Dobrze może dla niektórych koniec małżeństwa jest czymś cudownym, ale w takim razie faktycznie trzeba by wogóle przerwać dawanie ślubów. ![]()
A co do poprzednich moim argumentów?
Choroby, małoletnie matki i porzucone dzieci?
Do tamtych przykładów się nie odniosłeś ![]()
A co mam powiedzieć? Nie mają wielkiego związku z dziewictwem do ślubu. Faktycznie, gdybyśmy byli mądrzejsi, to trudności (w tym choroby) byśmy łatwiej omijali i pokonywali. Tu nie ma wielkiej filozofii. Natomiast czy gdybyśmy byli mądrzejsi, byłyby jeszcze śluby - to jest temat ciekawy.
(I dlatego uważam, że powinno się ze ślubem czekać do zmądrzenia, czyli długo po pierwszym stosunku)
elutka, owszem, możliwe, że mniej by było nieletnich matek, mniej chorób, itp. Ale za to ludzie dusiliby się w związkach, rzeczywiście, jak powiedział heathcliff, poprostu czekając na koniec. Tak, dzieci miałyby dwoje rodziców, ale czy myślisz, że atmosfera domu, w którym rodzice są ze sobą tylko z obowiązku, jest dla dziecka czymś dobrym? Nie, nie jest, wiem to z własnego doswiadczenia niestety, i wiem, jaki destrukcyjny wpływ ma taka sytuacja na dzieci:/ A niedopasowanie w sferze seksu naprawdę ma znaczenie, izresztą nie jestem pierwszą, która tak uważa
Pożeraczko Dusz myślę, że skoro masz doświadczenie w tej kwestii to faktycznie możesz wiedzieć lepiej niż ja... Myślę jednak nadal, że czekanie do ślubu z sexem przyniosłoby więcej pozytywnych skutków, niż odwrotnie.
Heathcliffie przeciwnie- ma to wiele wspólnego z odkładaniem sexu do ślubu. ![]()
elutka86 - nie, nie ma. Na przykład wirus HIV nikogo jeszcze nie pytał, czy ten ktoś jest po ślubie czy przed. Nic nie zmienia. Co tam jeszcze było? Dzieci. Dziecko powstaje z plemnika i komórki jajowej, niezależnie od tego, czy te komórki z zaobrączkowanych ludzi pochodzą czy z nieobrączkowanych. Ludzie ci decydują się dziecko wychować wspólnie, nie wspólnie, albo wcale nie chcą wychowywać, to także nie wynika z faktu, kiedy stracili dziewictwo. ![]()
Mogłoby nie być nieletnich matek, gdyby do ślubu była wymagana pełnoletniość, ale gdyby była ona wymagana do seksu - podobnie nie byłoby nieletnich matek (oczywiście zależnie od przestrzegania prawa), znów nie w ślubie istota sprawy.
Tak więc w głowie sobie wszystko łączysz z dziewictwem do ślubu, ale rzeczywistość tych związków nie zna.
Ogólnie ludzie mają przezabawną zdolność do mieszania, gdy chodzi o ustalanie przyczyny problemu czy istoty problemu. Jeśli problemem są choroby weneryczne, to pewnie - seks jest drogą ich roznoszenia. Ale NIE JEST przyczyną ich rozpowszechnienia relacja chronologiczna seksu i ślubu.
Wiara, że ślub zmieniałby coś w wirusach jest na poziomie wiary, że przy pierwszym stosunku nie można się HIV zarazić, albo że seks z dziewicą usuwa wirusy z organizmu. To najczystszej próby zabobon.
Heathcliffie myślę, że sam zdajesz sobie sprawę z tego, że piszesz głupoty ![]()
Prawda jest taka a nie inna, że w małżenswtie gdy pojawi się dziecko, to jest czymś wyczekiwanym,nawet jeżeli małżenstwo jest młode, natomiast gdy dziewczyna zalicza wpadke z chłopakiem szesnastoletnim, to faktycznie raczej deliktanie mówiąc nie jest to spełnienie marzeń.
I potem dzieją się takie a nie inne rzeczy.
Z chorobami jest dokładnie tak samo. Bo mając jendego partnera nie rozsyłasz po sąsiadach swojego choróbska.
I tak samo jest z rozwodami. Teraz jest ich coraz więcej. Ludzie biorą śluby na próbę.
Gdy po trzech latach zaczyna wiać nudą, to szukamy atrakcji w domach publicznych, w koleżankach z pracy itp.
Gdyby ludzie się szanowali (ja też), to Świat byłby lepszy, bo naprawdę ludzie poprostu nie myśleliby o skoku w bok, bo nie byłoby chętnych, skoro każdy by czekał do ślubu z sexem.
elutka86 - oczywiście, że zdaję sobie sprawę, że piszesz głupoty. ![]()
Gdy w małżeństwie pojawi się dziecko, jest często ogromnym problemem, nieoczekiwanym kłopotem, dla wierzących bywa skaraniem boskim, dla ateistów to często spory wydatek w klinice za granicą albo w ramach polskiego podziemia aborcyjnego. Tak więc Twoje optymistyczne wyobrażenia muszą ustąpić przed rzeczywistością. ![]()
Teraz choroby - piszesz "mając jednego partnera".
To teraz Ci coś wyjaśnię.
"Dziewictwo do ślubu" polega na tym, że się pozostaje dziewicą co najmniej tak długo, jak pozostaje się panną.
"Posiadanie jednego partnera" polega na tym, że nie uprawia się seksu z więcej niż jedną osobą.
Jeśli będziesz mieszać te rzeczy, to równie dobrze możesz mieszać polski ze szwedzkim albo czasowniki z przymiotnikami, diagnoza jedna - nie wiesz, co się dzieje.
Można mieć jednego partnera i NIE BYĆ dziewicą aż do ślubu, można zresztą nigdy nie brać ślubu.
Można być dziewicą do ślubu i NIE posiadać potem jednego partnera. Zatem sprawy dziewictwa do ślubu i posiadania jednego partnera są przepięknie NIEZALEŻNE LOGICZNIE.
A teraz o szacunku. Chcesz do dwóch różnych spraw dodać trzecią sprawę, różną od dwóch poprzednich, i wmawiać mi, że wszystkie trzy to to samo?
To może dziewictwo aż do ślubu jest też wegetarianizmem? Zmniejsza pewnie mordowanie zwierząt. Nie wiem czemu, ale Ty tak lubisz mieszać ze sobą różne sprawy, które Ci się wydają dobre, uznawać za jedną sprawę i stosować je zamiennie. Zastanów się czasem.
(Chyba będę mówić dzisiaj, że osoby, które nie są w stanie dostrzec, że dwie różne sprawy są dwiema różnymi sprawami, same siebie nie szanują. Sama siebie nie szanujesz. Gdybyś się szanowała, lepiej by nam się rozmawiało.)
Heathcliff znowu się z tobą zgadzam, niebywałe
. Dość powszechne jest mieszanie dwóch pojęć: posiadanie jednego partnera i zachowania dziewictwa do ślubu. Wciąż wiele osób uważa, że kobiety, które nie zachowały cnoty do ślubu, miały wielu partnerów, a przez to wiadomo -choroby weneryczne, niezaplanowane ciąże itd. Tymczasem jest spora grupa kobiet, które miały w życiu tylko jednego partnera seksualnego a jednocześnie w dniu ślubu dziewicami nie były
. A to co napisała elutka86 o ciążach to już czysta demagogia
, że niby w małżeństwie każde dziecko jest chciane i wyczekane (było by pięknie, ale nie jest). Podobnie z ciążami pozamałżeńskimi - nie zawsze są dopustem Bożym, znam przypadek w mojej rodzinie, gdy dziecko w związku niemałżeńskim było wyczekane i zaplanowane (a ślubu jak nie było tak nie ma).
To takie argumenty na siłę. Znam inne, ale nie będę się powtarzać.
Heathcliff nie mam wątpliwości że wciąż jesteś dziewicą
Heathcliff nie mam wątpliwości że wciąż jesteś dziewicą
Z jakiegoś powodu cieszy cię dodawanie postów niskich lotów.
Nie rozumiem reakcji, wedle twojego własnego systemu rozumowania to była przecież gratyfikacja. Skąd taka niekonsekwencja?
Nie rozumiem reakcji, wedle twojego własnego systemu rozumowania to była przecież gratyfikacja. Skąd taka niekonsekwencja?
Niestety, Salome. Twoja prowokacja była czytelna. Nie napisałem, że mnie obraziłaś przypisując mi dziewictwo.
Obraza, gratyfikacja albo i całkiem neutralna wypowiedź - nieistotne. Twój post był niskich lotów, zupełnie zbędny, jałowy.
Masz zamiar kontynuować pisanie o mnie w ramach własnych nieudolnych przypuszczeń i prowokacji, czy spróbujesz napisać coś ciekawego w temacie? ![]()
Zauważyłam, że w topiku, w którym pewien chłopiec pisał, że jest prawiczkiem, pytasz się go, czy masz go "przelecieć żeby już więcej nie był". Jak mamy to rozumieć w sensie powyższych wywodów?
79 2011-12-16 11:47:49 Ostatnio edytowany przez elutka86 (2011-12-16 11:49:36)
Kochani faktycznie gdyby się miało jednego partnera do końca życia niezależnie od tego czy ma się ślub czy nie, to faktycznie choroby także by się nie rozprzestrzeniały.
Jednak znacie rzeczywistość. Naprawdę rzadko się zdarza, żeby się miało jednego partnera do końca życia.
A jak bierzesz ślub z kimś kogo kochasz to już podświadomie wiesz, że to już tak nazawsze.
No bo jeżeli tak nie myślimy to po co nam te śluby?
Jeżeli z kimś jesteś w związku i do końca życia chcesz z nim być, to dlaczego bez ślubu?
Dla ateisty to faktycznie proste: bo nie potrzebny mi papierek, dla wierzącego gorzej bo nie chcę żyć grzechu.
Nie znam osobiście osoby która będąc w związku z kimś kogo kocha, nie chciałaby ślubu.
Wręcz jak druga osoba nie chce ślubu, zaraz pojawia się zwątpienie czy ten ktoś tego kogoś kocha.
Dlatego też pisząc, że dziewictwo aż do ślubu, bo mam na myśli tylko dla tej jednej osoby.
Gdybyśmy byli tacy rozsądni, że czekalibyśmy z dziewictwem na tę jedną osobą, a potem faktycznie tylko z tą osobą bylibyśmy aż do śmierci, to wtedy mówiłabym, z dziewictwem do prawdziwej miłości.
Kiziu pisząc, że każde dziecko w małżeństwie jest niezwykle wyczekiwane, miałam na myśli prędzej, że jak w małżeństwie pojawia się dziecko, to pojawia się w rodzinie. Bardzo rzadko się zdarza (mam na myśli przypadki patologiczne), że rodzina porzuca dziecko.
Zauważ ile więcej jest przypadków nieletnich matek porzucających swoje dzieci, nie mówiąc już o aborcji.
Sama znam kogoś kto tak imprezował i uprawiał sex z nowozapoznanyni partenrami. Potem niestety ciąża i co gorsze aborcja.
Prawda jest taka, że małolaci uprawiają teraz sex przy nadarzających się okazjach. Na imprezach w kiblach, w parkach, wszędzie. Potem rodzą się chore dzieci, bądź zdrowe i wyrzucane, bądź rośnie liczba aborcji. To chyba też zauważyliście.
Nie powiecie mi, że gdyby tak jak dawniej, ludzie bardziej by się szanowali to nie byłoby takich sytuacji. Przynajmniej nie tak wiele.
Dlatego powtarzam, pisząc dziewictwo do ślubu, mam na myśli dziewictwo z jedną osobą, którą kochasz i szanujesz.
Jeżeli Wam bardziej odpowiada forma: Dziewictwo z jedną osobą do końca życia ale bez ślubu to ok. Mam tylko na myśli, że czekamy z tym do odpowiedniego momentu, do odpowiedniej osoby. I z tą wybraną osobą już jesteśmy związani nazawsze.
80 2011-12-16 12:09:03 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-12-16 12:09:31)
Zauważyłam, że w topiku, w którym pewien chłopiec pisał, że jest prawiczkiem, pytasz się go, czy masz go "przelecieć żeby już więcej nie był". Jak mamy to rozumieć w sensie powyższych wywodów?
Zadaję pytanie by otrzymać odpowiedź. Tak byś to mogła rozumieć. ![]()
---
Kochani faktycznie gdyby się miało jednego partnera do końca życia niezależnie od tego czy ma się ślub czy nie, to faktycznie choroby także by się nie rozprzestrzeniały.
Jednak znacie rzeczywistość. Naprawdę rzadko się zdarza, żeby się miało jednego partnera do końca życia.
A jak bierzesz ślub z kimś kogo kochasz to już podświadomie wiesz, że to już tak nazawsze.
Tak, a teraz popatrz na forum. Ile kobiet kochało, sądziło, że to na zawsze, ale:
a) jakieś wady okazały się być na dłuższą metę nieznośne
b) on zdradził (co oznacza, że mógł się zarazić i ją zarazić)
c) pomyliły się, po prostu się znudziły, poznały innego, ciekawszego, lepszego, właściwszego
Tak więc znów szalejesz z optymizmem. Można się zakochać i wierzyć, że to na zawsze, ale rzeczywistość tę wiarę dość brutalnie weryfikuje. ![]()
No bo jeżeli tak nie myślimy to po co nam te śluby?
A jeśli tak MYŚLIMY, to po co nam te śluby? Skoro na zawsze, to nieważne, czy jest ślub.
Zatem: po co w ogóle nam te śluby?
Jeżeli z kimś jesteś w związku i do końca życia chcesz z nim być, to dlaczego bez ślubu?
A jeśli mam mieszkanie, które mi się podoba i chcę w nim spędzić życie, czemu mam w tym celu odstawić jakąś ceremonię? Po prostu mi się podoba, więc mieszkam w nim do śmierci. Jeśli oczywiście chcę tak długo.
Nie znam osobiście osoby która będąc w związku z kimś kogo kocha, nie chciałaby ślubu.
A ja znam bardzo wiele. W tym nie_ateistów. ![]()
Wręcz jak druga osoba nie chce ślubu, zaraz pojawia się zwątpienie czy ten ktoś tego kogoś kocha.
Tak, u naiwniaków dużo jest różnych myśli tego rodzaju. Czy jeśli wczoraj jadł grzankę z serem, którą mu podałam, a dziś zrobił sobie sam, to czy go uraziłam? ech.
Dlatego też pisząc, że dziewictwo aż do ślubu, bo mam na myśli tylko dla tej jednej osoby.
Wiem, i mówię na to jasno: łączenie różnych spraw.
Bo wystarczy mieć jednego partnera, nie brać ślubu, olać dziewictwo, a chorób wenerycznych prawie nie będzie.
Gdybyśmy byli tacy rozsądni, że czekalibyśmy z dziewictwem na tę jedną osobą, a potem faktycznie tylko z tą osobą bylibyśmy aż do śmierci, to wtedy mówiłabym, z dziewictwem do prawdziwej miłości.
Gdybyśmy byli wróżkami, to byśmy wiedzieli, na kogo czekać i nie mylili się.
Kiziu pisząc, że każde dziecko w małżeństwie jest niezwykle wyczekiwane, miałam na myśli prędzej, że jak w małżeństwie pojawia się dziecko, to pojawia się w rodzinie. Bardzo rzadko się zdarza (mam na myśli przypadki patologiczne), że rodzina porzuca dziecko.
Zauważ ile więcej jest przypadków nieletnich matek porzucających swoje dzieci, nie mówiąc już o aborcji.
Oczywiście, gdy ciąża zagraża życiu matki albo nastolatka nie ma szans utrzymać dziecka - oddaje je.
A ile jest rodzin, z których dzieci powinno się zabrać dla ich dobra?
Ogrom. Niepotrzebnie się uśmiechnąłem.
Nie powiecie mi, że gdyby tak jak dawniej, ludzie bardziej by się szanowali to nie byłoby takich sytuacji.
Mylisz "się szanowali" z "nie uprawiali bezmyślnie seksu". Religijnym też można być bezmyślnie. Bardzo dużo nienawiści widziałem pod hasłem "się szanować".
Dlatego powtarzam, pisząc dziewictwo do ślubu, mam na myśli dziewictwo z jedną osobą, którą kochasz i szanujesz.
W porządku. Tylko jesteś jedyną osobą, która "brak dziewictwa do ślubu etc" łączy z "to teraz nastolatki uprawiają seks bez zabezpieczenia z byle kim, po parkach, zaułkach, z bezdomnymi, pewnie piją przy tym etc etc".
A nikt tak nie twierdzi. Od swojej wizji seksu z tą jedyną osobą z miłości odejmij po prostu ślub, taką sobie ceremonię, której wiele osób chce, a wiele nie chce. I co? Nic. Miłość ta sama, chorób tak samo mało, związki tak samo trwałe. A żadnych ślubów.
Heathcliffie, ale ja właśnie tak napisałam.
Napisałam powyżej, że jeżeli będziemy z tą osobą na którą czekamy z dziewictwem całe życie, bez względu na to czy bierzemy z nią ślub czy nie, to chorób faktycznie będzie mniej.
Pisząc sex po ślubie, mam na myśli sex z osobą z którą będziemy całe życie. Jeżeli ktoś jest przekonany, że będzie z tą osobą całe życie i bez ślubu, to już każdego jest indywidualna sprawa.
Jednak nadal twierdzę, że bez Boga, bez pomocy Bożej w związku, ciężko jest utrzymać wierność i miłość w związku, a to doprowadza do zdrad itp.
Dlatego też wierzę, że jeżeli bierzemy ślub, to zapraszamy do naszej nowej rodziny Boga. I wierzę, że gdybyśmy żyli zawsze z Bogiem to naprawdę rodzina = szczęście.
Ale to już inna bajka... ![]()
82 2011-12-16 13:30:23 Ostatnio edytowany przez Kizia75 (2011-12-16 14:01:31)
Kochani
Kiziu pisząc, że każde dziecko w małżeństwie jest niezwykle wyczekiwane, miałam na myśli prędzej, że jak w małżeństwie pojawia się dziecko, to pojawia się w rodzinie. Bardzo rzadko się zdarza (mam na myśli przypadki patologiczne), że rodzina porzuca dziecko.
Zauważ ile więcej jest przypadków nieletnich matek porzucających swoje dzieci, nie mówiąc już o aborcji.
Sama znam kogoś kto tak imprezował i uprawiał sex z nowozapoznanyni partenrami. Potem niestety ciąża i co gorsze aborcja.
Prawda jest taka, że małolaci uprawiają teraz sex przy nadarzających się okazjach. Na imprezach w kiblach, w parkach, wszędzie. Potem rodzą się chore dzieci, bądź zdrowe i wyrzucane, bądź rośnie liczba aborcji. To chyba też zauważyliście.
Nie powiecie mi, że gdyby tak jak dawniej, ludzie bardziej by się szanowali to nie byłoby takich sytuacji. Przynajmniej nie tak wiele.
Dlatego powtarzam, pisząc dziewictwo do ślubu, mam na myśli dziewictwo z jedną osobą, którą kochasz i szanujesz.
Jeżeli Wam bardziej odpowiada forma: Dziewictwo z jedną osobą do końca życia ale bez ślubu to ok. Mam tylko na myśli, że czekamy z tym do odpowiedniego momentu, do odpowiedniej osoby. I z tą wybraną osobą już jesteśmy związani nazawsze.
elutka, jak ktoś uprawia regularnie sex, wszystko jedno czy w małżeństwie czy poza nim to "ryzyko" ciąży jest takie samo
. Niewiele znam osób, które ucieszyły by się z czwartego czy piątego dziecka a nawet trzecie bywa problemem, stąd powszechne w naszym katolickim rzekomo kraju stosowanie antykoncepcji oraz aborcje (również u mężatek). Ja osobiście obracam się i obracałam w takim kręgu osób, gdzie seksu na imprezach się nie uprawiało, a moje koleżanki miały najwyżej dwóch czy trzech partnerów seksualnych w życiu (zwykle zawsze miał to być ten jeden na całe życie
).
W przeszłości też nie było tak różowo. Orgie i prostytucja są znane od starożytności i były nawet w najbardziej pruderyjnych czasach. Zdrady małżeńskie, uwiedzione naiwne małolaty, babki - znachorki usuwały ciąże, kiła i inne choroby weneryczne się szerzyły itd. Tak więc z tym "szanowaniem się" nigdy nie było różowo. Co najwyżej presja społeczna powodowała, że się to bardziej ukrywało.
83 2011-12-16 16:50:05 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-12-16 16:56:29)
Ja myślę, że czekanie ze ślubem jak najdłużej (nawet zrezygnowanie ze ślubu w ogóle) przełoży się na mniejszą ilość rozwodów, a zrezygnowanie z seksu na zatrzymanie ekspansji chorób wenerycznych. Poza tym myślę jednak, że te dwa cele nie są najważniejsze na świecie, więc będę kibicował przy rozwodach i uprawiał seks.
Włączenie tu religii, która z jednej strony nakazuje ślub brać, z drugiej dzieci rodzić, to wyjście dla ludzi religijnych. Na szczęście są religie (jak moja) które się z tymi nakazami i zakazami nie wiążą.
Tak jeszcze dorzucę jedną rzecz: podczas seksu często wychodzi na jaw charakter człowieka. Dlatego między innymi myślę, że seks przed ślubem - jak najbardziej. Będzie później mniej rozczarowań
Ja osobiście uważam , ze to bardzo piękny dar z siebie dwójki kochających się ludzi. Jest to dar prawdziwej miłości złożony na ołtarzu swojego egoizmu i popędów.
mi też wydaje się to piękne, jestem żonata od kilku lat, ale u mnie wyglądało to podobnie...czasami trzeba się pohamować
ja osobiście takiego faceta nie poznałam jestem 30 letnią dziewicą dla mnie to wstyd jak by koś się dowiedział z mojej pracy to by mnie na stosie spalili takie sytuacja miała wcześniej byłam wyśmiewana to boli mają mnie za jakąś dziwaczkę gdzięś stoi blokada
Seks jest dla ludzi i nie oszukujmy się - nie służy on tylko prokreacji. Tym właśnie różnimy się od zwierząt, że uprawiamy go dla przyjemności. Seks po małżeński brzmi dla mnie jak obowiązek. A co jeśli po ślubie okaże się, że ten jedyny wcale nie jest tym jedynym? Pozostanie tylko uczucie zmarnowanego czasu, w którym można było spróbować różnych rzeczy i odpowiednio się wyszaleć.
Seks jest dla ludzi i nie oszukujmy się - nie służy on tylko prokreacji. Tym właśnie różnimy się od zwierząt, że uprawiamy go dla przyjemności. Seks po małżeński brzmi dla mnie jak obowiązek. A co jeśli po ślubie okaże się, że ten jedyny wcale nie jest tym jedynym? Pozostanie tylko uczucie zmarnowanego czasu, w którym można było spróbować różnych rzeczy i odpowiednio się wyszaleć.
Uprawiamy to grządki w ogródku, ziemniaczki i nowalijki by ładnie wyrosły.
Każde stworzenie ma przyjemność z seksu, tak natura zaprogramowała, inaczej seksu by nie było. I wśród ludzi i zwierząt.
Czym różnimy od zwierząt? Nie tym, że czerpiemy rozkosz z seksu, ale tym, że mamy rozum.
Piszesz- co jeśli po ślubie ten którego kochasz i przed Bogiem przysięgasz być na dobre i złe - okaże się w łóżku kiepski? Zmarnujesz czas jak piszesz. Znaczy, że nie dorosłaś do małżeństwa po prostu.
Piszesz - można było spróbować różnych rzeczy i odpowiednio się wyszaleć... Co masz na myśli?
Pozdrawiam ![]()
89 2012-02-23 16:45:17 Ostatnio edytowany przez Secret_me (2012-02-23 16:46:57)
Nie wyobrażam siebie nie zamieszkać z kimś przed ślubem, aby sprawdzić czy do siebie pasujemy, zarówno w takich zwykłych codziennych obowiązkach, jak i w seksie. Małżeństwo to nie jest poświęcenie i nie robi się tego za karę. Jest to związek dwojga ludzi, który ma przynieść obojgu satysfakcję i spełnienie - również w seksie.
A co jeśli okaże się po ślubie że ta druga osoba jest kiepska w łóżku? Nie wiem, bo ja to na szczęście przed ślubem sprawdziłam. Przynajmniej nie bylo rozczarowania, że kochamy się tylko po bożemu przy zgaszonym świetle, raz na tydzień, a moje piersi możesz macać tylko przez sweter..
![]()
PS. chciałam jeszcze dopisać, że zwierzeta bzykają się tylko w celu prokreacji, no może za wyjątkiem delfinów..
90 2012-02-23 23:32:22 Ostatnio edytowany przez Matt87 (2012-02-23 23:52:55)
Nie wyobrażam siebie nie zamieszkać z kimś przed ślubem, aby sprawdzić czy do siebie pasujemy, zarówno w takich zwykłych codziennych obowiązkach, jak i w seksie. Małżeństwo to nie jest poświęcenie i nie robi się tego za karę. Jest to związek dwojga ludzi, który ma przynieść obojgu satysfakcję i spełnienie - również w seksie.
A co jeśli okaże się po ślubie że ta druga osoba jest kiepska w łóżku? Nie wiem, bo ja to na szczęście przed ślubem sprawdziłam. Przynajmniej nie bylo rozczarowania, że kochamy się tylko po bożemu przy zgaszonym świetle, raz na tydzień, a moje piersi możesz macać tylko przez sweter..
PS. chciałam jeszcze dopisać, że zwierzeta bzykają się tylko w celu prokreacji, no może za wyjątkiem delfinów..
Masz zdrowe podejście do życia, myśle że takie rzeczy jak seks, światopogląd czy ogólnie charakter drugiej osoby powinny być niejako sprawdzone w okresie kiedy kształtuje się związek, aby późniejsze relacje w życiu były w pełni udane. Ślub to szablon, który często prowadzi do patologii, bo jak piszesz ktoś traktuje ślub jako coś priorytetowego w życiu a reszta jest wartością drugorzędną. Młodzi nie zdążą się jeszcze poznać a już po ślubie, nagle okazuje się że on jest tradycjonalistą w kwestii podziału obowiązków a ona lubi seks ale raz na miesiąc i po ciemku. Najważniejszy jest związek w którym dwie strony są szczęśliwe, wtedy ślub będzie jego dopełnieniem. Ślub jako cel samym w sobie jest jak dla mnie czymś niewłaściwym.
Dziewictwo, to osobista sprawa kazdego, można zachowac dziewictwo aż do slubu, to niewielki wyczyn i nie ma w tym nic nadzwyczajnego czy pieknego, tyle tylko że schody zaczynają się po ślubie. Wtedy okazuje się ze małzonkowie są niedopasowani seksualnie : fizycznie, oraz jeden z nich ma większy popęd i potrzeby seksualne a druga nie ma chęci i doświadczenia. Póżniej płacz, bo on ten ukochany rozglada sie na boki i zdradza, poczytajcie sobie posty mężatek, to co pisza to szkoła zycia. Uwazam ze zaczym dojdzie do slubu , oboje najpierw powinni iśc na rozmowe do seksuologa, nie te czasy że kochali się młodzi pod kołdrą i aby potomstwa się doczekać. Do ślubu trzeba iśc w pełni świadomym swojej seksualności , bo to jest tak jakbyscie szli na egzamin maturalny z matematyki a nie znali programu nauczania. Zycie w małżenstwie to bardzo poważny egzamin życiowy, chyba najwazniejszy. Powodzenia wszystkim mocno kochającym ale duzo madrości i rozsądku zyczę.
92 2014-03-15 02:11:00 Ostatnio edytowany przez adrianna2013 (2014-03-15 02:12:37)
Zwracam się do Was z problemem.. otoz nie chce uprawiac sexu teraz , chcialabym doczekac i po slubie to zrobic.. jestem z chlopakiem ok. 2 lat , troche ponad i zauwazam,ze on ma coraz wieksza ochote na mnie.. Ja jestem wierzaca. Spotykamy sie i bardzo siebie pociagamy... nie wiem co robic, jestem w dołku bo spotykajac sie z nim grzesze, ale nie uprawiamy sexu zeby byla jasnosc.. Kocham Go na prawde jest dobrym czlowiekiem,ale z kolei chce byc dobrym czlowiekiem, chodzic do Komunii itp. Myslalam nawet kiedys o rozstaniu i jakby to bylo gdybysmy nie byli ze soba , i wtedy moglabym "ulepszyc" swoja wiare, czestsze chodzenie do Komunii itp. ,ale kocham go wiec mam rozdarcie wewnetrzne. On powiedzial,ze poczeka, nie zmusza mnie,ale ost.mam wrazenie,ze zawsze na kazdym spotkaniu ma ochote sie rzucic na mnie, ogolnie caluje mnie, piesci itp. a ja czuje sie z tym źle moralnie, chociaz wiem,ze facet ma swoje potrzeby... bylo duzo rozmow na ten temat, ale on jest uparty tez ogolnie i dzis stw.ze pojde do spowiedzi,ze sprobuje sie nawrocic, przyszedl do mnie i juz mial na mnie ochote taka,ze musialam go odpychac, nie chce go ranic, ale nie chce tez grzeszyc...
Nie uprawialismy sexu,ale nieraz były różne pieszczoty... PROSZE O RADY
Zwracam się do Was z problemem.. otoz nie chce uprawiac sexu teraz , chcialabym doczekac i po slubie to zrobic.. jestem z chlopakiem ok. 2 lat , troche ponad i zauwazam,ze on ma coraz wieksza ochote na mnie.. Ja jestem wierzaca. Spotykamy sie i bardzo siebie pociagamy... nie wiem co robic, jestem w dołku bo spotykajac sie z nim grzesze, ale nie uprawiamy sexu zeby byla jasnosc.. Kocham Go na prawde jest dobrym czlowiekiem,ale z kolei chce byc dobrym czlowiekiem, chodzic do Komunii itp. Myslalam nawet kiedys o rozstaniu i jakby to bylo gdybysmy nie byli ze soba , i wtedy moglabym "ulepszyc" swoja wiare, czestsze chodzenie do Komunii itp. ,ale kocham go wiec mam rozdarcie wewnetrzne. On powiedzial,ze poczeka, nie zmusza mnie,ale ost.mam wrazenie,ze zawsze na kazdym spotkaniu ma ochote sie rzucic na mnie, ogolnie caluje mnie, piesci itp. a ja czuje sie z tym źle moralnie, chociaz wiem,ze facet ma swoje potrzeby... bylo duzo rozmow na ten temat, ale on jest uparty tez ogolnie i dzis stw.ze pojde do spowiedzi,ze sprobuje sie nawrocic, przyszedl do mnie i juz mial na mnie ochote taka,ze musialam go odpychac, nie chce go ranic, ale nie chce tez grzeszyc...
Nie uprawialismy sexu,ale nieraz były różne pieszczoty... PROSZE O RADY
Ale wiesz, że ślub jest wyjściem z tej sytuacji?
On powiedzial,ze poczeka, nie zmusza mnie,ale ost.mam wrazenie,ze zawsze na kazdym spotkaniu ma ochote sie rzucic na mnie
Pragniecie się nawzajem i to jest ok i normalne. On powiedział, że poczeka, więc porozmawiaj z nim szczerze na ten temat czy zmienił zdanie. Złotej rady Ci nie dam bo tego po prostu w związku trzeba się nauczyć. Jest to trudne, ale warto.
95 2014-03-23 15:46:45 Ostatnio edytowany przez peeter (2014-03-23 16:49:02)
Dziwie sie ze w obecnych czasach jeszcze ktos sie nad tym zastanawia bo tylko z punktu widzenia wiary jest przeciwskazanie a i tak majace realne korzenie jak wszelkie inne przesady czy celibat ktory tez powstal z praktycznych pobudek i podbudowany teoretycznie by nie czepiac sie tego co starczylo na pare wiekow az do oswiecenia i dzis.
Milosc ani zwiazek to nie sielanka a jesli to bezzenni i wyglodniali seksualnie maja decydowac o zyciu osobistym wiernych to mamy tu wielkie nieporozumienie
Ludzie moga miec rozne wizje pozycia, to jedno, miec rozne braki, kompleksy, traumy na tym tle z mlodosci wiec temat rozlegly i zagmatwany jak sama relacja uczuciowa miedzy nimi. Malo tego zmieniaja sie z czasem wiec stawiac im ultimatum w kwestii rzadzenia sie - swoim cialem - uwazam za naganne.
To dwoje ludzi wybiera ryzyko tego ze za wczesniej sie tak mocno zaangazuja i wyniknie z tego jakas krzywda dla nich ale to tez ich prywatna sprawa. Za swoje szczescie jak i rozstanie oni odpowiadaja.
Medycznie jest wiecej argumentow za pozyciem intymnym niz wstrzymywanie sie do slubu ktory moze nie dojsc i potem okazac zyciowa klapa. I co wtedy zrobia swiezo poslubieni idealisci? Widzac ze seks ze soba nie daje im radosci maja udawac ze im dobrze czy szukac pretekstu do uniewaznienia?
Za duzo naiwnych wyobrazen o zyciu czlowieka, jego seksualnosci a w kazdej sferze ktora nie zajmowala sie mocno religia to na ogol powoduje wiecej krzywdy niz pozytku ![]()
Dzieki temu ilu ludzi jest nieszczesliwych bo zle sie dobralo pod kazdym katem, spieszyli sie do statusu zaobraczkowanego i "legalnego seksu" obecnie jest tyle singli, za kryzys rodziny odpowiada przede wszystkim kosciol ktory wygodnie zwala ten grzech i te swoje wstydliwe na gender itp.