Nie jestem z nim, w sensie on zabiega, był u mnie ostatnio ale go nie wpuściłam, nie odpisuje mu
On twierdzi, ze chce być ze mną, prosi o wybaczenie
Ale moim zdaniem te słowa przez ten klucz nie są wiarygodne.
Pewnie gdyby nie te klucze byłabym bardziej skłonna uwierzyć w szczerość jego słów.
Uczepiłam się tak tego tematu, bo to wygląda...dziwnie
Ok, mogę uwierzyć, ze wziął go niechący, tylko myślę, że gdy już się zorientował, to uznał że w sumie spoko wyszło...
Bo po co tak bardzo chciał żebym się dowiedziała, że ma ten klucz, skoro nie zamierzał mi pokazać, że faktycznie to niechący? Jak dla mnie sam powinien zaproponować, ze odwożąc mnie podjedzie i szybko jej wrzuci ten klucz, "żebym była spokojna", a to ja musiałam wychodzić z taka propozycja, a on się jeszcze głupio wykręcił...
Gdyby rzeczywiście dla niego byłby to definitywny koniec, to by wrzucił już dawno te klucze nawet sam i wysłał mi zdjęcie. Cokolwiek.... żeby pokazać, że mogę być spokojna.
Stworzył sytuację, że twierdzi ze chce być ze mną, a przecież wie, że będę się zastanawiać jak jej odda te klucze, kiedy odda....(myslę, że każdy w takiej sytuacji miałby takie myśli) Więc dlaczego na to pozwala?
Bo przecież wiem, że to bardzo istotny przedmiot i w teorii ona będzie chciała je odzyskać i on pozwala na to żebym znowu się tym martwiła, pozwala na to, że jestem świadoma tego, ze moga mieć jeszcze jakiś potencjalny kontakt ze sobą.
Po co?
No tak to dla mnie wygląda
Ma to sens co pisze?