to w jakim mieście teraz mieszkasz ? chyba że mieszkasz w akademiku czy we trójkę w jednym pokoju to wyżyjesz za 1000 zł bo inaczej nie gdybyś za pokój jednoosobowy zapłaciła 600 czy 700 zł i wiem jak jest na studiach często to rodzice pomagają wysyłają paczki pieniądze są stypendia, co trochę ratuje sytuacje to ile płacisz za wynajem
mieszkam z narzeczonym. płacimy 900 zł za kawalerkę w łodzi.
aha a ile twój narzeczony zarabia nie żyjesz za 1000 zł jak piszesz bo masz zarobki narzeczonego i żyjecie we dwoje sama z 1000 zł byś tej kawalerki nie opłaciła
narzeczony studiuje. w sumie mamy 2 tys na opłacenie mieszkania, prowadzenie domu, jedzenie, kupienie biletów, rozrywkę i utrzymanie samochodu (co sporo kosztuje). czyli prawie 1000 zł idzie na mieszkanie. ale popatrz - ja za mieszkanie płacę 450zł, a można znaleźć coś tańszego. zastanów się czy chcesz dalej tkwić w takim stanie czy wziąć życie w swoje ręce i zacząć być szczęśliwą. początek na pewno będzie ciężki, ale być może za pół roku odkujesz się i poprawisz komfort życia.
Póki siedzisz w domu to ucz się języków. Mogą się przydać. Ja na studiach też miałam tego niewiele i czułam niedosyt pod tym względem, w końcu przygotowywali nas do pełnienia funkcji nie tylko w polskich urzędach, ale i unijnej administracji- taka moja dygresja.
Dziwne, że po rachunkowości nie możesz nic znaleźć. Ja po kursie w małym miasteczku znalazłam na miesiąc pracę jako pomoc księgowej. Zarabiałam malutko, ale co się nauczyłam to moje, do dziś pamiętam;) Szukaj, ale też poszerzaj horyzonty. Powodzenia
Polsza: Mieszkanie za 450 zł, kurna skąd ty jesteś, że tak tanio. Nawet w małych mieścinach koło mnie trzeba dać min. 650 zł za małą kawalerkę, w Oławie (większe miasto) min. 750 zł, a o Wrocławiu już nie wspomnę. A w łodzi 900 zł... to z opłatami tak? I tak nie wiele, ciężko upolować taką tanią u mnie.
Aiula: Nie wszystkim pomagają rodzice. Mi np. nie mogli. Mieszkałyśmy z koleżankami we 3 w 3 pokojowym małym mieszkaniu 1500 zł sam wynajem na peryferiach, bo w centrum to już w ogóle. Fakt miałam stypendium naukowe, ale po zajęciach do pracy. Czasem się kombinowało, np. pracowałam jako hostessa przy jedzeniu i często zostawało etc.
Z drugiej strony wiem, jak u Ciebie ciężko. Tutaj koło mnie mieszka chłopak, który przyjechał tutaj z dziewczyną za pracą. I tak jakoś nadal tutaj są. Czasami opowiadał, jak tam u siebie ma etc. Ale w sio ryba, teraz wszędzie cięzko. Trzeba też szczęścia trochę, aby coś znaleźć. Idę spać. Pa
Polsza: Mieszkanie za 450 zł, kurna skąd ty jesteś, że tak tanio. Nawet w małych mieścinach koło mnie trzeba dać min. 650 zł za małą kawalerkę, w Oławie (większe miasto) min. 750 zł, a o Wrocławiu już nie wspomnę. A w łodzi 900 zł... to z opłatami tak? I tak nie wiele, ciężko upolować taką tanią u mnie.
w łodzi wbrew pozorom życie nie jest drogie
jak mieszkałam w Białymstoku to za wynajem płaciłam dużo więcej.
polsza 2000 zł bez kredytu to nie jest tak mało na dwoje macie całe 1000 zł na jedzenie utrzymanie mieszkania i to auto bo rozrywki nie są tak ważne i jeszcze rodzice wam pomogą w krakowie dla przykładu kawalerka 23 m2 stoi 1200 zł bez opłat samo odstępne + czynsz więc ty masz wyjątkowo tanio w innym mieście tak tanio byś nie znalazła
Smutna, ja mieszkam we Wrocku
I płacę 450zł już z opłatami ![]()
Asiulabe, możliwości pracy jest tysiąc, tylko Ty kaprysisz i Ci nie pasuje nic, jak nie chcesz przed nami to przynajmniej sama przed sobą się do tego przyznaj. Samo robienie darmowych kursów nie jest dowodem na to że ktoś się stara, jak sie siedzi na tyłku 24h na dobę to co ma się do roboty?
Narazie piszesz tak, że odnoszę wrażenie, że nawet gdybym była właścicielką ogromnej korporacji, pojechała po Ciebie, zaproponowała Ci leżenie z drinkiem w ręce za 5 tysięcy miesięcznie plus mieszkanie, to Tobie i tak by nie pasowało. Ja dostaje 1000zł od rodziców. Ok, dostaje od rodziców - ale to nieistotne w tym kontekście. Mam 1000zł do wykorzystania. Powiedz jak ja utrzymuje się za 1000zł we Wrocławiu skoro Ty mówisz że to niemożliwe?
74 2011-05-10 10:32:58 Ostatnio edytowany przez nowa88 (2011-05-10 10:34:43)
Widzę, że ten wątek staję się coraz bardziej agresywny, są to już raczej kłótnie niż pomocne posty. Nie bronię nikogo, wiem co czuję Asiula bo Ja też jestem po studiach i nadal szukam pracy. Wiem jedno, dzisiaj z praca jest bardzo ciężko, ja jestem z Wielkpolski i wiem, że jeśli ktoś nie ma doświadczenia to nie znajdzie dobrej pracy w zawodzie, ale skąd mamy mieć to doświadzenie, niewiem. Nikt nie chce dać nam szansy. Denerwuje mnie, że nawet do jakiegoś sklepu trudno sie dostać, pracodawcy nie chcą osób po studiach, dlaczego? najlepiej zapytać ich samych. Polska to ciężki kraj, jedyne co nam zostaje to chodzić, pytać, być nachalnym i przypominać się w Urzędzie Pracy itp.
Kobitki na forum dały dużo propozycji, trzeba jednak pamietać, że nie każdy ma tyle odwagi, żeby zostawić wszystko i wyjechać na koniec świata. Niekiedy nie podejmujemy takiej decyzji ponieważ mamy jakieś zobowiazania, chłopaka, chorych rodziców itp. Myślę, że Asiula wpadła w pewnien rodzaj depresji, ja na początku też miewałam różne nastroje, czasami miałam takie dni, że na niczym mi nie zależało. Asiula ma też na głowie kredyt i z pewnością to ją jeszcze bardziej przygniata. Myślę, że po tym kursie coś się zmieni. Na forum wielokrotnie padały propozycję nauki języka, myślę, że to dobry pomysł. Ja od jakiegos czasu też szlifuję swoje języki, może kiedyś ta wiedza się przyda, napewno nie zaszkodzi. A tak na zakończenie to mam nadzieję, że czasami zamiast niektórych krytyk pod adresem założycielki wątku pojawią się słowa zrozumienia i otuchy. Kubeł zimnej wody jest niekiedy potrzebny, ale myślę, że Asiula dostała już spory wstrząs. Chyba nie chcecie, żeby dziewczyna popadła w jakąś depresję co bardzo często się zdarza. Asiula życzę powodzenia!
na studia idzie sie po to by właśnie mieć prace lepsze życie nie biedować tak jak moi rodzice
No to może spróbuj wyjść dobrze za mąż.
kostka czekolady masz 1000 zł ale nie masz kredytu policz sobie 450 zł + 330 zł kredyt daje ci już 880 zł to zostaje ci 120 zł na życie gdyby odjąć kredyt 330 zł zostaje ci 550 zł na życie a to jest zasadnicza różnica i pewnie z kimś wynajmujesz ten pokój ciekawe czy 120 zł byś wyżyła gdybym wyjechałam do wielkopolski to pewnie ok 800 km ode mnie nawet do rodziców bym nie miała jak przyjeżdżać a po drugie widzę że masz tylko 20 lat ja jestem znacznie o ciebie starsza, dużo starsza myślę bardziej poważnie kiedyś będzie rodzina którą trzeba będzie utrzymać tu kiedyś u siebie w przyszłości pewnie będę mieć mieszkanie po rodzicach jak byłam w twoim wieku to też liczyłam każdą wydaną złotówkę żeby mieć na imprezę jak jechałam na studia, kosmetyk czy itp wtedy imprezy itp rzeczy się liczyły ale to już mi z wiekiem przeszło inaczej teraz patrze na świat
agni też studiujesz polsza pisała ze jak by nie miała kasy to by krowy poszła doić po studiach chciałabym widzieć jak nie znajdziesz pracy po studiach i zostaniesz bez kasy jak chętnie będziesz krowy doić ciekawe czy będziesz wtedy zadowolona
a w tym 450 zł kostka czekolady masz wliczone opłaty typu gaz np
a dodatkowe prace typu roznoszenie ulotek czy tym podobne są dla studentów w każdej ofercie pracy roznoszenie ulotek piszą status studenta przynajmniej u mnie i w pobliskich miastach tak jest więc na tym nie dorobię
agni też studiujesz polsza pisała ze jak by nie miała kasy to by krowy poszła doić po studiach chciałabym widzieć jak nie znajdziesz pracy po studiach i zostaniesz bez kasy jak chętnie będziesz krowy doić ciekawe czy będziesz wtedy zadowolona
czasami dumę trzeba schować do kieszeni.
nie wiele się spisałaś pisałam też o innych ważnych rzeczach zobaczymy jak pokończycie te studia i będziecie w moim wieku a nie w wieku 20 lat jestem trochę starsza i inaczej myślę nie szukam pracy w biurze tylko składam też po sklepach z odzieżą używaną, czy do sprzedaży okularów przeciwsłonecznych i dziekują mi bo jestem po studiach a chętnych ogrom na każde ogłoszenie odpowiadam a kfc czy tym podobne nie ma u mnie ani w pobliżu po drugie dużo pracodawców teraz wymaga grupy czy stopnie niepełnosprawności np w ofercie do robienia masy do lizaków w cukierni praca fizyczna wymagają stopień niepełnosprawności najlepiej umiarkowany
nie wiele się spisałaś pisałam też o innych ważnych rzeczach zobaczymy jak pokończycie te studia i będziecie w moim wieku a nie w wieku 20 lat jestem trochę starsza i inaczej myślę
jeśli za rok czy dwa będę jeszcze na tym forum to napiszę ci gdzie pracuję.
za rok czy dwa będziesz mieć 23 chciałabym mieć tyle kiedy to było
jesteś dużo młodsza ode mnie niż ci się wydaje
jesteś dużo młodsza ode mnie niż ci się wydaje
to ile masz Joasiu lat?:-)
prawie 28 więc w tym wieku myśle inaczej niż ci co mają 20 lat i liczą każdą złotówkę na imprezę
prawie 28 więc w tym wieku myśle inaczej niż ci co mają 20 lat i liczą każdą złotówkę na imprezę
dlaczego tak mówisz? nic o mnie nie wiesz i na podstawie tego, że jestem studentką twierdzisz, iż liczą się dla mnie tylko imprezy. jest to płytkie, nawet bardzo. od 3 lat żyję jak przykładna żona, z tym, że bez papierka. jestem szczęśliwa. mam się czuć winna, że rodzice mnie utrzymują?
ogarnij się i zacznij widzieć więcej niż tylko czubek własnego nosa.
ja równiez wypisuję sie z tej bezsensownej rozmowy.
Czytam ten wątek i zastanawiam się co czytam. Autorka pisze, że jest po studiach, poziom wypowiedzi niższy niż u osoby z zasadniczym zawodowym. Pisze, że skończyła ekonomię czyli przedsiębiorczość nie powinna być jej obca, a jest odwrotnie. Autorka użala się nad sobą, że koszt wynajęcia mieszkania jest wysoki, ma rację koszt wynajęcia apartamentu w Krakowie wynosi 3- 5tys. jak rozumiem tylko w takich mieszkaniach mieszka się w dużym mieście. W Krakowie koszt wynajęcia pokoju wynosi 500-1000, można go dzielić z kimś. Nie jesteś studentką medycyny która potrzebuje cieszy do nauki.
Kwestia ubrań ta mnie rozbawiła, w dużym mieście ludzie ubierają się tylko u Diora, pamiętaj o tym, że jak nie masz torebki od Burberry, to nawet nie idź na rozmowę kwalifikacyjną, biedaków nikt nie zatrudnia. Znam dziewczyny które kończą prawo pracują i chodzą do pracy w bluzeczkach za 30 zł!
Na razie tyle
Na więcej nie mam siły ![]()
no ja nigdy od rodziców nie dostawałam
to kto płaci za Twoje mieszkanie, jedzenie itp.?
Wytykasz dziewczynom, pomoc od rodziców, piszesz-nie mam pracy a przecież samym powietrzem nie żyjesz.
my za kawalerke w lodzi płacimy 1000 zł ze wszystkimi oplatami
Z pracą jest naprawdę ciężko. Dobrze to wyjasnia artykuł prof.Wojciecha Łukowskiego w nr 18 Polityki pt "Co się stało z nasza pracą". Cytuję - "Kluczem do pracy są znajomości i pozycja zajmowana w grupie, która ma wpływ na podział miejsc pracy" i dotyczy to zwłaszcza małych miast i gmin. Nie dziwię się więc rozgoryczeniu Asiulabe. To okropne uczucie, gdy zainwestowało się w swoje wykształcenie i okazuje się, że nikomu nie jest potrzebny nasz dyplom i powiększamy grono wykształconych bezrobotnych. W ciągu ostatnich lat powstało mnóstwo uczelni, które kształcą zastępy nikomu niepotrzebnych magistrów i dają im złudną nadzieję na karierę zawodową. Oczywiście za sowitą opłatą.
Asiulabe, nie przywiązuj sie do swojego dyplomu z rachunkowości. Być może będziesz musiała zmienić zawód, zdobyć jakieś inne umiejętności akurat potrzebne w Twoim rejonie, bo najwyraźniej księgowych jest w nim dostatek.
Mój syn, leśnik i geograf zrobił kursy wózkowego i operatora koparki i w końcu znalazł pracę. Kuzynka po bałkanistyce na UJ robi certyfikat terapeuty uzależnień i na dodatek zdobyła na to środki z Urzędu Pracy. Uparła się i przebiła przez urzędniczą rutynę, bo UP proponował jej tylko kursy komputerowe i obsługi kas fiskalnych do niczego niepotrzebne. Terapeuci uzależnień nie mają problemów z pracą i ona już pracuje, mimo że jeszcze nie zrobiła certyfikatu. Bratanek jest ekonomistą i nigdy nie pracował w swoim wyuczonym zawodzie. Jest pasjonatem komputerów i z tego zyje nie najgorzej. Moja synowa, ekonomistka, właśnie wybiera się do pomaturalnej szkoły techników farmaceutycznych bo skoro jest tyle aptek....Ktoś inny z mojej rodziny zapisał się podyplomowe studia w Rzeszowie(!), kierunek BHP, bo to teraz bardzo poszukiwana specjalność.
Podaje Ci te przykłady, bo teraz taki jest świat, trzeba byc kreatywnym i gotowym na zmiany. To złudna nadzieja, że gdzieś ktoś czeka na Twój dyplom i przepracujesz do emerytury w jednej firmie. No, chyba, że ktoś należy do grupy uprzywilejowanej, czyli do sieci układów i praca na niego czeka.
Wiem, że jest Ci trudno, ale musisz złapać jakieś zajęcie, choćby opieka nad dzieckiem, czy sprzatanie u ludzi, żeby spłacić ten kredyt, a jednoczesnie zdobyć nowe umiejętnosci. Urzędy Pracy mają środki na szkolenie bezrobotnych, tylko idą po linii najmniejszego oporu i proponują ludziom badziewie, które nie zmienia ich losu.
Pozdrawiam i życzę powodzenia!
do cherry potafisz tylko obrażać ludzi i nic więcej i nie czytasz ze zrozumieniem poczytaj lepiej zanim coś napiszesz ja pisałam do polszy że dla mnie 100 zł na ciuchy to dużo bo dla niej to było malutko ja wydaje na ciuchy prawie nic bo wszystko za grosze kupuje w ciucholandach nawet mniej niż 10 zł za bluzkę więc jak nie wiesz to głupio nie pisz rodzice dają mi zjeść to racja ale gdybym była w innym mieście to by mi nie pomagali np tak jak jest na studiach dziennych gdy pracowałam rok czasu to starłam ja się im wtedy pomóc
polsza ty masz 1000 zł tylko dla siebie u nas jest nie wiele więcej na całą rodzinę
licytujecie się kto ma więcej, a przecież nie do końca mamy na to wszystko wpływ. radzę Joasiu zakończyć tę bezsensowną dyskusję, bo zamiast pocieszenia otrzymałaś pogardę. a i ja jestem zdania, że nie powinno się NIKOMU wyliczać. jeśli ktoś pracuje i sobie zapracował ma pełne prawo mieć i wydawać pieniądze. to samo tyczy się finansowania dzieci podczas studiów, każdy rodzic ma do tego prawo... ani to nasza wina ani zasługa.
95 2011-05-11 19:25:03 Ostatnio edytowany przez asiulabe (2011-05-11 19:55:13)
polsza piszesz że żyjesz jak przykładana żona ale wcześniej pisałaś ze wasza wspólna kasa ma też wam wystarczyć na rozrywki a rozrywki to między innymi imprezy itp rzeczy to że z kimś mieszkasz nie oznacza że nie liczą już się dla ciebie imprezy wyjścia do baru, kina jesteś młoda jeszcze chyba że nigdzie nie chodzisz już nie dziwie się że już się wypisałaś z dyskusji
pomyliłam kroki w tańcu chyba faktycznie trzeba zakończyć tę dyskusje bo kto nigdy w biedzie nie był drugiego nie zrozumie. Ten kto ma lepiej nigdy by drugiemu nie pomógł tylko by się cieszył że ma lepiej i pokazywał jaki mądry jest gdzie np dużo osiąga dzięki pomocy rodzicom. Mama koleżankę , która jak jest na bezrobociu to często ze się mną spotyka, jest miła ale gdy udaje jej się czasami kilka miesięcy popracować to wtedy już mało ze mną rozmawia i pokazuje jaka mądra jest bo ma pracę, którą dostaje po znajomościach, nawet wiadomo dzięki komu się do niej dostaje. Tacy są ludzie. Ciekawe czy niektórzy tacy mądrzy by byli jak by nie mieszkali w dużych miastach, rodzice wiele nie pomagali, nie dawali kasy na studia dzienne, wtedy na pewno dużo z nich na studia dzienne by sobie nie pozwoliło. Piszą co niektórzy o przeprowadzce do wielkopolski czy jeszcze dalej, tylko to jest drugi koniec Polski i ciekawe czy sami by się odważyli na taką przeprowadzkę i zarobek 1000 zł ,gdzie nawet przyjechać odwiedzić rodzinę było by bardzo ciężko. Inni piszą ze można wynajmować pokój we 3 osoby tylko ciekawe czy jak pokończą studia to czy kiedyś np z mężem też będą chcieć z trzema innymi osobami w pokoju mieszkać. Pewnie nie. Nawet jak się mieszka we 3 osoby w pokoju to nikt z rodziny przyjaciół nie może wpaść bo nie ma miejsca, więc gdybym pojechała na drugi koniec Polski i mieszkała we 3 osoby w pokoju to bym straciła kontakt z najbliższymi o tym już nikt nie pomyślał. Dla nie których może rodzina nie jest tak ważna wybierają wyścig o pracę w dużym mieście,za cenę wszystkiego, bo kasa według nich jest najważniejsza ( wyścig szczurów słynny ostatnio w Warszawie) ale nie wszyscy są tacy że kasa jest dla nich najważniejsza nawet za cenę porzucenia wszystkiego ( rodziny, bliskich) i bycie samym w dużym mieście.
...bo kto nigdy w biedzie nie był drugiego nie zrozumie. Ten kto ma lepiej nigdy by drugiemu nie pomógł tylko by się cieszył że ma lepiej i pokazywał jaki mądry
Mama koleżankę , która jak jest na bezrobociu to często ze się mną spotyka, jest miła ale gdy udaje jej się czasami kilka miesięcy popracować to wtedy już mało ze mną rozmawia i pokazuje jaka mądra jest bo ma pracę
Piszą co niektórzy o przeprowadzce do wielkopolski czy jeszcze dalej, tylko to jest drugi koniec Polski i ciekawe czy sami by się odważyli na taką przeprowadzkę i zarobek 1000 zł
Dla nie których może rodzina nie jest tak ważna wybierają wyścig o pracę w dużym mieście...
Jeśli już skończyłaś nas epatować swoją jedynie słuszną racją pozwolę sobie stwierdzić parę drobiazgów:
1. Ten kto ma lepiej czasem komuś pomoże bo taki charakter, nie wszyscy są tacy jak TY (uważasz)
2. koleżanka pracując ma dużo mniej czasu aby poświęcać go Tobie i nie musi to mieć podtekstu
3. W mojej pracy są przedstawiciele z wielu stron kraju - z Zamościa, Chełma, Suwałk, Płocka i z Mazur (wszystkich miejsc nie wymienię). Niektórzy zarabiają MNIEJ niż 1000 zł czego ja jestem przykładem.
4. Owszem wspólnie wynajmują mieszkanie, np. 3 pokoje w 3 osoby za 1200 zł. Żenią się, czemu nie? Wtedy wynajmują sobie inny lokal już z małżonkiem. Pozostali szukają wtedy współlokatora.
5. Często gęsto "łapią parę srok za ogon" i pracują po ćwierć etatu w innych miejscach.
6. Wszyscy się dokształcają
7. Ja osobiście dostałam tę pracę bez żadnych protekcji (może dlatego, że nie atrakcyjna finansowo), po 10 latach bezrobocia, w jej trakcie skończyłam studia.
8. Z tej mizernej pensji utrzymuję siebie i samotnie wychowuję dziecko. Rodzice mi nie pomogą, bo już dawno nie żyją.
Konkluzja - jak się chce to można. Tylko trzeba ruszyć 4 litery, szczególnie jak się ma nóż na gardle. Jak się nie chce to się szuka wiecznie przeszkód - "nieudanej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy"
.
To twoje życie - nie chcesz - nie rób nic - siedź i sobie jęcz - ALE NIE MÓW, że nie można. Jak się chce to można - jest na to wiele przykładów. ![]()
Powodzenia ![]()
97 2011-05-11 21:32:58 Ostatnio edytowany przez asiulabe (2011-05-11 21:40:34)
skąd wiesz jaka jest moja koleżanka lepiej ją znam i wiem kiedy potarfi w twarz śmiać się innym a czas ma jak pracuje tylko wtedy już z innymi osobami się spotyka ciekawe czy twoi znajomi z twojej firmy są tacy szczęśliwi bardzo nie chciałabym być na twoim miejscu i samotnie wychowywać dziecko nie byłabym wtedy szczęśliwa nie pisałam o wynajmu 3 pokoi w 3 osoby tylko o jednym pokoju w którym mieszkają trzy osoby a to jest duża różnica źle przeczytałaś co innego wynajmować jeden pokój i być w nim samym a co innego w 3 osoby w jednym pokoju
a jeśli chodzi o dokształcenie się to właśnie robię trzeci kurs ( 2 kursy z księgowości) do tego mam ECDL - europejski certyfikat umiejętności komputerowych, i uważasz że się nie dokształcam chyba że twoi znajomi robią tytuły doktorów czy profesorów na uczelni to co innego
prawie 28 więc w tym wieku myśle inaczej niż ci co mają 20 lat i liczą każdą złotówkę na imprezę
Ja mam 28 lat i niedawno szukałam pracy. I szukałam dobrej pracy. Dłuuugo. Nie osądzałabym tak krytycznie dwudziestolatków i studentów, niejednokrotnie zaskoczyliby Cię swoją motywacją i walką o lepsze jutro.
Konkluzja - jak się chce to można. Tylko trzeba ruszyć 4 litery, szczególnie jak się ma nóż na gardle. Jak się nie chce to się szuka wiecznie przeszkód - "nieudanej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy"
.
O właśnie ![]()
Ale autorka nawet nie zwróciła uwagi na Twoją wypowiedź. A szkoda.
a jeśli chodzi o dokształcenie się to właśnie robię trzeci kurs ( 2 kursy z księgowości) do tego mam ECDL - europejski certyfikat umiejętności komputerowych, i uważasz że się nie dokształcam chyba że twoi znajomi robią tytuły doktorów czy profesorów na uczelni to co innego
Kursów można sobie natrzaskać, ważne żeby je umieć wykorzystać.
Ale ta dyskusja chyba nie prowadzi do czegoś sensownego bo żadne argumenty nie trafiają do autorki. Myślę, że każda z nas zdaje sobie sprawę ze skali bezrobocia i z tego jak ciężko o pracę i dlatego tak reagujemy aby pomóc a nie żeby dowalić.
P.S. Asiula, może edytuj posty zamiast pisać kilka pod sobą.
Z trudem udało mi się przebrnąć cały wątek. Asiulabe, dziewczyno zlituj się!!! Nie wiesz czym są wielkie litery i interpunkcja??
Bardzo przykre są i komentarze. Asiulabe, to, że ktoś próbuje Ci podsunąć pomysł, to dlatego żeby Ci pomóc, a Ty atakujesz.
A co mam powiedzieć ja? Od 15 roku życia choruję na zaburzenia odżywiania, nie raz spędzałam miesiące w szpitalu, pochodzę z patologicznego domu i wybrałam się na dzienne studia do innego miasta, bo marzyłam o tym żeby się wyrwać. Wyprowadziłam się do Lublina, gdyż tam był jeden z lepszych instytutów w naszym kraju jeśli chodzi o kierunek, który studiuję. Dorabiałam rozmaicie - korepetycje, roznoszenie ulotek, praca jako hostessa. Chwytałam się wszystkiego. Po roku mogłam wziąć kredyt studencki. Było trochę łatwiej. Dwa lata temu ze względu na silne przeżycia miałam załamanie nerwowe, ciężka depresja, tygodnie w szpitalu - po wyjściu znajomi ze studiów przychodzili mi robić pranie, coś ugotować czy wyprowadzić na spacer. Rodzice nie zaszczycili mnie swoją obecnością. Nie zdążyłam załatwić spraw na uczelni, nie miałam siły i chęci. Brałam leki na Altzheimera, gdyż miałam kłopoty z pamięcią. Później powtarzałam rok - tym razem bez kredytu. Znowu zaczęłam studia, ale bez kredytu było ciężko, coraz więcej kosztowały leki i wizyty lekarskie ( średnio 350-400 zł m-c ), musiałam iść do pracy. Znów zawaliłam studia. Słuchawka, nie słuchawka obojętne żeby się utrzymać, mieć na leki i nie wracać do domu. Za pieniądze z bycia przedstawicielką handlową/akwizytorem na systemie dobrze żyłam i spłaciłam dług z kredytu studenckiego 12 tysięcy(nie mogłam tego odwlec). Pracowałam codziennie od 7 do 23-01 w nocy bez niedziel. Życie? Nie miałam życia, spacerów, chłopaka, czasu na kupienie jogurtu, w domu miałam tylko puszkę z kawą, a pranie robiły mi współlokatorki, czasami wchodziłam do mieszkania i zdejmowałam buty i padałam na łóżko w ubraniu. Dałam tak radę kilka miesięcy i sama nie wierzę, ale jak człowiek ma nóż na gardle to "idzie i nie patrzy". Ale były osoby które zarobiły 100 zł na kilka miesięcy. Więc jeśli masz skłonności do marudzenia, brak pogody ducha, samozaparcia i wiary w siebie zdecydowanie odradzam.
Reaktywowałam się na uczelni. Pracowałam w kancelarii prawnej, w biurze nieruchomości, restauracji. Teraz od dłuższego czasu pracuje jako dziennikarka, ale myślę o wyjeździe do Anglii na rok czasu, abym mogła swobodnie dokończyć studia i poćwiczyć język - zdać IELTS'a i zacząć praktyczny kierunek. Mam uskładane na wyjazd, skorzystałam z biura pośrednictwa pracy, ale mam kilka miesięcy niepłaconego czynszu, na obecnej stancji mieszkam 3 rok, dbamy ze współlokatorami o mieszkanie, właścicielem jest starsze małżeństwo i na szczęście ma zaufanie do mnie, wiec będę spłacać będąc w UK. Trzeba być elastycznym i nie poddawać się. Studiuję dość egzotyczny kierunek, kiedy nie miałam tylu problemów ze zdrowiem i takich kłopotów finansowych to i średnia była powyżej 4,7. Teraz mi przykro, że mam takie kłopoty, żeby skończyć, o co tak walczyłam. Pracowałam jako wolontariuszka w instytucjach, które mnie interesowały i się spełniałam, ale życie jest jakie jest.
Dodam kobietki, że pieniądze są strasznie ważne i 1000 zł jest dobre na start, jak nie musisz oddawać połowy do banku. Jadąc do większego miasta dziewczyna musi się liczyć że musi zapłacić pokój ( czy wy chciałybyście dzielić pokój z nieznajomym ?) średnio 500 zł, opłaty 70-100 zł, komunikacja 50-100, wyżywienie 200-300 zł, trzeba mieć tez rezerwę na drobne wydatki - aspiryna, lekarz, taksówka czasem, a czasem but się rozklei...
Asiulabe powinnaś uwierzyć w siebie. Nigdy nie mieszkałaś poza domem i może Cię to napełniać obawą, spróbuj przenieść się do miejscowości, która jest większa od Twojej i znaleźć cokolwiek. Najniższa krajowa nie jest taka straszna uwierz. Masz tak ogromny plus, którego ja nie posiadam - skończone studia. Ciesz się z tego, bo nikt Ci tego nie odbierze, ale cały czas trzeba się dokształcać. Moja siostra skończyła w Warszawie rachunkowość, też pracowała na xero, w punktach różnych, teraz w 7 lat po studiach ciągle się dokształca, nawet w święta jest obładowana notatkami, ciągle podwyższa kwalifikacje, ale te drobne doświadczenia, upór, chęć poszerzania horyzontów sprawiły, że teraz prosperuje nieźle i ma własne biuro. Głowa do góry i spróbuj zaryzykować bo gorzej być nie może
Ja wyjeżdżam do UK, będę totalnie sama, będę pracowała w hotelu, nie mam tam nikogo, rodzina mnie nie odwiedzi, zostawiam tu też chłopaka, z którym planujemy wspólną przyszłość. Plany się pokrzyżowały, jest mi koszmarnie źle, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Trzeba próbować, bo cóż pozostaje?
skąd wiesz jaka jest moja koleżanka lepiej ją znam i wiem kiedy potarfi w twarz śmiać się innym a czas ma jak pracuje tylko wtedy już z innymi osobami się spotyka...
ciekawe czy twoi znajomi z twojej firmy są tacy szczęśliwi bardzo nie chciałabym być na twoim miejscu i samotnie wychowywać dziecko nie byłabym wtedy szczęśliwa nie pisałam o wynajmu 3 pokoi w 3 osoby tylko o jednym pokoju w którym mieszkają trzy osoby
Ja umiem czytać. Ty czytasz w emocjach ![]()
OPISUJĘ wynajmowanie 3 pokoi w 3 osoby, jako alternatywę do twojego opisu mieszkania w 1 we 3 osoby. Piszę, że można w INACZEJ, inne rozwiązanie zastosować - a nie się gnieździć! To jest propozycja rozwiązania (na twój zarzut o ciasnocie i braku prywatności). Ktoś Cię ZMUSZA do zamieszkania w 1 pokoju we 3? - co więc źle przeczytałam podając INNE rozwiązanie?
Owszem, nie znam twojej koleżanki - napisałam TYLKO, że to nie musi mieć podtekstu. Osobiście uważam, że może dziewczyna NIE mieć cierpliwości do wysłuchiwania twoich niekończących się żalów, z których nic nie wynika i po prostu szuka innego towarzystwa, które ma trochę więcej tematów do poruszania.
Owszem moi znajomi są szczęśliwi i tak, dokształcają się na wyższych uczelniach, przeważnie jednak na studiach podyplomowych.
Podziwiam ich orkę, bo pracują całymi dniami od rana do wieczora i czasem w wolny weekend, bo w ten "niewolny" mają studia. Z rodziną widują się tylko w święta i "długie" weekendy. Ale jakoś nikt nie narzeka - wiedzą, że robią to dla siebie i swojej przyszłości ![]()
Myślę, że masz problem z empatią - przeważnie WSZYSTKICH źle osądzasz i przypisujesz im same złe intencje - tak można wyczytać z twoich postów. Jeśli ktoś nie może na nikogo innego liczyć niż na siebie - nie ma innego wyjścia i walczy o przetrwanie. Ty nie musisz, bo jesteś na garnuszku rodziców i nie usamodzielniasz się. Stąd twoje ataki na wszelkie dobre rady i propozycje forum. Ale jak widać szczęścia Ci to nie daje a rodzi frustracje.
Masz 2 wyjścia - możesz wziąć swoje życie w swoje ręce i "odpępić się" od rodziców zaczynając dorosłe i samodzielne życie ALBO zaakceptować sytuację taką jak jest
Inaczej wszyscy się odsuną od Ciebie i twoich żalów, pretensji i frustracji - bo nikt na dłuższą metę tego nie wytrzyma.
AHA - jest jeszcze 3 wyjście - jak mawiał mój EX - "wydać za mąż i niech się mąż martwi!" ![]()
102 2011-05-12 08:35:25 Ostatnio edytowany przez asiulabe (2011-05-12 08:36:51)
kursy wykorzystuje dobrze w poprzednich pracach byli ze mnie bardzo zadowoleni,ale niestety wolnych stanowisk nie mieli dla mnie nawet w jednej pracy jak miałam umowę na pół roku( w ramach prac interwencyjnych ) to później jeszcze sami od siebie przedłużyli mi na pół roku tworząc dla mnie jakby fikcyjne stanowisko bo chcieli żebym do kuroniówki dorobiła , byli ze mnie bardzo zadowoleni, więc swoja wiedzę umie wykorzystać, często byłam chwalona w pracy
103 2011-05-12 08:51:02 Ostatnio edytowany przez asiulabe (2011-05-12 08:51:56)
co do koleżanek mam wiele takich które mnie rozumieją i na które zawsze mogę liczyć, wiem że jakby mogły to pomogłyby mi w wielu sprawach, nawet w sprawie pracy, można z nimi na każdy temat porozmawiać i jest zawsze o czym rozmawiać a niestety ta jedna jest inna. Gdy pracowała w pewnym miejscu parę lat temu i były przyjęcia do pracy w miejscu, w którym pracowała to nawet mi o tym nie powiedziała, cieszyła się że to ona ma pracę a inni jej nie potrafią poszukać i nie należy do osób, z którymi można o wszystkim porozmawiać. Nie pisz więc mi o żalach i szukaniu innego towarzystwa, bo ze mną nie może wytrzymać, jak jej nie znasz. Na bezrobociu to co parę dni się ze mną spotyka i wytrzymuje a jak idzie do pracy to raz na pół roku. Prawdziwa przyjaźń polega na tym że właśnie można drugiej osobie się wyżalić, o wszystkim jej powiedzieć a ona zawsze cię wysłucha. Mam takie koleżanki niektóre nawet ze studiów, z poprzedniej pracy, nie zawsze często się widujemy bo te ze studiów kawałek mają do mnie i ja do nich ale staramy się w miarę możliwości jak najczęściej spotykać i zawsze wszystko sobie mówimy i mamy o czym rozmawiać . A powiedz mi co to za koleżanka, której nic nie możesz powiedzieć, która cię nie wysłucha i myśli tylko o sobie. Może jesteś do niej podobna.
104 2011-05-12 09:12:06 Ostatnio edytowany przez asiulabe (2011-05-12 09:17:37)
" Dodam kobietki, że pieniądze są strasznie ważne i 1000 zł jest dobre na start, jak nie musisz oddawać połowy do banku. Jadąc do większego miasta dziewczyna musi się liczyć że musi zapłacić pokój ( czy wy chciałybyście dzielić pokój z nieznajomym ?) średnio 500 zł, opłaty 70-100 zł, komunikacja 50-100, wyżywienie 200-300 zł, trzeba mieć tez rezerwę na drobne wydatki - aspiryna, lekarz, taksówka czasem, a czasem but się rozklei..." zgadzam się z tą wypowiedzią, z wyliczeń autorki wychodzi już ok 1000 zł więc na kredyt już by brakło, więc miałabym wtedy dwa wyjścia albo poszukać drugą pracę i robić na dwa etaty albo z zrezygnować z jedzenia na koszt kredytu.
" zgadzam się z tą wypowiedzią, z wyliczeń autorki wychodzi już ok 1000 zł więc na kredyt już by brakło, więc miałabym wtedy dwa wyjścia albo poszukać drugą pracę i robić na dwa etaty albo z zrezygnować z jedzenia na koszt kredytu.
a jak siedzi się w domu...to nie brakuje na kredyt?
Malkontenctwo w czystej postaci.
ale wtedy się nie płaci 500 zł wynajmu więc nawet z samej kuroniówki można kredyt spłacać tak jak do tej pory robiłam
ale wtedy się nie płaci 500 zł wynajmu więc nawet z samej kuroniówki można kredyt spłacać tak jak do tej pory robiłam
Asiulabe jeżeli chcesz zaprzepaścić swoją naukę to możesz spłacać kredyt z kuroniówki, ale w ten sposób tylko się uwstecznisz. Ja Cię doskonale rozumiem, jak to jest mieć nóż na gardle i podejmować wybory, które normalnie wydają się być irracjonalne.
Przede wszystkim musisz wyrwać się z domu, żeby nabrać perspektywy. Długo myślałam o tym i wydaje mi się, że możesz poszukać oferty, gdzie za drobną opiekę nad starszą osobą możesz liczyć na wynajem lub tańszy wynajem pokoju. Wiele moich koleżanek w ten sposób się ratowało będąc na dziennych studiach. W ten sposób odpadnie Ci część kosztów, a i będziesz mogła pracować - zdobywać doświadczenie, chociażby w kontaktach interpersonalnych.
Drugą opcją jest odłożenie kuroniówki i wyjazd za granicę z biurem pośrednictwa pracy np. na rok do pracy w hotelu. Nie musi być to "zmywak" możesz być kelnerką, pokojówką, recepcjonistką, asystentką. Dodam, że chodzi o legalną pracę. Jest to lekkie uwstecznienie ale zyskasz samodzielność, podszkolisz język, później będziesz mogła przystąpić do egzaminu i zdać certyfikat językowy, przez ten rok będziesz mogła uskładać pieniądze na na kredyt (przynajmniej część), a także uskładać pieniądze na start w większym mieście.
Proponuje Ci też zadbać o siebie, zrób coś miłego tylko dla siebie, coś co polepszy Ci nastrój. Idź na spacer, zjedz truskawki, może zacznij malować albo robić fotografię. Coś co będzie dla Ciebie odskocznią od codziennych problemów. Nasze nastawienie to podstawa!
108 2011-05-12 11:10:18 Ostatnio edytowany przez SmakRozmarynu (2011-05-12 11:12:58)
asiulabe napisał/a:" zgadzam się z tą wypowiedzią, z wyliczeń autorki wychodzi już ok 1000 zł więc na kredyt już by brakło, więc miałabym wtedy dwa wyjścia albo poszukać drugą pracę i robić na dwa etaty albo z zrezygnować z jedzenia na koszt kredytu.
a jak siedzi się w domu...to nie brakuje na kredyt?
Malkontenctwo w czystej postaci.
Dayzi, ta dziewczyna jest w stanie permanentnej bezsilności, poddaje się losowi. A z bezsilności i bezczynności do głowy przychodzą najróżniejsze pomysły ( również depresja). Często bardzo głupie. Zaryzykowała, wzięła kredyt. Niektórzy spłacają kredyt kredytem, wpadając w spirale, Asiulabe myśli o bezczynności bo nie ma nadziei. To nie jest jej wina, że ten wspaniały kraj nie oferuje godnej płacy za wykonaną pracę. I nie mówię o tym, że każdy po studiach ma pracować w zawodzie i zarabiać kokosy. Chodzi o przyzwoitą płacę, która pozwala żyć od "pierwszego do pierwszego", niezależnie czy z dyplomem czy bez.
Mi się wydaje, że Asiulabe zwątpiła w swoje siły. Na początku wydawało jej się, że skoro ludzie są zadowoleni z jej pracy, to nie będzie miała problemów z podjęciem innej pracy. Na pewno też przykładała się i starała, a teraz jest rozgoryczona, wątpi w swoje kompetencje i wini siebie, za studia, które przysporzyły jej tylko problemów finansowych.
Jej faktycznym problemem jest mętlik w głowie, poczucie winy, bezsilność i nastawienie. Skąd ma czerpać siły na walkę?
Skąd ma czerpać siły na walkę?
SmakRozmarynu chociażby z Twojego postu(bardzo pouczająca historia)...lub innych rad, które tu padają.
Tylko, że jeszcze się taki pracodawca nie narodził co by Asiulabe dogodził.
skąd dayze wiesz ze się nie narodził nie znasz mnie więc bzdur nie pisz wszystkie poprzednie prace bardzo mnie cieszyły,byłam z nich bardzo zadowolona( umowa o pracę,staże) chętnie bym tam wróciła, ale nie mają wolnych miejsc redukcja etatów raczej
SmakRozmarynu napisał/a:Skąd ma czerpać siły na walkę?
SmakRozmarynu chociażby z Twojego postu(bardzo pouczająca historia)...lub innych rad, które tu padają.
Tylko, że jeszcze się taki pracodawca nie narodził co by Asiulabe dogodził.
Droga Dayzi, ja wiem, dlatego przytoczyłam moją historię. Czasami warto pozostawić dumę na uboczu i zacząć od byle zajęcia. Ale jak się siedzi w domu to traci się perspektywę, dziewczyna się uwikłała w domowy marazm i tyle. Jej rodzice tak myślą i ona też się poddaje. Ja bym wolała zamiatać ulicę niż wrócić do domu, bo tam można tylko sobie strzelić w łeb z bezsilności. Jakby pojechała na ten weekend do tych znajomych do Krakowa czy gdziekolwiek zobaczyłaby jak się żyje. Sielanki nie ma nigdzie, wszędzie trzeba ciężko pracować, ale i jest miejsce żeby oddychać. A układy? Układy chyba są wszędzie, taka specyfika tego kraju.
Asiube - I dodam, że nie wierzę, że ktoś na studiach nauczył się języka obcego, prędzej w szkole średniej. Nie wytykaj ludziom, że mieli więcej szans na dokształcenie, bo są z większego miasta lub rodzice im pomagali. Znam osoby, które były w domu dziecka i nie mogą liczyć nawet na wegetację w domu rodzinnym, muszą sobie radzić. Języka musisz się sama nauczyć. Usiąść i regularnie poświęcać czas na to. Ja sama znam bardzo dobrze dwa języki, a trzy inne w stopniu komunikatywnym. Nauka języków jest moim hobby i łatwo przychodzi. Jasne angielskiego uczyłam się od dziecka (Ty tez w podstawówce miałaś język obcy), ale znam osoby, które pochodzą z "dziur" na wschodzie i mówią o tych wsiach, że " u nas to wrony zawracają", nigdy nie uczęszczali na korepetycje, wszystkiego uczyli się sami oraz w szkole publicznej i studiują rozmaite filologie. Ucząc się języka ćwiczysz pamięć, a także poznajesz kulturę, choćby to było palcem po mapie. Warto podsycać głód wiedzy i marzyć, wyznaczać cele. Nie od razu Rzym zbudowano.
co do koleżanek mam wiele takich które mnie rozumieją i na które zawsze mogę liczyć, wiem że jakby mogły to pomogłyby mi w wielu sprawach, nawet w sprawie pracy, można z nimi na każdy temat porozmawiać i jest zawsze o czym rozmawiać a niestety ta jedna jest inna. (...)Prawdziwa przyjaźń polega na tym że właśnie można drugiej osobie się wyżalić, o wszystkim jej powiedzieć a ona zawsze cię wysłucha. (...) A powiedz mi co to za koleżanka, której nic nie możesz powiedzieć, która cię nie wysłucha i myśli tylko o sobie. Może jesteś do niej podobna.
Dobrze, że potrafisz odróżniać koleżeństwo od przyjaźni
Jak masz tak dużo koleżanek to z tej jednej, która nie spełnia twoich oczekiwań możesz zrezygnować i świat się nie zawali.
Masz rację, może jestem podobna do twojej koleżanki - nie jestem twoją przyjaciółką, chociaż poświęciłam ci swój czas i uwagę - dziękuję za uznanie.
113 2011-05-12 18:02:49 Ostatnio edytowany przez SmakRozmarynu (2011-05-12 18:03:46)
asiulabe napisał/a:co do koleżanek mam wiele takich które mnie rozumieją i na które zawsze mogę liczyć, wiem że jakby mogły to pomogłyby mi w wielu sprawach, nawet w sprawie pracy, można z nimi na każdy temat porozmawiać i jest zawsze o czym rozmawiać a niestety ta jedna jest inna. (...)Prawdziwa przyjaźń polega na tym że właśnie można drugiej osobie się wyżalić, o wszystkim jej powiedzieć a ona zawsze cię wysłucha. (...) A powiedz mi co to za koleżanka, której nic nie możesz powiedzieć, która cię nie wysłucha i myśli tylko o sobie. Może jesteś do niej podobna.
Dobrze, że potrafisz odróżniać koleżeństwo od przyjaźni
Jak masz tak dużo koleżanek to z tej jednej, która nie spełnia twoich oczekiwań możesz zrezygnować i świat się nie zawali.
Masz rację, może jestem podobna do twojej koleżanki - nie jestem twoją przyjaciółką, chociaż poświęciłam ci swój czas i uwagę - dziękuję za uznanie.
Oj dziewczyny, przestańcie być takie złośliwe. To forum jest chyba po to żeby sensownie radzić i się wspierać, a nie wytykać czyjeś słowa. Normalnie jak na forach pod artykułami na portalach informacyjnych. Masakra. Jak się komuś nie podoba to co ktoś pisze, to po co czytać, tracić nerwy, żeby zabłysnąć aluzją albo ciętą ripostą, albo wykłócać się, że ktoś nad nami w pas się nie schyla i nie przytakuje naszym słowom, bo na pewno nie wie jak to jest?? Takie szukanie dziury w całym.
Asiulabe, Ahedonia ma rację - koleżanka czy przyjaciółka to różnica. Ja mam ograniczone grono przyjaciół i znajomych. Odcięłam się od 80% ludzi, z którymi spędzałam czas, bo w pewnym momencie ich towarzystwo mi szkodziło. Ty może też zrób taką selekcję? Albo całkiem zmień otoczenie, chociaż w małej miejscowości rozumiem, że będzie to utrudnione. A jeśli myślisz, że koleżanki mogą być zawistne i co tam jeszcze odczuwasz, to może lepiej poszukaj męskiego odpowiednika przyjaciela. Kumpel zawsze jest dobry i otworzy przed Tobą drzwi, ma inną perspektywę i nigdy nie będzie z Tobą rywalizował. Może być to kumpel, może być to brat. Ważne żeby było zaufanie.
114 2011-05-13 00:22:12 Ostatnio edytowany przez orszulik (2011-05-13 11:15:44)
,,Tylko się zadręczam zastanawiam się po co żyć na tym świecie jak on taki nie sprawiedliwy"
Kobieto jak możesz tak pisać!
Kto Ciebie pokarał i czym?
Wbrew temu co o sobie piszesz nie jesteś staruszką, tylko młodą kobietą w sile wieku.
Malo kto z nas mieszka tam skąd pochodzi.
Nie ma pracy u Ciebie więc szukaj tam gdzie jest.
Nawet w Warszawie znajdziesz tani pokój przy rodzinie (często przy starszych ludziach).
Praca w sklepie, na słuchawce czy przy inwentaryzacji jest od zaraz.
To kobiety, które zostawiają dzieci i wyjeżdżają aby pracować mogą powiedzieć, że świat jes niesprawiedliwy ale nie ktoś kto jest w Twojej sytuacji.
Uwierz w siebie, zapomnij na chwilę o dyplomie i zacznij żyć.
Napisałam o Warszawie bo tu dużo ludzi znajduje prace, lepsze lub gorsze mieszkanie.
Jeśli potrzebna Ci pomoc to napisz czego oczekujesz.
W miare możliwości postaram się pomóc.
Jedyna rada - przeprowadzić się. Jeśli rzeczywiście nie ma szans na prace w Twojej miejscowości, to nie ma co się męczyć, wyjechać do większej, albo najpierw za granicę, zarobić troszkę, potem wrócić, ale szukac ciągle czegoś gdzieś, gdzie są szanse na znalezienie pracy.
116 2011-06-04 16:10:51 Ostatnio edytowany przez asiulabe (2011-06-04 16:11:26)
Nie znalazłam pracy nadal kończę kurs księgowości, z którego otrzymam papierek, którego nikt nie doceni dość szybko się ucze programów ale o zatrudnieniu w biurze, w którym mam kurs nie ma mowy, mają swoją młodą dziewczynę, którą biorą na doposażenie stanowiska nawet jakbym nie wiem jak się starała to nic to nie da. Odpowiadam na każe ogłoszenie o pracę jakie jest na necie i nic. Na Rzeszów Kraków itp wysyłam i nawet na rozmowy mnie nie zapraszają, codziennie gdzieś wysyłam swoje CV, które było czytane przez doradce zawodowego, więc jest dobrze napisane i nawet na rozmowy mnie nie zapraszają. Czasami na info praca jest do Krakowa nawet ponad 1000 podań na jedno miejsce jak nie wymagają języków i doświadczenia widziałam i takie gdzie było prawie 2000 więc niech nikt nie mówi że w większym mieście jest praca od zaraz. Mniej podań jest jak wymagają po kilka lat doświadczenia ale ja tyle nie mam i nie znam języków , gdzie dużo osób zna je a w miesiącu języka się nie nauczę.W mieście gdzie mieszkam jak ostatnio pojawiła się oferta do sklepu z zabawkami to ponad 2000 osób ją oglądało i pewnie z ponad połowa wysłała, więc trzeba mieć duże szczęście by się dostać do tego sklepu. Wszędzie odsyłają z kwitkami, nigdzie nie przyjmują, liczą się tylko układy, znajomości. Wszędzie mówią nie przyjmujemy do pracy.
Asiulabe ja Cię rozumie. Ciężko jest z pracą. Ja jestem w lipcu minie trzy lata po studiach. Do tej pory miałam dwa staże z UP. W międzyczasie robiłam wszystko co się da od pracy na produkcji gdzie zatrudniali z agencji z dowozem za darmo, sprzedawałam kosmetyki na allegro, sprzątałam ludziom domy w Wawie, a mieszkam od Warszawy 140km. Cały czas szukam pracy, nie ustaję. Dzień w dzień wysyłam CV, dzwonię i jestem zapraszana na rozmowy. Moja rada? wzbogać CV, tzn. ładnie go zrób. Jak miałam zwykłe czarno białe o wiele mniej osób dzwoniło. Jutro mam rozmowę w Warszawie w sprawie pracy, jest to mała firma i liczę się z tym, że mogą mi zaproponować najniższą. Ale pójdę, pójdę bo trzeba zbierać doświadczenie. Każdy po studiach chciałby dostać umowę o pracę, ze 2000netto na rękę. Czasy jednak są jakie są. Pochodzę z 15 tysięcznego miasteczka i wiem, że tu nie ma dla mnie miejsca. I choćbym miała się zacharowywać za parę lat może to przyniesie efekt. Poza tym mam zamiar szlifować niemiecki, bo myślę w przyszłości o wyjeździe. Przejrzyj na oczy, bo jak nie będziesz działać życie przeleci obok Ciebie. Staraj się i nie ustawaj!!
asiulabe, otrzymałaś już tyle porad,nic Ci nie odpowiada. Jak twierdzisz skończyłaś studia ekonomiczne, kurs księgowości kończysz. Nie wierzę! A wiesz dlaczego? Cały czas piszesz, że szukasz pracy w sklepach z odzieżą używaną lub też innych. Korzystasz z internetu, masz kwalifikacje i nie potrafisz sobie pracy znależć? Żenujące. Znasz termin pt."praca zdalna" lub telepraca? To może zacznij szukać pracy w domu, przy komputerze, księgi prowadź małym firmom, zapoznaj się z prawem podatkowym, rozliczaj małe firemki, bierz zlecenia on-line. Rób coś dziewczyno ze sobą! Ekonomistką wszak jesteś! Studia kończy się po to, aby zgłębić dany temat i nauczyć się myślenia.Z tym ostatnim u Ciebie nie najlepiej.