O mnie szczęście sobie przypomniało odkąd postanowiłam się rozwieść.
Praca,która daje dużo satysfakcji i daje stabilizację-z miesiąca na miesiąc pieniążków coraz więcej.
Podział majątku....................
Teraz wisienka na torcie !
WŁASNE MIESZKANKO ,NAJCUDOWNIEJSZE M3, do którego wkrótce się przeprowadzam ![]()
Pozdrawiam
Podobne tematy
Zapomniałam dodać,że miałam należeć do tej grupy ,która walczyła i wygrała wspólne dalsze życie,niestety!!!
Szczęście zapukało z innej strony,ale dziś wiem ,że to była dobra decyzja,mimo tego ,że do tej pory słyszę,że m żałuje.
Fakty mówią co innego,moja intuicja kolejny raz mnie nie zawiodła,więc warto czasem posłuchać samej siebie !
718 2017-05-21 08:02:19 Ostatnio edytowany przez bettyblue (2017-05-21 10:43:55)
Dziewczyny a co jeśli narzeczony zdradzał od 3miesiecy( spotykal sie, flirt, pocalunki) ,zostawił na 3 miesiące (podejrzewam ze bylz nia po prostu w zwiazku) i chce teraz wrócić.. Zdrada fizyczna po przeplatana zdrada emocjonalna z koleżanką w pracy z która pracuje !!! :-( .... Chodzi teraz do psychologa... Juz trzy razy były próby, ze probowalismy się narazie spotykać i rozmawiać ale on po kilku dniach ma wahania, ze on za mocno mnie skrzywdził ,czy nam się uda. Widzę ze ma dni kiedy ma ogromna motywacje a później jakieś jego wewnętrzne lęki ,niedojrzałośc cofają go i zaczyna się do mnie znowu nie odzywać.... Jeszcze ta laska jest w pracy a wiem ze tez cos do niej czuł i nie może poradzić sobie z tym ze skrzywdził mnie i ja... Mówi ze już od dłuższego czasu ma tak ze jednego dnia chce odbudowywać a drugiego boi się ze mnie strasznie skrzywdził i czy da rade.... Ze cały czas nie jest w stanie się zdecydować..... Ze potrzebuje czasu ..... Boże czy warto o cos takiego walczyć ? Byliśmy razem 9 lat, zaraz miał być ślub :-( ....
Boże czy warto o cos takiego walczyć ? Byliśmy razem 9 lat, zaraz miał być ślub :-( ....
Moim zdaniem, nie warto. Nie warto rozpoczynać wspólnego życia (małżeństwo) z takim bagażem, nigdy nie zapomnisz tego co zrobił.
Do tego jego postawa też nie napawa nadzieją, bo nie masz gwarancji, czy jego rozterki wynkają tylko z faktu że Cię skrzywdzil, czy może jeszcze nie pozbył się uczucia do tamtej kobiety?
Zdradził po 9 wspólnych latach, więc pewnie dopadła go rutyna, zapragnął "czegoś" nowego, sądzisz, że po tym wszystkim co się między Wami i nimi wydarzyło, nastąpi renesans Waszej miłości?
Oczywiście, niekt nie zna przyszłości, ale już wiesz, że on jest zdolny do zdrady, że zrobił to z jakiegoś powodu, a Ty w tamtym czasie przestałaś się liczyć.
Nie masz żadnej gwarancji, że on chce wrócić do Ciebie (zresztą on sam tego nie wie), czy po prostu do znanego, bezpiecznego układu.
720 2017-10-09 16:37:30 Ostatnio edytowany przez NieMojeŻycie (2017-10-09 16:41:36)
Witam. O zdradzie dowiedziałam się 3 miesiace temu. Do zdrady doszło 1.5 roku temu. Czy udziela sie ktos jeszcze na tym forum? End_aluzja albo kochana66 czy zagladacie tu jeszcze? A nize ktos inny mi pomoże? Dalam sznse bo bardzo kocham. On... bardzo żałuję widze to kazdego dnia, bynajmniej tak.mi sie wydaje... płacze On płacze.... wiem ze nie na zadnego usprawiedliwienia na zdrade i wiem ze nie zaslugiwalam na cos takiego. Ale czuje ze obydwoje zawiedlismy... On twierdzi ze sie pogubił, że to jego życiowy błąd. To nie byla zdrada emocjonalna... twierdzi ze to bylo puste bez zadnych emocji ze nigdy nie mialo nic.znaczyc zawsze byl pijany i ze nawet mu sie nie podobala malo tego nawet nie miał z tego przyjemności... On sam twierdzi ze sie pogubil i nie wie czemu to zrobil. Ja... jestem totalnie zalamana... dowiedzialam sie po 1.5 roku od niej... perfidna dziw.... sobie do mnie napisala. Jego najpierw straszyla a jak kazal jej sperd.... to oznajmila.mi prawde. Mój swiat sie zawalil. Płakałam, pozniej czułam że nie moge żyć bez niego czułam jak bardzo go.potrzebuje. a teraz.... teraz znowu płacze i go nienawidze. Na kazdym kroku staram sie go ranić. On to znosi, przeprasza, błaga i... płacze proszac o wybaczenie. A ja nie wiem co sie ze.mna dzieje. Strasznie go traktuje ale wiem ze kocham go nad życie. Jestemy ze soba 16 lat. Zaczęliśmy jak bylismy bardzo młodzi. Mamy dziecko. Wiem ze tez go zawiodlam moze nie w tak okrutny sposób. Oczywiscie nie chce tlumaczyc jego zdrady w zaden sposób. Wiem tylko ze on bardzo sie stara, widze ze kocha. Sam powiedzial ze otworzyl iczy na wiele spraw. Wrecz powiedzial ze zyje tylko dla nas. Dodam ze on sam zakończył ta znajomos bo jak twierdzi dotarlo do niego co on zrobil. Bie spedzal z nia czasu tylo sex. Nic jej nie obiecywal.. ona dala mu na pierwszym spotkaniu... straszne nie moge wogole o tym myslec... on jak pisalam sam to skończył wyrzucil karte telefoniczna i nigdy wiecej sie nie spotkal nie zadzwonil. Ona w jakis sposb dotarla do jego nr i mojego i tak sie wydalo. Wiem ze cierpi i wiem ze żałuję. Ale nie wiem czy ja to udzwigne... tak bardzo sie boje. Nie wiem co sie ze mna dzieje. Teraz jest gorzej niz bylo miesiac temu. Czy to sa te etapy o ktorych piszecie? Jezeli ktos tu jeszcze zaglada proszę odpiszcie
Witam. O zdradzie dowiedziałam się 3 miesiace temu. Do zdrady doszło 1.5 roku temu. Czy udziela sie ktos jeszcze na tym forum? End_aluzja albo kochana66 czy zagladacie tu jeszcze? A nize ktos inny mi pomoże? Dalam sznse bo bardzo kocham. On... bardzo żałuję widze to kazdego dnia, bynajmniej tak.mi sie wydaje... płacze On płacze.... wiem ze nie na zadnego usprawiedliwienia na zdrade i wiem ze nie zaslugiwalam na cos takiego. Ale czuje ze obydwoje zawiedlismy... On twierdzi ze sie pogubił, że to jego życiowy błąd. To nie byla zdrada emocjonalna... twierdzi ze to bylo puste bez zadnych emocji ze nigdy nie mialo nic.znaczyc zawsze byl pijany i ze nawet mu sie nie podobala malo tego nawet nie miał z tego przyjemności... On sam twierdzi ze sie pogubil i nie wie czemu to zrobil. Ja... jestem totalnie zalamana... dowiedzialam sie po 1.5 roku od niej... perfidna dziw.... sobie do mnie napisala. Jego najpierw straszyla a jak kazal jej sperd.... to oznajmila.mi prawde. Mój swiat sie zawalil. Płakałam, pozniej czułam że nie moge żyć bez niego czułam jak bardzo go.potrzebuje. a teraz.... teraz znowu płacze i go nienawidze. Na kazdym kroku staram sie go ranić. On to znosi, przeprasza, błaga i... płacze proszac o wybaczenie. A ja nie wiem co sie ze.mna dzieje. Strasznie go traktuje ale wiem ze kocham go nad życie. Jestemy ze soba 16 lat. Zaczęliśmy jak bylismy bardzo młodzi. Mamy dziecko. Wiem ze tez go zawiodlam moze nie w tak okrutny sposób. Oczywiscie nie chce tlumaczyc jego zdrady w zaden sposób. Wiem tylko ze on bardzo sie stara, widze ze kocha. Sam powiedzial ze otworzyl iczy na wiele spraw. Wrecz powiedzial ze zyje tylko dla nas. Dodam ze on sam zakończył ta znajomos bo jak twierdzi dotarlo do niego co on zrobil. Bie spedzal z nia czasu tylo sex. Nic jej nie obiecywal.. ona dala mu na pierwszym spotkaniu... straszne nie moge wogole o tym myslec... on jak pisalam sam to skończył wyrzucil karte telefoniczna i nigdy wiecej sie nie spotkal nie zadzwonil. Ona w jakis sposb dotarla do jego nr i mojego i tak sie wydalo. Wiem ze cierpi i wiem ze żałuję. Ale nie wiem czy ja to udzwigne... tak bardzo sie boje. Nie wiem co sie ze mna dzieje. Teraz jest gorzej niz bylo miesiac temu. Czy to sa te etapy o ktorych piszecie? Jezeli ktos tu jeszcze zaglada proszę odpiszcie
Eechh.. współczuję Ci bardzo. Może założysz swój wątek?
Eechh.. współczuję Ci bardzo. Może założysz swój wątek?
Nie chce swojego wątku:( chciałabym pomocy. Chciałabym nadziei. Chciałabym ,, mojego życia''. Chciałabym żeby to sie nie stało. Ale wiem że otworzyło mi to oczy.... jemu jeszcze szerzej... chcialabym to przetrwać ale bardzo boli... wiem ze jego też... niestety nie da się cofnąć czasu a zrobiłabym wszysystko zeby ho cofnąć. Ale cicha nadzieja w sercu ...że może jednak da sie to naprawić....
Wbrew Nickowi- to jest własnie Twoje życie teraz i tylko Ty mozesz sie z nim zmierzyć. Nawet jak chcesz się schować do mysiej dziury i poczekać aż bedzie jak dawniej- to niestety nie będzie. Coś straciłaś, cos być może zyskasz.
Ale na poczatek musisz przestać sie okłamywać- że po pijaku to robił, że Ona zła, bo Ci powiedziała złośliwie..
Po półtora roku czegoś bez znaczenia kochanka nie przychodzi do żony by ją poinformować. Piszesz, że nie chcesz usprawiedliwiać męża, ale niestety wygląda na to, ze chcesz własnie to umiejszyć, od tego uciec. Tak się nie da...
Jesli mąż faktycznie żałuje, może terapia dla par?
Ela210 moze masz racje ze próbuje usprawiedliwiać ale chyba bardziej chce mu wierzyć... i masz racke to bez znaczenia. A czemu teraz sie dowiedziałam nie wiem nie mam pojecia dlaczego po takim czasie. Ale jestem pewna i mam dowody ze 1.5 roku nie mieli żadnego kontaktu. Zapytalam dlaczego teraz po takim czasie wiec stwierdzila ze bo tak.... nie wiem czemu napisalam na forum. Chyba myslalam ze dostane jakas odpowiedz ktora mi pomoże, wesprze ale pewbie sama siebie oklamuje. Jestem pewna ze on bardzo zaluje. Widze to i czuje. Ale ja jestem zalamana. Kocham go nad zycie i wiem ze on mnie tez. Nie chce go usprawiedliwiac bo jak pisalam nie ma zadnego usprawiedliwienia, ale wiem ze w tym czasie kiedy to sie stalo nie ukladalo nam sie dobrze. Razem gdzies zapomnielismy o tym co nas łączy. Jeszcze raz powtarzam ze nie usprawiedliwiam ale wiem ze ja... ja tez go olalam u zaniedbalam... ale to nie ma zadnego znaczenia. Wiem ze kyos widzi to inaczej wiem ze jego tlumaczenie dla kogos bedzie wygladac inaczej... Ale ja go znam. Bardzo dobrze go znam. I wiem ze to co mowi jest prawda i szczere. Dalam nu szanse jedyna i ostatnia. On bardzo chce to naprawic i ja tez. Moze to naiwne. Ale ja poprostu go kocham. Niestety bardzo cierpie i nie moge sobie z tym poradzic. Bol brzucha, glowa pełna myśli.... co do terapii dla par.... ja nie chce chyba nie umiem bynajmniej narazie. Szukam tego co w temacie... nadzieji.... ze hakos mozna z tego wyjsc i jakos mozna to ułożyć jezeli sie kocha, żałuję i chce wszystko naprawić....
Witajcie. Czekałam na jakąś pomoc albo odpowiedź... ale nikt nie powie mi jak żyć. Chciałabym dać wszystkim nadzieje ktorzy znaleźli się na tym forum bo sama jej szukam. Nadzieja umiera ostatnia. Moj nick to nie moje zycie... ale tak to moje zycie. I wiecie co? Kocham życie. Nikt nie mówił ze jest i bedzie łatwe. Dziś czuje okropny smutek i ból ale wierze bardzo wierze że po burzy wychodzi słońce. Wierze że można popełnić błąd i bardzo go żałować wierze też ze można dać szansę. Jezeli dwoje ludzi sie kocha i jestesmy pewni ze ten straszny i okrutny błąd sie nie powtórzy to mysle ze warto spróbować. Jestesmy tylko ludźmi... kocham całym moim sercem ale wiem że z wzajemnością. Dziś widziałam i czułam u mojego M prawdziwe cierpienie przez popełniony błąd i od dziś staram się żyć od nowa. Narazie z ogromnym bólem i smutkiem. Z pytaniem dlaczego? Ale mam nadzieje ze jak zdolam sobie z tym poradzic razem z M. Ktory niestety okrutnie mnie zranił ale bardzo tego żałuję i chce to naprawic. Teraz bedziemy próbować zyć lepiej....Tym razem intensywniej... Zycie jest jedno. I nie chce go zmarnować. Chce spróbować bo i tak nie mam nic do stracenia. Chce spróbować bo też popelnialam błędy. Możecie pisać ze jestem naiwna... ale przecież to moje zycie! Życzę wam żebyście żyli dobrze, żebyście wybaczyli jesli wierzycie w ten jedyny blad ktory sie nie powtorzy... zycze Wam abyście sie wzajemnie ze swoimi partneranu zyciowymi szanowali, kochali, nie wyzywali i obraźali, nie marnowali czasu na kłótnie.Nikt nie odda nam czasu a życie jest piękne i jest tylko jedno! Mam nadzieję że kiedyś napiszę wam tu ze jestem mega szczęśliwa, że wszystko sie poukladalo, że warto walczyć o miłość i że święci mi słońce. I nigdy nie zapominajcie o sobie. Wiem teraz że ja tez jestem ważna i że to moje życie. Ja chce być szczęśliwa a moj M ma szansę żyć przy moim boku. Czy ja dobrze wykorzysta to sie okaże. Ale jak już bylo pisane na tym forum wazne jest TU I TERAZ. Pozdrawiam Was wszystkich.
726 2017-10-11 10:20:47 Ostatnio edytowany przez Zofja (2017-10-11 10:24:55)
Nikt Ci nie powie jak żyć
czy da się z tego wyjść. Czy warto? Czasem warto. Czas pokaże. Daj sobie czas. W tej chwili rób tylko to co daje ci choć przez chwilę nie myśleć o tym co się stało. Brzmi banalnie, ale naprawdę pomaga intensywny wysiłek fizyczny, taki do zarżnięcia. Staraj się jak najmniej czasu przebywać z nim bo będziesz mimowolnie prowokować rozmowy i awantury. Daj sobie szansę na przyswojenie tej informacji, bo chyba jeszcze cały czas jesteś na etapie "obudźcie mnie i powiedzcie że to się nie stało"
I etap "teraz zaczynam nowe życie, on żałuje i wszystko naprawimy" w języku osób po zdradzie nazywa się miodowy miesiąc. Poczytaj trochę historii tutaj i na konkurencyjnym czerwonym forum. Powodzenia.
Czasem warto, ale ocenić to można dopiero po latach raczej.
Witajcie. Czekałam na jakąś pomoc albo odpowiedź... ale nikt nie powie mi jak żyć. Chciałabym dać wszystkim nadzieje ktorzy znaleźli się na tym forum bo sama jej szukam. Nadzieja umiera ostatnia. Moj nick to nie moje zycie... ale tak to moje zycie. I wiecie co? Kocham życie. Nikt nie mówił ze jest i bedzie łatwe. Dziś czuje okropny smutek i ból ale wierze bardzo wierze że po burzy wychodzi słońce. Wierze że można popełnić błąd i bardzo go żałować wierze też ze można dać szansę. Jezeli dwoje ludzi sie kocha i jestesmy pewni ze ten straszny i okrutny błąd sie nie powtórzy to mysle ze warto spróbować. Jestesmy tylko ludźmi... kocham całym moim sercem ale wiem że z wzajemnością. Dziś widziałam i czułam u mojego M prawdziwe cierpienie przez popełniony błąd i od dziś staram się żyć od nowa. Narazie z ogromnym bólem i smutkiem. Z pytaniem dlaczego? Ale mam nadzieje ze jak zdolam sobie z tym poradzic razem z M. Ktory niestety okrutnie mnie zranił ale bardzo tego żałuję i chce to naprawic. Teraz bedziemy próbować zyć lepiej....Tym razem intensywniej... Zycie jest jedno. I nie chce go zmarnować. Chce spróbować bo i tak nie mam nic do stracenia. Chce spróbować bo też popelnialam błędy. Możecie pisać ze jestem naiwna... ale przecież to moje zycie! Życzę wam żebyście żyli dobrze, żebyście wybaczyli jesli wierzycie w ten jedyny blad ktory sie nie powtorzy... zycze Wam abyście sie wzajemnie ze swoimi partneranu zyciowymi szanowali, kochali, nie wyzywali i obraźali, nie marnowali czasu na kłótnie.Nikt nie odda nam czasu a życie jest piękne i jest tylko jedno! Mam nadzieję że kiedyś napiszę wam tu ze jestem mega szczęśliwa, że wszystko sie poukladalo, że warto walczyć o miłość i że święci mi słońce. I nigdy nie zapominajcie o sobie. Wiem teraz że ja tez jestem ważna i że to moje życie. Ja chce być szczęśliwa a moj M ma szansę żyć przy moim boku. Czy ja dobrze wykorzysta to sie okaże. Ale jak już bylo pisane na tym forum wazne jest TU I TERAZ. Pozdrawiam Was wszystkich.
NieMojeŻycie, podobna historia , podobne odczucia. Ja wczoraj napisałam , ale coś mi uciekło i nie byłam w stanie tego powtórzyć:) Andaluzja też dawałaś mi nadzieję, czytałam twoje posty i jakbyś wyjmowała to wszystko z mojej głowy:)
ja dowiedziałam się o zdradzie około 1,5 roku temu. przeczytałam wiadomość od tej drugiej, która przypadkiem dotarła do mnie po 2 latach. Również byłam w SZOKU. NIE BĘDĘ OPISYWAĆ ROZPACZY, POCZUCIA UPOKORZENIA BO TO ZNACIE .Uważam do dzisiaj ,że byliśmy bardzo dobrym małżeństwem. Ja dawałam ogromny kredyt zaufania, dałabym sobie obciąć rękę. Wychodził z kolegami , ja w domu , bo ktoś musiał zostać z dzieckiem. Przecież musimy dawać sobie trochę wolności. Przez 17 lat nigdy mnie nie zawiódł. Któregoś razu spotkał przy barze płaczkę( duuuuuużo młodszą), która wyciągnęła od niego numer telefonu. Oczywiście zadzwoniła, namówiła żeby się z nią spotkał , bo ma problem itp i itd . No i głupi pojechał, dalej możecie sobie wyobrazić , płacz, jaka jestem biedna w czarnej dziurze, chłopak mnie bije , potem się przytuliła się i rozebrała . Jak to powiedział ,żaden facet by nie wytrzymał, oczywiście się bronił
)))))ale był za słaby. Był tam jeszcze trzy razy, bo nie dawała spokoju, za każdym razem kończyć ale nie wychodziło. Wiem że żałuję, chciałby cofnąć czas, podobno płakał jak wracał.... do domu.Jednak czasu nie cofnie , oboje musimy z tym żyć. Poczułam co to znaczy miłość i nienawiść równocześnie.Przeczytałam dużo książek o wybaczaniu . Stara się bardzo, zabiega o mnie i wiem ,że to jest szczere, wiem ,że mnie kocha. Mam lepiej niż miałam, tylko koszty tego są bardzo duże. To te uczucia które tak dobrze znacie. Może gdyby nie ta zdrada nasz związek stałby się monotonny a ożył ze zdwojoną chwilą. Są dni gorsze i lepsze, wiecie ,że wystarczy scena w filmie ,żeby wróciły złe emocje, ale one rujnują nas. Gdyby mój mąż przed zdradą był taki jak teraz, to chyba byłby aniołem. Jest człowiekiem , który popełnił błąd, ale WIEM i CZUJĘ ,że żałuje strasznie. Możemy to tylko wykorzystać , jak to mówią przekuć na coś lepszego. Ja po 1,5 roku zdecydowałam się na pójście do psychoterapeutki, żeby pomogła mi radzić sobie z tymi złymi emocjami , które czasem wracają. Są piękne dni , które ja potrafię sobie zepsuć. Potem jestem na siebie zła, bo taka nie chce być , nie byłam taka. Chce nauczyć się z tym żyć,żeby to mnie już tak nie ruszyło.
Who knows jakby potoczyło się nasz życie, bez tego wydarzenia. Ja od mojego męża mam dużo wsparcia i miłości, on wie, że nie jest dla mnie już tym samym człowiekiem co przed. Może jednak być lepszy i tego się trzymam. To mi również powtarza i CHCE WIERZYĆ bo bez wiary nie ma sensu zaczynać czegokolwiek innego. Nie chce być cyniczna , chce pozytywnego myślenia. Nie dajmy się zniszczyć tym innym kobietom. Czasami jest mi ich żal, bo nie mają udanego życia , skoro wchodzą butami w czyjeś. Są aż tak zdesperowane, zeby iść po trupach. To że do nas zawiadomiły to też oznacza ,że nie dostały tego czego pragnęły i nie mogą znieść, że to MAMY . Pewna Pani psychoterapeuta mówi ,że to drugie małżeństwo z tym samym człowiekiem. Może to dla nas szansy pracy nad sobą. Mamy wielki wpływ na swoje życie, teraz bardzo duży, to od nas zależy czy damy sobie być szczęśliwymi.
Obejrzyj na youtube w jak wybaczanie Ajahn Brahm mi pomaga
NieMojeŻycie napisał/a:Witajcie. Czekałam na jakąś pomoc albo odpowiedź... ale nikt nie powie mi jak żyć. Chciałabym dać wszystkim nadzieje ktorzy znaleźli się na tym forum bo sama jej szukam. Nadzieja umiera ostatnia. Moj nick to nie moje zycie... ale tak to moje zycie. I wiecie co? Kocham życie. Nikt nie mówił ze jest i bedzie łatwe. Dziś czuje okropny smutek i ból ale wierze bardzo wierze że po burzy wychodzi słońce. Wierze że można popełnić błąd i bardzo go żałować wierze też ze można dać szansę. Jezeli dwoje ludzi sie kocha i jestesmy pewni ze ten straszny i okrutny błąd sie nie powtórzy to mysle ze warto spróbować. Jestesmy tylko ludźmi... kocham całym moim sercem ale wiem że z wzajemnością. Dziś widziałam i czułam u mojego M prawdziwe cierpienie przez popełniony błąd i od dziś staram się żyć od nowa. Narazie z ogromnym bólem i smutkiem. Z pytaniem dlaczego? Ale mam nadzieje ze jak zdolam sobie z tym poradzic razem z M. Ktory niestety okrutnie mnie zranił ale bardzo tego żałuję i chce to naprawic. Teraz bedziemy próbować zyć lepiej....Tym razem intensywniej... Zycie jest jedno. I nie chce go zmarnować. Chce spróbować bo i tak nie mam nic do stracenia. Chce spróbować bo też popelnialam błędy. Możecie pisać ze jestem naiwna... ale przecież to moje zycie! Życzę wam żebyście żyli dobrze, żebyście wybaczyli jesli wierzycie w ten jedyny blad ktory sie nie powtorzy... zycze Wam abyście sie wzajemnie ze swoimi partneranu zyciowymi szanowali, kochali, nie wyzywali i obraźali, nie marnowali czasu na kłótnie.Nikt nie odda nam czasu a życie jest piękne i jest tylko jedno! Mam nadzieję że kiedyś napiszę wam tu ze jestem mega szczęśliwa, że wszystko sie poukladalo, że warto walczyć o miłość i że święci mi słońce. I nigdy nie zapominajcie o sobie. Wiem teraz że ja tez jestem ważna i że to moje życie. Ja chce być szczęśliwa a moj M ma szansę żyć przy moim boku. Czy ja dobrze wykorzysta to sie okaże. Ale jak już bylo pisane na tym forum wazne jest TU I TERAZ. Pozdrawiam Was wszystkich.
NieMojeŻycie, podobna historia , podobne odczucia. Ja wczoraj napisałam , ale coś mi uciekło i nie byłam w stanie tego powtórzyć:) Andaluzja też dawałaś mi nadzieję, czytałam twoje posty i jakbyś wyjmowała to wszystko z mojej głowy:)
ja dowiedziałam się o zdradzie około 1,5 roku temu. przeczytałam wiadomość od tej drugiej, która przypadkiem dotarła do mnie po 2 latach. Również byłam w SZOKU. NIE BĘDĘ OPISYWAĆ ROZPACZY, POCZUCIA UPOKORZENIA BO TO ZNACIE .Uważam do dzisiaj ,że byliśmy bardzo dobrym małżeństwem. Ja dawałam ogromny kredyt zaufania, dałabym sobie obciąć rękę. Wychodził z kolegami , ja w domu , bo ktoś musiał zostać z dzieckiem. Przecież musimy dawać sobie trochę wolności. Przez 17 lat nigdy mnie nie zawiódł. Któregoś razu spotkał przy barze płaczkę( duuuuuużo młodszą), która wyciągnęła od niego numer telefonu. Oczywiście zadzwoniła, namówiła żeby się z nią spotkał , bo ma problem itp i itd . No i głupi pojechał, dalej możecie sobie wyobrazić , płacz, jaka jestem biedna w czarnej dziurze, chłopak mnie bije , potem się przytuliła się i rozebrała . Jak to powiedział ,żaden facet by nie wytrzymał, oczywiście się bronił)))))ale był za słaby. Był tam jeszcze trzy razy, bo nie dawała spokoju, za każdym razem kończyć ale nie wychodziło. Wiem że żałuję, chciałby cofnąć czas, podobno płakał jak wracał.... do domu.Jednak czasu nie cofnie , oboje musimy z tym żyć. Poczułam co to znaczy miłość i nienawiść równocześnie.Przeczytałam dużo książek o wybaczaniu . Stara się bardzo, zabiega o mnie i wiem ,że to jest szczere, wiem ,że mnie kocha. Mam lepiej niż miałam, tylko koszty tego są bardzo duże. To te uczucia które tak dobrze znacie. Może gdyby nie ta zdrada nasz związek stałby się monotonny a ożył ze zdwojoną chwilą. Są dni gorsze i lepsze, wiecie ,że wystarczy scena w filmie ,żeby wróciły złe emocje, ale one rujnują nas. Gdyby mój mąż przed zdradą był taki jak teraz, to chyba byłby aniołem. Jest człowiekiem , który popełnił błąd, ale WIEM i CZUJĘ ,że żałuje strasznie. Możemy to tylko wykorzystać , jak to mówią przekuć na coś lepszego. Ja po 1,5 roku zdecydowałam się na pójście do psychoterapeutki, żeby pomogła mi radzić sobie z tymi złymi emocjami , które czasem wracają. Są piękne dni , które ja potrafię sobie zepsuć. Potem jestem na siebie zła, bo taka nie chce być , nie byłam taka. Chce nauczyć się z tym żyć,żeby to mnie już tak nie ruszyło.
Who knows jakby potoczyło się nasz życie, bez tego wydarzenia. Ja od mojego męża mam dużo wsparcia i miłości, on wie, że nie jest dla mnie już tym samym człowiekiem co przed. Może jednak być lepszy i tego się trzymam. To mi również powtarza i CHCE WIERZYĆ bo bez wiary nie ma sensu zaczynać czegokolwiek innego. Nie chce być cyniczna , chce pozytywnego myślenia. Nie dajmy się zniszczyć tym innym kobietom. Czasami jest mi ich żal, bo nie mają udanego życia , skoro wchodzą butami w czyjeś. Są aż tak zdesperowane, zeby iść po trupach. To że do nas zawiadomiły to też oznacza ,że nie dostały tego czego pragnęły i nie mogą znieść, że to MAMY . Pewna Pani psychoterapeuta mówi ,że to drugie małżeństwo z tym samym człowiekiem. Może to dla nas szansy pracy nad sobą. Mamy wielki wpływ na swoje życie, teraz bardzo duży, to od nas zależy czy damy sobie być szczęśliwymi.
Obejrzyj na youtube w jak wybaczanie Ajahn Brahm mi pomaga
Olka72 dziękuję. Wlasnie tego potrzebuje. Tego ze ktos wierzy... jest mi bardzo trudno... bardzo boli... nie moge sobie jak narazie poradzic z tym smutkiem i żalem... ale wierze... wierzę że mozna znowu żyć.... że można popełnić błąd straszny i okrutny... wierze tak jak pisałam ze po burzy wyjdzie słońce. Ja jestem 3 miesiace po poznaniu prawdy... wiec z tego co czytam jeszcze dluga droga przede mna. Olka72 prosze napisz jak sobie z tym radzisz? A może jak radzilas na poczatku tej proby? Wiem tak jak ty ze on mnie kocha, staram sie mu wierzyc że poprostu zbladził, on płacze każdego dnia i sam zgotował sobie taki los... czlowiek jest tylko człowiekiem. Nie ma ludzi nieomylnych... ehhh smutne to wszystko mega. Ze czlowiek czlowieka krzywdzi. Dziękuję. Może miałabyś ochote popisać na priv. Wiem ze sie nie znamy ale rzeczywiscie nasz los jest podobny. Moze warto mieć kogos do pogadania. Napisz jak bedziesz miała ochotę albo gorszy dzień. Ja chyba nie bede zagladac tutaj bo prawda jest taka ze nikt mnie nie zna i nie zna mojego M. Kazdy bedzie widzial to z innej strony.... ja chce widziec i wierzyc w to co widze z mojej strony. Pozdrawiam
olka72 napisał/a:NieMojeŻycie napisał/a:Witajcie. Czekałam na jakąś pomoc albo odpowiedź... ale nikt nie powie mi jak żyć. Chciałabym dać wszystkim nadzieje ktorzy znaleźli się na tym forum bo sama jej szukam. Nadzieja umiera ostatnia. Moj nick to nie moje zycie... ale tak to moje zycie. I wiecie co? Kocham życie. Nikt nie mówił ze jest i bedzie łatwe. Dziś czuje okropny smutek i ból ale wierze bardzo wierze że po burzy wychodzi słońce. Wierze że można popełnić błąd i bardzo go żałować wierze też ze można dać szansę. Jezeli dwoje ludzi sie kocha i jestesmy pewni ze ten straszny i okrutny błąd sie nie powtórzy to mysle ze warto spróbować. Jestesmy tylko ludźmi... kocham całym moim sercem ale wiem że z wzajemnością. Dziś widziałam i czułam u mojego M prawdziwe cierpienie przez popełniony błąd i od dziś staram się żyć od nowa. Narazie z ogromnym bólem i smutkiem. Z pytaniem dlaczego? Ale mam nadzieje ze jak zdolam sobie z tym poradzic razem z M. Ktory niestety okrutnie mnie zranił ale bardzo tego żałuję i chce to naprawic. Teraz bedziemy próbować zyć lepiej....Tym razem intensywniej... Zycie jest jedno. I nie chce go zmarnować. Chce spróbować bo i tak nie mam nic do stracenia. Chce spróbować bo też popelnialam błędy. Możecie pisać ze jestem naiwna... ale przecież to moje zycie! Życzę wam żebyście żyli dobrze, żebyście wybaczyli jesli wierzycie w ten jedyny blad ktory sie nie powtorzy... zycze Wam abyście sie wzajemnie ze swoimi partneranu zyciowymi szanowali, kochali, nie wyzywali i obraźali, nie marnowali czasu na kłótnie.Nikt nie odda nam czasu a życie jest piękne i jest tylko jedno! Mam nadzieję że kiedyś napiszę wam tu ze jestem mega szczęśliwa, że wszystko sie poukladalo, że warto walczyć o miłość i że święci mi słońce. I nigdy nie zapominajcie o sobie. Wiem teraz że ja tez jestem ważna i że to moje życie. Ja chce być szczęśliwa a moj M ma szansę żyć przy moim boku. Czy ja dobrze wykorzysta to sie okaże. Ale jak już bylo pisane na tym forum wazne jest TU I TERAZ. Pozdrawiam Was wszystkich.
NieMojeŻycie, podobna historia , podobne odczucia. Ja wczoraj napisałam , ale coś mi uciekło i nie byłam w stanie tego powtórzyć:) Andaluzja też dawałaś mi nadzieję, czytałam twoje posty i jakbyś wyjmowała to wszystko z mojej głowy:)
ja dowiedziałam się o zdradzie około 1,5 roku temu. przeczytałam wiadomość od tej drugiej, która przypadkiem dotarła do mnie po 2 latach. Również byłam w SZOKU. NIE BĘDĘ OPISYWAĆ ROZPACZY, POCZUCIA UPOKORZENIA BO TO ZNACIE .Uważam do dzisiaj ,że byliśmy bardzo dobrym małżeństwem. Ja dawałam ogromny kredyt zaufania, dałabym sobie obciąć rękę. Wychodził z kolegami , ja w domu , bo ktoś musiał zostać z dzieckiem. Przecież musimy dawać sobie trochę wolności. Przez 17 lat nigdy mnie nie zawiódł. Któregoś razu spotkał przy barze płaczkę( duuuuuużo młodszą), która wyciągnęła od niego numer telefonu. Oczywiście zadzwoniła, namówiła żeby się z nią spotkał , bo ma problem itp i itd . No i głupi pojechał, dalej możecie sobie wyobrazić , płacz, jaka jestem biedna w czarnej dziurze, chłopak mnie bije , potem się przytuliła się i rozebrała . Jak to powiedział ,żaden facet by nie wytrzymał, oczywiście się bronił)))))ale był za słaby. Był tam jeszcze trzy razy, bo nie dawała spokoju, za każdym razem kończyć ale nie wychodziło. Wiem że żałuję, chciałby cofnąć czas, podobno płakał jak wracał.... do domu.Jednak czasu nie cofnie , oboje musimy z tym żyć. Poczułam co to znaczy miłość i nienawiść równocześnie.Przeczytałam dużo książek o wybaczaniu . Stara się bardzo, zabiega o mnie i wiem ,że to jest szczere, wiem ,że mnie kocha. Mam lepiej niż miałam, tylko koszty tego są bardzo duże. To te uczucia które tak dobrze znacie. Może gdyby nie ta zdrada nasz związek stałby się monotonny a ożył ze zdwojoną chwilą. Są dni gorsze i lepsze, wiecie ,że wystarczy scena w filmie ,żeby wróciły złe emocje, ale one rujnują nas. Gdyby mój mąż przed zdradą był taki jak teraz, to chyba byłby aniołem. Jest człowiekiem , który popełnił błąd, ale WIEM i CZUJĘ ,że żałuje strasznie. Możemy to tylko wykorzystać , jak to mówią przekuć na coś lepszego. Ja po 1,5 roku zdecydowałam się na pójście do psychoterapeutki, żeby pomogła mi radzić sobie z tymi złymi emocjami , które czasem wracają. Są piękne dni , które ja potrafię sobie zepsuć. Potem jestem na siebie zła, bo taka nie chce być , nie byłam taka. Chce nauczyć się z tym żyć,żeby to mnie już tak nie ruszyło.
Who knows jakby potoczyło się nasz życie, bez tego wydarzenia. Ja od mojego męża mam dużo wsparcia i miłości, on wie, że nie jest dla mnie już tym samym człowiekiem co przed. Może jednak być lepszy i tego się trzymam. To mi również powtarza i CHCE WIERZYĆ bo bez wiary nie ma sensu zaczynać czegokolwiek innego. Nie chce być cyniczna , chce pozytywnego myślenia. Nie dajmy się zniszczyć tym innym kobietom. Czasami jest mi ich żal, bo nie mają udanego życia , skoro wchodzą butami w czyjeś. Są aż tak zdesperowane, zeby iść po trupach. To że do nas zawiadomiły to też oznacza ,że nie dostały tego czego pragnęły i nie mogą znieść, że to MAMY . Pewna Pani psychoterapeuta mówi ,że to drugie małżeństwo z tym samym człowiekiem. Może to dla nas szansy pracy nad sobą. Mamy wielki wpływ na swoje życie, teraz bardzo duży, to od nas zależy czy damy sobie być szczęśliwymi.
Obejrzyj na youtube w jak wybaczanie Ajahn Brahm mi pomagaOlka72 dziękuję. Wlasnie tego potrzebuje. Tego ze ktos wierzy... jest mi bardzo trudno... bardzo boli... nie moge sobie jak narazie poradzic z tym smutkiem i żalem... ale wierze... wierzę że mozna znowu żyć.... że można popełnić błąd straszny i okrutny... wierze tak jak pisałam ze po burzy wyjdzie słońce. Ja jestem 3 miesiace po poznaniu prawdy... wiec z tego co czytam jeszcze dluga droga przede mna. Olka72 prosze napisz jak sobie z tym radzisz? A może jak radzilas na poczatku tej proby? Wiem tak jak ty ze on mnie kocha, staram sie mu wierzyc że poprostu zbladził, on płacze każdego dnia i sam zgotował sobie taki los... czlowiek jest tylko człowiekiem. Nie ma ludzi nieomylnych... ehhh smutne to wszystko mega. Ze czlowiek czlowieka krzywdzi. Dziękuję. Może miałabyś ochote popisać na priv. Wiem ze sie nie znamy ale rzeczywiscie nasz los jest podobny. Moze warto mieć kogos do pogadania. Napisz jak bedziesz miała ochotę albo gorszy dzień. Ja chyba nie bede zagladac tutaj bo prawda jest taka ze nikt mnie nie zna i nie zna mojego M. Kazdy bedzie widzial to z innej strony.... ja chce widziec i wierzyc w to co widze z mojej strony. Pozdrawiam
To nie jest łatwa droga 3 miesiące to niewiele, wyszłaś z szoku, teraz musisz zaakceptować rzeczywistość, z czasem zobaczysz czy warto, było próbować, ale tu każda z nas będzie mogła to ocenić sama. Z bólu też rodzą się piękne chwile, przecież jako matki to wiemy, w życiu jest tak samo. PEWNIE, ŻE LEPIEJ BYŁOBY TEGO NIE PRZEŻYĆ, ALE JEST I MUSIMY IŚĆ DALEJ.
Ja bałam się, że mój M. Szybko odpuści tę walkę o mnie(łatwo nie miał, sama nie chciałabym usłyszeć tego wszystkiego co powiedziałam-też musi z tym żyć) , ale nie i tym mi imponuję. Nie wiem czy to ten miesiąc miodowy, ale już trochę trwa.
Nie wiem jak znaleźć twojego priva. Dla mnie istotne jest ze znalaxłysmy się w tym samym wątku. Szukamy pozytywów!!!!
Olka72 masz racje. Szukamy pozytywow. Wiesz jeszcze chyba nie wyszlam z szoku. Jestem na etapie rozpaczy. Nie mogę spac jesc myśleć i podnieść sie z łóżka. Ale poporstu chce wierzyć że czas i praca nad sobą jego i moją nam pomogą. Przeraża mnie w sumie ten czas. Ty jesteś 14 miesięcy po okrutnej wiadomości... i jeszcze bywaja ciezkie dni. Nie wiem czy to przetrwamy ale mam nadzieje ze moj M wykorzysta swoja szanse. Narazie nie siegam w taka daleka przyszlosc narazie chce nie czuc tego co czuje.Gdybyś chciala popisac emailowo to fajnie by bylo. Oczywiscie nie mysl ze chce jakiejs zlotej rady albo ze powiesz mi jak zyc. Poprostu dusze swoje emocje sama w sobie albo na moim M. Nie chce nikomu mowic poprostu. I mysle ze dobrze miec osobe ktora przezyla to co ty i wie jak sie czujesz. A jezeli nie to mam nadzieje ze czasmi na forum popiszemy. Dzieki Olka72. Wyslalam ci wiadomosc na emaila mam nadzieje ze wyjdzie ci moj adres. Pozdrawiam
Ja już parę razy mówiłam sobie dość, nie chcę żeby moje życie kręciło się tylko dokoła tego. I co? I nic. Mam właśnie tak, w reklamie jej imię, w filmie para się całuje i ja już jestem w dole, on bierze telefon do ręki a ja napięta jak struna, on zostawia telefon i wychodzi a ja już jestem gotowa....On wychodzi a ja się łapię na tym, że w mojej głowie z nią rozmawiam, prowadzę długie monologi i sama już jestem tym zmęczona. On napisze sms w ciągu dnia tak po prostu a ja sobie myślę, może ma wyrzuty sumienia bo ona np. zadzwoniła. Nie jestem wariatką, nigdy nie byłam uwieszona, nie kocham za bardzo. od czterech dni śni mi się, ze go zostawiam, mam doła. To już 8 miesięcy, zamieniłam się w paranoiczkę. Tak się nie da. Boję się chyba uwierzyć, boję się, ze uwierzę a on po prostu teraz nie pokaże w swoim zachowaniu, ze coś się dzieje. Można być aż tak cynicznym?
Wtedy, zanim się dowiedziałam, ja tak naprawdę wiedziałam, po jego zachowaniu, po tym jak było między nami, tylko nie dopuszczałam tego do siebie. Więc teraz chyba próbuję się zabezpieczyć, a to prowadzi do interpretacji wszystkiego w jeden sposób. Niedługo już nawet kształt chmury nad nim będzie się nadawał do interpretacji...:) Chwilami bywam szczęśliwa, momentami odzyskuję jasność umysłu, momentami... Jak się z tego wyzwolić - jak powiedzieć dość i się tego trzymać? Jak to zrobiłyście dziewczyny?
Czy ten temat jeszcze zyje? Czy zaglada tu jeszcze ktos ze "starej gwardii" ? Czytam wszystkie wypowiedzi i przede wszystkim Endaluzja i Eine gute Ehefrau sa moimi faworytkami. A mala mm opisala tu moje emocje- wszystko kojarze z jednym. Chce dac szanse a jestem taka zagubiona. I on tez...a ja go tak bardzo ranie...zamienilam sie w jego kata i ranie...
Autorki już długo nie zagladają, ale każda historia małżeńska jest inna.
Może gdybyś przyznała mężowi, że czujesz się pogubiona, słaba i się boisz, to będzie bardziej prawdzowe i odwróci wasze role w związku z korzyścią dla obojga?
Życie po odejściu od zdrajcy nabiera smaku, o któym zapomnieliśmy w trakcie tego czasu, gdy upijaliśmy się nadzieją, że coś się zmieni, że on przestanie kłamać.
Dziś jest pięknie. Szkoda życia na trwanie przy kimś, kto ma nas gdzieś..
Autorki już długo nie zagladają, ale każda historia małżeńska jest inna.
Może gdybyś przyznała mężowi, że czujesz się pogubiona, słaba i się boisz, to będzie bardziej prawdzowe i odwróci wasze role w związku z korzyścią dla obojga?
Elu on to wszystko wie...ale to mojego bolu nie zmniejsza
nawet zaczelismy pracowac nad powodem tego co sie stalo, cofnelismy sie w czasie, co pozwolilo nam stwierdzic, w jakiej du.ie bylismy przed tym co sie wydarzylo...razem, ale obok siebie. Tylko dlatego daje szanse, probuje rozumiec sytuacje, nie usprawiedliwiac...rozumiec. I wtedy mi jakos latwiej. Probujemy budowac, bywaja fajne chwile, az przychodzi moja slabosc i odpalam wszystkie dziala swiata.
Probujemy budowac, bywaja fajne chwile, az przychodzi moja slabosc i odpalam wszystkie dziala swiata.
Na spokojnie, to etap, przez który chyba każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji, musi przejść. Z czasem te emocje opadną, a to, co teraz kojarzy Ci się ze zdradą (czyli pewnie 90% rzeczy Cię otaczających), zacznie kojarzyć się z czymś zupełnie innym, lepszym. U mnie pozostała raptem garstka rzeczy, która chyba nigdy nie przestanie kojarzyć mi się ze zdradą, ale staram się na tym nie skupiać, a gdy już moje myśli wędrują w tę stronę - skupić się na czymś, co je zajmie.
Gdzieś tu na forum wyczytałam radę, która mi szalenie pomogła, choć z początku wydawała się absurdalna. Pomyśl o tym, że każda chwila, w której pozwalasz sobie na drążenie tematu zdrady w myślach, bo akurat Ci się skojarzyło, albo rozpoczynasz "atak" na partnera w związku z tym, że Cię skrzywdził, tak naprawdę najbardziej krzywdzi nie jego, a Ciebie. Nakręcasz się i pozwalasz tym myślom "jak to u nich było, jak on mógł, skrzywdził mnie więc niech teraz cierpi" rosnąć w siłę, tracisz czas na krzywdzenie siebie, a to do niczego nie prowadzi. To co robili, jak robili, ani to że to się stało - tego nie zmienisz, a szczegóły nie sprawią, że będzie Ci lepiej, choć może wydawać się odwrotnie. Been there done that...
Ja starałam się robić wszystko, by te myśli odganiać. Oczywiście temat nie zniknie z Twojej głowy z dnia na dzień, raczej nigdy nie zniknie, ale im mniej ŚWIADOMEJ uwagi temu poświęcasz, tym lepiej się czujesz, naprawdę. Ja długo nie dawałam sobie z tym rady, aż przyszedł moment, kiedy sama sobie powiedziałam dość. Skupiłam się na sobie, zadbałam o siebie i fizycznie i psychicznie (bo wcześniej się zaniedbałam, skupiając wyłącznie na zdradzie i tym jak to boli), starałam się dostrzegać dobre rzeczy w moim (i naszym) życiu, uświadomiłam sobie, że w razie czego przecież jestem w stanie sobie poradzić SAMA, przestałam obsesyjnie myśleć czy nadal to robi, przestałam ukradkiem zaglądać do telefonu i komputera. Prawda jest taka, że jak będzie chciał - i tak to zrobi, a Ty nic nie poradzisz. Dobrze to sobie uświadomić i się z tym pogodzić i zadbać o swoje szczęście, nie uzależniając co wyłącznie od partnera. A potem odpuścić przede wszystkim samej sobie i dla samej siebie, wtedy zacznie być lepiej ![]()
Teraz jest między nami dobrze, lepiej nawet niż przed zdradą. Staramy się o dziecko, mąż nie może się doczekać. Dużo rozmawiamy, poświęcamy sobie w ogóle dużo czasu. Staramy się oboje tak samo, bo chyba najgorsze co można zrobić, to oczekiwać, że już do końca życia on będzie wokół nas skakał tylko dlatego, że kiedyś zdradził. I oczywiście, nie zapomniałam o zdradzie, czasem pojawia się ukłucie strachu, że to się może powtórzyć. Ale wiem też, że gdyby tak się stało, to poradziłabym sobie sama. Ta perspektywa pomaga w życiu ![]()
Powodzenia!
Zdrada, której ja doświadczyłam trwała kilka lat, odkryłam ją wiosną 2019, dowody przychodziły stopniowo, ostatnie, niezbite na prawie 3letni romans wygrzebałam w sierpniu ubiegłego roku. Mąż się nie przyznawał, ja nie wierzyłam (intuicja mówiła mi, że coś nie tak, że wciąż fałsz między nami), więc szukałam - dlatego tyle to trwało.
Cały czas był skruszony, przepraszający, im więcej wychodziło, tym więcej przepraszał.
W styczniu 2020 znalazłam jego życzenia noworoczne dla wywłoki. Wtedy się przeraził i skończył definitywnie swoją znajomość (chyba, bo niczego już nie jestem pewna...)
Gdyby nie Covid i fulllockdown w Europie (jesteśmy czasowo za granicą, nie moałam jak wrócić), odeszłabym wówczas. Dałam szanse, ale w głebi serca wciąż nie wiem, co zrobić. Stara się bardzo...
Ja też. Aby nie okazywać bólu, czasem obrzydzenia, ale głównie niewiary i rozpaczy.
Płaczę nocami w poduszkę, budzę się i zasypiam ze świadomościa straszliwej straty.
Patrzę na obcą twarz, uśmiecham się i rzygać mi się chce. Równocześnie gdzieś są i pozytywne uczucia. Tyle emocji we mnie. Minęło tyle czasu, a serce poszarpane nie chce się goić.
Mam tak wiele wspólnego z End-Aluzją i jej stanami psychicznymi. Bardzo chętnie bym z nią pogadała...wtedy i teraz. Wielka szkoda, że już tu nie zagląda.
Jezeli probujesz i nie widzisz zadnej zmiany na lepsze, a codziennie wstajesz i rzygac Ci sie chce to po co to kontynuowac? Nie lepiej dac szanse czemus nowemu niz marnowac sobie czas i niszczyc psychike?
Mimimi123 napisał/a:Probujemy budowac, bywaja fajne chwile, az przychodzi moja slabosc i odpalam wszystkie dziala swiata.
Na spokojnie, to etap, przez który chyba każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji, musi przejść. Z czasem te emocje opadną, a to, co teraz kojarzy Ci się ze zdradą (czyli pewnie 90% rzeczy Cię otaczających), zacznie kojarzyć się z czymś zupełnie innym, lepszym. U mnie pozostała raptem garstka rzeczy, która chyba nigdy nie przestanie kojarzyć mi się ze zdradą, ale staram się na tym nie skupiać, a gdy już moje myśli wędrują w tę stronę - skupić się na czymś, co je zajmie.
Gdzieś tu na forum wyczytałam radę, która mi szalenie pomogła, choć z początku wydawała się absurdalna. Pomyśl o tym, że każda chwila, w której pozwalasz sobie na drążenie tematu zdrady w myślach, bo akurat Ci się skojarzyło, albo rozpoczynasz "atak" na partnera w związku z tym, że Cię skrzywdził, tak naprawdę najbardziej krzywdzi nie jego, a Ciebie. Nakręcasz się i pozwalasz tym myślom "jak to u nich było, jak on mógł, skrzywdził mnie więc niech teraz cierpi" rosnąć w siłę, tracisz czas na krzywdzenie siebie, a to do niczego nie prowadzi. To co robili, jak robili, ani to że to się stało - tego nie zmienisz, a szczegóły nie sprawią, że będzie Ci lepiej, choć może wydawać się odwrotnie. Been there done that...
Ja starałam się robić wszystko, by te myśli odganiać. Oczywiście temat nie zniknie z Twojej głowy z dnia na dzień, raczej nigdy nie zniknie, ale im mniej ŚWIADOMEJ uwagi temu poświęcasz, tym lepiej się czujesz, naprawdę. Ja długo nie dawałam sobie z tym rady, aż przyszedł moment, kiedy sama sobie powiedziałam dość. Skupiłam się na sobie, zadbałam o siebie i fizycznie i psychicznie (bo wcześniej się zaniedbałam, skupiając wyłącznie na zdradzie i tym jak to boli), starałam się dostrzegać dobre rzeczy w moim (i naszym) życiu, uświadomiłam sobie, że w razie czego przecież jestem w stanie sobie poradzić SAMA, przestałam obsesyjnie myśleć czy nadal to robi, przestałam ukradkiem zaglądać do telefonu i komputera. Prawda jest taka, że jak będzie chciał - i tak to zrobi, a Ty nic nie poradzisz. Dobrze to sobie uświadomić i się z tym pogodzić i zadbać o swoje szczęście, nie uzależniając co wyłącznie od partnera. A potem odpuścić przede wszystkim samej sobie i dla samej siebie, wtedy zacznie być lepiejTeraz jest między nami dobrze, lepiej nawet niż przed zdradą. Staramy się o dziecko, mąż nie może się doczekać. Dużo rozmawiamy, poświęcamy sobie w ogóle dużo czasu. Staramy się oboje tak samo, bo chyba najgorsze co można zrobić, to oczekiwać, że już do końca życia on będzie wokół nas skakał tylko dlatego, że kiedyś zdradził. I oczywiście, nie zapomniałam o zdradzie, czasem pojawia się ukłucie strachu, że to się może powtórzyć. Ale wiem też, że gdyby tak się stało, to poradziłabym sobie sama. Ta perspektywa pomaga w życiu
Powodzenia!
A napisz prosze, po jakim czasie po zdradzie udalo ci sie osiagnac taki stan?
Zazdroszczę wszystkim, którzy potrafią powiedzieć, że są szczęśliwi w tym nowym starym związku. Niestety nie mogę tego powiedzieć, ale też nie próbuję na siłę być szczęśliwa. Dwa lata temu byłam w emocjonalnym piekle, ale przetrwałam to. Spotkała mnie w życiu prawdziwa tragedia, czyli śmierć dziecka i dlatego zdrady nie nazywam tragedią. Jest to straszne świństwo i całkowite zhańbienie małżeństwa, ale nie tragedia.
Jestem że zdrajcą, który stara się być dobrym mężem, naprawdę widzę jego przemianę, ale to nigdy nie będzie ta sama miłość, co przedtem. Widzę w nim człowieka, który zawiódł i kłamał w oczy. I nic tego nie zmieni,żadne jego wyznania, zaklęcia i przysięgi, bo wtedy zawiódł. Jest mi z nim dobrze i wygodnie, ale to nie jest mężczyzna moich marzeń.
Nie wierzę, że zdradę można wymazać, zapomnieć, nie myśleć o tym i dlatego obrazu szczęścia już nie mam. To jednak traumatyczne doświadczenie.
Johanno, współczuję. Niestety znam obie tragedie i nie przykładałabym do nich tej samej miarki.
W przypadku śmierci dziecka jest ogromna bezsilność i pokora w końcu, w przypadku zdrady nóż w plecy.. To zupełnie inne sprawy, ale tylko pierwsza jest nieodwracalna.
w tym przypadku partrner żyje i powiem brutalnie: bardziej cierpi duma i boli rozczarowanie niż co innego. Jak się długo ktoś chce w tym taplać, top będzie długo.
Jak wszystko jasne i nie czujemy że w zwiazku jkest jakaś ściema to przebaczenie nie powinno być trudne.
Johanno, współczuję. Niestety znam obie tragedie i nie przykładałabym do nich tej samej miarki.
W przypadku śmierci dziecka jest ogromna bezsilność i pokora w końcu, w przypadku zdrady nóż w plecy.. To zupełnie inne sprawy, ale tylko pierwsza jest nieodwracalna.
w tym przypadku partrner żyje i powiem brutalnie: bardziej cierpi duma i boli rozczarowanie niż co innego. Jak się długo ktoś chce w tym taplać, top będzie długo.
Jak wszystko jasne i nie czujemy że w zwiazku jkest jakaś ściema to przebaczenie nie powinno być trudne.
Gdy syn miał wypadek, to powinien zawrócić się, wtedy rodzina powinna być na pierwszym miejscu. Po tragedii romans nabrał rozpędu. Tego właśnie nie potrafię darować.
Gdy ja byłam w piekle, on był w chmurach. Przyznam szczerze, że chciałbym wybaczyć, jednak nie umiem. Tak jak Elu napisałaś, wbił nóż w plecy i doszedł do serca. Jest jak jest, czasu nie cofnę, zdecydowałam się zostać w małżeństwie, ale nie wiem czy na zawsze. Wiem, że życie może się odmienić o 180 stopni w jednym zdarzeniu i nasze plany, marzenia mogą nic nie znaczyć. Pragnę spokoju i bezpieczeństwa, tylko tyle. Teraz czas zarazy też nie sprzyja w zmianach, jednym słowem, życie drwi zemnie, ale trwam i nie poddaję się, choć wiem, że większego wpływu na bieg zdarzeń nie mam.
A napisz prosze, po jakim czasie po zdradzie udalo ci sie osiagnac taki stan?
Zależy o co pytasz. Jeśli tylko o odpuszczenie samej sobie ciągłego myślenia o zdradzie, rozgoryczeniu i bólu, jaki spowodowała to to był proces, zaczęłam nad tym pracować... na pewno minęło więcej niż pół roku, nie wiem dokładnie ile, mogę oceniać jedynie po zmieniających się porach roku
Stopniowo było coraz lepiej, ale wymagało to jednak pilnowania się i nie pozwalania uciekać myślom za daleko, choć były też chwile załamania, które przeradzały się w ciąg kilku dni rozpaczania nad swoim losem. Miała tylko jedną zasadę wtedy - nie rozmawiałam o tym z mężem. Wiedziałam, że on wie o co chodzi i skąd mój podły humor, ale nie chciałam z nim o tym rozmawiać, bo dla mnie to było tylko rozdrapywanie tego samego strupa, a jego słowa i tak wtedy siłą rzeczy nie pomagały i nie sprawiały, że bardziej mu wierzyłam
Myślę, że tak po... roku doszłam do momentu, kiedy potrafię zdusić myśli o tym co zrobił i czy tego nadal nie robi w zarodku, a między mną i mężem zaczęło być dobrze. Musisz jednak wiedzieć, że ja miałam bardzo duży udział w tym jak tragiczne było nasze małżeństwo w okresie przed zdradą. Gdybym to ja była na miejscu męża - pewnie bym się ze sobą rozwiodła. Nie zrobił tego i po wielu jego próbach ratowania sytuacji, które olałam, wybrał zdradę. Najgorszy z możliwych wyborów, prawda, ale tak zadecydował. Nie usprawiedliwiam męża, absolutnie, mógł przecież odejść, ale po miesiącach czarnej rozpaczy nad tym jak mnie zranił uznałam, że jeśli po zdradzie mamy być razem i to ma się udać, to poza jego staraniami, muszę jednak dać też coś od siebie i zmienić to, co było złe po mojej stronie przed zdradą. Chciałam się czuć fair wobec samej siebie, niezależnie od tego co dalej z nami się stanie. Postanowiłam nie wracać więcej do tematu zdrady, ani w rozmowach, ani tym bardziej kłótniach. W końcu mąż i tak doskonale wie, jak bardzo zawiódł, jak bardzo mnie to zraniło i że drugiej szansy nie będzie. To chyba najważniejsze (obok tego, co pisałam w poprzednim poście), co zrobiłam. Nie wracałam do tematu i ponownie zaczęłam okazywać mężowi uczucia, czułość, bliskość. Jednocześnie dbałam o siebie i o przekonanie, że poradzę sobie nawet jeśli nam nie wyjdzie. Paradoksalnie to bardzo wiele mi dało.
Od czasu wyjścia zdrady na jaw minęło 2,5 roku. I już nie szaleję jak mąż nie odbiera telefonu, albo wraca z pracy 15 minut dłużej niż zazwyczaj ![]()
Jezeli probujesz i nie widzisz zadnej zmiany na lepsze, a codziennie wstajesz i rzygac Ci sie chce to po co to kontynuowac? Nie lepiej dac szanse czemus nowemu niz marnowac sobie czas i niszczyc psychike?
Dlatego, że jesteśmy ze sobą 26 lat, a to były piękne lata i więcej niż dobry związek (stąd tak boli)... ja jestem z tych, którzy wolą dobrą rzecz naprawić, niż wyrzucić. Wyrzucić można zawsze, na razie trzymam w ręku i wciąż szacuje, czy skórka warta wyprawki i czy to w ogóle zadziała.
Nie kończę, gdyż w tej chwili nie jestem na to gotowa. Przez ukrywanie i przekręcanie faktów przez M. nie miałam szans na podjęcie swojej, obiektywnej decyzji, on nimi i mną manipulował, bojąc się, że odejdę, kiedy poznam prawdę. Więc przychodziła do mnie po okruszku, przez co moja tolerancja się rozciągnęła do granic, które nie były moje i teraz "pracują". Myślę też, że przez to wydłużył się czas etapów przechodzenia zdrady.
Dlatego, że on się stara, widzę to, słyszę i czuję kazdego dnia (chociaż wciąż popełnia błędy).
I dlatego, że będąc z nim, nie lubię - ale będąc sama, tęsknię.
Zbyt wiele warstw, aby na raz wytłumaczyć
Zyczliwy napisał/a:Jezeli probujesz i nie widzisz zadnej zmiany na lepsze, a codziennie wstajesz i rzygac Ci sie chce to po co to kontynuowac? Nie lepiej dac szanse czemus nowemu niz marnowac sobie czas i niszczyc psychike?
Dlatego, że jesteśmy ze sobą 26 lat, a to były piękne lata i więcej niż dobry związek (stąd tak boli)... ja jestem z tych, którzy wolą dobrą rzecz naprawić, niż wyrzucić. Wyrzucić można zawsze, na razie trzymam w ręku i wciąż szacuje, czy skórka warta wyprawki i czy to w ogóle zadziała.
Nie kończę, gdyż w tej chwili nie jestem na to gotowa. Przez ukrywanie i przekręcanie faktów przez M. nie miałam szans na podjęcie swojej, obiektywnej decyzji, on nimi i mną manipulował, bojąc się, że odejdę, kiedy poznam prawdę. Więc przychodziła do mnie po okruszku, przez co moja tolerancja się rozciągnęła do granic, które nie były moje i teraz "pracują". Myślę też, że przez to wydłużył się czas etapów przechodzenia zdrady.
Dlatego, że on się stara, widzę to, słyszę i czuję kazdego dnia (chociaż wciąż popełnia błędy).
I dlatego, że będąc z nim, nie lubię - ale będąc sama, tęsknię.Zbyt wiele warstw, aby na raz wytłumaczyć
Desiree swietnie Cie rozumiem. My tez 25 fajnych kumplowskich lat razem...i on teraz sam w szoku, co nawyprawial. Nie zdradzil fizycznie, ale polamal wszystkie granice i zasady jakie mielismy. Tez wie, ze szansa jest tylko jedna. Tez wie, ze nie umie beze mnie zyc. Nie umie wyjasnic, co sklonilo go do wdania sie w ta chora relacje. Wiem, ze mial kryzys. Wiem ze czul sie odrzucony, nie wazny, niepotrzebny. Ja zawalona obowiazkami zawodowymi i prywatnymi, odstawklam go na bocznice. Myslalam, ze doceni ze ogarniam wszystko, a on w tym ciezkim czasie moze zajac sie tylko swoja praca, o reszte nie musi sie martwic. I czulam ze jest zaopiekowany. Bo gacie wyprane, obiad po pracy na stole, obligatoryjna rozmowa "jak bylo w pracy" odwalona. Po czym padalam na pysk. Malo wspolnych chwil jako para, romantyzmu, sex na zasadzie odhaczenia tematu...wiem zawalilam. Ale on tez zawalil, bo nie dawal mi poczucia bycia kobieta, nie komplementowal, nie powiedzial milego slowa...no i przyplatala sie kolezanka niechcaco, wspolny jezyk, czas na pogadozki, no i odplynal, bo ktos go zauwazyl, zauroczyl jego i nim sie zauroczyl. Ale to wtedy, w czasie slabosci. Teraz za glowe sie lapie co narobil. Czytalismy ostatnio ich maile- smialismy sie obydwoje z jego glupoty i jej manipulacji nim, a on tego nie widzial. I bywaja takie chwile, ze jest milo. Ale na przemian z chwilami, kiedy odpalam dziala i zamieniam sie w kata. Piorac wszystkie brudy i osmieszajac go za to wszystko. A potem znow mam zal do samej siebie, bo kiedy na to slysze, ze mogl mi tego nie pokazywac, to nie mialabym tyle broni przeciw niemu, przyznaje mu w duchu racje, ze niezla swinia jestem. Ale nie lepsza niz on sam, knujac i umawiajac sie za moimi plecami...i co z tego wyniknie tylko czas pokaze. Czy uda nam sie to przetrwac, czy nasze drogi sie rozjeda. Teraz umiem nawet to napisac. Przed zdrada slowo rozstanie nigdy nie przeszlo mi przez glowe...