Oj, @niekochana, to byłby niezły elaborat
Widzisz, na forum jestem stosunkowo od niedawna. Od czasu do czasu czytałam Wasze historie i problemy, żeby zrozumieć swoje. Miło jest, kiedy widzi się całe gremium osób z podobnymi doświadczeniami i wnioskami z własnego życia. Nie mówię, że 'fajnie' czyta się o zdradach, oszustwach i podwójnym życiu, ale dobrze, że są takie płaszczyzny, które pozwalają zrzeszać się tym, które i którzy tego doświadczyli.
Generalnie takich strachów mam wiele. Do mojego pierwszego związku podchodziłam na początku bardzo sceptycznie - szczerze mówiąc, na mężczyzn zdarza mi się patrzeć przez pryzmat własnego dzieciństwa i ojca, który w nim chcąc nie chcąc był. Tak, jest alkoholikiem - nadużywającym przemocy psychicznej. Uderzał w najbardziej czułe punkty, które w nas - dzieciach widział. Kontrolował i nadal kontroluje, chociaż staram się odciąć od niego, jak tylko mogę (W jedynym założonym przeze mnie temacie można poczytać
I myślę, że właśnie te wzorce, własna empiria, którą wetkniętą mi w głowę nie pozwoliła dostrzec tak prostych rzeczy, które wręcz były analogiczne w moim tym śmiesznym związku. Dopiero z czasem uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem ograniczana, bezpodstawnie wyśmiewana przy znajomych. Byłam lekarstwem na kompleksy, dałam się kontrolować. Zabraniał wyboru uczelni. Itd. Po dwóch fizycznych zdradach dałam sobie spokój natychmiast - o jednej dowiadując się sama, o drugiej - od kogoś. Wybaczałam wszystko, chociaż byłam młodą gówniarą i w sumie, nadal mogę za nią być postrzegana
Uważałam, że on jest taki, bo ja jestem dla niego niedobra i starałam się zmieniać. Zmieniałam siebie, swoją duszę, pasje, hobby. Zatraciłam się w czymś, co tak naprawdę nie miało jakichkolwiek szans na powodzenie. Obok kontroli były tu też różnice w światopoglądzie. Pan był leniem, który za zarobione pieniądze nie płacił nic rodzicom (a mieszkał z nimi). Wszystko przepuszczał na własne zachcianki. Czy wspomniałam, że pensja starczyła mu na tydzień? Nie, nie była mała. W skrócie, kopia mojego ojca.
Drugi Pan, niedoszły - Potrafił dzwonić, wypisywać, budzić mnie ze snu. Sprawdzać, nazywać od najgorszych. Miał depresję, wahania nastrojów, które zmieniały się wraz z kierunkiem wiatru. Wybaczała, błagałam o to, żeby tego nie robił, ale w końcu... nie pozwoliłam sobie, coś we mnie po prostu pękło. Nie wiem czy to ze złośliwości, że nigdy mu nic nie dałam poza małą cząstką umysłu i chciał więcej - np. fizyczności. Ale wszystko to nie wyszło z zupełnie innych powodów. Tylko Pan numer II był jeszcze większym kontrolerem, chociaż mimo wszystko bardziej znośnym niż numer 1.
I teraz pora na małe podsumowanie. Poznaliśmy się z Gie dawno temu, z jakieś prawie 3 lata. Pracowaliśmy razem, mieszkaliśmy w jednej dzielnicy, na tę samą godzinę jeździliśmy do zakładu
Zawsze rozmawialiśmy, ale on był zajęty, a ja leczyłam się ze swoich przykrych doświadczeń, które zakończone - potrafiły i nadal potrafią mi namieszać. Czasem bez powodu. Kiedy swój związek Gie zakończył, ja miałam kisiel w mózgu przez nr II - przypadkiem spotkaliśmy się na spacerze i tak zaczęliśmy się spotykać. Każdy z nas jest z zupełnie różnych światów i ma zupełnie inny pogląd. Moje strachy są zupełnie odmienne od tych jego. Nasze koszmary mają inny odcień i częstotliwość fal radiowych
Zaakceptował moją przeszłość, ja z jego miałam swojego czasu gigantyczny problem - tym bardziej, że w jednym momencie okazał się być nie do końca szczery. I było dziwnie. Boję się, że ten kolejny rozkręci się do zawrotnej prędkości niszczyciela, który zdradzi/zacznie wyzywać/pić i po prostu wyżywać się, bo jestem pod ręką. Jest mi też dziwnie, bo pochodzi z zupełnie normalnej rodziny. Może też nazbyt.
Moje stosunki z ojcem nie istnieją poza wymianą wyzwisk i próbami uświadamiania mu problemu alkoholowego, ale usilnie z całym rodzeństwem nic nie potrafimy wskórać. Wyrzucona z domu, zamieszkałam u Gie (on mieszka sam), chociaż wcześniej tylko pomieszkiwaliśmy u siebie. Raz tu raz tu, ale razem. Obserwowaliśmy siebie i stwierdziłam, że jego kontakt z Domem jest dla mnie... niewyobrażalny. Troskliwe telefony, odwiedziny, zaproszenia. Ciągle coś i nie jest to dla mnie zdrowe, chociaż nie jestem obiektywna
Ciężko mi z tym, że ingerują bardzo w jego życie, a do czego coraz bardziej się utwierdzam. I on też, ale to rodzice - im się nie przeciwstawia.
Kontroli nie mam wcale. Chodzimy gdzieś razem, osobno. Mamy swoje fragmenty życia, które są tylko nasze i wiem, że w tym mogę mu ufać. Jak pisałam wyżej, też przez jakiś czas łapałam się na myślach typu "On się mną nie interesuje, nie pyta, nie żąda mistycznej wiedzy moich planów na wieczór"
I tu jest dobrze. Przynajmniej na razie. Z tego się akurat wyleczyłam, chociaż fakt - łapią mnie jeszcze inne, głupie myśli.
Boję się tylko tego, że przez to wszystko, co przeszłam, stałam się dość silną osobą. Silniejszą od niego, chociaż jest o 6 lat starszy i jego bagaż doświadczeń jest o wiele bardziej złożony, okrutny. Dlatego tak ciężko. Boję się powtórki z zabawy, którego widmo pojawia się znikąd i równie szybko znika. Widzę czasem pożądliwe spojrzenie w stronę mojego telefonu, kiedy dostaję sms'a, ale... może nadinterpretuję. Może to właśnie to przeczulenie, które mam i w stronę sygnałów do zdrad, jak i kontroli. Staram się zapomnieć, zbudować coś, co jest normalne. Z czasem wychodzi coraz więcej różnic, z którymi mogę sobie nie poradzić ja i łon. Niedługo stuknie nam rok.
Życie z kontrolerem jest równie straszne, co życie z alkoholikiem i damskim bokserem. W moim życiu pojawił się każdy typ i każdy z nich, nawet jeśli ukrywa swoje predyspozycje - w końcu się rozkręci. Może parę lat, może wystarczy miesiąc.
Nieee, to nie jest bycie zimną, wyrachowaną suczą. To się nazywa szacunek do siebie i 'perfect timing' jeśli chodzi o powiedzenie "dość". Zaufanie to taka plama od czerwonego wina na dywanie. Żaden "Acze" nie wybieli do końca
Dywan można zawsze wymienić.