Ranek już minął, południe już blisko.
Jak samopoczucie?
Przytulam Cię. ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Dwóch panów i jedna Maszkarada
Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 9 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ranek już minął, południe już blisko.
Jak samopoczucie?
Przytulam Cię. ![]()
Jestem w pracy.
Nie wytrzymam tego.
Ledwo oddycham.
Podobno powinnam chodzić do pracy, żeby nie leżeć jak flak, ale serio, nie daję rady.
@Zofia
Nie wiem, czy mój eks jest charapteropatą, czy mnie lub kogoś zdradzał, okłamywał, etc. Nigdy nie odniosłam takiego wrażenia. Rozumiem, że życzysz mi wszystkiego dobrego i dzięki Ci za to. Natomiast tak, jak zawsze wkurzała mnie pani Eugenia Herzyk, terapeutka wypowiadająca się często w mediach swoją jedną receptą na każdy związkowy problem: "zostaw go!! to kawał ch*ja, zostaw go!!" tak nieco drażni mnie wiara w jedyną słuszną drogę.
Ja nie twierdzę, że moja strategia - nie blokowania ale i nie angażowania się - jest słuszna. Szczerze, to ja nie mam żadnej strategii na to teraz, bo nie jestem psychicznie w stanie tego ogarniać. Bo to jest zadanie dla zdrowego człowieka.
W weekend miałam 40 stopni gorączki. Skąd ten facet miał wiedzieć, że we wtorek byłam już zdrowa w pracy? Pewnie jeszcze się zainteresuje. Jeżeli nie - jest bucem. Oczywiście, panie Eugenie pewnie powiedziałyby, że go usprawiedliwiam! Może tak jest! Ale swoją drogą, zawsze i tak trzeba się starać rozumieć drugą stronę: proces, dyscyplinarka, bezrobocie, usilne starania ogarnięcia czegokolwiek... Nie powiedział: umawiamy się na środę na 18:00, tylko "mam nadzieję, że wydrozwiejesz i jakoś uda nam się w przyszłym tygodniu spotkać".
To, że zadzwoni we wtorek i zapyta, czy może wpaść z gorącym obiadem NIE WYNIKA z tego.
Jest moją CHORĄ NADINTERPRETACJĄ.
Zadzwoniłam zapytać o konkretny case z rynków kapitałowych, bo potrzebowałam odpowiedzi NOW. O 9 rano, do człowieka, który mógłby spać wtedy w najlepsze.
20 minut mi wyjaśniał, wytłumaczył.
A ja POCZUŁAM ODRZUCENIE.
Bo nie powiedział: "skoro już dzwonisz, to czy ja moge wpaść dzisiaj z gorącą zupą??"
TO JEST MOJA CHORA REAKCJA.
Ja mogłam zapytać o to, czy wpadnie z zupą. Ale nie, no skąd. Niech nie myśli, że mi zależy na tym, żeby go kiedykolwiek więcej zobaczyć.
I de facto niechęć okazuję mu cały czas. Wbrew sobie. Ale nie umiem nad tym specjalnie panować.
Kiedy umiałam i okazywałam mu zadowolenie z tego, że jest, było OK.
W ten sposób to rozwaliłam poprzednio. Mniej więcej. Oczywiście nie sama, bo razem żeśmy to zrobili, ale jak pamiętacie, nie było zdrad, afer itd., a ja wyrażałam mu wdzięczność za to, że był.
Jak na samą siebie, to pisze bez ładu i składu. Przepraszam.
Mam wrażenie, że zaraz faktycznie wbiję sobie coś w klatkę piersiową, żeby móc złapać oddech. Czuję się, jakby ktoś wciskał pięść w okolice mojego serca.
Kochana (wybacz poufałość), daj sobie spokój z tym staraniem się.
Piszesz jasno i czytelnie. Gdy będę miała wątpliwości, dopytam. Zawsze to idzie również w dwie strony. Również ta druga strona może mieć kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem. Nie bierz, proszę, wszystkiego na siebie. Już dość.
Kłopoty z oddychaniem?
Cóż. Nieprzyjemne wrażenia. To ściśnięte serce, to częsty objaw stresu. Wbijanie czegokolwiek nie pomoże ![]()
Powoli. Głęboko, jak tylko dasz radę. I znowu. Minie. Na pewno.
To, że masz świadomość swego chorego reagowania; to, że rozpoznajesz momenty i sytuacje, w których działasz według chorego schematu, to wielki krok w drodze do zdrowienia. Sama przecież wiesz o tym.
(...)
Jest moją CHORĄ NADINTERPRETACJĄ.(...)
A ja POCZUŁAM ODRZUCENIE.
Bo nie powiedział: "skoro już dzwonisz, to czy ja moge wpaść dzisiaj z gorącą zupą??"
TO JEST MOJA CHORA REAKCJA.
Ja mogłam zapytać o to, czy wpadnie z zupą. Ale nie, no skąd. Niech nie myśli, że mi zależy na tym, żeby go kiedykolwiek więcej zobaczyć.I de facto niechęć okazuję mu cały czas. Wbrew sobie. Ale nie umiem nad tym specjalnie panować.
Kiedy umiałam i okazywałam mu zadowolenie z tego, że jest, było OK.W ten sposób to rozwaliłam poprzednio. Mniej więcej. Oczywiście nie sama, bo razem żeśmy to zrobili, ale jak pamiętacie, nie było zdrad, afer itd., a ja wyrażałam mu wdzięczność za to, że był.
Jak na samą siebie, to pisze bez ładu i składu. Przepraszam.
Mam wrażenie, że zaraz faktycznie wbiję sobie coś w klatkę piersiową, żeby móc złapać oddech. Czuję się, jakby ktoś wciskał pięść w okolice mojego serca.
witaj,
sprobuj moze tak nie rozmyslac o tym ( wiem , ze to graniczy z niemozliwoscia w tej chwli,ale probuj!), bo ciagle reflektowanie ( a to masz we krwi;-)) jest na ten moment niedobre dla Ciebie.
Wciaz analizujesz,to bardzo dobrze(!), ale nie teraz.Nie TERAZ.Wydaje mi sie ( na moj chlopski rozum), ze koniecznie potrzebujesz lekow przeciwdepresyjnych( ten ucisk w klatce, wiem, ze to moze byc sinie odczuwane w depresji, ale nie boj sie nie dostaniesz od tego zawalu), to by Cie uspokoilo i leczylo sama depresje, na terapie przyjdze czas.
Mysle tez , ze sama siebie bardzo dobrze"terapiujesz" TEZ .Mowisz, wyrzucasz z siebie .Rob to dalej.
Cieple mysli Ci posylam.Leca do Ciebie . Widzisz je ? Tuz kolo lewego ucha
Przy okazji jutrzejszej wizyty u tej sławy, poproś go o osłuchanie stetoskopem. Tak na wszelki wypadek.
Skojarzyłam sobie, że kłopoty z oddychaniem występują często przy zapaleniu płuc. A Ty ledwie kilka dni temu miałaś potężną temperaturę.
Napisałaś:
"Ja mogłam zapytać o to, czy wpadnie z zupą. Ale nie, no skąd. Niech nie myśli, że mi zależy na tym, żeby go kiedykolwiek więcej zobaczyć.
I de facto niechęć okazuję mu cały czas. Wbrew sobie. Ale nie umiem nad tym specjalnie panować."
No właśnie, pomyślałaś za niego...
Czy Ty dziewczyno nie za bardzo wszystko planujesz, analizujesz, każdą duperelę rozkładasz na czynniki pierwsze?
Piszę tak bo tez jestem DDA, po depresji(zimno mi było nawet w Wenezueli przy 38 stopniach), po terapiach, z mężem niepijącym już alkoholikiem.
Każdą sprawę, zagadnienie również roztrząsałam, zawsze planowałam, zawsze miałam 5 wyjść awaryjnych planów na jedno zdarzenie tyle, że zabrakłoby liter w alfabecie.
Im więcej starałam się być perfekcyjna tym bardziej byłam niezadowolona z siebie i popadałam w czarna rozpacz.
Z super fajnej, bardzo dobrze płatnej pracy zrezygnowałam bo już nie mogłam znieść swojego dążenia do perfekcji, zastanawiania się czy mogłam temu klientowi lepiej i więcej sprzedać, odbyć więcej spotkań, pojechać dalej.
DDA tak mają, że cokolwiek byśmy nie zrobili to i tak nam będzie źle, będziemy siebie krytykować i jeszcze więcej wymagać, mamy zaburzone poczucie wartości, problemy z zawieraniem przyjaźni, sympatii. Ja nie mam przyjaciół, nie czuje potrzeby ich mieć.
Tego mojego planowania, wyjść awaryjnych, depresyjnych nastrojów, zasadniczości mój mąż nie zniósł i poszukał sobie tam gdzie miał luz, sponton. Nie, facet nie może być powodem mojego istnienia i szczęścia, musi nam być dobrze samej z sobą.
Ale uświadomiło mi to zdarzenie w jakim kokonie, uścisku żyłam, jak mi źle było z sama sobą.
Ty raczej masz to samo co ja miałam.
I
Atmosfere
Tak, jestem DDA.
Tak, rozkładam wszystko na czynniki pierwsze:
Tak, mam ograniczone potrzeby społeczne.
Tak, nie umiem zdobyć się na spontan.
Tak, mam problem z relacjami międzyludzkimi.
Nie, nie czuję przesadnego respektu do szefów i władzy.
Nie, nie czuję żalu do swoich rodziców.
Nie, nie mam chorego stosunku do alkoholu.
Nie, nie jestem perfekcjonistką.
Nie, nie czuję się za nikogo odpowiedzialna. Za siebie jeno.
Nie, nie wstydzę się prosić o pomoc.
Nie, nie czuję się gorsza od całego świata.
Byłam dwa lata na terapii. Wiesz, w jakim ja żyłam kokonie? To teraz to jest co innego.
Błagam nie pisz mi, że mam się zdobyć teraz na spontan.
Pamiętam jak dziś, że terapeuta powiedział mi, że mam zaakceptować to, że jestem planistą i dopóki nie ogranicza mnie za bardzo, to powinnam to akceptować.
Z reguły sobie nie wyrzucam niczego, chyba, że strata mnie dotyka do żywego. Teraz dotknęła.
Bycie DDA jest jednym z czynników znacznie zwiększających "zapadalność" na depresję.
Stetoskop to te słuchawki? Zapytam.
To te słuchawki. ![]()
Więc witaj w klubie DDA:-)
"Pamiętam jak dziś, że terapeuta powiedział mi, że mam zaakceptować to, że jestem planistą i dopóki nie ogranicza mnie za bardzo, to powinnam to akceptować. "
ej, myślę, że ten Twój stan obecny to początek dobrych zmian;-) Teraz boli ale poooootem...................
Warto:-)
Przykład z życia: wysłałam przed chwilą mężula po tabletki przeciwbólowe dla córki, kupił zastrzyki:-0
Myślałam, że zabiję.
Ale jest fajnie.
Początek dobrych zmian???
Początek dobrych zmian był w 2008 roku, kiedy doczłapałam się do terapeuty.
Mam jakieś nawroty, czy coś, ale halo: JA SKOŃCZYŁAM terapię.
Tylko zaniedbałam nieco efekty.
Btw - bo ja trochę nie ogarnęłam. Piszesz o mężu niepijącym alkoholiku, o tym, że nie wytrzymywal Twojej depresji, etc, ale piszesz o tym, że go zdobyłaś na przekór wszystkiemu, raz się upokorzyłaś, ale jesteście razem i jest fajnie.
Ja nic z tego nie rozumiem
Możesz mi to jak krowie na rowie bardziej?
:-0
Wow. Grubo.
No to ja takich przebojów nie miałam jednak nigdy.
Właściwie jakichś mega przebojów nie miałam nigdy w tym względzie.
Zawsze jadę na przeginę, to nie dochodzi do eskalacji. Facet zadzwoni dwa dni później, niż mi się uroi, że powinien i już jest "wypier*aj". A potem sobie cierpię w samotności.
Nie wiem, czy czytałaś jakieś moje posty gdzieś indziej, które pisałam przez wiele miesięcy.
Ale ja też doskonale wiem, że mi żaden facet nie jest potrzebny do szczęścia. Niespecjalnie miałam ochotę być z kimkolwiek. Mam niecałe 30 lat, jeszcze mam dwójkę z przodu - byłam w 2 związkach. Przypada mi 1 zakochanie na 15 lat
Byłego olałam x miesięcy temu, ale teraz mam nawrót. Stres? Normalne? Kryzys? No idea.
Wiem, że teraz, gdyby nawet były wrócił i codziennie zapewnial mnie o swojej bezdennej miłości, to ja nie będę szczęśliwa. Mój stan dzisiejszy jest stanem chorobowym, a nie cierpieniem po utraconej miłości.
Zlewa mi się to, nie odnajduję się w swoich uczuciach, ale tak to jest.
Co nie zmienia faktu, że chcę mieć siłę zawalczyć. Coś zrobić. A nie mam.
Więc trzeba ten stan przeczekać, aż się coś wykluje, sytuacja wyklaruje.
Organizm chce odchorować to może powinnaś mu na to pozwolić, rozpieszczać siebie maksymalnie, dać mu odpocząć, zregenerować siły, przygotować na te doznania z przyszłości. bo napewno coś się kroi, coś miłego ciekawego zdarzy.
Ja zamierzam dziś wrócić do domu, zrobić sobie kanapkę z bekonem, pyszną dużą, gorącą kawę z mlekiem, zabrać swojego cocker spaniela do łóżeczka pod kocyk, poczytać książkę i słuchać marudzenia męża, że znów mu jogurt zżarłam a córki, że chce założyć adidasy do szkoły zamiast kozaków. Reszta mnie nie obchodzi. Nie będę obwiniać się za pełny kosz na pranie w łazience, bałagan w szafce na buty, i mieć wyrzuty sumienia bo naburczałam dziś na męża. Zrobiłam się egoistka trochę, taka nie byłam.
Przeczytałaś więc usunęłam swoją historię.
Raz już tak było, że panienka mojego m znalazła mnie na forum i próbowała oczernić.
Przeczytałaś więc usunęłam swoją historię.
Raz już tak było, że panienka mojego m znalazła mnie na forum i próbowała oczernić.
noo,szkoda bom chciała poczytać
ale w pełni rozumiem ![]()
ale i tak Was podczytuję, bardzo ciekawy ten wątek.
Ja zamierzam wrócić do domu i położyć się spać, żeby nie czuć tego, co czuję w tej chwili. Nie mam siły na nic więcej.
@Nikandra - historia była faktycznie wstrząsająca.
EDIT
Nie może być tak, że jedno spotkanie z eksem rozwala mi wszystko, co może. Trzeba to ogarnąć. Muszę najpierw wygrać z bólem klatki piersiowej (raczej wątpię, żeby to było anyway zapalenie płuc, takie bóle miewam od 2006 roku, miesiącami), potem z tym przewrażliwieniem, neurotyzmem i nadinterpretacjami, a potem walczyć o resztę.
O ile nie będzie za późno.
Coraz bardziej Cię podziwiam.
Zmęczona, podpierająca się nosem, w nie najlepszej formie psychicznej, a mimo to (a może dlatego
) bardzo silnym głosem mówiąca na forum o sprawach ważnych i trudnych.
Chapeau bas.
Wielokropku,
dziękuję, ale uwierz mi, a z resztą Ty wiesz - umarłabym trzy razy za to, żeby po prostu czuć się w miarę dobrze zamiast bycia kimś silnym, mądrym i takim, przed którym się czapkuje... Pan z mojego avatara powiedział kiedyś, że przede wszystkim to on nie chciał być nigdy poetą, tylko gwiazdą rocka. To z grubsza tak jak ja.
EDIT
A mówiłam, że ja w ogóle ogarniam sobie przy tym wszystkim hipotekę? Ech.
Jeszcze matka zadzwoniła, że zdycha nasz pies. Znaczy jej już chyba, przez zasiedzenie. Nie nadaję się na pocieszacza. Powiedziałam, że jak trzeba uśpić, to trzeba. Bo się będzie męczył. Tak, cholera, uważam.
Z braku lepszego pomysłu pojadłam validolu, który mi chociaż, w przyjętej ilości, zagłuszył trochę myśli i zluzował mięśnie. I poję się dziurawcem.
maszkarado,
wczoraj miałam kłopoty z internetem - padł a napisany post gdzieś się zawieruszył. ![]()
Jak samopoczucie dzisiejszego ranka i południa?
Czekam też na wieści po kolejnej wizycie.
Heh, źle.
Wczoraj zjadłam ten validol w sporej ilości, to jest ziołowe na szczęście i przewróciłam się na łóżko. Zrobiłam pranie, jeść nie mogłam, ale zawsze jakaś aktywność. Ledwo dzisiaj wstałam. Od rana trochę mnie kolega zajął jakąś robotą... Koleżanka mnie zamęcza swoimi opowieściami o przesłodkim mężczyźnie poznanym przez Internet, matka histeryzuje z powodu psa i foszy na moje tłumaczenia, że nie mogę do niej przyjechać, bo mam poumawiane spotkania z agentami w sobotę - a resztą naprawdę nie mogę się obciążyć jeszcze jej problemami teraz.
Boże nieistniejący, dziwię się ludziom, że nie odbierają ode mnie telefonów, jak ja potrzebuję porozmawiać; a dla mnie nieodbieranie, nieoddzwanianie i nieodpisywanie na maile/ smsy to norma. Nie mogę się oburzać, oni nie wiedzą w jakim jestem stanie. Ja nie odbieram i nie oddzwaniam przez kilka dni i też się okazuje, że ktoś miał mega problem.
Taaak. Niektórzy opychają się pierogami z kapustą i grzybami, niektórzy validolem. Co kto lubi. ![]()
Do utrzymania szanownej rodzicielki na stosowną odległość trzeba mieć stalowe nerwy. Podziwiam (jednak) i współczuję.
A gdyby tak, w ramach kolejnych nauk, w tym sms'ie napisać "Zadzwoń, mam problem, muszę pogadać"? Zbyt odważna decyzja? Przestań, choć na chwilę, być tak bardzo rozumiejącą innych. ![]()
Ściskam serdecznie.
Wiesz co, Wielokropku, momentalnie mi przeszła ochota na gadki z kimkolwiek.
Bro powie to, co mówi zwykle: zajmij się dziewczyno czymś, bo schizy dostajesz, ja mam dziecko, kobietę, jej eksa na głowie, dziecko ma gorączkę, kobieta histerię, klienci mi nie płacą, świadkowie się ukrywają; a Ty jak już musisz, idź do lekarza.
Friend1 powie, że nie wierzy w psychologów i psychiatrów i żebym wzięła się w garść i zaczęła wychodzić do ludzi.
Friend2 powie, że "widzisz, widzisz, nie trzeba było temu *&^%$ pomagać, to przez to masz depresję!"
Eks by zrozumiał i powiedział coś mądrego pewnie, ale do niego nie dzwonię programowo. Z resztą dzwoniłam wczoraj i nie odebrał i nie oddzwonił dzisiaj - bucera. Z resztą, może niech nie wie o tym wszystkim.
Itd
Sic, sic, sic.
Czyli pustynia i plaża wokół?
Szkoda tylko, że pogoda do opalania nieodpowiednia.
Jednak ja, choć wirtualnie, ale jestem.
Pisz. ![]()
***
Przypomniałam sobie.
Przy piciu dziurawca opalanie jest niewskazanym.
Jak sobie pomyślę o weekendzie, o tym, że dzisiaj wyjdę z pracy i przez dwa dni nie będzie tłumu gadających ludzi, którzy stanowią dla mnie jakiś punkt życia w tym momencie, mam dreszcze.
Jakbym teraz była w domu, trzęsłabym się w kocu. A tak, muszę się zmuszać do jakiejś aktywności.
Jak sobie pomyślę o weekendzie, o tym, że dzisiaj wyjdę z pracy i przez dwa dni nie będzie tłumu gadających ludzi, którzy stanowią dla mnie jakiś punkt życia w tym momencie, mam dreszcze.
Jakbym teraz była w domu, trzęsłabym się w kocu. A tak, muszę się zmuszać do jakiejś aktywności.
to sie zgadza!
taka przymusowa aktywnosc tez jest przez mozg pojmowana jako aktywnosc. To samo z usmiechem. Sprobuj!
To masz przed sobą pracowity weekend. ![]()
W każdym domu, w Twoim też, znaleźć można sporo miejsc do zagospodarowania swej, cóż z tego, że wymuszonej, aktywności. Byle tylko nie zapaść się w sobie.
Nic tak nie pomaga w pozbyciu się różnych niepotrzebnych myśli, jak praca fizyczna. ![]()
mozesz zrobic porzadek na biurku!( te przeklete papiery zawsze sie sztapluja)
albo wyczyscic na blysk lazienke;-)
Mam! babke upiec !
Ale wiesz co, pomaranczowa, ja tu sobie dowcipkuję z ludźmi. W sumie nic się zewnętrznie nie zmieniło. Nie jest tak, że od momentu, kiedy usłyszałam, że mam depresję, przestałam sobie żartować z kolegami z pracy.
Mój zły stan w tym momencie jest połączony z depresją, którą mam od kilku pewnie lat. Co jakiś czas ją u siebie z resztą podejrzewałam.
W niedzielę to będzie batalia; bo ja w sumie od dwóch czy więcej lat w weekendy po prostu snuję się po domu. Właściwie to ja się głównie snuję. Nie jestem od lat w stanie przekonać się do jakiejś poważniejszej aktywności (gitara i śpiew, ok, ale to można było w domu, można było przełożyć, nieraz bardzo wiele dni nie byłam w stanie - ale myślałam, że takie "niechcenie" to coś normalnego).
Tak mi było dobrze, jak z byłym spędzaliśmy weekend, rano jechaliśmy gdzieś, obiad, po południu gdzieś, wieczorem film, kolacja gdzieś. Ale jak się mnie nie bierze za klapy i nie zmusza, to ja NIE jestem w stanie. Uwierzcie mi, że nie jestem. Nigdy nie byłam w stanie zmusić się do wyjścia z domu gdzieś indziej, niż do pracy.
Potrafię wydać 300 PLN na bilet na koncert i nie wyjść z domu, bo nie jestem w stanie.
EDIT
Nie umiem nic upiec...
ale pomyślę.
Sprzątać nie będę. Nienawidzę tego ![]()
Ale wiesz co, pomaranczowa, ja tu sobie dowcipkuję z ludźmi. W sumie nic się zewnętrznie nie zmieniło. Nie jest tak, że od momentu, kiedy usłyszałam, że mam depresję, przestałam sobie żartować z kolegami z pracy.
Mój zły stan w tym momencie jest połączony z depresją, którą mam od kilku pewnie lat. Co jakiś czas ją u siebie z resztą podejrzewałam.
W niedzielę to będzie batalia; bo ja w sumie od dwóch czy więcej lat w weekendy po prostu snuję się po domu. Właściwie to ja się głównie snuję. Nie jestem od lat w stanie przekonać się do jakiejś poważniejszej aktywności (gitara i śpiew, ok, ale to można było w domu, można było przełożyć, nieraz bardzo wiele dni nie byłam w stanie - ale myślałam, że takie "niechcenie" to coś normalnego).
Tak mi było dobrze, jak z byłym spędzaliśmy weekend, rano jechaliśmy gdzieś, obiad, po południu gdzieś, wieczorem film, kolacja gdzieś. Ale jak się mnie nie bierze za klapy i nie zmusza, to ja NIE jestem w stanie. Uwierzcie mi, że nie jestem. Nigdy nie byłam w stanie zmusić się do wyjścia z domu gdzieś indziej, niż do pracy.
Potrafię wydać 300 PLN na bilet na koncert i nie wyjść z domu, bo nie jestem w stanie.
EDIT
Nie umiem nic upiec...ale pomyślę.
Sprzątać nie będę. Nienawidzę tego
ale takie "niechcenie ", to JEST chyba cos normalnego. Ja tez tak czesto mam.
No, z tym koncertem , to juz nie.To chyba bedzie juz ten depresyjny part.
EDIT
Nie umiem nic upiec...ale pomyślę.
tu masz przepis ( w ramach zmuszania do aktywnosci)
:
4 jajka ubic ze szklanka cukru
dodac koste masla( rozpuszczonego)
proszku do pieczenia dwie lyzeczki i waniliowy
1 szklanka mąki pszennej
? szklanki mąki ziemniaczanej
i
2 łyżki kakao
->do formy. Masz forme ??
jak nie -pozycz od sasiadki!
ubić żółtka czy białka?
co z tym kakao? wrzucić do mąki?
i co dalej? ![]()
(...)Sprzątać nie będę. Nienawidzę tego
Czy ja w którymś miejscu napisałam, że masz to kochać robić?
Dziurawiec też nie jest smaczny, a go pijesz, bo pomaga. ![]()
ubić żółtka czy białka?
co z tym kakao? wrzucić do mąki?i co dalej?
cale jajka kochanie.
Specjalnie wybralam ( na poczatek ) cos nieskomplikowanego.;-)
Nie,kakao nie do maki. Jak ciasto bedzie gotowe, to wlej dwie trzecie do formy, a jedna trzecia zostaw w misce i dodaj do tego kakao i wlej na wierzch. To wszystko.
Piec 180 ° ok. 45 Minut do godziny.
Dzięki za dostosowanie poziomu trudności
i dzięki za to, że się na chwilę wkręciłam ![]()
Yy kiedy moge uznać, że jajko zostało ubite?
Dzięki za dostosowanie poziomu trudności
i dzięki za to, że się na chwilę wkręciłam
Yy kiedy moge uznać, że jajko zostało ubite?
prosze bardzo.
cudna jestes z tym jajkiem ;-)
a wiec mozesz uznac ze zostaly ubite , jak zobaczysz ze sie taka puszysta , lekko bialawa masa z tego robi ( ja sie nie rozpieszczam-ok. trzech minut i fertig;-)
Moim największym osiągnięciem kulinarnym jest zalanie kuskusu wodą i wrzucenie tuńczyka...
Nigdy mnie nikt nie nauczył, jak to dzieciaka z patologii, a teraz głównie jem "na mieście".
Jestem do tego stopnia dzikusem, że kiedy jestem sama w domu i coś jem (nie kuskus, bo to siłą rzeczy je się łyżką z miski) to prosto z opakowania, bez talerzy, sztućców, celebry.
Podobno mam garnek... Ale nawet nie wiem do końca, czy działa kuchenka i piekarnik, bo nie sprawdzałam.
Moim największym osiągnięciem kulinarnym jest zalanie kuskusu wodą i wrzucenie tuńczyka...
Nigdy mnie nikt nie nauczył, jak to dzieciaka z patologii, a teraz głównie jem "na mieście".Jestem do tego stopnia dzikusem, że kiedy jestem sama w domu i coś jem (nie kuskus, bo to siłą rzeczy je się łyżką z miski) to prosto z opakowania, bez talerzy, sztućców, celebry.
Podobno mam garnek... Ale nawet nie wiem do końca, czy działa kuchenka i piekarnik, bo nie sprawdzałam.
;-))))))))))))))))))))))
Znam gorsze przewinienia!
jest tak, to mozna zjesc i bez talerza ,sucha bagietke z papierowej serwetki, jezeli z tym wlasciwym .
A ten sie znajdzie.
Tylko powoli.
Pomaranczowa ![]()
Lepiej nie schodźmy na ten temat
Jeżeli będę tylko mniej obolała, to naprawdę akceptuję samotność. Wszędzie zdrady, głupota, problemy, syf; ludzie to dzieciaki teraz.
Kochana.
Demografii się nie przeskoczy: jestem jedną z biliona korposingielek z Warszawy, w dodatku mam dużo większy mózg niż urodę - więc generalnie to odsiewa facetów - wzrokowców (90%).
Heh. Mały jest wybór, konkurencja duża. ![]()
Nawet jak teraz patrzę po swoich ziomkach siedzących obok mnie - dobrze zarabiający mega specjaliści, siano w głowie, siłownia i dupy.
W całym moim życiu podobało mi się dwóch facetów, też jestem dość zamknięta na znajomości.
Ci wszyscy ludzie, mający po 40-50 lat, kawalerowie i stare panny, codziennie ich widzę, starali się, starali. G wyszło.
Nie wierzę.
Nie wierzę, nie umiem uwierzyć.
Chcę się nauczyć żyć sama ze sobą, pogodzona z perspektywą, że u mnie też tak będzie.
Pomaranczowa
Lepiej nie schodźmy na ten temat
Jeżeli będę tylko mniej obolała, to naprawdę akceptuję samotność. Wszędzie zdrady, głupota, problemy, syf; ludzie to dzieciaki teraz.
Kochana.
Demografii się nie przeskoczy: jestem jedną z biliona korposingielek z Warszawy, w dodatku mam dużo większy mózg niż urodę - więc generalnie to odsiewa facetów - wzrokowców (90%).
Heh. Mały jest wybór, konkurencja duża.
Nawet jak teraz patrzę po swoich ziomkach siedzących obok mnie - dobrze zarabiający mega specjaliści, siano w głowie, siłownia i dupy.W całym moim życiu podobało mi się dwóch facetów, też jestem dość zamknięta na znajomości.
Ci wszyscy ludzie, mający po 40-50 lat, kawalerowie i stare panny, codziennie ich widzę, starali się, starali. G wyszło.
Nie wierzę.
Nie wierzę, nie umiem uwierzyć.Chcę się nauczyć żyć sama ze sobą, pogodzona z perspektywą, że u mnie też tak będzie.
O.K.;-)
Masz wysoka poprzeczke-to juz wiem.Czuje to jakos.
Znasz tez swoja wartosc.
Wiesz ja mysle , ze ludzie nie dziela sie na takich i siakich,
madrych i glupich, zielonych i czerwonych, oni dziela sie po prostu na takich , ze PASUJE zusammen , albo NIE pasuje zusammen. ;-)
Jak pasuje-to wszystko inne nie wazne.
Ale mozna tez bez tego "pasownego".
Zyjesz, jestes madra,wrazliwa kobieta. Tylko jeszcze wyjdz z tego chorobska i bedzie gut!
"oni dziela sie po prostu na takich , ze PASUJE zusammen , albo NIE pasuje zusammen. ;-)"
Si.
No to, kochana, takiego jeszcze nie poznałam.
Może jestem zbyt bezkompromisowa (jak były nie chciał się dopasować do moich wizji, to ja byłam mega "zraniona" i była spadówa).
Może mam rację.
Może należę do osób nieprzystosowanych do związków i tak już będzie. No idea.
Byleby nie cierpieć. Mogę na starość grać w karty z innymi pensjonariuszami domu spokojnej starości, serio, byle nie cierpieć.
Dzieci i tak nie będę mieć, bo nie mogę.
Z resztą, no fokin' way (Irlandczycy chyba tak śmiesznie mówią z "o", fokin'), przedłużyć tę mękę o kolejne pokolenie. No no way.
No i nie można powiedzieć, że się znajdzie. Znajdzie się, albo się nie znajdzie, obie opcje są prawdopodobne
Nieraz mi ludzie mówią, że "wszystko będzie na pewno dobrze" a ja mam ochotę ich zabijać, bo NIE MUSI. To po co gadać komuś bzdury?
Aa, i żeby było klar - nie jadę Ci kochana, dzięki, że jesteś tutaj ![]()
"oni dziela sie po prostu na takich , ze PASUJE zusammen , albo NIE pasuje zusammen. ;-)"
Si.
No to, kochana, takiego jeszcze nie poznałam.
Może jestem zbyt bezkompromisowa (jak były nie chciał się dopasować do moich wizji, to ja byłam mega "zraniona" i była spadówa).
Może mam rację.
Może należę do osób nieprzystosowanych do związków i tak już będzie. No idea.
Byleby nie cierpieć. Mogę na starość grać w karty z innymi pensjonariuszami domu spokojnej starości, serio, byle nie cierpieć.
Dzieci i tak nie będę mieć, bo nie mogę.
Z resztą, no fokin' way (Irlandczycy chyba tak śmiesznie mówią z "o", fokin'), przedłużyć tę mękę o kolejne pokolenie. No no way.No i nie można powiedzieć, że się znajdzie. Znajdzie się, albo się nie znajdzie, obie opcje są prawdopodobne
Nieraz mi ludzie mówią, że "wszystko będzie na pewno dobrze" a ja mam ochotę ich zabijać, bo NIE MUSI. To po co gadać komuś bzdury?
Aa, i żeby było klar - nie jadę Ci kochana, dzięki, że jesteś tutaj
nie ma problemu.Wiem , ze mi nie jedziesz( nie musisz dodawac )mow . MOW!
Tzn. pisaj ! PISAJ!! ;-)
Jakos mi to znajome, co mowisz ( wspominalam o moim najlepszym przyjacielu, ktory tez tak ma?;-))
tzn, nie , co mowisz, ale JAK mowisz i czujesz( jakbyscie byli klonami )
Wielokrotnie bywalo juz tak, ze pomagalo mu , ze po prostu go sluchalam.Nie chodzi o pocieszanie , ze "wszystko sie ulozy" . Nie.
On na to mowi "da sein " i to jak DA.
On tez cierpi w zwiazku katusze, jest tak , jakby bliskosc go bolala. Prawie fizycznie.
To ciekawe. Oczywiście - straszne, ale ciekawe.
Przynajmniej wie, co go boli - bliskość... Współczuję mu bardzo, jeżeli cierpi tak ja, a nie daj boże, bardziej.
Co mu jest? Jest na coś chory?
Co do fizyczności bólu, to tak, ja też swój ból odczuwam fizycznie.
Jedno, co mi się udało dzisiaj, to trochę ogarnąć matkę. Nie wiem, czy słusznie, ale ją opieprzyłam po prostu i kazałam się zastanowić nad tym, co się REALNIE dzieje. Kochane było zwierzę, ale to kurczę blade tylko piesek.
Co ja sobie zrobiłam?
Co się ze mną dzieje? ![]()
Przecież nie ma "nagłych ataków depresji".
To ciekawe. Oczywiście - straszne, ale ciekawe.
Przynajmniej wie, co go boli - bliskość... Współczuję mu bardzo, jeżeli cierpi tak ja, a nie daj boże, bardziej.
Co mu jest? Jest na coś chory?Co do fizyczności bólu, to tak, ja też swój ból odczuwam fizycznie.
Jedno, co mi się udało dzisiaj, to trochę ogarnąć matkę. Nie wiem, czy słusznie, ale ją opieprzyłam po prostu i kazałam się zastanowić nad tym, co się REALNIE dzieje. Kochane było zwierzę, ale to kurczę blade tylko piesek.
Co ja sobie zrobiłam?
Co się ze mną dzieje?
Przecież nie ma "nagłych ataków depresji".
on twierdzi, ze zdrowy jak ryba.
To bol istnienia.
---
To Ty, w takim , a nie innym stanie,potrafisz jeszcze rodzicielke ogarniac?
----
Co do naglych atakow depresji, to tez nie slyszalam.Ona chyba juz wczesniej siedziala, a teraz tylko sie wychylila , cholera.
Ale ukrecimy jej lba ( nie mylic z hydra!)
Byłam u mistrza.
Uwaga...
Ostra nerwica lękowa.
Wszystkie somatyczne objawy a'la depresja to manifestacja atypowa nerwicy lękowej, czy jakoś tak w tenże deseń.
Po godzinie rozmowy z panią doktor miałam ochotę krzyczeć: tak, tak, zgadza się!!
Wierzę jej. Przekonała mnie żelaznymi argumentami.
Być może wierzę jej z powodów innych niż to, że diagnoza ta jest obiektywną prawdą.
Ale lecimy w ten scenariusz.
Dostałam bezwzględny nakaz na psychoterapię. Bardzo miło mi się zrobiło, kiedy usłyszałam, że jestem perfekcyjnie rokująca, jako osoba z wykonaną mega pracą na terapii i rozumiejąca wiele rzeczy.
Dostałam baterię leków - m.in. na sen i... legendarny prozac w wersji skandynawskiej
Jak Tony Soprano... w wersji skandynawskiej! ![]()
Pierwszego psychiatrę mogła przekonać, uwaga - moja własna autodiagnoza (wiem, zdanie jest błędne logicznie, zaraz Wam powiem, czemu...). Podobno, jako osoba bardzo charyzmatyczna, jestem w stanie przekonać nawet psychiatrę do swoich racji... Ale dzięki temu mogę wyzdrowieć!! To już podziałało na mnie jak prozac.
To, co się dzieje, to choroba. Jest do wyleczenia. Jest nadzieja. Jest szansa!! OMFG!!!
Ponieważ czeka mnie teraz minimum pół roku bez kapki alkoholu, to dzisiaj postanowiłam się napruć jak meserszmit. No i piszę do Was... niestety, okazało się, że stężenie hormonów stresu w moim organizmie jest tak silne, że nie dało rady
W niedzielę rano będę już mieć czysty organizm i wezmę leki. I w niedzielę zaczynam swoją kolejną walkę... mega ciężką walkę o swój dobrostan psychiczny. O swoje życie. Znam smak terapii i wiem, że będzie krew, pot, łzy i rzucanie nogą od krzesła. Półtora koła miesięcznie jestem w plecy.
Co znaczy półtora koła miesięcznie wobec możliwości wygrania walki z tą hydrą!
Cóż będzie to znaczyć w obliczu obudzenia się rano bez dławiącego braku oddechu i pragnienia, by to wszystko szlag trafił!
Poczułam swoje zasoby, swoje ogromne zasoby siły.
Dzięki niech będą nieistniejącemu bogu za to, że mój były mnie nawiedził 2 tygodnie temu. Dzięki temu trafiłam do pani profesor i dzięki temu wygrałam szansę. Oby jej diagnoza okazała się słuszna; chociaż, jak pisałam, ja się zgadzam. A rzadko tak mocno się z kimkolwiek zgadzam.
Dzięki nieistniejącemu bogu za to, że nie poleciałam do UK.
Dzięki składa konstruktywna opozycja, wojująca bladolica ateistka!
To, że nie umiem zadzwonić do byłego, to też choróbsko. To też to.
Walczymy. Ja tam lubię walczyć. Wolę po stokroć walczyć, niż leżeć zawinięta w koc i drżeć ze strachu/ lęku.
A pies mojej matki... Nie ma nowotworu. Dostała psina zastrzyki i jeszcze pewno pożyje...
A ja... ja puściłam sobie koncert Sisters of Mercy z Hildesheim z 1993 roku, heh, moja miłość życia - pan z mego avatarka
zagrzewa mnie do walki, jak zawsze odkąd pamiętam...
A każdą walkę można wygrać.
Dziękuję Wam. Dziękuję.
Pierwszego psychiatrę mogła przekonać, uwaga - moja własna autodiagnoza (wiem, zdanie jest błędne logicznie, zaraz Wam powiem, czemu...). Podobno, jako osoba bardzo charyzmatyczna, jestem w stanie przekonać nawet psychiatrę do swoich racji... Ale dzięki temu mogę wyzdrowieć!! To już podziałało na mnie jak prozac.
W każdej terapii jeżeli pacjentowi zależy, sam chce i do tego myśli logicznie to już mamy 90% sukcesu.
Terapia się nie uda jeżeli sam pacjent będzie oczekiwał ,że lekarz+leki zrobią wszystko za pacjenta.
Gratuluje dobrego kroku!
Walczymy. Ja tam lubię walczyć. Wolę po stokroć walczyć, niż leżeć zawinięta w koc i drżeć ze strachu/ lęku.
Taka postawa nie może rokować źle ![]()
maszkarado
czyli okazało się, że wszystko jest do rozwiázania...
wg mnie to s? pozytywne finały Twojego stanu, choroba psa-wszystko się wyjaśniło:-)
teraz tylko dupcia w troki, ostro na leczenie to i siły na telefon do eksa znajdziesz....
albo już nie będziesz chciała do niego zadzwonić bo... wiosna przyniesie neksa:-)
uszy do g?ry, sobota jest... ciepłe ubranko i spacer po lesie wskazany:-)
(...)Ostra nerwica lękowa.(...)
Bardzo się cieszę.
![]()
Hmm... dziwnie zabrzmiało.
Otóż, cieszę się, że to nerwica, nie zaś depresja. ![]()
I cieszę się, że Ty się cieszysz (z tego samego powodu, jak mniemam). ![]()
Napisałaś bardzo energetyczny post. ![]()
no kochaaaaaaaaaaana,skoro Ty psychiatre potrafisz do swoich racji przekonac (!) i to mowi psychiatra, to Ty te chorobe ( jak zwal , tak zwal) tez bedziesz potrafila przekonac, zeby sie uplynnila.
Pierwsze koty za ploty.
Kto zaczal-juz wykonal polowe roboty ( i w ten desen -jezeli wiesz , co mam na mysli)
Mysle o Tobie .
P.S.
tylko nie przesadz z tym degustowaniem, zeby potem nie bylo jak z tym zurawiem:
przylapali raz zurawia jak do studni puszczal pawia. ;-)
Tak, cieszę się, że to nerwica, a nie depresja. Strach przed chorobą psychiczną to też podobno mój problem ![]()
Depresja autentycznie kojarzy mi się z czymś, z czym trudno wygrać... Bo żeby walczyć, trza mieć siłę, a depresja ją odbiera. A nerwica przynajmniej nie ![]()
Kamień z serca mi spadł.
Jeszcze nie wzięłam tych prochów, więc fizycznie czuję się niewiele lepiej i skaczę w fotelu na każdy głośniejszy dźwięk, ale: ufff.
Dzisiaj latałam po nieruchomościach, bo chcę jedną sobie kupić, więc dzień zajęty był przynajmniej.
Energetycznego posta napisałam już po powrocie z mini imprezy "pożegnanie alkoholu na rzecz psychotropów", bez żurawi, pawi i innego ptactwa się obyło. Ja się nie umiem upić. Rzadko piję alkohol, choć chlanie wódki jest sportem branżowym w agencjach reklamowych - a jak już piję, to wszyscy o pierwszej w nocy leżą pod stołami, a ja nieskutecznie szukam kogoś do pogadania ![]()
No i terapia, od jutra już ![]()
Raczej będzie neks niż eks... Jak tak usiąść i się zastanowić, to żebym go kochała miłością nieskończoną, nic nie jestem w stanie zrobić z facetem, któremu powiesił się ojciec alkoholik a samotna, rozgoryczona matka wychowała go na człowieka, który jest zaprogramowany na krzywdzenie kobiet. Poddał się w temacie leczenia, a ja się chyba nie chcę narażać. Ale już szczegółową strategię obmyślimy z sajkologiem terapeutą. Amen.
Grunt to plan.
By było wiadomo od czego odchodzić. ![]()
Albo do czego dochodzić ![]()
Dwie godziny temu wzięłam benzodiazepiny i bez szału to to, trochę się czuję jak po głupim Jasiu, trochę, jakbym pół dnia kopała ogródek i trochę, jak po solidnym buchu... Ucisk w klatce zmalał, ale czy jakoś znacząco mi to mięśnie zwiotczyło... to nie.
Kobieto!
Dwie godziny od wzięcia leków i mają zniwelować wszelkie objawy?
Zresztą każdy inaczej reaguje na te same leki.
Cierpliwości. ![]()
No miało tak być właśnie ![]()
Fluoksetyna zacznie działać za x tygodni, a to miało ruszyć z kopyta. Ale im dłużej tak siedzę, tym bardziej czuję chill
Łokcie muszę opierać na kolanach, żeby pisać na klawiaturze ![]()
Mam od zawsze deficyt cierpliwości ![]()
Maszkarada,czytam ostatnio trochę Twoje posty i normalnie powalasz mnie.
Podziwiam Cię za Twoją inteligencje, za Twoją siłę ,za Twoją odwagę ,aby iśc do przodu.
Ty dobrze wiesz,że sobie poradzisz .Tacy jak Ty dochodzą daleko.
Dla mnie jesteś WIELKA ![]()
Jeny, strzało, dzięki ![]()
BTW Jeden z portali dla singli oferuje bezpłatną możliwość zrobienia sobie testu osobowości. Na całe szczęście nie musiałam zakładać tam żadnego profilu, żeby się tym zabawić.
Wyszło mi, że jestem narcyzem, który ma trudność z pokochaniem kogoś po za sobą.
Point, w sumie całe życie jestem sama, od dzieciaka, no to kogo miałam nauczyć się kochać? Raczej siebie...
Ale najbardziej podobał mi się tekst o tym, że źle lokują uczucia i chcę ratować ludzi wykrzywionych, a w związkach nie ma na to miejsca. I z tym się jak najbardziej zgadzam.
Wkurzyło mnie co innego: jakiś pacan napisał tam mniej więcej tak: zwiąż się się z kimś dla siebie najodpowiedniejszym, z kimś, kto będzie kochał Ciebie, a miłość do tej osoby przyjdzie sama i będzie tak, jakbyś tego człowieka kochała od zawsze.
Kpina. No, to jak zmuszę kogoś do bycia ze mną przez jakiś dłuższy czas, a będę go kochać, to on mnie pokocha, jakby mnie kochał od zawsze? To ja wolę w tę stronę.
Kto to układa? Te testy? Podajcie mi nazwisko. Zadzwonię.
Aaa, no i oczywiście mam skrajne poglądy i nie da się ze mną dyskutować. Hmm... najbardziej lubię jednak dyskusje z ludźmi o innych poglądach, są mega ciekawe. Tylko nie trzeba być przy tym bucem.
Lekko żenujące
Ale mam farmakologiczny chill, więc wkurzenie było całkiem niewielkie ![]()
Te wszystkie "testy" umieszczane na różnych portalach są tak samo wiarygodne, jak horoskopy zamieszczane tamże.
Dobra zabawa i tyle. ![]()
Nie wkurzaj sie.
Te testy ukladaja ci, ktorzy zarabiaja na tym pieniadze. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniadze ;-)
Kazdy trzezwo myslacy czlowiek rozpozna w try miga , ze nikt po 30 pytaniach ( czy ile tam) nie jest w stanie zanalizowac czyjejs osobowosci. Chyba ignorant
Ok., ok., wpienia mnie momentami, mnie, biedną, naiwną dziewczynkę, że jakieś buce zarabiają na cudzym cierpieniu ![]()
A z tego względu, że cierpienie psychiczne jest mi najbliższe, to wpieniają mnie buce mieniące się psychologami profesjonalistami z super trafnym testem.
BTW rozwiązuję wszystkie takie rzeczy, jak tylko gdzieś znajdę ![]()
Nawet jak są to totalne bzdury, to przynajmniej dają powód do zastanowienia się nad tym, dlaczego to są bzdury ![]()
Byłam na konsultacji (tak, w niedzielę, trafiło się) i jedziemy z koksem. 12 miesięcy, raz w tygodniu, w nurcie psychodynamicznym.
Lek działa. Szczerze mówiąc, to spodziewałam się serio jakiegoś las vegas parano, a on mnie generalnie wyciszył nieco. Dobre i to
Ooo i mam trudności z mówieniem, w tym sensie, że robię to cicho i wolniej i tak, jakbym trochę nie ogarniała. Ciekawe, jak to wpłynie na moje szkolenia w tym tygodniu. Może powinna powiedzieć szefowej, że ze względu na przyjmowanie jakichś tam medykamentów, nie mogę tego robić w najbliższym czasie?
Witaj, mądra Kobieto ![]()
Rok z psychodynamiczną, no, no. Ostra walka.
Szkolenie?
Jeśli tak funkcjonujesz, jak widać to i w Twoim wątku, i w wątku brzanki26, to szkolenie będzie na piątkę z plusem. Chciałabym, by tak wszyscy "nie ogarniali" na trzeźwo, jak Ty na prochach. ![]()
***
Pozwoliłam sobie w wątku o kkzb, zacytować Twój post napisany u brzanki26, bo jest on kwintesencją problemu.
Ale Wielokropku pisze mi się dobrze, jednego posta tu napisałam po wypiciu 4 litrów piwa, także jakieś tam prochy, prosz... ![]()
Ogólnie to czytałam sobie coś w necie i zdobyłam już dzisiaj jeden punkt na poczet terapii.
Żeby nie zanudzać szczegółami:
zawsze łatwiej mi było zrezygnować.
Po setnym "nie" w odpowiedzi na "mamo, mamo, chodźmy pokarmić kaczki" wolałam odpuścić, niż znowu pozwolić się upokorzyć i odrzucić.
Generalnie, im byłam starsza, tym dotyczyło to bardziej poważniejszych problemów.
Podobał mi się chłopak.
Co robi funkcjonalna młoda dziewczyna, kiedy podoba jej się chłopak? Wiemy.
Co robiłam ja? Nic! Cierpiałam w milczeniu, bo "i tak by mnie nie zechciał".
Nie podejmowałam żadnych działań.
Zawsze robiłam sobie taką do tego ideologię, że ho ho ho i sama się potrafiłam tym ogłupić!
Natychmiast po tymże odkryciu zapaliła mi się żaróweczka: kochana, wiesz to, a po za tym jesteś na głupim jasiu i nie wkurzy Cię bomba atomowa za oknem. No i wiesz też, że bucowatego eksia trzeba z dystansu, więc nie ma spiny.
Zadzwoniłam!
Hyyy. To nie chodzi o niego. Nie chodzi o jakieś moje względem niego podchody; ale o pierwsze ćwiczenie w sobie nowych nawyków, jakie mi do głowy przyszło. Nadarzające się okazje trzeba wyciskać jak świeżą cytrynkę.
Miło nam się pogadało. A dzięki prochom nie zrobiło to na mnie tak totalnie żadnego wrażenia, że jestem w szoku. Tyle, że miło się pogadało. He he he ![]()
A kaczki już byłam karmić też.
Wielokropku, cytuj mię gdzie chcesz
To open source.
Punkt drugi: przyjmujesz pochwały. ![]()
No staram się.
Powiem Ci, że miałam taką sytuację ostatnio, że pokazałam niesamowitą klasę zawodowo, ale nie zdążyłam umknąć ludziom zaraz po zakończeniu speechu i musiałam słuchać tych wszystkich podziękowań i gratulacji.
To jest dopiero konsterna
Ja wiem, że dobrze robię, to co robię, serio nie robię tego po to, żeby mnie uwielbiano...
A jak mnie denerwują te wymuskane niunie pracujące w tym samym biurze: o jaki ładny sweterek, tirarira, srututu... Są ludzie, którzy jak mówią, że mam spoko sweter, czy spoko szkolenie, to im wierzę i zawsze szczerze podziękuję, ale ta reszta... ![]()
Tobie wierzę ![]()
Te prochy mi pomagają w myśleniu. Serio. Z odpowiedniego dystansu do swoich kłopotów można TYYYLEEE rzeczy zobaczyć!
Wiem, ze robisz dobrze to, co robisz. A nawet bardzo dobrze. ![]()
Wiem, że nie pracujesz dobrze po to, by inni wynosili Cię pod niebiosa.
Wiem, jak trudno zachować się z klasą słysząc różne fałszywki i zdawkowe komplementy.
Wiem, jak trudno słuchać dobrych słów o sobie i swoich osiągnięciach.
Wiem, że uczysz się tego.
Dziękuję za zaufanie. ![]()
Zadzwoniłam!
Hyyy. To nie chodzi o niego. Nie chodzi o jakieś moje względem niego podchody; ale o pierwsze ćwiczenie w sobie nowych nawyków, jakie mi do głowy przyszło. Nadarzające się okazje trzeba wyciskać jak świeżą cytrynkę.
Jak skończyłam mój związek robiłam dla siebie (!) podobnie - spotkałam się z byłym, pogadaliśmy, nie zamykałam się i nie spinałam.
Dla mnie to był rodzaj ćwiczenia: obserwowałam swoje reakcje, wiedziałam ,że nie wrócę do niego i chciałam zwyczajnie porozmawiać i potem nie mieć rozterek tylko uświadamiałam sobie ,że przecież zerwałam więc miałam powód i mimo ,że rozumiemy się idealnie to nie mogę ryzykować i być z nim(toksyczny charakter).
Powiem szczerze ,że mi takie konfrontacje pomogły i teraz jestem luźniutka jak mijam mistrza
i jaka jestem z siebie dumna haha
bo pierwszy mój odruch był na zasadzie :idzie aaaa wiejemy ![]()
A jak mnie denerwują te wymuskane niunie pracujące w tym samym biurze: o jaki ładny sweterek, tirarira, srututu...
O tak, mam "pęczek" takich w pracy, ale jak je widzę i niestety słyszę to cieszę się ,że nie jestem taka jak one.
Zdecydowanie wolę pracę z mężczyznami lepiej się oddycha, przekazuje komunikaty i 'sarkazmuje' ![]()
Gratuluje owacji w pracy !
Słuchajcie, mam takie offtopowe pytanie.
Pomimo tego, że czuję się na prochach dużo lepiej, to jestem znaczącą otępiała - wolno się poruszam, wolno i cicho mówię; podobno tak może być do momentu zejścia z alprazolamu całkowicie na większą dawkę fluoksetyny. Trochę sprawia mi to trudności w pracy - a największą taką, że wszyscy wysyłają mnie na urlop/ zwolnienie.
Nie wiem, co mam robić... W sumie nie tyle mnie przeszkadza chodzenie do pracy, to wielu rzeczy muszę odmawiać: np. pojechania jutro o 8 rano na jakieś trudne spotkanie - jestem za bardzo otępiała. Nie wiem, co by było lepsze.
Myślę raczej tak samo szybko, jak zwykle, gorzej jest z reakcjami fizycznymi ![]()
Nie chcę sobie zaszkodzić zawodowo.
Może, w pilnym trybie, skontaktuj się z lekarką, która przepisała leki.
Pogadaj z nią o swym spowolnieniu i wspólnie rozważcie, czy nie ma wskazań do wzięcia zwolnienia lekarskiego. Być może też zastąpi jeden lek innym, mniej wpływającym na Twe reakcje.
***
A nie możesz jakoś tak przeorganizować swej pracy, oczywiście, że w porozumieniu z "władzami", byś przejęła część obowiązków innych osób, które możesz wykonywać niezależnie od swych reakcji, a im oddać te wymagające refleksu?
Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 9 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Dwóch panów i jedna Maszkarada
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024