Bert44 napisał/a:Tez najbardziej lubie malosolne - z 1000 sloikow kilka idzie do zjedzenia "za dwa dni"
Czytałam coś o 30 kilogramach, a tu się okazuje, że masz przerób przemysłowy 
Bert44 napisał/a:Wycofywac sie nie musze. Pomyslalem ze to zbyt osobiste doswiadczenia. Ale ja moge pogadac. W koncu sam decyduje ile napisze.
A co do plakania to akurat mialem sytuacje podobna do Twojej. Umowilismy sie w kawiarni. Wiedzialem o co chodzi. Wyznala mi milosc. Odmowilem. Fajna byla, w porzadku, ale nie moj typ. I szkoda mi jej bylo. Strasznie nieprzyjemne. Ona sie poplakala. Zreszta to byl okres w moim zyciu ze nawet Christy Turlington nie namówiłaby mnie na nic stalego.
Dokładnie tam pomyślałam, że przecież każdy może napisać tyle, ile uzna za komfortowe dla siebie.
No właśnie - "fajna, ale nie mój typ", co tylko po raz kolejny udowadnia, że bycie fajnym to jest dużo za mało, żeby chcieć z kimś być. No i jak nie zaklika, to nie da się przecież wmówić sobie, że jest inaczej.
Ja miałam w życiu różne okresy, ale ogólnie opisałabym się jako: chcąca związku, ale bardzo konkretna w swoich oczekiwaniach i chyba dość wymagająca. Nie było łatwo mnie sobą na poważnie zainteresować, ale jak już się zakochałam, to wchodziłam w to całą sobą.
Jak wcześniej wspomniałam, nigdy nie bawiłam się uczuciami, zawsze poważnie traktując drugiego człowieka, ale...
Raz (jeden jedyny) faktycznie zachowałam się nie fair, zostawiając drugą osobę bez wyjaśnienia. Byłam jeszcze bardzo młoda, a facet tak szybko się angażował, tak bardzo chciał mnie przedstawić swojej rodzinnie i znajomym, tak mi nadskakiwał, że czułam, że tego nie udźwignę, a przy okazji się uduszę. W pewnym momencie naprawdę się tego tempa przestraszyłam, a jednocześnie czułam, że cokolwiek powiem nie zostanie to przyjęte ze zrozumieniem. Wcale nie jestem z tego dumna, ale wtedy faktycznie zapadłam się pod ziemię, co o tyle nie bylo trudne, że akurat się przeprowadzałam.
Jeśli chodzi o powodzenie, to raczej nie mogłam narzekać. I choć zdarzały się jakieś krótkie okresy ciszy, to zdarzało się również, że adoratorzy pojawiali się hurtem
Miałam zresztą sporo kolegów, którzy jakoś tak podejrzanie szybko się zauraczali, ale niektórzy przyznali mi się do tego dopiero po latach.