Rozmowy o wszystkim i o niczym z mikloszą - Netkobiety.pl
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...
"Dawno temu w Ameryce jest wspaniały, ale faktycznie lepiej się go ogląda na raty. Nawiasem mówiąc, porwałam się na to bodajże ubiegłej zimy i właśnie dlatego, że podzieliłam to sobie na trzy seanse, to wyciągnęłam z niego o wiele więcej, w tym miałam większą przyjemność.
Pamiętam jak byłam w kinie na "Tańczący z wilkami" - piękny obraz, wspaniałe plenery, gra aktorska, interesująca fabuła, ale 180 minut to była cała wiecznośc, pomimo że w tamtym czasie i tak miałam większą tolerancję na siedzenie na tyłku przez trzy godziny Nie no, było to trudne
Wrócę jeszcze do filmów, a przede wszystkim do oprawy muzycznej, której rola jest wręcz bezcenna. I właśnie oprę się na przykładzie filmów "Dawno temu w Ameryce" i "Dawno temu na Dzikim Zachodzie", do których muzykę skomponował Ennio Morricone. Uważam, że właśnie m.in. dopasowana idealnie muzyka bardzo mocno przysłużyła się obu produkcjom. Dziś, z perspektywy czasu, można powiedzieć, że zarówno oba filmy jaki i sam kompozytor przeszli na stałe do historii świata filmu i muzyki. Takich historii jest znacznie więcej. Z kompozytorów to chociażby Hans Zimmer, z filmowych produkcji wspomniany powyżej "Tańczący z wilkami", także Ojciec chrzestny" czy "Pulp fiction". Oczywiście to jedynie przykłady. Poza tym gra aktorska, którą określiłbym mianem "starej szkoły" także przyczyniła się do sukcesów poszczególnych produkcji. Dla mnie takim przykładem jest film "Stąd do wieczności" z 1953r.
Wrócę jeszcze do filmów, a przede wszystkim do oprawy muzycznej, której rola jest wręcz bezcenna. I właśnie oprę się na przykładzie filmów "Dawno temu w Ameryce" i "Dawno temu na Dzikim Zachodzie", do których muzykę skomponował Ennio Morricone. Uważam, że właśnie m.in. dopasowana idealnie muzyka bardzo mocno przysłużyła się obu produkcjom. Dziś, z perspektywy czasu, można powiedzieć, że zarówno oba filmy jaki i sam kompozytor przeszli na stałe do historii świata filmu i muzyki. Takich historii jest znacznie więcej. Z kompozytorów to chociażby Hans Zimmer, z filmowych produkcji wspomniany powyżej "Tańczący z wilkami", także Ojciec chrzestny" czy "Pulp fiction". Oczywiście to jedynie przykłady. Poza tym gra aktorska, którą określiłbym mianem "starej szkoły" także przyczyniła się do sukcesów poszczególnych produkcji. Dla mnie takim przykładem jest film "Stąd do wieczności" z 1953r.
Oj tak, dobra muzyka filmowa potrafi ogromnie podnieść wartość całego filmu i to do tego stopnia, że to właśnie dzięki niej niektóre sceny zostają z nami na długo. Czasem zresztą jej siła jest tak duża, że zaczyna żyć własnym życiem, niezależnie od filmu, z którego pochodzi. Wtedy staje się samodzielnym, rozpoznawalnym dziełem. Obok wspomnianych, w tym kultowego zresztą "Pulp Fiction", osobiście uwielbiam ścieżkę dźwiękową z "Zagubionej autostrady" (oryginalny "Lost Highway") Davida Lyncha i cudowne " Waiting for a Miracle" Leonarda Cohen z "Urodzonych Morderców" (oryginalny: Natural Born Killers). I choć jest tego mnóstwo, to te jako pierwsze przychodzą mi do głowy.
Nawiasem mówiąc, od lat mamy z partnerem taką coroczną tradycję, że jak wracamy do domu po spędzonym gdzieś na zewnątrz Sylwestrze, to zamykamy drzwi, ściągamy buty, włączamy muzykę i we własnych czterech ścianach, już tylko we dwoje, tańczymy sobie właśnie do "Waiting for a Miracle". To jest dosyć długi utwór i stanowi naszą kropkę nad "i" całego wieczoru
Wrócę jeszcze do filmów, a przede wszystkim do oprawy muzycznej, której rola jest wręcz bezcenna. I właśnie oprę się na przykładzie filmów "Dawno temu w Ameryce" i "Dawno temu na Dzikim Zachodzie", do których muzykę skomponował Ennio Morricone. Uważam, że właśnie m.in. dopasowana idealnie muzyka bardzo mocno przysłużyła się obu produkcjom. Dziś, z perspektywy czasu, można powiedzieć, że zarówno oba filmy jaki i sam kompozytor przeszli na stałe do historii świata filmu i muzyki. Takich historii jest znacznie więcej. Z kompozytorów to chociażby Hans Zimmer, z filmowych produkcji wspomniany powyżej "Tańczący z wilkami", także Ojciec chrzestny" czy "Pulp fiction". Oczywiście to jedynie przykłady. Poza tym gra aktorska, którą określiłbym mianem "starej szkoły" także przyczyniła się do sukcesów poszczególnych produkcji. Dla mnie takim przykładem jest film "Stąd do wieczności" z 1953r.
Oj tak, dobra muzyka filmowa potrafi ogromnie podnieść wartość całego filmu i to do tego stopnia, że to właśnie dzięki niej niektóre sceny zostają z nami na długo. Czasem zresztą jej siła jest tak duża, że zaczyna żyć własnym życiem, niezależnie od filmu, z którego pochodzi. Wtedy staje się samodzielnym, rozpoznawalnym dziełem. Obok wspomnianych, w tym kultowego zresztą "Pulp Fiction", osobiście uwielbiam ścieżkę dźwiękową z "Zagubionej autostrady" (oryginalny "Lost Highway") Davida Lyncha i cudowne " Waiting for a Miracle" Leonarda Cohen z "Urodzonych Morderców" (oryginalny: Natural Born Killers). I choć jest tego mnóstwo, to te jako pierwsze przychodzą mi do głowy.
Nawiasem mówiąc, od lat mamy z partnerem taką coroczną tradycję, że jak wracamy do domu po spędzonym gdzieś na zewnątrz Sylwestrze, to zamykamy drzwi, ściągamy buty, włączamy muzykę i we własnych czterech ścianach, już tylko we dwoje, tańczymy sobie właśnie do "Waiting for a Miracle". To jest dosyć długi utwór i stanowi naszą kropkę nad "i" całego wieczoru
Fajne
PS. Na spotify ma całą playlistę z muzyką filmową. Przeróżne - trochę tego powstało. Niektóre ładne inne związane z jakimiś wspomnieniami
Nawiasem mówiąc, od lat mamy z partnerem taką coroczną tradycję, że jak wracamy do domu po spędzonym gdzieś na zewnątrz Sylwestrze, to zamykamy drzwi, ściągamy buty, włączamy muzykę i we własnych czterech ścianach, już tylko we dwoje, tańczymy sobie właśnie do "Waiting for a Miracle". To jest dosyć długi utwór i stanowi naszą kropkę nad "i" całego wieczoru
Wow, świetnie. To niezwykle ładna, miła i bardzo wyjątkowa tradycja Co do mistrza Leonarda to bardzo lubię jego twórczość. Nie wiem, czy znasz jego ten kawałek "thousand kisses deep"?
Psychoterapia by pomogla najbardziej... leki tylko maskują objawy....psychoterapia by wyleczyła przyczynę
Moim zdaniem w przypadku Mikloszy to właśnie farmakologia najlepiej mu pomaga. Psychoterapia mogłaby ewentualnie wesprzeć leczenie farmakologiczne. Miklosza, a Ty jak myślisz?
Psychoterapia by pomogla najbardziej... leki tylko maskują objawy....psychoterapia by wyleczyła przyczynę
Moim zdaniem w przypadku Mikloszy to właśnie farmakologia najlepiej mu pomaga. Psychoterapia mogłaby ewentualnie wesprzeć leczenie farmakologiczne. Miklosza, a Ty jak myślisz?
No właśnie. Sądzę, że psychoterapia mogłaby pomóc Tobie w radzeniu sobie w różnych sytuacjach, takich codziennych i tych kryzysowych, a szczególnie w tych ostatnich.
No właśnie. Sądzę, że psychoterapia mogłaby pomóc Tobie w radzeniu sobie w różnych sytuacjach, takich codziennych i tych kryzysowych, a szczególnie w tych ostatnich.
Bez psychoterapii ani rusz dla mnie... gdybym tylko brała leki na depresje to po pierwsze i po najważniejsze nie rozwiązały by one przyczyny mojego problemu,a po drugie musiała bym się liczyć ze skutkami ubocznymi,które często są również paskudne co sama choroba
Byłam dziś w Warszawie, spałam bardzo krótko i chyba właśnie poczułam się zmęczona <zieeeew>
Alessandro napisał/a:
Wow, świetnie. To niezwykle ładna, miła i bardzo wyjątkowa tradycja Co do mistrza Leonarda to bardzo lubię jego twórczość. Nie wiem, czy znasz jego ten kawałek "thousand kisses deep"?
Oczywiście, że znam! Cały album "Ten New Songs" naszpikowany jest takimi pięknymi kawałkami. Nawiasem mówiąc bardzo kojarzy mi się z wakacjami we Włoszech, bo jakoś tak wtedy nabyłam ten krążek i przesłuchiwałam w samochodzie w podróży i potem krążąc po okolicy. Dużo mam zresztą takich skojarzeń miejsc, zdarzeń i płyt albo pojedynczych utworów, ale o tym kiedyś już wspominałam.
Psychoterapia by pomogla najbardziej... leki tylko maskują objawy....psychoterapia by wyleczyła przyczynę
Alessandro napisał/a:
Moim zdaniem w przypadku Mikloszy to właśnie farmakologia najlepiej mu pomaga. Psychoterapia mogłaby ewentualnie wesprzeć leczenie farmakologiczne. Miklosza, a Ty jak myślisz?
Tak zupełnie szczerze, to nie jestem pewna, czy w przypadku Mikloszy terapia przyniosłaby oczekiwany efekt. Sama terapia to przecież nie wszystko, bo ważna jest też gotowość do pracy nad sobą, pewien wgląd w siebie i otwartość na konfrontowanie się z tym, co nie zawsze jest wygodne. I tu mam po prostu wrażenie, że Miklosza mógłby mieć z tym pewien problem.
Psychoterapia by pomogla najbardziej... leki tylko maskują objawy....psychoterapia by wyleczyła przyczynę
Alessandro napisał/a:
Moim zdaniem w przypadku Mikloszy to właśnie farmakologia najlepiej mu pomaga. Psychoterapia mogłaby ewentualnie wesprzeć leczenie farmakologiczne. Miklosza, a Ty jak myślisz?
Tak zupełnie szczerze, to nie jestem pewna, czy w przypadku Mikloszy terapia przyniosłaby oczekiwany efekt. Sama terapia to przecież nie wszystko, bo ważna jest też gotowość do pracy nad sobą, pewien wgląd w siebie i otwartość na konfrontowanie się z tym, co nie zawsze jest wygodne. I tu mam po prostu wrażenie, że Miklosza mógłby mieć z tym pewien problem.
Masz rację. Zgadzam się z tym. Miklosza powinien na początek porozmawiać sam ze sobą. Powinien uświadomić sobie, że są osoby, które dobrze mu życzą, ale jeśli on sam nie zacznie pchać tego swojego wózka zwanego życiem, to nikt inny za niego tego nie zrobi. Dlatego też uważam, że Miklosza przed kolejną wizytą u swojego lekarza powinien spisać tematy, które chciałby przegadać z lekarzem. Powinien przy tym skupić się na największych swoich bolączkach. Pamiętam, że po ostatniej wizycie Miklosza był naładowany bardzo pozytywną energią. Sam zresztą powiedział, że rozmowa z lekarzem bardzo dużo mu dała i wiele wyjaśniła. Zatem, niech ta magia znów zadziała. W końcu wszystkie nasze sfery wzajemnie się uzupełniają. Jeśli jedna zaczyna kuleć, to taki stan rzeczy przekłada się na pozostałe. Dlatego tak ważne jest utrzymanie balansu, a w tym pomaga dobrze zadbany własny dobrostan.
Bylem. Sukces połowiczny. Mało tych grzybów a jak są to duże i zmęczone. Ale pół wiaderka mam. A najwazniejsze 2 godziny smętania sie po lesie w samotności. Lubię to. Ludzi nie bylo w ogóle. Tradycyjnie zabłądziłem
Bylem. Sukces połowiczny. Mało tych grzybów a jak są to duże i zmęczone. Ale pół wiaderka mam. A najwazniejsze 2 godziny smętania sie po lesie w samotności. Lubię to. Ludzi nie bylo w ogóle. Tradycyjnie zabłądziłem
Ja się nie znam na grzybach jedynie to te podstawowe poznaje maslaki i podgrzybki no i muchomory z kropkami xD
Bylem. Sukces połowiczny. Mało tych grzybów a jak są to duże i zmęczone. Ale pół wiaderka mam. A najwazniejsze 2 godziny smętania sie po lesie w samotności. Lubię to. Ludzi nie bylo w ogóle. Tradycyjnie zabłądziłem
Już samo chodzenie po lesie przez kilka godzin to fajna, zdrowa i relaksująca sprawa. Jeszcze tylko, żeby nie było kleszczy.
Mam nadzieje że przy tej depresji nie miewasz myśli samobójczych ?
Na szczęście nie i wspomniałam o tym w moim temacie. Jest wręcz przeciwnie-ja w końcu chce zacząć normalnie żyć i spelniac swoje cele i marzenia. Tylko,że właśnie częściowo przez zły stan zdrowia,a czesciowo przez stany depresyjne często nie moge się po prostu zebrać i wstać z łóżka co mnie jeszcze bardziej dobija.
Julka, skoro tak masz, to czy Twoje kumpele odwiedzają Cię, wiedzą o Twoich problemach, wspierają bądź pomagają Tobie w jakiś sposób? A jak Twoja córka sobie radzi w tej całej sytuacji?
Julka, skoro tak masz, to czy Twoje kumpele odwiedzają Cię, wiedzą o Twoich problemach, wspierają bądź pomagają Tobie w jakiś sposób? A jak Twoja córka sobie radzi w tej całej sytuacji?
Tak moje kumpele i znajomi wiedza i wspierają mnie na tyle ile mogą. Córka już wiele rzeczy sama potrafi robić,ja jej też wszystkiego nie mowie by jej nie martwić,staram się z nia spędzać czas i już też ma swoj świat jako nastolatka kolezanki,gry ,szkola itd
Julcia szkoda że nie mieszkamy blisko wpadł bym wesparł przytulił
O bys byl dobrym kolega ... ale juz na szczęście odnowilam psychoterapie,dziś zostalam przyjeta z powrotem do Wspolnoty o czym pisze w moim nowym temacie i ten fakt mi dziś dużo radości dal że mimo zmeczenia i mojej agarofobii i depresji to dzis sie czuje duzo lepiej psychicznie
to jest filmik o najbardziej luksusowych więzieniach
Prezes a od kiedy to Ciebie interesują luksusowe więzienia?
Nie obejrzałam filmu na linku,ale Swoją drogą więzienia luksusowe to powinny być jedynie dla osób,które zostały skazane za dlugi,więc nikogo nie skrzywdziły. Mój kolega kiedyś poszedł do więzienia za dług na 3 miesiące czasu ,bo nie placil podatku ważnego mimo ze pracowal mial swoja firme. Wyszedł za kaucja i musi teraz co miesiac dlug splacac oraz za jakies badziewne przewinienia
Ci najbardziej niebezpieczni przestępcy powinni mieć warunki jak w Korea Północna-miska kukurydzy i robota 20h dziennie
Nie obejrzałam filmu na linku,ale Swoją drogą więzienia luksusowe to powinny być jedynie dla osób,które zostały skazane za dlugi,więc nikogo nie skrzywdziły. Mój kolega kiedyś poszedł do więzienia za dług na 3 miesiące czasu ,bo nie placil podatku ważnego mimo ze pracowal mial swoja firme. Wyszedł za kaucja i musi teraz co miesiac dlug splacac oraz za jakies badziewne przewinienia
Ci najbardziej niebezpieczni przestępcy powinni mieć warunki jak w Korea Północna-miska kukurydzy i robota 20h dziennie
Reszta- zwykle więzienie
To prawda. Więzienie powinno kojarzyć się z niewygodami i absolutnym brakiem luksusu, nawet jeśli ma być humanitarnie. Tymczasem jedno z tych więzień spod linka stwarza osadzonym takie warunki, że licznie korzystają z niego imigranci. Ja się nie dziwię, jeśli wziąć pod uwagę, że pewnie mają w nim lepiej niż na co dzień - dach nad głową, jedzenie i poza swobodą poruszania się całkiem fajne życie
Nie obejrzałam filmu na linku,ale Swoją drogą więzienia luksusowe to powinny być jedynie dla osób,które zostały skazane za dlugi,więc nikogo nie skrzywdziły. Mój kolega kiedyś poszedł do więzienia za dług na 3 miesiące czasu ,bo nie placil podatku ważnego mimo ze pracowal mial swoja firme. Wyszedł za kaucja i musi teraz co miesiac dlug splacac oraz za jakies badziewne przewinienia
Ci najbardziej niebezpieczni przestępcy powinni mieć warunki jak w Korea Północna-miska kukurydzy i robota 20h dziennie
Reszta- zwykle więzienie
To prawda. Więzienie powinno kojarzyć się z niewygodami i absolutnym brakiem luksusu, nawet jeśli ma być humanitarnie. Tymczasem jedno z tych więzień spod linka stwarza osadzonym takie warunki, że licznie korzystają z niego imigranci. Ja się nie dziwię, jeśli wziąć pod uwagę, że pewnie mają w nim lepiej niż na co dzień - dach nad głową, jedzenie i poza swobodą poruszania się całkiem fajne życie
To jest i będzie z tego jakas tragedią. Później tacy imigranci będą popełniać przestępstwa,bo więzienie będzie im się kojarzyć z hotelem 5 gwiazdowym. Jednak władze Europy są glupsze niż można to sobie wyobrazić