nie znam sie na lekach, ale co mi pierwsze do glowy przychodzi, to to, ze byc moze dawka poczatkowa byla za duza?
Skontaktuj sie telefonicznie z lekarka i przedstaw sytuacje. Moze wystarczy obnizyc troche dawke,( chyba ze to niewskazane) ,ona juz bedzie wiedziala .Prawdopodobnie i tak kazdy organizm jest inny i inaczej reaguje.
Dobra, próbuję ją namierzyć.
Ona mnie uprzedzała, że tego typu rzeczy mogą wystąpić - organizm musi się przyzwyczaić, etc... A ja "zwykle" bywam po prostu szybka, giętka i ekspresyjna i może stąd teraz ten dysonans aż taki.
Dobra, próbuję ją namierzyć.
Ona mnie uprzedzała, że tego typu rzeczy mogą wystąpić - organizm musi się przyzwyczaić, etc... A ja "zwykle" bywam po prostu szybka, giętka i ekspresyjna i może stąd teraz ten dysonans aż taki.
moze te wstepne niepozadane objawy po prostu z czasem ( po tygodniu albo dwoch) mina i nie bedziesz musiala rezygnowac z pracy - co byloby chyba niezbyt wskazane, zwazywszy, ze musialabys siedziec sama w domu i "rozmyslac "
Mam zmniejszyć dawkę alrpazolamu - we will see
dzieki ![]()
Co trzy głowy, to nie jedna. ![]()
Dzięki za wieści.
:-) a mowia , ze gdzie kucharek szesc...
Bedzie dobrze!
Jestem jakimś mega uzależnieniowcem, czy coś, bo niby mam farmakologiczny chill, ale i tak jakoś mi tak smutno jest i w ogóle. Jeśli po trzech dniach byłam w stanie uzależnić organizm od alprazolamu, to jestem serio one of a kind: czuję się tak sobie i nie za bardzo mam ochotę jutro rano nie brać tego tabsa. Ale skoro kazali
No i jak już zaczynam się tak przywiązywać do tego, to im prędzej zejdę z tego, tym lepiej.
I niestety zaczynam nabierać apetytu... Ila ja dzisiaj zjadłam, matko... dwie ryby, kupkę ziemniaków, rybę w galarecie, batonika, jogurt... jak na mnie, to jest sporo ![]()
Część obowiązków udało mi się wymienić z koleżanką - w mojej pracy to jest trudne, bo akurat od tego, co ja robię, to jestem tylko ja.
Taka fajna głupawka była, a powoli powoli włącza mi się znów myślenie o wszystkim naokoło ![]()
Nie słyszałam jeszcze o kimkolwiek, kto uzależniłby się od jakiegokolwiek leku już w czwartym dniu jego stosowania. Nie licz więc na to. ![]()
A poza tym, faktycznie, trudny wybór.
Być spowolniałą w reakcjach z głupawką, czy też mieć reakcje typowe dla siebie, lekkie uspokojenie i pracujący mózg? Ot, dylemat.
I gratuluję tego, że nie żywisz się już wyłącznie powietrzem. ![]()
Mogłabym, Wielokropku, zostać zjadaczem Lotosu, nie widzę problemu ![]()
Czego wspominać nie mam - wszystkie tak zwane "dobre" wspomnienia i tak łączą się z bólem; w jakąś znacznie lepszą przyszłość bardzo staram się uwierzyć, ale system dopiero będzie przeprogramowany... Dobrze, że od narkotyków jakoś mnie zawsze odrzucało, bo tak coś czuję, że takie otępienie mogłoby mnie wkręcić.
Z uwierzeniem w lepszą przyszłość jest tak trochę jak z bogiem i tym, co o wierze w boga mówił Lem: od samej wiedzy, że z wiarą byłoby mi łatwiej żyć, nie umiem uwierzyć.
To, co mnie głównie trzyma od zawsze przy życiu i jakiejś tam aktywności, to ciekawość. Bo odkąd "zrobiłam sobie" wolność, nie umiem postawić sobie żadnego celu, nic mnie nie kręci. Nie kręci mnie kariera zawodowa, wbrew pozorom nie jestem bóg-wie-kim i nie mam pędu, żeby tym bóg-wie-kim być. Pieniądze to samo. Bachorzęta i domek z mężusiem to jest w ogóle jakiś rodzaj koszmaru dla mnie. Lubię gdzieś sobie pojechać, ale żeby podróżowanie po świecie też stanowiły dla mnie jakąś zajawkę, także nie uważam... Nikt mnie chyba nigdy nie kochał (rodzicom nie udało się nigdy mi tego okazać) i to może byłoby ciekawe doświadczenie.
Tylko nie wiem, czy ludzie, których nie kochano i którzy nienauczeni są miłości, to są przez te wszystkie terapie naprawialni.
Kaspara Hausera nigdy nie nauczono być człowiekiem. Kurczak na fermie za matkę uważa dającą ciepło lampę.
Chociaż, czy to spędza mi sen z powiek? Czasami. Jak już Ci pisałam, wielkich planów nie mam, tylko sobie urządzić tę doczesność jakoś w miarę wygodnie i bezboleśnie.
(...)Jak już Ci pisałam, wielkich planów nie mam, tylko sobie urządzić tę doczesność jakoś w miarę wygodnie i bezboleśnie.
I Ty twierdzisz, że nie jest to wielki plan?
Pozwolę sobie mieć inne zdanie na ten temat.
To jaki plan byłby planem minimum? Przeżyć? ![]()
Wegetować. ![]()
Trudno mi wyobrazić sobie, żeby ktoś mógł przyjąć sobie to za plan ![]()
Znam kilka takich osób.
Podjęły decyzję o wegetowaniu.
145 2012-02-22 10:27:53 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-02-22 10:39:05)
Jestem jakimś mega uzależnieniowcem, czy coś
(..)I niestety zaczynam nabierać apetytu... Ila ja dzisiaj zjadłam, matko... dwie ryby, kupkę ziemniaków, rybę w galarecie, batonika, jogurt... jak na mnie, to jest sporo
(...)Taka fajna głupawka była, a powoli powoli włącza mi się znów myślenie o wszystkim naokoło
;-)
ale jestes tez chyba jakims mega "szybkoskutkowcem" :-)
bo to , ze tak szybko nabralas apetytu,to chyba nie norma ? Dobry znak!
Mowisz , ze wlacza Ci sie Twoje myslenie, to tez dobrze, bo bezmyslnosci pelno na kazdy rogu.
Edit
Co do Hausera, to nie przesadzajmy. Nie porownalabym Cie do niego !- masz zbyt duzy zasob slow i ta erudycja!( nie pomijajac dowcipu i polotu) :-)
146 2012-02-22 12:15:49 Ostatnio edytowany przez NiobeXXX (2012-02-22 12:16:55)
....() ludzie , których nie kochano i którzy nie sa nauczeni miłosci...
....() nikt mnie nigdy nie kochał (rodzice nie okazywali)...
Nie do konca z tym sie zgadzam, miłosci nie mozna sie nauczyć albo ma sie ja w sobie albo nie.
Moi rodzice, kiedy byłam małą i słodką dzieweczka tez nie okzaywali mi uczuc, bo ich zwyczajnie przy mnie nie było.
Pobrali sie na początku studiów i nie planowali zaraz dziecka-przyszło samo (po latach mama sama przyznała sie, ze gdy sie urodziłam oboje z ojcem nie mieli bladego pojecia co ze mna zrobić- nie dorośli do rodzicelstwa), troche odrosłam mama wróciła na studia a tata znalazł prace (w innym miescie) i przez ładnych kilka lat byli weekendowymi rodzicami a ja z babcia i z dzadkiem (babcia dosc oschła ale dziadek rewelacja).
Pammietam, ze gdy w niedziele po południu wracali do "siebie" czyli na studia i do pracy było mi bardzo smutno i po ich wyjezdzie brałam taty sweter , mamy bluzke czy cokolwiek co oboje nosili w dniu wyjazu , robiłam sobie z tego poduszke i tak lezałam na tych ubraniach dopóki mi nie przeszło.
Pamietam, ze w tamtych czasach te wszystkie uczucie wyładowywałam na zwierzetach.... miałam koty, ciagle nosiłam je na rekach, tuliłam, spałam z nimi, bawiłam sie.
Rodzice skonczyli edukacje , wrócili do domu i zaczeli prace i była znów tylko praca a ja znów z babcia i dziadkiem (Bosze jak ja bardzo dziadka kochałam..) i tak to trwało do momentu az urodziła sie moja siostra (miałam wtedy 8 lat) , nagle mama zwolniła nieco tempo i posciweciła sie siostrze , ja w miedzyczasie powaznie zachorowałam, omal nie umarłam i mamie przypomniało sie, ze ma 2 dzieci.
Takie było moje dziecinstwo, nie było zbyt fajnie bo czułam sie odrzucona i niekochana ale patrzac z perspektywy lat nie mam do nich zalu- nie mieli wyjscia a zycie tak im sie ułozyło jak sie ułozyło, teraz obje pracuja , dobrze zarabiaja, sa zrealizowani zawodowo, mame przesladuje poczucie winy, ze zaniedbała mnie jak byłam dzieckiem, przez co zachorowałam ( ja juz od dawna o tym nie mysle, bo nie odbiream tak tego).
Nauczyłam moja mame okazywania uczuc, bo jak byłam mała to niezbyt czesto mnie przytulała i nie pamietam by powiedziała , ze mnie kocha- ale ja ich kochałam.
Oczywiscie to wszystko zostawiło jakies slady we mnie, ale o tym juz nie chce pisac, bo takie powroty do przeszłosc i rozpamietywanie zali nie prowadzi do niczego konstruktywnego i sprawia , ze sie cofamy.
Tez mam nerwice, stany lekowe (towarzyszą mi z lekkimi przerwami od dziecka), miałam depresje-leczyłam sie z niej ok 10 m-cy.
Brałam leki p-depresyjne, anksjolityki w miedzyczasie skonczyłam studia med i tak to sie toczy, nie sadze bym kiedykolwiek w pełni zapanowała na tymi emocjami (tak ładnie nazywam stany lekowe) ,nie wiem czy kiedys bede szczesliwa ale moge byc zadowolona z zycia, wiara w zyciu jest niezbedna ( nie mówie o wierze w Boga, bo ta u mnie nie jest zbyt silna, ale wiara ogólnie w sens naszego zycia), zycie moze byc lepsze ale to zalezy od nas samych- na to mamy wpływ.
Nie wiem, czy kiedys załoze rodzine (nie jestem poukładana ) ale spoko, wyobrazam sobie zycie bez i tez jest ok, nie mam zbyt wygórowanych ambicji zawodowych- stawiam sobie cele i daze do ich osiagniecia ale jesli nie uda sie nie ma tragedii, wystarczy swiadomosc , ze w danej sprawie zrobiłam co mogłam.
Staram sie ulepszyc te sfery zycia na które mam wpływ a reszta "niech sie dzieje wola nieba znia sie zawsze zgadzac trzeba"
.
------------------------
PS. Alprazolam to shit, nie wiem czemu lekarze przepisuja to na kazda nerwowa dolegliwosc, poczawszy od problemów ze snem a konczywszy na ostrej nerwicy lekowej i do tego strasznie przymula, brałam tylko raz- zjadłam 2 tab i spałam przez kilka dni- lekarz nie popisał sie, Xanax nie jedyny.
----------------------------
Ale długi post ale czułam, ze chce to napisac i dzieki ze tu mogłam
.
Niobe,
Enjoy! Pisz, co chcesz ![]()
Ze mną było bardzo słabo, naprawdę słabo i musiałam dostać coś, co mi w danej chwili pomoże "na raz". Już zmniejszyłam dawkę, jest dużo lepiej. Od soboty zwiększam fluoksetynę z 10 na 20 i schodzę z alprazolamu.
Ufam tej lekarce anyway, komuś trzeba, z resztą ona się cieszy wielkim autorytetem w okolicy... Ma mega dobre opinie i od depresantów i od nerwicowców i od reszty, ale będę mieć oczy otwarte - lekarz też człowiek ![]()
No, to obawiam się, że ja bardziej wmawiam sobie, że we mnie jest miłość, w kontekście tego, co napisałaś. Tęskniłam za rodzicami, kiedy mama pracowała lub ciągle spała, a ojciec był gdzieś daleko, albo w ciągu alkoholowym. Moi dziadkowie też nie byli sympatyczni, źle mnie traktowali. Najlepiej w sumie traktowała mnie sąsiadka, ale ona znowuż miała zupełnie dziwne podejście do sprawy alkoholizmu, etc... W każdym razie bardzo prędko zaczęłam ich wszystkich nienawidzić. Co prawda dzisiaj nikogo nie nienawidzę, ale i nie kocham. Albo wydaje mi się, że nie kocham. Nie wiem. No, siebie kocham. I chyba swojego brata. Ale nie wiem.
To jakbyś pytała ślepca o kolory.
Nie neguję tego, że moi rodzice mnie kochali - kochali tak, jak umieli i ok., ale ja o tym nie wiedziałam i nie czułam tego.
Fajne rzeczy czułam przy swoim byłym dla przykładu, ale nie wiem, czy to była miłość. Do tej pory robi mi się ciepło i miło jak się uśmiechnie, zacznie gadać jakieś głupoty. Rozczulał mnie, czułam się bezpieczna, zadowolona, taka jakaś spokojna. Chciałabym, żeby ten człowiek był szczęśliwy, wyleczył się, ogarnął, spotkał kogoś, z kim będzie szczęśliwy, może założył rodzinę... Przykro mi, że jest nieszczęśliwy. Nie chodzi o to, żeby był ze mną, czy coś... Ale sądzę, że gdybym wiedziała, że jest szczęśliwy to jakiś kamień z serca też by mi spadł. Trudno się żyje ze świadomością, że ktoś bliski cierpi, nie można mu pomóc, a dla własnego dobra nie należy się do niego zbliżać i tym bardziej próbować pomóc.
Dygresja.
Szkoda, że wg Twojej koncepcji nie można nauczyć się kochać: ale wg mojej można i liczę na to, że będę kiedyś kochać i ktoś mnie będzie kochał, jakkolwiek to wygląda ![]()
148 2012-02-22 13:31:46 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-02-22 13:32:22)
(...)robi mi się ciepło i miło jak się uśmiechnie, zacznie gadać jakieś głupoty. Rozczulał mnie, czułam się bezpieczna, zadowolona, taka jakaś spokojna. Chciałabym, żeby ten człowiek był szczęśliwy, wyleczył się, ogarnął, spotkał kogoś, z kim będzie szczęśliwy, może założył rodzinę...
Przykro mi, że jest nieszczęśliwy. Nie chodzi o to, żeby był ze mną, czy coś... Ale sądzę, że gdybym wiedziała, że jest szczęśliwy to jakiś kamień z serca też by mi spadł.
to cos takiego, jak kochac :-)
Dygresja
....() ludzie , których nie kochano i którzy nie sa nauczeni miłosci...
....() nikt mnie nigdy nie kochał (rodzice nie okazywali)...Nie do konca z tym sie zgadzam, miłosci nie mozna sie nauczyć albo ma sie ja w sobie albo nie.
Mam trochę inne zdanie .Miłości można się nauczyc . Nikt nie rodzi się zimny i oschły .
Tak samo, jak nie powinno się mówic o dziecku ,że jest złe ,że niedobre .
Dzieci nie rodzą się niedobre, będą takie, jakie ich najbliższe otoczenie. Z tym ,że one będą tego nieświadome.
Istotnym elementem równiez wydaje mi się nie tylko to, czy ktoś doświadczył miłości od rodziców ,czy nie,ale także to w jaki sposób ktoś był przez nich traktowany.
Samo odrzucenie przez nich jest już głęboką krzywdą,ale niemalże większą wydaje mi się to ,jakie było podejście ich do dziecka. Bo jak zrozumiec to ,że było się dla nich nikim, jak zrozumiec ,że codziennie niemal dostawało się setki wyzwisk zwłaszcza od matki, czy tak dla kaprysu dostawało się w twarz i patrzyło się na codzień na dom świrów i zastanawiało się co w tym świecie jest normalne .Jak to wszystko pojąc ,że matka powinna dbac o bezpieczeństwo dziecka,a tymczasem jawnie zezwala na krzywdę .
Teraz nic nie czuję do matki ,nie powiem ,że ją kocham ,bo tego nigdy nie czułam i zostało to samo.
Moją szansą na wyzdrowienie było odcięcie się od niej ,od siostry i ojczyma. Daje rade i wiem ,że dla nich się nie liczę. I już ich nie potrzebuje.
Nie mam żalu ,bo stają mi się całkowicie obojętni .Jest mi lepiej.
Przepracowałam przeszłośc ,kończę własną terapię w marcu ,trwała rok bez miesiąca.Poprzednia 8 czy 9 mieś.
W końcu jestem wolna ,jestem szczęśliwa sama w sobie.
Potrafię kochac,na przykładzie innych obcych ludzi ,którzy mi pomogli.
Nigdy nie zapomnę tych kilku przytuleń ,trzymania za ręce przez moją psycholog . To piękne odczucia ,chciałoby się,żeby trwały wiecznie.
Kochac to dawac komuś siebie ,to obustronne szczęście,to zwykłe ludzkie gesty. Dla niektórych nic nie znaczące ,a dla innych będące wszystkim...
Mam dla kogo życ ,kocham ich i to jest miłośc. To że mogę ich codziennie przytulac ,że mogę im pokazywac świat z tej dobrej strony.
Nikt nie zdołał mnie zniszczyc ,jestem kimś i zawsze taka będę.
Maszkara dobrze ,że masz takie proste ludzkie podejście.
I ja również wierzę,że Ci się uda,wiesz o co chodzi..
Trzymam kciuki i życzę Ci jak najlepiej ![]()
Strzała
odciełas sie od osób, które Cie raniły i krzywdziły, przeszłas terapie, któa nauczyła Cie ufac ludziom, uwalniac emocje- oczysciła Cie wewnetrznie, sprawiła, ze pozbyłas sie balastu negatywnych przezyc z dziecinstwa lub nauczyłas sie z nimi zyc, Twoje wnetrze narodziło sie na nowo i pokochałas, kochasz i jestes kochana- nie potrzebne Ci były korepetycje, szkolenia itp te uczucia były w Tobie tylko głeboko pogrzebane, bo jak sama mardze napisałas "nikt nie rodzi sie zimny i oschły" takimi stają sie pod wpływem przezyc, zdarzen i zapomina jak sie kocha lub wstydzi sie kochac.
Twoje przezycia z dziecinstwa były mocniejsze od moich, Maszkarady tez ale to nie znaczy , ze Ty Maszkarada nie masz w sobie miłosci, ze nie umiesz kochac, bo druga czesc Twojego postu moim zdaniem opisuje uczucie takie samo jak miłosc.
A rodziców nie musimy kochac, jesli sobie na to nie zasłuzyli- to nie jest bezwarunkowe, jak napisała Strzała.
Troche chaotyczny wyszedł mi ten post, mam nadzieje ze udało mi sie w nim przekazac to co chciałam.
Trzymam kciuki za twoja terapie Maszkarada i zeby to wszystko co Cie przeraza i czego sie boisz w zyciu stawało sie mniejsze.
151 2012-02-22 23:47:21 Ostatnio edytowany przez maszkarada (2012-02-22 23:47:54)
Niobe,
można mieć jednocześnie nerwicę i depresję? Teraz doczytałam Twój pierwszy post w tym wątku. Zawsze wydawało mi się to niemożliwe, ale jestem laikiem. Podobne objawy do nerwicy lękowej może dawać jakaś maskowana depresja, prawda?
W sumie zaczęłam mieć taką rozkminę, dwóch psychiatrów, dwie diagnozy; ale prochy w sumie te same...
All,
Dzisiaj miałam dobry dzień nawet, na tej mniejszej dawce. Dużo mi było żywiej, ale jednak trochę na chillu. Tylko dla odmiany cały dzień nie byłam głodna - zjadłam paczkę śliwek i kanapkę z łososiem. Ale to były najlepsze śliwki świata! Gdyby na świecie nie było suszonych śliwek, sądzę, że moje życie naprawdę byłoby ubogie w zmysłowe przyjemności.
Prochy dają mi dużo skupienia teraz: na moich tabelkach w excelu; na swoim tu i teraz. Złagodziły mój ból: tęsknię za człowiekiem, którego kocha(ła)m, ale to jest taka zwykła, pokorna, codzienna, spokojna tęsknota. Tak, jak tęsknię za wakacjami u dziadków nad morzem, jedynymi momentami w dzieciństwie, kiedy czułam się dobrze i bezpiecznie: było, nie wróci. Taka tęsknota jest normalna. Prochy dają mi trochę dystansu: w momencie, gdy pisałam Wam po raz pierwszy o swoim życiu, na wiosnę, nie byłam świadoma wielu rzeczy, teraz je widzę.
Boję się trochę bólu terapii. Pamiętam poprzednią, jakie początki były ciężkie... jaki ciężki był środek!
Boję się bólu, jak każdy człowiek. Szukania trupów w szafie mojej pamięci. Myślałam, kończąc tamtą, że jestem zdrowa, że mam spokój. Czy za trzy lata znowu będę musiała zaczynać kolejną..?
Stanęłam dzisiaj przed lustrem i powiedziałam sobie: tęsknisz za facetem, którego kochałaś/kochasz i nigdy z nim nie będziesz, kobito. I trzeba z tym żyć, póki jest taka konieczność. Póki nie przejdzie. Taka wprawka, bo będę pewnie w kolejnych miesiącach sporo o tym mówić.
A może i nie, bo to inny rodzaj terapii. No idea.
Pamiętaj o jednym.
Terapię podejmuje się - mimo bólu w trakcie - po to, by żyć szczęśliwiej po jej zakończeniu.
Wiem, wiem... staram się tak do tego podchodzić.
Miałam taki flashback przed chwilą; najpiękniejsze wspomnienie ever...
Sześć lat temu bardzo poważnie trafił mnie szlag. Załamanie nerwowe. Leżałam w łóżku z jedną sceną wciąż rozgrywającą się pod powiekami, kiedy zamknęłam oczy; na każdej ścianie, na którą spojrzałam, mając oczy otwarte. Przeklinałam swoje życie za każdym razem, kiedy budziłam się i stwierdzałam, że żyję. Brat mnie karmił niemalże, siłą wyprowadzał na spacery: najpierw wokoło bloku, potem dalej, potem na Górkę Służewiecką, później nawet wysyłał mnie do sklepu samą!
I któregoś dnia obudziłam się, a minęło chyba z pięć miesięcy tej wegetacji, zobaczyłam przez okno, że jest ładna pogoda... I zdałam sobie sprawę, że mnie nie boli. Że jestem wolna. Wyszłam na balkon i zaczęłam płakać. Wyć. Ze szczęścia, z poczucia ulgi.
Takie piękne niebo było nad blokami, czerwono- różowy świt... Pachniał letni, wczesny poranek, a ja płakałam ze szczęścia na balkonie.
I wszystko, wszystko ze mnie spływało...
Może to jest do powtórzenia. Może.
Są osoby ,które mają skłonności depresyjne i nawet niewielki życiowy zawód (czy to partner, czy to utrata pracy) dla nich zaczyna się koniec świata, zaczynają się wycofywać z życia. Tacy ludzie powinni potrójnie się sobą opiekować i mierzyć siły na zamiary.
Kiedyś zgadzałam się z hasłem"co Cię nie zabije to Cię wzmocni".
Odnosiłam je w stosunku do przeżyć z domu.
Z czasem jednak doszłam do wniosku ,że przeżycia z domu może i nie zabiją ale strasznie osłabiają-o wiele więcej muszę pracować nad sobą żeby chociaż umieć kochać drugiego człowieka.
Fakt faktem przeżycia z domu pokazały jak źle może wyglądać dom ,którego nie chce a jednak znacznie osłabiły.
Terapie i rozmowy są ważne bo całe szczęście z czasem dojrzewamy, nasza świadomość się poszerza i można wszystko przepracować.
I właśnie terapia małych kroczków ku sobie może przynieść nam prawdziwe szczęście ![]()
A do mojej nieudanej miłości podchodzę tak: cieszę się ,że poznałam kogoś w kim byłam prawdziwe zakochana a on we mnie-nie udało się (toksyczny człowiek) ale wspomnienia są piękne i tak naprawdę warto zbierać cały plecak takich wspomnień.
Jedną z najlepszych technik jest siła spokoju w podejściu do całokształtu+nie duszenie emocji czyli wyładować je (w pozytywny sposób) ![]()
Maszkarado mozna miec jednoczesnie nerwice i depresje - w duecie czuja sie doskonale, tyle ze wtedy depresje trudniej jest zdiagnozowac, u mnie tez najpierw stwierdzono nerwice, potem lekarke olsniło, ze depresja tez moze byc i dała mi Pramolan.
Dopiero połaczenie uspakajaczy i antydepresantów mi pomogło.
Niobe,
a jak widzisz w tym wszystkim fluoksetynę? Zakładając, że mam taką samą sytuację chorobową, jak Ty. Jesteś lekarzem, say something
W ogóle wydaje mi się, że ja już zaczynam na to reagować; co nie wydaje się możliwe biorąc pod uwagę niewielki upływ czasu. Wmówiłam sobie
Ewentualnie to są skutki przyjmowania tej zmniejszonej dawki alprazolamu - nie ogłupia mnie, a uspokaja lekko.
LapkaPandy
Bardzo mądre słowa. Chciałabym już to wszystko wyrzucić i wypłakać, bo nie mam siły być ciągle smutna.
Taaak, ja jestem ku*wa tym smutnym człowieczkiem ze skłonnościami depresyjnymi
i to nie tak, że wszystko jest dla mnie końcem świata, bo są płaszczyzny na których sobie radzę doskonale: też kiedyś miałam dyscyplinarkę, i ani sąd pracy, ani znalezienie nowego zatrudnienia w 2 (!!!) dni to nie był dla mnie problem. Z wieloma rzeczami tak jest.
Ale ja jestem smutna tak po prostu, sama z siebie.
Mysle, ze fluoksetyna jest dobrze dobrana, mnie poczatkowo przepisano paroksetyne -to ta sama grupa lekowa selektywne inhibitory wychwytu serotoniny, tyle ze paroksetyna zle na mnie wpływała - byłam nienaturalnie pobudzona(czułam, ze oczy mi wychodza , tak byłam nakrecona) i zastapiono to starszym wolniej działajacym Pramolanem (imipramina)- długo brałam ale pomógł.
Fluoksetyna to przeciez Prozac, lek który uszczesliwił pół Ameryki
Odnosnie depresji, to wiesz Maszkoarado , mam nawracajace stany depresyjne, najostrzejszy był ten pierwszy epizod (bo nie wiedziałam co mi jest), potem dziadówa wróciła ale juz nie dałam sie zaskoczyc, bo zauwazyłam symptomy i zaczełam działac.
A teraz gdy czuje ze cos nie tak to zaraz Deprim czy dziurawiec.
Poczekaj az leki zaczna działac i potem łatwiej bedzie Ci wszystko ogarnać.
Słuchajcie, to coś zaczyna działać. Niezła wkręta, może to nie lek, tylko sobie wmówiłam, no idea.
Wstałam dzisiaj o 6:30, włączyłam jakieś durne radio (serio, jakąś eskę). Ogarnęłam kawę, śniadanie, prysznic. Miałam dobry humor, nie myślałam o "zbędnych" rzeczach. Wczoraj wieczorem: posprzątałam mieszkanie, wyniosłam śmieci z x tygodni wstecz, popakowałam czapki i szaliki w pudła, byłam na zakupach, zrobiłam 50 brzuszków... Miałam na to siłę. Samo się zrobiło. Czuję się bardzo skoncentrowana na tym, co robię, to jest dziwne uczucie dopiero. Mam taki totalny, jednotorowy focus; co nie znaczy, że mogę robić jedną rzecz na raz, mam podzielną uwagę, ale tak, jakbym miała włączoną redukcję szumu informacyjnego: no i mój mózg nie produkuje tego szumu. Nie rozdrabnia się, nie wyciąga jakiś wspomnień i skojarzeń.
Niestety, mam też trochę opcji niefajnych: łatwiej się irytuję, bardziej wkurzają mnie ludzie, którzy wkurzali mnie zawsze i potrafię im coś przykrego powiedzieć. Próg tolerancji mi się obniża. Ale mam przez to bieżący przerób złości być może, nie odkłada się ![]()
Gratuluję!
Złościsz się? ![]()
Zawsze byłam zwolenniczką bezpośredniego reagowania a nie odkładania złości w odległe kąciki. Jest akcja, jest reakcja, a nie niespodziewany wybuch spowodowany byle pretekstem, bo wyporność już się skończyła.
Słuchajcie, to coś zaczyna działać. Niezła wkręta, może to nie lek, tylko sobie wmówiłam, no idea.
Wstałam dzisiaj o 6:30, włączyłam jakieś durne radio (serio, jakąś eskę). Ogarnęłam kawę, śniadanie, prysznic. Miałam dobry humor, nie myślałam o "zbędnych" rzeczach. Wczoraj wieczorem: posprzątałam mieszkanie, wyniosłam śmieci z x tygodni wstecz, popakowałam czapki i szaliki w pudła, byłam na zakupach, zrobiłam 50 brzuszków... Miałam na to siłę. Samo się zrobiło. Czuję się bardzo skoncentrowana na tym, co robię, to jest dziwne uczucie dopiero. Mam taki totalny, jednotorowy focus; co nie znaczy, że mogę robić jedną rzecz na raz, mam podzielną uwagę, ale tak, jakbym miała włączoną redukcję szumu informacyjnego: no i mój mózg nie produkuje tego szumu. Nie rozdrabnia się, nie wyciąga jakiś wspomnień i skojarzeń.Niestety, mam też trochę opcji niefajnych: łatwiej się irytuję, bardziej wkurzają mnie ludzie, którzy wkurzali mnie zawsze i potrafię im coś przykrego powiedzieć. Próg tolerancji mi się obniża. Ale mam przez to bieżący przerób złości być może, nie odkłada się
Nie wiem , co to jest to "cos" , ale to na pewno pozytywne.Trzymaj to jak najdluzej.Nie wazne czy to leki, czy placebo-efekt, wazne , ze dziala!
I ten Twoj analityczny umysl! :-) - tak, jakbym miała włączoną redukcję szumu informacyjnego: - rozbrajasz mnie :-)
Słuchajcie, to coś zaczyna działać. Niezła wkręta, może to nie lek, tylko sobie wmówiłam, no idea.
Wstałam dzisiaj o 6:30, włączyłam jakieś durne radio (serio, jakąś eskę). Ogarnęłam kawę, śniadanie, prysznic. Miałam dobry humor, nie myślałam o "zbędnych" rzeczach. Wczoraj wieczorem: posprzątałam mieszkanie, wyniosłam śmieci z x tygodni wstecz, popakowałam czapki i szaliki w pudła, byłam na zakupach, zrobiłam 50 brzuszków... Miałam na to siłę. Samo się zrobiło. Czuję się bardzo skoncentrowana na tym, co robię, to jest dziwne uczucie dopiero. Mam taki totalny, jednotorowy focus; co nie znaczy, że mogę robić jedną rzecz na raz, mam podzielną uwagę, ale tak, jakbym miała włączoną redukcję szumu informacyjnego: no i mój mózg nie produkuje tego szumu. Nie rozdrabnia się, nie wyciąga jakiś wspomnień i skojarzeń.Niestety, mam też trochę opcji niefajnych: łatwiej się irytuję, bardziej wkurzają mnie ludzie, którzy wkurzali mnie zawsze i potrafię im coś przykrego powiedzieć. Próg tolerancji mi się obniża. Ale mam przez to bieżący przerób złości być może, nie odkłada się
Brawo!!!! aktywnosc fiz to bdb znak , "miałam na to siłe siłe" to nie brak siły , wróciła Ci ochota:) a wkurzanie sie to moze skutek uboczny fluoksetyny, zreszta złoszczenie sie to tez uwalnianie emocji - zdrowiejesz
.
Ciesze sie, ze juz ci jest lepiej.
---------------------------------
Ja ostatnio jestem dosc nerwowa- kupiłam całą fure magnezu i Valused
zjadłam 3 i nie czuje sie uspokojona -szajs.
Ze specyfików w wolnym dostępie to mi pomagał zawsze Validol, pewno to to samo.
A ja muszę powiedzieć, że jestem dumna z pani terapeutki, która mnie doprowadziła do płaczu na drugiej naszej randce
Trochę jestem tym zmęczona, także idę spać - pozdrawiam Was i dzięki ![]()
Nic tak nie pomaga, jak szczery płacz.
Przytulam Cię.
Miłych snów. ![]()
A ja muszę powiedzieć, że jestem dumna z pani terapeutki, która mnie doprowadziła do płaczu na drugiej naszej randce
Trochę jestem tym zmęczona, także idę spać - pozdrawiam Was i dzięki
Bądź dumna z siebie ,że współpracujesz.
No no no jeżeli spotkania nazywasz randkami to może przerzucisz się na kobiety
:D:D:D
165 2012-02-25 09:57:57 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-02-25 10:17:11)
To dobry znak ,
to znaczy , ze potrafisz sie przed nia otworzyc, a o to chyba chodzi.
Ciesze !
Ja bym się chętnie przerzuciła na kobiety, sądzę, że miałoby to swoje plusy
Z moją dobrą koleżanką często żałujemy, że nie lecimy na siebie, bo byśmy miały domek i mopsa, siebie nawzajem i byśmy sobie szczęśliwie żyły w parze
Nawet mi proponowała kiedyś zmianę płci (bo jestem wyższa i bardziej ponoć pasuję na faceta, niż ona)
![]()
Niestety, znam prawdziwe lesbijki i one nie mają wcale tak kolorowo, jak w naszych wizjach...
Dziwny miałam weekend. Pojechałam do mamy, co by nie siedzieć bez sensu. Żeby się czymś zająć, poprzerzucałam jej drewienka w drewutni... Obie na psychotropach, to złapałyśmy dobre flow, heh. Ale, niestety, w sobotę musiałam jednak posiłkować się alprazolamem; robiłam pranie i znalazłam swój t-shirt, w którym chodziłam na wiosnę zeszłego roku, skojarzenia poszły... i miałam taki "atak", jak wtedy z tymi książkami i wędlinką... tylko, że słabszy, obyło się bez zwracania, ale ścisnęło mi klatkę piersiową tak, że ie mogłam prawie złapać oddechu.
Ten ścisk w klatce piersiowej to jest płacz. To jest mój płacz, który nie może wyjść ze mnie na zewnątrz. Muszę się tym spostrzeżeniem podzielić z panią terapeutką.
BTW na prozaku jest dziwnie. Czuję wzmożone obroty całego organizmu. Naprawdę pomaga mi to funkcjonować; nie zapadam się w sobie, nie czuję tej wszechogarniającej rozpaczy... Ale wkurzam się i mam problemy ze snem: jest płytki, przerywany... Coś za coś.
Pozdro ![]()
Od jakiegos czasu jestem wsicekła na wszystkich facetów na kuli ziemskiej (tak naprawde to na jednego ale przeniosło sie na wszystkich) wiec wizja zmiany orientacji jest kuszaca ale niewykonalna.
Rozumiem ta blokade płaczu, bo nawet ja hojnie szafujaca emoacjami ( nienawisc, płacz, krzyk , histeria do wyboru do koloru, emocjonalna jestem) mam takie stany(??)sytuacje ( nie umiem tego okreslic słowami), ze chce płakac ale nie moge- cała zasycham, jak glina ziemi na słoncu (i krusze sie i rozpadam ).
Ale moimi ulubionymi sposobami uwolnienia wszystkiego co we mnie siedzi sie płacz i histeria (nie wstydze przyznac sie do histerii
).
Czy jak pobiorę ten prozak dłużej, to coś się zacznie jeszcze pod wpływem tego leku ze mną zmieniać?
W sumie, po za wzmożoną potrzebą aktywności fizycznej i mniejszej skłonności do popadania w melancholię, oraz problemów ze snem, to wielkiej poprawy ja tu nie widzę...
czyli albo Amerykanie to banda hipochondryków, albo dwa tygodnie ćpania to jeszcze mało ![]()
Jak żyjesz?
Hej ![]()
Dobre pytanie. Z grubsza tak, jak zwykle. Nie spóźniam się do pracy, mniej śpię, nie mam apetytu; rzeczy, które normalnie wywołały by u mnie paraliżujący ból nie robią większego wrażenia, tyle dobrego. Nie, to chyba inaczej - wywołały ból, tylko ja go nie poczułam. Te prochy przecież nie likwidują przyczyn, tylko efekty. Ale dzięki temu z dystansu umiem zobaczyć, jak prozaiczne sprawy dla mnie stanowią wielki problem. Któregoś dnia wychodząc z winy w moim szklanym biurowcu napotkałam dwie osoby z mojej zamierzchłej przeszłości, takiej, której wolałabym sobie nie przypominać; a miejsc z nimi skojarzonych unikam od lat. Oni oczywiście nie wiedzieli i nie wiedzą, jakiego kalibru wspomnieniem są dla mnie... bo nigdy nie wiedzieli, że sprawili mi ból... pogadaliśmy chwilę o pogodzie. Pouśmiechaliśmy się. Sądzę, że gdyby nie prochy, zwijałabym się z lęku(?) strachu(?) bólu(?) przez dwa dni.
Innego dnia zadzwonił eks. Zapytać co u mnie. Podzielić się radochą z wyjazdu, bo wyleciał dzisiaj w cholerę gdzieś. Mówiłam coś i nieopatrznie powiedziałam coś w stylu "powinnam była Ci jakąś krzywdę zrobić", tak pół żartem, pół serio, w jakimś neutralnym kontekście; a eksio jak oparzony zaczął się bronić: przecież ja Ci nigdy żadnej krzywdy nie zrobiłem! I zupełnie na poważnie zaczął jakiś wywód na temat mile spędzonych wspólnie chwil i tej niedokonanej krzywdy. Czuje się winny? Nieważne. Kazałam mu skończyć temat. W ogóle gadał rzeczy, które normalnie by mnie też wpakowały w otchłań; coś pomiędzy podrywem, a "no zobacz, zobacz, wszystkie kobiety świata się mną interesują, a ja nimi nie!!". Powiedziałam, że kipi mi mleko, wylewa się pranie i żelazko przypala koszulę, więc narka, pa pa pa i spadówka.
Zerwanie z nim kontaktu totalnie to byłoby durne rozwiązanie, które w efekcie spowoduje, że za pół roku (bo z taką częstotliwością widujemy się przy okazjach zawodowych) na jego widok dostawałabym histerii jak z kolesiami przy windzie. Muszę się umościć w aktualnej sytuacji: czyli zacząć odczuwać totalną obojętność. Nie udawać, a odczuwać.
Dzięki prochom lub nie, robisz postępy. I to jest najważniejsze.
Jeśli Twój eks zareagował tak gwałtownie, to - moim zdaniem - coś leży na rzeczy. Gdyby miał czyste sumienie, to przyjąłby to zdanie jako żart lub Twoją opinię o. Nie protestowałby tak gwałtownie i nie usiłowałby wpoić Tobie jedynie słusznej wersji.
Odwagi. ![]()
Chyba ma wyrzuty sumienia. Ja np. wobec wspominanego tu wcześniej Krzysztofa, nie mam. Ale eksio musi czuć się winny; musi żyć z poczuciem winy, musi być tym złym, znienawidzonym mężczyzną, którego wzorzec zaimprintował od matki. Tak, jak ja żyję z wdrukowanym obrazem kobiety - ofiary. Zobaczymy, czy ja mam więcej determinacji i umiejętności, żeby się tego pozbyć kiedyś definitywnie. Raczej nie chciałabym za lat 10 zmagać się z tym dalej, tak, jak on. Psycholog, notabene, z wykształcenia.
Aa, mało odczuwam w dzień, ale sny mam. Nigdy nie pamiętałam snów; teraz pamiętam całe historie. Raczej wszystkie dotyczą miłości, potrzeby miłości i braku miłości. Ale czego się spodziewać? To jest podstawa piramidy Maslowa, jakoś umiemy zrozumieć, że ludzie zabijają z głodu, pragnienia i potrzeby zapewnienia sobie bezpieczeństwa, umiemy zrozumieć ich cierpienie; a na cierpienie z braku miłości reagujemy z litościwym pobłażaniem, mówiąc: znajdziesz sobie chłopa, zakopiesz się w pieluchy... Teraz baw się, pij, ćpaj, kac Wawa i duuuużo prezerwatyw, wesoła singielka! Jakby nie kumali, że chodzi o taki totalny brak miłości, od rodziców, od kogokolwiek innego...
Nie mówiliby głodującemu: "spoko, kiedyś zjesz kotleta, poczekaj dzień, może rok" - a nie wahają się mówić takich rzeczy osobom umierającym z braku miłości.
Czytając o Twoim eks'ie przypomniałam sobie powiedzenie: szewc bez butów chodzi. Przy czym to chodzenie na bosaka to, rozumiem, jego wybór. Nie każdy jest tak zdeterminowany, jak Ty.
Tak sobie siedzę i myślę (zdarza mi się), że to "pocieszanie", to niedopuszczanie swoich niezaspokojonych potrzeb i uczuć z nimi związanych do swej świadomości. Ale mogę się mylić.
Przytulam Cię mocno. ![]()
Nie, to nie jest szewca wybór. Po raz pierwszy na kozetkę trafił, kiedy jeszcze chodził do liceum, po śmierci ojca. Przeszedł tych terapii jakąś chorą ilość. Aż w końcu stracił wiarę w to, że to działa. Nie wiem, może on jest szczęśliwy. Nie umiem tego ocenić. Gdybym była szczęśliwa, to też mój schemat by mi nie przeszkadzał. A może to, że się poddał, to wybór. Nie wiem.
BTW ja tam nie należę do ludzi, którzy się "bawią". Wszelkie próby imprezowania po warszawsku kończą się u mnie kacem, niewyspaniem i jeszcze większym poczuciem wyobcowania. Ech, "wystarcza mu mieszkanie w Hamburgu, widok na wodę i towarzystwo kota". Ale tak, oni to wszystko robią, bo raz, myślą, że inaczej nie można, a dwa, nie wiedzą, że to słaby ersatz zupełnie czego innego.
I jeszcze jedno.
Trzeba mieć dość odwagi do życia niezgodnie z panującym w środowisku standardem. Odwagę do życia po swojemu. Odwagę do życia świadomego. Odwagę do własnego rozwoju, niekoniecznie związanego z wykonywanym zawodem.
Tego jeszcze nie napisałam Tobie o Tobie.
Jesteś odważną osobą. ![]()
Eee tam, odwagi. Nie przesadzajmy. Wydaje mi się, że należę raczej do ludzi, którzy unikanie kłopotów, konfrontacji i w ogóle wysiłku doprowadzili do perfekcji ![]()
Masz rację, wydaje Ci się . ![]()
Rozumiem, że własna terapia nie wymaga żadnej konfrontacji.
Rozumiem, że własna terapia nie wymaga żadnego wysiłku.
Rozumiem, że trudno jest Ci przyjmować, mimo wszystko, dobre słowa o sobie. ![]()
Tak, czuję się zakłopotana. W życiu zrobiłam jedną rzecz, która była wielka: było to opuszczenie, psychiczne i fizyczne, domu rodzinnego. Kosztowało mnie wiele odwagi, krwi, potu i łez. No i było trudne do zrobienia
Terapia wymaga jakiejś tam odwagi, ale co to za odwaga - kiedy jest tak źle, że masz wybór między dżumą a cholerą? Odważni to są jacyś wolontariusze na misjach w Afryce, żołnierze i strażacy. Ja po prostu próbuję jakoś zejść z urwiska - ani to odwaga z niego skoczyć, ani z niego powolutku zejść. Konieczność, powiedziałabym.
179 2012-03-01 22:46:16 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-03-01 22:47:18)
A ja wiem swoje.
Jesteś odważna i tyle.
![]()
Ucz się przyjmować p r a w d z i w e i s z c z e r e opinie o sobie. ![]()
Ktoś obiecywał, że będzie lekko?
***
Aha. Możesz być zakłopotaną. Mnie to nie przeszkadza.
Dobrze, będę się uczyć ![]()
Mam problem generalnie z tym, co ludzie mi o mnie mówią, bo jakkolwiek nieraz to obiektywnie miłe rzeczy, to często nijak nie licują z tym, jaką ja chciałabym być i widzieć siebie.
W ogóle nie lubię, kiedy ludzie zwracają na mnie uwagę. Szlag mnie trafia, kiedy jakaś znajoma zauważy chociażby, że mam nową koszulę. Mam zawsze ochotę powiedzieć, żeby zainteresowała się swoją własną. Albo, kiedy słyszę, jak ktoś komuś mówi, że ja coś wiem i mnie powinien zapytać. Dlaczego mnie? Ja nic nie wiem, dajcie mi spokój. Najchętniej byłabym cichym tłem, a mam blisko 180 cm wzrostu, donośny głos i trudno mnie nie zauważyć ![]()
O kurcze!
A ja dość często zwracam na Ciebie uwagę. I to nie z powodu Twych parametrów fizycznych, ale ze względu na Twą mądrość, dojrzałość, znajomość ludzi i życzliwość.
Naprawdę mam dać Ci spokój?
Chodzi mi o sytuacje społeczne, gdzie mam fizyczny kontakt z ludźmi
Kiedy ktoś zwraca uwagę na to, że piszę fajne rzeczy (obojętnie, czy chodzi o jakąś poezjoprozę, czy posty na forum) jest to dla mnie nobilitujące
Z produktów mojego umysłu jestem generalnie dumna i je z reguły doceniam. Podobnie mi miło, kiedy ktoś komplementuje moją postawę wobec świata - chociaż wciąż zauważam, że 18 lat wbijania mi w domu do głowy, że jestem głupia i nieodpowiedzialna, robi swoje. Ale już coraz, coraz mniej ![]()
Możesz być dumna z "wytworów swojego intelektu". Już kiedyś o tym wspominałem. Jeżeli stwierdzenie tego oczywistego faktu przynosi Ci chociaż odrobinę satysfakcji, proszę bardzo. Mam cichą nadzieję, że będziesz dalej pisała i dzięki temu zbledną wspomnienia dzieciństwa.
Mój intelekt zrobił mi kuku ![]()
Pani terapeuta powiedziała mi dzisiaj, że mam tak rozbudowane mechanizmy obronne, że moja terapia sprawia jej trudność. Wyłączyłam do tego stopnia wszystkie uczucia, że ją porusza to, co mówię, a mnie wcale - nic nie znajduje ze mnie ujścia. A ja chyba uważam, że nie powinno się terapeutyzować ludzi naćpanych prozakiem, bo taki jest efekt...
Trochę mnie to zbiło z tropu... tyle pracy, tyle pracy... a te mury dalej stoją, a ja nawet za bardzo ich nie widzę...
Prozak prozakiem, a mechanizmy obronne mechanizmami obronnymi.
Z tego co wiem, to prozak nie likwiduje uczuć, natomiast rozumem można zablokować wszystko. I teraz, rozumiem, problem polega na przechytrzeniu Twego rozumu.
Co jest za tą ścianą?
Nie wiem, nie wiem, Wielokropku, co jest za tą ścianą. Tam jest ten kłębek uczuć i wspomnień, o który kiedyś mnie pytałaś, a który w dalszym ciągu składa się z nitek, których nie umiem zidentyfikować. Staram się wyłączyć myślenie, wyobrażam sobie różne rzeczy, które powinny wzbudzić we mnie jakiekolwiek emocje: pijanego ojca, krzyczącą matkę (trochę złości czuję, faktycznie)... przywołuję jakieś najgorsze wspomnienia... i nic, i nic... wyobrażam sobie mojego eksia, jak staje z kwiatami u progu domu, przypominam sobie nasze rozstanie, przypominam sobie swoje załamanie nerwowe... tyle rzeczy... Nie czuję nic.
Tydzień temu popłakałam się, kiedy zaczęłam mówić o tym, że mnie przytulił, kiedy byłam smutna. Teraz, o teraz przypomniałam sobie, jak kiedyś byłam bardzo smutna i kolega w pracy zrobił mi herbatę... i też zachciało mi się płakać, ale ciało nie zareagowało...
187 2012-03-02 23:07:27 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-03-02 23:08:56)
Pamiętam o tym kłębku. I wiem, że nie wiesz, co jest za ścianą. Wiem też, że wywoływanie uczuć na siłę niczemu dobremu nie służy.
Może więc pora na zastosowanie mojego ulubionego powiedzenia: trzeba czasowi dać czas.
Może dobrze byłoby, byś odpuściła sobie staranie o wywołanie w sobie jakichkolwiek uczuć, byś przestała o nich myśleć, byś przyglądała się sobie z zaciekawieniem.
***
Nie zawsze bycie smutnym jest równoznaczne z ochotą do płaczu.
Chodziło mi o to, że mój kolega robiący herbatę to jedno z takich wspomnień - wyciskaczy łez. Tak rzadko w moim życiu ktokolwiek się mną opiekował i okazywał mi ciepło, że ja wtedy zaniemówiłam, kiedy on przyszedł z kubkiem i powiedział: zrobiłem Ci herbatę, nie umiem Ci pomóc, ani Cię pocieszyć, ale napij się chociaż czegoś ciepłego.
Tam jest lęk. Dużo lęku, przed bólem, przed ciosem. Przed tym, że ktoś mnie skrzywdzi. Jak ja mam się spodziewać czegoś innego od życia, jeżeli nie krzywdy i bólu? Przecież to jest program. Sto razy stała się krzywda, mózg się zaprogramował - rychło czekaj, aż stanie się następna.
Tak, Wielokropku, muszę dać czasowi czas - i starać się jakoś funkcjonować. Funkcjonowanie jakoś mi tam wychodzi w miarę.
Lęk to takie uczucie, które potrzebuje dużego, bardzo dużego poczucia bezpieczeństwa i bardzo dużego zaufania, by mogło się w pełni objawić, by można było je przeżyć.
Sama podejmiesz decyzję o terminie, kiedy w pełni zaufasz swej terapeutce.
Czasu i odwagi życzę.
I jeszcze jedno.
Trzeba mieć dość odwagi do życia niezgodnie z panującym w środowisku standardem. Odwagę do życia po swojemu. Odwagę do życia świadomego.
Wielokropku Zapiszę sobie jako cytat ....zajebiste !!!
Często korzystam z cytatów tutejszego forum,uważam że są o wiele mądrzejsze jak te których człek wyszukuje w "google" ![]()
Czasami trudniej z realizacją ale zawsze to motywacja do ...zastanowienia się nad sobą i swoim życiem.
Jakaś wskazówka do bycia silnym/silniejszym.
Maszkaradcce nic nie poradze ...bo cóż może poradzić osoba która 5 ciu słów do kupy nie potrafi sklecić aby brzmiały sensownie....za to czytam,i śmiem zauważyć że "prochy" pomagają
Maszkaradka jest jakby już zdystansowana ..nawet już nie musi tak często zaglądać na swój wątek
Obserwuję...widzę ![]()
Zawsze wzbraniałam się przed wszelakimi prochami,lekarzami...zatem podziwiam za odwagę.
Grunt że pomaga
To widać...to czytać.
Tam jest lęk. Dużo lęku, przed bólem, przed ciosem. Przed tym, że ktoś mnie skrzywdzi. Jak ja mam się spodziewać czegoś innego od życia, jeżeli nie krzywdy i bólu? Przecież to jest program. Sto razy stała się krzywda, mózg się zaprogramował - rychło czekaj, aż stanie się następna.
Tak, Wielokropku, muszę dać czasowi czas - i starać się jakoś funkcjonować. Funkcjonowanie jakoś mi tam wychodzi w miarę.
Maszkarado , to co napisze z pewnoscia nie odkryje przed Tobą Ameryki, to wie kazdy, ze cierpienie jest składową naszego zycia, nie ma człowieka , który nie zostałby zraniony, który by nie cierpiał.
Ja z perspektywy swoich przezyc przestałam sie bac zranienia, bo lek przed cierpieniem jest irracjonalny- to jak z lekiem przed smiercią- i jedno i drugie jest nieuniknione, wiec czego sie obawiac?? A zyć trzeba...przezyłam sporo, wiem, ze duzo mnie czeka- cierpienia , bólu , odrzucenia rówiez ale równiez duzo pozytywnych rzeczy, bo to tez składowa naszego zycia.
Musze sie tylko nauczyć jak lepiej przezywac ból i cierpienie, tak abym nie stała sie wypraną z emocji pustą skorupa, tak zeby te negatywne przezycia nie zabiły umiejetnosci przezywania wszystkich emocji.
Dlatego nie wsytdze sie okazywania słabosci- nie jestem twardzielka na pełny etat.
Z tego co piszesz domyslam sie, ze masz emocjonalna blokade- ok, widocznie twoja psychika tego potrzebuje by sie zregenrowac i nabrac sił do zycia-daj jej czas, nie wywlekaj smutnych przezyc z przeszłosci-przeszłosc zostaw w przeszłosci-tam jej miejsce, skup sie na dniu dzisiejszym i na przyszłosci, zastanów sie jak mozesz sama wpłynąć na swoje zycie, czego chcesz od zycia, wyrzuc eksia z głowy , niech wspomnienia o nim spoczywają w spokoju- daj swojej głowie urlop.
Zdystansuj sie i przestań wwszystkiego rozkładac na czynniki pierwsze, bo to rzadko prowadzi do konskruktywnych wniosków.
Piekna pogoda szykuje sie na weekend- wykorzystaj to, zmecz ciało , daj odpoczynek głowie.
I jeszcze jedno.
Trzeba mieć dość odwagi do życia niezgodnie z panującym w środowisku standardem. Odwagę do życia po swojemu. Odwagę do życia świadomego. Odwagę do własnego rozwoju, niekoniecznie związanego z wykonywanym zawodem.
Wielokropku, nie wiedziałam ze jestem odwazna.
Thank You
I love You
.
Dzięki dziewczyny
Już dzisiaj posprzątałam chałupę, zmieniłam pościel, wyrzuciłam ją na balkon, zaraz jadę na jakiś obiad i pozwiedzać trochę świata.
Tymczasem wrzuciłam "na internet" jakieś napisane przeze mnie rzeczy, do czego zainspirował mnie amarek. Link w stopce, gdyby ktoś chciał popsuć sobie któryś wieczór ![]()
Już dzisiaj posprzątałam chałupę, zmieniłam pościel, wyrzuciłam ją na balkon, zaraz jadę na jakiś obiad i pozwiedzać trochę świata.
Wyrazy uznania. No szczerze, nie sądziłem że aż tak "wybuchniesz".:)
Tymczasem wrzuciłam "na internet" jakieś napisane przeze mnie rzeczy, do czego zainspirował mnie amarek. Link w stopce, gdyby ktoś chciał popsuć sobie któryś wieczór
Nie czekałem do wieczora i troszkę przeczytałem.
No, no, potrafisz poprawić czytającym nastrój
.
Mnie się podoba.:)
No, moja Pani złociutka. Jaka niespodzianka. ![]()
Po umyciu czterech dużych okien, przesadzeniu kwiatów i innych pracach domowych Pani teksty nie są łatwą strawą. Dobrze, że dopadłam je w czasie, gdy na świecie jest jeszcze słońce.
Dalszą lekturę zostawiam na jutro, mając nadzieję, że mój mózg będzie bardziej wypoczęty.