Dwóch panów i jedna Maszkarada - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Dwóch panów i jedna Maszkarada

Strony 1 2 3 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 581 ]

Temat: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Cześć po dłuższej przerwie,

Miałam taki chytry plan, że jak mi się już wszystko poukłada w życiu, to wpadnę na forum i napiszę Wam wszystkim, jak to jest fajnie i w ogóle och, ach. Jednak niektórym, jak uczy doświadczenie, miłe rzeczy się nie przytrafiają, a jeśli nawet, to ja muszę jeszcze swoje odczekać.

Miałam tutaj dwa wątki, jeden, z wiosny zeszłego roku o tym, jak rozstałam się z byłym, który był miły, dobry, przeinteligentny (och, ach), ale mnie nie kochał i był jednym wielkim wspomnieniem po swoim własnym traumatycznym dzieciństwie; oraz drugi o tym, że nie umiem być kobietą, kobiecość mi się źle kojarzy, a sama jestem bladolicą wojującą ateistką z alergią na czerwoną szminkę.

Od tamtej pory działo się w skrócie tak: od jesieni pracuję we wspaniałej firmie ze fajnymi ludźmi, mam pieniążki, znajomych, zawodowo rozkwitam jak lelija na wiosnę, pół świata angażuje mnie w różnorakie projekty, z kraju nad Wisłą uciekam, kiedy tylko mogę; czerwonej szminki nie lubię dalej, na szpilkach takoż nie chodzę (bo nie i kropka), ale ogarnęłam jakąś tam swoją własną stylówkę, w której jest miejsce i na makijaż i na sukienkospódnice i na "wyglądanie ładnie", co faktycznie poskutkowało pozbyciem się większości moich pozostałych kompleksów na tle wyglądu. W ogóle; dla przypomnienia: jestem dzieckiem alkoholika, moja mama od lat choruje na przewlekłą depresję, ja jestem po prawie dwuletniej terapii w nurcie poznawczo- behawioralnym, z której puszczono mnie w świat z adnotacją "zdrowe jest, niech idzie".

Za byłym tęskniłam bardzo, w zasadzie tak naprawdę ogarniać się zaczęłam w okolicach września (ostatni raz widziałam go w sierpniu). Potem robiliśmy zdalnie taki niezbyt duży projekt. Poszło, pieniążki przyszły, ale nie było szczęśliwego końca, ponieważ, jak okaże się w następnym akapicie, zrobiłam niechcący tym projektem aferę na pół miasta. Od września ładnie mi się goiło wszystko, miałam dużo zajęć, odwiedzałam znajomych po kraju, chodziłam na koncerty, uczyłam się grać na gitarze, chodziłam na różne kursy, zajęcia...

Wracałam ze dwa miesiące temu pociągiem od znajomych, trzygodzinna podróż. Wracałam po ciężkiej imprezie, mocno wczorajsza, w swojej kurtce na ryby. W pociągu tłok, zimno, tragedia. Naprzeciw mnie siedział sobie pan, ani ładny, ani brzydki, w moim ulubionym na oko wieku (około dychy starszy ode mnie). Zajęłam miejsce, słuchawki na uszy, a, że ja niespecjalnie ograniczam się jeśli chodzi o głośność (co jest chamstwem i bucerą, ale nikt nie jest idealny), to przedział też trochę słyszał, co mi tam sobie gra. Pan w pewnym momencie zaczął się do mnie uśmiechać i pokazał mi gestem "zdejmij słuchawki". Zapytał, czy słucham takiego a takiego zespołu, takiego a takiego nagrania z tego i tego roku, czym mnie zaskoczył dość mocno, bo, zaiste, to było to. Pan się okazał bardzo miłym dziennikarzem.
Pomimo tego, że wyglądałam jak skacowana ścierka w kurtce na ryby, pan, niech będzie, Krzysztof, zaprosił mnie na kawę. No i tak sobie od tamtej pory chodziliśmy na kawki, piwka, koncerty, siłownię, baseny... Marzenie neurotyczki, tenże Krzysztof - na jednym spotkaniu ustala następne, wszystko z wyprzedzeniem, nie spóźnia się, nie odwołuje. Jeden ma niestety główny mankament. Nie możemy sobie porozmawiać jak równy z równym. Wiem, że to dopiero będzie megalomańska bucera - ale nie jest dla mnie równym partnerem intelektualnym. Ponadto nie rozumie wielu rzeczy, które są dla mnie, z racji doświadczeń, oczywiste.

Wyszło mi na to, że moglibyśmy być kumplami, ale Krzysiek pisał, dzwonił, źrenice mu się zamieniały w serduszka na mój widok... A, że nie był nachalny, i w ogóle w sumie miło sobie koegzystowaliśmy, to dałam sobie szansę, "kochaj kochającego" wg maksymy wypisanej kredą nad Trasą Łazienkowską na wysokości Placu Zbawiciela.

Co wyszło z tego? A jak myślicie? G* wyszło. Nie da się tak. Nie można wmówić sobie uczucia. Jednak nie. Życie musiało nauczyć mnie i tego w odrębnej lekcji, bo brakowało mi kolejnego doświadczenia!

W sumie Krzysiek nieco zwątpił ostatnio, widząc mój emocjonalny chłód. Wiem, że miałabym z nim dobrze: ciepłe ciało do przytulenia, obiadki, kawki, wakacje... No tego chciałam. Si. Ale kiedy już nauczyłam się żyć sama i cieszyć się swoją własną obecnością... Nie potrzebuję bycia z kimś, żeby z kimś być. Arte pro arte. Bez sensu.

A nie chcę facetowi zrobić krzywdy. Może już robię..?

W zeszłym tygodniu zaczęły mnie dochodzić niepokojące plotki na mój temat. Że niby jestem jakiś wielkim kręcicielem wałków i nie mając odpowiednich kompetencji zrealizowałam cieniuteńki projekt, który spółce X przyniósł... hmmm... powiedzmy, że pecha. Co ważne w tej historii, to to, że w wyniku jakiejś podłej intrygi, którą w dniu dzisiejszym już w sumie wytropiłam dość dokładnie, mój eks dyscyplinarnie poleciał z roboty.

Ja robiłam ten projekt w dobrej wierze i nie miałam na celu niczego złego. On tam popadł w niełaskę, a mój projekt był "powodem", który akurat się nadał na uzasadnienie dyscyplinarki. Z resztą, nie jedynym.

W piątek miałam spontaniczny zlot w domu wszystkich świętych, krewnych i znajomych królika, w celu przygotowania pozwów, procesów, dokumentów, świadków, cudów niewidów. Tak, eksio też był; Pozwoliłam na to wszystko będąc zmęczona i ogłupiała sytuacją, czując się winna, nie będąc do końca poinformowana. W każdym razie, mam dobre serce, pomogłam, zrobiłam, co swoje i koniec mego udziału w tej sprawie.

Były oczywiście został nieco dłużej, zirka 2h dłużej. Gadaliśmy głównie o tym, jakimi jesteśmy wariatami; o swoich problemach, dysfunkcjach, terapeutach, analizowaliśmy sobie, wymienialiśmy się doświadczeniami, jak to dwoje psycholi; kto nie poznał nigdy osoby o identycznych dolegliwościach psychicznych, nigdy nie zrozumie ulgi, jaką daje rozmowa pełna zrozumienia tych problemów. Plus kupa śmiechu, złośliwości... Każdy ma osobę, z którą KOCHA rozmawiać, przebywać, słuchać... No to wyobraźcie sobie. O to chodzi.

No i okazało się, że koleżka jest chory. Prawie dokładnie na to, na co chciałam go pół roku temu wysyłać do lekarza. Pomyślałam, że w sumie, gdyby nie miał rąk, nóg i codziennie trzeba by go było przewijać, to ja chcę takiego bardziej, niż Krzysztofa, z którym gadka sprawia mi trudność. Pytał o moje aktualne życie uczuciowo- związkowe, ale kazałam mu się nie interesować. Późniejszym wieczorem napisał mi, że "tak czy inaczej uwielbia ze mną rozmawiać", "że pięknie wyglądałam"... Nie, nie chodzi o seks. Nie może. W związku z chorobą. O tym więcej nie napiszę, nie powinnam cudzych problemów zdrowotnych tutaj roztrząsać...

Ale to nie jest możliwe. On mnie nie kocha. Jest dysfunkcyjny bardziej ode mnie. Kocham wariata chorą miłością. Może ciągle jestem "kochająca za bardzo". Pozostaje mi się pogodzić z tym, że kocham kogoś, z kim nie będę i nie jestem w stanie być. I żyć dalej. Znów to gdzieś zagrzebać.

I muszę powiedzieć Krzyśkowi szczerze, że to nie wyjdzie, prawda? Nie mogę zachowywać się podle... nie mogę trzymać go w rezerwie... To niehumanitarne.

Co jeśli będę świadkować w sprawie eksa? K*a, czy ja dam radę? Psychicznie? Nie wiem... może nie będę musiała...

Wiem, że na razie muszę żyć z rozgrzebanym bólem i czekać, aż kiedyś po prostu zakocham się z kimś z wzajemnością.

Ja i Eks jesteśmy klonami. Jesteśmy tacy sami. Mam poczucie, że jesteśmy jakimiś zaginionymi bliźniakami. Pamięć działa jak filtr. Może pamiętam tylko te dobre rzeczy teraz... Ale gdybym wierzyła w boga, gdyby on istniał, to poprosiłabym o to, żeby móc na starość eksa kolano smarować maścią na stawy. Żeby słuchać, jak peroruje głupoty i patrzeć, jak włazi do cudzego ogródka zerwać mi kwiatek.

A jeśli Krzysiek myśli to samo o mnie? Z dwóch stron jestem otoczona, krzywdzę i mnie krzywdzą...


Wszyscy trzymajmy kciuki za mój miesięczny wyjazd daleko za granicę, żeby odetchnąć od moich codziennych stołecznych problemów...

Pozdro.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada
maszkarada napisał/a:

I muszę powiedzieć Krzyśkowi szczerze, że to nie wyjdzie, prawda? Nie mogę zachowywać się podle... nie mogę trzymać go w rezerwie... To niehumanitarne.

Nie mozesz. Meczysz siebie i jego. W "dobrym" czlowieku nie mozna sie zakochac, musisz poczuc to cos, a tego nie ma miedzy wami..wiec po co ta sciema? Tez tak kiedys mialam z jednym Z. - on kochal, ja ..myslalam, ze ocham ale nie dalo rady, z czasem tylko zaczal mnie draznic coraz bardziej swoja miloscia i oddaniem wiec zerwalam, dla dobra nas obojga. Serca nie oszukasz.

maszkarada napisał/a:

Co jeśli będę świadkować w sprawie eksa? K*a, czy ja dam radę? Psychicznie? Nie wiem... może nie będę musiała...

Beziesz musiala i juz. Bedziesz musiala oddzielic profesjonalizm od romantyzmu. Jako profesjonalista zachowasz sie uczciwie. Bez tego ani rusz. Albo zrezygnuj z zeznan, chyba masz takie prawo?

maszkarada napisał/a:

Wiem, że na razie muszę żyć z rozgrzebanym bólem i czekać, aż kiedyś po prostu zakocham się z kimś z wzajemnością.

Zakochasz, zakochasz, jeszcze nie raz i nie dwa az trafi sie ten, co i Ty jego i On Ciebie jak piorun z nieba porazi:) A pan Krzysztof nie jest tym "wybranym".

maszkarada napisał/a:

Ja i Eks jesteśmy klonami. Jesteśmy tacy sami. Mam poczucie, że jesteśmy jakimiś zaginionymi bliźniakami.

To nie koniecznie najlepszy uklad...ja z wlasnym klonem skonczylabym w wariatkowie albo na strzelnicy celujac do siebie nawzajem:) Mam bratnia dusze obok siebie, czytamy w swoich myslach i rozumiemy sie bez slow ale dziekuje Bogu, ze jest tez taki inny niz ja.

maszkarada napisał/a:

Pamięć działa jak filtr. Może pamiętam tylko te dobre rzeczy teraz... Ale gdybym wierzyła w boga, gdyby on istniał, to poprosiłabym o to, żeby móc na starość eksa kolano smarować maścią na stawy. Żeby słuchać, jak peroruje głupoty i patrzeć, jak włazi do cudzego ogródka zerwać mi kwiatek.

A zrobilby to? Moze to tylko Twoje marzenie...

maszkarada napisał/a:

A jeśli Krzysiek myśli to samo o mnie? Z dwóch stron jestem otoczona, krzywdzę i mnie krzywdzą...

Ech tam zaraz krzywdzisz. Jak to pisal poeta: i to kusi i to neci ale sama wiesz, ze co za duzo to niezdrowo. Cos mi sie zdaje, ze ani z jednym ani z drugim szczescia Ty nie zaznasz. Gdzies tam lazi sobie ten trzeci, co Ci jest pisany i na niego ostrz pazury;)


maszkarada napisał/a:

Wszyscy trzymajmy kciuki za mój miesięczny wyjazd daleko za granicę, żeby odetchnąć od moich codziennych stołecznych problemów...

aaaa, to rodaczka, warsiawianka znaczy sie?:) no to fakt, ze wypad na miesiac poza mury co sie pna do gory jest wskazany. Mnie 2-3 dni w miescie naszym stolecznym wystarcza i juz chce wracac do siebie..za granice;)

A  tak na marginesie, szczescia do zwiazkow moze i jeszcze nie masz ale talent pisarski to i owszem:)

3

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Mussuka

Ja z tego wszystkiego zdaję sobie sprawę. Masz rację. Nie wiem, po kiego żłoba w ogóle pytam o rzeczy, które są dla mnie jasne: trudne, bolesne, ale nie wymagające jakichś kosmicznych rozkmin.

Czy eks by właził za płotek po kwiatka? Kochana! Obiadki gotował i woził mi przez pół miasta, mojego ojca ze mną szukał po całym kraju (co nie było nawet moim pomysłem, bo ja jakoś średnio czuję się odpowiedzialna za mojego ojca), a po bez właził w dwumetrowe krzuny wink To i kwiatka by zerwał. Nie wiem, co to? Potrzeba szpanu, pokazania, jakim jest silnym i wspaniałym samcem, nie wiem, co to. Bo to nie miłość. Ja nie czuję specjalnie potrzeby ekspresji tego rodzaju. Zdarza mi się ratować bliskich, jak kogoś oszukają na grubą kasę, okradną, pobiją, ale żaden to masochistyczny mesjanizm - pierdołami się nie zajmuję, obcymi ludźmi też niespecjalnie, a zawsze sprawdzam, czy ja w wyniku udzielonej pomocy nie ucierpię bardziej. Tak prawie egoistycznie.
Anyway, nigdy nikomu nie "gotuję obiadków" żeby pokazać, jaka jestem fajna. Albo ktoś kupuje mnie taką, jaką jestem, albo szerokiej drogi.

Co jest bez sensu, to fakt, że na podstawie moich przebudzonych uczuć ja się zastanawiam, jak by tu wrócić do eksa, etc... Przecież nawet nie mam powodów do takich rozmyślań. Jakby eksio chciał, to by się nie dał tak łatwo spławić, jak został spławiony na wiosnę. Próbowałby wracać, czy coś. Nie zrobił tego. Najprawdopodobniej więc ma w rzyci mój akces na smarowacza stawów maścią w okresie późnej starości.

Jeżeli jesteśmy przy "chceniu" - to ja też nie wiem, czy "chcę" abyśmy byli znów parą. Ale tego pragnę. (Różnicę między jednym a drugim tak zobrazował mój wykładowca kiedyś: kiedy pies zdefekował na dywan to nie "pragniesz" tego posprzątać. Bo śmierdzi, bo nie jest to przyjemne, nie wzbudza w tobie pozytywnych uczuć. Ale "chcesz", bo posprzątać psią kupę byłoby zdroworozsądkowym, nie będzie śmierdzieć, etc, etc...)

Z eksem jesteśmy sklonowani na płaszczyźnie pokrzywienia psychiki w tych samych kierunkach. No i w kwestii kultury, literatury i pierdółek... Dalej, to od religii i polityki, po przyzwyczajenia żywieniowe reprezentujemy dwa zupełnie odmienne bieguny. Ale mamy dość duży dystans do swoich poglądów, co zawsze powodowało mega interesujące dyskusje, a nigdy nie powodowało eksplozji hejtu.
Jego dysfunkcjonalność mam jak na dłoni. Ja to wszystko przerabiałam. Pewnie są nawet dwa 99% pewne scenariusze, jak go odzyskać - nienawidzić lub skrzywdzić, i doprawić to sporą ilością wzmocnienia nieregularnego. I facet jest mój.

Ale ani nienawidzić nie umiem, ani krzywdzić nie bardzo.

W każdym razie wczora z wieczora już mi wystosował smska z jakimś bardzo ważnym powodem, dla którego w najbliższym czasie musi się u mnie stawić po raz kolejny. Wariat, w dodatku bezczelny. Ma z resztą wiele wad.

Warsiawianką jestem z wyboru, gdzieś trzeba było zamieszkać wink Wyjazd chyba szlag trafił... No a talent pisarski... heh, dziękuję, coś miałam kiedyś pisać, książkę, czy chociaż bloga, ale kończy się na w połowie urwanych opowiadaniach wink Danke szyn.

4 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-08 17:33:59)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Po co pytasz o rzeczy, które są dla Ciebie jasne?
Przecież wiem, Ty też, że są to pytania retoryczne.

Jesteś mądrą osobą, z dużym dystansem do siebie i swoich spraw. Tak, wiem jakim kosztem.

Kochana (wybacz poufałość), jesteś mądrą, wrażliwą, niepowtarzalną kobietą. Kobietą  z bardzo dużym sercem i jeszcze większą wrażliwością. Przecież Cię znam. Tacy twardziele też, a może zwłaszcza, potrzebują wsparcia. tongue

5

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Dzięki, Wielokropku...

Druga strona medalu jest taka, że świadomość, że nikt Ci nic mądrego nie poradzi, nikt nie ma klucza do Twojej czarnej skrzynki i w ogóle można sobie wołać na puszczy nie jest... pocieszająca szczególnie.

O matko, o matko, co ja napisałam tam u góry!
"Zdarza mi się ratować bliskich, jak kogoś oszukają na grubą kasę..." Znaczy: JAK KOGOŚ Z MOICH BLISKICH OSZUKAJĄ wink Moi bliscy rzadko bywają kryminalistami wink

6

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Powiadasz, że nikt nie ma klucza.
A chciałabyś, by go ktoś miał? A dopuścisz do siebie na taką odległość, by w tej skrzynce pogmerać? Zaufasz na tyle?








Mam (?) klucz tongue
Pozwól sobie na zajrzenie wgłąb serca i popuszczenie trzymanych na smyczy emocji.


Bardzo, bardzo mocno Cię przytulam (już raz mi pozwoliłaś tongue).

7 Ostatnio edytowany przez LapkaPandy (2012-02-08 19:29:53)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Rewelacyjnie się Ciebie czyta smile

Znam doskonale uczucie ,że masz bratnią duszę, z którą jesteś sklejona emocjonalnie, gdzie rozmowy intelektualne rosną w czasie i przestrzeni.
I rozumiem ,że można się "zawieszać" na takiej jednostce z chęcią powrotu.
Nie wiem czy to jest kochanie za bardzo bardziej identyfikowałam to z dopasowaniem na każdej płaszczyźnie i w każdym wymiarze.
Z drugiej strony osoby z rodzin dysfunkcyjnych są z leksza "posrane" i tym łatwiej wpadają w uzależnienie od podobnej osoby. Trzykrotnie wzrasta poczucie przywiązania i emocjonalnej relacji.

Wydaje mi się ,że warto zrobić do końca wszystko ,żeby być z tą osobą by kiedyś nie żałować (oczywiście jak oboje chcą).
A z drugiej warto pozmieniać trochę siebie, schematy, sposób myślenia-po prostu pracować nad sobą. Mimo ,że  ta praca nie wzbogaca finansowo ale wewnętrznie rośniemy w siłę.

Myślę ,że osoby które pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych znacznie bardziej potrzebują kontaktu emocjonalno-intelektualnego więc nie warto pakować się w związek z 'dobrym człowiekiem' z ,którym rozmowa męczy.

8

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

@Wielokropek

Mnie już teraz daje się przytulać, mam schowane kolce wink Ludzie jakoś mnie częściej dotykają, przytulają, poklepują po plecach, ogólnie oswoiłam się z dotykiem, taka dygresja...
Dałabym pogmerać! W skrzynce. Jak ja tam zaglądam, to widzę jakieś skłębione sznurki. Tak bym chciała, żeby ktoś zadawał mi proste pytania i zmusił do prostych odpowiedzi. Miałam ostatnio taki problem w pracy, że koledze się coś tam nie kompilowało, czy nie debugowało i chłopak dwa dni nie mógł znaleźć błędu. A stażysta popatrzył i powiedział "o tu, literówka" czy coś takiego. To był ten typ sytuacji z einsteinowego powiedzonka, że dokonać niemożliwego może ten, kto nie wie, że to niemożliwe...
Jestem analitykiem. Mam skrzywienie analityka. Wszystko umiem rozłożyć na czynniki pierwsze. W przypadku samej siebie doszłam do bardzo wielu rzeczy, ale tu mi się włącza skrzywienie cierpiącego poety i gubię się w dygresjach i kwiecistej metaforyce.

Patrzę w to serce i widzę tam małego koleżkę w wielką głową, który śpiewa ten kawałek Morisseya "please, please, please give me what I want this time/ God knows it would be the first time...".

Emocjom odkręcam wentyl; krzyczę sobie, płaczę, niedługo może puści mróz, to sobie pobiegam. Co mam zrobić? Iść do eksa i zacząć krzyczeć "kocham Cię, kocham, piep*ony idioto, bądź ze mną, ma miłości nieskończona i wieczysta, proszę, proszę" :-)? Nie jestem obsesyjną psycholką wink Wiem, że nie o to Ci chodziło, ale to takie moje skojarzenie nt.

@LapkaPandy

Fajny tekst w podpisie. Licensed butterflies killer approves wink

Powiem Ci, że ja byłam niemal pewna, że spokojny związek z rozsądku z "miłym, rozsądnym misiem" wydawał mi się słusznym scenariuszem. Na przekór własnym schizom, na przekór temu, że "fajne dziewczyny wiążą się z draniami", na przekór wszystkiemu. Mój bro, człowiek takoż obciążony psychicznie (w dodatku, w przeciwieństwie do mądrzejszej siostry, nieleczony nigdy i nigdzie) po związkach z kobietami ładnymi i mądrymi w końcu też związał się z dziewczyną po mega traumach. Bro twierdził, że on nie potrzebuje zrozumienia, bo jego i tak nikt nie zrozumie. A na co wyszło? Jest ze wspaniałą kobietą, z którą dzielą swoje bóle i w ten sposób je oswajają... Długo są już ze sobą i życzę im, aby już ze sobą byli bis zum bitteren Ende. Chociaż na pewno nie są parą idealną wink

Ja już wiem, że mogę być sama. Od dawna to wiem w sumie, ale teraz wiem, że lepiej być samemu, niż z kimś na siłę.

Czy dlatego nie jestem z eksem? Bo wolał być sam, niż ze mną na siłę? Prawdopodobnie.

Czy ja coś mogę zrobić z zaistniałą sytuacją? Nie mogę.
Podobał mi się cytat z dra House'a, nie pamiętam dokładnie, jak to brzmiało, ale chodziło o to, że zwykliśmy uważać, że pozostawianie rzeczy samym sobie powoduje, że coś się zmienia, a tym czasem tylko zmienianie rzeczy powoduje, że one się zmieniają... masło maślane... ale trzyma sens.

Znam tego typa dobrze i wiem, że mogę zrobić niewiele albo rzeczywiście nic. Mogę zmieniać tylko swój stosunek do tego wszystkiego. Nie myśleć o tym za dużo. Zajmować się innymi rzeczami.

PS. Jakbym nie pracowała nad sobą every given single day to pisałabym chyba z Instytu Psychiatrii i Neurologii, w dodatku stopami, bo ręce miałabym spętane kaftanem wink

9

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Prosisz i masz. smile

Proste pytanie, nie, proste pytania brzmią:
1. co znaczą te sznurki (tylko bez kolejnych metafor smile)?
2. dlaczego ich nie rozplączesz?
3. dygresje i metafory, w które uciekasz, chronią Cię przed uświadomieniem sobie...
4. na czym polega Twój miękki brzuszek?

Zadać pytania zadałam, zmusić Cię do odpowiedzi na nie - nie mogę. Zresztą nie mam chęci na zmuszanie i wymuszanie. To Ty masz do podjęcia decyzję: albo, albo. Każda jest możliwa.

10

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Napisałam elegancki respons, ale oczywiście na koniec kopnęłam w listwę i moja praca poszła się... hmm

1. Różne emocje, wynikające z siebie, sprzeczne ze sobą, też takie, co ni przypiął, ni przyłatał. Rozgoryczenie, wstyd, żal, smutek, gniew. Dużo pytań na które nie ma odpowiedzi. Sporo poczucia bezsensu i dużo marazmu.

2. Ależ staram się. Od zawsze. Rozplątuję, a one zaraz swoje i znowu jest kłębek. Przestaję widzieć sens. Co mi pomoże, skądinąd dość trafne, spostrzeżenie, że jestem totalnie rozgoryczona, bo muszę żyć ze świadomością, że kocham człowieka z którym nie będę i ba, być nie powinnam? Co ja z tym zrobię? Albo wstyd, że jestem mądrą, ładną laską, która z niejednego pieca chleb jadła, ale zakochaną w świrze, z którym to, co linijkę wyżej.

3. Że sprawa jest prosta jak budowa cepa. Przed tym jakże zdrowym, funkcjonalnym i zdroworozsądkowym stwierdzeniem, że jest źle i muszę się z tym jakże mądrze i humanistycznie pogodzić.

4. Wielokropku, nie rozumiem wink

11

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Zacznę od końca.
"Miękki brzuszek" to to, co ukrywasz przed światem, przed obcymi, często przed sobą samą. To jego chroniąc wysuwasz/wysuwałaś kolce. Czego "inni" mieli/mają się o Tobie nie dowiedzieć?
Teraz się zorientowałam, że w trosce o prostotę używam metafor. Ot, brak konsekwencji. hmm

Wiedziałam, że te sznurki to Twoje uczucia. Cieszę się, że je nazwałaś.
Teraz kolejne zadanie, czyli kolejne pytanie, przepraszam. Dlaczego stopniowo nie pozbywasz się rozgoryczenia, a może rozpaczy?

I nie rozumiem tego wstydu. Co jest wstydliwego w pokochaniu świra? Od kiedy uczucia są wstydliwe?

Poza tym nieprawdą jest, że musisz się pogodzić z tym, że nie będziesz z tym świrem. Możesz się nie godzić. Możesz ciągle to cierpienie w sobie obracać. Chcesz?

12

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Ok., rozumiem kwestię brzuszka.

Tak, ja na płaszczyźnie intelektu chwytam to, że uczuć nie należy się wstydzić. Nie na płaszczyźnie emocji.
Mam tu coś w rodzaju dysonansu poznawczego. Odbieram swoje położenie jako dość żałosne: czuję się uciskana kleszczami swojego zakochania/ zauroczenia/ obsesji (jak zwał, tak zwał na ten moment). Jestem wściekła, że istnieje część mnie, która zachowuje się w sposób niekorzystny dla mnie, pragnąc rzeczy dla mnie złych, w dodatku sprawiając mi ból. Codziennie widzę dziewczyny takie jak ja: fajne, ogarnięte, które cierpią z powodu BEZSENSOWNEGO, NISZCZĄCEGO, BEZPRZYSZŁOŚCIOWEGO uczucia do jakiegoś typa, który tego nie odwzajemnia. Budzi to mój potworny sprzeciw, więc tym większy budzi, kiedy chodzi o mnie samą.

Jestem wściekła, bo robiłam, co mogłam. Według wszystkich mądrych rad i babcinych sposobów. Od lata do dzisiaj nauczyłam się grać na gitarze akustycznej i basowej, przeszłam kurs emisji głosu, odwiedziłam wszystkich krewnych i znajomych w Polsce i po za nią, bawiłam się, popijałam słodkie winko, jadłam kruche rogaliki, umawiałam się z facetami, wyżywałam się na sali sportowej grając w jakieś durne gry zespołowe. Połowa tych rzeczy była ekstra na siłę, bo tak naprawdę zgodne z moim charakterem jest siedzieć na fotelu i kontemplować, czytając książkę lub pisząc książkę. No, ale miało pomóc! Jakby mi ktoś powiedział, że daje 99% gwarancję, że pomoże mi przejście boso po ogniu, tobym poszła.

Jestem wściekła, bo został zrujnowany mój koronkowy, ledwo połatany i prowizoryczny, ale zawsze: spokój. Nie bolało mnie nic, czasami coś szarpnęło w duszy, ale to były momenty; dla kogoś przyzwyczajonego do życia przez dziesięciolecia w strachu, bólu i cierpieniu, dla kogoś, kto ledwo przeżył własne dzieciństwo, kto nie znał innego spokoju i innej miłości, niż te, którymi po dwudziestu paru latach nienawidzenia swojej własnej osoby zaczął nieśmiało obdarzać samego siebie; takie szarpnięcie to niemal pieszczota.
To był martwy spokój. Spałam, jadłam, śmiałam się z kretyńskich żartów ludzi, z którymi przebywałam bez większego entuzjazmu. Poznałam kolejną setkę ludzi, z którymi przebywam bez większego entuzjazmu. Mam w telefonie kilka tysięcy numerów do ludzi, z którymi przebywam bez większego entuzjazmu. Czyli z kim coś tu jest nie w porządku? Ze mną, nie z kilkoma tysiącami ludzi! Matematyka nie kłamie.

Jestem wściekła, bo pomimo pokusy nie wdawałam się z eksem w dyskusje przez te miesiące, nie bywałam tam, gdzie mógłby być on; nie reagowałam na jego próby zamienienia ze mną choćby dwóch słów, mając przeświadczenie, że do niczego to nie prowadzi. Jestem rozgoryczona, że ślepy los sprawił, że byłam jedną z niewielu w tym mieście osób, które mogły zrobić jedną rzecz do tego pozwu; każdy, absolutnie każdy, kto mnie choć z widzenia zna, przyszedłby z tą prośbą do mnie.

Powinnam być zimną suczą i powiedzieć: spierd*alaj, nie zrobię tego. Albo zrobić to, co zrobiłam i wzruszyć ramionami "och, nie obeszło mnie to wcale". Nie, zareagowałam jak egzaltowane, nieszczęśliwe dziewczę z XIX - wiecznej powieści dla pensjonarek.
Bo miś się uśmiechał. Bo miś ze mną rozmawiał. Bo miś zdefekował w mojej toalecie!
Rozmowa z tym człowiekiem w piątek była jak powiew świeżego powietrza. Sprawiło mi to tak niesamowitą przyjemność, że nie umiem tego opisać. A teraz znowu muszę wrócić do swojej taktyki unikania kłopotów i eksa.

Właściwie nie wiem, czy to na 100% dobre wyjście. Ale nie mam siły; a moje ego i godność nie pozwalają mi szukać z nim kontaktu. Po za tym sądzę, że nie rozwiązałoby to problemu.

Wiem, że nie muszę, Wielokropku. Oczywiście, że nie chcę cierpieć. Ale jestem tak potwornie zmęczona kolejnym potknięciem się, że nawet wysypało mi się wczoraj zdrowie. Z 40stopniową gorączką siedzę w domu, zamiast być na ważnym spotkaniu. Odpoczywam przed kolejnym, za parę godzin, na którym nikogo nie będzie obchodziło, że ledwo stoję i cokolwiek trochę bredzę.

Mogłabym strzyc owce w Australii. Gdzieś na pustkowiu, gdzie nie byłoby nikogo po za mną.

13 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-02-09 11:53:12)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

droga maszkarado,
po przeczytaniu Twojego ostatniego wpisu wlaczylo mi sie cos na ksztalt  Déj?-vu.
Dokladnie takie uczucia ( tudziez innymi slowami) ktos mi opisal niedawno.
Znajac go dlugo i doglebnie, widze , jakbyscie byli z jednej gliny.

Moze powiem Ci ( choc to w niczym nie pomoze , nie "uzdrowi", ale nie bedziesz sie czula z tym wszystkim taka "sama", was auch immer!), jak on to przezywa.

On zdaje sobie ze wszystkiego sprawe ( jak Ty), ma swiadomosc wszystkiego co sie z nim dzieje ( jak TY), przeszedl terapie ( nie jedna) , zna na pamiec wszystkie mechanizmy ( sam jest psychologiem ), pracuje nad soba cale zycie i bedzie pracowal, ma pelen obraz .

I???
I dalej przezywa te same emocje ! dalej reaguje tak, a nie inaczej. Mowi , ze nawet twierdzac cos innego ( bo czasami probuje ) - oklamuje tylko sam siebie.

Mowi, ze sa rzeczy ( na niebie i ziemi, o ktorych sie nawet filozofom nie snilo;- ale zarty na bok)
ktore PO PROSTU SA !  S A !
I trzeba je przyjac, zeby nie zwariowac.

To troche , jak Gombrowicz :
"Nie wiem jaki jestem, ale cierpie, gdy mnie deformuja... Wbrew wszystkiemu chce byc soba. "

No , to dodalam swoje trzy grosze...:-)

14 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-09 12:35:54)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

maszkarado,
jaką jesteś mądrą (również sercem) osobą.
Chylę czoła.
Coraz bardziej zachwycam się Tobą.
Podziwiam ogrom pracy, którą wykonałaś nad zmianą i zrozumieniem siebie.


Patrząc na, niestety, obowiązujący w Polsce sposób wychowania, który zakłada pochwałę wyłącznie rozumu i pomija, wręcz spycha w niebyt, uczucia, wiem, że coraz więcej wśród nas osób, które zapomniały istnienia uczuć. Z uczuć znają zwykle złość, rozgoryczenie, zawiść, choć często nie potrafią ich nazwać.

Coraz częściej przekonuję się, że spora grupa osób, obronnie, zaprzecza przeżywaniu. Stąd te wszystkie znane Ci, wśród Twych znajomych (?), zachowania. Dystans, pozorna bliskość, udawany śmiech, udawane zadowolenie, udawane szczęście, udawane... Okazywanie uczuć, czasem nawet ich przeżywanie, to wg nich, porażka osobista, słabość. Obowiązuje "keep smiling" bez względu na okoliczności.

Ile można słuchać takiego paplania? Ile można udawać, że ten przyklejony uśmiech jest szczerym?
Dlatego też jestem zwolenniczką pozostawania wiernemu sobie, nie różnym narzucanym "powinno się". Fakt, wówczas często pozostaje pytanie: kto tutaj jest w porządku? Mam w nosie porządek, który opiera się na udawaniu, na fałszu, na obłudzie. Mam w nosie porządek, bo nie o porządek tutaj chodzi. Jeśli już o jakikolwiek, to o porządek w swoim sercu i w swoim rozumie. Są też tego porządku wyraźnie konsekwencje: świadomość niedopasowania do dużej grupy osób. I tutaj pojawia się decyzja. Mogę/możesz dopasować się do pozostałych, mogę/możesz pozostać wierną sobie. Swoją decyzję podjęłam już dawno. Wolę mieć porządek i w sercu, i w rozumie. Czytając Twoje posty myślę, że podobna decyzja też jest za Tobą. Proponuję porzucenie przez Ciebie zastanawiania się nad tym, kto jest w porządku? Jesteś sama dla siebie wyznacznikiem porządku. Swojego.

Co zrobić, by nie przeżywać?
Pójść w przeciwnym, do tego, którym podążasz, kierunku. Zapomnieć o uczuciach. Zapomnieć o przeżywaniu. Operować wyłącznie rozumem. Chłodno. Bez emocji. Przecież doskonale znasz ten sposób. Ten sposób doskonale chroni przed cierpieniem, rozczarowaniem, smutkiem, rozpaczą. Ale sposób ten ma jedną wadę. Wówczas nie można byś szczęśliwym, zadowolonym, radosnym. Wówczas nie przeżywa się  ż a d n y c h  uczuć. Można sobie je tylko wyobrażać. Stąd te przyklejone uśmiechy.

Współczuję Tobie choroby, ale organizm daje o sobie znać.
Mówi do Ciebie: nie chcesz o mnie zadbać?
Nie chcesz mnie porozpieszczać?
Odcinasz się?
Jak zafunduję Tobie 40 stopni, będziesz musiała zwolnić i zająć się  s o b ą.

Bądź sobą.
Jesteś cudną osobą. smile

15

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Pomaranczowa,

Dzięki wielkie; chociaż tak, wiem, że nie jestem jedyną osobą z tym problemem; mój eks powiedział dokładnie to samo, z resztą sam jest po niejednej terapii i również jest psychologiem (co prawda z zawodu wyuczonego, a nie wykonywanego). Dokładnie mi też potrafi wyjaśnić, co mu się w co sublimuje, co mu jak działa wg klasycznych teorii Freuda, a co wg dziesięciu innych teorii. Ja jestem bardziej życiowym praktykiem, z resztą nie jestem psychologiem, nie mam żadnego humanistycznego wykształcenia i z teorią psychologii nie miałam w życiu wiele wspólnego. Do konkluzji doszedł tej samej dokładnie: trzeba to przyjąć. Jest i tyle.
Mam nadzieję, że nie piszemy o tym samym człowieku, choć pewnie wiedziałabyś, gdyby Twój przyjaciel stracił ostatnio pracę wink

To taka tragifarsa; siedzą dwie osoby w ciemnym pokoju, rozmawiają czwartą godzinę; świetnie się ze sobą czują, pociągają się i lubią, w ogóle się siebie nie boją, wiedzą, że nie są w stanie się nawzajem skrzywdzić; obie świadome tego, że nie są w stanie ze sobą żyć, bo jednej i drugiej coś działa nie tak, jak trzeba; i choć obie wiedzą, z dokładnością do milimetra, co, nie są w stanie tego naprawić.

Myślałam do tej pory, Pomaranczowo wink że ja jestem bystrzejsza i mądrzejsza, bo się nie godzę, bo chcę walczyć, nakładać na te blizny kolejną maść lub kolejny raz je rozpruwać i zszywać, a nuż widelec wreszcie będzie tak, jakby ich nigdy nie było. Eksa uważałam za cieniasa, który się poddał. A to jednak nie tak. On się nie poddał, on się pogodził z tym, kim jest. Przynajmniej tak mówi.

Czyli znowu. Płakać do wycieńczenia i uczyć się uśmiechu na widok chmur. Ja nic innego w życiu nie robię. Nic innego, jak uczenie się życia w cierpieniu.
Ciekawe, czy nie mam jakiejś depresji..?

Wdrażamy plan minimalizowania strat.

A wolałabym zrobić raz totalnie głupiego wink Zachować się jak słaby człowiek, dać się ponieść emocjom, coś zrobić. A nie, optymalizować, przegrupować, zaplanować i wdrażać, tańcząc w stygnącym betonie.

16 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-09 12:39:09)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Zachęcam do "wykonania" swego marzenia.
Do szaleństwa.
Do pozbycia się, choć  n a  c h w i l ę, tego analitycznego umysłu.

Warto! Uwierz mi, warto.

***
Posyłam wiadro odwagi. tongue

17

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Wielokropku,

Zajmie mi pewnie parę lat zastanawianie się nad tym, co ja bym tak naprawdę chciała zrobić i co rozumiem pod tym pojęciem wink)

Wracając do Twojego poprzedniego posta, do którego się nie odniosłam, bo zaczęłam odpisywać Pomaranczowej jak go jeszcze nie było... Czy to w zasadzie istotne, kto ma problem? Ogół, czy jednostki? Nie, bo to wyobcowaną jednostkę czeka społeczna śmierć. Ja też, tak jak Ty, nie umiem i nie chcę żyć pod niczyje dyktando. Żyłam jako dziecko, potem jako nastolatka i wystarczy mi. Szczególnie, że umiem o siebie zadbać i nie potrzebuję, żeby mi się ktoś wtrącał, chyba, że sama poproszę o radę czy pomoc.

Po tylu latach wiem, czego nie potrzebuję, ciągle do końca nie wiem, czego potrzebuję.

Sprawdzałam bilety do Australii, drogie jak pierun, 6k! Kursów strzyżenia owiec nie namierzyłam jeszcze. Szukam jakiegoś miejsca, gdzie można sprzedawać drinki na plaży przez okrągły rok i spać w bungalowie.

Co do bardziej banalnych sposób na przejawienie ludzkiej słabości, to wszystkie po za płaczem wiążą się z dużymi kosztami: upicie się z kacem i z kiepskim humorem w trakcie picia, pójście na rozbieraną randkę z nieznajomym z kacem moralnym i możliwością złapania syfa, a zjedzenie kilograma lodów nie pomoże mi na gorączkę wink)

Nie wyznaję się na szaleństwach, niestety wink

18

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Hmmm...nie wiem, czy ja, osoba dosc "rozumna", bylabym w stanie tak sie zaprogramowac, aby zapomniec o uczuciach. Wydaje mi sie to jednak nie do konca mozliwe. Na zewnatrz moze i tak, twarda mina pokerzysty, klejony usmiech z reklamy Collgate i bezsensowny small talk..ale tak w srodku, w samym epicentrum? Chyba jednak nie da sie az tak zawladnac swoimi emocjami. I chyba dobrze, bo inaczej z robotami pomylono by nas:)

Kazdy jakos przezywa swoje smutki tylko na inny sposob, jeden bedzie wyl do ksiezyca i rwal szaty na sobie, inny zamknie sie w sobie, zamysli, zapije, zabije..roznie to bywa. Tu, w tej naszej zimnej Skandynawii, gdzie okazanie emocji rowna sie z publicznym wystawieniem golego tylka, sporo osob konczy tak jak w tym ostatnim, wymienionym przeze mnie, wariancie. Niestety - rezultat "zimnego chowu" zbiera swoje zniwo.

Moze warto czasem dac upust emocjm i troche na styl italiano dac sie poniesc wszelkim tajfunom po to by potem pasc bez sil ale za to uzdrowionym i wyproznionym z lawy, jaka w nas siedzi?

Ty maszkarada zarazasz tymi swoimi metaforami:)

19

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

:-)
to z tym pokojem mi sie podoba!

fajna z Ciebie babka.

Wszystko, czego sami nie dotkniemy w sobie, dotknie nas skads poza nami.

20

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Co do szaleństw.
Myślę, że masz ich w sobie pełno. tongue
Problem tylko (?!) w ich urzeczywistnieniu, czyli w odważeniu się na.
I szaleństwo nie musi oznaczać wyprawy na Księżyc.
Czasami szaleństwem jest pozbycie się na chwilę obowiązków. Robienie nic. Poddanie się emocjom. Odłączenie korygującego, poprawnego, stojącego na straży, rozumu.

Co zrobiłabyś, gdybyś się nie bała? Odpowiedz sobie.

21

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Sądzę, Wielokropku, że znalazłaś u mnie "punkt ściany" wink Bo prawdopodobnie się mylę w tym, co uważam - a uważam, że nie ma takiej rzeczy, którą wykonać bym się bała - z tym, że wykonanie żadnej nie wydaje mi się sensowne/ przynoszące pożądane skutki/ nie przynoszące jakiejś padaki.

Mi zawsze raczej pomagało po prostu nierobienie niczego szczególnego, bro się śmieje ze mnie, że gdybym się dowiedziała, że za tydzień skończy się świat, czy, że został mi tydzień życia, to też bym te dni spędziła tak, jak zawsze wink

22

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Taaak.
Punkt ściany, powiadasz?
A gdybyś wyłączyła swój analityczny umysł? Nie na tym polegałoby   T w o j e   szaleństwo? tongue

23

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Ale to mi przyniesie jakąś rychłą zgubę! On mnie chroni przed popełnianiem głupot. Oczywiście "rychłą zgubę" w cudzysłowie, bo wiem, że świat się nie zawali, jak zrobię coś głupiego...

Mój analityczny umysł w chwili obecnej powstrzymuje mnie na przykład przed pisaniem/ dzwonieniem/ pojechaniem do eksa. Serce by to zrobiło. Bo jest głupie, jak to serce. I potem by płakało, odrzucone.
Powstrzymuje mnie przed próbami wkupienia się w jego łaski, bo jak już ustaliliśmy, nie ma to sens.

Powstrzymuje mnie przed działaniami autodestruksyjnymi; Wielkropku, zobacz - te wszystkie dziewczyny zdradzane, poniżane, kochające za bardzo - one te katusze swoje przeżywają z braku włączenia analitycznego umysłu. Miłość jest ślepa, ale my oczy mamy.

Oczywiście, że pragnęłabym wsiąść teraz do taksówki, pojechać do eksa, rzucić mu się w ramiona i wykrzyczeć, że chcę mu to kolano na starość smarować maścią; ale umysł wie, że najlepsze, co by się mogło stać w realu, to eksio kazałby mi usiąść, dałby mi szota wódki, wytłumaczył, że on mnie nie kocha a tak na sucho wejść w związek nie umie i nie chce, dałby mi jakąś książkę i zamówił taksówkę na abarot.

Tak się dzieje w życiu, to nie jest film, w którym robienie dziwnych akcji kończy się mega happy endem. A przed nimi chroni mnie mój analityczny umysł.

Pewnie to nie wszystko tak napisałam, jakbym chciała przekazać, ale mam tę cholerną gorączkę.

24

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Jeśli tak przytomnie napisałaś mimo wysokiej gorączki, no, no..

Nie namawiam Cię do żadnych szaleństw dotyczących eksa. Znasz i siebie, i jego dobrze. Wiesz, na co możesz liczyć z jego strony. Nie ma sensu żyć złudzeniami. I, podobnie jak Ty, występuję przeciw działaniom autodestrukcyjnym.
Przepraszam za niejasne moje wyżej sformułowania, mimo posiadania tzw. normalnej temperatury.


Życzę zdrowia. smile

25

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Idę chwilowo spać, mojego położenia to nie zmieni specjalnie, ale może pewnie pomoże na zdrowie wink Dziękuję za wsparcie i do jutra...

26

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Witaj MASZKARADO. smile

Rozumiem, że jest to kontynuacja wątku pt. "Miłość, depresja i zerwanie, które nie było zerwaniem..." Dzisiaj przeczytałam obydwa...i zrobiło mi się tak ckliwie, dlatego wypowiem się poniższym wierszem:

" Co w Tobie oczy me ujrzały,
  że od razu Cię pokochały?
  Spojrzenie me coraz bardziej błędne,
  szuka Cię w dzień i w nocy, wszędzie.

  Pojawiasz się w mych snach,
  lecz ranek burzy ułudy gmach.
  Widzę, że na czczej uprzejmości,
  nie można budować miłości.

  A tak bym chciała, tak serce chce,
  w Twe ręce powierzyć szczęście me.
  Lecz dręczy mnie obawa ta,
  czy zasiane ziarno plon wyda?"

Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę kolorowych snów.  smile

27 Ostatnio edytowany przez LapkaPandy (2012-02-09 21:16:25)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Zgadzam się co do analitycznego umysłu ,że właśnie on nas chroni przed całą patologią ślepej miłości.
Jest jeszcze jedna rzecz: jeżeli nie wychodzi i na pierwszy plan wrzucamy nasz analityczny umysł to zyskujemy szacunek same dla siebie i myślę ,że od wszelkich eksów za mądrość, że nie dałyśmy się i poradziłyśmy sobie (u niektórych po baaaardzo długim czasie).

28

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Oesu, obudził mnie. Telefonem.
Już mój dzisiejszy stan się rozniósł po mieście. Skąd on bierze te informacje? Czy mnie naprawdę wszyscy tu znają?
Czy to ja mam takie szczęście, że jak idę na jakieś spotkanie chora, to robi się temat do plotek? Fcuk.

Ja się zaczynam bać, że on to czyta, albo, że obaj czytają, jeszcze może moja mama to czyta? Wtf... Mamo, to, że czytasz, to mi akurat nie przeszkadza. Pozdro.
wink

Użałował się, ulitował, zaproponował ciepłą zupę, ale skończyło się na podaniu przepisu i moim przyrzeczeniu, że ją ugotuję sobie. Bo pomaga na chorobę. Poużalał się trochę nade mną i nad sobą i wyraził nadzieję, że uda się nam next week spotkać, to i może co innego ugotuje. A ja mogę mu zainstalować linuksa w zamian. Tak to wygląda, mi mężczyźni gotują, a ja im naprawiam komputery. Fcuk.

Nie wiem, co tu się w ogóle dzieje. Przepraszam za bredzenie, ale mnie obudzono i mam gorączkę w dalszym ciągu wink

Żyworódko, kontynuacja to się zrobiła, poprzez rozwój wypadków, miało być nieco  oczym innym.

29

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Dobra, powzięłam pierwszą decyzję - będę z panem, nazywanym na potrzeby tego wątku Krzysztofem, na jednym evencie dzisiaj. Chociaż jest mi przykro, że tak mu przed samymi Walentynkami powiem, że nic z tego nie będzie, to mój dobrostan psychiczny tego wymaga.
Przestaję się dziwić gówniarzom zrywającym przez smsy, ale faktycznie, nawet takiemu twardzielowi, jak ja, wydaje się to o niebo prostsze!
Gdzieś go zawlokę w kuluary jak już cała bania się skończy i przedstawię mu sytuację.

Czuję się jak dziecko oczekujące na powrót rodziców z wywiadówki...

30 Ostatnio edytowany przez maszkarada (2012-02-13 00:32:59)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Zedytowałabym, ale system mówi, że zarchiwizował posta i nie da mi go zedytować.

Zrobiłam, co planowałam. Nie było to łatwe formalnie, chociażby z tego powodu, że K. nie podjął dialogu, powiedział tylko "rozumiem" i gdzieś się ulotnił w tłumie, a następnie to już ulotniłam się ja i do rana siedziałam u koleżanki na jakichś głupich babskich pogaduchach.
Po tym, że ani mnie to jakoś specjalnie nie zabolało, ani nie było to dla mnie mega trudne, wnoszę, że decyzja była słuszna. Niech Krzysztof idzie w świat szukać księżniczki ze swojej bajki; smok zostaje tutaj...

Oczywiście przyjęłam strategię. W zakresie, który umiem w tym momencie ogarnąć: terapeutycznie wałkowane na każdym pacjencie "tu i teraz". Tu i teraz piję herbatkę, słucham koncertu, pali się ciche światełko, jest fajnie. Takie jest miło porzekadełko, że dzisiaj jest tym jutrem, o które martwiliśmy się wczoraj; jutro będzie się samo martwić o siebie, nowy dzień, nowy dolar; na każdą okazję umiem coś jednak kurczę zacytować...

Nie planuję niczego, mam szeroko otwarte oczy. Postaram się mieć otwarte je jutro; Nie wiem, czy to faktycznie jest efekt łączenia wg dysfunkcyjnych schematów niepokoju z "radością", czy cokolwiek, ale dzieje się ze mną coś fajnego. Nie umiem tego nazwać, zgubiłam kartkę od terapeuty.

Czuję się, jakbym zrzucała skórę, przeobrażała się jakoś wewnętrznie. Czuję się nie tyle może wolna, co uwolniona. Jakbym nie musiała już czegoś ukrywać, czegoś chować, okłamywać samej siebie. Nie mogę być kimś, kim nie jestem. Może ja nie umiałam przeżyć żałoby po swoim związku? Co ja w takim razie zrobiłam z nią wtedy?
Aczkolwiek nie czuję się żałobnie. Czuję się bardzo zintegrowana. Jasno widzę swój problem, swoje wyzwanie, stoję twarzą w twarz ze swoją wielką walką.

Czytam to i robię facepalm, że to, co piszę jest pompatyczne jak zespół Muse wykonujący "Knights od Cydonia" na żywo, kiedy nie widzisz przeciwwagi do tej pompy w postaci teledysku.

Czuję, że żyję.
Obudziłam się z jakiegoś letargu.
Snu składającego się ze... snu, pracy i zagłuszania w sobie życia.

Życia w sensie uczuć. Zagłuszania emocji, mówiąc zupełnie wprost.

Obudziła się we mnie miłość. Miłość do siebie, znowu, patrzę w lustro i myślę sobie "babooo... kocham Cię". Do moich przyjaciół, do brata, do swojej pracy; cieszę się wreszcie, że jutro pójdę do roboty i zobaczę tych wszystkich ludków, którzy dzielą ze mną korporewir... Taki piękny dzień dzisiaj był, taki ciepły wreszcie. Obiad był smaczny; najlepszy kebab świata, u mnie na dzielni na pewno bez konkurencji. A jakiego teraz słucham kawałka! Kochani... podałabym Wam link, ale nie mogę tutaj. Płakać się chce, taki jest! W sumie zawsze chciało mi się przy nim płakać, ale teraz to już w ogóle...

Czuję się totalnie słaba, bez pancerza, z opuszczoną gardą; jak zwierzę, które przewraca się na plecy w obliczu większego zwierzaka, który może mu zrobić krzywdę.
Boję się. Krzywdy. Bólu. Boję się; ale jakoś mam przeczucie, że i tak nie byłabym się w stanie obronić; że muszę dopuścić do siebie przeżywanie uczuć. Tych złych też.
Czuję się naga i słaba.

Ale za***iście szczęśliwa.

Nie wiem do końca, co tu jak działa.

Mózg ciągle pracuje, ale jakby na wolniejszych obrotach; Na razie się nic nie dzieje. Mózg wie, że prawdopodobnie eksio skopany jak pies przez życie chce się egoistycznie ogrzać przy mnie; bo niewiele życzliwych osób mu pozostało. Skądś drań wie, że ja jestem mu życzliwa, choć serio serio nie okazywałam tej życzliwości przez tyle miesięcy. Była to najbardziej profesjonalna zlewka ever.
Może to tylko na chwilę, i zaraz wszystko wróci do "po staremu"? Nie wiem.
Chociaż zabrał mi z półki swoje książki. I sześć moich własnych... i już napisał, że musi je przywieźć z powrotem.

Przecież ludzie się nie zmieniają; nie wpadł nagle na pomysł, że tęskni za mną i że stracił coś ważnego. To rzeczywistość, a nie film.

Mózg pali czerwone lampki: nie wierz, nie ufaj, uważaj. I ochroni mnie. Jak zwykle. Musi.

Chociaż serca nie oszuka. Czuję wielką ulgę, że już wiem, iż nie musi tego robić. Sama przed sobą muszę być szczera. I chcę.

EDIT

Domyślam się, że teraz będziecie mnie ostrzegać przed wpakowaniem się w chory związek, czy coś a'la. All in all, to w dalszym ciągu jestem ja, ze wszystkimi swoimi przekonaniami i doświadczeniami. Dam radę, nie wpakuję się.

Szczególnie, że to, iż kolega eksio w końcu dobił się do mnie i zaktywizował nie oznacza jeszcze raczej nic.

Prawdą jest, że mam burdel w głowie - nie umiem od tamtej pory odpowiedzieć sobie na pytanie, czy czuję się skrzywdzona przez niego. Sama przez siebie, tak. Natomiast dokonując wiwisekcji tego wszystkiego... nie było winy i nie było winnych. Nikt nikogo nie zdradził, nie bił, nie krzywdził, nie odmówił pomocy. Przeczytałam nawet tamten wątek swój - nie mam nic do dodania.
Ale nie wpakuję się. Za cwana już jestem.

31

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Gratuluję. smile smile smile

32

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

big_smile oby Ci się udało

33

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Bardzo dziękuję smile

Tym czasem jestem upupiona w Polszy do kwietnia i mam taki wqrw, że drga mi powieka hmm//

34

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Przyklej powiekę plastrem i najedz się magnezu smilebig_smile

35

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

A dej Pani spokój. Dwa tygodnie w UK za cudze pieniądze poszły się...
Tak w sumie czułam, że może tak być, ale tak by mi się to przydało... a chwilowo nie mogę wziąć dłuższego urlopu, bo plany urlopowe, bo moje własne jakieś tam plany na spożytkowanie tego w innym czasie.

Dzień dzisiejszy znoszę dość słabo. Zapisałam się do psychiatry. Trochę się obawiam depresji wysokofunkcjonującej. Babka miała, matka ma od kilkunastu lat, ja po swoim całym gównianym życiu też mogę mieć. Póki co staram się trochę ogarniać, ale tępo patrzę w monitor i nawet nie chce mi się iść zrobić sobie herbaty. Nie chcę się jutro obudzić i znów stwierdzić, że ja to ja, że muszę umyć się, ubrać i jechać do pracy. Dzień świstaka. Bez sensu.

Miałam ten dziwny dzień z odczuwaniem miłości do całego świata, a teraz mam zjazd. Pięknie.

Natomiast odkryłam źródło swojego lęku związanego z tą sytuacją i sama jestem zaskoczona odkryciem.
Myślałam, że lęk spowodowany jest:
- nagłym zaburzeniem się mojej rutyny bezpieczeństwa emocjonalnego
- potencjalną krzywdą, jaką może zrobić mi eks
- potencjalną krzywdą, jaką sama mogę sobie wkręcić
- paroma innymi rzeczami

A lęk powodowany jest tym, że... miś się już może nie odezwać. Może faktycznie po prostu miał sprawę, sprawę załatwił i dalej ma mnie w swej szanownej rzyci. Obudził we mnie tęsknotę i znowu zniknie. Nie będzie dalszego ciągu.

Serduszko kwili, analityczny umysł zapisał się do psychiatry. Czyli niby zapora działa.

Nie, nie zamierzam ponownie zrywać kontaktu na tak zwane amen. Będę znowu cierpieć, to pocierpię i też się w końcu... skończy.

36

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Podziwiam Cię i za śmiałość w nazywaniu swych uczuć, i za trzeźwy rozum, i za działanie.

Rzadkie przymioty. smile

37

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Maszkarada, a czy wy nie mozecie sie zwyczajnie i po ludzku rozmowic z tym eksem misiem wzgledem tego co i owszem czyli bedzie woz albo przewoz? Po co to gdybac i analizowac i sinusoidy nastrojow przezywac jak wystarczy sie zapytac: milujesz mnie wasc li tez w rzyci masz? Jak milujesz to zostan i miluj mnie jak nalezy a jak masz w rzyci to tez mi to powiedz i zwijaj zagle. Takie bujanie sie w te i wewte moze zdrowego do grobu wpedzic.

No ja tak pare razy zrobilam z poprzednikami obecnego (z obecnym tez:) i mialam sytuacje jasna jak na dloni. Nie bawia mnie podchody, lubie jasnosc i przejrzystosc intencji autora. Wole zla prawde od takiego : a moze , a jesli, a co gdyby..

No chyba, ze on sam z tych co nie wie czego chce. To moze za niego nalezy podjac jakas wiazaca decyzje, kazac podpisac in blanco, zeby sie nie wykrecil i tez po sprawie.

38

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Mussuka

To jest clue sprawy. Myśmy rozmawiali wiele razy. Szczerze, głęboko i z obopólnym szacunkiem. I uwierz mi, szczerze dochodziliśmy do tego, że nie wiemy, co dalej.

Nie, on nie wie; nie wie, co czuje; To dysfunkcyjny koleś z lepszym burdelem w mózgu, jak mój.
Na tak postawione pytanie, on odpowie szczerze: nie, nie kocham Cię.
Tylko, że my miłość rozumiemy inaczej. Dla mnie miłość to jest to, co dostawałam od niego: opieka, wsparcie i zrozumienie; oczywiście, nie dawał mi wszystkiego, czego chciałam, ale mówił o tym i miał prawo. Nikt nie ma obowiązku robić tego, co ja chcę.  A myślałam, że ma. Myślałam, że mam prawo wymagać, żeby ktoś robił dla mnie wszystko, bo ja tak chcę.

Wiem, że on chce dla mnie jak najlepiej, jest w stosunku do mnie szczerze opiekuńczy, szczerze zależy mu na mnie, itd, itp. Ale w jego chorej główce jak nie ma wzmocnienia nieregularnego, jak go nie krzywdzę, nie rzucam w niego talerzami i nie funduję mu mega sinusoidy, to on "nie czuje motyli w brzuchu". Tak, leczył się, tak on o tym wie; ale to, że wie, nie znaczy, że umie coś z tym zrobić.

Liczę na to, że on zrozumiał, że może być spoko bez tego. Nawet, jeżeli nie będzie zaspokojona jego potrzeba krzywdy.

Dlatego też ja, mając możliwość zmanipulowania go tak, żeby miał i swoją krzywdę i swój ból i dlatego mnie "kochał" zrezygnowałam z tego w imię zachowywania się jak człowiek, a nie ostatnia p*zda.

Dlatego to jest tragikomedia.


A swoje schizy będę analizować, bo pomaga mi to oswoić się z nimi.

39 Ostatnio edytowany przez fajna babeczka (2012-02-15 14:06:55)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Witaj Maszkarado...

a może Ty za dużo rozmyślasz i analizujesz każdy szczególik 100x i stąd tak masz...uzwojenie się Tobie przegrzewa...zbyt wrażliwa jesteś...zobacz jak fajnie mają prości ludzie...jakie mikre problemy egzystencjonalne...żadnych depresji...życie ciach i już...ehhh przydałby się czasem taki mały czerwony guziczek zmniejszający obroty mózgu czy coś...

przeczytałam też ten wątek o zrywaniu kontaktów przez cięcie ostrym narzędziem raz a dobrze...właśnie rozważam taką opcję u siebie i dzięki Tobie chyba jednak wybiorę opcję minimalizowania strat choć w tej chwili to wydaje mi się niemożliwe do wykonania...jesteś pewna że to najlepsze wyjście?

lubię czytać Twoje posty podoba mi się Twoje świeże słownictwo smile

iii wiesz to że nie masz domu na przedmieściu dzieci psa kota hipoteki i kanarka to też ma swoje dobre strony ja to mam i zazdroszczę Tobie wolności...

uśmiechnij się i fajnego dnia singla :*

(...)

EHHH Maszkarado...

...nie uważam że jesteś biedna smutna i depresyjna!!!...jakoś tak polubiłam Ciebie bardzo...i nie doszukuj się zjadliwej ironii bo nie ma jej tam chciałam tylko powiedzieć że zazdroszczę Tobie wolności...

...ale proszę pozłość się... smile

40

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Nie jest kolorowo, wiecie, jednak wiedziałam - mam zdiagnozowaną ciężką depresję.
Co jest ciekawym, że można zmuszać się do chodzenia do pracy i jakiegoś tam życia, a jednak mieć to goofno.
Jak coś ogarnę w tym temacie - bo powiedziałam, że chrzanię skierowania i szpitale - to powiem Wam coś więcej.

Wiem, jak fajnie mają prości ludzie. I co ja z tą wiedzą zrobię? Sądzisz, że można się zmusić do bycia prostym człowiekiem? Uwierz mi, że jedyne, czego bym chciała, to być tym cholernym prostym człowiekiem.
Wiem, że za dużo!! Myślisz, że umiem coś z tym zrobić? Nie, nie umiem! NIE POTRAFIĘ!!!

Biedna, smutna, depresyjna Maszkarada, a tu ludzie się cieszą i żyją normalnie, chodzą na jogę i patrzą z uśmiechem na słoneczko.
K**wa, wiem!!! WIEM!!!

Przepraszam wszystkich za bycie bogatą wielkomiejską sfrustrowaną singielką z depresją. Pardona, kuźwa, me.

To o kanarku i hipotece to była zjadliwa ironia. Tak BTW.

@Fajna babeczka, ja wiem, że Ty mi nie chciałaś dosrać. Po prostu mi się ulało. Nic osobistego.

41

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

maszkarado,
teraz już nie musisz się domyślać, nie musisz gdybać, nie musisz się katować. Już wiesz.

Postawienie rzetelnej diagnozy to podstawa, rzecz najważniejsza.
Oprócz diagnozy, masz sporą wiedzę na swój temat, dociekliwy umysł. Jesteś też zdeterminowaną, by żyć lepiej. To olbrzymi potencjał.

Jesteś osobą bardzo autentyczną i szczerą. Za nic nie musisz przepraszać.
Wykorzystuj to forum do ulewania wszelakich uczuć, wątpliwości, myśli. Wiesz, że to pomaga.

Trzymam kciuki. smile

42

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

ja mysle, maszkarado ( swoja droga ale wybralas sobie nicka!), ze to dobrze , ze ktos (na pewno iscie madry i naumiony w temacie depresja) wzial Cie w swoje rece.Na pewno Ci pomoze , tylko go sluchaj i to calym uchem,a wyjdziesz z tego.

Dobry krok poczynilas, bo Ty madra jestes.

43

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Boję się kilkunastu lat leczenia.
Ale jestem ciekawa, jak wygląda życie bez depresji, bo go nie pamiętam, o ile było.

Diagnoza mnie dobiła. Bo pieprzona depresja to potwór, któremu odcina się głowę, a na jej miejsce rosną dwie. Znam wiele osób z depresją...
Nie wiem, nie układają mi się myśli. Siedzę w pracy i umieram. Nie umiem tu być i nie umiem stąd iść, nie chcę iść do domu, boję się, nie chcę się jutro obudzić.

Wiem, że zadawanie durnych pytań z cyklu dlaczego ja itp nie ma większego sensu. Ale jestem rozgoryczona. Ktoś musiał być DDA i DDD, KKZB, mieć depresję i być jakimś pieprzonym wybrykiem natury. Nie umiem się z tym pogodzić i podejść do tego z pokorą. W d*pie mam takie interesy.

W pt idę jeszcze do tego drugiego psychiatry.

Chcę wokół siebie jedynych ciepłych ramion, jakich pragnę; chcę go zobaczyć; ale życie to nie film, a już moje życie to tym bardziej nie film; szczególnie, że dla niego po za tym, że jestem wybrykiem natury, którego nie kocha, byłabym teraz wybrykiem natury z depresją, którego on nie kocha. Nikt by tego zestawu nie strawił.

Jezu.


Nick jest zlepką słów "maskarada" i "maszkara" ofkoz

44 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2012-02-15 15:00:45)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Ja to bym się poddała tej miłości.
Dlaczego nie? Bo rozum powie, że nic z tego nie będzie? Czasem rozum też pieprzy głupoty a serce ma rację.
   Czasem warto odłożyć  zwoje mózgowe do szafy, kupić dobre wino i polecieć do  kochanego na skrzydłach bez uprzedzenia, bez tłumaczeń, rzucić się w ramiona, poganiać po parku, zapukać do drzwi w nocy w szlafroku,  . A jeżeli on zacznie mieć wąty to zamknąć mu usta siarczystym pocałunkiem. Przynajmniej nie cierpiałabym. Ta deprecha może być właśnie z myślenia co wypada, co nie wypada, co ja myślę, co on myśli(przecież nie siedzisz w jego głowie), co by było gdyby... po cholerę? Zdaj się na sponton a zobaczysz, że ogromna część Twoich problemów się rozwiąże. Wszystko poukładane,  zaplanowane?
    Dzięki temu, że posłuchałam serca (zamiast rozumu i ludzi) mam męża, dziecko, pełną szczęśliwą rodzinę. Wszystko mówiło, że nic z tego nie będzie, że nie warto, że on mnie nie chce. A jednak, zaryzykowałam, raz upokorzyłam się naprawdę. Warto było, on mnie kocha, co dzień tego doświadczam, jest bezpiecznie, ciepło, czasem zgrzyta(ale gdzie nie zgrzyta tam trup w szafie),     Szalone wypady w nocy w szlafrokach na stację benzynową po kanapki, żel do masażu, kradzież kwiatów dla mnie z ogródka sąsiada, budyń gotowany na wodzie... to są te chwile dla których warto było wrzucić na sponton.

  Gdy z nim nie byłam tez miałam depresję, też zdiagnozowaną, zamulające prochy. Teraz nie mam i to chyba wszystko tłumaczy.

45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-15 15:05:13)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

maszkarado,
kopię Cię w odwłok. Mocno!

Jesteś rozgoryczoną, to bądź. Kto każe Ci podskakiwać do góry z radości?
Złość się, wkurzaj, przeżywaj. To dobry sposób na nieuleganie depresji.

Czemu już w kilka godzin po informacji o chorobie masz być z nią pogodzona? Nie za wysokie wymagania stawiasz sobie?

Przytulam Cię.
Zamiast.

46 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-02-15 15:35:52)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

nie rozczulaj sie nad soba i nie uzalaj!
Ale , co ja Ci bede takie rady dawala. Ty przeciez dobrze o tym WIESZ!

Przyjmij to na klate ( tak to sie chyba teraz w Polsce mowi;-)?)
i walcz z tym potworem.
I nie pisz czarnych scenariuszy( bo ktos to ma i te glowy odrastajace i temu podobne) to do niczego nie prowadzi.
TOBIE sie uda z tego wyjsc i basta!

P.S. Tak wlasnie myslalm z tym Twoim nickiem .I dlatego sie zdziwilam, bo Ty ani nie "maskarada" ,ani "maszkara". ( ale nie , zebys sobie za duzo myslala!;-)

47 Ostatnio edytowany przez maszkarada (2012-02-15 21:08:44)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

@atmosfere
Nie umiem. Nie potrafię. Jedyne, na co mnie stać to zadzwonić do niego z pytaniem o oprocentowanie czegoś tam przy takich a srakich warunkach. Może nie umiem, bo mam depresję. Może nie umiem, bo mam taki charakter. Może nie umiem, bo działam zdroworozdsądkowo. Nie wiem.
Heh, przy jego aktualnym problemach z hormonami, to szczerze nie wiem, czy kuszenie szlafrokiem i całuski by się na cokolwiek zdały.
Zazdroszczę Ci.

Niecałe dziesięć lat temu zrobiłam coś szalonego - pojechałam w środku nocy do ówczesnego ukochanego, który był chory, zmęczony i nie wiedziałam, co się z nim dzieje. Ledwo go znalazłam. Spędziliśmy razem 24h, całowaliśmy się pod gwiazdami i tańczyliśmy w deszczu. Później powiedział, że nie możemy się już nigdy zobaczyć. Ja jeszcze w ostatnich podrygach starałam się to ratować, ale już wiedziałam, że nie da rady. Nie dało. Odpuściłam. Minęło niecałe dziesięć lat.
Miał depresję.

Nie umiem Ci nic mądrego odpowiedzieć. Kocham go, ale nie umiem zareagować. Nie wiem co i jak zrobić. Może to faktycznie wynik choroby.

Ja potrzebuję ogarniającego wsparcia. Złapania za rękę. Nie mam siły się o nikogo starać, uwodzić, sratata. Może nabędę.

Wiem, że muszę go do siebie od nowa przyzwyczaić, małymi, lecz zdecydowanymi kroczkami. Ja już wiem, co zrobiłam źle wtedy. Zdobyłam i spieprzyłam sprawę. Zaczęłam mieć pretensje: "dlaczego to ja Cię zdobyłam, a nie Ty mnie", "dlaczego nie chcesz mnie wielbić i być taki, jakim ja chcę żebyś był". Potem się zaperzyłam w dumie. A potem mi już nie wyszło.

A teraz miał problem, pomogłam, Kali może odejść. Musiałam się go dzisiaj o coś zapytać, zadzwoniłam, udzielił odpowiedzi. Ani słowa o linuksie, zupce, anything. Czyli to takie pieprzenie było. Albo to jest moja chora nadinterpretacja. Może powinnam zapytać, co u niego. Albo zapytać wprost, albo coś. Nie wiem, jestem ułomna i nie mam siły.


@Wielokropek
Dziękuję.
Nie jestem w tak aż czarnej dupie, żeby nie funkcjonować w ogóle. Depresja nerwicowa. W ogóle powtórzyłabym Wam to, co powiedziała psychiatra, ale chwilowo mam wyparcie i nie pamiętam... Depresja nerwicowa z czymś tam jakaśtam.


@Fajna babeczka
No i żeśmy się znowu nie zrozumiały wink Ja tłumacząc panu, chyba, Paradygmatowi, posłużyłam się zjadliwą ironią w temacie kanarka! Ciebie nie oskarżam o zjadliwą ironię względem mnie!!

Jeszcze w temacie niezrywania kontaktu jako wyjścia.
Ludziska, nie wierzcie w rady dziecka alkoholika będącego w depresji, z obsesją na punkcie swojego byłego. To zakrawa na samobójstwo w zawieszeniu. Jakbym wiedziała, w jakim jestem stanie, nikomu nie ważyłabym się udzielać rad.

Jestem w strasznym stanie.

48

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Proszę, dziewczyny, napiszcie cokolwiek.

49 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-15 21:58:42)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Prosisz i masz. smile

Poczytałam sobie o tej Twojej dystymii. Jak na depresję, to wygląda ona całkiem nieźle. Ciekawa jestem diagnozy tego drugiego psychiatry,

Jak Ty to teraz przeżywasz?
***
Idiotka jestem, doczytałam Twoje dopiski w poprzednim poście.
Kochana, jesteś mądrą kobietą. Bardzo mądrą. To, że masz depresję nie przekreśla ani Twego dużego doświadczenia, ani mądrości, ani życzliwości, ani niczego.

Zachwycam się Tobą i mój zachwyt nie jest uzależniony od Twej choroby.
Mocno, bardzo mocno Cię przytulam.


***
Nie odzywasz się, trudno.
Na wszelki wypadek wysyłam dwie przesyłki. W jednej - olbrzymia paczka chusteczek-smarkatek; w drugiej - worek treningowy. Używaj zgodnie z potrzebą.

Dawno, dawno temu napisałaś bardzo ważną rzecz. Miedzy innymi, dzięki niej, nie opuściłam tego forum i udzielam się nadal. Napisałaś, mimo że już wtedy byłaś chora, ale ani na jotę nie zmieniło to Twej wrażliwości. Oto ten tekst:

maszkarada napisał/a:

Wielokropek - wiem, że czytanie po raz setny takich słów pisanych przez kolejną młodą dziewczynę może powodować opadanie rąk... mi się też chce walnąć nieraz łbem w ścianę, jak to wszystko tutaj czytam... Ale wcale nie tak dawno byłam taka sama. Wyprowadzajmy ludźmi z błędu, za którymś razem może coś im się przejaśni w główkach.

Dzięki Ci, że jesteś. smile


***
Jestem przy komputerze dość długo. Pisz, jeśli tylko masz taką ochotę.

50

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Masz rację, Wielokropku. Do tego zaburzenia osobowości związane z przewlekłym stresem wywołanym traumatycznymi doświadczeniami.
Najgorsze, czego się obawiałam, to borderline - ale pani powiedziała, że mimo, iż trudno się to diagnozuje, to wielu kryteriów nie spełniam, więc to z głowy.
BTW mam większość somatycznych objawów depresji endogennej - suchość w ustach, utrata wagi (u mnie całkowita 16kg w 4 mce), zanik krwawienia, podwyższone stężenie kortyzolu (miałam badania od endo jeszcze ostatnie), brak apetytu, sen jako ucieczka przed problemami - od kilku lat głównie śpię... Nie wiem, czemu nie zwracałam na to uwagi. Ale podobnież nie endogenna jest ta moja.

Poszłam do niej, żeby ad hoc ktoś mi coś powiedział, bo do supermega specjalisty idę właśnie w piątek.

Ja teraz? Siedzę i mnie boli. Czuję ucisk w klatce piersiowej, najchętniej wbiłabym sobie nóż w okolice serca, żeby to "odciśnieniować". Też mam to od lat, czasami bardziej, czasami mniej. Staram się pracować trochę mózgiem: mówię sobie, że to, że nie widzę teraz żadnego światełka to nie znaczy, że go nie ma. W sumie nie mam wielkich planów. Nie liczę na to, że będę kiedyś naprawdę szczęśliwa, ale chcę żyć z trochę mniejszą ilością bólu. Skupiać się w pracy. Żeby mi obiad smakował. Na nic więcej nie liczę.

W zasadzie ta psychiatra chciała mnie wysłać na oddział... powiedziałam, że nie chcę, ona nie oponowała. Ale nie zapisała mi leków! Powiedziała, że na następnym spotkaniu. Teraz ogarnęłam, że mi to nie gra.

51

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Kochana, a nie mówiłam że jesteś mądrą kobietą?
Metoda malutkich kroczków jest najlepszą.
Poczekamy na tego maga i... do roboty w zwalczaniu tego świństwa (jeśli potwierdzi).
Co do niezapisywania leków. Zwykle nie zapisuje się ich podczas pierwszej wizyty, bo diagnozę trzeba potwierdzić.

52

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

... z depersonalizacją! to było to słowo.

Ja najprawdopodobniej nie znam życia bez zaburzeń depresyjnych. Ciekawe, jak ono wygląda... Mojej mamie niby po kilku miesiącach leczenie pomogło, i to tylko prochy właściwie same... Przy czym, moja mama należy do tych właśnie tzw. prostych ludzi - no offence dla niej, ale taki jest fakt.

Z trudem staram się przeganiać z głowy twarze moich znajomych będących po kilkunastu latach leczenia i terapii w punkcie zero...

Dziękuję Wielokropku, że mnie słuchasz/ czytasz... Dziękuję.

53

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Depersonalizacja, powiadasz.
Cóż, ciekawe słowo. Poczekajmy do piątku. smile

Na farmakologię zawsze jest czas. Najważniejszym postawienie właściwej diagnozy. Takiej 100%. Dopiero później, jeśli trzeba, to leki. Często położenie się na oddział proponowane jest właśnie celem postawienia, po obserwacji, pełnej diagnozy.

Nie znam Twoich znajomych. Znam Ciebie. Wiem, że jesteś osobą zdeterminowaną; osoba, która umie walczyć i walczy o siebie; osoba, która nie odpuszcza.

Też znam kilka osób, którym swego czasu została postawiona diagnoza: depresja. I cóż? Żyją. Nieźle. Pobrali, dłużej lub krócej, różne leki, wzięli się za własną terapię, a teraz... Miło na nich patrzeć i z nimi przebywać.

Będzie dobrze. smile

54

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

A ja Ci kochana zazdroszczę tego czego Ty nie doceniasz. Masz to i nie doceniasz.
Mieć przy sobie ukochanego.....co to znaczy ukochanego ? Miłość to chwilowy stan. Ona szybko mija a pozostaje szacunek, przywiązanie a jak i jeszcze przyjaźń uda się zachować to zupełnie jest super.Ale to są wyjątki, to są wyjątkowe sytuacje, by z miłości chociaż szacunek został. Poczytaj co piszą mężatki z większym stażem. Jak są traktowane i jakie mają życie. Ja do nich również należę. 26 lat w związku i .... totalna porażka.
Twoje marzenie to być z nim , moje rozstać się z nim na zawsze. Ja marzę o samodzielności i wolności. Mając dzisiejszą wiedzę i doświadczenie korzystałabym z życia ile się da. Żaden facet! Zero związków!
Od rana śpiewałabym "kocham cię życie" smile i żyła pełną piersią smile
Ja już skosztowałam małżeństwa, tworzenia domu....wybieram wolność. Miałam męża, który kochał, którego kochałam... i wysoką cenę płacę za tą miłość. Również zmagam się z depresją i chwilami życie wydaje mi się bez sensu. Dziewczyno masz to czego inne Ci mogą tylko zazdrościć. Masz mądrą siebie, pracę, którą kochasz i wolność.

55 Ostatnio edytowany przez maszkarada (2012-02-15 22:40:43)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Może powinnam się w takim razie udać na oddział? Jak mi zaproponują w pt., to rozważę...

Niespecjalnie mam apetyt, od bardzo dawna jem tylko kaszę i rybę z puszki, żeby jeść cokolwiek, ale kupiłam dzisiaj w sklepie kawałek ładnej wędlinki, specjalnie... Poszłam przed chwilą do kuchni zjeść kawałek tej wędlinki... Zjadłam i wracając do pokoju spojrzałam na półkę z książkami - i aż mi się ciemno przed oczami zrobiło. Nie ma sześciu moich książek... zabrał je... był tutaj, zabrał je... miał pytać o moje zdrowie, miał się ze mną spotkać, miał mi coś zrobić do jedzenia...
Wróciłam się do kuchni po szklankę wody, zadzwonił telefon. Czekałam na tel., wiedziałam, kto zacz, ale może... może...
Jednak nie. To był ten oczekiwany. Trzy słowa "nie mogę teraz" i pędem do kibla zwymiotować wędlinkę.

To NIE SĄ objawy depresji. Albo może nie są, ja jestem amatorem.

Coś we mnie robi takie akcje, bo świadome ja siedzi teraz i pali papierosa i myśli "co się dzieje? przecież to dobrze, że on się nie odzywa, bo ja nie jestem w stanie reagować, rozmawiać z nim, bo to mnie tylko rozstraja".

Czuję się jak świr.

@Zofia

Jeżeli masz ten sam szit, to wiesz, jak jest. A człowiek zawsze pragnie tego, czego nie ma. W dodatku tak, ja nie umiem tego docenić. Być może przez tę chorobę. Tego mam nadzieję się dowiedzieć. I dzięki za wsparcie!

56 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-15 22:55:24)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

A jak się czuje świr? tongue
Nie jesteś świrem.

Torsje objawem depresji? Śmiem wątpić. Raczej reakcja na stres. A tych w ostatnich dniach i godzinach masz aż nadto. Możesz spokojnie dzielić się nim i jeszcze sporo Ci zostanie.

***
Poczytałam.
Nudności mogą, choć nie muszą, być spowodowane depresją.
Czekamy do piątku.

57 Ostatnio edytowany przez maszkarada (2012-02-15 22:58:12)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Wg skali stresu Holmes'a i Rahe'a to w przeciągu dwóch lat zapadnę na dziesięć poważnych chorób i dwa razy umrę... w samym 2011 mam punktów 352.
Powyżej 155 stwarza 37% ryzyka na zapadnięcie na poważną chorobę w ciągu dwóch następnych lat.

To mnie nawet rozbawiło wink

EDIT

jest trzecia strona!! 375 pkt.

58

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Brawo!

Bijesz rekordy. Wybacz, nie będę się ścigać.

W takim razie stawiam swoją prywatną diagnozę: masz końskie zdrowie. I szczęście. Mimo wszystko.

59 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-02-15 23:08:24)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Brak apetytu wiąże się ze stresem ale to od nas zależy jak szybko mija. Z 56 spadłam na 46. Czułam się jak anorektyczka. Twarz pociągła i taka pomięta a dla kobiety w moim wieku to ważne by o twarz dbać, bo na twarzy i bez tego już wiele zmarszczek. I te nogi jak patyki i dziwnie na nich falująca skóra. Zjadałam przez kilka dni po kęsie bułki. Szykując obiad chłopcom walczyłam z odruchami wymiotnymi.
Udało się zjeść pół bułki. Zadzwoniła siostra  i natychmiast usłyszała dobrą nowinę. Była przerażona. Jak to przez cały dzień pół bułki ?. A dla mnie to był sukces. Sukcesem było tez brak takich reakcji na zapach jedzenia i słowo< może coś zjesz> Jedynie na wspomnienie miłości i mężusia nadal takie reakcje zdarzały się.
Latem wstydziłam się pokazywać w skąpych ciuszkach.
Zdrowieję i kilogramów przybywa. Wraca apetyt. Jeszcze nie mam zachcianek i wymagań kulinarnych. Nie ważne co jem, ważne, że jem smile Bardzo zależało mi na przytyciu. Tak szczupła czułam się skurczona, więdnąca....

60

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

@Zofia, chudzina z Ciebie nawet przy pełnej wadze AŻ 56 kg wink Ja jestem kawał kobity, mam blisko 180 cm wzrostu i choć nie jestem gruba i mam wąską miednicę, to potencjał się znalazł i wszyscy komplementowali, że ładnie, ładnie schudłam... a nikt nie wpadł na to, że to chorobliwe.

Możesz powiedzieć, co się właściwie stało po tych 26 latach??

@Wielokropek
Ogarniam kaszę. Nie ma rzygania! Ma być jedzone i tyle, nie będzie mi własny organizm jeszcze większej krzywdy robił. Im później w noc, tym moje demony bardziej śpiące, także jest dobry czas. Najgorzej jest rano. Ranki to jest porażka. Wieczorem, jak już się schowam w dom i w szlafrok, to jakoś jakoś...

61

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Po raz kolejny dajesz dowód swej determinacji i zdrowego rozumu. big_smile

62

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Mam kochana ten szit i wiem, przeżyłam więcej niż sądzisz. Ja dotknęłam tej beznadziei, zachłysnęłam się nią i powiem Ci, nie warto. Warto o siebie zawalczyć. Warto odnaleźć fachowca, znawce i poddać się. Mnie bardzo pomaga to forum. Tu mam darmową i zbudowaną z realnych historii, przemyśleń innych, ich doświadczeń ,emocji pomoc. To na historiach innych uczę się siebie rozumieć i budować nowe wzorce. Poprzednie okazały się nic nie warte.
Maszkarado nie widzisz tego co posiadasz. Ja także nie widziałam. Miałam u boku charakteropatę i nie widziałam tego. Codziennie z nim spałam, jadłam, rozmawiałam i nie widziałam kim jest i jakiej destrukcji dokonuje.Poważnie, widziałam skutki jego działań ale nic klarownego do mnie nie docierało.  Pomroczność mnie dopadła, bo źle oceniałam, bo naiwna byłam, i jeszcze kilka "bo" by się znalazło. Ty może też nie umiesz dostrzec tego co ważne, źle oceniasz....
Leki. Ja o nich marzę. Kiedy zażywałam na poprawienie nastroju, cudownie się czułam. Znowu umiałam się śmiać , żartować, dowcipkować. Niestety skutki uboczne( szumy w uszach) i z dobrym humorem pożegnałam się. Zdarzają mi się dni "piżamowe". Musze gotować ( trza dzieci nakarmić) więc gotuję ale w piżamie . Tak jakoś ciężko ją zdjąć a jeszcze ciężej skoczyć w inne ubranie. W takim dniu to zbyt wiele jak dla mnie.
Szpital. Czasami mam ochotę sama zgłosić się na oddział i oddać się w ręce, które niosą pomoc. Tylko dzieci....jak one by to przyjęły po moim miesięcznym pobycie po próbie samobójczej. Nie mam ich też z kim zostawić a same z racji wieku powinny zostać już same. Nie wiem czy jednak żywych po powrocie bym ich zastała, bo potrafią złapać się ostro za grzywy smile.Rzadko to się im zdarza ale zdarza. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia i to bardzo ważnych. Może kiedy je załatwię skorzystam z piżamki w łóżku szpitalnym smile
Mnie się też marzy przypływ energii, chęci do życia. Bywają takie dni ! ale i te piżamowe od kilku tygodni to nie rzadkość sad
Kilka miesięcy temu wczołgałam się na to forum. To tu podniosłam się na kolana, potem wstałam z tych kolan. Dzisiaj stoję jeszcze niepewnie ale samodzielnie. Krok po kroczku wzmacniam mięśnie.
Szukałam też pomocy w poradniach z kiepskim skutkiem.
Zostań więc tu i rozejrzyj się a zapewniam Cię, że masz szanse tu, w słowach i historiach innych znaleźć odpowiedzi na dręczące Cię pytania. To forum roi się od mądrych i doświadczonych ludzi. Tu ukłon w stronę Wielokropka, którą bardzo sobie cenię.
Zachęcam Cie do pracy nad sobą i dasz rade. Jesteś mądrą i silną kobietą. Trzymam mocno kciuki.

63

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Mam 160 cm wzrostu i tylko po pierwszym dziecku byłam okrąglutka( w ciąży przytyłam 24 kilo). Oj ciężko znosiłam tą nadwagę smile Wiedziałam co to znaczą szóste poty smile Tak 54 to moja waga panieńska utrzymująca się tyle lat. Jest +2 zimą i -2 latem. Z 46 szczęśliwa byłaby pewnie dziewczynka, ja skończyłam 50 więc poznałam co oznacza nietoperz na rękach smile. mnie zadowala waga 54- 56 kg :0 i mam nadzieję, że nie schudnę ale i nie przytyję smile
Pytasz więc odpowiadam: Stalo się po 7 latach ! Zaliczyliśmy plajtę sp. jawnej. Moje łzy, przerażenie a on ? znalazł pocieszenie w ramionach mądrej i pięknej rozwódki z dzieckiem. Nie mogłam uwierzyć. Wali się świat( dla mnie świat) a on się zabawia. Po przedziwnym zajściu czym była rozmowa we troje, wyznaniu jej miłości , od stolika wstałam(pewnie blada jak trup)ze słowem " przepraszam". W domu pojawił się skruszony dnia następnego. Dopadło go fatalne zauroczenie a kocha mnie szaleńczą miłością nadal. Przyjęłam, sprzedałam się, tłumacząc się miłością ale zwyczajnie jak dziwka sprzedałam się. Bez niego nie miałabym szans na utrzymanie rodziny nie wspominając o spłaceniu potężnych długów. Kochanka nie rozumiejąc co się dzieje zaproponowała mi spotkanie. Rozmawiałyśmy nie jak rywalki ale jak dwie oszukane kobiety. Jesteśmy do dzisiaj w kontakcie i dzisiaj ona bardzo rada, że drań zakpił i z niej.
On pełen optymizmu i wiary w przyszłość. Obrotny, dający poczucie bezpieczeństwa(dobre i w słowach, dobre i w zapewnieniach) Kolejne firmy, kolejne upadłości i pożyczki , o których dowiadywałam się od komorników albo teraz z odnajdywanych dokumentów(jestem w trakcie pakowania)Kłopoty zwalane były na innych,bo wspólnik, bo urzędnik, bo przepis. On inteligentny i obrotny...no nie on nie mógł być winny.
Zacumował w firmie kolegi. Dostał udziały - "ciche" udziały. Pieniędzy nareszcie starczało na życie. On zarabiał ja prowadziłam duży dom i zajmowałam się dziećmi. Cieszyłam się, że z czasem pospłacamy długi. Mąż nie kwapił się do tego ale chętnie uczestniczył i głos zabierał w tych rozmowach. I na rozmowach kończyło się. Do 07 roku twierdziłam, że mam dobrego męża: czuły, troskliwy, zaradny, niepijący ( no od czasu do czasu). I nagle zaczęły się uwagi,że brudno, nieodśniezone, jego matka niedopilnowana( chociaż sprawna kobiecina bardzo), W listopadzie po weselu znajomych mąż przespał cala niedzielę i chcąc nastawić budzik w jego komórce, zerknęłam na SMS-y. Nie mogłam uwierzyć. Kocha inną.
Oboje twierdzą, że to żarty, taka zabawa  między pracownikami siedzącymi samotnie w 3 pokojach. 
Bilingi nie pozostawiły złudzeń. Zarzekaniom nie było końca, dowodom też. Kazałam się wynosić. Jego dom i nigdzie się nie ruszy. Kocha i zależy mu na rodzinie. Też kochałam. Chęć wygrania z rywalką( i to młodszą o 10 lat) też ogromna.
Kiedy alkohol włączył do swojej codziennej diety, działo się ostro tak zwana ostra jazda bez trzymanki. Poniżanie, obrażanie, miał też swoje ulubione powiedzenie, misiek masz jakiś problem. Miałam więc szczerze się przyznałam. Usłyszałam, to spie****aj. Następnego dnia nauczona złym doświadczeniem stwierdziłam, że nie mam żadnego problemu a odpowiedz była identyczna.
Z czasem zaczął wmawiać mi obsesję na punkcie tej kobiety i chorobę psychiczną. Robił to skutecznie. Poważnie zastanawiałam się czy przypadkiem nierealnie to wszystko postrzegam. Siadałam wtedy przy dowodach i po wnikliwej analizie przekonywałam siebie, że zdrowa jestem. Przekonał również znajomych i rodzinę, z którą przyjaźniliśmy się. Widziałam ich spojrzenia i słyszałam, masz obsesje on jest wierny , zmęczony tą sytuacją, zatroskany ale wierny.Wycofałam się z życia towarzyskiego . Zostałam sama. Wierzyła mi tylko siostra( mieszka daleko i kontaktuje się ze mną tylko telefonicznie) i mama.
Buntowałam się przeciwko całej tej chorej sytuacji. Aż przyszedł dzień, że nie walczyłam, straciłam ochotę, potrzebę.   MARAZM i zmęczenie, samotność i zmęczenie, beznadzieja i zmęczenie i myśl odpocząć, zasnąć. Lekarz, apteka i hotel za miastem i mam o czym marzyłam. Mam szansę odpocząć, a niech myśli cały świat, że zwariowałam - miałam to w doopie. Wszystko miałam w doopie. List wyjaśniający moje myśli i beznadzieję jak i pożegnanie a co najważniejsze przeprosiny zostawiłam na nocnej szafce. Miała go dostać mama.
Zrobiłam to. "Widziałam" przerażoną minę syna powiadamianego przez policję a mimo to ...." odjechałam" za chwilę po zażyciu 60 tabletek relanium.
cdn

64 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2012-02-16 07:00:14)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Świadomość odzyskiwałam powoli. Trwało to kilka dni. Najpierw jakby zdjęcia, potem krótkie filmiki a potem całe dnie ale jeszcze tak mało wyraźne. Taki chodzący : "Koziołek matołek" i ta myśl i te słowa jestem rozczarowana. Pojawił się mąż. Był na pewno. Pamiętam postać jego nad łóżkiem i nic więcej. Kolejne nasze spotkanie jak przez mglę pamiętam ale doskonale pamiętam ten ból i swój płacz w jego ramionach.
Zdarzały się takie dni kiedy nie odbierałam telefonów od niego. Następnego dnia ( a był codziennie ) musiałam tłumaczyć się dlaczego. Nie chciałam będąc w szpitalu powiedzieć mu prawdy. Nie czas i nie miejsce. Czas natomiast był na rozmowę z dziećmi. Chciałam aby prawdę usłyszeli ode mnie. Nie łatwo było ale zadziałały wskazówki psychologa. Udało się smile
Lekarka zapytała jak mnie uratowano ...hmm nie miałam pojęcia. Opowiedział mąż jak to było. Coś "nie grało" w tej opowieści lub nie zrozumiałam czegoś. Mamy wyjaśnienia przedstawiały inny przebieg zdarzeń. Nie miałam siły tego roztrząsać.
Po powrocie do domu pierwsze moje słowa, nie chcę z Tobą być. Czuję, że jesteś dla mnie zagrożeniem. Zrobił się zły ale za chwilę zachowywał się tak jakby nic nie usłyszał. Byłam jeszcze słaba - pomagał w domu. Zostaliśmy pod jednym dachem parą, z moim udawaniem szacunku ? miłości? ( po czasie okazało się , że jego też)
Wróciłam do wyjaśniania różnych wersji wydarzenia. Otworzyłam swój biling i szok :
14 IX wynajmuję hotel i tego dnia kilka razy rozmawiam z mężem. O godz 21 "zasypiam".
15 IX o godz, 14 dzwonię 3 x pod nieznany mi numer ( sprawdziłam, to k;lientka z Allegro), po 15-tej rozmawiam z kochanką męża ( ponoć on mnie szukał od godz 16 jeżdżąc po hotelach a jest ich w moim mieście 50 i w żadnym nie powiedzą kto jest zameldowany) o 23 rozmawiam z nim 28 min! ( nigdy mi nie powiedział o czym)
16 IX po 24 wysyłam do niej SMS-a a za chwilę dzwonię i rozmawiamy ponad 2 min, za chwilę ponownie łączę się z nią i po ponad minucie kończy się połączenie. Dzwonię do mamy z pożegnaniem. Ona utrzymuje mnie na linii a z drugiego telefonu powiadamia policję. Każą jej zwolnić mój numer. Dowiaduje się też, że nikt ich wcześniej o takim zdarzeniu nie powiadomił a miał to uczynić mój mąż.
Po godz 2 odnajduje mnie policja i pogotowie. Odwożą mnie na intensywną terapię. Przychodziła tam mama, kuzyni ale nie mąż, bo on wrażliwy i miękły pod nim nogi jeszcze na korytarzu .
17 IX przewieziono mnie na oddział psychiatryczny.
Wracałam do tej sprawy z mężem kilka razy i za każdym razem pokrętne tłumaczenia otrzymywałam i różne wersje.

Spokojnie czas płynął do końca listopada. Duża awaria w domu( wysiadł piec) mało pieniędzy ( to czas bez pracy a organizowanie nowej, syna firmy) i znowu alkohol i jazda po mnie w tą i z powrotem i jego słowa, "TRZEBA BYŁO TO ZROBIĆ SKUTECZNIE", "WIEM CO ZROBISZ" Spokojnie i z uśmiechem odpowiedzieć musiałam kilka razy, nic z tego , raz i nigdy więcej( oboje mówiliśmy o próbie samobójczej) Nie miałam zdrowia na dalszą rozmowę. Postanowiłam wyjść do kuzynów. Z domu wychodziłam w asyście rozsierdzonego męża i okrzyków spie****aj. Dostałam tego całą serię.
Następnego dnia mówiłam o rozstaniu ale on nie rozumiał dlaczego i po co. Czułam się jak zwierzyna na polowaniu. Postanowiłam nie dać się ustrzelić. Postanowiłam przechytrzyć myśliwego.
Złapałam go na pozostawiony w domu dyktafon " cześć kwiatuszku", odsłuchałam. Wszystkim wmówił  i mnie też próbował, że po mojej przygodzie nie radzi sobie z SYTUACJĄ ( nie powiedział, z emocjami !!) i poznał starszą panią psycholog-amator, która mu gratis pomaga. Uwierzysz, że dali się nabrać, dali mu wiarę ! Dali mu po raz kolejny wiarę ludzie wykształceni, lekarze !  Od "kwiatuszka" usłyszałam, że jestem kochanką jej męża, nasłałam kontrole skarbowe na firmę w której pracuje i po wykrzyczanym zdaniu, co to za manipulacja dziećmi ,zrozumiałam. Mój mąż jej opowiada te dziwne rzeczy, skarży się opowiadając brednie. Skoro mówił znajomym jaka ze mnie wariatka to jej pewnie też. Pogoniłam gada. Wrócił za kilka dni podstępem, wykorzystując syna.
Działałam już zdesperowana i znalazłam sposób. Ustrzeliłam myśliwego.Złapałam na zdradzie i ....na kłamstwach, nic nie znaczących kłamstwach. Takie kłamstwo dla kłamstwa, taki rodzaj zabawy.
ZABRONIŁAM MU, ZAKAZAŁAM przekroczenia progu domu.
Przeprowadziłam też szczerą rozmowę z synami i sami doszli do wniosku, ze ie ma już dla niego powrotu.

Od czasu szpitala zdarzył sie ciąg tragicznych zdarzeń; śmierć ojca, przyłapanie męża na oszustwie, wypadek motocyklowy syna z uszkodzeniem kręgosłupa, po pewnym czasie utrata jego przytomności i złamanie przy tym obojczyka, ODKRYCIE ze mój maż jest psychopatą......czasami pytałam siebie i siostrę czy ja żyję ? a może ja umarłam i jestem teraz w innym wymiarze. Może ten wymiar to właśnie to piekło, o którym tyle słyszałam na ziemi. Może co chwila nieszczęścia będą mnie spotykały za grzechy? Tylko jakie grzechy? Nie grzeszyłam więc jakie grzechy?
Jeśli to real to znaczy, że mąż w realu jest psychopatą, był psychopatą. Opis psychopaty przesłała mi na kompa siostra ( najpierw był mitoman ale nie znalazłam podobieństwa). To był szok. Każdy fragment tekstu opisywał zachowania mojego męża. Szok, ze psychopatą nie jest seryjny i okrutny morderca z napisem na czole psychopata a jest nim miły, czarujący,charyzmatyczny człowiek. Człowiek bez emocji,empatii, bez sumienia, bez uczuć. Jedni mordują, inni biją a jeszcze inni znęcają się psychicznie. Mój mąż należy do tych molestujących psychicznie. Jego życie to destrukcja i tak było. To nie wspólnicy i przepisy rozkładali firmy, to jego destrukcyjne działanie powodowały ich plajty i upadki. Kłamał , bo musiał , bo to jak oddychanie i kłamał cale życie tylko ja tego nie widziałam. Pod maską miłego , troskliwego, opiekuńczego i wrażliwego człowieka skryła się bestia, emocjonalny wampir. Kojarzenie faktów, zdarzeń, jego zachowań i reakcji zajęło mi kilka dni. Straciłam apetyt, wiarę we wszystko.
Ja, ta z rozumem analitycznym nie zorientowałam się wcześniej. Owszem dziwiłam się nie raz jego zachowaniom ale dawałam wiarę słowom o emocjach i uczuciach, Znał je, znal z książek i relacji innych ludzi. Nie zawsze jednak potrafił odpowiednio je dobrać do sytuacji i tak kiedy mówił o starszej pani psycholog/amator powiedział, że nie radzi sobie z sytuacją. Każdy mający emocje powiedziałby , nie radzę sobie z emocjami. Inny przykład, to pytany czy kocha ją( kochankę z którą już mieszkał) , odpowiedział , kocham to takie słowo bez znaczenia. Był szczery -  dla niego bez znaczenia, bez ładunku emocjonalnego. Wiele paskudnych cech ma psychopata i nie będę Cię zanudzać i wymieniać ich. Dodam tylko, że to aktor odgrywający różne role np. dobrego męża, ojca, uczciwego człowieka a tak naprawdę jest bezwzględnym manipulatorem, żądnym pieniędzy i władzy.
Długów mamy mnóstwo i to ja będę musiała je regulować. On nie, on mentalnie nie jest nikomu nic winien, mimo, ze pożyczył. Jestem kolejną ofiarą psychopaty, wyjętą z pod prawa sad a mam jeszcze dzieci na utrzymaniu. alimentów nie płaci ponieważ NIE POCZUWA się do tego.
Pewnie Cię zanudziłam ale chce Ci podziękować za możliwość napisania tego. To mnie oczyściło. Przyniosło ulgę. Wspominałam swoje życie prawie nie roniąc łez. To dobrze. To znaczy, ze już jestem silniejsza smile.
Teraz rozumiesz czemu Ci zazdroszczę ?
Przytulam Cię mocno i szybkiego powrotu do zdrowia życzę smile I uśmiechnij się i uwierz, można być bez niego ( i tu wstaw dowolne imię) szczęśliwą i ja wiem , że dostrzeżesz to szczęście.

65 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-02-16 11:41:29)

Odp: Dwóch panów i jedna Maszkarada

Droga maszkarado,
jezeli Ty w depresji potrafisz tak trzezwo myslec i miec taki dystans do siebie, to jestes naprawde wyjatkowa kobieta.

Wykorzystaj te swoje cechy! One beda Twoja podpora.Dasz rade ! Kto, jezeli nie Ty ?

Wspominalas o borderline.Byc moze masz tylko KILKA cech osobowosci borderliner ( np. Hass-Liebe, hustawki nastrojow, lek przed porzuceniem , strach przed bliskoscia) co nie znaczy, ze musisz byc typowym borderleinerem.To moze stwierdzic tylko bardzo doswiadczony terapeuta. Z tego , co wiem definitywne stwierdzenie jest bardzo trudne.

To na pewno powie Ci w piatek ten madry lekarz.

I pamietaj -zadna dysfunkcja nie skresla czlowieka. Jak dobrze wiesz-nie ma ludzi bez dysfunkcji-bo nie ma rodzicow bez dysfunkcji.Kazdego cos "uwiera", jak okruchy ( i wcale nie chce Cie pocieszac - mowie jak jest)

Posty [ 1 do 65 z 581 ]

Strony 1 2 3 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Dwóch panów i jedna Maszkarada

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024