MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 144 z 144 ]

131

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?

Tak, Dunkis niestety tak jest. Dlatego czasem trzeba powoli wrócić do stanu równowagi i racjonalnie rozpatrywać takie "dowody" w zachowaniu. Przecież każdy może mieć gorszy dzień i unikać bliskości albo rozmów. Każdy inaczej przechodzi stres i trudy związane z życiem prywatnym, zawodowym. Ważne, żeby w te skrajności nie popadać. Nikt nie jest idealny, a wiadomo, że ludzie w związkach poznają się w pełni dopiero po wielu latach. A niektórzy widząc takie zachowanie, znaczące w nim zmiany skłonni są przeszukać wszystko w przekonaniu, że On/Ona kogoś ma.

I tak, również byłam ofiarą takiego pacana, co mnie brzydko mówiąc, "dymał na boku". Sam sprawdzał, trzepał gdzie się dało, wypytywał, męczył i dręczył. Nie robiłam tego samego, bo nie chciałam i nawet nie mogłam. Przestawienie telefonu z miejsca na miejsce, żeby zrobić miejsce na kubek owocowało krzykiem 'zostaw to, to moje jest, nie ruszaj".

No i niestety, wiele czasu zajęło mi wyzbycie się potem tego przeczulenia, o którym piszesz. Można je kontrolować, odpowiednio stłumić, ale nie jestem pewna czy można je konkretnie wywalić ze swojej psychiki. To tak jak z opryszczką, raz ją złapiesz i już będzie smile Z drugiej strony - odpowiedni partner, który ufa nam i my ufamy jemu, potrafi być najskuteczniejszym antybiotykiem.

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?
Red_Fairy napisał/a:

To tak jak z opryszczką, raz ją złapiesz i już będzie smile Z drugiej strony - odpowiedni partner, który ufa nam i my ufamy jemu, potrafi być najskuteczniejszym antybiotykiem.

No właśnie.... Nic dodać, nic ująć.
To ja poprosze taki antybiotyk o szerokim spektrum działania big_smile

133

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?
niekochana72 napisał/a:
Red_Fairy napisał/a:

To tak jak z opryszczką, raz ją złapiesz i już będzie smile Z drugiej strony - odpowiedni partner, który ufa nam i my ufamy jemu, potrafi być najskuteczniejszym antybiotykiem.

No właśnie.... Nic dodać, nic ująć.
To ja poprosze taki antybiotyk o szerokim spektrum działania big_smile

Ha ha, niekochana smile
Żeby zniknęła ta franca, trzeba unikać każdego miglanca smile
Tak humorystycznie, ale trochę w tym prawdy jest. Tylko czasem ten miglanc w naszym postrzeganiu jest tym jedynym i wtedy tyłek blady smile
Nie daj Boże, jak taka opryszczka wyskoczy sama, nieproszona i zatruwa całkiem zdrowy związek tylko dlatego, że tknie nas przeszłość albo wyjdzie jakaś trauma. Ciężko ją znowu zaleczyć, a to i tak tymczasowe może być...

134 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2011-08-09 12:49:27)

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?

Red_Fairy, zaufanie jest czymś wyjątkowym, nawet niewielka jego doza, to wiele, ale jeśli raz je stracisz, to nieielkie, to już nie wraca. Mozna z tym żyć, ale co to za życie.

Red, dawaj , co Cię tam jeszcze gryzie?

135

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?
Dunkis napisał/a:

Red_Fairy, zaufanie jest czymś wyjątkowym, nawet niewielka jego doza, to wiele, ale jeśli raz je stracisz, to nieielkie, to już nie wraca. Mozna z tym żyć, ale co to za życie.

No własnie, dlatego ja radykalnie działam. Odcinam się tongue

136

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?

Hej!
Życie z kontrolerem jest podobno straszne. Piszę podobno bo sama nie miałam takich doświadczeń, ale moja koleżanka ma. Była z facetem, który wszystko musiał wiedzieć, widzieć. Doszło do tego, że ją zaczął śledzić. Wierzcie mi, że nie miał powodów by ją o cokolwiek podejrzewać... Świata poza nim nie widziała. Przyszedł czas, że się wyprowadziła i zakończyła znajomość definitywnie. Dopiero wtedy poczuła jak smakuje życie.

137

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?

Takich rzeczy trzeba się dopiero uczyć. Przeważnie za pierwszym razem zawsze się wybacza, chociaż zaczyna się od rzeczy pozornie niewielkich. Najpierw naprawdę małe pierdoły, jak patrzenie na ręce - potem trzepanie rzeczy. Wszystko jest akceptowalne. Przynajmniej dla mnie było, bo Pan, który dał mi nazwisko (alkoholik) robił tak samo z całą rodziną, która z nim mieszkała. Dla mnie to była norma, chociaż 'ex' postępował jeszcze bardziej natarczywie - bez żadnego usprawiedliwienia, co zaczęło działać mi na nerwy. Postanowiłam poobserwować i poczytać, przez co dopiero zdałam sobie sprawę z bardzo szkodliwych i toksycznych relacji, których doświadczałam. Ależ dorwał mnie wtedy szok. No, tak to jest, jak się takich dziadów przyciąga smile

Śmieszy mnie to, że każdy musi przejść taki albo inny tutorial do życia uczuciowego, gdzie większość doświadczeń nabiera się na podstawie metody prób i błędów. Odciąć też mi się udało, nie cierpię z tego powodu, ale zawsze mi to ciężko przychodziło, bo widzicie... ja się bardzo mocno przywiązuję do ludzi i bardzo rzadko postępuję tak radykalnie smile Tylko i wyłącznie z ostateczności, co zdarzyło mi się właściwie raz w życiu.  A no cóż, nadmierna kontrola to też może być bardzo dobry przykład na to, że taki drugi petent ma coś sam za uszami. Wielokrotnie mi się to sprawdziło na mojej skórze i wśród znajomych. Tylko, że ja z racji swojej młodzieńczej głupoty poszłam w bardzo złym kierunku. Pierwszy mój odruch - chorobliwa zazdrość. Bo niby coś za uszami, więc to wydawało mi się naturalną koleją rzeczy. Nic bardziej błędnego i nic więcej takiego nie zrobię, mam nadzieję. Zazdrość - w normach, które też ciężko z góry określić, ale pamiętam ten cały czas jako bardzo ciężki i męczący.

A teraz? Przyznam się, że związek bez kontroli naprawdę mnie nadwyrężył podczas asymilowania się z nim. Jestem obiektem zazdrości, ale zdrowej. Tak, jak w drugą stronę i bardzo ciężko nauczyć się tego, co powszechnie powinno być naturalne. Jak już pisałam wcześniej - wszelkie takie patologie były normą w moim domu, a ja wniosłam takie wzorce we własne życie. Staram się z nimi walczyć i jakoś idzie. Czasem upadam, czasem odezwą się jakieś moje urazy. I tym razem wzięłam przykład od Ciebie @Niekochana i... odcięłam się na takiej płaszczyźnie. Patologiom mówię zdecydowane nie smile

Mogłoby się wydawać, że takich osobników obu płci obu jest niewielu, a jakoś dziwnie każdy zna kogoś takiego - przynajmniej z opowieści dalszych znajomych. A zaufanie to taki przymiot, którego moim zdaniem nie da się odnowić nigdy przy tej samej osobie, która skrzywdziła. Próbowałam długo i nie wyszło. Wiem, że to nie było dobre i katowałam siebie wtedy ponad wszystko. I wiem już, że można je wzniecić na nowo, ale tylko przy tym Kimś, kto w tym pomoże i pokaże, że jednak się da. Tylko fakt, z tym jest bardzo ciężko. Nawet z samą motywacją, żeby podjąć jakieś działania ku temu.

Każdy człowiek ma jego własne granice zaufania, ale są one zupełnie różne. Dla niektórych nawet zdrada nie jest w stanie ich przekroczyć, jakakolwiek kontrola -  dla niektórych z kolei wystarczy jedno małe kłamstewko.

138 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-09 17:01:49)

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?
Red_Fairy napisał/a:

I tym razem wzięłam przykład od Ciebie @Niekochana i... odcięłam się na takiej płaszczyźnie. Patologiom mówię zdecydowane nie smile

Moim zdaniem to jedyna droga do odzyskania normalności.

Red_Fairy napisał/a:

A zaufanie to taki przymiot, którego moim zdaniem nie da się odnowić nigdy przy tej samej osobie, która skrzywdziła. Próbowałam długo i nie wyszło. Wiem, że to nie było dobre i katowałam siebie wtedy ponad wszystko. I wiem już, że można je wzniecić na nowo, ale tylko przy tym Kimś, kto w tym pomoże i pokaże, że jednak się da. Tylko fakt, z tym jest bardzo ciężko. Nawet z samą motywacją, żeby podjąć jakieś działania ku temu.

Każdy człowiek ma jego własne granice zaufania, ale są one zupełnie różne. Dla niektórych nawet zdrada nie jest w stanie ich przekroczyć, jakakolwiek kontrola -  dla niektórych z kolei wystarczy jedno małe kłamstewko.

Bardzo Ci dziękuję za te słowa. Głoszę je tu, na forum już ponad rok. I w większości przypadków spotykam się z totalnym niezrozumieniem. Że zajadła suka, że bezlitosna, że jak tak można, że bez serca.
A to po prostu jest tak, że jak ktoś na własnej skórze nie doświadczył takich zachowań - NIE ZROZUMIE, ba - NIE UWIERZY, że są możliwe.
Czytałam tego Twojego posta i pomimo, iż niewiele w nim konkretów wiem, że mogłabym usiąść naprzeciw Ciebie i opowiedzieć Twoją historię, która jednocześnie była moją historią. Pewnie inne imiona, miasta, może inny wiek, ale clou - TO SAMO.

Mam do Ciebie pewną osobistą prośbę - jeśli to nie kłopot oczywiście. Napisz proszę, jak sobie radzisz ze "strachami" w nowym związku. Chętnie posłucham.
Ściskam Cię mocno i szczerze gratuluję siły. Wiem, jak to wiele kosztuje. Ale warto, warto jak cholera big_smile

139

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?

Oj, @niekochana, to byłby niezły elaborat smile

Widzisz, na forum jestem stosunkowo od niedawna. Od czasu do czasu czytałam Wasze historie i problemy, żeby zrozumieć swoje. Miło jest, kiedy widzi się całe gremium osób z podobnymi doświadczeniami i wnioskami z własnego życia. Nie mówię, że 'fajnie' czyta się o zdradach, oszustwach i podwójnym życiu, ale dobrze, że są takie płaszczyzny, które pozwalają zrzeszać się tym, które i którzy tego doświadczyli.

Generalnie takich strachów mam wiele. Do mojego pierwszego związku podchodziłam na początku bardzo sceptycznie - szczerze mówiąc, na mężczyzn zdarza mi się patrzeć przez pryzmat własnego dzieciństwa i ojca, który w nim chcąc nie chcąc był. Tak, jest alkoholikiem - nadużywającym przemocy psychicznej. Uderzał w najbardziej czułe punkty, które w nas - dzieciach widział. Kontrolował i nadal kontroluje, chociaż staram się odciąć od niego, jak tylko mogę (W jedynym założonym przeze mnie temacie można poczytać smile I myślę, że właśnie te wzorce, własna empiria, którą wetkniętą mi w głowę nie pozwoliła dostrzec tak prostych rzeczy, które wręcz były analogiczne w moim tym śmiesznym związku. Dopiero z czasem uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem ograniczana, bezpodstawnie wyśmiewana przy znajomych. Byłam lekarstwem na kompleksy, dałam się kontrolować. Zabraniał wyboru uczelni. Itd. Po dwóch fizycznych zdradach dałam sobie spokój natychmiast - o jednej dowiadując się sama, o drugiej - od kogoś. Wybaczałam wszystko, chociaż byłam młodą gówniarą i w sumie, nadal mogę za nią być postrzegana smile Uważałam, że on jest taki, bo ja jestem dla niego niedobra i starałam się zmieniać. Zmieniałam siebie, swoją duszę, pasje, hobby. Zatraciłam się w czymś, co tak naprawdę nie miało jakichkolwiek szans na powodzenie. Obok kontroli były tu też różnice w światopoglądzie. Pan był leniem, który za zarobione pieniądze nie płacił nic rodzicom (a mieszkał z nimi). Wszystko przepuszczał na własne zachcianki. Czy wspomniałam, że pensja starczyła mu na tydzień? Nie, nie była mała. W skrócie, kopia mojego ojca.

Drugi Pan,  niedoszły - Potrafił dzwonić, wypisywać, budzić mnie ze snu. Sprawdzać, nazywać od najgorszych. Miał depresję, wahania nastrojów, które zmieniały się wraz z kierunkiem wiatru. Wybaczała, błagałam o to, żeby tego nie robił, ale w końcu... nie pozwoliłam sobie, coś we mnie po prostu pękło.   Nie wiem czy to ze złośliwości, że nigdy mu nic nie dałam poza małą cząstką umysłu i chciał więcej - np. fizyczności. Ale wszystko to nie wyszło z zupełnie innych powodów. Tylko Pan numer II był jeszcze większym kontrolerem, chociaż mimo wszystko bardziej znośnym niż numer 1.


I teraz pora na małe podsumowanie. Poznaliśmy się z Gie dawno temu, z jakieś prawie 3 lata. Pracowaliśmy razem, mieszkaliśmy w jednej dzielnicy, na tę samą godzinę jeździliśmy do zakładu smile Zawsze rozmawialiśmy, ale on był zajęty, a ja leczyłam się ze swoich przykrych doświadczeń, które zakończone - potrafiły i nadal potrafią mi namieszać. Czasem bez powodu. Kiedy swój związek Gie zakończył, ja miałam kisiel w mózgu przez nr II - przypadkiem spotkaliśmy się na spacerze i tak zaczęliśmy się spotykać. Każdy z nas jest z zupełnie różnych światów i ma zupełnie inny pogląd. Moje strachy są zupełnie odmienne od tych jego. Nasze koszmary mają inny odcień i częstotliwość fal radiowych smile  Zaakceptował moją przeszłość, ja z jego miałam swojego czasu gigantyczny problem - tym bardziej, że w jednym momencie okazał się być nie do końca szczery. I było dziwnie. Boję się, że ten kolejny rozkręci się do zawrotnej prędkości niszczyciela, który zdradzi/zacznie wyzywać/pić i po prostu wyżywać się, bo jestem pod ręką.  Jest mi też dziwnie, bo pochodzi z zupełnie normalnej rodziny. Może też nazbyt.

Moje stosunki z ojcem nie istnieją poza wymianą wyzwisk i próbami uświadamiania mu problemu alkoholowego, ale usilnie z całym rodzeństwem nic nie potrafimy wskórać. Wyrzucona z domu, zamieszkałam u Gie (on mieszka sam), chociaż wcześniej tylko pomieszkiwaliśmy u siebie. Raz tu raz tu, ale razem. Obserwowaliśmy siebie i stwierdziłam, że jego kontakt z Domem jest dla mnie... niewyobrażalny. Troskliwe telefony, odwiedziny, zaproszenia. Ciągle coś i nie jest to dla mnie zdrowe, chociaż nie jestem obiektywna smile Ciężko mi z tym, że ingerują bardzo w jego życie, a do czego coraz bardziej się utwierdzam. I on też, ale to rodzice - im się nie przeciwstawia.


Kontroli nie mam wcale. Chodzimy gdzieś razem, osobno. Mamy swoje fragmenty życia, które są tylko nasze i wiem, że w tym mogę mu ufać.  Jak pisałam wyżej, też przez jakiś czas łapałam się na myślach typu "On się mną nie interesuje, nie pyta, nie żąda mistycznej wiedzy moich planów na wieczór" smile  I tu jest dobrze. Przynajmniej na razie. Z tego się akurat wyleczyłam, chociaż fakt - łapią mnie jeszcze inne, głupie myśli.

Boję się tylko tego, że przez to wszystko, co przeszłam, stałam się dość silną osobą. Silniejszą od niego, chociaż jest o 6 lat starszy i jego bagaż doświadczeń jest o wiele bardziej złożony, okrutny. Dlatego tak ciężko. Boję się powtórki z zabawy, którego widmo pojawia się znikąd i równie szybko znika. Widzę czasem pożądliwe spojrzenie w stronę mojego telefonu, kiedy dostaję sms'a, ale... może nadinterpretuję. Może to właśnie to przeczulenie, które mam i w stronę sygnałów do zdrad, jak i kontroli. Staram się zapomnieć, zbudować coś, co jest normalne. Z czasem wychodzi coraz więcej różnic, z którymi mogę sobie nie poradzić ja i łon. Niedługo stuknie nam rok.


Życie z kontrolerem jest równie straszne, co życie z alkoholikiem i damskim bokserem. W moim życiu pojawił się każdy typ i każdy z nich, nawet jeśli ukrywa swoje predyspozycje - w końcu się rozkręci. Może parę lat, może wystarczy miesiąc.


Nieee, to nie jest bycie zimną, wyrachowaną suczą. To się nazywa szacunek do siebie i 'perfect timing' jeśli chodzi o powiedzenie "dość". Zaufanie to taka plama od czerwonego wina na dywanie. Żaden "Acze" nie wybieli do końca smile Dywan można zawsze wymienić.

140

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?
Red_Fairy napisał/a:

Oj, @niekochana, to byłby niezły elaborat smile

Widzisz, na forum jestem stosunkowo od niedawna. Od czasu do czasu czytałam Wasze historie i problemy, żeby zrozumieć swoje. Miło jest, kiedy widzi się całe gremium osób z podobnymi doświadczeniami i wnioskami z własnego życia. Nie mówię, że 'fajnie' czyta się o zdradach, oszustwach i podwójnym życiu, ale dobrze, że są takie płaszczyzny, które pozwalają zrzeszać się tym, które i którzy tego doświadczyli.

Cała przyjemność po mojej stronie big_smile Miło spotkać kogoś, z kim rozumiem się bez zbędnych słów. 

Red_Fairy napisał/a:

Każdy z nas jest z zupełnie różnych światów i ma zupełnie inny pogląd. Moje strachy są zupełnie odmienne od tych jego. Nasze koszmary mają inny odcień i częstotliwość fal radiowych smile
(...)
Boję się, że ten kolejny rozkręci się do zawrotnej prędkości niszczyciela

No właśnie - to jest TO, czego boję się najbardziej.
Że przełamię swoje opory, że zaufam i znów zostanę skopana. Dlatego się waham. Zastanawiam się, czy warto ryzykować.   

Red_Fairy napisał/a:

Jak pisałam wyżej, też przez jakiś czas łapałam się na myślach typu "On się mną nie interesuje, nie pyta, nie żąda mistycznej wiedzy moich planów na wieczór" smile  I tu jest dobrze. Przynajmniej na razie. Z tego się akurat wyleczyłam, chociaż fakt - łapią mnie jeszcze inne, głupie myśli.

No tutaj to ja wręcz przeciwnie. "Jeżę się" na najmniejszy sygnał kontrolowania. Jedno nieodpowiednie słowo, spojrzenie, gest - i jestem gotowa do drogi. Instynkt samozachowawczy smile   

Red_Fairy napisał/a:

Boję się tylko tego, że przez to wszystko, co przeszłam, stałam się dość silną osobą. Silniejszą od niego, chociaż jest o 6 lat starszy i jego bagaż doświadczeń jest o wiele bardziej złożony, okrutny. Dlatego tak ciężko. Boję się powtórki z zabawy, którego widmo pojawia się znikąd i równie szybko znika. Widzę czasem pożądliwe spojrzenie w stronę mojego telefonu, kiedy dostaję sms'a, ale... może nadinterpretuję. Może to właśnie to przeczulenie, które mam i w stronę sygnałów do zdrad, jak i kontroli. Staram się zapomnieć, zbudować coś, co jest normalne. Z czasem wychodzi coraz więcej różnic, z którymi mogę sobie nie poradzić ja i łon.

Mówiłam, że to podobna historia. Ja stoję w drzwiach - zastanawiam się, czy wejść do środka, czy raczej czmychnąć, zanim przytrzaśnie mi palce. 

Red_Fairy napisał/a:

Nieee, to nie jest bycie zimną, wyrachowaną suczą. To się nazywa szacunek do siebie i 'perfect timing' jeśli chodzi o powiedzenie "dość". Zaufanie to taka plama od czerwonego wina na dywanie. Żaden "Acze" nie wybieli do końca smile Dywan można zawsze wymienić.

Dzięki kochana big_smile
Lubię mieć czysty kibel, czystą wannę. Dywan też. I jak najbardziej wymieniam.

P.S. Drogi Lupusie - wiem, że dopiero w niedzielę zasiądziesz do czytania tego wątku. Spróbuj poczytać go bez swojego osobistego, subiektywnego nastawienia. Wtedy zrozumiesz, jak bardzo czuje się upokorzona osoba, która musi znosić takie zachowania. Bo to po prostu jest objaw braku zaufania, więc i braku szacunku.
To tak jakby codziennie słyszeć -"Jesteś do tego wszystkiego o co Cię podejrzewam zdolna, a ja zaraz znajdę na to dowód".
Uwierz - godzenie się na to jest gorsze niż nadstawianie drugiego policzka (a wiem, że nie jesteś tego zwolennikiem).

141

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?
Red_Fairy napisał/a:

Takich rzeczy trzeba się dopiero uczyć. Przeważnie za pierwszym razem zawsze się wybacza, ...

Ten pierwszy raz Red_Fairy, może być ostatnim ... wyobrażasz sobie że wybaczasz mężczyźnie, który zostawia Ci wirusowe zapalenie wątroby ?
Mi uświadomiono to słusznie ... całkiem niedawno ....

142

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?

Najważniejsze jest czyste mieszkanie, ale jak mi z sedesu ciągnie fetorem to nawet i domestos pomóc nie potrafi momentami smile ha ha! smile

Teraz już zmieniło się o tyle, że wychodząc z takich chorych relacji, które na dłuższą metę nadal znosi moja Matka i pewnie wszystkie współuzależnione kobiety, daję sobie radę. Paradoksalnie wręcz, może właśnie to, że dorastałam w takich a nie innych warunkach przyszło mi to tak łatwo. Mam dopiero młodziutkie lata, a zdążyłam już mentalnie osiwieć do stopnia starego emeryta - typu ławeczkowca. Z krzyżówkami w rękach i dogasającym petem wyciągniętym po kimś ze śmietnika. No i jakimś brzydkim kundlem, co przed chwilą wytaplał się w solance po śledziach, fu!

Dopiero teraz odżywam, ale widzę jak wiele zostało i wychodzi na bieżąco. Boję się też tego, że pogubię się na własnym szlaku, co ostatnio zdarza mi się co jakiś czas. Raz w mniejszej, raz w większej skali. Uciekam myślami od kontrolowania. Teraz to naprawdę ulga, kiedy mogę spokojnie zostawić włączony komputer, przy nim rozmawiać z ludźmi, zostawiać telefon. Oboje tego nie znosimy, ale każdy ma pewnie jakieś chwile niepokojącej zazdrości, chociaż nie przybiera - póki co, formy giga zagrożenia.

Każdy, kto przeszedł takie akcje, ma ich zdecydowanie dość i mówi 'nigdy więcej'. Z tym wychodzi różnie. Na świecie pełno jest takich aktorów, sułtanów pieprzonego słowa, na które nabierze się każdy. Nawet najbardziej odporna i skrzywdzona osoba na ziemi. Wszystko wychodzi po czasie, bo z prawdziwym obliczem niektórzy potrafią się wstrzymać przez całe lata. I biada komuś, kto przeszedł to raz i drugi. Potrafi wiele wypaczyć, złamać psychikę niemal nieodwracalnie.

Też się bałam Niekochana. W pewnym momencie życia singlowanie uderzyło mi do głowy tak, że bałam się o efekt nieodwracalności. Nie imprezuję, bo ja nie ten  typ. Ja domator, z książką w wannie, z lampką wina, szkicując swoje gówniane piardy, słuchając muzyki, grając. Różnie. Odpowiadało mi to, że nikt nie dzwoni, nie zadaje głupich pytań i nie wyciąga na siłę. Nie musiałam myśleć za dwoje, mogłam tylko na sobie się skupiać. Ale nie 'egoistycznie'. Po prostu przywykłam do tego, że związek to to samo co blokady, ograniczenia, nakazy i taka sama seria zakazów.


Nie potrafiłam dopuścić do siebie myśli o wspólnym życiu. Przerażało mnie to, że facet będzie taki sam jak mój Nazwiskodawca (zresztą kiepskie mi dał smile), który po 20 latach małżeństwa pokazał, jaki jest naprawdę. Mam uraz do małżeństwa, do dzieci, które mogłyby się w takim świecie wychować. Nie chcę przekazywać doświadczeń matki i swoich dalej. Tak nie można, to świadome kaleczenie swojego świata, które argumentuje się czyimś dobrem. Wiem, że to popadanie w skrajność, w jakiś chory pogląd rozbieżny z rzeczywistością, ale... to jest właśnie ten strach.


Ja w jedne sidła wpadłam niemalże stuprocentowo ufna. Z drugich się wyplątałam bardzo szybko, ale skutki odczuwam do dziś. A trzeci? gonił mnie z widłami i czekał aż się wypieprzę na lodzie i zabierze mnie ze sobą. No i cóż, dałam się, bo to prawie rok starania. Byłam nieugięta, przestraszona, odganiałam go. A teraz siedzę na gaciach, w spokojnym mieszkaniu, z wiśnią w piwku i staram się nie myśleć, że znowu mi ktoś się usra z wmawianiem mi rzeczy na siłę, których nie zrobiłam i nie zrobię. Staram się, a to również różnie wychodzi smile

W takich powalonych relacjach jest jak w "Procesie" Kawki. Daj człowieka, paragraf się znajdzie. No i fakt, nawet Wierność potrafi pod taki podlegać.

143

Odp: MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?
The_devil napisał/a:
Red_Fairy napisał/a:

Takich rzeczy trzeba się dopiero uczyć. Przeważnie za pierwszym razem zawsze się wybacza, ...

Ten pierwszy raz Red_Fairy, może być ostatnim ... wyobrażasz sobie że wybaczasz mężczyźnie, który zostawia Ci wirusowe zapalenie wątroby ?
Mi uświadomiono to słusznie ... całkiem niedawno ....

Jak dobrze, że to u mnie tylko metafora. Chociaż ja wiem, jeśli chodzi o spożywanie alkoholu - wątrobę mam po tacie smile Nie ma to jak czarne poczucie humoru w środku tygodnia.

Niektórym się wydaje, że zniosą wiele. Granice się dostosowuje, przesuwa tak, aby jeszcze powiedzieć sobie "Jeszcze trochę, jeszcze tylko trochę". Wtedy też może być za późno. Wystarczy skłamać, stłuc przysłowiową szklankę i wszystko się posypie. Ktoś sobie pójdzie, Ty zostajesz sam. Nie ma czego naprawiać, a wszystkie starania, które spełzły na marne - zostawiają Czarną Dziurę w człowieku. Odbierają mu nadzieję i siłę na przyszłość.

Swojego czasu zastanawiałam się czy ten jeden raz nie był ostatnim. Dobrze, że się myliłam.

Posty [ 131 do 144 z 144 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » MĘŻCZYZNA RODZAJU SZPIEG.. Czy miał prawo przeszukać komputer?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024