To też zlewam, a piszę o tym, bo lubię ![]()
A mój komentarz do tego brzmi: niech żyją nasze marzenia!
Hah!
mowilam juz , ze Cie lubie ? :-) Maszkarado
Pomarzyć dobra rzecz...jak w piosence.
I oby się marzenia spełniały...w realu, a nie śmiercią naturalną umierały.
395 2012-04-15 17:51:02 Ostatnio edytowany przez maszkarada (2012-04-15 17:53:15)
Ponieważ nie mogłam się nie pochwalić poczynionym kolejnym krokiem na drodze do wykonania swojej ulubionej piosenki... ![]()
Tłumaczenie nie jest kanoniczne, tylko literackie, no i musiały się sylaby zgadzać, że się to dało zaśpiewać.
(ja się teraz uczę "Portu Amsterdam", jednej z moich innych ulubionych piosenek, w oryginale Brel'a, po polsku śpiewanej m.in przez K. Groniec)
*
Swego rodzaju nieznajomy
Tak, wierzę w to, co żyło w nas
Choć poróżniły nas słowa
Wczoraj wychodząc, Bóg wie
Byłam gotowa, lecz
usłyszałam tysięczny raz
miliony idiotycznych zdań
W braku decyzji wciąż milczałam
W cichym napięciu stojąc
przy drzwiach
A wszystko to, co wiem
To, co wiem na pewno
Ta wiedza to nie wszystko, gdy
tlą się w nas uczucia
Wewnętrzny żar
Splecionych ciał
Dotyku rąk
Moje słowa są tak zużyte
Bezużyteczne u jego wrót
Rym, rytmika i logika
Bledną przy spotkaniu ust
Znam tak wiele trudnych słów
Lecz nie pojmuję ich znaczenia
Słyszę kroki czyichś stóp
Na korytarzach zwątpienia
Łamanych obietnic cały stos
Świat jest okrutny, taki los
więc milcz, kochany
Nie próbuj nic powiedzieć, bądź
prawdą niewypowiedziany
W świecie śmiertelnego zimna
Trzymaj się mocno, tego, co znasz
Zbyt wiele nie myśl, Twe imię przeminie
Choć lata wspomnień
w pamięci masz
Swego rodzaju aniele
Czy mogę spojrzeć w Twe oczy?
Wszelkich zastrzeżeń poczyń niewiele
Słowa przestały obchodzić mnie
Nie obchodzi mnie Twoje imię
Nie, nie przedstawiaj się
W ogóle nie mów, nie
Mogę tu czekać naprawdę długo
Nim znów mnie porwie miłości pieśń
Chodź do mnie, jesteś tak piękny
Szeroko otwarte są moje drzwi
Swego rodzaju aniele, jeśli to Ty
Chodź do mnie, jesteś tak piękny
Szeroko otwarte są moje drzwi
Nieznajomy, wejdź, jeśli to Ty
Nooooooooo!
Moja Pani!
Podziwiam, coraz to nowe umiejętności prezentujesz.
![]()
Chwal się, chwal. Masz czym. ![]()
397 2012-04-16 08:45:49 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-04-16 20:24:00)
wzielas sie bardzo do pracy! Kreatywnosc to na pewno Twoj atut, bo to bardzo trudny do tlumaczenia tekst. Na niemiecki wychodza same bzdury. szukalam i nie znalazlam nic , co byloby do przyjecia, stad wiem , ze to ciezka sprawa.
Z tym Amsterdamen to nielatwy kawalek :-))) -jak Ty TO spiewasz, to no, no, no !
~~~~~~~
A Kasi Groniec lubie to:
ale jedno wykonanie podoba mi sie jeszcze bardziej
398 2012-04-17 11:56:22 Ostatnio edytowany przez maszkarada (2012-04-17 11:58:50)
To, że ja go śpiewam, jeszcze nie znaczy, że nie jest to jakieś koszmarne wycie
Mam długi wydech, dobry oddech przeponowy i całkiem dobrą ekspresję, ale zdarza mi się poważnie zafałszować, kiedy nie rozluźnię mięśni dobrze. Często niestety z tym rozluźnieniem mam problem, nawet ćpiąc prozak ![]()
Wczoraj skrzeczałam tylko. Teraz staram się wdrożyć relaksację metodą synchronizowania fal mózgowych ![]()
To tłumaczenie opublikowałam jeszcze w innym miejscu, po za forum i swoją stroną; w miejscu gdzie dyskutują fani tegoż zespołu i jest takoż wielu Polaków (jest specjalny wątek Polaków
)
Niestety, eksiu, również bywalec, nie omieszkał wysmażyć mi recenzji, co mnie przed godziną doprowadziło niemal do konwulsji. Nie dlatego, że mnie skrytykował, bo napisał, że tłumaczenie jest rewelacyjne i srutututu masę merytorycznych uwag; ale nie omieszkał dodać, że powinnam przetłumaczyć jeszcze inny kawałek, który jest "o złych kobietach, które kocha się mimo wszystko - co jest jego przekleństwem". Jego, czyli eksia w tym kontekście.
U mnie od razu spowodowało to eksplozję smutku i hejtu, czemu ja nie jestem złą kobietą, którą kocha się mimo wszystko, czemu ja nie jestem tamtą kobietą, którą on tak kochał, czemu, k**wa, ja mam dokładnie to samo, czyli wciąż częścią serca kocham człowieka "mimo wszystko" - bo raczej nie za to, że jest bucem, który mnie nie kochał i zostawił.
Mam przestać pisać na forum, które jest dla mnie mega ważne? Mam przestać pracować w zawodzie, który jest dla mnie mega ważny? Mam wyjechać z tego miasta? Mam zmienić numer telefonu, maila i nazwisko?? Jestem rozgoryczona.
Pomarańczowa, proszę proszę, nie dawaj mi tu nic z egzystencjalistów w reply ![]()
To, że ja go śpiewam, jeszcze nie znaczy, że nie jest to jakieś koszmarne wycie
Mam długi wydech, dobry oddech przeponowy i całkiem dobrą ekspresję, ale zdarza mi się poważnie zafałszować, kiedy nie rozluźnię mięśni dobrze. Często niestety z tym rozluźnieniem mam problem, nawet ćpiąc prozak
Wczoraj skrzeczałam tylko. Teraz staram się wdrożyć relaksację metodą synchronizowania fal mózgowych
Humor Cie w dalszym ciagu nie opuszcza:-)
Lubie ten Twoj dystans do siebie , wiesz.
To tłumaczenie opublikowałam jeszcze w innym miejscu, po za forum i swoją stroną; w miejscu gdzie dyskutują fani tegoż zespołu i jest takoż wielu Polaków (jest specjalny wątek Polaków
)
Niestety, eksiu, również bywalec, nie omieszkał wysmażyć mi recenzji, co mnie przed godziną doprowadziło niemal do konwulsji. Nie dlatego, że mnie skrytykował, bo napisał, że tłumaczenie jest rewelacyjne i srutututu masę merytorycznych uwag; ale nie omieszkał dodać, że powinnam przetłumaczyć jeszcze inny kawałek, który jest "o złych kobietach, które kocha się mimo wszystko - co jest jego przekleństwem". Jego, czyli eksia w tym kontekście.
U mnie od razu spowodowało to eksplozję smutku i hejtu, czemu ja nie jestem złą kobietą, którą kocha się mimo wszystko, czemu ja nie jestem tamtą kobietą, którą on tak kochał, czemu, k**wa, ja mam dokładnie to samo, czyli wciąż częścią serca kocham człowieka "mimo wszystko" - bo raczej nie za to, że jest bucem, który mnie nie kochał i zostawił.Mam przestać pisać na forum, które jest dla mnie mega ważne? Mam przestać pracować w zawodzie, który jest dla mnie mega ważny? Mam wyjechać z tego miasta? Mam zmienić numer telefonu, maila i nazwisko?? Jestem rozgoryczona.
czemu ? czemu? czemu ?
jak to tu mowia:" das Leben ist kein Wunschkonzert"
Ale masz racje, to rzeczywiscie moze zdolowac.To takie rozgrzebywanie juz zasklepiajacych sie ran.
Pomarańczowa, proszę proszę, nie dawaj mi tu nic z egzystencjalistów w reply
...ale co zrobic, jak ja to tak kocham?..:-))) i chcialam Tobie troche "sprzedac"
Ale dobra, od teraz muzyka lekka , latwa i przyjemna ! :-)))) -ale ja takiej NIENAWIDZE!
prosze:
"das Leben ist kein Wunschkonzert"
podoba mi się to... no tak, tak, c'est la vie.
Walką o cień uśmiechu i chwilę spokoju.
DZIEN DOBRY MASZKARADA,
I juz sama nie wiem co mnie olsniewa, Twoja historia czy Twoj odwazny, pol kmoczny, pol tragiczny styl pisma....
Pozdrowienia
Nie mam nic ci do powiedzenia, bo ciebie czyta sie jak dobra ksiazke, ktora chcialoby sie kontynuowac....
anida
Dziękuję, aczkolwiek... Pamiętacie taką dziecięcą "zagadkę", jaką zadawały sobie dziewczynki: wolisz być mądra i brzydka, czy ładna i głupia? (ja oczywiście, szczerze, jestem za opcją no.2)
No to jakby mnie ktoś zapytał: czy wolałabyś być wiecznie cierpiąca, nadwrażliwa i niestabilna psychicznie, a do tego ładnie pisać; czy wolałabyś mieć święty spokój - no, odpowiedź jest dla mnie prosta i oczywista. Mam gdzieś, głęboko gdzieś każdy swój piep*ony talent, czy półtalencie, czy beztalencie; chcę być spokojna, zadowolona i zasypiać w czyichś ramionach, mieć psa i spokój!!!
No, ale życie to nie koncert życzeń, jak mawiają sąsiedzi zza Odry.
Nie przetłumaczę tej piosenki. To jest moja piosenka, nie jego piosenka... Z satysfakcją pomyślałam o tej złej kobiecie, którą kochał mimo wszystko, że go odrzuciła, zostawiła, nie chciała, spuściła w kiblu!
maszkardo, jak się miewasz ?
Zamilkłaś, co jest lekko niepokojące... Chociaż może nie powinnam się matrwić...może Twoje samopoczucie, uległo tak znacznej poprawie, że nie odczuwasz już potrzeby pisania na forum.
Jak dobrze by nie było (czego oczywiście życzę)to, jednak odezwij się proszę ![]()
Dzień dobry!
Wróciłam dzisiaj w nocy z UK, trzy tygodnie temu umarł mój dziadek i stąd nie miałam w zasadzie czasu na cokolwiek. Długo by opowiadać, ale jakieś tragiczne tragedie się nie działy. Standardowo - na pogrzebie wszyscy płakali i robili dulszczyznę (no, przecież jak pogrzeb, to się płacze, a zła, wyrodna maszkarada z Warszawy nie ma serca), a ja podtrzymywałam matkę, bo co, jak co, ale płakać mi się nie chciało, bo dziadka widywałam raz na ruski rok. Dla mnie - ulga. Był bardzo chory, bardzo zmęczony, cała rodzina była umęczona. Gdziekolwiek jest, jeśli jest, to i tak lepsza alternatywa niż zwijanie się z bólu nie mogąc się ruszyć, załatwić, zjeść, czy chociażby się odezwać.
Trochę mnie podłamała asysta w ostatnich dniach życia dziadka, a każda para rąk do pomocy była ważna, także moja. Anyway, wszystko skończone.
Niestety, nerwica daje momentami o sobie znać. Na lipiec mam przewidziane schodzenie z prozacu, czego trochę się obawiam: nie chcę wrócić do stanu początkowego. Dzisiaj zapomniałam z domu obu telefonów i cały dzień tłumacze sobie, że naprawdę nic się nie stanie z tego powodu; mam w głowie wizje dzwoniącej co 5 minut matki, brata, banku, policji, prezydenta USA, itd, itp. Mój rozsądek mi podpowiada, że raczej odezwie się tylko o 15 eurocash z promocjami, ale weźcie tu dyskutujcie z nerwicą...
W UK też miałam słabe momenty; jednak moja potrzeba rutyny jest dość duża; co drugi terminal nie przyjmował moich kart, co powodowało już u mnie kołatanie serca (bank nie wie, co jest z tymi kartami). Wyjazd ogólnie udany, załatwiłam, co miałam załatwić, a w wolnym czasie leżałam pod jakimś rozłożystym drzewem w Kensington Garden i karmiłam te śmieszne czarne kaczki z wielkimi stopami. BTW faceci - mocno średnio, jednak Niemcy są ogólnie chyba przystojniejsi
Chociaż okazuje się, że mam jakiś typ urody, który bardzo kręci wszystkich arabów w UK, nie wiem czemu, bo ja sama wyglądam bardziej "middle east" niż słowiańska piękność z Otwocka.
Reasumując, jest raczej po zwykłemu, ale na tyle nudno, że pisanie Wam o mojej daily routine nie miało większego sensu ![]()
Aaaa. Napisałam z miesiąc temu poważnego maila do eksia, że nie życzę sobie z nim jakichkolwiek kontaktów i żeby wziął sobie to poważnie do serca. Z mojej strony to definitywny koniec naszej znajomości. Niech spada na palmę kokosową.
Dzięki Volver za troskę i pozdrowienia dla wszystkich ![]()
406 2012-05-28 14:03:12 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-05-28 14:14:07)
Witaj Maszkarado,
niezle sobie radzisz, jak na nerwice.Wyjazdy , zalatwianie spraw, ta cala sytuacja z dziadkiem i jeszcze mialas energie i determinacje, zeby napisac do eksia...
Normalnie dla kogos nawet calkowicie pozbawionego...ähm... nerwow :-)) bylaby to niezla jazda.
P.S.
Niemcy mowisz przystojniejsi ?No ! jest kilu ! :-)
A jak tam polscy Polacy ??? nie paleta sie tam jakis godny uwagi? Ktory by Ciebie zainteresowal mam na mysli.
Wiem, wiem , mowilas , ze w Warszawie nie ma ...ale pozostaje jeszcze Poznan, Krakow, Gdansk, Glodowa Wolka...czy inne Wilkowyje
Slyszalam, ze ponoc pare milionow tego chodzi ! :-)))))
P.P.S
nie to, zeby to byla koniecznosc z tym polskim Polakiem na dwoch nogach, ale mysle sobie, ze dwie ,albo trzy endorfiny zalewajace Twoj mozg by sie przydaly?! :-))))))))))
No, ponoć faktycznie trochę ich jest. Podobno wszystkie problemy związane są z dysproporcją - najwięcej facetów w wieku rozrodczym to rolnicy na wsiach, takoż faktycznie, Głodowa Wólka jest jakąś alternatywą ![]()
Nie narzekam na brak zainteresowania; tylko ja jakoś zaczynam powoli doceniać to, że mogę sobie żyć poza wszelkimi kompromisami sama. Może coś, może kiedyś, gdzieś... Nie wiem, czy jestem na tyle zdrowa i stabilna, żeby szukać jakichś okazji.
Nie narzekam na brak zainteresowania; tylko ja jakoś zaczynam powoli doceniać to, że mogę sobie żyć poza wszelkimi kompromisami sama. Może coś, może kiedyś, gdzieś... Nie wiem, czy jestem na tyle zdrowa i stabilna, żeby szukać jakichś okazji.
wiem...i tez tak mysle.
To byl tylko zart z mojej strony, troche ku pokrzepieniu serc...
a jak ta terapia ? czy cos pomaga ? czy trzeba czekac dluzej ( nie znam sie na tym ), prawdopodobnie wiele dluzej ?
czy dogadujesz sie z terapeutka,bo to zdaje sie zasadniczy warunek
Odkąd zaczęła się uśmiechać, to jest w miarę spoko
Na początku sprawiała wrażenie, że ma lekki szczękościsk ![]()
Ogólnie wg niej i wg pani psychiatry jest bardzo do przodu i w ogóle "ach!", aczkolwiek ja do końca nie czuję się przekonana do tego hurraoptymizmu. Czuję różnicę, ale czy jakąś wielką...
Ze sporym bólem przestawiam się z bycia control freakiem, który nosi trzy portfele, ustawia szklanki na półce równo, musi być w domu przed północą i musi mieć wszystko zaplanowane na miesiąc do przodu i histerii dostaje, kiedy plan się wykrzacza; na bycie człowiekiem, który zdaje sobie sprawę z nieprzewidywalności życia. Nie ma po co się tego bać, bo strach mnie przed tym nie uchroni. Co prawda życie wydaje mi się mało warte uwagi i zachodu, jeżeli nie można uzdatnić go do moich bardzo wysokich norm bezpieczeństwa
Wszelkie bezpieczeństwo wydaje się być iluzją, nie da się być bezpiecznym, nigdy nie da się ogarnąć wszystkiego. Przezwyciężenie tej ściany to moje główne zajęcie teraz.
410 2012-05-28 15:20:25 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-05-28 15:21:54)
Odkąd zaczęła się uśmiechać, to jest w miarę spoko
Na początku sprawiała wrażenie, że ma lekki szczękościsk
Ogólnie wg niej i wg pani psychiatry jest bardzo do przodu i w ogóle "ach!", aczkolwiek ja do końca nie czuję się przekonana do tego hurraoptymizmu. Czuję różnicę, ale czy jakąś wielką...Ze sporym bólem przestawiam się z bycia control freakiem, który nosi trzy portfele, ustawia szklanki na półce równo, musi być w domu przed północą i musi mieć wszystko zaplanowane na miesiąc do przodu i histerii dostaje, kiedy plan się wykrzacza; na bycie człowiekiem, który zdaje sobie sprawę z nieprzewidywalności życia. Nie ma po co się tego bać, bo strach mnie przed tym nie uchroni. Co prawda życie wydaje mi się mało warte uwagi i zachodu, jeżeli nie można uzdatnić go do moich bardzo wysokich norm bezpieczeństwa
Wszelkie bezpieczeństwo wydaje się być iluzją, nie da się być bezpiecznym, nigdy nie da się ogarnąć wszystkiego. Przezwyciężenie tej ściany to moje główne zajęcie teraz.
aha, rozumiem.
czyli uczysz sie akceptowac, ze zycie i tak i siak zrobi z nami co zechce ? :-)
Nie, ale na powaznie, to na pewno ogromna praca tak sie tego wszystkiego ( co nam sie wydaje oczywiste) WYUCZYC.
Wszelkie bezpieczenstwo, wszelkie "zawsze" i wszelkie "nigdy" to uluda. Tak samo jak "czarne" i "biale"Zycie to odcienie tych dwoch kolorow.
Ale przeciez zyjemy! idziemy naprzod tymi swoimi drozkami, raz sie potkniemy , i co z tego ? jeszcze nieraz sie przeciez zdarzy!
Wszystko się niby zgadza - ale jak cieszyć się życiem, kiedy jutro o tej porze mogę być już ledwo żywym, sparaliżowanym warzywem podłączonym do aparatury podtrzymującej życie?
Kiedy pomimo tego, że dołożę wszelkich starań, żeby nic się nie stało - doniczka może mi spaść na głowę z pierwszego lepszego balkonu?
Niby wiem - po prostu nie przejmować się niczym poza bieżącą chwilą... ale trudno przekształcić lata nabywania pewnych przekonań w inne.
Nasze dróżki nigdzie nie prowadzą i jakoś trudno mi to zaakceptować, żeby mieć siły nadać życiu mój własny sens. Być może któregoś dnia obudzę się i będę wiedziała, jaki sens mam mu nadać. Ciągle szukam póki co ![]()
Nasze dróżki nigdzie nie prowadzą i jakoś trudno mi to zaakceptować, żeby mieć siły nadać życiu mój własny sens. Być może któregoś dnia obudzę się i będę wiedziała, jaki sens mam mu nadać. Ciągle szukam póki co
nigdzie nie prowadza powiadasz ?
nie zgodze sie. To znaczy zgodze sie pod tym wzgledem , ze nie prowadza w tym sensie ze "i tak umrzemy ". Ale to tylko jedna strona medalu.
Zauwaz drobiazgi ,hmmm... takie na przyklad jak : ze z zadnej rozmowy nie wychodzisz taka , jaka w nia weszlas. Cos zyskalas, albo cos stracilas, jakies nowe doswiadczenie, albo jakies nowe rozczarowanie.
A wiec prowadza !
TWOJE drozki prowadza Ciebie. A dokad?- niewiemy.
Ale to nic nie szkodzi , ze nie wiemy. Bo zyjesz, Ty! Maszkarada.
I to zycie jest warte zycia. Niczego innego. Bez fajerwerkow i balonow ( jak ja to zawsze mowie.Po prostu zycia. Bycia.
Na jakiej podstawie, Pomarańczowa, wnosisz, iż życie jest warte życia? Polemika godna wszystkich najtęższych umysłów filozofii, prawda, ale w takiej warstwie, powiedzmy, stricte dnia codziennego ![]()
Żyję sobie, no bo co mam robić, wieczność na mnie czeka, to się nie ma co spieszyć specjalnie; może w moim życiu brakuje punktów odniesienia, momentów do przywołania w pamięci jako argumentów, że życie jest warte życia? Nie wiem.
Na razie pożyję i poczekam, czy może jakieś nastąpią ![]()
414 2012-05-28 17:32:33 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-05-28 17:35:40)
Na jakiej podstawie, Pomarańczowa, wnosisz, iż życie jest warte życia? Polemika godna wszystkich najtęższych umysłów filozofii, prawda, ale w takiej warstwie, powiedzmy, stricte dnia codziennego
:-))
Na jakiej podstawie ??
Bez podstaw!
to tak , jakby zapytac : Co jest istota czlowieczenstwa ?
I wtedy musialabym odpowiedziec:
-Sklonnosc do zadawania sobie tego pytania
:-)
Żyję sobie, no bo co mam robić, wieczność na mnie czeka, to się nie ma co spieszyć specjalnie; może w moim życiu brakuje punktów odniesienia, momentów do przywołania w pamięci jako argumentów, że życie jest warte życia? Nie wiem.
Na razie pożyję i poczekam, czy może jakieś nastąpią
Moze szukasz nie tam , gdzie trzeba ?
Zycie chyba nie ma jakiegos glebokiego sensu , nie istnieje.To mit.
Ja na przyklad jestem kolekcjonerka chwil ! :-)
Zbieram chwile.
Sprobuj.
415 2012-05-28 17:53:01 Ostatnio edytowany przez maszkarada (2012-05-28 17:57:45)
No toż ja właśnie o tych chwilach mówię, tylko ta moja kolekcja jest jakaś słaba ![]()
Wiem, że nie ma wielkiego, omnipotentnego sensu i żyję sobie z tą świadomością odkąd odeszłam od religii, bardzo dawno temu, jako dzieciak jeszcze; jest to dla mnie jasne i logiczne.
Ech, byłam w domu około pierwszej, chce mi się spać, a dzisiaj muszę jeszcze jechać do terapeutki po pracy, zapomniałam telefonów, mam trochę logistyki ogólnej do opanowania i pewnie tak smucę dziś ![]()
EDIT
btw dowiedziałam się, czym jest ta czarna kaczka z wielkimi stopami. To coot, czyli występująca i w Polsce łyska. Polecam wygooglować, to jest jakiś dowcip natury ![]()
Dzień dobry,
Długo by opowiadać o tym, co się działo ze mną w ostatnich tygodniach (nic dramatycznego generalnie). W każdym bądź razie zmienił mi się obraz wielu rzeczy, o wielu sprawach (ważnych) się dowiedziałam i sporo zrozumiałam: odnośnie siebie, swojej rodziny, swojej przeszłości i teraźniejszości.
Chyba zdecyduję się udać na terapię grupową dla dda/ddd. Nigdy nie chodziłam na grupę, może to jest fajne?
Tak samo, jak mój ojciec do końca życia będzie alkoholikiem, a matka współuzależnioną depresantką, ja do do końca życia będę tym, czym jestem: dzieckiem alkoholika, ofiarą przemocy psychicznej, człowiekiem emocjonalnie okaleczonym. Takoż, czy nie należy się zaprząc do roboty i every given single day orać to poletko? Czuję dość duży zapał do akcji ![]()
Z innej beczki, to dzieje się dużo rzeczy fajnych; mniej fajnych, zupełnie niefajnych; życie się toczy... Zrozumiałam, że tak naprawdę nad niczym nie można sprawować kontroli, a "niespodzianka" nie musi oznaczać dostania po głowie zza winkla, a nieznane nie zawsze musi być powodem do strachu.
Także, może ze 20% zostało wyleczone
Powiększa się moja lista chorych gałęzi, które należy z mojego drzewka odciąć. Nad tyloma rzeczami jeszcze muszę pracować - ale coś trzeba przecież w życiu robić.
W lipcu będę odstawiać leki pod nadzorem psychiatry i lekko się obawiam, że natychmiast, jak tej substancji zabraknie w mojej krwi, to powróci depresja/ nerwica/ bógwico.
Sporo czuję teraz różnych rzeczy, np. dużo się złoszczę. Tak, generalnie bardzo dużo rzeczy mnie strasznie wkurza, to i sobie pokrzyczę nieraz nawet. Ale znowuż, jak odczuwam różne miłe uczucia to też tak ekspresyjniej.
No i to by było na razie na tyle
Pozdr.
Ooooooooooooo!
Jak się cieszę, że się odezwałaś!
Cieszę się też (a może przede wszystkim) z Twoich wniosków dotyczących i dalszej terapii, i skonstatowania, że nie można wszystkiego zaplanować. Poza tym, z Twego postu spokój bije na odległość. To nie tylko efekt lekarstw. ![]()
Serdecznie Cię pozdrawiam.
a mnie sie wydaje Maszkarada, ze Tobie to po prostu chlopa brak:) Ale takiego fajnego, wesolego i z przytupem. Bo co to za zycie: praca, dom, terapeuta? A gdzie milosc, wzloty i upadki? Tylko prosze nie zrozumiec mnie zle: nie namawiam do zycia TYLKO miloscia. Bo juz tu sporo takich watkow i zblakanych owiec mamy, co to za para portkow swiata nie widza. Ale tak bez milosci to jakos szaro i pusto mi sie wydaje. Kwiaty mniej pachna, slonce bledsze jakies, ptaki ciszej swiergola...
Moze i leki nie bylyby wowczas potrzebne? I zlosc minelaby a gore bralyby pozytywne emocje?:)
Moje życie jest bardzo spoko. Nie sądzę, żebym się chciała zamienić na jakieś inne. Także żadne "co to za życie", bo ono jest całkiem w pytkę, o. Nie jest mi ani szaro, ani pusto, a związek uczuciowo - erotyczny to jeden niewielki wycinek tego, czym jest miłość ![]()
Z miłością, a doprecyzowując - z miłością do mężczyzny (i na abarot) jest tak, że albo się spotyka odpowiedniego faceta i się tworzy związek, albo nie. No to ja jeszcze nie spotkałam. Nie mam nic przeciwko, jestem mega otwarta; czort wie, może już znam człowieka, z którym mnie połączy coś więcej, może jeszcze na oczy go nie widziałam, no idea.
Nie wiem, jak z innymi ludźmi, ale jeżeli chodzi o mnie, to na 100% wiem, że nie będę szczęśliwa z kimś, jeżeli nie będę szczęśliwa sama. Skoro jestem już szczęśliwa sama, to mogę próbować ![]()
A konkluzja miała właściwie być taka, że to, że jestem "nieuleczalnie" chora na moje dysfunkcje, NIE powoduje u mnie już jakiegoś wielkiego problemu. Ludzie mają łuszczycę, chorobę Crohna, dializy, etc., a ja mam taki krzyżyk i tak muszę funkcjonować, żeby mi się jak najlżej go niosło.
Leki właśnie przestają mi być potrzebne, bo zrobiły co swoje - wyregulowały przepływ serotoniny w mózgu ![]()
Moje życie jest bardzo spoko. Nie sądzę, żebym się chciała zamienić na jakieś inne. Także żadne "co to za życie", bo ono jest całkiem w pytkę, o. Nie jest mi ani szaro, ani pusto, a związek uczuciowo - erotyczny to jeden niewielki wycinek tego, czym jest miłość
Nikt nie namawia do zamany zycia, mozna je jednak ubarwiac. Nie wierze, niestety, ze egzystencja na bazie pracy zarobkowj, rozmaitych hobby oraz zacisza domowego jest jednak w stanie zapewnic to COS co daje bliskosc drugiej osoby w zyciu. Do jakiegos momentu tak, za lat 10 lub wiecej juz nie.
Z miłością, a doprecyzowując - z miłością do mężczyzny (i na abarot) jest tak, że albo się spotyka odpowiedniego faceta i się tworzy związek, albo nie. No to ja jeszcze nie spotkałam. Nie mam nic przeciwko, jestem mega otwarta; czort wie, może już znam człowieka, z którym mnie połączy coś więcej, może jeszcze na oczy go nie widziałam, no idea.
Zgadzam sie, ze to musi byc odpowiedni czlowiek a nie byle para spodni. I na takiego warto poczekac.
Nie wiem, jak z innymi ludźmi, ale jeżeli chodzi o mnie, to na 100% wiem, że nie będę szczęśliwa z kimś, jeżeli nie będę szczęśliwa sama. Skoro jestem już szczęśliwa sama, to mogę próbować
Tez sie zgadzam z ta kolejnoscia, dodam tylko, ze jak juz jestem ze soba szczesliwa to jestem tez gotowa na wiecej szczescia. Tylko mam pytanie: czy bedac szczesliwa ze soba bylabym tez szczesliwa TYLKO ze soba? Tu nie mam tej pewnosci. Sadze, ze jednak nie.
A konkluzja miała właściwie być taka, że to, że jestem "nieuleczalnie" chora na moje dysfunkcje, NIE powoduje u mnie już jakiegoś wielkiego problemu. Ludzie mają łuszczycę, chorobę Crohna, dializy, etc., a ja mam taki krzyżyk i tak muszę funkcjonować, żeby mi się jak najlżej go niosło.
A skad wiesz, ze ta Twoja choroba jest nieuleczalna? Zyciorysu nie zmienisz ale emocjonalnie chyba jestesmy w stanie sie zmieniac i jakos wzmacniac odpornosc na zle mysli i wspomnienia?
Leki właśnie przestają mi być potrzebne, bo zrobiły co swoje - wyregulowały przepływ serotoniny w mózgu
OK, to w porzo:) Bo ja mam wstret do wszelkich farmaceutykow i dlatego omijam te paskudztwa szerokim lukiem. Wole dobry koniaczek na smutki:)
Nie wiem, jak z innymi ludźmi, ale jeżeli chodzi o mnie, to na 100% wiem, że nie będę szczęśliwa z kimś, jeżeli nie będę szczęśliwa sama. Skoro jestem już szczęśliwa sama, to mogę próbować
A konkluzja miała właściwie być taka, że to, że jestem "nieuleczalnie" chora na moje dysfunkcje, NIE powoduje u mnie już jakiegoś wielkiego problemu. Ludzie mają łuszczycę, chorobę Crohna, dializy, etc., a ja mam taki krzyżyk i tak muszę funkcjonować, żeby mi się jak najlżej go niosło.
wrocila nasza maszkarada!!
:-))))))))
Jestes wspaniala kobieta . Mowil Ci to juz ktos? :-))))
Wlasnie tak jest.Kazdy ma "cos".A sa gorsze rzeczy. Zacznijmy na "A":
AIDS
Alkoholizm
Amyloidoza
Autyzm
...
...
Oo, koniaczku za dużo skutkuje haftem koniakowskim ![]()
Na ojca się napatrzyłam przez lata, jak koniaczkiem leczył smutki, ja się potruję lekami prędzej, każdy musi mieć swoje używki ![]()
A co do tego, czy mi ktoś mówił... etc. ... a była taka jedna, Pomarańczowa się zwała ![]()
Maszkarado,masz fantastyczny styl pisania.Twoja historia calkowicie mnie pochłonęła,jak żadna inna.Tak sie wczytałam,ze totalnie nie wiem co sie obok mnie działo :-).Podziwiam Cię.
Pewnie się nie dowiem,ale....czy nazwisko Krzysztofa zaczyna się również na K ?
...tylko skąd te smutki? Z nudy, z braku milości. Ja ostatnio tez leczyłam alko...
..pewnie chodzi o to że faceta brak i nie o to ze wokół jest ich pelno, ale takie co rozumie i czuję naprawdę.....tzn. jakby się zakochać jak nie ma w kim?
Wuzetko,
Nazwisko Krzysztofa nie zaczyna się na K, co więcej, w prawdziwym świecie to w tej historii nie było nikogo o tym imieniu
Nadaję wszystkim jakieś ksywy. Tak więc, nie było żadnego "Krzysztofa" bo gość miał na imię zupełnie inaczej.
Manda, dziękuję ![]()
Motylku,
Zgodnie z moim postrzeganiem świata smutki biorą się z zupełnie czego innego. Oczywiście, jak się nie ma kogoś bliskiego, jest trudno. Jak się nie ma partnera/ki - też, bo człowiek tak jest skonstruowany, że potrzebuje seksu, troski, opieki i bliskości. Nie mniej jednak, to kultura w której żyjemy nauczyła nas błędnie stawiać w centrum naszego świata "miłość". Piszę to słowo w ciapkach (jak to się nazywa w jęz. polskim!?) ponieważ miłość to trochę co innego moim zdaniem. A my, jako przedstawiciele tej a nie innej kultury właśnie, rozumiemy pod tym pojęciem romantyczne uczucie.
Zobacz, że ludzie, którzy mają partnerów i są w szczęśliwych związkach, też się smucą, mają doły, deprechy, szukają sensu w życiu... Posiadanie partnera to po prostu posiadanie towarzysza długiej podróży.
Wuzetko,
Zgodnie z moim postrzeganiem świata smutki biorą się z zupełnie czego innego. Oczywiście, jak się nie ma kogoś bliskiego, jest trudno. Jak się nie ma partnera/ki - też, bo człowiek tak jest skonstruowany, że potrzebuje seksu, troski, opieki i bliskości. Nie mniej jednak, to kultura w której żyjemy nauczyła nas błędnie stawiać w centrum naszego świata "miłość". Piszę to słowo w ciapkach (jak to się nazywa w jęz. polskim!?) ponieważ miłość to trochę co innego moim zdaniem. A my, jako przedstawiciele tej a nie innej kultury właśnie, rozumiemy pod tym pojęciem romantyczne uczucie.Zobacz, że ludzie, którzy mają partnerów i są w szczęśliwych związkach, też się smucą, mają doły, deprechy, szukają sensu w życiu... Posiadanie partnera to po prostu posiadanie towarzysza długiej podróży.
Ja to sobie w ramki i nad łóżko!!!
Świetnie oddaje moje ostatnie przemyslenia, których nie potrafiłam tak zgrabnie ubrać w słowa.
Dzięki Maszkarado ![]()
maszkarado, co to jest "romantyczna milość" ? Przecież tego już nie ma, była dawniej w epoce romantyzmu chyba. Ale teraz? Gdzie?
czym jest miłość wg Ciebie. Ile się jej trzeba naszukać, żeby było naprawdę fajnie, a nie tylko tak sobie, płytko, jest bo jest?
Watpię zeby ludzie dziś stawiali milość na 1 miejscu, chyba bardziej kariere, wygodne życie, podroże, nowy dom i bmw....nie ma czasu w takim szybkim zyciu na milosc - za duzo halasu wokol, pustych atrakcji miasta, nie ma czasu na bycie we dwoje, cisze, spokoj......no chyba w bieszczadach...za to jest gonienie za czyms....
A czemu się smucą - bo czy mają partnera czy nie mają, to COŚ (zycie jako ogół, i ludzie tez, i ten '"romantyczny" partner ) ich rozczarowuje...
Dobra, no to lekcja historii literatury ![]()
Romantyzm, czyli nazwa pewnej epoki, wzięła się od niemieckiego słowa "powieść". Romantyzm cechowały m.in: weltschmerz, czyli ból istnienia, polegający z grubsza na tym, co ja tu przez większość czasu robiłam - czyli wzdychaniu i narzekaniu; indywidualizm i skupienie na sobie; skupienie się na różnych nieistniejących elementach rzeczywistości, jak duchy, potwory, jutrzenki, nimfy i Konrad Wallenrod; IDEALIZACJA sfery uczuciowej; IDEA ROMANTYCZNEJ MIŁOŚCI, komunii dusz, bratniej duszy, drugiej połówki jabłka, whatsoever.
I to ostatnie jest dla naszych rozważań najistotniejsze. Do romantyzmu pojęcie "miłości" funkcjonowało mniej więcej tak, jak określiła to żona mleczarza Tewjego w "Skrzypku na dachu": "spędziłam z Tobą życie, rodziłam Ci dzieci, jeżeli to nie jest miłość, to co to jest?".
Romantyzm przyniósł ze sobą coś, co dzisiaj co bardziej ogarnięci ludzie określają mianem obsesji, czyli cierpienie z tzw. miłości, oddanie za nią życia, zatracenie się w "ukochanej" osobie.
Kultura po dziś dzień korzysta z tych wzorców - vide komedie romantyczne, harlequiny, seriale na Polsacie.
Dlaczego w dawnych czasach, przy braku psychologów, terapeutów itp., a przy niewątpliwym sporym udziale procentowym różnych dysfunkcjonalnych typów, społeczeństwo funkcjonowało?
W kwestiach damsko- męskich m.in dzięki swatkom, które korzystając z doświadczenia życiowego starych kobiet, którymi były z reguły, potrafiły lepiej od zaślepionych namiętnością młodych ludzi, dobrać ich w pary - tak, żeby trwały one stosunkowo długo, te ich związki.
Co do kariery i nowego BMW: znakomita większość, ok. 99% moich współtowarzyszy korpożycia w warszawskim szklanym wieżowcu, mając pieniążki, BMW sztuk kilka i wszystko inne, pragnie tylko tej romantycznej miłości. Tych motylków w brzuchu i weltschmerzu. Tak jak mój były - dla niego miłość to była udręka i ekstaza. TO JEST OBSESJA, nie miłość.
Chwilowo muszę Was zostawić z tą krótką wprawką, bo muszę iść do swojej korpokuchni po korpokawę ![]()
Bardzo lubię czytać Twoje posty. ![]()
Pozdrawiam Cię serdecznie.
...co to jest "romantyczna milość" ? Przecież tego już nie ma, była dawniej w epoce romantyzmu chyba. Ale teraz? Gdzie?
Za miłością romantyczną, to chyba nie ma co tęsknić...
W końcu, to jednak miłość nieszczęśliwa... niespełniona, niemożliwa do zrealizowania. Taki niby ideał uczucia, a w rzeczywistości wielkie cierpienie, które staje się treścią życia. Po co, to komu ? ![]()
Osobiście romantyzm w każdej postać znoszę dość ciężko
Dla mnie to, pachnie jakimś emocjonalnym rozedrganiem i neurotycznością... ![]()
Maszkarado, ale właśnie od tego miłosnego schmerzu na początku znajomości można razem coś zbudować - związek, bo bez motylków czy warto zaczynać, po co? Także miłość ma cos z obsesją wspolnego. Dla mnie prawdziwa miłośc taka jest - ekstaza i udręka, ale moge się mylić...:(
Wiem jedno - bywa że taka true love moze nas wpakowac tez w niezle bagno....:(
Każdy ma swoją prawdę
Ja się zgadzam jak najbardziej z Volver; co do "udręki i ekstazy" to ja się nie piszę na taką rozrywkę ![]()
434 2012-06-15 11:23:58 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-06-15 11:26:40)
O wiele bardziej niż romantyzm w literaturze pasował mi pozytywizm ![]()
Jak sobie przypomne Cierpienia młodego Wertera to aż mną trzęsie.....
to tak a propos literatury.....a życie to już zupełnie inna bajka...
Ja lubiłam chyba tylko literaturę wojny i okupacji; po "Przedwiośniu" i tej powieści o rąbniętym doktorku, który poświęcił swoje życie pracy u podstaw... nie pamiętam tytułu... mam traumy prawie jak po dorastaniu w rodzinie alkoholowej ![]()
"Nad Niemnem" to też był dramat. A a propos pozytywizmu, to nie ogarniam, czemu te ponure nowelki o umierających z głodu zwierzętach i umierających z przeuczenia dzieciach ("Nasza szkapa", "Łysek z pokładu..." & "Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela") serwuje się młodocianym w podstawówkach.
Szczęśliwie, z literatury romantycznej udało mi się przeczytać jedynie "Dziady cz.2" które są jawnym dowodem na to, że autor ćpał, oraz "Kordiana" z którego zaśmiewaliśmy się z kolegami do łez
All in all, nasza formacja kulturowa w bardzo dużym stopniu opiera się na wynalazkach tego okresu ![]()
Może jest na sali ktoś wykształcony w tym temacie i by to porządnie wyjaśnił? ![]()
436 2012-06-15 11:45:46 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-06-15 11:46:05)
Chyba doktor Judym to był? Ludzie bezdomni zdaje się....
Nad Niemnem piękna patriotyczna lektura - trochę o miłości trochę o walce i prześmiewcza dla francuskich snobizmów tamtych czasów...
A co do lektur w podstawówce to faktycznie moja córka ostatnio narzekała, że wszystkie lektury smutno sie kończą (a jest dopiero w 3 klasie).
A a propos pozytywizmu, to nie ogarniam, czemu te ponure nowelki o umierających z głodu zwierzętach i umierających z przeuczenia dzieciach ("Nasza szkapa", "Łysek z pokładu..." & "Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela") serwuje się młodocianym w podstawówkach.
Abyśmy już od dziecka godnie i wytrwale nieśli swoje "krzyże"...
Taki wstęp do "poświęcania się " w dorosłym życiu... ![]()
438 2012-06-15 11:52:08 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2012-06-15 11:53:09)
.....a mnie to nakrecą taka "ekstaza i udręka", lubię to uczucie, emocje i ludzi którzy takie emocje maja.......może to coś z masochizmu???....
....w bilbli przecież jest napisane -obyć był zimny, albo gorący, nigdy nie letni....
...lepiej czuc ból, milość itp i cokolwiek niż NIC nie czuć
No ale jak nastapiła Młoda Polska to dopiero sie działo!
To pożądanie nirwany...
Kompletne odbieganie od rzeczywistości, marzenia, sny...totalna dekadencja..
Krytyka wszystkiego co mieszczańskie, poukładane, odrzucenie konwenansów....genialna jest "Moralność Pani Dulskiej". A już w teatralnej wersji w wykonaniu Anny Seniuk...majstersztyk!
.....a mnie to nakrecą taka "ekstaza i udręka", lubię to uczucie, emocje i ludzi którzy takie emocje maja.......może to coś z masochizmu???....
....w bilbli przecież jest napisane -obyć był zimny, albo gorący, nigdy nie letni....
...lepiej czuc ból, milość itp i cokolwiek niż NIC nie czuć
No, mnie akurat Twoja "znienawidzona letniość"
kojarzy się z równowagą wewnętrzną do której wciąż dążę. Dla mnie brak pewnych emocji, to jakby rozszerzenie świadomości...
maszkarada napisał/a:A a propos pozytywizmu, to nie ogarniam, czemu te ponure nowelki o umierających z głodu zwierzętach i umierających z przeuczenia dzieciach ("Nasza szkapa", "Łysek z pokładu..." & "Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela") serwuje się młodocianym w podstawówkach.
Abyśmy już od dziecka godnie i wytrwale nieśli swoje "krzyże"...
Taki wstęp do "poświęcania się " w dorosłym życiu...
Cos w tym jest. Szczególnie kobiety sa wychowywane w duchu poświęcania sie w imię wyższych idei......
Volver, jeślibyś kiedyś zakładała partię, to ja się zapisuję ![]()
Motylku - cytatami z Biblii można udowodnić wszystko, tak, jak statystyką. Jezus np. nauczał, żeby kochać bliźniego swego, jak siebie samego. Nie BARDZIEJ, tam nie ma słowa o żadnym "bardziej" czy o żadnym poświęcaniu się. Jezus generalnie w wielu miejscach mówi jak pierwszy znany cywilizacji psychoterapeuta: że człowiek musi dbać o siebie, kochać siebie, szanować siebie, zmieniać siebie - i to dopiero jest kluczem do kochania innych.
A, że udręka i ekstaza dają kopa - si! Oczywiście, że dają. To tak działa. Nazywa się to fachowo bodajże stymulacją nieregularną (wzmocnieniem nieregularnym). Polecam wogooglować.
Monia - no, Młoda Polska była faktycznie ok., jakoś mi się o tym zapomniało, pewnie chodziłam wtedy na wagary ![]()
Huśtawce emocjonalnej i poświęcaniu się mówię stanowcze NIE.
Opowiadam się za spokojem i harmonią, czyli tą "znienawidzoną letniością".
![]()
Ta "letniość" jest bezcenna. I dla mnie nie oznacza nieodczuwania.
Volver to moze prawda, może ta "znienawidzona letniość" to klucz do szcześcia?, bo ile sie mozna motać, jak czlowiek sie starzeje ![]()
Maszkarada - czyli ludzie nie daja szczescia innym bo siebie nie kochaja? To prawda może być, skoro siebie niekochasz, nie dbasz o cialo i umysł to i kto inny pokocha Ciebie?
445 2012-06-15 14:13:16 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2012-06-15 14:15:05)
Huśtawce emocjonalnej i poświęcaniu się mówię stanowcze NIE.
Opowiadam się za spokojem i harmonią, czyli tą "znienawidzoną letniością".![]()
![]()
Ta "letniość" jest bezcenna. I dla mnie nie oznacza nieodczuwania.
Poświęcaniu i wyrzekaniu swojego "ja", czy kochaniu za bardzo, poniżaniu się itp., też mówię - nie.
Natomiast moja chec przeżywania (życia, emocji, związku), a nawet udręczania się (?) jest tak wielka, że tej letniości, która byc może właśnie dalaby mi spokoj pojąc nie mogę
: (
Masochizm (?)
Jestem słupem soli, nic mnie już nie boli , tak spiewala M.Jakubowicz - czyli buddyjski spokoj, brak pragnien, oczekiwan od siebie i inhych - to jest klucz, czy jednak boli i ekstaza ? Ich weiss nicht ;( Noch nicht ![]()
Volver napisał/a:maszkarada napisał/a:A a propos pozytywizmu, to nie ogarniam, czemu te ponure nowelki o umierających z głodu zwierzętach i umierających z przeuczenia dzieciach ("Nasza szkapa", "Łysek z pokładu..." & "Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela") serwuje się młodocianym w podstawówkach.
Abyśmy już od dziecka godnie i wytrwale nieśli swoje "krzyże"...
Taki wstęp do "poświęcania się " w dorosłym życiu...
Cos w tym jest. Szczególnie kobiety sa wychowywane w duchu poświęcania sie w imię wyższych idei......
Smutna Monia, kobiety sie poświecaja w imie wyższych idei (ale jakich? - dom, rodzina, sprzatanie i gotowanie???) , a potem wszytsko pryska i się okazuje, ze nikt je nie szanuje, a one same zatracaja same siebie ![]()
Wielokropek napisał/a:Huśtawce emocjonalnej i poświęcaniu się mówię stanowcze NIE.
Opowiadam się za spokojem i harmonią, czyli tą "znienawidzoną letniością".![]()
![]()
Ta "letniość" jest bezcenna. I dla mnie nie oznacza nieodczuwania.Poświęcaniu i wyrzekaniu swojego "ja", czy kochaniu za bardzo, poniżaniu się itp., też mówię - nie.
Natomiast moja chec przeżywania (życia, emocji, związku), a nawet udręczania się (?) jest tak wielka, że tej letniości, która byc może właśnie dalaby mi spokoj pojąc nie mogę: (
Masochizm (?)
![]()
Jestem słupem soli, nic mnie już nie boli , tak spiewala M.Jakubowicz - czyli buddyjski spokoj, brak pragnien, oczekiwan od siebie i inhych - to jest klucz, czy jednak boli i ekstaza ? Ich weiss nicht ;( Noch nicht
To zupełnie inaczej rozumiemy słowo "spokój". ![]()
smutnamonia napisał/a:Volver napisał/a:Abyśmy już od dziecka godnie i wytrwale nieśli swoje "krzyże"...
Taki wstęp do "poświęcania się " w dorosłym życiu...
Cos w tym jest. Szczególnie kobiety sa wychowywane w duchu poświęcania sie w imię wyższych idei......
Smutna Monia, kobiety sie poświecaja w imie wyższych idei (ale jakich? - dom, rodzina, sprzatanie i gotowanie???) , a potem wszytsko pryska i się okazuje, ze nikt je nie szanuje, a one same zatracaja same siebie
No tak oczywiście w imię "tych wyższych idei" właśnie...
Całe życie słyszałam od matki, że kobieta musi a facet ewentualnie może...........
Volver to moze prawda, może ta "znienawidzona letniość" to klucz do szcześcia?, bo ile sie mozna motać, jak czlowiek sie starzeje
Nie może, a raczej na pewno...
Nie jest, to może już klucz... ale ten rodzaj stanu ducha, pozwala jakby jaśniej myśleć i dokonywać trafniejszych wyborów. Będąc "letnim", chyba zdecydowanie szybciej, dostrzega się też, źródła negatywnych emocji...
To co nasza kultura nazywa miłością, jest jedynie, jej marnym substytutem. W Twoim ujęciu dodatkowo, przypomina raczej nałogowe uzależnienie, niż wzniosłe uczucie. Tak jakbyś dzięki taumatycznym przeżyciom, nareszcie czuła, że żyjesz
Dla mnie, Twoja potrzeba, tych wszystkich silnych emocji, ma w sobie, pewien rys niesamodzielności i lęku...
Niestety "prawdziwa miłość" jest wciąż wielką rzadkością, zarezerwowaną dla ludzi w pełni świadomych ![]()
motylek79 napisał/a:Volver to moze prawda, może ta "znienawidzona letniość" to klucz do szcześcia?, bo ile sie mozna motać, jak czlowiek sie starzeje
Nie może, a raczej na pewno...
Nie jest, to może już klucz... ale ten rodzaj stanu ducha, pozwala jakby jaśniej myśleć i dokonywać trafniejszych wyborów. Będąc "letnim", chyba zdecydowanie szybciej, dostrzega się też, źródła negatywnych emocji...
To co nasza kultura nazywa miłością, jest jedynie, jej marnym substytutem. W Twoim ujęciu dodatkowo, przypomina raczej nałogowe uzależnienie, niż wzniosłe uczucie. Tak jakbyś dzięki taumatycznym przeżyciom, nareszcie czuła, że żyjeszDla mnie, Twoja potrzeba, tych wszystkich silnych emocji, ma w sobie, pewien rys niesamodzielności i lęku...
Niestety "prawdziwa miłość" jest wciąż wielką rzadkością, zarezerwowaną dla ludzi w pełni świadomych
Dzieki Volver, dałaś mi do myślenia...To prawda, ze jak nie ma tych emocji czuję że z wolna umieram
Lęki to oddzielna sprawa, od dzieciństwa po dziś...
Kubeł zimnej wody wylał na mnie przyjaciel,w którym byłam zakochana tak obsesyjnie - mówiąc że moja milość jest dziecinna (?), choć przecież nie miała nic z wysyłania serduszek, misiów, banałów itp.
i Ty też piszesz, ze jest we mnie slabość...:(
Ja taki offtopic chciałam - byłam w weekend na weselu (nogi mnie bolą do dzisiaj, tak mnie wujki obtańcowali) i złapałam welon ![]()
Teraz siedzę oczekując na rychłe zamążpójście :>
BTW nie wiedziałam, że ten welon trzeba oddać pannie młodej i mam go w domu. Mam nadzieję, że to nie zniweczy wróżby!
Ja taki offtopic chciałam - byłam w weekend na weselu (nogi mnie bolą do dzisiaj, tak mnie wujki obtańcowali) i złapałam welon
Teraz siedzę oczekując na rychłe zamążpójście :>BTW nie wiedziałam, że ten welon trzeba oddać pannie młodej i mam go w domu. Mam nadzieję, że to nie zniweczy wróżby!
:-))))))))))))))
Nie! Nie zniweczy
Lubie ten Twoj humor!
Dziękuję ![]()
Dzisiaj za to natknęłam się na ciekawego mema, do obejrzenia przez wszystkie obsesyjnie zakochane kobiety i nie tylko.
Nie ma linków, takoż instrukcja:
wchodzimy na Google i wybieramy "google com in english"
wchodzimy w wyszukiwarkę grafiki
wpisujemy: overly attached girlfriend
następnie oglądamy po kolei obrazki, śmiejemy się i wynosimy z tego lekcję ![]()
na ciekawego? ..... poczekamy jak na Godota.....
Hej
Ja tak tylko na chwilę, bo jestem trochę zajęta, ale coś Wam pokażę:

To mój pies
Pies z adopcji. Buldożek!
Wszystko jest spoko u mnie. Przekażę Wam jedną naukę, jaką wyniosłam ostatnimi czasy z życia: siedzenie na czterech literach i marzenie o lepszej przyszłości to wyjście dobre dla egzaltowanych pensjonarek
Trzeba się sprzęgnąć, przestać czekać "na lepsze czasy" i REALIZOWAĆ plany ![]()
Pozdro ![]()