Alessandro napisał/a:No jeszcze myślałby kto, że jesteś taka strachliwa
![]()
Podobno udawanie słabej i bezbronnej często nam się opłaci
![]()
Wilki w owczej skorze
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Rozmowy o wszystkim i o niczym z mikloszą
Strony Poprzednia 1 … 221 222 223 224 225 226 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Alessandro napisał/a:No jeszcze myślałby kto, że jesteś taka strachliwa
![]()
Podobno udawanie słabej i bezbronnej często nam się opłaci
![]()
Wilki w owczej skorze
I kto by pomyślał
Wyszło szydło z worka
![]()
Właśnie zeżarłem dwie babeczki czekoladowe
co ja najlepszego zrobiłem
![]()
Właśnie zeżarłem dwie babeczki czekoladowe
co ja najlepszego zrobiłem
![]()
Nic się nie stało. Godzina biegu i jesteś na zero
To normalnie koniec świata
Miklosza napisał/a:Właśnie zeżarłem dwie babeczki czekoladowe
co ja najlepszego zrobiłem
![]()
Nic się nie stało. Godzina biegu i jesteś na zero
Jak nic, Miklosza, dres i w długą, nie ma letko, godzinka szybko zleci ![]()
.
Eeee nie chce mi się ![]()
Ogladam Gladiatora. Widzialem ze sto razy ale dzisiaj jest jak pierwszy raz. Takiego kina zmuszajacego do myslenia mi na dzis potrzeba. Ale się luzuje. To byl ciezki tydzien
Ogladam Gladiatora. Widzialem ze sto razy ale dzisiaj jest jak pierwszy raz. Takiego kina zmuszajacego do myslenia mi na dzis potrzeba. Ale się luzuje. To byl ciezki tydzien
Też oglądam ![]()
Bert44 napisał/a:Ogladam Gladiatora. Widzialem ze sto razy ale dzisiaj jest jak pierwszy raz. Takiego kina zmuszajacego do myslenia mi na dzis potrzeba. Ale się luzuje. To byl ciezki tydzien
Też oglądam
To piateczka. Juz nie tylko fajki razem palimy ale i do kina chodzimy ![]()
Miklosza napisał/a:Bert44 napisał/a:Ogladam Gladiatora. Widzialem ze sto razy ale dzisiaj jest jak pierwszy raz. Takiego kina zmuszajacego do myslenia mi na dzis potrzeba. Ale się luzuje. To byl ciezki tydzien
Też oglądam
To piateczka. Juz nie tylko fajki razem palimy ale i do kina chodzimy
Po prostu lubimy dobre kino ![]()
Bert44 napisał/a:Miklosza napisał/a:Też oglądam
To piateczka. Juz nie tylko fajki razem palimy ale i do kina chodzimy
Po prostu lubimy dobre kino
![]()
I fajki. Znaczy nie lubimy ale jest jak jest
Miklosza napisał/a:Bert44 napisał/a:To piateczka. Juz nie tylko fajki razem palimy ale i do kina chodzimy
Po prostu lubimy dobre kino
I fajki. Znaczy nie lubimy ale jest jak jest
Najlepiej było by nie palić ale jest to jakaś przyjemność przynajmniej kiedyś tak myślałem ![]()
Bert44 napisał/a:Miklosza napisał/a:Po prostu lubimy dobre kino
I fajki. Znaczy nie lubimy ale jest jak jest
Najlepiej było by nie palić ale jest to jakaś przyjemność przynajmniej kiedyś tak myślałem
Tez to lubie ale rzucam. W najbliższej przyszłości ![]()
Bedziesz sam kurzyl
Miklosza napisał/a:Bert44 napisał/a:
I fajki. Znaczy nie lubimy ale jest jak jest
Najlepiej było by nie palić ale jest to jakaś przyjemność przynajmniej kiedyś tak myślałem
Tez to lubie ale rzucam. W najbliższej przyszłości
Bedziesz sam kurzyl
Już rzucałeś i nic to nie dało ![]()
Bert44 napisał/a:Miklosza napisał/a:Najlepiej było by nie palić ale jest to jakaś przyjemność przynajmniej kiedyś tak myślałem
Tez to lubie ale rzucam. W najbliższej przyszłości
Bedziesz sam kurzyl
Już rzucałeś i nic to nie dało
Ty tak samo
No tak tylko że ja już nie rzucę nie da rady ![]()
No tak tylko że ja już nie rzucę nie da rady
To może Bert też już nie da rady... Ja nie dam rady słodyczy rzucić ![]()
Miklosza napisał/a:No tak tylko że ja już nie rzucę nie da rady
To może Bert też już nie da rady... Ja nie dam rady słodyczy rzucić
Wiem co czujesz mówiłem ci dzisiaj co zjadłem
Julia life in UK napisał/a:Miklosza napisał/a:No tak tylko że ja już nie rzucę nie da rady
To może Bert też już nie da rady... Ja nie dam rady słodyczy rzucić
Wiem co czujesz mówiłem ci dzisiaj co zjadłem
Tak no ale mnie to już nie obchodzi na coś trzeba umrzeć. TY zBertem umrzecie na papierosy a ja se umrę na czekoladę o tak na łożu śmierci zeżre cała tabliczkę czekolady to będzie mój ostatni posilek xD
Ską d wiesz że na fajki mo ze ze starości albo na co s innego ![]()
Ską d wiesz że na fajki mo ze ze starości albo na co s innego
Bo jestem wrozka i wiem ![]()
Znowu się mondralujesz ![]()
Znowu się mondralujesz
Wydaje Ci sie ![]()
Bert44 napisał/a:Miklosza napisał/a:Najlepiej było by nie palić ale jest to jakaś przyjemność przynajmniej kiedyś tak myślałem
Tez to lubie ale rzucam. W najbliższej przyszłości
Bedziesz sam kurzyl
Już rzucałeś i nic to nie dało
Ale teraz naprawdę ![]()
Miklosza napisał/a:No tak tylko że ja już nie rzucę nie da rady
To może Bert też już nie da rady... Ja nie dam rady słodyczy rzucić
To piąteczka. Łączymy się we wspólnym cierpieniu
Wilki w owczej skorze
Hmm... raczej nie mam tu opinii owieczki, więc się do tego nie przywiązuję
![]()
I kto by pomyślał
![]()
Wyszło szydło z worka
![]()
Oj tam, oj tam...
Zresztą Ty jeszcze nie wiesz, co się może z tego worka wysypać
![]()
A już tak zupełnie poważnie, to słuchałam kiedyś jakiejś psycholożki zajmującej się związkami, która przekonywała, że dla lepszego samopoczucia partnera warto czasem poudawać mniej zaradną (czytaj: nieogarniętą), żeby mężczyzna mógł się wykazać.
Myślę sobie, że to można traktować dwojako, bo albo dzięki temu facet faktycznie będzie mógł poczuć się lepiej w relacji z ogarniającą kobietą, co bądź co bądź trochę kiepsko mówi o facecie, albo też może to służyć jego wykorzystywaniu, co z kolei jest już ewidentnie manipulacyjne.
Jak Wy, Panowie, do tego podchodzicie? Lubicie, jak pozwalamy Wam się wykazywać? ![]()
Bert44 napisał/a:Wilki w owczej skorze
Hmm... raczej nie mam tu opinii owieczki, więc się do tego nie przywiązuję
Alessandro napisał/a:I kto by pomyślał
![]()
Wyszło szydło z worka
![]()
Oj tam, oj tam...
![]()
Zresztą Ty jeszcze nie wiesz, co się może z tego worka wysypać![]()
A już tak zupełnie poważnie, to słuchałam kiedyś jakiejś psycholożki zajmującej się związkami, która przekonywała, że dla lepszego samopoczucia partnera warto czasem poudawać mniej zaradną (czytaj: nieogarniętą), żeby mężczyzna mógł się wykazać.
Myślę sobie, że to można traktować dwojako, bo albo dzięki temu facet faktycznie będzie mógł poczuć się lepiej w relacji z ogarniającą kobietą, co bądź co bądź trochę kiepsko mówi o facecie, albo też może to służyć jego wykorzystywaniu, co z kolei jest już ewidentnie manipulacyjne.Jak Wy, Panowie, do tego podchodzicie? Lubicie, jak pozwalamy Wam się wykazywać?
Ciekawe. Tzn udawanie mniej zaradnej ![]()
Mysle ze wykazanie sie byloby tu tylko droga. Nie chodzi o wykazanie tylko pochwalenie za to czym sie wykaze. Uznanie szacunek, pochwala - faceci dadza sie za to pociąc. Facet ktory czuje sie bohaterem swojego domu zaczyna fruwac. Dziwie sie babkom nie chwalacym swoich facetow. To latwa inwestycja o poteznej stopie zwrotu. Facet nagle bez namawiania zaczyna robic jeszcze to, tamto i przy tym jest szczesliwy. Czuje sie wazniakiem. Wiele babek powie - ale za co mam chwalic tego osla. Zawsze jest za co. A jego to mocno zmotywuje i zwiaze mocniej z babka
A pochwala publicza? Przy znajomych, przy rodzinie? Po tym facet wyjdzie z domu, poszuka supermana i mu wpier...li ![]()
My dosc prosci jestesmy. Slynne 3S zadowoli wiekszosc facetow. A to wlasnie jedno z "S"
I widze to raczej jako spelnianie potrzeb drugiej strony a nie jako manipulacje. Chociaz? Moze troche manipulacja z obustronnymi korzysciami i ku zadowoleniu obu stron
Prawdą jest, że to działa w obie strony. Każdy, bez względu na płeć, lubi być doceniony. Dotyczy to każdej płaszczyzny naszego życia. Nawet, jak to Bert określił, jeśli jest to jakaś forma manipulacji, a jednocześnie zawierająca w sobie pozytywny ładunek, to finalnie zostanie osiągnięty zamierzony pomyślny skutek i godny pochwały sukces. Z kolei kombinowanie w ujęciu negatywnym przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego. Owszem, początkowo w pewnym sensie manipulant może odnieść jakąś korzyść, jednak w dłuższej perspektywie to już niekoniecznie.
Zdecydowanie lepiej jest tworzyć zdrową atmosferę i wzajemny szacunek.
To latwa inwestycja o poteznej stopie zwrotu.
Pełna zgoda.
Dzięki, że się wypowiedzieliście
Byłam ciekawa Waszej perspektywy, pomimo że sam temat wypłynął bardzo spontanicznie i z żartu ![]()
W zasadzie potwierdzacie to, co mówią coache od relacji, którzy bardzo zwracają uwagę na mechanizm, który stoi za męską motywacją. Ja jestem raczej Zosią Samosią, ale... nie mam problemu z oddawaniem drugiej osobie jakiegoś pola, w którym partner jest lepszy. Co do samych pochwał, to są babki, które oburzają się, że ich nikt nie chwali, dlatego nie widzą powodu, żeby pochwalić swojego faceta za to, że ogarnął to symboliczne wyniesienie śmieci czy opróżnienie zmywarki, ale jeśli to kobiety nic nie kosztuje, mężczyzna czuje się lepiej, w dodatku procentuje to uprzedzaniem jej "życzeń", to serio nie rozumiem w czym problem. Relacja na tym tylko zyskuje i nasze samopoczucie także.
Kurcze, sama jak zrobię dobry obiad i ktoś mi za to podziękuje, przy okazji chwaląc umiejętności, to mam zdecydowanie większą motywację do tego, żeby kolejnym razem włożyć w to równie dużo serducha. I w drugą stronę - kiedy mam ogarnięty samochód, to przecież owiele większe prawdopodobieństwo, że to będzie się powtarzać, istnieje wowczas, kiedy okażę swoją radość i wdzięczność niż gdybym podeszła do tematu na zasadzie "należy mi się".
Tak działamy i nie ma co się oszukiwać, bo każdy z nas łasy jest na pochwały, co zresztą słusznie zauważyliście, a ja się pod tym podpisuję ![]()
Dzięki, że się wypowiedzieliście, byłam ciekawa Waszej perspektywy, pomimo że sam temat wypłynął bardzo spontanicznie i z żartu
W zasadzie potwierdzacie to, co mówią coache od relacji, którzy bardzo zwracają uwagę na mechanizm, który stoi za męską motywacją. Ja jestem raczej Zosią Samosią, ale... nie mam problemu z oddawaniem drugiej osobie jakiegoś pola, w którym partner jest lepszy. Co do samych pochwał, to są babki, które oburzają się, że ich nikt nie chwali, dlatego nie widzą powodu, żeby pochwalić swojego faceta za to, że ogarnął to symboliczne wyniesienie śmieci czy opróżnienie zmywarki, ale jeśli to kobiety nic nie kosztuje, mężczyzna czuje się lepiej, w dodatku procentuje to uprzedzaniem jej "życzeń", to serio nie rozumiem w czym problem. Relacja na tym tylko zyskuje i nasze samopoczucie także.
Kurcze, sama jak zrobię dobry obiad i ktoś mi za to podziękuje, przy okazji chwaląc umiejętności, to mam zdecydowanie większą motywację do tego, żeby kolejnym razem włożyć w to równie dużo serducha. Tak działamy i nie ma co się oszukiwać, że każdy łasy jest na pochwały, co zresztą słusznie zauważyliście, a ja się pod tym podpisuję
Ja się staram robić wszystko sama,potrafię nawet wykonać męskie typowo rzeczy,bo szybko się uczę. Jedynie co mnie ogranicza to siła-nie podniosę czegoś co jest za ciężkie,ale tak oprócz tego robię i potrafię się nauczyć wszystkiego. O pomoc się boję prosić,bo z doświadczenia wiem,że jak ktoś raz mi pomoże to później oczekuje ode mnie dozgonnej wdzięczności... pochwal nie oczekuje grunt,że ja jestem z siebie dumna,gdy coś mnie sie uda zrobić
Ja się staram robić wszystko sama,potrafię nawet wykonać męskie typowo rzeczy,bo szybko się uczę. Jedynie co mnie ogranicza to siła-nie podniosę czegoś co jest za ciężkie,ale tak oprócz tego robię i potrafię się nauczyć wszystkiego.
Ale to nie było o tym
Ja umiem malować, tapetować, obsłużyć wiertarkę czy przykręcić gniazdko, ale... mój facet jest tzw. złotą rączką i bardzo chętnie mu to wszystko oddaję (no może poza tapetowaniem, bo tu chyba jednak ja jestem lepsza
). On wchodzi wtedy w męską energię, czuje się sprawczy, dostaje ode mnie motywację, a ja mogę pozostać na swoim miejscu i w tym czasie zająć się czymś innym. Poza tym naprawdę widzę i doceniam, jak się stara, jak jest dokładny, a już rozpuszczam się, kiedy po dwóch dniach od zakończenia remontu stwierdzam, że jedną ścianę trzeba jednak przemalować, a on po prostu jedzie do sklepu po farbę i to robi <3
Mogę sama, ale stwierdziliśmy już, że nie o to chodzi ![]()
Julia life in UK napisał/a:Ja się staram robić wszystko sama,potrafię nawet wykonać męskie typowo rzeczy,bo szybko się uczę. Jedynie co mnie ogranicza to siła-nie podniosę czegoś co jest za ciężkie,ale tak oprócz tego robię i potrafię się nauczyć wszystkiego.
Ale to nie było o tym
![]()
Ja umiem malować, tapetować, obsłużyć wiertarkę czy przykręcić gniazdko, ale... mój facet jest tzw. złotą rączką i bardzo chętnie mu to wszystko oddaję (no może poza tapetowaniem, bo tu chyba jednak ja jestem lepsza
). On wchodzi wtedy w męską energię, czuje się sprawczy, dostaje ode mnie motywację, a ja mogę pozostać na swoim miejscu i w tym czasie zająć się czymś innym. Poza tym naprawdę widzę i doceniam, jak się stara, jak jest dokładny, a już rozpuszczam się, kiedy po dwóch dniach od zakończenia remontu stwierdzam, że jedną ścianę trzeba jednak przemalować, a on po prostu jedzie do sklepu po farbę i to robi <3
Mogę sama, ale stwierdziliśmy już, że nie o to chodzi
Co to jest męska energia? Jak można wejść w energię?
Ja jeżeli coś potrafię zrobić to nie oddaje nikomu tej roboty. Jak czegoś nie potrafię to próbuje 3x i jak się nie uda to z wielką boleścią serca proszę o pomoc
Co do mezczyzny w domu.
Talenty ludzie mają różne. Pamiętam kiedys prof. Miodek opowiadał jak jego żona wezwała chyba hydraulika czy kogoś tam żeby coś s domu naprawił. No i naprawia i pyta zonę Miodka: a mąż ma dwie lewe ręce? Wiec ona odpowiada: no tak ![]()
Juz sobie wyobrażam- gosciu z petem w gębie, przecinek wystaje ze spodni i zadaje pytania
Talent Miodka jest gdzie indziej. Jak zona mu powiedziala: musimy zrobic remont to jej odpowiedzial remontu sie nie robi tylko przeprowadza
Bert44 napisał/a:Wilki w owczej skorze
Hmm... raczej nie mam tu opinii owieczki, więc się do tego nie przywiązuję
Alessandro napisał/a:I kto by pomyślał
![]()
Wyszło szydło z worka
![]()
Oj tam, oj tam...
![]()
Zresztą Ty jeszcze nie wiesz, co się może z tego worka wysypać![]()
A już tak zupełnie poważnie, to słuchałam kiedyś jakiejś psycholożki (...)
Będzie suchar:
- Jak się nazwa świnka,która studiowała psychologię?
- Psycholożka!
Dziękuję, kurtyna
.
Julia life in UK napisał/a:Ja się staram robić wszystko sama,potrafię nawet wykonać męskie typowo rzeczy,bo szybko się uczę. Jedynie co mnie ogranicza to siła-nie podniosę czegoś co jest za ciężkie,ale tak oprócz tego robię i potrafię się nauczyć wszystkiego.
Ale to nie było o tym
![]()
Ja umiem malować, tapetować, obsłużyć wiertarkę czy przykręcić gniazdko, (...)
Kobieta orkiestra! Koło w samochodzie też umiesz zmienić?
Pytam poważnie.
Kobieta orkiestra! Koło w samochodzie też umiesz zmienić?
Pytam poważnie.
Wiem jak technicznie to zrobić, ale... chyba nie byłabym pewna, czy powinnam tym samochodem potem dalej jechać ![]()
Nie no, był taki czas, że musiałam sobie radzić, to radziłam, a że nauczyłam się tego wszystkiego od taty, dzięki czemu już w wieku 16 lat bez problemu sama sobie ogarniałam pokój, łącznie z wieszaniem lamp i przykręcaniem karniszy, to mi to zostało. Co wciąż nie znaczy, że jeśli mam kogoś, kto mi to ogarnie, to chętnie oddaję tę pałeczkę
Będzie suchar:
- Jak się nazwa świnka,która studiowała psychologię?
- Psycholożka!Dziękuję, kurtyna
![]()
Tak serio, serio to mi te feminatywy wcale nie leżą. Nawet jak pisałam ową "psycholożkę" to chwilę się zawahałam, czy jednak nie powinnam po swojemu, czyli... pani psycholog ![]()
KoralinaJones napisał/a:Kobieta orkiestra! Koło w samochodzie też umiesz zmienić?
Pytam poważnie.
Wiem jak technicznie to zrobić, ale... chyba nie byłabym pewna, czy powinnam tym samochodem potem dalej jechać
Nie no, był taki czas, że musiałam sobie radzić, to radziłam, a że nauczyłam się tego wszystkiego od taty, dzięki czemu już w wieku 16 lat bez problemu sama sobie ogarniałam pokój, łącznie z wieszaniem lamp i przykręcaniem karniszy, to mi to zostało. Co wciąż nie znaczy, że jeśli mam kogoś, kto mi to ogarnie, to chętnie oddaję tę pałeczkę
KoralinaJones napisał/a:Będzie suchar:
- Jak się nazwa świnka,która studiowała psychologię?
- Psycholożka!Dziękuję, kurtyna
Tak serio, serio to mi te feminatywy wcale nie leżą. Nawet jak pisałam ową "psycholożkę" to chwilę się zawahałam, czy jednak nie powinnam po swojemu, czyli pani psycholog
Ja sobie musiałam radzić jak w wieku 21 lat wyjechałam sama bez nikogo rodziny do Anglii....się trzeba było nauczyć kombinowania żeby przeżyć xD
Ja sobie musiałam radzić jak w wieku 21 lat wyjechałam sama bez nikogo rodziny do Anglii....się trzeba było nauczyć kombinowania żeby przeżyć xD
Wiem, pamiętam ![]()
Ja jak jeszcze mieszkałam z rodzicami, a po przeprowadzce z bloku mieliśmy spory dom, w którym z bratem dzieliliśmy całe piętro, to ciągle coś kombinowałam i zmieniałam, więc żeby nie musieć ciągle się o wszystko prosić, po prostu się tego nauczyłam
Potem mi się to wszystko jeszcze wiele razy przydało.
Tak sobie teraz myślę, że tapetowaniem spokojnie mogłabym zarabiać, bo robię to naprawdę perfekcyjnie. Co prawda obecnie mam u siebie położone tapety tylko na pojedynczych ścianach, ale nikomu nie dałabym dotknąć tej roboty
Facet niech maluje, kładzie panele i co tam umie, ale tapety to tylko ja sama
![]()
Priscilla napisał/a:Bert44 napisał/a:Wilki w owczej skorze
Hmm... raczej nie mam tu opinii owieczki, więc się do tego nie przywiązuję
Alessandro napisał/a:I kto by pomyślał
![]()
Wyszło szydło z worka
![]()
Oj tam, oj tam...
![]()
Zresztą Ty jeszcze nie wiesz, co się może z tego worka wysypać![]()
A już tak zupełnie poważnie, to słuchałam kiedyś jakiejś psycholożki (...)
Będzie suchar:
- Jak się nazwa świnka,która studiowała psychologię?
- Psycholożka!Dziękuję, kurtyna
.
Psycholoszka
Julia life in UK napisał/a:Ja sobie musiałam radzić jak w wieku 21 lat wyjechałam sama bez nikogo rodziny do Anglii....się trzeba było nauczyć kombinowania żeby przeżyć xD
Wiem, pamiętam
Ja jak jeszcze mieszkałam z rodzicami, a po przeprowadzce z bloku mieliśmy spory dom, w którym z bratem dzieliliśmy całe piętro, to ciągle coś kombinowałam i zmieniałam, więc żeby nie musieć ciągle się o wszystko prosić, po prostu się tego nauczyłamPotem mi się to wszystko jeszcze wiele razy przydało.
Tak sobie teraz myślę, że tapetowaniem spokojnie mogłabym zarabiać, bo robię to naprawdę perfekcyjnie. Co prawda obecnie mam u siebie położone tapety tylko na pojedynczych ścianach, ale nikomu nie dałabym dotknąć tej roboty
Facet niech maluje, kładzie panele i co tam umie, ale tapety to tylko ja sama
![]()
Jakbys robila to zawodowo to bysmy deala zdobili. Tapetowanie jest w absolutnej topce znienawidzonych przeze mnie robót. No nie cierpie. Nie lubie tez wszelkich w ktorych we wiadrze trzeba jakas mase mieszac np. tynkownie (nawet nie probowalem), jakies klejenie plytek, fasady. Nie dla mnie. Tzn jak musze plytki przykleic to przykleje ale start pracy przeciagne w nieskonczonosc. Wlasnie czeka na mnie przyklejnlenie paru plytek. Wszystko mam od 3 tygodni a jakos nie idzie zaczac.
Wiem zawsze mozna zaplacic ale sam wymyslilem i stwierdzilem ze zrobie. To zrobie
Priscilla napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Ja sobie musiałam radzić jak w wieku 21 lat wyjechałam sama bez nikogo rodziny do Anglii....się trzeba było nauczyć kombinowania żeby przeżyć xD
Wiem, pamiętam
Ja jak jeszcze mieszkałam z rodzicami, a po przeprowadzce z bloku mieliśmy spory dom, w którym z bratem dzieliliśmy całe piętro, to ciągle coś kombinowałam i zmieniałam, więc żeby nie musieć ciągle się o wszystko prosić, po prostu się tego nauczyłamPotem mi się to wszystko jeszcze wiele razy przydało.
Tak sobie teraz myślę, że tapetowaniem spokojnie mogłabym zarabiać, bo robię to naprawdę perfekcyjnie. Co prawda obecnie mam u siebie położone tapety tylko na pojedynczych ścianach, ale nikomu nie dałabym dotknąć tej roboty
Facet niech maluje, kładzie panele i co tam umie, ale tapety to tylko ja sama
![]()
Jakbys robila to zawodowo to bysmy deala zdobili. Tapetowanie jest w absolutnej topce znienawidzonych przeze mnie robót. No nie cierpie. Nie lubie tez wszelkich w ktorych we wiadrze trzeba jakas mase mieszac np. tynkownie (nawet nie probowalem), jakies klejenie plytek, fasady. Nie dla mnie. Tzn jak musze plytki przykleic to przykleje ale start pracy przeciagne w nieskonczonosc. Wlasnie czeka na mnie przyklejnlenie paru plytek. Wszystko mam od 3 tygodni a jakos nie idzie zaczac.
Wiem zawsze mozna zaplacic ale sam wymyslilem i stwierdzilem ze zrobie. To zrobie
Ja tam kupiłam tapety samoprzylepne bez potrzeby mieszania kleju-zycie trzeba sobie ułatwiać. Jak to mawiał pracodawcą mojego taty "pracuj mądrze,a nie ciezko" oraz "spryt jest wazniejszy od siły w fizycznej pracy " ![]()
Jak nie masz weny, to nawet najprostsza rzecz urasta to rangi gigantycznej bariery nie do pokonania. Samo życie
![]()
Jak nie masz weny, to nawet najprostsza rzecz urasta to rangi gigantycznej bariery nie do pokonania. Samo życie
![]()
To też prawda
Przypomniala mi sie historia z American Beauty jak Kevin poszedl do pracy w fast foodzie. Ja tez bym chetnie poszedl. Od 2 lat jestem zajechany, zestresowany, w wiecznym wyscigu, stresach, konfliktach mam wysyp manipulatorow, klamcow i kretaczy. Zmeczony jestem. Praca w McDonalds by mnie psychicznie wyluzowala
I prosze bez komentarzy: to czemu tak nie zrobisz
Z paru powodow twraz ale moze kiedys zrobie
Przypomniala mi sie historia z American Beauty jak Kevin poszedl do pracy w fast foodzie. Ja tez bym chetnie poszedl. Od 2 lat jestem zajechany, zestresowany, w wiecznym wyscigu, stresach, konfliktach mam wysyp manipulatorow, klamcow i kretaczy. Zmeczony jestem. Praca w McDonalds by mnie psychicznie wyluzowala
I prosze bez komentarzy: to czemu tak nie zrobisz
Z paru powodow twraz ale moze kiedys zrobie
Praca w fast foodzie to jest tam zapiernicz. Rzadko chodze do fast fooda,tym bardziej że mało było wege rzeczy które lubiłam,ale jak już poszłam to widziałam pracownicy zapierdzielali jak na baterie w pospiechu,a klientów pełno. Jedyny plus takiej pracy to fakt,że nie dźwiga sie nic ciężkiego,ale po 8 godzinach zapierdzielania na nogach to wątpię czy Ci ludzie mają po pracy siłę na cokolwiek innego niż siedzenie na kanapie
Jeżeli chodzi o psychikę to z klientami też się trzeba użerać,bo Brajanek dostał jedna spalona frytkę i różne głupoty wysłuchiwać-sama byłam świadkiem
Bert44 napisał/a:Przypomniala mi sie historia z American Beauty jak Kevin poszedl do pracy w fast foodzie. Ja tez bym chetnie poszedl. Od 2 lat jestem zajechany, zestresowany, w wiecznym wyscigu, stresach, konfliktach mam wysyp manipulatorow, klamcow i kretaczy. Zmeczony jestem. Praca w McDonalds by mnie psychicznie wyluzowala
I prosze bez komentarzy: to czemu tak nie zrobisz
Z paru powodow twraz ale moze kiedys zrobie
Praca w fast foodzie to jest tam zapiernicz. Rzadko chodze do fast fooda,tym bardziej że mało było wege rzeczy które lubiłam,ale jak już poszłam to widziałam pracownicy zapierdzielali jak na baterie w pospiechu,a klientów pełno. Jedyny plus takiej pracy to fakt,że nie dźwiga sie nic ciężkiego,ale po 8 godzinach zapierdzielania na nogach to wątpię czy Ci ludzie mają po pracy siłę na cokolwiek innego niż siedzenie na kanapie
Jeżeli chodzi o psychikę to z klientami też się trzeba użerać,bo Brajanek dostał jedna spalona frytkę i różne głupoty wysłuchiwać-sama byłam świadkiem
Luzik i brak odpowiedzialnosci. Male sprzeczki z klientami moglbym łyknąć
Julia life in UK napisał/a:Bert44 napisał/a:Przypomniala mi sie historia z American Beauty jak Kevin poszedl do pracy w fast foodzie. Ja tez bym chetnie poszedl. Od 2 lat jestem zajechany, zestresowany, w wiecznym wyscigu, stresach, konfliktach mam wysyp manipulatorow, klamcow i kretaczy. Zmeczony jestem. Praca w McDonalds by mnie psychicznie wyluzowala
I prosze bez komentarzy: to czemu tak nie zrobisz
Z paru powodow twraz ale moze kiedys zrobie
Praca w fast foodzie to jest tam zapiernicz. Rzadko chodze do fast fooda,tym bardziej że mało było wege rzeczy które lubiłam,ale jak już poszłam to widziałam pracownicy zapierdzielali jak na baterie w pospiechu,a klientów pełno. Jedyny plus takiej pracy to fakt,że nie dźwiga sie nic ciężkiego,ale po 8 godzinach zapierdzielania na nogach to wątpię czy Ci ludzie mają po pracy siłę na cokolwiek innego niż siedzenie na kanapie
Jeżeli chodzi o psychikę to z klientami też się trzeba użerać,bo Brajanek dostał jedna spalona frytkę i różne głupoty wysłuchiwać-sama byłam świadkiem
Luzik i brak odpowiedzialnosci. Male sprzeczki z klientami moglbym łyknąć
Jaki brak odpowiedzialnosci? Podasz klientowi alergen już możesz mieć problemy i to poważne. Podasz klientowi przez przypadek coś nieświeżego tak samo. I to wcale nie są małe sprzeczki tam klienci potrafią drzeć mordy na całe miejsce pracy to później wstyd by Ci było przychodzić do tej samej pracy,gdybyś wiedział,że współpracownicy słyszeli wczorajsze darcie pyska. To nie jest praca łatwa i bezstresowa
Bert44 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Praca w fast foodzie to jest tam zapiernicz. Rzadko chodze do fast fooda,tym bardziej że mało było wege rzeczy które lubiłam,ale jak już poszłam to widziałam pracownicy zapierdzielali jak na baterie w pospiechu,a klientów pełno. Jedyny plus takiej pracy to fakt,że nie dźwiga sie nic ciężkiego,ale po 8 godzinach zapierdzielania na nogach to wątpię czy Ci ludzie mają po pracy siłę na cokolwiek innego niż siedzenie na kanapie
Jeżeli chodzi o psychikę to z klientami też się trzeba użerać,bo Brajanek dostał jedna spalona frytkę i różne głupoty wysłuchiwać-sama byłam świadkiem
Luzik i brak odpowiedzialnosci. Male sprzeczki z klientami moglbym łyknąć
Jaki brak odpowiedzialnosci? Podasz klientowi alergen już możesz mieć problemy i to poważne. Podasz klientowi przez przypadek coś nieświeżego tak samo. I to wcale nie są małe sprzeczki tam klienci potrafią drzeć mordy na całe miejsce pracy to później wstyd by Ci było przychodzić do tej samej pracy,gdybyś wiedział,że współpracownicy słyszeli wczorajsze darcie pyska. To nie jest praca łatwa i bezstresowa
To wszystko jest prawie bezstresowe
Julia life in UK napisał/a:Bert44 napisał/a:Luzik i brak odpowiedzialnosci. Male sprzeczki z klientami moglbym łyknąć
Jaki brak odpowiedzialnosci? Podasz klientowi alergen już możesz mieć problemy i to poważne. Podasz klientowi przez przypadek coś nieświeżego tak samo. I to wcale nie są małe sprzeczki tam klienci potrafią drzeć mordy na całe miejsce pracy to później wstyd by Ci było przychodzić do tej samej pracy,gdybyś wiedział,że współpracownicy słyszeli wczorajsze darcie pyska. To nie jest praca łatwa i bezstresowa
To wszystko jest prawie bezstresowe
Dobrze idź popracuj do fast fooda zobaczymy ile wytrzymasz ![]()
Klient, który wkurzyłby Berta, zostałby przerobiony na burgera, do tego podwójny ser ![]()
Bert44 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Jaki brak odpowiedzialnosci? Podasz klientowi alergen już możesz mieć problemy i to poważne. Podasz klientowi przez przypadek coś nieświeżego tak samo. I to wcale nie są małe sprzeczki tam klienci potrafią drzeć mordy na całe miejsce pracy to później wstyd by Ci było przychodzić do tej samej pracy,gdybyś wiedział,że współpracownicy słyszeli wczorajsze darcie pyska. To nie jest praca łatwa i bezstresowa
To wszystko jest prawie bezstresowe
Dobrze idź popracuj do fast fooda zobaczymy ile wytrzymasz
Do emerytury. Tylko kasa slaba kurde....
Julia life in UK napisał/a:Bert44 napisał/a:To wszystko jest prawie bezstresowe
Dobrze idź popracuj do fast fooda zobaczymy ile wytrzymasz
Do emerytury. Tylko kasa slaba kurde....
No wlasnie plus przyplacisz zdrowiem. Zapierdzielanie 8 godzin dziennie na nogach,a nawet samo stanie zaowocuje niestety problemami ze stawami itd na emeryturze
Jasne, że szkoda zdrowia. Poza tym tak sobie myślę, że taka praca to jeszcze dla młodych. Tak na początek, nawet chociażby z takiego powodu jak - z braku laku...
Bert44 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Dobrze idź popracuj do fast fooda zobaczymy ile wytrzymasz
Do emerytury. Tylko kasa slaba kurde....
No wlasnie plus przyplacisz zdrowiem. Zapierdzielanie 8 godzin dziennie na nogach,a nawet samo stanie zaowocuje niestety problemami ze stawami itd na emeryturze
Juz nie pamietam co to jest zapierdzielanie 8 godzin dziennie ![]()
Kolega przacowal w McDonaldzie. Lata lata temu. Moze super lekko nie jest ale glowa wolna
Julia life in UK napisał/a:Bert44 napisał/a:Do emerytury. Tylko kasa slaba kurde....
No wlasnie plus przyplacisz zdrowiem. Zapierdzielanie 8 godzin dziennie na nogach,a nawet samo stanie zaowocuje niestety problemami ze stawami itd na emeryturze
Juz nie pamietam co to jest zapierdzielanie 8 godzin dziennie
Kolega przacowal w McDonaldzie. Lata lata temu. Moze super lekko nie jest ale glowa wolna
I dobrze,ze nie pamietasz... glowa moze i wolna,ale cialo cierpi po tylu latach zapierniczania
Bert44 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:No wlasnie plus przyplacisz zdrowiem. Zapierdzielanie 8 godzin dziennie na nogach,a nawet samo stanie zaowocuje niestety problemami ze stawami itd na emeryturze
Juz nie pamietam co to jest zapierdzielanie 8 godzin dziennie
Kolega przacowal w McDonaldzie. Lata lata temu. Moze super lekko nie jest ale glowa wolna
I dobrze,ze nie pamietasz... glowa moze i wolna,ale cialo cierpi po tylu latach zapierniczania
Pewnie tak. Teraz potrzebuje spokoju dlatego tak gadam. Jabym mial spokoj to bym nie gadal o tym
Jakbys robila to zawodowo to bysmy deala zdobili. Tapetowanie jest w absolutnej topce znienawidzonych przeze mnie robót. No nie cierpie. Nie lubie tez wszelkich w ktorych we wiadrze trzeba jakas mase mieszac np. tynkownie (nawet nie probowalem), jakies klejenie plytek, fasady. Nie dla mnie. Tzn jak musze plytki przykleic to przykleje ale start pracy przeciagne w nieskonczonosc. Wlasnie czeka na mnie przyklejnlenie paru plytek. Wszystko mam od 3 tygodni a jakos nie idzie zaczac.
Wiem zawsze mozna zaplacic ale sam wymyslilem i stwierdzilem ze zrobie. To zrobie
W sumie całkiem niedawno dotarło do mnie, że jak umiem tapetować, to w razie "W" nie zginę
Ktoś na FB zapytał, czy to się dziś opłaca i z komentarzy wynikało, że usługa tapetowania jest w cenie. A ja naprawdę robię to tak, że mucha nie siada - każde dopasowanie wzoru, załamanie, docięcie przy suficie musi być perfecto ![]()
Pewnie to wiesz, ale gdyby nie, to najlepsze na świecie są tapety na flizelinie - smarujesz tylko ścianę, więc wystarczy podłożyć coś przy ścianie, żeby podłoga się nie pochlapała, a tapety świetnie się trzymają, łatwo się kładą i są plastyczne, co pozwala łatwo z nimi pracować. Jak sobie przypomnę te wszystkie tradycyjne winyle i jeszcze gorsze, bo rozmakające papierowe, to przy nich dzisiejsze tapetowanie to sama przyjemność, bez dwóch zdań
I żeby nie było - znam przyjemniejsze zajęcia, ale lubię jak na koniec moja starannie wykonana praca cieszy oczy ![]()
Jak nie masz weny, to nawet najprostsza rzecz urasta to rangi gigantycznej bariery nie do pokonania. Samo życie
![]()
To jest prokrastynacja i kiedy mi się załącza, to wiem, że jest mi z tym czymś, czym powinnam się zająć, zdecydowanie nie po drodze
Przede wszystkim jednak, jeśli do czegoś podchodzę jak do jeża, czyli jak Bert do swoich płytek, to dla całego świata jest to jasny przekaz, że ja bardzo nie lubię tego robić
I tak sobie myślę, że jeśli coś sprawia mi frajdę, to jakoś dziwnie nie mam potrzeby się przed tym bronić rękami i nogami ![]()
Julia life in UK napisał/a:Bert44 napisał/a:Juz nie pamietam co to jest zapierdzielanie 8 godzin dziennie
Kolega przacowal w McDonaldzie. Lata lata temu. Moze super lekko nie jest ale glowa wolna
I dobrze,ze nie pamietasz... glowa moze i wolna,ale cialo cierpi po tylu latach zapierniczania
Pewnie tak. Teraz potrzebuje spokoju dlatego tak gadam. Jabym mial spokoj to bym nie gadal o tym
Być może wystarczyłaby Ci tylko krótka zmiana na złapanie oddechu i oderwanie się od tego, co teraz Cię męczy. Zresztą nie bez przyczyny twierdzi się, że człowiek najlepiej wypoczywa dokładnie odwrotnie niż pracuje, czyli osoby pracujące głową lepiej odpoczywają czynnie, a pracujące fizycznie wylegując się na plaży i delektując nic-nie-robieniem.
KoralinaJones napisał/a:Priscilla napisał/a:Hmm... raczej nie mam tu opinii owieczki, więc się do tego nie przywiązuję
![]()
Oj tam, oj tam...
![]()
Zresztą Ty jeszcze nie wiesz, co się może z tego worka wysypać![]()
A już tak zupełnie poważnie, to słuchałam kiedyś jakiejś psycholożki (...)
Będzie suchar:
- Jak się nazwa świnka,która studiowała psychologię?
- Psycholożka!Dziękuję, kurtyna
.
Psycholoszka
Czepiasz się
.
KoralinaJones napisał/a:Kobieta orkiestra! Koło w samochodzie też umiesz zmienić?
Pytam poważnie.
Wiem jak technicznie to zrobić, ale... chyba nie byłabym pewna, czy powinnam tym samochodem potem dalej jechać
Nie no, był taki czas, że musiałam sobie radzić, to radziłam, a że nauczyłam się tego wszystkiego od taty, dzięki czemu już w wieku 16 lat bez problemu sama sobie ogarniałam pokój, łącznie z wieszaniem lamp i przykręcaniem karniszy, to mi to zostało. Co wciąż nie znaczy, że jeśli mam kogoś, kto mi to ogarnie, to chętnie oddaję tę pałeczkę
KoralinaJones napisał/a:Będzie suchar:
- Jak się nazwa świnka,która studiowała psychologię?
- Psycholożka!Dziękuję, kurtyna
Tak serio, serio to mi te feminatywy wcale nie leżą. Nawet jak pisałam ową "psycholożkę" to chwilę się zawahałam, czy jednak nie powinnam po swojemu, czyli... pani psycholog
Ministra, Gościni... a samica słonia, to słonina.
Mnie feminatywy działają na nerwy. Uszy mi krwawią bardziej niż przeciwnikom disco polo, kiedy słyszą Zenka Martyniuka.
Nie, miła Koralino, samica słonia to od zawsze słonica. Natomiast słonina to teoretycznie i językowo powinno być mięso słonia, na wzór baraniny, koniny czy świniny. Ale nie jest, co uczących się naszego języka cudzoziemców potrafi autentycznie zadziwić. ![]()
Feminatywy i owszem, zgrzytają i irytują, jak każda odgórnie wprowadzana zmiana językowa. Zawsze było "jakoś" i działało, po cholerę to zmieniać. Po jakimś czasie się przywyka jeśli zmiana jest sensowna, albo nie ma powodu, by przywykać, bo nie trafione zmiany samoistnie zanikają. Z takich niespecjalnie trafionych była w swoim czasie próba zastąpienia traktora ciągnikiem, ciągnik niby został w języku używanym, ale obecnie ma inne znaczenie niż pierwotnie planowano, a traktora żeśmy się z języka nie pozbyli.
Tak się pocieszam, że kiedyś rażącymi feminatywami były "lekarka" i "pielęgniarka", a sama jeszcze pamiętam, że "posłanka" było rażące, bo przecież zawsze było "pani poseł" i co to komu szkodziło
.
Przywyknę zapewne do ministry i kierowczyni... czas uleczy poranione uszy
na razie mam problem z "magisterką" i "profesorką", bo jako żywo dla mnie "magisterka" to "praca magisterska", a "profesorka" to się mówiło o nauczycielce w liceum.
Nie, miła Koralino, samica słonia to od zawsze słonica. Natomiast słonina to teoretycznie i językowo powinno być mięso słonia, na wzór baraniny, koniny czy świniny. Ale nie jest, co uczących się naszego języka cudzoziemców potrafi autentycznie zadziwić.
Niemożliwe?
Co ty nie powiesz?
Kierowczyni? Ja sądziłem, że kierowca w kobiecym wydaniu to kierownica ![]()
Jeśli zaś chodzi o feminatywy, to ja raczej szczerze wątpię, abym oswoił się z nimi i przyzwyczaił do nich. Nie mam pojęcia, po co to i czemu ma służyć? Zresztą mało mnie to interesuje.
Strony Poprzednia 1 … 221 222 223 224 225 226 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Rozmowy o wszystkim i o niczym z mikloszą
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024