drogie netkobietki:) temat dawno nie ruszany, ale dla mnie stał się bardzp aktualny, może zaczne od początku. Jesteśmy razem prawie 3 lata, czasem było źle czasem dobrze, teraz jest cudownie. Jednak jeśli chodzi o finanse to mamy mały kłopot, mój M. otworzył firmę , wziął kredyt i się nie udało, teraz został z długami i wpadł na pomysł, że te długi może spłacić idąc na statek (jakby nie patyrzeć to jedyne sensowne wyjście z sytuacji). Jego ojciec też jest marynarzem stąd pewnie ten pomysł. Zgodziłam się, jednak wiem , że na kilku kontraktach się nie skończy, że weźmie przyskład ze swojego taty i zrobi z tego sposób na życie, bo kasa jest niezła. No , ale nie wyobrażam sobie tego, że przez 3 tyg możemy nie mieć wogóle kontaktu, potem jeden sms, a potem znów 3 tyg. bez znaku życia bo dodam, że chodzi o statki pływające na wszystkich kontynentach tylko nie w europie. już rycze w poduszkę, a co dopiero jak on wypłynie.
zastanawia mnie czy to jest wogóle możlwie zeby taki związek przetrwał jak nie jest się małżeństwem, czy po takim czasie ludzie nie staja sie dla siebie obcy, czy wiezi się przeywają?