiła się w mojej głowie, że napiłabym się pepsi
Poszłam po nią do sklepu, wzięłam zachłannie łyka, po czym okazało się, że jest słodkie, lepkie i niedobre...Ale wierzcie mi, to jest coś. Przeczytałam też dzisiaj książkę po południu, jakąś biograficzną szmirę o kobietach dyktatorów. Ale sprawiło mi to również przyjemność
Z minusów: ciągle gdzieś we wnętrzu jestem zatruta rozpadem mojego ostatniego związku; ciągle mam gdzieś w sobie wizję tej kobiety, którą mój eks kiedyś naprawdę kochał, jej pragnął, jej pożądał... i chociaż wiem, że to nie jest sprawa do rozpatrywania w kategorii "w czym jestem gorsza", to wiecie, jak jest... A ona jest faktycznie piękna, dużo ładniejsza ode mnie, dużo lepiej wykształcona i na dużo lepszym stanowisku; jest też dużo dojrzalsza, przeszło 7 lat starsza ode mnie... Czy może tego nie mogę przeżyć? Że ktoś jest lepszy ode mnie?Anyway, czuję potrzebę pisemnej afirmacji wdzięczności
Jestem wdzięczna za wszystkich ludzi, których spotkałam i spotykam w życiu, bo wiele wnoszą do mojego życia
Jestem wdzięczna za swoją inteligencję i umiejętności, które pozwalają mi się rozwijać i zarabiać pieniądze
Jestem wdzięczna za to, że pieniądze przychodzą do mnie bez większego wysiłku
Jestem wdzięczna za swoje siły do walki z chorobą, które wkrótce ją pokonają
Jestem wdzięczna za swoje zdrowie
Jestem wdzięczna za to, że moje życie wciąż zmienia się na lepsze
Jestem wdzięczna za to, że staję się cały czas lepszym człowiekiem
Jestem wdzięczna za to, że mam swojego małego, czarnego psa
Jestem wdzięczna za to, że wkrótce nauczę się jak iść swoją własną, właściwą mi drogą
Jestem wdzięczna za to, że spełnię się w tym życiu jako kobieta, partnerka i matkai Wam jestem wdzięczna, dziewczyny, za to, że jesteście tam
jestes wyjatkowa kobieta Maszkarado.
Mimo wszystkiego-zawsze jakos sie pozbierasz i idziesz do przodu
Ja się jakoś specjalnie nie pozbierałam jeszcze... Mam zwyżkę nastroju spowodowaną tym, że laki zaczęły działać. Poprzednio też było fajnie, jak działały - natomiast po odstawieniu, policzmy, trzymałam się w pionie 2 miesiące.
Chciałam dzisiaj kupić jakieś prezenty. Miałam jechać do Mydlarni u Franciszka na Stare Miasto, ale mróz złapał, a ja zapomniałam czapki. A taka wyprawa spod Wilanowa to kawał drogi, więc skończyło się w połowie
Natomiast sama sobie kupiłam jakieś mazidło w Bath&Body Works, pięknie pachnące bursztynem, słodkimi kwiatami, wanilią, nawet trochę piżmem i jakimiś kadzidłami. Ręcznie robione mydełka dla rodziny będą musiały zaczekać. Przy okazji - są tam świetne szampony z Syrii, z Aleppo; tysiące razy lepsze od najlepszych "apteczno - drogeryjnych". Same naturalne oleje! Mydlarnia jest też w Krakowie.
Zjadłam też krem z pomidorów na mieście, ale musiałam wracać, bo zaczynało się robić ciemno...
A teraz będę czytać książkę! ![]()
Zaczynasz się rozpieszczać. ![]()
Ja się jakoś specjalnie nie pozbierałam jeszcze...
no ...niby tak, ale ta Twoja samoswiadomosc...
i dazenie....
Dobra, dziewczyny, dzisiaj czuję się gorzej, ale mam pomysł.
Kiedyś, za lepszych czasów, pomieszkiwałam drzwi w drzwi z dziewczynką. Jej tata chlał za dużo wódy, a mama pracuje na ileś etatów na kasie w Tesco, żeby zapewnić córeczce jakiś byt. Panienka ma dziś 8 lat, jest bardzo samotnym, smutnym dzieciakiem siedzącym cały czas w pustym domu. Udało mi się ustalić jej nazwisko, bo po dwóch latach sama zapomniałam, więc mam wszystko, aby wysłać jej WYPAŚNY PREZENT wraz z listem OD SAMEGO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA.
Kiedy widziałam ją ostatni raz miała przytulankę konia i lubiła bajkę Hello Kitty, ale mody u dzieci się szybko zmieniają... Z resztą, wtedy miała 6 lat ![]()
No i teraz pomyślałam, że kupię coś także matce. To już będzie łatwiej.
Oczywiście totalnie anonimowo chcę to zrobić, mam nadzieję, że da się wysłać w Polsce paczkę, za którą nie będzie potrzebna biurokracja z moimi danymi osobowymi...
Pomóżcie!
Dobra, dziewczyny, dzisiaj czuję się gorzej, ale mam pomysł.
Kiedyś, za lepszych czasów, pomieszkiwałam drzwi w drzwi z dziewczynką. Jej tata chlał za dużo wódy, a mama pracuje na ileś etatów na kasie w Tesco, żeby zapewnić córeczce jakiś byt. Panienka ma dziś 8 lat, jest bardzo samotnym, smutnym dzieciakiem siedzącym cały czas w pustym domu. Udało mi się ustalić jej nazwisko, bo po dwóch latach sama zapomniałam, więc mam wszystko, aby wysłać jej WYPAŚNY PREZENT wraz z listem OD SAMEGO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA.Kiedy widziałam ją ostatni raz miała przytulankę konia i lubiła bajkę Hello Kitty, ale mody u dzieci się szybko zmieniają... Z resztą, wtedy miała 6 lat
No i teraz pomyślałam, że kupię coś także matce. To już będzie łatwiej.
Oczywiście totalnie anonimowo chcę to zrobić, mam nadzieję, że da się wysłać w Polsce paczkę, za którą nie będzie potrzebna biurokracja z moimi danymi osobowymi...
Pomóżcie!
Pomysł bdb - ale nie może byc anonimowy, bo mogą pomyśleć, że to od jakiegoś zboka który dybie na mala, napisz, że z okacji swiat dawna sąsiadka itd... kup małej cos dla dzieci - niedrogiego i coś co posłuży jej na dłuższy czas- ja zawsze robie takie prezenty.
Dobrze, masz rację, chociaż ona za diabły nie będzie mnie pamiętać. To nie była moja sąsiadka; ja się czasami "znajdowałam w okolicy". Rozmawiałam z nią dwa razy w życiu... Ale tak, skrobnę parę słów.
Nie chciałabym kupować czegoś przydatnego itd... Chciałabym, żeby raz w życiu dzieciak dostał coś mega nieprzydatnego, czego dzieciaki pragną. Zabawkę z telewizji. Księżniczkę Barbie na koniu. Nie wiem jeszcze. Gdybym miała info, że brakuje im na rozsądne jedzenie, czy na ubranie, to jasne, że kupiłabym coś przydatnego, ale to nie jest skrajna bieda. Ja nie chcę jej pomóc w sensie materialnym, chcę jej pomóc w sensie... radości.
Tak samo jej mamie kupiłabym coś takiego... Chanel no5. Tusz Givenchy.
Tylko mi to odeślą w cholerę, jak znam życie ![]()
No i przede wszystkim nie chcę, żeby ona się czuła zobowiązana wobec mnie. A i tak może pomyśleć, że to jakiś zbok ukrywa się pod moim nazwiskiem.
Dobrze, masz rację, chociaż ona za diabły nie będzie mnie pamiętać. To nie była moja sąsiadka; ja się czasami "znajdowałam w okolicy". Rozmawiałam z nią dwa razy w życiu... Ale tak, skrobnę parę słów.
Nie chciałabym kupować czegoś przydatnego itd... Chciałabym, żeby raz w życiu dzieciak dostał coś mega nieprzydatnego, czego dzieciaki pragną. Zabawkę z telewizji. Księżniczkę Barbie na koniu. Nie wiem jeszcze. Gdybym miała info, że brakuje im na rozsądne jedzenie, czy na ubranie, to jasne, że kupiłabym coś przydatnego, ale to nie jest skrajna bieda. Ja nie chcę jej pomóc w sensie materialnym, chcę jej pomóc w sensie... radości.
Tak samo jej mamie kupiłabym coś takiego... Chanel no5. Tusz Givenchy.Tylko mi to odeślą w cholerę, jak znam życie
No i przede wszystkim nie chcę, żeby ona się czuła zobowiązana wobec mnie. A i tak może pomyśleć, że to jakiś zbok ukrywa się pod moim nazwiskiem.
Ja kupuje coś dla radosci - moze byc np lalka i cos przydatnego moga byc np rekawiczki - tylko przykład, mogą cie pamietac jesli napiszesz cos co pomoze cie zidentyfikowac, gdzie mieszkałas cos o rodzinie... itp.
Ja tez ostatnio zrobiłam cos podobnego- znalazłam aukcje charytatywną - rodzina wystawiała darowane rzeczy na aukcje i w ten sposób zbierała pieniadze na rehabilitacje syna, na stronie aukcji były podane dane fundacji, dopisek tak aby rzeczy lub pieniadze z aukcji trafiły do ich syna, wiec wysłałam im całą biżuterie której nie nosiła od jakiegoś czasu- całkiem sporo i dobrej jakosc bo dbam o rzeczy, mam nadzieje ze temu dziecku choc troche pomoge.
Czuje sie taką potrzebe , by zrobic cos całkowicie bezinteresownie i anonimowo ![]()
Ciesze sie, ze ci nieco lepiej, że dajesz odpocząć umysłowi. Napisałaś, że czytasz szmirowate ksiazki- uwazam, że szmira to najlepsze spa dla głowy. Moim spa są zagranicze fora dot europejskich rodzin królewskich- durnowate na maksa ale odpreza znakomicie.
Maszkarado,
kapitalny pomysł z prezentem. ![]()
Obie kobiety, czyli i duża, i mała ucieszą się bardzo. I zdziwią. ![]()
Milczysz, choć parę razy zaglądałaś na forum.
Co słychać u Ciebie?
Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. ![]()
Jak nastroj Maszkarado?
Jak do ...ähm...kitu...to tez napisz...
Hejka,
a żyję sobie, licząc na to, że wpadnę na jakiś pomysł, co mam dalej robić z tak wspaniale rozpoczętym życiem ![]()
Nie tylko u mnie taki nastrój fin de siecle; wszyscy w moim otoczeniu jakoś tak... Jeden zatwardziały kawaler zwierza się koleżankom, że mu serce z żalu pęka, jak widzi na basenie tatusiów uczących pływać dzieci... Jedna pracoholiczka spędzająca w pracy całe tygodnie bez wyjścia do domu mówi, że goniła w piętkę przez tyle lat i żałuje każdej godziny więcej poświęconej korporacji... Mój brat pakuje walizki i wraca na Zachód...
A ja sobie żyję.
I nic.
Piję decaf cafe, żeby serducha nie denerwować.
I żyję. I nic ![]()
I żyjesz. I nic. ![]()
Bardzo optymistyczne wieści. ![]()
Tak, w sumie tak. Żyję sobie po swojemu, daily routine ta sama, tęsknoty te same, potrzeby, psia morda ta sama.
Tak z ciekawostek: nie wiem jakim cudem, ale stało się tak, że dziewczynka, której z moimi znajomymi zrobiliśmy paczkę, dostała jeszcze dwie; i tak samo nie wiadomo, od kogo
Wiadomość z pierwszej ręki, od sąsiada.
Hejka,
I nic.
Piję decaf cafe, żeby serducha nie denerwować.
I żyję. I nic
Hejka,
"Pomiedzy byciem dobrym i zlym, jest jeszcze jedna opcja-byc soba."
Tak samo z zyciem...
zyje sie...
°°°°°°°
tak z ciekawostek: dwa anioly wiecej pomyslaly to samo...
Strony Poprzednia 1 … 7 8 9
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Dwóch panów i jedna Maszkarada
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024