Comete
Jak już pisałem, ja za zdradę najprawdopodobniej bym się nie mścił, bo dla mnie zdrada to koniec związku. Po zakończeniu nie ma sensu w sobie pielęgnować negatywnych uczuć, a myślenie o zemście do tego prowadzi. Negatywne uczucia, np. nienawiść szkodzą zazwyczaj czującemu, a nie obiektowi uczucia, bo ten najczęściej ma to gdzieś.
Tylko że ja zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy są tacy jak ja i daję innym prawo do reakcji jaką uznają za stosowną, która - ich zdaniem - poprawi ich nastrój.
Dziwi mnie niezmiennie, że część dyskutantów tutaj ostrzej ocenia faceta, niż Tolerancyjną. Bo jakby nie odnosić się do zemsty, to ona zawsze jest tylko reakcją na wyrządzoną krzywdę. Bez zdrady Tolerancyjnej, nie byłoby zemsty faceta. Tolerancyjna miała zatem bardzo prostą drogę do uniknięcia takich przeżyć - wystarczyło nie zdradzać, wystarczyło być uczciwym w związku. To tak wiele?
Un hombre
Jezus, Budda, czy Gandhi to nie są ludzie z mojej bajki.
Masz rację, wybaczanie wymaga wiele wysiłku, a do tego jest bezsensowne, bo do ludzi z niską inteligencją emocjonalną dotrze tylko taki przekaz: Wybaczył, bo jest słaby, czyli hulaj dusza piekła nie ma.
Więc po co się męczyć i robić coś bez sensu? To mi przypomina taka karę, którą dostałem jeszcze w podstawówce: przerzucić kupę węgla tam, a później z powrotem, czyli tzw. robota wariata.
ps.
żeby mi ktoś nie zarzucił niekonsekwencji, czyli z jednej strony uważam, że pewnych czynów wybaczyć się nie da, a z drugiej piszę, że nie należy pielęgnować nienawiści. Wybaczenie i nienawiść to dwie skrajności, między którymi mieści się wiele innych postaw, np. olanie.